Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Wielosekcyjny przegląd mediów: GieKSa też pechowa
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatnich 10 dni, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Z kobiecą drużyną umowę podpisała pomocniczka Dorota Hałatek. Klub ogłosił plan przygotowań zespołu kobiet. Z sekcją pożegnała się Patrycja Michalczyk. Potwierdziły się doniesienia mediów na temat przenosin Bartosza Wolskiego do GieKSy. Klub przedstawił plan przygotowań męskiej drużyny do sezonu 2026/27. W II rundzie Ligi Konferencji UEFA GieKSa zmierzy się z przegranym w dwumeczu Hajduk Split – MŠK Žilina. Pierwsze spotkanie GKS rozegra na wyjeździe 23 lipca, drugie 30 lipca w Katowicach.
W drużynie siatkarzy na dłużej zostają: Michał Superlak, Bartłomiej Krulicki, Wojciech Włodarczyk, Gonzalo Quiroga, Damian Hudzik oraz Damian Domagała. Rozgrywający Aleksa Batak został nowym siatkarzem GieKSy.
Z hokejową GieKSą umowę podpisał obrońca Matthew Sredl. Z sekcją pożegnali się Travis Verveda i Zack Hoffman. Gieksa poznała rywali w Pucharze Kontynentalnym. W wieku 72 lat zmarł były bramkarz GKS Piotr Grobarczyk.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Dorota Hałatek nową piłkarką GieKSy
Dorota Hałatek, która po zakończeniu sezonu opuściła Górnik Łęczna, występować będzie w GKS-ie Katowice. 24-latka związała się umową obowiązującą do końca sezonu 2027/2028.
Na zasadzie wolnego transferu do GieKSy trafiła Dorota Hałatek, która podpisała umowę ważną do końca sezonu 2027/2028. 24-letnia pomocniczka od 2023 r. broniła barw GKS-u Górnika Łęczna. W klubie z województwa lubelskiego wystąpiła łącznie w 53 spotkaniach. W zakończonym niedawno sezonie Orlen Ekstraligi kobiet Hałatek zagrała w 15 meczach. W przeszłości nasza nowa piłkarka reprezentowała Czarnych Antrans Sosnowiec. W ciągu sześciu lat sięgnęła z sosnowieckim zespołem między innymi po mistrzostwo Polski oraz dwa triumfy w krajowym Pucharze.
Swoją piłkarską przygodę Hałatek rozpoczęła w Pionierze Tychy. W kolejnych latach rozwijała swoje umiejętności w APN GKS Tychy oraz Polonii Tychy. Na boiskach Orlen Ekstraligi zadebiutowała mając zaledwie 15 lat, reprezentując już wtedy barwy Czarnych Antrans Sosnowiec. Nasza nowa zawodniczka ma za sobą występy w młodzieżowej reprezentacji Polski.
tylkoslask.pl – GKS Katowice: Piłkarki startują 26 czerwca, Slavia Praga ostatnim sprawdzianem
Piłkarki GKS-u Katowice ruszają do pracy już 26 czerwca. Przed nimi intensywne przygotowania do sezonu 2026/2027 – treningi, zgrupowania w Szczyrku i Ustroniu oraz seria sparingów z krajowymi i zagranicznymi rywalkami.
Najważniejsze informacje:
Przygotowania startują 26 czerwca od badań i testów, pierwszy trening na boisku – 29 czerwca.
Zgrupowanie w Ustroniu (13-19 lipca) obejmuje trzy sparingi, w tym mecze z Banikiem Ostrawa i Ślęzą Wrocław.
Ostatni sprawdzian przed ligą to spotkanie ze Slavią Praga 25 lipca. Inauguracja Orlen Ekstraligi Kobiet – weekend 1-2 sierpnia.
Badania, testy i pierwsze kopnięcia piłki
Pierwsze dwa dni – 26 i 27 czerwca – zawodniczki spędzą na badaniach i testach. Dopiero 29 czerwca wyjdą na murawę. To standardowy rytm początku preseason, który pozwala sztabowi ocenić formę każdej piłkarki po przerwie.
Już 4 lipca czeka je pierwszy sparing. Rywalem będą Czarni Antrans Sosnowiec. Potem krótka przerwa i minizgrupowanie – 10-11 lipca w Szczyrku.
Główny obóz przygotowawczy zaplanowano na 13-19 lipca w Ustroniu. Baza drużyny to Hotel „Diament”. Przez tydzień piłkarki rozegrają trzy mecze kontrolne.
15 lipca GKS zmierzy się jednego dnia z dwoma drużynami – Banikiem Ostrawa oraz Rekordem Bielsko-Biała. Trzy dni później, 18 lipca, rywalem będzie Ślęza Wrocław.
Finałowy sprawdzian przed ligą to starcie z Slavią Praga – aktualnym wicemistrzem Czech. Mecz odbędzie się 25 lipca.
Tydzień później, w weekend 1-2 sierpnia, rozpocznie się nowy sezon Orlen Ekstraligi Kobiet.
goal.pl – Wolski odsłonił kulisy transferu do GKS-u. Kluczowa była jedna rzecz
GKS Katowice pozyskał przed nowym sezonem Bartosza Wolskiego. Były kapitan Motoru Lublin po pierwszym treningu wyjaśnił, dlaczego wybrał śląski klub i jakie ma plany.
GKS Katowice rozpoczął przygotowania do sezonu 2026/2027, a jednym z nowych zawodników w zespole Rafała Góraka jest Bartosz Wolski. 29-letni pomocnik trafił do katowickiej drużyny z Motoru Lublin, gdzie pełnił funkcję kapitana i był jedną z kluczowych postaci zespołu. Po pierwszych zajęciach w nowych barwach zawodnik nie ukrywał, że potrzebuje jeszcze czasu, aby w pełni ocenić swoje nowe otoczenie.
– Za szybko, żeby cokolwiek więcej powiedzieć na ten temat, ale mam nadzieję, że z czasem będzie coraz lepiej i będę mógł powiedzieć więcej ciepłych słów o tym miejscu – usłyszał Goal.pl od nowego gracza GieKSy.
Jednym z głównych tematów rozmowy był wybór klubu z Katowic. Piłkarz nie miał wątpliwości, że trafił do ekipy, która oferował mu najbardziej przekonującą perspektywę rozwoju. – To najbardziej stabilny projekt spośród tych, z których miałem oferty. Ludzie pracują tu ze sobą od dłuższego czasu, wiedzą, co robią i dlaczego to robią. Myślę, że będzie to bardzo dobre rozwiązanie – podkreślił Wolski.
Zawodnik został również dopytany o okoliczności rozstania z Motorem Lublin. Pomocnik przyznał, że nie otrzymał propozycji pozostania w klubie, dlatego zdecydował się na zmianę otoczenia. – Niestety nie otrzymałem propozycji nowego kontraktu. Dlatego dzisiaj jestem tutaj. GKS był bardzo zdeterminowany, żeby mnie pozyskać – powiedział pomocnik.
Nie bez znaczenia dla transferu była także pozycja, jaką Katowiczanie wypracowali sobie w ostatnich sezonach. GKS zakończył poprzednie rozgrywki na piątym miejscu i wywalczył prawo gry w europejskich pucharach, co dodatkowo zwiększyło atrakcyjność projektu. – To dodaje całemu projektowi kolejnego smaczku. Puchary były jedną z rzeczy, które jeszcze bardziej zachęciły mnie do przyjścia tutaj – mówił Wolski.
Niezwykła była reakcja kapitana drużyny Arkadiusza Jędrycha przed startem zajęć: „O k**** na naszym pierwszym treningu nigdy tylu dziennikarzy nie było. Wystarczyło awansować do europucharów” 😅#Ekstraklasa… pic.twitter.com/bsg1H2Eh8B
— Luka Pawlik 🇵🇱 🇮🇹 (@LukaPawlik) June 15, 2026
Na razie były kapitan Motoru nie chce składać odważnych deklaracji dotyczących indywidualnych osiągnięć w nowym sezonie. Jak sam zaznacza, najpierw musi poznać swoją rolę w zespole i oczekiwania sztabu szkoleniowego. – Najpierw muszę wdrożyć się w drużynę i zobaczyć, na jakiej pozycji będę funkcjonował. Wtedy będę mógł powiedzieć coś więcej – stwierdził doświadczony zawodnik.
W nowej drużynie Wolski nie będzie całkowicie anonimową postacią. Chociaż z większością zawodników spotykał się wcześniej głównie jako rywal, jednego z nich zna znacznie lepiej. – Przewijaliśmy się z zawodnikami GKS-u wielokrotnie na boisku, ale jako rywale. Z kolei z Damianem Rasakiem grałem za dzieciaka w Elanie Toruń – zdradził Wolski.
W trakcie rozmowy pojawił się również temat Bartosza Nowaka, jednego z liderów katowickiego zespołu. Wolski nie ukrywa, że obecność takiego piłkarza miała znaczenie przy podejmowaniu decyzji o przeprowadzce na Bukową. – Bartek jest bardzo ważnym zawodnikiem i elementem całej tej układanki. Na pewno miał wpływ na całokształt tego projektu, który ostatecznie skierował mnie do GKS-u Katowice – zakończył zawodnik.
Katowiczanie liczą, że doświadczenie Wolskiego, zdobyte zarówno na poziomie I ligi, jak i Ekstraklasy, pomoże drużynie nie tylko utrzymać wysoką pozycję w krajowych rozgrywkach, ale również godnie zaprezentować się na europejskiej arenie. Sam zawodnik na razie tonuje nastroje, jednak już pierwsze wypowiedzi pokazują, że do nowego etapu kariery podchodzi z dużym optymizmem.
Wyceniany na 800 tysięcy euro piłkarz ma na swoim koncie blisko 70 spotkań w Ekstraklasie i ponad 150 w 1 Lidze. Z klubem z Katowic zawodnik związał się kontraktem do końca czerwca 2028 roku.
wkatowicach.eu – Wkrótce piłkarska GieKSa rozpocznie treningi. Znamy plan przygotowań do kolejnego sezonu Ekstraklasy
Piłkarze GKS-u Katowice wrócą do wspólnych treningów 15 czerwca. Przed nimi intensywny okres przygotowań do sezonu 2026/2027 oraz rywalizacji w europejskich pucharach. Z kim drużyna zagra sparingi w najbliższym czasie?
Chwila odpoczynku i pora wracać na treningi. GKS Katowice zaprezentował plan przygotowań do najbliższego sezonu Ekstraklasy, a także Ligi Konferencji UEFA.
GieKSa odniosła duży sukces w poprzednim sezonie. Sezon 2025/26 PKO BP Ekstraklasy zespół zakończył na 5. miejscu w tabeli, a to oznacza, że zyskał prawo do gry w kwalifikacjach Ligi Konferencji UEFA. Obecnie piłkarze przebywają na urlopie, ale już 15 czerwca z niego wrócą. W dniach 16-17 czerwca Katowiczanie przejdą testy motoryczne w AWF Katowice, a następie wyjadą na krótkie zgrupowaniu do Bielska-Białej, w trakcie którego odbędą jednostkę treningową obejmująca zdobycie Klimczoka.
W dniach 22.06–02.07 zespół będzie przebywał na zgrupowaniu w Opalenicy. W jego trakcie GieKSa rozegra cztery sparingi z:
KS Świt Szczecin,
Arką Gdynia,
Piastem Gliwice
oraz Miedzią Legnica.
Po powrocie drużyna trenera Rafała Góraka będzie trenować na własnych obiektach oraz rozegra mecze kontrolne ze Stalą Rzeszów (11.07) oraz Rakowem Częstochowa (16.07).
23 lipca (czwartek) GieKSa rozegra pierwszy mecz 2. rundy kwalifikacji do Ligi Europy. Naszego przeciwnika oraz miejsce rozegrania spotkania poznamy podczas losowania, które odbędzie się 17 czerwca. Start nowego sezonu PKO BP Ekstraklasy zaplanowano na weekend 25/26 lipca.
Plan przygotowań GKS-u Katowice:
15.06 – powrót do treningów,
17.06 – 19.06 – zgrupowanie w Bielsku-Białej,
22.06 – 02.07 – zgrupowaniu w Opalenicy,
25.06 – sparing z KS Świt Szczecin,
28.06 – sparing z Arką Gdynia,
01.07 – sparing z Piastem Gliwice,
01.07 – sparing z Miedzią Legnica,
11.07 – sparing ze Stalą Rzeszów,
16.07 – sparing z Rakowem Częstochowa,
23.07 – pierwszy mecz kwalifikacji Ligi Konferencji UEFA,
25/26.07 – pierwszy mecz PKO BP Ekstraklasy.
Losowanie UEFA 2026/2027. GKS Katowice poznało potencjalnych rywali
GKS Katowice w nadchodzącym sezonie Ligi Konferencji UEFA zagra z zespołem z pary Hajduk Split (Chorwacja) lub Žilinia (Słowacja). W środowym losowaniu II rundy kwalifikacyjnej wyłoniono potencjalnego rywala zespołu Rafała Góraka, który już pod koniec lipca rozpocznie walkę o awans do fazy ligowej rozgrywek. Dla katowiczan będzie to pierwszy krok w europejskiej przygodzie po zajęciu 5. miejsca w minionym sezonie.
GKS Katowice w sezonie 2025/26 PKO BP Ekstraklasy zajął 5. miejsce. Dzięki temu zespół już w lipcu rozpocznie zmagania w europejskich pucharach. W środę (17 czerwca) odbyło się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji UEFA. To właśnie od tego etapu grę rozpoczną piłkarze trenera Rafała Góraka.
Uczestnicy drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji UEFA zostali podzieleni na koszyki przed losowaniem. Losowanie rozpoczęło się o godz. 14:00. Rywalem GKS-u Katowice został zespół z pary Hajduk Split (Chorwacja) lub Žilinia (Słowacja). Mecze odbędą się 23 lipca (wyjazd) i 30 lipca (dom).
Kolejne ceremonie losowania przeprowadzone zostaną 20 lipca (trzecia runda kwalifikacyjna), 3 sierpnia (runda play-off) oraz 28 sierpnia, kiedy poznamy układ fazy ligowej.
Wszystkie 36 drużyn, które wystąpią w fazie ligowej, będzie musiało wywalczyć awans poprzez kwalifikacje – żaden zespół nie otrzyma bezpośredniego miejsca w tej części rozgrywek. Mecze pierwszej rundy kwalifikacyjnej zostaną rozegrane 9 i 16 lipca, drugiej rundy 23 i 30 lipca, trzeciej rundy 6 i 13 sierpnia, a spotkania rundy play-off zaplanowano na 20 i 27 sierpnia.
Faza ligowa wystartuje 15 października i potrwa do 17 grudnia 2026 roku. Następnie najlepsze zespoły przystąpią do fazy pucharowej. Mecze barażowe o awans do 1/8 finału odbędą się w lutym 2027 roku, a finał rozgrywek zaplanowano na 2 czerwca 2027 roku.
Decydujące spotkanie szóstej edycji Ligi Konferencji UEFA zostanie rozegrane na Beşiktaş Park w Stambule.
weszlo.com – Losowanie par eliminacji Ligi Konferencji. Z nimi zagrają nasi!
Wiemy już, że los postanowił nie rozpieszczać naszych przedstawicieli, którzy zawalczą w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Groźnych rywali nie ma jednak zbyt wielu w rywalizacji na poziomie eliminacji do Ligi Konferencji, gdzie powalczą wkrótce Raków Częstochowa i GKS Katowice. Z kim zagrają polskie zespoły?
[…] Zupełnie inaczej patrzą na wynik losowania w Katowicach, gdzie ugoszczą przegranego z dwumeczu Hajduka Split z MSK Żylina. Zaznaczmy na wstępie, że nadal to GieKSa powinna być według modeli statystycznych faworytem do wygranej w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji, ale w tym wariancie losowania jej szanse są najmniejsze i szacuje się je na około 61%. Z perspektywy polskiego klubu jedno jest pewne – trzeba trzymać kciuk za wygraną Hajduka, bowiem Słowacy będą rywalem wyraźnie słabszym od Chorwatów.
Bilans dzisiejszych losowań jest więc dla nas wyjątkowo skrajny. Z jednej strony Lech, Górnik i GKS trafiły możliwie najgorzej. Z drugiej – Raków czeka w II rundzie eliminacji spacerek na słonecznej Malcie.
GieKSa też pechowa. Za to Raków został zwycięzcą losowania
Raków kolejny raz pokazał wszystkim polskim drużynom, że co jak co, ale szczęście w losowaniach ma zdecydowanie największe. Po tym, jak pechowo trafiły Lech i Górnik, na wymagającego rywala trafił też GKS Katowice. Będzie nim przegrany z pary Hajduk Split – MSK Żylina.
