Piłka nożna
Górak: Musimy być kreatywni
Zapraszamy do zapisu tekstowego konferencji prasowej przed meczem z Wisłą Płock, w której udział wzięli trener Rafał Góak oraz bramkarz Gabriel Kobylak.
Magdalena Weżgowiec: Dzień dobry, witam serdecznie na konferencji prasowej przed meczem GKS-u Katowice z Wisłą Płock. Spotkanie piątej kolejki PKO BP Ekstraklasy odbędzie się w niedzielę o godzinie 17.30 na Arenie Katowice. Serdecznie zapraszamy wszystkich kibiców. Na ten moment wejściówki ma ponad 9400 osób. Gośćmi dzisiejszej konferencji są trener Rafał Górak oraz bramkarz GKS-u Katowice Gabriel Kobylak. Swoje pierwsze pytanie pozwolę sobie skierować do trenera.
Trenerze, po zakończeniu rywalizacji w europejskich pucharach GKS Katowice miał nieco więcej czasu na przygotowanie się do ligowego starcia. Jak ten czas został spożytkowany?
Rafał Górak: Dzień dobry. Jak ten czas został spożytkowany? Wydaje mi się, że przede wszystkim bardzo owocnie. To jest moment, kiedy trochę się już trzeba przełączyć i wiadomo, że już teraz będziemy grali w rozgrywkach ekstraklasowych. Także wiele oczekiwań w stosunku do takiego okresu mamy.
Raz, z racji tego, że zawodnicy mają już teraz pełną regenerację i pełny mikrocykl do meczu z Wisłą Płock. Dwa, wydaje mi się, że są takie ogólne emocje, które na pewno towarzyszą takiemu wydarzeniu jak europejskie puchary, w szczególności że byliśmy debiutantami na tym poziomie. Wiele rzeczy na pewno żeśmy się uczyli. Wiele rzeczy na pewno doświadczaliśmy jako cały klub po raz pierwszy od dawna. To jest taki moment, kiedy ja oczekuję, że w szczególności drużyna będzie zaopiekowana przez nas, przez sztab, przez cały klub, przez zarząd ogromnym spokojem i pozwoli się dobrze przygotować do tego spotkania.
Dla mnie, po takiej ogromnej, czysto emocjonalnej kwestii, bo ona na pewno na nas spadła i to jest fakt, od tego nie uciekniemy, to wiadomo, że są też moje wnioski po pucharach, wiemy o tym, to jest bardzo ważny moment. Natomiast teraz jest bardzo istotną sprawą, aby w klubie panował totalny spokój, totalna koncentracja i przygotowanie się na następny mecz. Wnioski wyciągam poprzez wiele rozmów z trenerami, którzy w europejskich pucharach grają już wiele sezonów. Też zauważyli, że to wcale niełatwy moment, kiedy przechodzi się z tego teoretycznie bardzo aktywnego momentu co trzy dni i mówi się, że drużyna może nie być zregenerowana, może być przemęczona. Potem nagle się okazuje, że ma więcej czasu, a wcale to tak dobrze nie wygląda. Wobec tego moim wnioskiem jest to, aby w ogromnym spokoju i koncentracji mogła drużyna przygotować się do następnych wyzwań.
Plan, który zawsze będzie obowiązywał w GKS-ie Katowice i on się na pewno dzisiaj nie zmieni, jest taki, a nie inny. Ekstraklasa w Katowicach, chciałbym, żeby była na lata i to jest bardzo ważne w tym momencie, aby po prostu drużyna mogła się spokojnie przygotować do następnych spotkań. Wiemy doskonale, że gramy u siebie z Wisłą Płock. Z racji turnieju U-20 Mistrzostw Świata Kobiet nie będziemy mogli grać tutaj meczu u siebie, będziemy grali mecze wyjazdowe i zdajemy sobie sprawę, że dziś dla mnie koncentracja i ogromny spokój w ogóle wokół zespołu jest dla mnie rzeczą kluczową. Dziękuję.
Gabriel, jak oceniasz swoje pierwsze tygodnie spędzone w Katowicach i jakie jest twoje nastawienie przed zbliżającym się meczem?
Gabriel Kobylak: Pierwsze tygodnie oceniam bardzo pozytywnie, troszkę te mecze na wyjazdach nie idą po naszej myśli, ale u siebie jesteśmy bardzo mocni. Już nie mamy Ligi Konferencji, więc teraz skupiamy się tylko na Ekstraklasie. Musimy poprawić te mecze wyjazdowe, wszystko jest przed nami.
Adam Zrel’ak będzie gotowy na niedzielę?
Rafał Górak: Wydaje mi się, że będziemy robić wszystko, aby Adam był przygotowany do najbliższego spotkania, natomiast bardziej optymistycznie patrzę na mecz z Górnikiem Zabrze.
Czy zauważył pan po analizie rywala, że w jakiś sposób zmieniła się gra, porównując do tego, jak wyglądała Wisła za czasów trenera Misiury?
To jest zawsze widoczne. Nie ma szans, żeby tak nie zrobić. Wisła w tamtym roku, będąc beniaminkiem, w tym akuratnym momencie świetnie rozpoczęła grę. Była liderem po pierwszej rundzie. Wiadomo, że była wtedy postrzegana jako taki naprawdę bardzo mocny czarny koń, beniaminek. Grali bardzo pragmatycznie, grali nisko, bardzo trudno było się przebić przez nich, bardzo trudno było wygrywać z Wisłą Płock. Dzisiaj grają na pewno ciut odważniej, na pewno zmienili też trochę struktury, natomiast wiele rzeczy jest podobnych. Wydaje mi się, że kluczowi zawodnicy to ci, którzy grają w linii defensywy wraz z bramkarzem. Oni jakby zarządzają tym, w jaki sposób broni zespół i w tej defensywie jest bardzo wiele rzeczy podobnych. Natomiast w kwestii ofensywnej na pewno ta drużyna dzisiaj jest może nie tak pragmatyczna, ale bardziej odważna, bardziej zdecydowana na to, aby w tym ataku po prostu grać odważnie.
Wspomniał pan o tej serii trzech meczów z rzędu na wyjeździe, która czeka GKS Katowice. Co będzie kluczowe w tym okresie? Czym GKS Katowice musi się wykazać, żeby przerwać passę czterech meczów na wyjeździe z tego sezonu?
Na pewno też… Znając mnie dobrze, wiele lat tutaj na takie pytania odpowiadam. Ja bardzo koncentruję się na tym spotkaniu, które jest teraz przed nami. Dla mnie to jest na pewno rzecz kluczowa i najważniejsza, czyli ten mecz u siebie z Wisłą Płock.
Później rzeczywiście mamy eskapady wyjazdowe i na pewno nie będziemy myśleć przez pryzmat tego, że w ostatnich spotkaniach nie daliśmy na wyjeździe rady, bo jeżeli byśmy byli bezradni, to jest co innego. Możemy mówić o wielu rzeczach, ale naprawdę zespół, nawet w ostatnim meczu z Lublinem, w wielu aspektach funkcjonował dobrze. Natomiast, co tu dużo powiedzieć. Koncentracja, kwestia zrealizowania swoich zadań, kwestia bycia cierpliwym i powtarzalnym, niepopełnianie indywidualnych błędów. Próba cały czas wykorzystania momentów do tego, żeby zdobyć bramkę i wygrać mecz na wyjeździe, będzie na pewno kluczowa.
Ale tak jak powiedziałem, dla mnie bardzo potrzebny jest spokój i taki bardzo mocny powrót wszystkich naprawdę do tego, że rozgrywki ekstraklasowe już teraz trwają i to jest kluczowy moment dla nas przed przerwą reprezentacyjną, żeby punktować.
Teraz z Maciejem Kikolskim, ale wkrótce też z Rafałem Strączkiem. Jak zapatrujesz się na rywalizację?
Gabriel Kobylak: Na razie skupiam się na rywalizacji z Maćkiem, bo Rafał jest niedostępny, ale no wiadomo: najlepsza rywalizacja, ten pierwszy bramkarz czuje się pewny i lepiej wygląda na treningach i w meczach i tak jest w moim odczuciu. Już w poprzednich klubach tak samo było, czyli im cięższa rywalizacja, tym później lepiej to wychodzi.
Jak w GKS-ie wygląda ten proces decyzyjny? Kto odpowiada za to, który z bramkarzy wystąpi w danym meczu?
Rafał Górak: Jeżeli Rafał już będzie zdrowy, to wtedy tym bardziej będę się cieszył, że głos decyzyjny ma trener bramkarzy i bardzo mnie to cieszy. Natomiast przede wszystkim cieszy mnie to, że trener bramkarzy również będzie stał przed takim dylematem dzisiaj, jak staje, bo to jest trzech bardzo równych, bardzo młodych, obiecujących bramkarzy. Ja się bardzo cieszę, że oni są w GKS-ie Katowice. Jeżeli tylko będą do tego podchodzić w taki sposób, jak podchodzi Gabriel, który mówi, że tylko rywalizacja podnosi jego umiejętności, to należy się z tego cieszyć, a trener Salachna wtedy w skupieniu, w saunie będzie mógł bardzo mocno przemyśleć, przyjrzeć się i powiedzieć, na kogo postawi.
Rzeczywiście bardzo dużo tej decyzji zostawiam trenerowi bramkarzy, ale ona jest zawsze konsultowana ze mną. Odpowiedzialny za to, kto broni, zawsze jestem ja.
Kiedy spodziewamy się powrotu Rafała Strączka?
Wydaje mi się, że bylibyśmy wszyscy bardzo zadowoleni, gdyby Rafał już w pewnym procesie treningowym, w takim od A do Z, był już w tej rundzie. Bardzo bym chciał widzieć Rafała na treningach w październiku, czy nawet w listopadzie. Musimy jeszcze poczekać, to jest poważna kontuzja.
Kiedy wróci Damian Rasak?
Wydaje mi się, że Damian przepracuje już w pełni, cały proces treningowy, cały mikrocykl do meczu z Górnikiem. Dzisiaj już bierze udział w dużej ilości treningów, natomiast jeszcze jest wykluczany z tych bardzo bezpośrednich gier. Jeszcze na to czekamy, ale wydaje mi się, że następny mikrocykl już w pełni zaliczy.
Jak bardzo martwi to, że w każdym meczu tracicie przynajmniej jednego gola?
Sytuacja taka, kiedy gra się na zero z tyłu, jest zawsze dużo satysfakcji w klubie, w pracy sztabu i w zespole. Tak jak dla drużyny, która broni czy atakuje, dla bramkarza, dla obrońców, dla napastników, to jest zawsze taki wymierny przykład solidności i rzetelności. Jeszcze nad tym pracujemy, jeszcze żeśmy tego nie dokonali, tutaj w meczach ligowych, jak i w meczach pucharowych, ale zbieramy, wydaje mi się, znowu kolejne doświadczenia, kolejną siłę ku temu, żeby grać również na zero, żeby zdobywać bramki, żeby po prostu punktować. Czekamy na to, to na pewno przed nami.
Czy to, że GKS grał w pucharach, powoduje jakąś większą mobilizację, bo już zobaczyliście, że taka niestraszna ta Europa?
To jest naprawdę rzecz wyjątkowa. Wczoraj oglądaliśmy mecz Atalanty z Hapoelem, to tym bardziej rośliśmy w siłę i jesteśmy naprawdę świadomi tego, z jak dobrym zespołem żeśmy grali, ale również jak mocno żeśmy się przeciwnikowi postawili, jak być może nie aż tak bardzo daleko było to, żeby do tej następnej rundy awansować, albo przynajmniej osiągnąć tutaj dogrywkę. To jest ogromne doświadczenie, ogromne wnioski i ogromne podniesienie wartości naszego zespołu. Wydaje mi się, że zespół musi być świadomy, że wykonuje bardzo duży progres, że musi być wymagający w stosunku do siebie, że musi być również krytyczny w stosunku do siebie, kiedy te wyniki, na przykład, jakiś mecz nie jest taki, jak byśmy chcieli. Ale ja pod względem tego, jak oni pracują, w jaki sposób się rozwijają, w jaki sposób dzisiaj chcą reprezentować GKS Katowice, to jestem o to spokojny i wiem, że tam jest grupa ludzi, która robi progres. Naprawdę wczorajszy mecz, jak ja powiedziałem, to tylko mnie tym bardziej zbudował i jakby znowu ukierunkował, że to jest świetne. Natomiast sama przygoda w pucharach była cudowna i każdy na pewno już całe życie będzie marzył, żeby w tych pucharach grać.
Czy ten poziom zgrania, pewnie najbardziej z obroną, to już jest w twoim przypadku optymalny? Bo jesteś tu nowy, przyszedłeś latem.
Gabriel Kobylak: Czy jest optymalny? Zawsze coś jest do poprawy między mną a obrońcami, ale uważam, że już dobrze się rozumiemy na tyle, że musimy łapać te czyste konta przede wszystkim, bo tego nam najbardziej, w moim odczuciu, brakuje, żeby jeszcze pewności siebie więcej złapać.
Rozmawialiście wcześniej o tym, że szkoda, że można było grać dalej, czy to zostawiliście już za sobą?
Zawsze takie tematy się przewijają w szatni, więc szkoda i jest duży niedosyt, tak jak był po czwartkowym meczu z Hapoelem. Dzisiaj już razem rozmawialiśmy o tym, że wczoraj to było 0:0, więc duży niedosyt.
Czemu jest tak różnie na wyjeździe i u siebie?
Ciężko mi naprawdę powiedzieć, bo u siebie dobrze gramy, na wyjazdach też dobrze gramy, tylko czegoś zawsze nam brakuje. Teraz z Motorem też w budowie, wysoki pressing, dużo odbiorów, troszkę brakowało zimnej głowy.
Decyzje o nieuznaniu bramki są, powiedziałbym, centymetrowe. Pan patrząc na to, myśli sobie, ile meczów w przeszłości inaczej by się skończyło, gdyby był VAR?
Rafał Górak: Ja bardzo dużo słucham opinii na temat VAR-u. Ja jestem konkretnie orędownikiem tego, że to jest świetne narzędzie w rękach sędziów i nie będę podważał jego zadania. Dla mnie to bardzo dobrze, że on funkcjonuje, że on jest i potrafi w taki sposób pomagać. Obojętnie, co byśmy nie zrobili, w jaki sposób nie zdecydowali się na kwestię, jeżeli ma być to pomoc telewizyjna, VAR-owa, to w piłce jest tak, że zawsze będziemy mówić o granicach. Obojętnie, ktoś powie, że mają sędziowie dopuścić do metrowego spalonego, ale tak i tak, jeżeli ten metrowy spalony będzie, to gdzie jest ten metr? Czy to jest ten 99. centymetr, czy 101, czy 102? Nie ma dyskusji.
Piłka nożna jest grą bardzo dynamiczną. VAR ma pomagać w kwestii rozpatrzenia tak trudnych sytuacji, jak te. Mimo że wiadomo, że w pewnym momencie, kiedy pada bramka, kiedy w tobie też budzą się emocje, że bramka jest zdobyta, dziś już też mam taką dużą wstrzemięźliwość w kwestii nawet radowania się, bo wiem, że wiele sytuacji, które są na styku, może VAR uznać jako sytuację, kiedy jakieś przewinienie tam było, bo po prostu trzeba brać to takie, jakie jest. Ja zawsze się staram dostosować do tego, w jakim świecie żyję, w jakich jesteśmy realiach. Jeżeli technologia ma piłce nożnej pomagać, to jestem głębokim orędownikiem. Biorę to na klatę i jedziemy dalej.
W zeszłym sezonie Wisła to była drużyna, która miała drugą najmniejszą liczbę straconych bramek w lidze. Jaki ma pan plan na sforsowanie tej solidnej defensywy?
Dokładnie, wiele rzeczy, które Wisła wypracowała w tamtym sezonie, funkcjonuje dalej. To nawet osoba Marcina Kamińskiego, który jest dowódcą tej linii defensywnej. Wydaje mi się, że skoro im dobrze to funkcjonowało w tamtym sezonie, to nawet w rozmowie z nowym trenerem, a na pewno takie konsultacje są, dostrzegli wiele rzeczy, które powinny być powtarzalne i które powinny w Wiśle Płock obowiązywać w tym sezonie. I to widać. Sama obrona pola karnego, sama obrona wszelkich dośrodkowań, gry w powietrzu, w Wiśle Płock jest na najwyższym poziomie. I tutaj musimy być przygotowani na tę batalię, musimy się dobrze pozycjonować, musimy dobrze zajmować miejsce i musimy dobrze atakować ewentualne dośrodkowania, które rzeczywiście bronione są przez Wisłę bardzo dobrze. No samo się już nasuwa również, że w ataku pozycyjnym, kiedy będziemy chcieli się wedrzeć w pole karne, musimy być kreatywni, musimy być gotowi na to, aby podejmować szybko decyzję o finalizacji. To będą kluczowe momenty. Oczywiście w planie, w jaki sposób grę Wisły, jeżeli będzie ona w ogóle niska, rozrywać w jakiś sposób, dezorganizować im grę, mamy, ale to już nie jest na pewno dziś opowieść na konferencję.
Jesteś nowym zawodnikiem w drużynie. Jak czujesz się w drużynie oraz czy czujesz, że Katowice to jest takie twoje miejsce na piłkarskiej mapie?
Gabriel Kobylak: W Katowicach czuję się bardzo dobrze, szatnia mnie bardzo dobrze przyjęła, więc to na pewno na duży plus. Ale czy to jest moje miejsce już takie na stałe? Na pewno na najbliższy czas tak, bo tutaj naprawdę świetnie się czuję. Dobrze się współpracuje ze sztabem, więc oby jak najdłużej.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze