Felietony Piłka nożna
Rozdwojenie kibicowskiej jaźni
Niezwykle trudne jest rozpatrywanie GKS Katowice. I pisanie felietonów przedmeczowych. Bo mam wrażenie, że opisuję dwie kompletnie różne drużyny. Raz tę bezradną, z odciętym prądem, wyglądającą, jakby nie wierzyła w swoje możliwości i przegrywającą. A innym razem ambitną, waleczną, trochę bezczelną, rozpychającą się łokciami i mówiącą przeciwnikowi – po co tu przyjechałeś, jak i tak dostaniesz oklep?
Wyciąganie sumarycznych wniosków z tego jest już nie tyle trudne, co po prostu mija się z celem. GieKSa jest obecnie tak dziwna, że u nas wygląda jak pierwszy zespół, a na wyjeździe GKS II Katowice. Nie obrażając zespołu rezerw. No dobra, to żeby nie było – jako że mamy jeszcze trzecią drużynę, która ostatnio w prestiżowym meczu wyeliminowała Rozwój w Pucharze Polski, to powiedzmy, że na wyjeździe występuje GKS IV Katowice.
Jutro na boisko wybiegnie ta druga, czyli pierwsza wersja GieKSy. I naprawdę jestem przekonany, że znów zobaczę ten agresywny, efektowny i efektywny zespół. Nawet jeśli powiemy, że mecz z Hapoelem u siebie był sumarycznie bardzo słaby, to ta końcówka była piorunująca i właśnie pokazywała wszystkie atuty tego zespołu. Bo to nie jest kwestia, czy GieKSa to ma. To temat tego, czy na dany mecz ma ten program włączony czy nie.
O wyjazdach będziemy sobie mogli jeszcze aż nadto pogadać, bo już wkrótce będzie ich sporo. Teraz wracamy na swoje boisko i to będzie dopiero drugi ligowy mecz w tym sezonie. Pierwszy – z Radomiakiem – był mega dobry. Nawet jeśli GKS do przerwy przegrywał, to i tak był drużyną lepszą, a w drugiej połowie udokumentował to trzeba bramkami.
Kwestia jest taka, że nie możemy liczyć tylko i wyłącznie na zdobycze u siebie. Bo w którym momencie jakieś punkty u siebie stracimy, bo po prostu słabsza dyspozycja na swoim stadionie ma prawo się przytrafić. I ogólnie łatwiej jest dobrą formę stracić niż zyskać – tym bardziej na wyjeździe. Więc trzeba być po prostu czujnym.
Oczywiście GieKSa ma wszelkie atuty, by z Wisłą Płock wygrać, ale nie będzie to wyzwanie łatwe. Płocczanie mają na koncie zwycięstwo, remis i porażkę, ale ta wygrana była nie w byle jakim meczu, bo z Rakowem w Częstochowie. Zresztą – pamiętamy spotkanie ligowe z wiosny, kiedy to mimo dobrej gry GKS i cofnięcia się Wisły, goście co jakiś czas przeprowadzali bardzo, naprawdę bardzo groźne akcje. My wcisnęliśmy w doliczonym czasie gry i w Wielką Sobotę mogliśmy się cieszyć z trzech punktów.
Chyba jednak wolałbym, żeby drużyna była stosunkowo równa u siebie i na wyjeździe – oczywiście tak, żeby punktowo (w porównaniu do teraz) się zgadzało. Bo te biegunowości od radości czy euforii u siebie to irytacji, smutku i beznadziei na wyjeździe są trochę męczące, bo… trudno jednoznacznie się ustosunkować.
Najlepiej by było, żeby utrzymać swoją dyspozycję u siebie i poprawić na wyjeździe, ale wtedy… jesteśmy czołówką ligi. Po prostu to najwidoczniej jest pewien deficyt naszej drużyny, który mamy nadzieję, że jest potencjałem do odblokowania.
Liczymy na typową GieKSiarską grę u siebie jutro i trzy punkty. Do boju!
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze