Dołącz do nas

Piłka nożna

Górak: Musimy być kreatywni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do zapisu tekstowego konferencji prasowej przed meczem z Wisłą Płock, w której udział wzięli trener Rafał Góak oraz bramkarz Gabriel Kobylak.

Magdalena Weżgowiec: Dzień dobry, witam serdecznie na konferencji prasowej przed meczem GKS-u Katowice z Wisłą Płock. Spotkanie piątej kolejki PKO BP Ekstraklasy odbędzie się w niedzielę o godzinie 17.30 na Arenie Katowice. Serdecznie zapraszamy wszystkich kibiców. Na ten moment wejściówki ma ponad 9400 osób. Gośćmi dzisiejszej konferencji są trener Rafał Górak oraz bramkarz GKS-u Katowice Gabriel Kobylak. Swoje pierwsze pytanie pozwolę sobie skierować do trenera.

Trenerze, po zakończeniu rywalizacji w europejskich pucharach GKS Katowice miał nieco więcej czasu na przygotowanie się do ligowego starcia. Jak ten czas został spożytkowany?

Rafał Górak: Dzień dobry. Jak ten czas został spożytkowany? Wydaje mi się, że przede wszystkim bardzo owocnie. To jest moment, kiedy trochę się już trzeba przełączyć i wiadomo, że już teraz będziemy grali w rozgrywkach ekstraklasowych. Także wiele oczekiwań w stosunku do takiego okresu mamy.

Raz, z racji tego, że zawodnicy mają już teraz pełną regenerację i pełny mikrocykl do meczu z Wisłą Płock. Dwa, wydaje mi się, że są takie ogólne emocje, które na pewno towarzyszą takiemu wydarzeniu jak europejskie puchary, w szczególności że byliśmy debiutantami na tym poziomie. Wiele rzeczy na pewno żeśmy się uczyli. Wiele rzeczy na pewno doświadczaliśmy jako cały klub po raz pierwszy od dawna. To jest taki moment, kiedy ja oczekuję, że w szczególności drużyna będzie zaopiekowana przez nas, przez sztab, przez cały klub, przez zarząd ogromnym spokojem i pozwoli się dobrze przygotować do tego spotkania.

Dla mnie, po takiej ogromnej, czysto emocjonalnej kwestii, bo ona na pewno na nas spadła i to jest fakt, od tego nie uciekniemy, to wiadomo, że są też moje wnioski po pucharach, wiemy o tym, to jest bardzo ważny moment. Natomiast teraz jest bardzo istotną sprawą, aby w klubie panował totalny spokój, totalna koncentracja i przygotowanie się na następny mecz. Wnioski wyciągam poprzez wiele rozmów z trenerami, którzy w europejskich pucharach grają już wiele sezonów. Też zauważyli, że to wcale niełatwy moment, kiedy przechodzi się z tego teoretycznie bardzo aktywnego momentu co trzy dni i mówi się, że drużyna może nie być zregenerowana, może być przemęczona. Potem nagle się okazuje, że ma więcej czasu, a wcale to tak dobrze nie wygląda. Wobec tego moim wnioskiem jest to, aby w ogromnym spokoju i koncentracji mogła drużyna przygotować się do następnych wyzwań.

Plan, który zawsze będzie obowiązywał w GKS-ie Katowice i on się na pewno dzisiaj nie zmieni, jest taki, a nie inny. Ekstraklasa w Katowicach, chciałbym, żeby była na lata i to jest bardzo ważne w tym momencie, aby po prostu drużyna mogła się spokojnie przygotować do następnych spotkań. Wiemy doskonale, że gramy u siebie z Wisłą Płock. Z racji turnieju U-20 Mistrzostw Świata Kobiet nie będziemy mogli grać tutaj meczu u siebie, będziemy grali mecze wyjazdowe i zdajemy sobie sprawę, że dziś dla mnie koncentracja i ogromny spokój w ogóle wokół zespołu jest dla mnie rzeczą kluczową. Dziękuję.

Gabriel, jak oceniasz swoje pierwsze tygodnie spędzone w Katowicach i jakie jest twoje nastawienie przed zbliżającym się meczem?

Gabriel Kobylak: Pierwsze tygodnie oceniam bardzo pozytywnie, troszkę te mecze na wyjazdach nie idą po naszej myśli, ale u siebie jesteśmy bardzo mocni. Już nie mamy Ligi Konferencji, więc teraz skupiamy się tylko na Ekstraklasie. Musimy poprawić te mecze wyjazdowe, wszystko jest przed nami.

Adam Zrel’ak będzie gotowy na niedzielę?

Rafał Górak: Wydaje mi się, że będziemy robić wszystko, aby Adam był przygotowany do najbliższego spotkania, natomiast bardziej optymistycznie patrzę na mecz z Górnikiem Zabrze.

Czy zauważył pan po analizie rywala, że w jakiś sposób zmieniła się gra, porównując do tego, jak wyglądała Wisła za czasów trenera Misiury?

To jest zawsze widoczne. Nie ma szans, żeby tak nie zrobić. Wisła w tamtym roku, będąc beniaminkiem, w tym akuratnym momencie świetnie rozpoczęła grę. Była liderem po pierwszej rundzie. Wiadomo, że była wtedy postrzegana jako taki naprawdę bardzo mocny czarny koń, beniaminek. Grali bardzo pragmatycznie, grali nisko, bardzo trudno było się przebić przez nich, bardzo trudno było wygrywać z Wisłą Płock. Dzisiaj grają na pewno ciut odważniej, na pewno zmienili też trochę struktury, natomiast wiele rzeczy jest podobnych. Wydaje mi się, że kluczowi zawodnicy to ci, którzy grają w linii defensywy wraz z bramkarzem. Oni jakby zarządzają tym, w jaki sposób broni zespół i w tej defensywie jest bardzo wiele rzeczy podobnych. Natomiast w kwestii ofensywnej na pewno ta drużyna dzisiaj jest może nie tak pragmatyczna, ale bardziej odważna, bardziej zdecydowana na to, aby w tym ataku po prostu grać odważnie.

Wspomniał pan o tej serii trzech meczów z rzędu na wyjeździe, która czeka GKS Katowice. Co będzie kluczowe w tym okresie? Czym GKS Katowice musi się wykazać, żeby przerwać passę czterech meczów na wyjeździe z tego sezonu?

Na pewno też… Znając mnie dobrze, wiele lat tutaj na takie pytania odpowiadam. Ja bardzo koncentruję się na tym spotkaniu, które jest teraz przed nami. Dla mnie to jest na pewno rzecz kluczowa i najważniejsza, czyli ten mecz u siebie z Wisłą Płock.

Później rzeczywiście mamy eskapady wyjazdowe i na pewno nie będziemy myśleć przez pryzmat tego, że w ostatnich spotkaniach nie daliśmy na wyjeździe rady, bo jeżeli byśmy byli bezradni, to jest co innego. Możemy mówić o wielu rzeczach, ale naprawdę zespół, nawet w ostatnim meczu z Lublinem, w wielu aspektach funkcjonował dobrze. Natomiast, co tu dużo powiedzieć. Koncentracja, kwestia zrealizowania swoich zadań, kwestia bycia cierpliwym i powtarzalnym, niepopełnianie indywidualnych błędów. Próba cały czas wykorzystania momentów do tego, żeby zdobyć bramkę i wygrać mecz na wyjeździe, będzie na pewno kluczowa.

Ale tak jak powiedziałem, dla mnie bardzo potrzebny jest spokój i taki bardzo mocny powrót wszystkich naprawdę do tego, że rozgrywki ekstraklasowe już teraz trwają i to jest kluczowy moment dla nas przed przerwą reprezentacyjną, żeby punktować.

Teraz z Maciejem Kikolskim, ale wkrótce też z Rafałem Strączkiem. Jak zapatrujesz się na rywalizację?

Gabriel Kobylak: Na razie skupiam się na rywalizacji z Maćkiem, bo Rafał jest niedostępny, ale no wiadomo: najlepsza rywalizacja, ten pierwszy bramkarz czuje się pewny i lepiej wygląda na treningach i w meczach i tak jest w moim odczuciu. Już w poprzednich klubach tak samo było, czyli im cięższa rywalizacja, tym później lepiej to wychodzi.

Jak w GKS-ie wygląda ten proces decyzyjny? Kto odpowiada za to, który z bramkarzy wystąpi w danym meczu?

Rafał Górak: Jeżeli Rafał już będzie zdrowy, to wtedy tym bardziej będę się cieszył, że głos decyzyjny ma trener bramkarzy i bardzo mnie to cieszy. Natomiast przede wszystkim cieszy mnie to, że trener bramkarzy również będzie stał przed takim dylematem dzisiaj, jak staje, bo to jest trzech bardzo równych, bardzo młodych, obiecujących bramkarzy. Ja się bardzo cieszę, że oni są w GKS-ie Katowice. Jeżeli tylko będą do tego podchodzić w taki sposób, jak podchodzi Gabriel, który mówi, że tylko rywalizacja podnosi jego umiejętności, to należy się z tego cieszyć, a trener Salachna wtedy w skupieniu, w saunie będzie mógł bardzo mocno przemyśleć, przyjrzeć się i powiedzieć, na kogo postawi.

Rzeczywiście bardzo dużo tej decyzji zostawiam trenerowi bramkarzy, ale ona jest zawsze konsultowana ze mną. Odpowiedzialny za to, kto broni, zawsze jestem ja.

Kiedy spodziewamy się powrotu Rafała Strączka?

Wydaje mi się, że bylibyśmy wszyscy bardzo zadowoleni, gdyby Rafał już w pewnym procesie treningowym, w takim od A do Z, był już w tej rundzie. Bardzo bym chciał widzieć Rafała na treningach w październiku, czy nawet w listopadzie. Musimy jeszcze poczekać, to jest poważna kontuzja.

Kiedy wróci Damian Rasak?

Wydaje mi się, że Damian przepracuje już w pełni, cały proces treningowy, cały mikrocykl do meczu z Górnikiem. Dzisiaj już bierze udział w dużej ilości treningów, natomiast jeszcze jest wykluczany z tych bardzo bezpośrednich gier. Jeszcze na to czekamy, ale wydaje mi się, że następny mikrocykl już w pełni zaliczy.

Jak bardzo martwi to, że w każdym meczu tracicie przynajmniej jednego gola?

Sytuacja taka, kiedy gra się na zero z tyłu, jest zawsze dużo satysfakcji w klubie, w pracy sztabu i w zespole. Tak jak dla drużyny, która broni czy atakuje, dla bramkarza, dla obrońców, dla napastników, to jest zawsze taki wymierny przykład solidności i rzetelności. Jeszcze nad tym pracujemy, jeszcze żeśmy tego nie dokonali, tutaj w meczach ligowych, jak i w meczach pucharowych, ale zbieramy, wydaje mi się, znowu kolejne doświadczenia, kolejną siłę ku temu, żeby grać również na zero, żeby zdobywać bramki, żeby po prostu punktować. Czekamy na to, to na pewno przed nami.

Czy to, że GKS grał w pucharach, powoduje jakąś większą mobilizację, bo już zobaczyliście, że taka niestraszna ta Europa?

To jest naprawdę rzecz wyjątkowa. Wczoraj oglądaliśmy mecz Atalanty z Hapoelem, to tym bardziej rośliśmy w siłę i jesteśmy naprawdę świadomi tego, z jak dobrym zespołem żeśmy grali, ale również jak mocno żeśmy się przeciwnikowi postawili, jak być może nie aż tak bardzo daleko było to, żeby do tej następnej rundy awansować, albo przynajmniej osiągnąć tutaj dogrywkę. To jest ogromne doświadczenie, ogromne wnioski i ogromne podniesienie wartości naszego zespołu. Wydaje mi się, że zespół musi być świadomy, że wykonuje bardzo duży progres, że musi być wymagający w stosunku do siebie, że musi być również krytyczny w stosunku do siebie, kiedy te wyniki, na przykład, jakiś mecz nie jest taki, jak byśmy chcieli. Ale ja pod względem tego, jak oni pracują, w jaki sposób się rozwijają, w jaki sposób dzisiaj chcą reprezentować GKS Katowice, to jestem o to spokojny i wiem, że tam jest grupa ludzi, która robi progres. Naprawdę wczorajszy mecz, jak ja powiedziałem, to tylko mnie tym bardziej zbudował i jakby znowu ukierunkował, że to jest świetne. Natomiast sama przygoda w pucharach była cudowna i każdy na pewno już całe życie będzie marzył, żeby w tych pucharach grać.

Czy ten poziom zgrania, pewnie najbardziej z obroną, to już jest w twoim przypadku optymalny? Bo jesteś tu nowy, przyszedłeś latem.

Gabriel Kobylak: Czy jest optymalny? Zawsze coś jest do poprawy między mną a obrońcami, ale uważam, że już dobrze się rozumiemy na tyle, że musimy łapać te czyste konta przede wszystkim, bo tego nam najbardziej, w moim odczuciu, brakuje, żeby jeszcze pewności siebie więcej złapać.

Rozmawialiście wcześniej o tym, że szkoda, że można było grać dalej, czy to zostawiliście już za sobą?

Zawsze takie tematy się przewijają w szatni, więc szkoda i jest duży niedosyt, tak jak był po czwartkowym meczu z Hapoelem. Dzisiaj już razem rozmawialiśmy o tym, że wczoraj to było 0:0, więc duży niedosyt.

Czemu jest tak różnie na wyjeździe i u siebie?

Ciężko mi naprawdę powiedzieć, bo u siebie dobrze gramy, na wyjazdach też dobrze gramy, tylko czegoś zawsze nam brakuje. Teraz z Motorem też w budowie, wysoki pressing, dużo odbiorów, troszkę brakowało zimnej głowy.

Decyzje o nieuznaniu bramki są, powiedziałbym, centymetrowe. Pan patrząc na to, myśli sobie, ile meczów w przeszłości inaczej by się skończyło, gdyby był VAR?

Rafał Górak: Ja bardzo dużo słucham opinii na temat VAR-u. Ja jestem konkretnie orędownikiem tego, że to jest świetne narzędzie w rękach sędziów i nie będę podważał jego zadania. Dla mnie to bardzo dobrze, że on funkcjonuje, że on jest i potrafi w taki sposób pomagać. Obojętnie, co byśmy nie zrobili, w jaki sposób nie zdecydowali się na kwestię, jeżeli ma być to pomoc telewizyjna, VAR-owa, to w piłce jest tak, że zawsze będziemy mówić o granicach. Obojętnie, ktoś powie, że mają sędziowie dopuścić do metrowego spalonego, ale tak i tak, jeżeli ten metrowy spalony będzie, to gdzie jest ten metr? Czy to jest ten 99. centymetr, czy 101, czy 102? Nie ma dyskusji.

Piłka nożna jest grą bardzo dynamiczną. VAR ma pomagać w kwestii rozpatrzenia tak trudnych sytuacji, jak te. Mimo że wiadomo, że w pewnym momencie, kiedy pada bramka, kiedy w tobie też budzą się emocje, że bramka jest zdobyta, dziś już też mam taką dużą wstrzemięźliwość w kwestii nawet radowania się, bo wiem, że wiele sytuacji, które są na styku, może VAR uznać jako sytuację, kiedy jakieś przewinienie tam było, bo po prostu trzeba brać to takie, jakie jest. Ja zawsze się staram dostosować do tego, w jakim świecie żyję, w jakich jesteśmy realiach. Jeżeli technologia ma piłce nożnej pomagać, to jestem głębokim orędownikiem. Biorę to na klatę i jedziemy dalej.

W zeszłym sezonie Wisła to była drużyna, która miała drugą najmniejszą liczbę straconych bramek w lidze. Jaki ma pan plan na sforsowanie tej solidnej defensywy?

Dokładnie, wiele rzeczy, które Wisła wypracowała w tamtym sezonie, funkcjonuje dalej. To nawet osoba Marcina Kamińskiego, który jest dowódcą tej linii defensywnej. Wydaje mi się, że skoro im dobrze to funkcjonowało w tamtym sezonie, to nawet w rozmowie z nowym trenerem, a na pewno takie konsultacje są, dostrzegli wiele rzeczy, które powinny być powtarzalne i które powinny w Wiśle Płock obowiązywać w tym sezonie. I to widać. Sama obrona pola karnego, sama obrona wszelkich dośrodkowań, gry w powietrzu, w Wiśle Płock jest na najwyższym poziomie. I tutaj musimy być przygotowani na tę batalię, musimy się dobrze pozycjonować, musimy dobrze zajmować miejsce i musimy dobrze atakować ewentualne dośrodkowania, które rzeczywiście bronione są przez Wisłę bardzo dobrze. No samo się już nasuwa również, że w ataku pozycyjnym, kiedy będziemy chcieli się wedrzeć w pole karne, musimy być kreatywni, musimy być gotowi na to, aby podejmować szybko decyzję o finalizacji. To będą kluczowe momenty. Oczywiście w planie, w jaki sposób grę Wisły, jeżeli będzie ona w ogóle niska, rozrywać w jakiś sposób, dezorganizować im grę, mamy, ale to już nie jest na pewno dziś opowieść na konferencję.

Jesteś nowym zawodnikiem w drużynie. Jak czujesz się w drużynie oraz czy czujesz, że Katowice to jest takie twoje miejsce na piłkarskiej mapie?

Gabriel Kobylak: W Katowicach czuję się bardzo dobrze, szatnia mnie bardzo dobrze przyjęła, więc to na pewno na duży plus. Ale czy to jest moje miejsce już takie na stałe? Na pewno na najbliższy czas tak, bo tutaj naprawdę świetnie się czuję. Dobrze się współpracuje ze sztabem, więc oby jak najdłużej.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Igrzyska Myśliwca z katowicką obroną

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Czasem trzeba – jak to się mówi – przespać się po danym meczu. Po to, żeby podejść do niego bardziej spokojnie, znaleźć jakieś pozytywy i ogólnie nie popaść w zły nastrój. Nie pykło. Tym razem patrząc już z lekkiego dystansu, czyli sobotniego poranka, mam obraz gorszy niż bezpośrednio po meczu. Powiedzmy sobie wprost – to było fatalne spotkanie naszego zespołu.

Nie mam tym razem irytacji, tak jak po meczu z Motorem. Może z powodu dyspozycji dnia. Ale nie zespołu, tylko mojej. Ot, GieKSa pokazała swoją specyfikę od tej złej strony, ale nie jest to nic nowego, znamy to doskonale. Tym razem wyszło na minus.

To co jest niestety specyfiką tej drużyny i co (póki co) nie pozwala jej wejść na stałe do czołówki ligi to jej kompletna losowość. Abstrahując oczywiście od tej różnicy u siebie i na wyjeździe. Ale zasadniczo wygląda to tak, że co nam danego dnia wylosuje maszyna losująca, tak będzie wyglądał mecz w naszym wykonaniu. Nie ma czegoś takiego, że przed meczem ze stosunkowo dużym prawdopodobieństwem jesteśmy w stanie stwierdzić, że GieKSa zagra dobre solidne spotkanie, będzie lepsza od rywala albo przynajmniej równa, a wynik – choć to suma wielu wypadkowych – również z pewnym prawdopodobieństwem będzie korzystny. Nie. W przypadku GKS mamy wręcz orła i reszkę – jak wypadnie jedno to mamy ekipę walczącą, kapitalnie grającą w piłkę, stwarzającą zagrożenie. Jeśli drugie – drużynę bezradną i… grającą w obronie w tak kuriozalny sposób jak wczoraj. Ale jest to sposób znany. Także z tego sezonu. Jak zawieje – tak zagramy.

Zanim przejdę do obrony (dla porządku, chodzi o obronną grę całego zespołu), słówko o innych aspektach. Zapytałem trenera na konferencji o wyciąganie wniosków z rywalizacji z Piastem, przede wszystkim z jesieni z poprzedniego sezonu. Bo miałem małe déjà vu z tego meczu, gdy chyba dopiero w swoim drugim starciu jako trener Piasta przyjechał na Nową Bukową Daniel Myśliwiec. Wtedy używałem takiej metafory, że piłkarze Piasta „pobili” naszych zawodników. Bo już wtedy zameldowali się bardzo szybko w kościach naszych zawodników, którzy nie byli na to przygotowani. I goście wtedy zdominowali ten mecz fizycznością i agresją, do tego strzelili w krótkim czasie dwie bramki i było po meczu. I wczoraj mieliśmy podobny vibe Piasta, przy czym tym razem z dyscyplin olimpijskich trener Myśliwiec nie postawił na boks, tylko na sprint. Nie wiem, jakim cudem przekonał swoich piłkarzy, zwłaszcza tych zagranicznych, jaka jest waga meczu z GieKSą, ale grali oni, jakby nałykali się szaleju. Byli dzicy, z pianą na ustach, walczyli, jakby to była wojna, a nie mecz piłkarski. Tak jak mówię – tym razem objawiało się to w szybkości, pokazywaniu się na pozycję i niesamowitym parciu do przodu. Utrzymywali przy tym naprawdę dyscyplinę taktyczną, to nie były ataki chaotyczne. W tym kontekście trafiliśmy na przeciwnika niesamowicie dobrze dysponowanego.