[…] Raków nie ma prawa mieć jakichkolwiek kłopotów z pokonaniem tego przeciwnika. Znacznie gorzej trafił GKS Katowice, szczególnie gdy porównamy jego potencjalnego rywala do Maltańczyków. GieKSa zmierzy się bowiem z przegranym z dwumeczu pierwszej rundy eliminacji Ligi Europy, a więc z Hajdukiem Split lub MSK Żylina.
Obu zespołów przedstawiać nie trzeba, szczególnie na tle Valletta FC. Kibice Hajduka podczas sezonu ligowego zasnęli z nudów. Do lidera z Zagrzebia ich ulubieńcy stracili bowiem osiemnaście punktów, a nad trzecią drużyną mieli czternaście punktów przewagi. Żadnych emocji. O nic nie walczyli. Mistrzostwo było poza zasięgiem. Trzecie miejsce też. Mogli stracić miejsce w Lidze Europy, gdyby Dinamo przegrało w Pucharze Chorwacji, ale oczywiście ani razu nie było tego bliskie.
Ich zawodnik, Kanadyjczyk Niko Sigur jest obecnie na mundialu. Wielkie nadzieje może jednak dawać niestabilność chorwackiego klubu. Od początku 2007 roku jego władze zmieniały trenerów… 42 razy. Byli wśród nich Joan Carillo i Jens Gustafsson znani z Wisły Kraków i Pogoni. Dyrektorem sportowym jest w Splicie od niedawna Polak Robert Graf. Do chorwackiego klubu wrócił zimą Dante Stiplica, którego znamy z Ruchu Chorzów, a przede wszystkim z Pogoni Szczecin. W Hajduku pełni on obecnie rolę rezerwowego bramkarza.
W lidze Hajduk od dwudziestu lat jest wiecznie drugi. Ewentualnie trzeci lub czwarty. Rzadko – piąty. W jednym jest bardzo mocny – nie schodzi poniżej pewnego minimalnego poziomu. Od 2007 roku co sezon kwalifikuje się do europejskich pucharów. To coś, co w Polsce jest wprost nie do pomyślenia. Problem w tym, jak się spisuje w rozgrywkach UEFA. Otóż od 2011 roku, gdy przegrał pięć z sześciu meczów w grupie Ligi Europy:
dwa razy odpadł w pierwszej rundzie eliminacji Ligi Europy
pięć razy odpadł w trzeciej rundzie eliminacji Ligi Europy
cztery razy odpadł w czwartej rundzie eliminacji Ligi Europy
raz odpadł w drugiej rundzie eliminacji Ligi Konferencji
trzy razy odpadł w trzeciej rundzie eliminacji Ligi Konferencji
raz odpadł w czwartej rundzie eliminacji Ligi Konferencji
Ani razu nie dotarł zatem w tym czasie do zasadniczej fazy europejskiego pucharu. Kiedy w ostatnich latach odpadał w kwalifikacjach, czasem przeszkodą byli mocni rywale (PAOK, Villarreal, Galatasaray, FCSB czy Everton), ale często kompromitował się z takimi zespołami, jak Dinamo Tirana, Rużomberok, Toboł Kustanaj, a nawet maltańska Gzira. Tym razem będziemy jednak trzymali kciuki, by Chorwaci nie zaliczyli wywrotki. Zdecydowanie lepiej bowiem, by GKS zmierzył się z Żyliną niż Hajdukiem.
Co ciekawe, kibice Hajduka od lat mają zgodę z fanami Górnika Zabrze, którzy do niedawna bardzo dobrze żyli z fanatykami GieKSy.
Słowacki klub znamy dość dobrze, bo w zeszłym sezonie wszelkich nadziei pozbawił go Raków gromiąc Żylinę w dwumeczu aż 6:1. Przy tej okazji Michał Kołkowski opisywał ich klub filialny z Ghany. Wtedy też Jakub Radomski przeprowadził wywiad z trenerem klubu, w którym swój talent rozwinął Jakub Kiwior i w którym królem strzelców był Dawid Kurminowski. Pavol Stano wciąż prowadzi ekipę Żółto-Zielonych, którzy znów zajęli swoje ulubione czwarte miejsce w lidze. Na takiej lokacie skończyli pięć z dziewięciu ostatnich sezonów.
W Lidze Europy zagrają dzięki wygraniu Pucharu Słowacji. W Żylinie występowało łącznie aż sześćdziesięciu piłkarzy, którzy mają na koncie występy w polskich klubach. Od roku gra tam Fabian Bzdyl. W przypadku meczu z Żyliną, kibice GKS-u mieliby też jeszcze jeden powód do radości. Oba miasta dzieli bowiem w linii prostej zaledwie 117 kilometrów. Byłby to zatem najkrótszy wyjazd na mecz europejskiego pucharu w historii polskich klubów. Dotychczasowy rekord został ustanowiony w 1971 roku, gdy Zagłębie Wałbrzych grało w oddalonych o 174 czeskich Teplicach.
[…] O tym, z kim zagra GKS Katowice dowiemy się za miesiąc. Trzymamy kciuki, żeby w słowacko-chorwackim boju nie przydarzyła się niespodzianka.
SIATKÓWKA
siatka.org – Serbskie wzmocnienie GKS-u Katowice
Dotychczas GKS Katowice informował o losach siatkarzy, którzy wywalczyli szybki powrót do PlusLigi. W końcu przyszedł czas na pierwsze nowe nazwisko. Do beniaminka dołączył serbski rozgrywający Aleksa Batak. – Bardzo się cieszymy, że Aleksa Batak zasilił szeregi GKS-u Katowice. To zawodnik, który wnosi do zespołu jakość, doświadczenie i dużą siatkarską inteligencję – stwierdził Jakub Bochenek, dyrektor sekcji siatkówki GKS-u.
GKS Katowice dzień po dniu informuje o kolejnych ruchach transferowych. Z ekipy, która zapewniła szybki powrót do PlusLigi, na pewno zostali Grzegorz Pająk, Michał Superlak, Wojciech Włodarczyk, Gonzalo Quiroga i Damian Hudzik. Drużynę nadal prowadzić będzie trener Emil Siewiorek. Z zespołem pożegnali się natomiast Maciej Wóz, Kajetan Marek, Krzysztof Gibek, Mateusz Łysikowski i Piotr Fenoszyn. Pierwszym nowym siatkarzem, który dołączył do GKS-u Katowice jest Serb. Aleksa Batak wraz z Grzegorzem Pająkiem będzie odpowiadać za rozegranie katowickiego beniaminka.
Aleksa Batak to dwudziestosześcioletni siatkarz, który pierwsze kroki stawiał w rodzinnym Partizanie Belgrad. W sezonie 2019/2020 po raz pierwszy zdecydował się opuścić kraj i zasilił włoskie Consar Ravenna. Po dwóch sezonach wrócił do serbskiego Mladi Radnik Požarevac. Sezon 2021/2022 dokończył we francuskim AS Cannes. W 2023 roku w barwach Partizanu Belgrad sięgnął po potrójną koronę – zdobył mistrzostwo Serbii, Puchar i Superpuchar kraju. W latach 2023 – 2026 grał w niemieckim VfB Friedrichshafen. Tam miał okazję grać z obecnym liderem katowickiego zespołu – Michałem Superlakiem.
Batak występował w młodzieżowych reprezentacjach Serbii. Od 2019 roku ma szansę występować również w seniorskiej drużynie narodowej. W minionym tygodniu w serbskich barwach rywalizował podczas turnieju Siatkarskiej Ligi Narodów w Brazylii.
– Bardzo się cieszymy, że Aleksa Batak zasilił szeregi GKS-u Katowice. To zawodnik, który wnosi do zespołu jakość, doświadczenie i dużą siatkarską inteligencję. Wierzymy, że jego umiejętności oraz charakter będą ważnym elementem naszej drużyny i wspólnie osiągniemy cele, które stawiamy sobie na nadchodzący sezon – podkreślił Jakub Bochenek, dyrektor sekcji siatkówki GKS-u.
Atakujący na dłużej w GKS-ie Katowice. 28-latek ugasił już niejeden pożar
GKS Katowice znów napisał historię. Klub rok po opuszczeniu PlusLigi znów melduje się w ekstraklasie. Część z graczy zostaje z drużyną, a barw GieKSy dalej będzie bronić Damian Domagała. Dla atakującego będzie to już szósty sezon w szeregach drużyny, z którą przeżył już niejeden wzlot i upadek. 28-latek w szeregach GKS-u rozegrał już 161 meczów, będąc ważnym ogniwem zespołu.
GKS Katowice przed powrotem do PlusLigi wzmacnia szeregi. Z drugie strony klub stawia też na przedłużenie współprac, czego dowodem jest nowa umowa z Damianem Domagałą. Dla 28-latka sezon 2026/2027 będzie szóstym z rzędu spędzonym na pokładzie popularnej GieKSy, z którą opłakiwał spadek, ale też świętował ostatnio upragniony awans z I ligi.
Mierzący 199 cm wzrostu siatkarz jest absolwentem Niepublicznego Liceum Ogólnokształcącego SMS PZPS Spała, gdzie doskonalił swoje umiejętności. Po ukończeniu szkoły przeniósł się na dwa lata do Włoch, gdzie występował w Tonno Callipo Calabria Volley Vibo Valentia. Wyjazd ten poszerzył jego horyzonty, lecz w końcu atakujący zatęsknił za ojczyzną. W sezonie 2019/2020 zdecydował się na powrót do Polski. Wówczas na rok związał się umową z Cuprum Lubin. Następnie kolejną kampanię spędził w Asseco Resovii Rzeszów. Od 2021 roku jednak współpracuje z GKS-em Katowice, gdzie czuje się jak ryba w wodzie.
W barwach katowickiego klubu 28-latek rozegrał już 16 spotkań. Podczas rocznej przygody klubu na zapleczu Domagała zaprezentował się na boisku w 35 spotkaniach, w których łącznie zdobył 176 punktów. W ataku skończył 146 piłek, grając ze skutecznością 49%. Do tego dołożył 17 asów serwisowych i 13 oczek blokiem. Występy na najwyższym szczeblu rozgrywek w Polsce nie są dla siatkarza niczym nowym. Licząc z poprzednimi klubami na za sobą już siedem takich sezonów. Choć nie jest zwykle pierwszoplanową postacią, to zmiennikiem jest solidnym i potrafi uchronić drużynę przed stratą punktów.
– Damian Domagała jest z nami od kilku lat. Przez ten czas rozegrał wiele spotkań w naszych barwach. Dojrzał jako zawodnik i stał się bardzo ważną częścią naszego zespołu. Wierzymy, że z Damianem w składzie jesteśmy w stanie powrócić w szybkim tempie do najwyższej klasy rozgrywkowej – powiedział przed rokiem dyrektor siatkarskiej sekcji GKS-u, Jakub Bochenek.
HOKEJ
hokej.net.pl – GieKSa sięgnęła po amerykańskiego obrońcę. Grał w pięciu europejskich ligach
GKS Katowice odsłonił kolejną kartę przed sezonem 2026/2027. Do drużyny wicemistrzów Polski dołączył dziś Matthew Sredl. Amerykański obrońca ostatnio występował we francuskiej ekstralidze.
Sredl (185 cm, 91 kg) ma 24 lata i urodził się w Grosse Pointe Farms, w stanie Michigan. Jest mobilnym defensorem, który oprócz zadań stricte defensywnych potrafi też zawiązać akcję i przymierzyć spod linii niebieskiej.
W jego hokejowym życiorysie można znaleźć 1 spotkanie w AHL oraz 105 w ECHL. Od sezonu 2023-2024 występuje na europejskich taflach. Rozegrał 4 mecze w czeskiej Tipsport Extralidze, 15 konfrontacjiw słowackiej Tipos Extralidze, 24 w norweskiej Fjordkraft-ligaen i 14 na zapleczu DEL.
Miniony sezon spędził w barwach francuskiego Anglet Hormadi. W 38 starciachzdobył 1 bramkę i zaliczył 9 asyst. Na ławce kar spędził 12 minut.
GieKSa poznała rywali w Pucharze Kontynentalnym. Na horyzoncie starcie ze starymi znajomymi
GKS Katowice będzie w najbliższym sezonie reprezentował Polskę w Pucharze Kontynentalnym. Poznaliśmy wszystkich uczestników tych rozgrywek i dowiedzieliśmy się, kiedy wicemistrzowie Polski rozpoczną pucharową rywalizację.
Międzynarodowa Federacja Hokeja na Lodzie (IIHF) ogłosiła dziś listę wszystkich uczestników drugiego – obok Hokejowej Ligi Mistrzów – z europejskich pucharów. W porównaniu do zeszłego roku czeka nas kilka zmian.
W dniach 16-18 października odbędzie się pierwsza runda. Osiem zespołów zostało podzielonych na dwie grupy. W grupie A zagrają HC Mogo Ryga (Łotwa), Sokił Kijów (Ukraina), SC Energija Elektreny (Litwa) i CH Jaca (Hiszpania). W grupie B zobaczymy Coronę Braszów (Rumunia), Budapest Jégkorong Akadémia HC (Węgry), KHL Zagrzeb (Chorwacja), Viru Sputnik Kohtla-Järve (Estonia).
Polskę będzie reprezentował GKS Katowice, który do rywalizacji przystąpi jako triumfator sezonu zasadniczego TAURON Hokej Ligi. Podopieczni Jacka Płachty zmagania rozpoczną od drugiej rundy. Ta zostanie rozegrana w dniach 13–15 listopada i będzie miała formę dwóch równoległych turniejów.
GieKSa została przydzielony do grupy C, a jej rywalami będą Belfast Giants, Dragons de Rouen oraz zwycięzcą grupy A. Szczególnie interesująco zapowiada się konfrontacja z „Gigantami”, bo oba zespoły miały już bowiem okazję rywalizować ze sobą w sezonie 2019/2020. Wówczas spotkały się zarówno w trzeciej rundzie, jak i w turnieju finałowym Pucharu Kontynentalnego. Z kolei Dragons de Rouen to jeden z najbardziej utytułowanych klubów we Francji. „Smoki”przystąpią do rozgrywek jako zwycięzca sezonu zasadniczego Ligue Magnus. W fazie play-off zakończyły jednak rywalizację już na etapie półfinału.
W grupie D zagrają kazachski Nomad Astana, duński Herlev Eagles, włoski HC Asiago oraz zwycięzca grupy B.
Do Turnieju Finałowego, który odbędzie się w dniach 14-17 stycznia 2027 roku awans wywalczą po trzy drużyny. Sześć najlepszych zespołów również zostanie podzielonych na dwie grupy. Ich zwycięzcy zmierzą się w wielkim finale, drużyny z drugich miejsc powalczą o brązowy medal, a ekipy sklasyfikowane na trzecich lokatach rozegrają mecz o piąte miejsce.
Kanadyjski twardziel opuścił GieKSę. Ma już nowy klub
Zack Hoffman nie jest już zawodnikiem GKS-u Katowice. Kanadyjski obrońca, który dał się poznać jako zawodnik grający niezwykle twardo, podpisał roczny kontrakt z Dundee Stars, występującym na co dzień w brytyjskiej Elite Ice Hockey League.
[…] W minionym sezonie reprezentował barwy GKS-u Katowice, z którym sięgnął po wicemistrzostwo Polski. W 56 meczach TAURON Hokej Ligi zgromadził16 punktów za 3 gole i 13 kluczowych zagrań. Sędziowie nałożyli na niego 128 minut karnych, a jego bilans plus/minus wyniósł +21.
Kibice cenili go za charakter i poświęcenie. Filar defensywy żegna się z GieKSą!
Travis Verveda nie będzie reprezentował barw GKS-u Katowice w sezonie 2026/2027. Kanadyjski obrońca po dwóch latach opuszcza ekipę wicemistrzów Polski.
[…] 29-letni obrońca w barwach GieKSy rozegrał 114 ligowych spotkań. Zdobył w nich 10 bramek i zanotował 21 asyst. Na ławce kar spędził 72 minuty, a jego wartość dla zespołu dobrze oddaje statystyka plus/minus, w której osiągnął bardzo dobry wynik +49.
Verveda jest kolejnym zawodnikiem, który tego lata pożegnał się z katowickim klubem. Wcześniej z GKS-em rozstali się bramkarz Jesper Eliasson, obrońcy Zack Hoffman, Aleksi Varttinen i Albin Runesson oraz napastnicy Ian McNulty, Juho Koivusaari, Lauri Huhdanpää, Sam Coatta, Mateusz Bepierszcz, Jean Dupuy i Maksymilian Dawid.
