Klub Wywiady
Maurycy Sklorz: Czuję się tu jak w domu
11 lutego odbyła się 18. gala Złotych Buków, która wyłoniła najlepszych sportowców wielosekcyjnego GKS Katowice w 2025 rok.
Nagrody otrzymali: Kinga Seweryn i Bartosz Nowak z sekcji piłkarskich, hokeista Jean Dupuy, środkowy siatkarskiej ekipy Bartłomiej Krulicki, szachista Jakub Seeman oraz bilardzista Wojciech Szewczyk. Wydarzeniem roku kibice GieKSy wybrali otwarcie Areny Katowice, a SuperBuka otrzymał Henryk Górnik, który skwitował to słowami „do czegoś GieKSę doprowadziliśmy i to jest najważniejsze„. Całą galę uświetnił swoimi wykonaniami zespół Frele, prezentując najpopularniejsze utwory w języku śląskim.
Galę prowadził między innymi Maurycy Sklorz, z którym przeprowadziliśmy, utrzymany w żartobliwym tonie, wywiad.
Dlaczego podpuszczasz wszystkich występujących? Chodzą głosy, że to najgorszy prowadzący w historii.
Maurycy Sklorz: Na pewno najtańszy prowadzący, a to jest ważne. Prowadzę to już tyle lat, że mogę podpuszczać tych wszystkich sportowców. Mimo że w klubie już nie pracuję, to dalej czuję się częścią tej wielkiej, GieKSiarskiej rodziny. Nikt, na trybunach i w gabinetach nie daje tego odczuć, więc na przekór im, żeby nie było tak cukierkowo, jestem ja. Nie jest tak kolorowo, jestem ja – ten zły prowadzący, który ich trochę dociska.
Martyna miała wszystko doskonale przygotowane, a ty jej złośliwie podstawiłeś złą kartkę… (współprowadząca niechcący ujawniła kto otrzyma statuetkę Szachisty Roku – przyp. red.)
Oczywiście, to ja jestem ten okropny. Martyna nie tylko pięknie wyglądała, ale też świetnie prowadziła. Była debiutantką i należą jej się wielkie słowa pochwały, że stanęła tutaj na środku, w tłumie kibiców i sportowców. Choć raz mogliśmy się poczuć tak jak nasi dzisiejsi bohaterowie, wybiegający na Arenę Katowice, halę czy lodowisko. Byliśmy w świetle jupiterów, klaskali nam… Może czasem nie nam, ale i tak mogliśmy się poczuć, jakby to nam klaskali! Było fajnie, a mam nadzieję, że Martyna zostanie z nami na dłużej.
Ty masz pewne doświadczenie z wpadkami.
(śmiech) Tak, oczywiście. To była moja pierwsza oficjalna konferencja. GieKSa mierzyła się z Zagłębiem Sosnowiec jeszcze przy Bukowej, niestety przegraliśmy 0:1. Trenerem Zagłębia był Artur Derbin i gdyby nie to, że wtedy zapomniałem jego nazwiska, to pewnie bym tego tak nie pamiętał. Trener zachował się fantastycznie: nie krzyczał na mnie, nie krzywił się, tylko sam się przedstawił. Ja powiedziałem: „Trener Artur yyy…”, a on dodał „Derbin” i do dzisiaj utrzymujemy kontakt.
Jak to jest być prowadzącym?
Świetnie – przednia zabawa, ja to kocham. Uwielbiam to robić w GKS-ie Katowice. Jest tu rodzinna atmosfera, wszyscy ludzie w klubie, i którzy ten klub budowali, tworzą coś specjalnego. Ciężko to nawet ubrać w słowa, ale ja się tu czuję po prostu jak w domu. Nikt mnie nie musi pytać, czy chcę prowadzić Złote Buki. Ja po prostu o tym marzę, czekam i liczę na to, że za rok znów będę mógł pomęczyć sportowców i podenerwować tych, którzy oglądają transmisję lub są na sali.
Czy ktoś uczy pokory lepiej niż Rafał Górak wygłaszający mowę? Nieważne, jak mocno się postarasz, i tak mu nie dorównasz.
Już abstrahując od tego, jak dobrym jest trenerem, bo jest naprawdę dobrym, jest po prostu fantastycznym mówcą. Oby to nie nastąpiło zbyt szybko, ale jeśli kiedyś mu się ta trenerka znudzi, spokojnie mógłby uczyć ludzi tego, jak się wypowiadać. Jak tworzyć napięcie, jak budować zdania, o czym warto powiedzieć, a co pominąć. Nie mówimy tylko o tym, co prezentuje na scenie, ale także to, co mówi za kulisami. Jego słowa o nowym domu, fantastyczne. Ja dla tego człowieka, mimo braku umiejętności, poszedłbym i zabijałbym na tym boisku i to dzięki temu nasi piłkarze tak świetnie wyglądają na wiosnę.
Piłka nożna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333
Felietony Piłka nożna
Taką GieKSę chcę oglądać zawsze
Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.
Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.
Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.
GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.
Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.
Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.
Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.
Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.
Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.
Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.
Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.
I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.
Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.
Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.
Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.
To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.
Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.
Walczymy dalej!
Piłka nożna Wideo Wywiady
Rafał Strączek – laureat Bukowych Sztoli 2025/26
Przed meczem z Pogonią porozmawialiśmy z Rafałem Strączkiem – pierwszym z dwóch laureatów Bukowych Sztoli za sezon 2025/26. Wyróżnienie jest przyznawane na podstawie ocen pomeczowych wystawianych przez Was – kibiców GKS Katowice. Zwycięzca nagrody opowiedział o pracy bramkarza u trenera Rafała Góraka, pobycie we Francji oraz o swojej rekonwalescencji.

Najnowsze komentarze