Trener mówił po meczu, że w drugiej połowie to GKS przejął inicjatywę. No jasne, ale przecież Piast prowadził już 2:0, więc to turbodoładowanie nie było już im do niczego potrzebne. Poza tym bądźmy konsekwentni – bo narracja jest taka, że gdy my się cofamy do niskiej obrony, to jest to przemyślana taktyka, a jeśli przeciwnik – to znaczy, że ich zdominowaliśmy i rywal miał kłopoty…

No nie. Piast intencjonalnie oddał nam piłkę, może nie do końca dla siebie w sposób idealny, na co zwracał uwagę trener rywali. Ale gospodarze bardzo umiejętnie się bronili i GKS choć stworzył sobie ostatecznie dość sporo sytuacji, to trudno powiedzieć, żeby któraś z nich naprawdę była wielką szansą na zdobycie gola. Wydaje mi się, że najlepszą miał Mateusz Wdowiak w pierwszej połowie, ale i tak jednak musiał uderzać z takiej krótkiej nogi. Owszem – powinien to trafić, ale sytuacja idealna nie była. Mateusz Kowalczyk z szesnastu metrów – to też powinno zakończyć się dużo lepszym uderzeniem (znaczy nie wprost w bramkarza). Sytuacja Marcina Wasielewskiego po kapitalnym podaniu Nowaka była trudna, bo nasz zawodnik uderzał już będąc bardzo blisko bramkarza, szanse powodzenia były minimalne. Ilja po podaniu Bartka strzelał bardzo efektownie i był blisko, ale była to trudna sytuacja.

Poza tym nasze sytuacje były słabe, podwójne uderzenie Bartka nie miało też większych szans.

Jeśli chcemy porównać – naprawdę dobre szanse to miała Wisła Płock w Katowicach. Mimo, że przegrała 0:5, na początku meczu, kiedy ratował nas Ilja, a potem w drugiej połowie, gdy sam na sam wyszedł Hamulić. To są prawdziwe groźne sytuacje, a nie te, które my stworzyliśmy w Gliwicach.

Daniel Myśliwiec jak nikt inny widać zna atuty i słabości GieKSy. Nikt w tej lidze nie potrafi nas zneutralizować w taki sposób. I najwidoczniej trener wygrał ten mecz już przed meczem. Wiedział jaką taktykę przyjąć i jak nastawić swoich zawodników. I to wystarczyło. Plus dodajmy pewien aspekt układu gwiazd. Oprócz tego, że Piast był lepszy zarówno w obronie i w ataku, to trzeba powiedzieć, że absolutnie wszystko im wychodziło, a nam absolutnie nic. Takie mecze też się zdarzają.

Przede wszystkim trenerzy rywali wiedzą (i my niestety też), że gdy się nasz zespół naciśnie, to gubimy się niemożebnie. Recepta na GieKSę – wprowadzić trochę szybkości i chaosu w naszych szeregach, to prawdopodobieństwo zdobycia bramki znacząco wzrasta. Co lepsza (a nawet i nie) drużyna z tego korzysta. Na naszym tle zadziwiająco często drużyny przeciwników wyglądają na rozpędzone i grające mecz sezonu…

No ale wracając do tej defensywy. Problem mamy wielki i to nie jest tylko kwestia tylko tego sezonu. Na ten moment mamy rozegranych 10 meczów i 15 straconych bramek. To daje średnią 1,5 traconej bramki na mecz – taka sama średnia wychodzi zarówno w lidze, jak i czterech meczach pucharowych. Mamy w dziesięciu meczach tego sezony zaledwie jedno czyste konto, a w ostatnich osiemnastu spotkaniach – tylko dwukrotnie nie straciliśmy bramki.

Ale tu nie chodzi nawet o samą liczbę, bo choć jest ona spora, to nie jest jeszcze jakaś totalnie dramatyczna. Ale dramatyczny jest sposób, w jaki te bramki tracimy. I w jakich momentach czy odstępach. Patrząc na ten sezon. I rozpoczynając od meczu w Żylinie. Mieliśmy kilka fatalnych zachowań w pierwszej połowie, bramek nie traciliśmy, ale gubiliśmy się wtedy strasznie, podając do przeciwników. Natomiast z pola karnego wybić piłki nie umieliśmy i był rzut karny. Na Wiśle dwie bramki stracone w trzy minuty, a mogły być trzy w pięć czy sześć minut, ale trzecia nie została uznana. Z Radomiakiem podajemy w polu karnym prosto na nogę przeciwnika. Hapoel – wiadomo przedziwny przerzut Borjy, a potem strata Arka. W rewanżu z drużyną z Tel Awiwu jakieś uchylanie się od główek i rywal wychodzi sam na sam. Z Górnikiem w 80 sekund tracimy dwa gole. No i jedna z wisienek na torcie – mecz z Piastem.

Choć déjà vu to miałem też z Miszkolcem…

Trudno zrozumieć, co tu się wczoraj wydarzyło. To że rywale przeprowadzili kontrę to jedno. Ale jak jeden Sanca może się zatrzymać na szesnastym metrze, przekładać sobie nogę nad piłką, a nasi zawodnicy dosłownie jak tyczki – nieruchomo powbijani w ziemię. To się absolutnie nie ma prawa wydarzyć, a nawet jeśli stoją – to niech przynajmniej zasłonią bramkę. Drugi gol to zupełnie bierne zachowanie naszych zawodników – ponownie powbijanych w ziemię – i przeciwnik zza pleców trzech GieKSiarzy wbiega i bez problemu strzela bramkę. I powiem tak – do obejrzenia skrótu myślałem, że trzeci gol to po prostu czyste stadiony świata. Ale jak zobaczyłem, jak nasz kapitan uchyla się niemal do ziemi, odsłaniając tym samym drogę piłce do bramki, to sam klęknąłem. Przecież jakby Arek został spionizowany, to piłka by trafiła dokładnie w niego.

A co do tej drugiej bramki jeszcze – to przecież dosłownie dwie akcję poprzedzające – w ciągu 2-3 minut – to były wyjścia Piasta sam na sam lub niemal sam na sam – raz był spalony, a za drugim razem rzut rożny, po którym padł gol. Podania na skrzydła, takie na dobieg, nokautowały nas w tym meczu.

I tak jak trener mówi, efektywność w obronie i ataku była po stronie Piasta. Raz, że Piast był lepszy, ale dwa – że my byliśmy po prostu bardzo słabi. Nie tylko w obronie i nie tylko w wykończeniu. My sobie nie wykreowaliśmy sytuacji tak groźnych, żeby mieć większe szanse na gola. A czasu na to mieliśmy w drugiej połowie mnóstwo, kiedy Piast oddał nam piłkę.

Cóż, zdarzyło się. Dużo gorzkich słów tu padło i w węższym, ale przede wszystkim szerszym aspekcie, trzeba coś z tą grą obronną zrobić, bo tak naprawdę mamy z nią problem od samego awansu do ekstraklasy. Bywały krótkie serie – kilku meczów – kiedy nasi piłkarze wznosili się na wyżyny, notowali czyste konta, potrafili nawet 2-3 mecze z rzędu zagrać bardzo dobrze w defensywie. Ale potem znów przychodziły, kiksy, babole i niezrozumiałe zachowania. Znaczy kiksy… Co do kiksów to ja nawet nie mam pretensji. Na przykład do takiej bramki samobójczej Arka w Łodzi w Pucharze Polski. Tam to był czysty pech, coś co po prostu się zdarza. Ale jak widzę irracjonalne zachowania zawodników, to to jest już powód – czasem do wkurzenia, czasem niepokoju.

Jeśli ta drużyna chce się rozwijać, to musi poprawić defensywę. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że Bartek Nowak da ciasteczka, a Ilja Szkurin będzie miał dzień konia. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że strzelimy więcej bramek od przeciwnika, który nam strzela. My mamy umieć przepchnąć kolanem mecz, w którym nam się ofensywa nie układa, mamy mało sytuacji lub jesteśmy nieskuteczni – ale pakujemy tę jedną bramkę i wygrywamy, bo obrona spisała się na medal i nie dopuściła do utraty gola.

Nie jesteśmy drużyną idealną. Naprawdę, gdyby nie te aspekty, o których wspomniałem, bylibyśmy w czołówce ligi i pewnie bili się o mistrzostwo. Ale mamy swoje mankamenty i jesteśmy w takim miejscu jak jesteśmy. Nadal bardzo dobrym miejscu. Ale musimy się rozwijać.

Za tydzień ostatni z trzech meczów wyjazdowych – Lubin. Jeśli tam zapunktujemy za jeden – będzie można powiedzieć, że minimum w tym trójmeczu osiągnęliśmy. Jeśli wygramy – to będzie bardzo dobry wyjazdowy wynik. Nie ma co więc płakać nad rozlanym mlekiem, a tak jak powiedziałem – docenić też bardzo należy drużynę Piasta.

Na koniec powiem, że po meczu dziennikarz Łukasz Pawlik powiedział, że jakby kiedyś zakończył pracę w GKS trener Górak, to to byłby godny następca. Zgadzam się w stu procentach. Nie wiem, co ten szkoleniowiec w sobie ma, ale widać, że ma warsztat, gdziekolwiek nie jest to ma wyniki, potrafi z niczego zrobić coś. Do tego jest skromny, trochę cichy, a jednocześnie widać, że ma ten błysk w oku. Wydaje mi się, że to całkiem spoko człowiek, który jednocześnie swoje przeszedł, zarówno w sporcie, jak i poza nim.

Ale to teoretyczne rozważanie. Teraz trwa projekt firmowany przez Rafała Góraka i niech trwa jak najdłużej, po przysparza nam on masę radości, a GieKSa jest w tym pięknym miejscu. Tak więc dalej pracujmy nad budowaniem wielkiej GieKSy, jak trzeba to poklepmy się po plecach, a jak trzeba to solidnie opie…olmy. Ale tylko po to, by iść do przodu.

Z niecierpliwością czekamy na Lubin!

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do meczu z Piastem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kolejne derby za nami – tym razem niestety przegrane. To był drugi z wyjazdowej serii trzech meczów. Za tydzień gramy kolejne spotkanie w Lubinie i tam będziemy walczyć o zwycięstwo, by jednak z delegacji wrócić z pokaźnym dorobkiem punktowym. Tymczasem wracamy po raz ostatni do piątkowego starcia w Gliwicach.