Polski hokej w żałobie. Zmarł były bramkarz dwóch zasłużonych klubów
Smutna informacja napłynęła do naszej redakcji. Nie żyje Piotr Grobarczyk, były bramkarz Polonii Bydgoszcz, Baildonu Katowice oraz GKS-u Katowice. Miał 72 lata.
Piotr Grobarczyk występował w barwach Baildonu Katowice w latach 1978–1981. Następnie przeniósł się do GKS-u Katowice, którego zawodnikiem pozostawał przez pięć kolejnych sezonów, od 1981 do 1986 roku. W trakcie swojej kariery reprezentował również Polonię Bydgoszcz.
Były golkiper dał się poznać jako solidny i ambitny golkiper, który przez lata rywalizował na najwyższym poziomie krajowych rozgrywek. Jego nazwisko jest dobrze znane szczególnie starszym kibicom śląskiego hokeja.
Pogrzeb odbędzie sie w środę, 17 czerwca 2026 roku. Msza pogrzebowa rozpocznie się o godzinie 9:00 w Parafii św. Józefa w Katowicach-Załężu.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic
Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.
Felietony Piłka nożna
Opór przed rozwojem
Przed trójmeczem wyjazdowym postanowiłem sobie określić liczbę punktów i swój stosunek do potencjalnej zdobyczy. Z góry przepraszam za przekleństwa. Ale jakoś musiałem stopniować. Mając w głowie naszą indolencję we wcześniejszych wyjazdach miałem więc w głowie coś takiego:
2 punkty – ch…owe k…a minimum
3 punkty – ch…owe minimum
4 punkty – minimum
5 punktów – dobrze
6 punktów – bardzo dobrze
7 punktów – kapitalnie
9 punktów – idealnie.
Już po pierwszym z tych trzech meczów cieszyłem się, że „ch…owe minimum” osiągnęliśmy, a do minimum brakuje jednego punktu. A do „dobrze” zaledwie dwóch remisów. Co było potem wszyscy wiemy. „Ch…owe minimum” ostatecznie zostało osiągnięte, ale patrząc z perspektywy, że już na początku, a potem nie pociągnęliśmy – frustracja jest tym większa.
Naprawdę niewiele zabrakło i niewiele trzeba było zrobić, żebyśmy po meczu z Górnikiem nie musieli już wracać do tych nieszczęsnych wyjazdów i odmieniania tego słowa – w negatywnym kontekście – przez wszystkie przypadki. Gdybyśmy wczoraj choćby zremisowali po średniej grze – można by było na ten moment uznać, że jako tako wszystko wróciło do normy – tu wygrana na wyjeździe, tu porażka, tu czasem remis wpadnie. Niestety to, co działo się zarówno tydzień temu w Gliwicach, jak i wczoraj w Lubinie każe myśleć, że kapitalne skądinąd zwycięstwo w Zabrzu było jakąś niesamowitą anomalią. Tym bardziej, jeśli spojrzymy na postawę Górnika w tym sezonie. I że to był wypadek przy pracy, tylko w pozytywną stronę.
Nie chce nawet myśleć, co by było, gdybyśmy przy Roosevelta przegrali, a przecież było tego bardzo blisko. Bilans sześciu porażek w siedmiu meczach wyjazdowych to katastrofa, ale siedem na siedem to już by była karykatura. Nawet outsiderzy nie mają takich bilansów. Na szczęście w Zabrzu wygraliśmy i ten wyłom w tragicznej wyjazdowej postawie jednak się pojawił.
Liczyliśmy jednak na to, że wygrana – i to w takich okolicznościach – da drużynie przełącznik na te wyjazdy, że w końcu siłą rozpędu zespół zacznie grać na innych stadionach niż Katowice. Tym bardziej, że przeciwników mieliśmy słabszych. Choć Piast się podnosi, to całkiem niedawno przegrywał 0:4 u siebie z Wieczystą w pewnym momencie meczu. Za to Zagłębie – toporne, beznamiętne i bezjajeczne, było tą ekipą, z którą drużyna mająca aspiracje powinna sobie w tym momencie sezonu poradzić. Albo przynajmniej nie przegrać. A już na pewno nie dać się tak kompletnie zdominować.
Naprawdę trudno mi uwierzyć, że na tle naszej drużyny, toporni na co dzień przeciwnicy, wyglądają jakby byli wirtuozami piłki. Wiadomo, że z tą wirtuozerią to lekka przesada, ale z tym, że wyglądali jak drużyna dobra i szybka już nie. Jak Miedziowi męczyli bułę czy kompromitowali się w Pucharze Polski, tak zorientowawszy się, że przyjechał „wyjazdowo najlepszy” GKS Katowice, nagle zaczęli być szybcy, dynamiczni, wygrywający pojedynki, mający pomysł na grę, atakujący i stwarzający sytuacje.
Choć to tak naprawdę tylko wrażenie. Zagłębie wcale nie zagrało wybitnego meczu. Solidny i dobry tak. Ale nic szczególnego.
Powtórzę taktykę naszych przeciwników i co tam trener mówi im w szatni. Brzmi to mniej więcej tak: „Wicie kurwa, chłopacy, kurwa rozumicie, naciście, biegajcie kurwa, uderzajcie ze łba i z bara, kurwa i oni się wtedy pogubią. A potem jak kurwa kurwa strzelicie, to oddajcie im balik, bo oni kurwa nie wiedzą, co z nim zrobić i przewracają się na chałce”.
Tak widzę odprawy przedmeczowe u naszych przeciwników.
Absolutnie niepojęte jest to, jak my na wyjeździe zapominamy każdy aspekt gry w piłkę. Bo jak wspomniałem – wyniki to jedno. Można przegrać, można nawet przegrać 2-3 mecze z rzędu. Nieszczęśliwy splot okoliczności, jakiś kryzys, błąd sędziego, po prostu słabszy moment. Ale u nas to nie jest kryzys. To jest jakieś totalne odcięcie od umiejętności i mentalu. To jest tak systemowy problem, że właśnie jedno zwycięstwo w Zabrzu kompletnie nie zmienia tego obrazu.
I ostatecznie w defensywie jesteśmy ultrasłabi, a w ofensywie to my gramy toporny futbol. Pod przykrywką rozgrywania ataku pozycyjnego i specyficznej tiki taki, pierdyliarda podań wszerz boiska i kompletnego braku brania na siebie odpowiedzialności za podjęcie decyzji – o ostatnim podaniu, o pójściu jeden na jeden a wysokości pola karnego, o strzale. A jak już ktoś taką decyzję raz na jakiś czas podejmie, to jakość wykonania jest bardzo słaba.
Dobra, odwlekałem. Robię teraz krótką przerwę od pisania i oglądam skrót. Miejcie mnie w swojej opiece.
<ogląda skrót>
<idzie ochłonąć po obejrzeniu skrótu>
<z niechęcią wraca po godzinie do pisania>
Nie, po prostu nie dało się na to patrzeć. Jak już stworzyliśmy sobie najlepszą okazję, to Marcel zachował się absolutnie kuriozalnie – będąc w dobrej pozycji w polu karnym, taki rzut karny pod lekką presją, po prostu podał piłkę do bramkarza. Koszmar. Podobnie jak tracone bramki. W pierwszej sytuacji mieliśmy déjà vu z Gliwic. Czyli znów wysoko ustawiona obrona i prostopadłe podanie za plecy na skrzydło. Gdzie oczywiście nie było Wasyla, więc już byliśmy ugotowani, bo nasi obrońcy bardziej w centrum boiska nie byli w stanie nic zaradzić. Arek nie przeciął, Alan dał się wyprzedzić i mieliśmy bramkę.
Drugi gol to po pierwsze rozklepanie nas jak dzieci. Ale to jeszcze pół biedy – czasem przeciwnik zrobi na tyle dobrą akcję, że przechytrzy rywala, zdarza się. Natomiast tyle luzu, ile miał Kosidis w polu karnym w momencie, gdy dostawał podanie, to jest kolejny defensywny kryminał tego sezonu. Plus wisienka na torcie, czyli nasz kapitan, który chyba sam nie wie, co chciał w tej sytuacji zrobić. On się normalnie, najnormalniej w świecie położył się w tej akcji. Tak jakby chciał zniknąć, nie uczestniczyć w tym evencie. Nie doskok, nie blok, nawet nie markowanie czegokolwiek. On się po prostu położył na boisku. To już druga taka sytuacja, po uchyleniu się przy trzecim golu dla Piasta.
Fatalna też była sytuacja, w której jednym podaniem rywale dosłownie przeszyli całą naszą trójkę środkowych obrońców i Sypek wyszedł sam na sam.
I tutaj muszę trochę napisać o zawodnikach, bo ode mnie ze względu na jednak summa summarum fajny poprzedni sezon, puchary i całokształt ekstraklasy w wydaniu zespołu, mieli trochę parasola ochronnego. No i jak to mówią, bez osobistych wycieczek, bo ja lubię tych piłkarzy, ale wkurzają mnie niemiłosiernie czasem, no i ostatnio zawodzą. Więc panowie nie obrażajcie się, tylko po prostu… się ogarnijcie.
Zacznę od wspomnianego Arka. Nie chcę być złym prorokiem, ale to trochę wygląda tak, jakby ząb czasu trochę nadgryzł naszego kapitana. Chciałbym wierzyć, że w jego przypadku to jest tylko kryzys formy. Natomiast patrząc na postawę jednak naszej ikony tej nowej GieKSy, to w ostatnim czasie po prostu Arek Jędrych nie daje rady. Jest wolny, daje się wyprzedzać zawodnikom rywala, popełnia proste błędy, gdy piłka jest w jego pobliżu, gdy się broni, serce podchodzi do gardła. W niektórych meczach w dość prostych sytuacjach kilka razy grał na alibi (wybicie na aut), tak jakby sam dobrze wiedział, że piłka się go nie słucha. Źle się ustawia. Niestety – Arek jest w tym sezonie tak słaby jak znakomicie wykonuje rzuty karne. Ogólnie wszyscy wiemy, jak dużo dał GieKSie i jako szef na boisku – dokąd nas doprowadził. Jednak czas mija. I nie chodzi mi o to, żeby zawodnika teraz gdzieś totalnie odstawić. Jednak nie może być nietykalny, jeśli chodzi o pierwszy skład, tylko dlatego, że jest kapitanem i tak ważną postacią dla tego zespołu. Z tym tematem – piłkarsko i psychologicznie, jeśli chodzi o całą drużynę – sztab trenerski musi sobie poradzić.
Oczywiście to nie jest jedyny zawodnik, który zawodzi i absolutnie nie można z niego robić kozła ofiarnego. Bo zawala cała drużyna. Przede wszystkim boli to, że nie widać żadnego progresu, choćby w porównaniu z poprzednim sezonie. GieKSa utknęła w nie wiadomo czym, a niektórzy piłkarze wręcz zaliczyli regres.
Straszliwie zleciał z formą Marcin Wasielewski. Ten walczak, ten dzik, którego znamy z poprzednich sezonów, teraz gra tak beznamiętnie i nieefektywnie. Dodatkowo brakuje mu decyzyjności, woli – mimo że ma dobrą sytuację – gdzieś tam się obrócić i szukać Alana Czerwińskiego. O wygranych pojedynkach na boku możemy zapomnieć.
Mateusz Kowalczyk ogólnie dobrze, że wrócił do składu, lepiej go mieć niż nie mieć. Tragedii nie ma, ale to jednak nie jest to. W tej jego destrukcji i kreacji początku akcji nie ma błysku, o ile można mówić o błysku w destrukcji. Nie no – można jak najbardziej.
Borja Galan teraz jest kontuzjowany, ale przecież też totalnie zjechał z formą.
Eman Marković to mam wrażenie, że sobie krótkim fragmentem na wiosnę bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i sam nie wiem, jaki to jest zawodnik. Bo wtedy do czasu swojej eksplozji był ultraprzeciętny, a w tym sezonie jest bardzo słaby, nie licząc pojedynczych momentów.
Mateusz Wdowiak próbowany na wahadle też ostatecznie – jak to ktoś napisał – „przychodził jako rezerwowy Zagłębia i dalej wygląda jak rezerwowy Zagłębia”. Ja osobiście zawsze sobie dużo obiecuję, jak Mateusz wchodzi na boisko, ale na oczekiwaniach się kończy. Ciągle w niego wierzę i chciałbym go mimo wszystko zobaczyć więcej na boisku.
Marcela póki co ekstraklasa w GieKSie chyba jednak weryfikuje. Problem polega na tym, że gdy w GieKSie zaczynał, widzieliśmy zawodnika szybkiego, z potencjałem, z błyskiem, który jednak nie ma chłodnej głowy. Mieliśmy nadzieję, że jak tę głowę ustabilizuje, to będzie lepiej. Niestety teraz nawet tego potencjału nie widać. Również stał się toporny i bardzo słaby w swojej grze. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jego poziom.
Erik Jirka od czasu, kiedy przyszedł do GKS również kompletnie nic nie wnosi. Wiele sobie obiecywałem po tym transferze, pamiętając go z Piasta. Ostatecznie próbuje jakiś szum robić na skrzydle, ale efektu z tego nie ma żadnego.
Bartek Nowak niedawno w wywiadzie w Canal Plus mówił, że chce częściej uderzać na bramkę. I tutaj wychodzi paradoks, bo ja mam wrażenie, że jakby strzelał częściej, to byłby mniej samolubny. A tak wychodzi na to, że on po prostu uwielbia szukać tych swoich podań i choć pozornie jest to gra dla zespołu, to jest to jednak bardziej… egoistyczne. Bartek naprawdę, weź uderz czasem z tego dystansu czy z pola karnego i nie szukaj na siłę podania. Technikę masz to po prostu strzelaj, a nie kombinuj. Czekamy na Twoje gole, nie tylko asysty.
Choć i tak nawet w takim żenującym meczu całego zespołu Bartek potrafił ze dwa razy świetnie obsłużyć kolegów…
Dla mnie wielkim zawodem jest Bartosz Wolski. Zdania są podzielone, jedni mówią, że gra dobrze, inni że nie. Może nawet w statystykach i analizach liczbowych wychodziłoby, jakie to Bartek ma świetne parametry, że byłoby sto odbiorów, podań progresywnych i innych badziewi. Tyle, że jakoś tego nie widać na boisku. Zawodnik jest przezroczysty, nasz środek pola nie istnieje, poza beznamiętnym przekazywaniem sobie piłki w poprzek boiska.
I tak dalej, i tak dalej, można by jeszcze mówić o np. Pau Reście, Lukasie Klemenzu itd…
Do tego wiecznie kontuzjowany Adam Zrelak, Olek Paluszek dochodzący do siebie w nieskończoność, Damian Rasak, który wraca, wraca, ale wrócić nie może.
Aha, jeszcze bramkarz Gabriel Kobylak. Meczów nie zawala, ale też nie wybrania. Sam fakt, że o nim zapomniałem trochę też mówi, że mamy bramkarza póki co przezroczystego, choć w tym przypadku akurat nie powiedziałbym, że to wada. Ale nie jest też to zaleta.
Tak naprawdę jedynym piłkarzem, który zrobił widoczny progres jest Ilja Szkurin. I tu jest kolejny niesamowity paradoks. W poprzednim sezonie, gdy widzieliśmy tę waleczną GieKSę, biorącą odpowiedzialność za różne wydarzenia boiskowe, Ilja jawił się jako ten, który nie za bardzo chce wracać, walczyć, angażować się w tę intensywną grę.
A tu nagle nastąpiło odwrócenie. Ilja się tej GieKSiarskiej gry nauczył, a reszta wygląda, jakby zapomniała. I to teraz nasz napastnik wygląda na tego, który najbardziej odpowiedzialnie pracuje. Cofa się po piłkę, próbuje rozgrywać, notuje nawet skuteczne interwencje we własnym polu karnym. Walczy z przeciwnikami w pojedynkach. Tak, Ilja zaliczył duży progres. Nie jego winą jest to, że partnerzy nie potrafią mu dostarczyć dobrej piłki do wykończenia. Ale swoich bramek już w tym sezonie i tak trochę strzelił. Naprawdę to zawodnik, do którego mam najmniej pretensji, w zasadzie to nie mam żadnych. I to cieszy. Ilja, tak trzymaj.
