Felietony Klub
Jacek, wygrałeś!
Autorem felietonu jest jajo1964.
Jestem kibicem młodym, wydaje mi się, że historię GieKSy znam dosyć dobrze. Zarówno tę dawną jak i współczesną. W tym tekście chciałbym skupić się na tej współczesnej, której do końca… nie pamiętam. Otóż GKS jest bliski mojemu sercu od najmłodszych lat, a wydarzenia, o których chcę pisać miały miejsce w roku 2005. Miałem wtedy niecałe 9 lat. Lecz co 2005 rok ma do tego, że Jacek Krysiak opuszcza w końcu nasz ukochany klub? Otóż ma i to dużo, bo kelner Krysiak odchodząc… wygrał!
Historię GieKSy znam z opowieści starszych kolegów, rodziny, monografii bądź innych źródeł takich jak np. forum kibiców. Lecz znam ją również z jednego bardzo ważnego źródła, którym jest „Bukowa”, której kolejne numery zbierałem długi czas, a wiele egzemplarzy nabyłem w sklepiku klubowym bądź na portalach aukcyjnych. Ostatnio przeglądając mój zbiór trafiłem na jedną gazetkę, która szczególnie mnie zaciekawiła. Jest to numer 33 z niedzieli 12 czerwca 2005 r. kiedy to graliśmy z Górnikiem Zabrze. Numer smutny, bo skupiał się na zjawiskach, które nigdy nie powinny mieć miejsca. Rok 2005 to widmo likwidacji GieKSy, spadek do II ligi, nieotrzymanie licencji na grę w tejże lidze, co skutkowało startem od ówczesnej IV ligi. Słynna akcja „Ratujmy GieKSę” odbiła się wtedy szerokim echem w całej Polsce. Lecz znowu pojawia się pytanie co Krysiak ma wspólnego z tamtymi wydarzeniami. W sumie nic, ale! W tym numerze ukazał się obszerny wywiad z prezesem GKS-u z tamtego okresu – Piotrem Dziurowiczem. Człowiek ten „zasłynął” choćby tym, że ingerował w wartości dla nas święte, takie jak herb i nazwa. To on był jedną z głównych przyczyn złego stanu GieKSy w tamtym czasie. Wywiad z tego numeru jest naprawdę obszerny – Dziurowicz mówił o przeszłości, przyszłości i kibicach. Rozmowa była przeprowadzona świeżo po meczu z Odrą Wodzisław (tu ślę „pozdrowienia” dla Rockiego). Ok, powspominałem sobie i znowu można postawić pytanie jak to się ma do tytułu felietonu? Gdzie wygrał Krysiak? Otóż w tym numerze był pewien ranking…
„Ranking prezesów a.d. 2005”, który przedstawiał działalność prezesów wszystkich klubów I ligi sezonu 2004/2005. Im niższe miejsce w rankingu, tym lepsza ocena działalności prezesa w danym klubie. Najniższe miejsce, czyli najlepszą ocenę działalności otrzymał Zbigniew Krasowski, który rządził wtedy w Górniku Łęczna. Natomiast „zwycięzcą” został Piotr Dziurowicz, który przez autora tekstu został wybrany najgorszym prezesem w I lidze. Tu pozwolę sobie zacytować uzasadnienie tej decyzji:
„Numer 1, mistrz ceremonii, numer uno, władca prezesów, rekin polskiego zarządzania klubami… któż to taki? Panie i Panowie z dumą przedstawiam „Rycerza Jedi” niejakiego Piotra Dziurowicza. Prezes Naszej kochanej „GieKSy” doprowadził spółkę akcyjną na skraj bankructwa, stracił płynność finansową, spuścił klub do drugiej ligi, stracił zaufanie u kibiców, nie miał co szukać w Urzędzie Miasta, sponsorów poszukiwał za pomocą maili, był głuchy na podpowiedzi ludzi, którym ten klub leży na sercu, znał się na wszystkim i chciał sam prowadzić klub… jednym słowem panie i panowie… ŻENADA. GKS Katowice, po wielu latach prosperity i tylko chwilowej zapaści w roku 99 tym razem, jeśli nie zdarzy się cud poleci na samo dno polskiego futbolu. Wszystko przez jednego człowieka, którego odporność na krytykę, oraz głosy próbujące pomóc doprowadziła nas do miejsca, z którego wyjść będzie niezmiernie ciężko. Dziękujemy Ci Piotrze, że zostawiasz za sobą spaloną ziemię… na szczęście są ludzie, którzy na tych zgliszczach wybudują jeszcze potężny klub, klub w którym nie będzie miejsca dla takich artystów jak ty.”
Historia niestety zatoczyła koło. Znowu w naszym klubie pojawiły się pasożyty, tylko tym razem było ich więcej i wydaje mi się, że ich siła była większa. Teraz skupmy się na osobie pana Jacka, do którego zwrócę się bezpośrednio, bo być może przeczyta ten tekst. Otóż drogi kelnerze! Jest jedna rzecz, w której odniosłeś sukces! Pokonałeś Piotra Dziurowicza w byciu najgorszym prezesem w historii Górniczego Klubu Sportowego „Katowice”! Gdyby teraz miałby powstać taki ranking, to nie wiem czy w drukarniach nie zabrakłoby tuszu. Nie masz sobie równych. Giermkiem Ireneusza Króla (być może w przyszłości Ireneusza K.) byłeś równie świetnym, jak beznadziejnym prezesem. Tylko, że z Króla żaden rycerz i na giermka na pewno nie zasłużył. Nie będę się rozpisywał o tym w jakim miejscu jest teraz nasz klub dzięki ludziom powiązanym z Centrozapami, Ideonami czy innymi Trustami, bo wszyscy wiedzą jak jest i czyja to wina, że w klubie panuje taka degrengolada. Gdybym miał o tym pisać, to przypuszczam, że wielu z was przestałoby czytać ten tekst z nerwów bądź znudzenia.