1. Dla mnie „wyjazd” rozpoczął się już w czwartek. Zadecydowała logistyka i chęć oddechu. Co do logistyki, to powód był prozaiczny. Wiedząc, że w piątek będę mógł dotrzeć na mecz dopiero na styk, chciałem sobie zapewnić miejsce parkingowe. Wziąłem więc po prostu nocleg, a nawet dwa, żeby zapewnić sobie pełen komfort. Ale ten parking to był tylko jeden z powodów.

2. No i zawsze pretekst do tego, żeby pospać w mieście rywala jest dobry. Przez to zaraz po przyjeździe na miejscówkę, którą miałem niecały kilometr od stadionu, udałem się właśnie pod stadion Piasta, żeby zrobić nagrywkę w przeddzień meczu.

3. Sam pokój taki w stylu loft był jednak bardzo schludny i czysty. Trzeba było jednak uważać na jeden stopień, co jest eufemizmem. To po prostu była zmiana kondygnacji. Kilkadziesiąt centymetrów wyżej.

4. A miejscówka była nieopodal Radiostacji Gliwice. Dzięki temu dowiedziałem się, że w piątek równolegle będą odbywać się dwie imprezy kulturalne – w odległości około dwóch kilometrów. Pierwszy to mecz Piast Gliwice – GKS Katowice, w drugim koncert z udziałem legendarnej Beaty Kozidrak.

5. Wracając do wspomnianej nagrywki. Zahaczyłem jeszcze o sklep Piasta, który był otwarty. Piast, nie sklep. Znaczy sklep, nie Piast. Niestety nie mieli proporczyków, pani powiedziała, że w tym sezonie jeszcze nie było. Ogólnie uważam to za słabość wielu klubów. Proporczyki, jak szale, powinny być jednym ze sztandarowych produktów i być dostępne przez cały czas.

6. Nagrywkę przed stadionem, nazywanym żartobliwie przez kibiców innych klubów Tesco Arena, zrobiłem. Mnie tam się ten stadion z zewnątrz podoba. Mimo, że „nowy” to ma swój vibe elewacji na przykład Stomilu Olsztyn czy… Bukowej. Taki socjalistyczny. Zakład pracy jakiś, fabryka.

7. Małe zakupy i zamówienie hambuksa w Wilku. Nie byłem teraz głodny, ale zamówiłem, żeby na wieczór przyjść i odebrać. Tak między meczami, bo przecież czwartek był napakowany kilkoma spotkaniami Pucharu Polski, no i zaległościami ligowymi.

8. No i tak też zrobiłem, najpierw Raków – Górnik przy herbatce. Górnik nie załamał się porażką  GieKSą i pewnie wygrał to spotkanie. Z małymi problemami w końcówce. I gdy Raków cisnął do wyrównania, Diaby-Fadiga zachował się idiotycznie, dostał czerwień i tyle było z marzeń o remisie.

9. Raków po sześciu meczach ligi ma sześć porażek. Niepojęte. A chcą zabrać Fejaka, czyli kolejny strzał w kolano. Niebywałe, jak wiele błędów tam ostatnio popełniają.

10. Na obrazku zupełnie to nie wygląda, ale burger był znakomity. Z chorizo i jalapeno. Polecam tego Allegrowicza. Konsumowałem to jadło przy meczu Śląska z Pogonią w Pucharze Polski. Jak widać – na obrazku – znów gola strzelił Samiec-Talar. Znakomity sezon tego zawodnika, byłego zawodnika GKS, który wówczas jednak nie był czołową postacią drużyny.

11. Śląsk wygrał to spotkanie i odprawił Pogoń z kwitkiem. Tak więc po dobrych występach w ostatnich latach w pucharze, tym razem Szczecinianie mogą pomarzyć. I jeśli chcą jakieś tituli mieć, to muszą wygrać ligę.

12. Potem jeszcze kuknąłem Lecha z Jagą, ale pierwszą połowę, bo już spać mi się chciało. Drugą obejrzałem rano. Bramka Kobayashiego to coś niebywałego. Tak huknąć. Znakomity gol. A Lech się po Aarhus otrząsnął i wygrywa kolejne mecze jak leci.

13. Zazdro jeśli chodzi o Lecha i Jagę. Obie ekipy sobie zagrają z Crystal Palace czy Sunderlandem. No i inni przeciwnicy w Lidze Europy. Musimy jako klub dążyć do tego, żeby mieć szansę na takie świetne mecze. Wygrać Puchar Polski i fazę grupową pucharów będziemy mieli zapewnioną.

14. Nazajutrz udałem się na spacer do cukiernio-śniadaniowni Cacy. Mijałem traktory. Spacer był sympatyczny, a śniadanie piękne i smakowite. Pani co prawda była jakaś smutna, ale to pewnie dlatego, że musiała wybierać pomiędzy Beatą, a meczem Piasta. Ciekawe co wybrała.

15. A żyrafy mówią „no elo”. Co ciekawe w tym miejscu, w którym miałem nocleg jest… drukarnia. Normalnie działająca, pracująca w piątek. Dość specyficzne to było.