Tym razem trener nie mówił naokoło o efektywności czy jej braku. Powiedział wprost, co zadecydowało i że nie jest dla niego akceptowalne tak dać się zdominować. Wiadomo, że jest to konferencja prasowa i i tak jest dość dyplomatyczny, ale przynajmniej nie słyszeliśmy, że było dobrze, skoro nie było. A było fatalnie.
Jedynie nie zgodziłbym się z trenerem z tym „niefortunnym” terminarzem na początku. To znaczy wiem, że odniósł się jedynie do proporcji meczów u siebie i na wyjeździe. Ale patrząc na samych przeciwników, to schody akurat dopiero się zaczną.
No bo sorry, ale póki co graliśmy w większości z drużynami słabymi lub przeciętnymi. Motor to za chwilę będzie się dramatycznie bronił przed spadkiem, Wisła Płock czy Radomiak mają swoje problemy i w wielkiej formie nie są, Piast gra w kratkę, Zagłębie – swój głównie remisowy antyfutbol (oprócz meczu z GKS). Jeszcze takimi badziewiakami jest Cracovia, z którą nie wyobrażam sobie nie wygrać. Cracovia bowiem jest chyba jeszcze słabsza niż Zagłębie, a trener Bartosz Grzelak… nie wiem co tam robi, bo Pasy wyglądają fatalnie od jego przyjścia.
No ale przecież przed nami starcia z Rakowem, który przecież chce się odbudować i w końcu wygrał pierwszy mecz, a już na Lechu wyglądał dobrze. Zagramy niedługo z Koroną, która świetnie się spisuje w tym sezonie. Będzie Widzew, który z nową miotłą w końcu będzie chciał zacząć coś grać w tej lidze. A przecież dopiero przed nami Jagiellonia, Lech, Legia. I na koniec roku Wisła, która kto wie, czy się nie rozpędzi, bo z Jagiellonią zagrała wybitnie. Jeśli my się nie ogarniemy, to mogą nastać ciężkie czasy.
I nie możemy liczyć na te mecze u siebie. Bo statystyka i zdrowy rozsądek mówi, że prędzej pogubimy jakieś punkty na własnym stadionie niż zaczniemy regularnie je zdobywać na wyjazdach. Z prostej przyczyny – łatwiej utracić coś, co trzyma się wielkim wysiłkiem niż nagle wskoczyć na swoje wyżyny.
Czasem robimy dobrą minę do złej gry, chcemy wierzyć, że porażki czegoś będą uczyć, że wpłyną na rozwój. Rzadziej tak się wydarza, częściej jednak wnioski nie są wyciągane. Nie tylko w piłce, ale i w życiu. Taki jest świat. Dlatego też zawsze wierzę, że na przykład taka wygrana z Górnikiem będzie przełamaniem. A potem przychodzą takie „spektakle” jak z Piastem i Zagłębiem.
Jedyną moją nadzieją, której akurat się trzymam, to fakt, że w szerszym kontekście trener Górak i piłkarze z podobnych tarapatów kilkukrotnie już wyszli i potem było świetnie. Więc tu nawet nie chodzi o to, że nie mam optymizmu, bo ten u mnie nie słabnie. Ale pojawia się – myślę uzasadniona – niecierpliwość i frustracja, że po raz kolejny musimy się z czegoś wygrzebywać.
Felietony Piłka nożna
Igrzyska Myśliwca z katowicką obroną
Czasem trzeba – jak to się mówi – przespać się po danym meczu. Po to, żeby podejść do niego bardziej spokojnie, znaleźć jakieś pozytywy i ogólnie nie popaść w zły nastrój. Nie pykło. Tym razem patrząc już z lekkiego dystansu, czyli sobotniego poranka, mam obraz gorszy niż bezpośrednio po meczu. Powiedzmy sobie wprost – to było fatalne spotkanie naszego zespołu.
Nie mam tym razem irytacji, tak jak po meczu z Motorem. Może z powodu dyspozycji dnia. Ale nie zespołu, tylko mojej. Ot, GieKSa pokazała swoją specyfikę od tej złej strony, ale nie jest to nic nowego, znamy to doskonale. Tym razem wyszło na minus.
To co jest niestety specyfiką tej drużyny i co (póki co) nie pozwala jej wejść na stałe do czołówki ligi to jej kompletna losowość. Abstrahując oczywiście od tej różnicy u siebie i na wyjeździe. Ale zasadniczo wygląda to tak, że co nam danego dnia wylosuje maszyna losująca, tak będzie wyglądał mecz w naszym wykonaniu. Nie ma czegoś takiego, że przed meczem ze stosunkowo dużym prawdopodobieństwem jesteśmy w stanie stwierdzić, że GieKSa zagra dobre solidne spotkanie, będzie lepsza od rywala albo przynajmniej równa, a wynik – choć to suma wielu wypadkowych – również z pewnym prawdopodobieństwem będzie korzystny. Nie. W przypadku GKS mamy wręcz orła i reszkę – jak wypadnie jedno to mamy ekipę walczącą, kapitalnie grającą w piłkę, stwarzającą zagrożenie. Jeśli drugie – drużynę bezradną i… grającą w obronie w tak kuriozalny sposób jak wczoraj. Ale jest to sposób znany. Także z tego sezonu. Jak zawieje – tak zagramy.
Zanim przejdę do obrony (dla porządku, chodzi o obronną grę całego zespołu), słówko o innych aspektach. Zapytałem trenera na konferencji o wyciąganie wniosków z rywalizacji z Piastem, przede wszystkim z jesieni z poprzedniego sezonu. Bo miałem małe déjà vu z tego meczu, gdy chyba dopiero w swoim drugim starciu jako trener Piasta przyjechał na Nową Bukową Daniel Myśliwiec. Wtedy używałem takiej metafory, że piłkarze Piasta „pobili” naszych zawodników. Bo już wtedy zameldowali się bardzo szybko w kościach naszych zawodników, którzy nie byli na to przygotowani. I goście wtedy zdominowali ten mecz fizycznością i agresją, do tego strzelili w krótkim czasie dwie bramki i było po meczu. I wczoraj mieliśmy podobny vibe Piasta, przy czym tym razem z dyscyplin olimpijskich trener Myśliwiec nie postawił na boks, tylko na sprint. Nie wiem, jakim cudem przekonał swoich piłkarzy, zwłaszcza tych zagranicznych, jaka jest waga meczu z GieKSą, ale grali oni, jakby nałykali się szaleju. Byli dzicy, z pianą na ustach, walczyli, jakby to była wojna, a nie mecz piłkarski. Tak jak mówię – tym razem objawiało się to w szybkości, pokazywaniu się na pozycję i niesamowitym parciu do przodu. Utrzymywali przy tym naprawdę dyscyplinę taktyczną, to nie były ataki chaotyczne. W tym kontekście trafiliśmy na przeciwnika niesamowicie dobrze dysponowanego.
Trener mówił po meczu, że w drugiej połowie to GKS przejął inicjatywę. No jasne, ale przecież Piast prowadził już 2:0, więc to turbodoładowanie nie było już im do niczego potrzebne. Poza tym bądźmy konsekwentni – bo narracja jest taka, że gdy my się cofamy do niskiej obrony, to jest to przemyślana taktyka, a jeśli przeciwnik – to znaczy, że ich zdominowaliśmy i rywal miał kłopoty…
No nie. Piast intencjonalnie oddał nam piłkę, może nie do końca dla siebie w sposób idealny, na co zwracał uwagę trener rywali. Ale gospodarze bardzo umiejętnie się bronili i GKS choć stworzył sobie ostatecznie dość sporo sytuacji, to trudno powiedzieć, żeby któraś z nich naprawdę była wielką szansą na zdobycie gola. Wydaje mi się, że najlepszą miał Mateusz Wdowiak w pierwszej połowie, ale i tak jednak musiał uderzać z takiej krótkiej nogi. Owszem – powinien to trafić, ale sytuacja idealna nie była. Mateusz Kowalczyk z szesnastu metrów – to też powinno zakończyć się dużo lepszym uderzeniem (znaczy nie wprost w bramkarza). Sytuacja Marcina Wasielewskiego po kapitalnym podaniu Nowaka była trudna, bo nasz zawodnik uderzał już będąc bardzo blisko bramkarza, szanse powodzenia były minimalne. Ilja po podaniu Bartka strzelał bardzo efektownie i był blisko, ale była to trudna sytuacja.
Poza tym nasze sytuacje były słabe, podwójne uderzenie Bartka nie miało też większych szans.
Jeśli chcemy porównać – naprawdę dobre szanse to miała Wisła Płock w Katowicach. Mimo, że przegrała 0:5, na początku meczu, kiedy ratował nas Ilja, a potem w drugiej połowie, gdy sam na sam wyszedł Hamulić. To są prawdziwe groźne sytuacje, a nie te, które my stworzyliśmy w Gliwicach.
Daniel Myśliwiec jak nikt inny widać zna atuty i słabości GieKSy. Nikt w tej lidze nie potrafi nas zneutralizować w taki sposób. I najwidoczniej trener wygrał ten mecz już przed meczem. Wiedział jaką taktykę przyjąć i jak nastawić swoich zawodników. I to wystarczyło. Plus dodajmy pewien aspekt układu gwiazd. Oprócz tego, że Piast był lepszy zarówno w obronie i w ataku, to trzeba powiedzieć, że absolutnie wszystko im wychodziło, a nam absolutnie nic. Takie mecze też się zdarzają.
Przede wszystkim trenerzy rywali wiedzą (i my niestety też), że gdy się nasz zespół naciśnie, to gubimy się niemożebnie. Recepta na GieKSę – wprowadzić trochę szybkości i chaosu w naszych szeregach, to prawdopodobieństwo zdobycia bramki znacząco wzrasta. Co lepsza (a nawet i nie) drużyna z tego korzysta. Na naszym tle zadziwiająco często drużyny przeciwników wyglądają na rozpędzone i grające mecz sezonu…
No ale wracając do tej defensywy. Problem mamy wielki i to nie jest tylko kwestia tylko tego sezonu. Na ten moment mamy rozegranych 10 meczów i 15 straconych bramek. To daje średnią 1,5 traconej bramki na mecz – taka sama średnia wychodzi zarówno w lidze, jak i czterech meczach pucharowych. Mamy w dziesięciu meczach tego sezony zaledwie jedno czyste konto, a w ostatnich osiemnastu spotkaniach – tylko dwukrotnie nie straciliśmy bramki.
Ale tu nie chodzi nawet o samą liczbę, bo choć jest ona spora, to nie jest jeszcze jakaś totalnie dramatyczna. Ale dramatyczny jest sposób, w jaki te bramki tracimy. I w jakich momentach czy odstępach. Patrząc na ten sezon. I rozpoczynając od meczu w Żylinie. Mieliśmy kilka fatalnych zachowań w pierwszej połowie, bramek nie traciliśmy, ale gubiliśmy się wtedy strasznie, podając do przeciwników. Natomiast z pola karnego wybić piłki nie umieliśmy i był rzut karny. Na Wiśle dwie bramki stracone w trzy minuty, a mogły być trzy w pięć czy sześć minut, ale trzecia nie została uznana. Z Radomiakiem podajemy w polu karnym prosto na nogę przeciwnika. Hapoel – wiadomo przedziwny przerzut Borjy, a potem strata Arka. W rewanżu z drużyną z Tel Awiwu jakieś uchylanie się od główek i rywal wychodzi sam na sam. Z Górnikiem w 80 sekund tracimy dwa gole. No i jedna z wisienek na torcie – mecz z Piastem.
Choć déjà vu to miałem też z Miszkolcem…
Trudno zrozumieć, co tu się wczoraj wydarzyło. To że rywale przeprowadzili kontrę to jedno. Ale jak jeden Sanca może się zatrzymać na szesnastym metrze, przekładać sobie nogę nad piłką, a nasi zawodnicy dosłownie jak tyczki – nieruchomo powbijani w ziemię. To się absolutnie nie ma prawa wydarzyć, a nawet jeśli stoją – to niech przynajmniej zasłonią bramkę. Drugi gol to zupełnie bierne zachowanie naszych zawodników – ponownie powbijanych w ziemię – i przeciwnik zza pleców trzech GieKSiarzy wbiega i bez problemu strzela bramkę. I powiem tak – do obejrzenia skrótu myślałem, że trzeci gol to po prostu czyste stadiony świata. Ale jak zobaczyłem, jak nasz kapitan uchyla się niemal do ziemi, odsłaniając tym samym drogę piłce do bramki, to sam klęknąłem. Przecież jakby Arek został spionizowany, to piłka by trafiła dokładnie w niego.
A co do tej drugiej bramki jeszcze – to przecież dosłownie dwie akcję poprzedzające – w ciągu 2-3 minut – to były wyjścia Piasta sam na sam lub niemal sam na sam – raz był spalony, a za drugim razem rzut rożny, po którym padł gol. Podania na skrzydła, takie na dobieg, nokautowały nas w tym meczu.
I tak jak trener mówi, efektywność w obronie i ataku była po stronie Piasta. Raz, że Piast był lepszy, ale dwa – że my byliśmy po prostu bardzo słabi. Nie tylko w obronie i nie tylko w wykończeniu. My sobie nie wykreowaliśmy sytuacji tak groźnych, żeby mieć większe szanse na gola. A czasu na to mieliśmy w drugiej połowie mnóstwo, kiedy Piast oddał nam piłkę.
Cóż, zdarzyło się. Dużo gorzkich słów tu padło i w węższym, ale przede wszystkim szerszym aspekcie, trzeba coś z tą grą obronną zrobić, bo tak naprawdę mamy z nią problem od samego awansu do ekstraklasy. Bywały krótkie serie – kilku meczów – kiedy nasi piłkarze wznosili się na wyżyny, notowali czyste konta, potrafili nawet 2-3 mecze z rzędu zagrać bardzo dobrze w defensywie. Ale potem znów przychodziły, kiksy, babole i niezrozumiałe zachowania. Znaczy kiksy… Co do kiksów to ja nawet nie mam pretensji. Na przykład do takiej bramki samobójczej Arka w Łodzi w Pucharze Polski. Tam to był czysty pech, coś co po prostu się zdarza. Ale jak widzę irracjonalne zachowania zawodników, to to jest już powód – czasem do wkurzenia, czasem niepokoju.
Jeśli ta drużyna chce się rozwijać, to musi poprawić defensywę. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że Bartek Nowak da ciasteczka, a Ilja Szkurin będzie miał dzień konia. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że strzelimy więcej bramek od przeciwnika, który nam strzela. My mamy umieć przepchnąć kolanem mecz, w którym nam się ofensywa nie układa, mamy mało sytuacji lub jesteśmy nieskuteczni – ale pakujemy tę jedną bramkę i wygrywamy, bo obrona spisała się na medal i nie dopuściła do utraty gola.
Nie jesteśmy drużyną idealną. Naprawdę, gdyby nie te aspekty, o których wspomniałem, bylibyśmy w czołówce ligi i pewnie bili się o mistrzostwo. Ale mamy swoje mankamenty i jesteśmy w takim miejscu jak jesteśmy. Nadal bardzo dobrym miejscu. Ale musimy się rozwijać.
Za tydzień ostatni z trzech meczów wyjazdowych – Lubin. Jeśli tam zapunktujemy za jeden – będzie można powiedzieć, że minimum w tym trójmeczu osiągnęliśmy. Jeśli wygramy – to będzie bardzo dobry wyjazdowy wynik. Nie ma co więc płakać nad rozlanym mlekiem, a tak jak powiedziałem – docenić też bardzo należy drużynę Piasta.
Na koniec powiem, że po meczu dziennikarz Łukasz Pawlik powiedział, że jakby kiedyś zakończył pracę w GKS trener Górak, to to byłby godny następca. Zgadzam się w stu procentach. Nie wiem, co ten szkoleniowiec w sobie ma, ale widać, że ma warsztat, gdziekolwiek nie jest to ma wyniki, potrafi z niczego zrobić coś. Do tego jest skromny, trochę cichy, a jednocześnie widać, że ma ten błysk w oku. Wydaje mi się, że to całkiem spoko człowiek, który jednocześnie swoje przeszedł, zarówno w sporcie, jak i poza nim.
Ale to teoretyczne rozważanie. Teraz trwa projekt firmowany przez Rafała Góraka i niech trwa jak najdłużej, po przysparza nam on masę radości, a GieKSa jest w tym pięknym miejscu. Tak więc dalej pracujmy nad budowaniem wielkiej GieKSy, jak trzeba to poklepmy się po plecach, a jak trzeba to solidnie opie…olmy. Ale tylko po to, by iść do przodu.
Z niecierpliwością czekamy na Lubin!

Najnowsze komentarze