Szczerze jest mi żal pana Krysiaka, bo my kibice swego czasu pokładaliśmy w nim spore nadzieje. Broniliśmy go choćby wtedy, gdy złożył rezygnację ze swojej funkcji do Rady Nadzorczej po haniebnej porażce 1:6 z pewną drużyną za kadencji pewnego trenera dwa lata temu… Pozwolę sobie nie przytaczać tekstu oświadczenia, które opublikowaliśmy, by bronić skórę Krysiaka, ponieważ mdli mnie na jego widok więc boję się reakcji starszych kibiców. Nie bójmy się tego stwierdzić – byliśmy głupi. Lecz w końcu kończy się czas prezesury Jacka Krysiaka. Naprawdę, najgorszej w historii. Wygrał pan, panie Jacku ten niechlubny tytuł…
Na okładce słynnego już numeru 33. widnieje Piotr Dziurowicz samotnie siedzący na ławce trenerskiej, nad którego głową jest dymek, a w nim fragment tekstu piosenki Perfectu pt. „Nie płacz Ewka”. Fragment szczególny… „Żegnam Was, już wiem, nie załatwię wszystkich pilnych spraw… Jeszcze raz, żegnam Was, nie spotkamy się…”. To samo mógłby powiedzieć teraz Jacek Krysiak. Niech mówi, a my mu odpowiemy „Również żegnamy i liczymy, że naprawdę nigdy się nie zobaczymy. Nigdy!”. Zresztą Krysiak wespół z Królem i Karczewskim w rolach grabarzy GieKSy także widnieli na jednej z okładek, w numerze 118 „Bukowej” i moim zdaniem i tak zbyt dużo papieru zmarnowało się, by uwiecznić ten tercet.
Kończąc chcę dodać, że mimo wszystko życzę panu wszystkiego dobrego, bo sztuką jest wybaczać, ale pozwolę sobie wyrazić opinię wszystkich, a przynajmniej zdecydowanej większości kibiców GieKSy. Żądam, aby po 31 października, kiedy przestanie pan oficjalnie pełnić funkcję prezesa GKS-u Katowice pańska noga nigdy nie stanęła na naszym stadionie! Tym obecnym, jak i tym nowym, który wierzę, że powstanie prędzej czy później. Bo czuję, że nadchodzą lepsze czasy. Siedem lat chudych jest za nami. Oby przyszły dekady lat tłustych. A jestem pewien, że nadejdą, bo z ogromnej ilości popiołu zrodzi się piękny i olbrzymi feniks.
Hokeiści GieKSy już za kilkanaście dni powrócą na lód, by rozpocząć przygotowania do sezonu 2026/27. Korzystając z przerwy – Wierzba spotkał się z Bartoszem Fraszko na godzinną rozmowę.
Dajcie znać, jak Wam się podobał odcinek. Prosimy także o pomoc w wypromowaniu podcastu poprzez lajki, udostępnienia, oceny w aplikacjach itd. Nie obrazimy się także na dyskusję w komentarzach. Z góry dzięki!
Możesz nas wesprzeć finansowo (odsłuchanie kosztuje 5 zeta, a komentowanie 19,64 ;)):
Konto:
Santander
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533
SK 1964
ul. Bukowa 1a, 40-108 Katowice
Tytułem: Podcast hokej
PAY PAL:
E-mail: [email protected]
Tytułem: Podcast hokej
Posłuchaj archiwalne podcasty:
Jesteśmy dostępni także na Spotify:.
Felietony Piłka nożna
Dokąd zmierzacie Szoszoni?
Po 23 latach GKS Katowice wraca do Europy. Niezwykłym faktem jest to, że trafiając na tak bliskiego geograficznie rywala jak MŠK Žilina, GieKSa zagra w pucharach z przeciwnikiem oddalonym zaledwie jedną czwartą odległości od miejsca, w którym te puchary drużyna sobie w lidze zapewniła. Jeśli Baltika Kaliningrad nie wywalczyła kiedyś pucharów w ostatniej serii gier z Łucz Energią Władywostok, to zapewne próżno szukać takiej sytuacji w annałach europejskiej piłki.
W lidze wyjazd 150 kilometrów kwalifikujemy jako nie najbliższy, ale bliski. Przecież to mniej niż choćby do Wrocławia, a przecież tam to jest szast prast i jest się na miejscu. Tak więc logistycznie wypadło dla GKS idealnie – brak konieczności lotu, a i dla kibica jest to wycieczka bardzo łatwa. Pamiętajcie tylko, że jeśli będziecie przekraczać granice w Zwardoniu, to odcinek autostrady D3 (Skalite – Svrčinovec) jest zamknięty i trzeba jechać wioseczkami i miasteczkami m.in. przez Oszczadnicę. Wiadomo – jeśli chodzi o przygodę dla kibiców, to lepszy byłby Hajduk, ale przygody zostawmy sobie po prostu na następne rundy.
MŠK Žilina to drugi po Slovanie Bratysława najbardziej utytułowany klub Słowacji. Został założony w 1908 roku pod węgierską – w wyniku madziaryzacji – nazwą Zsolnai Testgyakorlók Köre (Klub Gimnastyczny w Żilinie). Później nazwa zmieniana była kilkukrotnie, choć w latach 1919-1948 była bliska obecnej – ŠK Žilina. Zresztą tak samo nazywał się w latach 1990-1995 i właśnie wtedy dodana została literka „M”, czyli „Miejski”. Pierwsze sukcesy klub odniósł w latach 1928 i 1929 w nieoficjalnych rozgrywkach zdobywając Mistrzostwo Słowacji. To był czas, kiedy istniała Czechosłowacja i był okres, w którym najlepsze drużyny słowackie grały w fazie play-off o mistrzostwo łączonego kraju. W omawianych latach nie miało to jednak miejsca.
W lidze czechosłowackiej zespół grał przez 30 sezonów, a najwyższym miejscem z tamtego czasu było czwarte w sezonie 1946/47. Wielkimi zgłoskami zapisał się początek lat 60. W pierwszej w historii edycji Pucharu Czechosłowacji ówczesne Dynamo Żilina dotarło aż do finału, gdzie w Ołomuńcu uległo praskiej Dukli 0:3. Jako, że Dukla zdobyła mistrzostwo, Słowacy dostali przepustkę do Pucharu Zdobywców Pucharów. Tam to zrobili niemałą furorę, dochodząc aż do ćwierćfinału, choć były to czasy, że aby dotrzeć na ten szczebel wystarczyło przejść… jedną rundę.
W dwumeczu Żilina trafiła na grecki Olympiakos. W pierwszym meczu w Pireusie goście mimo dwukrotnego tracenia prowadzenia, w 87. minucie jednak dopięli swego, gdy Julius David po raz trzeci trafił do siatki. W rewanżu Słowacy wygrali 1:0 po golu Vladimira Pisarika.
Prawdziwa bomba miała miejsce w ćwierćfinale. Dynamo trafiło na broniącą pucharu Fiorentinę i w pierwszym meczu to właśnie klub z Żiliny sensacyjnie wygrał to spotkanie 3:2, wprawiając w osłupienie byłego wicemistrza świata, węgierskiego trenera Nandora Hidegkutiego, mającego swego czasu swój epizod na ławce w… Stali Rzeszów. W rewanżu jednak faworyt odrobił straty i wygrał 2:0.
Ciekawostka! Bramkarzem Żiliny w tych spotkaniach był zawodnik nazywający się… František Plach. Tak, to nie przypadek – był to dziadek obecnego golkipera Piasta Gliwice, mającego to samo imię, co świadczy, że była to persona poważana i szanowana w rodzinie. Kontuzjowanemu od marca wnukowi słynnego dziadka życzmy dobrej rekonwalescencji i dalszego dochodzenia do siebie po marcowym urazie kolana.
W nowożytnej historii, czyli grze już w stricte w lidze słowackiej – po rozpadzie Czechosłowacji – MŠK Žilina odniosła sporo sukcesów. Siedmiokrotnie zdobyli mistrzostwo, choć pięć z tych tytułów przypadło na pierwszą dekadę XXI wieku. Dodatkowo dwukrotnie zdobyli Puchar Słowacji i cztery razy byli finalistą. To właśnie zdobycie pucharu w tym roku dało piłkarzom Pavola Staňo przepustkę do kwalifikacji Ligi Europy.
Pavol Staňo to postać w polskiej piłce aż nadto znana. Jako piłkarz rozegrał aż 243 mecze w ekstraklasie i zdobył 23 bramki. Występował w Polonii Bytom, Jagiellonii, Koronie, Podbeskidziu i Termalice.
W XXI wieku Słowacy zagrali niezliczoną ilość spotkań w europejskich pucharach. Raz nawet awansowali do Ligi Mistrzów, gdy w decydujących bojach dwukrotnie wygrali ze Spartą Praga, ale w grupie już poszło im fatalnie – przegrali wszystkie sześć meczów, a z Marsylią polegli u siebie aż 0:7. Jeśli chodzi o pojedynczy mecz to na pewno słowaccy kibice wspominają triumf na Villa Park w 2008 roku, kiedy to niedoceniany przybysz z Europy środkowej wygrał z Aston Villa 2:1, co oklaskiwał z ławki trenerskiej dobrze znany w Polsce Dusan Radolsky. Co ciekawe Żilina, która teraz przecież przegrała dwumecz z Hajdukiem, wyeliminowała Chorwatów w 2009 roku w eliminacjach do Ligi Europy. Z ciekawszych wyników na uwagę zasługuje zwycięstwo z luksemburskim Dudelange… 5:4 oraz niesamowita końcówka dwumeczu z Worskłą Połtawa z 2015 roku. Żilina w pierwszym spotkaniu wygrała 2:0, taki sam wynik, tyle że na korzyść Ukraińców był po 90 minutach rewanżu. W dogrywce Worskła strzeliła na 3:0, ale w doliczonym czasie goście ze Słowacji zdołali strzelić gola dającego awans – wtedy jeszcze bramki na wyjeździe były premiowane. Potem Żilina nawet wygrała pierwszy mecz z Athletikiem Bilbao 3:2 (przegrywając 0:2 do przerwy!), ale w rewanżu Baskowie ugrali 1:0.
W poprzednim sezonie doszło w końcu do starcia MŠK Žilina z polskim klubem, mianowicie Rakowem Częstochowa. Medaliki nie zostawiły złudzeń Słowakom wygrywając 3:0 u siebie i 3:1 na wyjeździe. W dwumeczu tym debiutował w europejskich pucharach Oskar Repka, dla którego pierwsze starcie było dopiero drugim meczem w ogóle w barwach Rakowa, po inauguracji przeciw GKS Katowice. Choć proforma dodajmy, że w 1997 roku Żilina zmierzyła się w Pucharze Intertoto z Odrą Wodzisław, a było to o tyle ciekawe, że teoretycznie niemająca szans na Puchar UEFA Odra została właśnie zgłoszona do rozgrywek „Pucharu Lata”. Intertoto odbywało się wówczas jeszcze w trakcie trwania poprzedzającego sezonu i na finiszu ligi wodzisławianie jednak do Pucharu UEFA się dostali – kosztem GieKSy. Odra zremisowała z Żiliną 0:0, a trenerem gości było – co za zaskoczenie – Dusan Radolsky.
1 maja 2026 MŠK Žilina zdobyła swój trzeci Puchar Słowacji. W rozegranym u siebie, czyli na Stadioniem pod Dubnom, drużyna wygrała z FC Košice 3:1. Bramki zdobyli Michal Fasko, Filip Kasa i Marko Roginić. Tym samym trofeum wróciło do Żiliny po 14 latach. Co ciekawe z rywalem z Koszyc zespół zmierzy się w pierwszej kolejce nowego sezonu i pojedynek ten odbędzie się pomiędzy dwoma meczami z GKS Katowice.
Przez lata przewinęło się przez ten klub wielu nie tylko znanych zawodników, ale przede wszystkim znanych nam – polskim kibicom. Z racji bliskości do polskiej granicy, wielu słowackich zawodników czy trenerów mieliśmy okazję gościć na terytorium naszego kraju, ale przecież też Polacy zaznaczyli swój ślad w klubie spod Małej Fatry.
Obecnie barw słowackiego klubu broni Fabian Bzdyl, młodzian z Cracovii, który jednak nie miał okazji zagrać na Nowej Bukowej w przegranym przez Pasy 1:2 meczu. W przeszłości w Żilinie grał jeszcze Dawid Kurminowski i robił tam niemałą furorę – strzelając w 52 meczach aż 27 bramek i mając na koncie tytuł króla strzelców w sezonie 2020/21 z 19 trafieniami na koncie. No i największa obecnie gwiazda Jakub Kiwior, który z Železiarne Podbrezová trafił właśnie do Żiliny i rozegrał tam 50 meczów. Dobre występy zaowocowały transferem do Spezii, a potem piłkarz zdobył kontrakt życia w Arsenalu. Obecnie broni barw FC Porto.
A piłkarze, którzy grali w Żilinie oraz w polskich rozgrywkach: Aleš Besta strzelił nam kiedyś bramkę w meczu Górnika z GieKSą, gdy rozpoczynała się i umacniała ówczesna zgoda, a na Roosevelta, na starym jeszcze stadionie, przy 20 tysiącach kibiców mieliśmy piłkarskie święto. W Polsce grali lub grają przecież Wahan Biczachczjan, Roman Gergel, Ľubomír Guldan, Róbert Jež, Dušan Kuciak, Samuel i Patrik Mrázowie, Ján Mucha, Róbert Pich, František Plach, Ivan Trabalik czy Kristian Vallo.
Zdecydowanie największą karierę w światowej piłce zrobił Milan Škrinjar, reprezentant Słowacji, wychowanek tego klubu, który rozegrał niemal dwieście meczów w Interze Mediolan, a grał też w PSG. Zawodnik obecnie gra w Fenerbahçe i sposobi się do gry o Ligę Mistrzów z Górnikiem Zabrze. Polscy kibice mogą pamiętać Stanislava Sestaka, który niegdyś w Bratysławie w dwie minuty strzelił dwie bramki reprezentacji Polski w eliminacjach do Mundialu 2010 odwracają losy spotkania. No i oczywiście Martin Dúbravka, wieloletni bramkarz Newcastle United. Ostatnio grał w Burnley, a pod koniec czerwca został ogłoszony zawodnikiem Tottenhamu.
MŠK Žilina ma też powiązania z GieKSą. Jedno przeszłe, jedno obecne. Oliver Praznovsky grał w GKS przez dwa sezony. Miał lepsze i gorsze momenty, ale w formie był zawodnikiem bardzo solidnym. Katowicki Senderos strzelił cztery bramki dla naszego zespołu. Potem m.in. przez cztery lata grał w Chrobrym Głogów. No i obecny zawodnik – Marko Roginić. Chorwat w GieKSie był przez półtora sezonu i rozegrał 43 mecze zdobywając zawrotne 3 bramki – przeciw ŁKS, Łęcznej i Tychom – co ciekawe wszystkie na wyjeździe. Potem właśnie trafił do zespołu z Lubelszczyzny.
Nazwa stadionu MŠK Žilina wprost nawiązuje do wzgórza Dubeň znajdującego się nieopodal – po drugiej stronie rzeki Wag, a widocznego z samego obiektu. Analogicznie więc z wieży widokowej na górze tejże, widać stadion, jak i całą piękną panoramę miasta. Na tym jednak widoki się nie kończą, gdyż Żilina znajduje się nieopodal Małej Fatry ze swoimi wysokimi szczytami i bardzo wymagającymi podejściami na Wielki Krywań, Stoh czy Wielki Rozsutec, szpizczastą górę widoczną świetnie choćby z naszej Magurki Radziechowskiej w Beskidzie Żywieckim. Swoją drogą obiekt ten tak do złudzenia przypomina stadion Górnika Łęczna, że wspomniany Roginić, gdy zmieniał barwy klubowe musiał mieć w głowie niezłe zamieszanie i zastanowienie, czy aby na pewno transfer doszedł do skutku i nadal nie dźwięczyły mu w głowie tony głosu Krzysztofa Cugowskiego.
Drużyna i trenerzy Żiliny mieli duże aspiracje przed meczami z Hajdukiem. Pavol Staňo zapowiadał, że zespół chce grać swoją i odważną piłkę. Czy jednak te słowa mogły się ziścić? Piłkarze ze Słowacji w Splicie nie zaprezentowali się najlepiej, choć mimo to mieli swoje stuprocentowe okazje, których nie wykorzystali Hranica i Roginić, a jeden z obrońców Hajduka nieomal zaliczył „estońską sztuczkę”, bo bramkarz znajdował się za światłem bramki, ale po przeciwległej stronie i podanie do pustaka… minimalnie minęło lewy słupek. Tak, chorwacki obrońca zrobił to co należy, czyli nie zagrał w światło bramki, ale serce kibicom Torcidy podeszło do gardła, a nasi południowi sąsiedzi mieli nadzieję. Märtenowi Kuuskowi życzymy wszystkiego dobrego w barwach Dumy Stolicy!
Fani z Żiliny nie byli pocieszeni. W sieci pojawiło się utyskiwanie na postawę zespołu w tym meczu, ale też kibice zwracali uwagę na szerszy kontekst, czyli zarówno brak wzmocnień, jak i kontynuację słabej gry z końcówki poprzedniego sezonu.
„Kpiną jest to, że na Europę nie zostało wystawione ani jedno wzmocnienie, ale to nie jest niespodzianka w ostatnich latach”
„Wynik z przebiegu meczu powinien brzmieć 6:1. Zero obrony”
„Możemy się cieszyć, że z tak nędzną grą, mamy taki wynik. Z drużyny, która miała tytuł w garści, zajęliśmy czwarte miejsce na wiosnę, a puchar był cudem”
„Strasznie słaby występ wczoraj. Atak to katastrofa, Roginič i Faško wypadli z formy, czuję się jakbyśmy ich tam nie mieli”
„Žilina = obolałe oczy, nieszczęście”.
Trudno się dziwić frustracji kibiców, bo rzeczywiście – mimo, że drużyna awansowała do pucharów, to wiosna do dobrych nie należała. Sezon zasadniczy (22 kolejki) Żilina zakończyła na 3. miejscu z sześciopunktową stratą do lidera. Bilans 11-7-4 nie wyglądał najgorzej. Grupa mistrzowska to jednak były cztery zwycięstwa i sześć porażek. W ostatnich pięciu kolejkach sezonu drużyna przegrała czterokrotnie. To skutkowało wypadnięciem poza podium i strefę pucharów, dlatego tak ważne było zdobycie Pucharu Słowacji.
Patrząc na składy z meczu z Rakowem sprzed roku, widać, że w zespole doszło do kilku przetasowań. W pierwszym meczu grało czterech, a w drugim pięciu zawodników, których już w klubie nie ma. Przede wszystkim odszedł młody, zdolny Ghańczyk Samuel Gidi, który trafi do Cincinati i w Major Leauge Soccer rozegrał już (na raty – 2 pobyty) 23 mecze, grając m.in. przeciw takim gwiazdom jak Leo Messi. To była ważna postać, bo w Żilinie zawodnik rozegrał ponad sto meczów. No ale odeszli też tacy piłkarze jak Ľubomír Belko (Viking), Samuel Kopásek (Pardubice, a dosłownie wczoraj wypożyczony do Lechii Gdańsk), Adrián Kaprálik (Holstein Kiel) czy Dávid Ďuriš (Rosenborg).
Popularni Szoszoni kilka lat temu nie mogli być jednak pewni, że ich klub nadal będzie znajdował się na piłkarskiej mapie Słowacji. Krótko bowiem po ogłoszeniu w Europie pandemii, trzy tygodnie po przerwaniu rozgrywek – MŠK Žilina ogłosiła komunikat z enigmatycznym określeniem „postawienia klubu w stan likwidacji”. Powodem była fatalna sytuacja finansowa. Klub w związku z nią chciał obciąć siedemnastu najlepiej zarabiającym piłkarzom aż 80 procent pensji, na co zawodnicy nie chcieli przystać, choć byli gotowi na zrzeczenie się pewnej części wynagrodzenia. W związku z odmową piłkarze dostawali wypowiedzenia. Problem polegał na tym, że klub nie ogłaszał bankructwa, chciał po prostu ogarnąć finanse – sportowo w przypadku powrotu do rozgrywek, drużyna miałaby do nich przystąpić, tylko grając juniorami, ewentualnie tymi, którzy zgodziliby się na drastyczną obniżkę apanaży i zostali w klubie. Nasi Kurminowski i Kiwior byli wówczas młodymi zawodnikami, więc ich tak drastyczna obniżka pensji nie dotyczyła i w klubie zostali. Jednym z tych, który odszedł był obecny bramkarz Piasta Gliwice, który trafił do klubu w obliczu kontuzji Placha – Dominik Holec, który sam głośno wyrażał swoje niezadowolenie z tej 80-procentowej obniżki. Natomiast, że stara miłość nie rdzewieje pokazali inni zawodnicy, którzy wówczas rzeczywiście z klubu odeszli, ale dziś po kilku latach znów bronią barw MŠK Žilina – jak choćby Filip Kasa czy kapitan Miroslav Kacer.
A dlaczego w ogóle MŠK Žilina to Szoszoni? Przydomek i maskotka nawiązują do grupy plemion indiańskich. Plemiona te zamieszkujące m.in. tereny dzisiejszych stanów Wyoming i Idaho, zajmowały się głównie łowiectwem i zbieractwem. Ich głównym pożywieniem były orzeszki piniowe, ale ci, którzy mieli zdolność polowania, próbowali zdobyć zające wielkouche, ale także sarny, bizony czy antylopy. Była to grupa uboga, wedle relacji amerykańskich i brytyjskich traperów nie stanowili mocnej siły w tym regionie. Dodatkowo dochodziło do starć i nieporozumień ze względu na wybijanie przez traperów populacji bobra, która to była dla Szoszonów m.in. źródłem odzieży. Rząd USA próbował ogarnąć sytuację, stworzyć rezerwaty i dostarczać im środki na przetrwanie, ale wyglądało to różnie, a na pewno dość szorstko i dochodziło na tym tle do wielu nieporozumień.
Co ciekawe nie tylko amerykańskie, ale i afrykańskie wątki dotyczą naszego najbliższego rywala. W 2018 roku założono bowiem w Ghanie filię MŠK Žilina, mianowicie MŠK Žilina Africa FC. Klub zlokalizowany jest w Labadi na przedmieściach Akry i występuje na trzecim poziomie rozgrywkowym. W zakończonym sezonie zespół w czterozespołowej grupie play-off o awans zajął trzecie miejsce, w niefortunnym układzie punktów 6-6-6-0 (Czesław Michniewicz na Euro U-21 nie lubi tego). Drużyna wygrała dwa mecze i jeden przegrała, ale bilans bramkowy 2:2 nie pozwolił wywalczyć awansu na zaplecze. Między klubem-matką, a ghańską filią rzadko dochodziło do wymian piłkarzy, ale wspomniany wcześniej Samuel Gidi był właśnie tą perełką wyłowioną z afrykańskiego kraju. Zawodnik przyjął słowackie obywatelstwo i zagrał sześć meczów w młodzieżówce.
Swoją drogą nazwy trzecioligowych ghańskich drużyn są… specyficzne. True Life, Prestige, Immigration, Ghana Army, Third World, Still Believe, John Paintsil czy Mobile Phone People raczej przywołują skojarzenia z rozgrywek Red Boxa lub innych lig szóstek. Dla młodszych i niewtajemniczonych kibiców przypomnę, że np. John Painstil to po prostu były reprezentant Ghany w piłce nożnej, uczestnik Mundialu w 2006. Natomiast jeśli chodzi o filię lub (?) fancluby (?) to można tam znaleźć także choćby… Schalke 04 czy Besiktas Berlin.
Wróćmy do dwumeczu z Hajdukiem. W rewanżu Żilina zaczęła grać, ale… zbyt późno. Kiedy Van Hoorenbeeck strzelał dla gości bramkę do szatni, wydawało się, że wszystko jest pozamiatane. Pogoń Żiliny zakończyła się strzeleniem dwóch bramek, z czego tej drugiej w doliczonym czasie gry. Na więcej nie starczyło czasu. Pierwszą bramkę dla gospodarzy zdobył Roginić, natomiast dwukrotnie zawodnik ten tak szpetnie zmarnował stuprocentowe sytuacje, że naprawdę trudno się dziwić komentarzowi jednego z fanów zespołu: „Ale ten chłopak to drewno!”.
Kibice zwracali uwagę na dobrą postawę w drugiej połowie.
„Gdyby grali tak, jak przez ostatnie 30 minut to skończyłoby się 4:1”
„Dlaczego od początku nie grał Bzdyl?”.
Prawda. Fabian zastąpił kapitana Miroslav Káčera i wniósł mnóstwo ożywienia dla gry zespołu. Wypracował drugiego gola.
Kapitan zespołu Miroslav Káčer powiedział, że ma nadzieję, że w kolejne rundzie z tych sytuacji, które sobie wykreują, bramki będą już strzelać. Obrona GKS musi się więc mieć na baczności.
Bardzo ciekawy komentarz zawarł jeden z kibiców, który patrzy na szerszy kontekst:
„Po zwycięstwie w Pucharze Słowacji pan Antošík zapowiadał: „Tym razem chcemy odnieść sukces w Europie. Sprowadzimy dwóch nowych zawodników!”. Tymczasem znów zamieniliście to w przedsięwzięcie czysto biznesowe. Wystawialiście do gry piłkarzy, których chcieliście sprzedać. Z Polakami też odpadniecie, a potem nastąpi kolejna wyprzedaż – dokładnie tak jak ostatnim razem. Czy dziwi was, że cała Żylina i okolice kompletnie nie interesują się waszą drużyną piłkarską?”.
To daje obraz, że kibice są niezadowoleni nie tylko z braku wzmocnień, ale z permanentnych osłabień, ba – niektórzy przewidują odejścia zawodników jeszcze przed dwumeczem z GieKSą. Ktoś inny napisał:
„Tak jak w zeszłym roku, tak i teraz Polacy wygnają nas z europejskich pucharów”
Całość pokazuje, że mimo triumfu w krajowym pucharze, nastroje kibiców w kontekście kilku ostatnich lat najlepsze nie są. Systematyczne porażki w pierwszych rundach europejskich pucharów są dla żilinian frustrujące. Mają oni nadzieję na przejście GKS, jednak zdania są podzielone – jedni uważają rewanżowy mecz z Hajdukiem za dobry prognostyk, inni mają dość sporo defetyzmu i przewidują porażkę.
Czy Adam Zreľák zagra przeciw swoim rodakom to zawsze jest niewiadoma, ale w przeszłości miał już tę okazję. W barwach Rużomberoka strzelił przeciwko Żilinie gola i zaliczył asystę.
Dla GKS Katowice europejskie puchary to wielka niewiadoma. Dodatkowo Katowiczanie nie trafiają na amatorów z San Marino czy Andory, jak to kiedyś bywało w przypadku polskich drużyn we wczesnych fazach. Trafiamy na drużynę z regionu, niesłabą i też nieprzesadnie mocną. Wydaje się, że liga słowacka jest nieco słabsza od polskiej, co by dawało pewną przewagę naszej drużynie. Z drugiej strony rywale są na europejskiej arenie dość ograni. Nie ma więc chyba co dywagować, kto jest faworytem tej potyczki. Na pewno rywal jest w zasięgu, a dwumecz Rakowa z poprzedniego roku wyraźnie to pokazał.
Źródła:
Wikipedia PL
Wikipedia EN
https://igol.pl/msk-zilina-likwidacja-co-oznacza/
Transfermarkt
https://sciezkimojegoswiata.pl/2020/09/26/vyhliadkova-veza-duben-czyli-wieza-widokowa-w-zylinie/
90minut.pl
https://www.mskzilina.sk/
Facebook – MŠK Žilina
Foto: https://img.uefa.com/imgml/stadium/uw/65053.jpg
Piłka nożna
Bliżej Żiliny
Hajduk Split wygrał w pierwszym meczu pierwszej rundy eliminacji Ligi Europy z MSK Żilina 2:0. Przegrany tego dwumeczu będzie rywalem GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji.
Pierwszą bramkę zdobył w 22. minucie Roko Brajković, pięknym technicznym strzałem z kilkunastu metrów pokonując Jakuba Badzgona. Drugie trafienie zaliczył Dalisson, który przeprowadził indywidualną akcję i płaskim strzałem zza pola karnego podwyższył prowadzenie swojego zespołu.
Hajduk był zespołem dominującym i stworzył sobie jeszcze kilka sytuacji, jednak Żilina również miała swoje okazje – m.in. znakomitych sytuacji sam na sam nie wykorzystali Timotij Hranica i Marko Roginić.
Rewanż odbędzie się w czwartek 16 lipca o 20:30 w Żilinie.
Pierwszy mecz drugiej rundy eliminacji Ligi Konferencji GKS Katowice rozegra na wyjeździe 23 lipca.
Hajduk Split – MSK Żilina 2:0
Bramki: Brajković (22), Dalisson (49).
Hajduk: Silić – Acapandie, Maresić, Van Horenbeeck, Hrgović, Brajković (79. Hodak), Pajaziti, Pukstas, Dalisson (79. Del Moral), Melnjak (73. Huram), Sego (86. Livaja).
Żilina: Badzgon – Paliscak, Kasa (63. Minarik), Narimanidze, Hranica (82. Datko), Kaceer (71. Adang), Bzdyl, Kasko (63. Ilko), Kosa (63. Florea), Bari, Roginić.

S.
31 października 2012 at 19:56
Bardzo mi miło, że nawiązałeś do mojego starego tekstu 🙂 Nie sądziłem, pisząc tamten felieton, że ktoś będzie zdolny pokonać młodego Dziurę 🙂
Pzdr.
rondelus
31 października 2012 at 21:04
Jest coś w tym ale też nie do końca.. Krysiak był tylko marionetką Pana K. taka jest kolej rzeczy.. Robił to co mu kazano. I on nie mógł mieć swojego zdania i nie mógł podejmować decyzji.. bo „Królem” był Pan K. a tzw”kelnerem” Pan Krysiak. Miejmy pretensje do właściciela! Bo to on zawinił..a krysiak został ofiarą tego zamieszania:) Pozdrawiam Ino GieKSa!
mosto
31 października 2012 at 21:21
Słabe.
Więcej rzeczowych argumentów.
„pan Jacek, drogi kelnerze, panie Krysiak, pewien klub, pewien trener”…
Ktoś powinien wcześniej czytać i poprawiać teksty zanim pójdą na stronę.
Słabe.
monk
31 października 2012 at 22:59
@mosto – nie wiem o co Ci chodzi, co złego jest w tych sfomułowaniach? Ja czytałem ten tekst przed publikacją i kompletnie nie wiem co Ci w nim nie pasuje. Ale zawsze możesz pokazać nam jak należy pisać, zapraszamy do redakcji:)
Starzik
1 listopada 2012 at 02:10
Modego Dziure znałem osobiscie. Roznica i to dupna polega na tym, ze Peter kochoł Gieksa i był lod bajtla na Bukowej. Stary Dziura zamknał oczy na zawsze… Młody sobie po prostu nie radził, nie te kontakty, znajomosci co stary, ale robił co mógł. Zebrał u dospela kajs w czestochowskim…sam…Oczywiscie wszystko to było nie trafione, ale robił co mógł. Wtedy i Ruch i Górnik tyz mioły problemy powazne, ale jakos wyszły z nich. Sadziłem, ze gorzej byc nie moze, ale ten zydek w cwitrze i gruby król przebili wszystko, aby tak zniszczyc klub…2,3 lata w plecy. Tego zech sie nie spodziewoł. Teroz Król juz smiga w szalu dyskopolo…najgorzec byc sprzedajną k..ą, nie miec za grosz honoru, ambicji…brak słów
złodziej
1 listopada 2012 at 08:41
@starzik ty już niedupc że ten konfident i pedał mioł GIEKSA w sercu pokazł to przy wiatrakach i jeszcze jedno pamiętam jak czarnuch był za nim bo ten dawał hajs i tak samo było z królem , hajs sie skończył król huj , krówa mać hajs to nie wszystko
Starzik
1 listopada 2012 at 09:58
Jo dupca ja? Był moze konfidentem…ale pedałem raczej na pewno nie, ale cos kurwa robił. Nie siedział na zadku jak krysiak i zbijał baki…i pobierał ino geltag. Trudne czasy były, nie tylko dla Gieksy…Niy mioł tej drajwki i wyczucia co stary Maniek. Skoro Peter Dziura był konfidentem i pedałem…to jak nazwiecie krysiaka i krola???…
A od s.p. Mariana Dziurowicza sie oddupcie. Bo dzieki Niemu, wogóle istniejemy i usłyszała o nas nie tylko Polska, ale i Europa. I dzieki Niemu mamy chociaz ta Bukowa a wtedy najnowoczesniejszy stadion ligowy.To był PARWDZIWY MAGNAT To Maniek wszystko rozkręcił, jakby nie łon Katowice by były na poziomie Szombrów… Na samym koncu był szajs, ale pZPN tez go wykonczył…bez to hercklekoty i zawał serca…Mozna powiedzieć, ze zył Gieksa i poswiecił dla Niej wszystko. Wielu wos było na pogrzebie?… jo zech doł na wieniec…ale mało takich było…A teroz? Mozemy ino pomarzyc o tamtych czasach, co kozda druzyna miała obsrane batki na sama myśl, ze mo groć na Bukowej z GKSem…dzisiaj dostajemy baty od jakis okocimskich, kolejarzy, niecieczek tfu…
jajo
1 listopada 2012 at 10:27
@ahim: pokaż mi w którym miejscu chwalę Dziurowicza?
Zaba-Bogucice
1 listopada 2012 at 11:33
Krysiak jak i dziurkenS pewnie sie pojawi na B1 bo to stary kibic GieKSy.Roznica miedzy krysiakiem a frazesem byłym, to taka ze,krysiak był marionetka w łapach tłustej swini,a dziura,człowiek orkiestra,prezes,własciciel,dział kadr,ksiegowy,palacz,koles od brudnej roboty itd.Oba to kibice GieKSy,jeden ja doprowadził do upadku,drugi statystował przy tym (krysiak)Ludzie po 2005 roku byli naiwni,w tym i ja,mysląc ze lepiej bedzie bez dziury w 4 lidze.Ze damy sobie rade i bedzie normalnosc.Nastali nastepni prezesi,rownie bezsilni jak i mody dziura.Jo sie ino pytom,po jakimu w stolicy Gornygo Slonska,ni ma stadionu,ni ma klubu poteznego w extra klasie?Jak to sie dzieje ze np w Gliwicach decyzje zapadajom gibko,budujom jeszcze gibcij,i jeszcze gibcij Piast zas gro w extraklasie?Wierze ze za 20-30 lot,s.p.Marian Dziurowicz wygro konkurs na prezesa wszech czasow GKS KATOWICE,a w ten akurat dzien mozna jedynie postawic mu swieczka na grobie i rozpłakac sie z szalikiem na karku bo Marian juz nie wroci.
GieKSiorz
2 listopada 2012 at 00:41
Wiesz czemu pan Krysiak został ofiarą przez króla?? Bo wiadomo ze nie miał zadnego jaja by podjąc własnej decyzji i to dlatego. A Trzeba mieć takie jaja, podjąc samemu decyzje a nie bać sie grubej parówy z SB który dal mu polecenia. Ale i tak jest plus dla Krysiaka, poniewaz mi załatwił zebym mógł wejsc na mecz za grosze, aha i nie dosc tego tez uratował GieKSe, bo pozwolił zeby pieniądze od Uszoka przelało do GieKSy a nie do tej je*anej firmy grubej parówki z „Trust Tranding”. Właśnie tym bardziej :]. Ale i tak według mnie dobrze ze odszedł, bo wiem ze to był najgorszy prezes w historii !! To jest za duzo. Teraz licze na to zeby Furtok powrócił do posady prezesa GieKSy :]
GieKSiorz z niymiec
2 listopada 2012 at 20:36
Starzik-dobrze godosz jakby niy Magnat to juz downo by GieKSy niybylo!!!!!Pozdrowiynia do Colki Stary Ekipy!!!!!
Bobbie
4 marca 2014 at 15:06
Hi there everyone, it’s my first visit at this web page, and
paragraph is in fact fruitful in support of me, keep up posting these articles or reviews.
my homepage – giochi di moda
Maybell
6 kwietnia 2014 at 07:07
Tips and techniques for newbie bloggers using seo search engine ranking tools are important for both MSN and Google.
The keywords in your web content should not be taken lightly.
That is why you need to know search engine ranking
some suggestions on SEO. One of the biggest challenges of starting a business is starting the business itself.
Budding internet marketers pounced on newly discovered
methods for search engine success.
My web site seo northampton facebook
Ilene
19 kwietnia 2014 at 00:01
Now if you are not really a good deal, but keep an eye landscaping ideas open for danger.
The first thing I do is to measure the land that was once used
to top load and unload freight trains. 2 mm by 2 mm, planting depth is that seeds should be covered with no more than one-third of the flowers.
Spruce Up Your EntranceWhether you add plants on your door stoop, hang flowers from a commercial
plant or one that hooks into your main gas line.
Take a look at my web page … clapham landscaping page
Marisol
5 maja 2014 at 16:14
Good day I am so thrilled I found your blog, I really found
you by accident, while I was searching on Google for something else, Regardless I am here now and would just like to say
thanks a lot for a tremendous post and a all round interesting blog (I
also love the theme/design), I don’t have time to read it all at the minute but I have saved it and also included your RSS feeds, so
when I have time I will be back to read much more, Please do keep up the fantastic
job.
My site – nexus 6 specification