16. Wkrótce musiałem się udać do… Katowic. Wzywały obowiązki zawodowe. Dlatego też właśnie logistyka tego wszystkiego była specyficzna. Na 14.30 chciałem być w Katowicach, by o 19.00 z powrotem jechać do Gliwic i mieć jeszcze zapas.

17. Gdy szedłem już na mecz – bo zaparkowałem na miejscówce – rzeczywiście w tych małych uliczkach między domkami było pełno samochodów. Zastanawiałem się, jak to tolerują mieszkańcy, że im przed działkami ciśnie się masa aut, gdy tylko jest mecz. No ale cieszyłem się z dokonanego wyboru i braku stresu. Nawet nie chodzi o stres związany ze znalezieniem miejsca, co o to, że w takiej ciasnocie bałbym się, że jeden czy drugi ancymon poskrobie mi auto po marchewkach.

18. Pod stadionem było już dużo ludzi. Do meczu pozostawało około pół godziny. Wspomnę, że po drodze zahaczyłem znów o Wilka, żeby zamówić na „po meczu”. Ustaliłem godzinę 23.50, czyli 10 minut przed zamknięciem. Musiałem więc liczyć, że nie przedłuży się ani mecz, ani konferencja.

19. Znów autokar, który można sobie zwiedzić. Autokar Piasta. Tak samo było w maju. Nie lada gratka dla fanów.

20. Akredytację odebrałem bez problemu, no i skierowałem się na stadion. Przez to, że dopiero co graliśmy w Gliwicach miałem wrażenie, że zarówno pani na bramie, jak i pan na schodach to ci sami ludzie.

21. Wszedłem więc po tym rusztowaniu, zrobiłem herbatkę i udałem się na prasówkę. Niestety z racji krótkiego czasu do pierwszego gwizdka, dobre miejsca prasowe były już zajęte, więc musiałem zejść do najniższego rzędu. Z niecierpliwością czekałem na mecz.

22. Ciasnota, jak to na Piaście. Jednak w tym najniższym rzędzie trochę dalej był jakiś facet, a poza tym dużo luzu. No i na początku rzędu dwóch sympatycznych jegomości. Nikt więc nie przechodził, żeby musieć wstawać. Co prawda wołał ten jeden pan dwa razy takiego grubasa, ale on chyba był świadomy, więc nie decydował się przeciskać w tym miejscu.

23. Blaty pochyłe, ale powiedzmy w miarę. Jednak trochę vibe pierwszoligowych prasówek. No może pogranicza między zapleczem, a ekstraklasą. Najważniejsze, że prąd był i przede wszystkim – znakomicie działał internet, co jak wiemy nie jest oczywistością…

24. Kibice obu drużyn od razu zaczęli mocno dopingować. Na trybunach znów więc mieliśmy świetne widowisko.

25. Z wydarzeń boiskowych mogli być zadowoleni jedynie kibice Piasta. Bo już w piątej minucie objęli prowadzenie, a cały mecz wygrali 3:0. Tym samym Piast powtórzył wynik z sezonu 2011/12, kiedy to również w tych rozmiarach pokonał GKS. Wówczas Gliwiczanie awansowali do ekstraklasy.

26. To była jakaś totalnie dziwna historia, związana chyba z budową stadionu. Na wiosnę Piast zagrał tylko dwa mecze na wyjeździe, resztę u siebie. Ale by pykło nam coś takiego. Mistrz na wiosnę gwarantowany (oczywiście po wygrzebaniu się z ostatniego miejsca z powodu gry na wyjazdach na jesieni).

27. Ciekawostką jest to, że jak teraz nam strzeliło bramki dwóch Hiszpanów – Juande Rivas i Hugo Vallejo, to w tamtym meczu z 2012 trafił również obywatel Półwyspu Iberyjskiego – Ruben Jurado. Nie leżą nam ci gliwiccy Hiszpanie.

28. Nie leży nam ten stadion, oj nie leży. Dla mnie to była szósta wizyta w Gliwicach – bo byłem jeszcze na meczach na starym stadionie – i czwarta porażka. Poza tym zaledwie dwa remisy. Piast u siebie z GieKSą nie przegrywa.

29. Po awansie do ekstraklasy Gliwiczanie nadal pozostają jedną z trzech ekip, które ciągle za naszej bytności w niej są, a z którą nie wygraliśmy. Pozostałymi są Legia i Lech. Może przynajmniej z Warszawianami czy Poznaniakami uda się przełamać tę złą passę.

30. No i po meczu nagrywka i na konferencję prasową. Bartka Nowaka brali do Super Piątku, a my czekaliśmy na trenerów. Jakoś wyjątkowo długo, a na Górniku tydzień temu było krótko.

31. W końcu przyszli szkoleniowcy – Rafał Górak, potem Daniel Myśliwiec. Uwinęliśmy się jakoś z pytaniami i powoli zacząłem montować konfę, ale zbliżała się północ. Toteż około 23.40 wyszedłem, aby odebrać swoje zamówienie.

32. Wróciłem na kwaterę, dokończyłem konferencję, zobaczyłem, co tam Bartek miał do powiedzenia, no i z rozczarowaniem zakończyliśmy swój udział w tej kolejce.

33. Wracając widziałem ludzi, którzy już wracali z koncertu. Uraczyli się może bardziej Beatką z Bajmu, niż kibice gości meczem. Ale tak to bywa.

34. Tylko trzy punkty w Lubinie!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga