Piłka nożna Prasówka
Opinie mass mediów po meczu z Nafciarzami: GKS u siebie jest maszyną
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Wisła Płock 5-0 (2-0).
weszlo.com – Katowice to twierdza! GKS u siebie jest maszyną
W tym sezonie oglądamy dwie wersje GKS-u Katowice. Jest ta gorsza wyjazdowa. Ona póki co nie potrafi wygrać meczu, a nawet zremisować. Dostała w czapkę w Żylinie, Krakowie, Miszkolcu oraz Lublinie. Ale mamy też tę drugą, którą oglądamy w spotkaniach przy Nowej Bukowej. Ekipa Rafała Góraka u siebie gra efektownie, z rozmachem i wygrywa wszystko jak leci!
Stadion przy Nowej Bukowej to prawdziwa twierdza. W tym sezonie jeszcze nie znalazł się zespół, który byłby w stanie poradzić sobie z gospodarzami. Kto przyjeżdża do Katowic, ten dostaje oklep. Żeby znaleźć ostatnią domową porażkę ekipy Rafała Góraka trzeba cofnąć się do listopada 2025 roku! Tym razem przyjemnie wyjazdu na Śląsk nie będzie wspominać Wisła Płock.
Po pierwszym kwadransie piłkarze Adama Majewskiego mogli czuć sporą niesprawiedliwość. Wisła bardzo dobrze weszła w mecz i praktycznie zamknęła rywala na jego połowie. GieKSa miała spore problemy, by utrzymać się z piłką dłużej niż kilkanaście sekund. Mocno aktywny w tych pierwszych fragmentach był Adam Radwański, który nie tylko dogrywał, ale i próbował samodzielnie zaskoczyć Gabriela Kobylaka. Zresztą, gdyby nie rykoszet, to jeden z jego strzałów prawdopodobnie zakończyłby się golem.
A jednak, wystarczył jeden atak tego stłamszonego GKS-u, by wynik uległ zmianie. Borja Galan rozegrał piłkę z Emanem Markoviciem, a ten drugi korzystając, że Żan Rogelj nie kwapił się do specjalnego podejścia, uderzył praktycznie w samo okienko. Gol naprawdę zacnej urody.
Dla GKS-u była to bardzo wygodna sytuacja. Nie musiał forsować tempa, a wręcz przeciwnie. Spokojnie mógł bronić się przed rywalem, który już nie atakował z takim animuszem jak przed stratą pierwszego gola, i czekać na okazję na szybkie ataki. A te regularnie się pojawiały.
Po jednym z nich Bartosz Nowak zagrał do Ilyi Szkurina (przy okazji linię spalonego złamał Marcus Haglind-Sangre), a ten próbował mijać Rafała Leszczyńskiego. Skończyło się bezsprzecznym faulem i rzutem. Z 11. metra oczywiście nie pomylił się Arkadiusz Jędrych.
Prawdę mówiąc, wynik do przerwy powinien być jeszcze wyższy. A to za sprawą Emana Markovicia, który skutecznie minął Rafała Leszczyńskiego, jednak jego strzał na pustą bramkę obronił Marcus Haglind-Sangre, który odkupił swoje winy za drugiego gola. Bardzo dobrą okazję zmarnował też Marcin Wasielewski.
Ktoś mógłby powiedzieć, że Wisła miała przewagę w pierwszej połowie. W końcu dłużej utrzymywała przy piłce, więcej przebywała na połowie rywala, jednak tak naprawdę praktycznie nic z tego nie wynikało. Ciężko mówić o sytuacjach, w których sprawdzona została czujność Gabriela Kobylaka.
A GKS był wyjątkowo konkretny. Jak już wychodził z akcją, to było wiadomo że zaraz może zrobić się naprawdę groźnie. Spokojnie może policzyć z cztery okazje, które miały realne szanse skończyć się golem. Brakowało jedynie minimalnie lepszej skuteczności.
W drugiej połowie zamiast to Wisła pójść do jeszcze odważniejszego ataku, to GKS bardziej przeniósł grę na połowę rywala. Naprawdę trudno zrozumieć, jak to się stało, że piłkarze Rafała Góraka na początku tej drugiej części nie wpakowali piłki do siatki. Goście rozdawali przeciwnikom kolejne prezenty.
Choćby Rafał Leszczyński podał piłkę prosto pod nogi Bartosza Nowaka, jednak ten nie zorientował się w sytuacji. Dosłownie chwilę później coś bardzo podobnego zrobił Marcin Kamiński. Doskonałą okazję miał rownież Ilya Szkurin, jednak tym razem na posterunku stanął bramkarz Nafciarzy. Z kolei Emanowi Markoviciowi zabrakło spokoju w kluczowym momencie akcji.
Tak można byłoby jeszcze wyliczać, ale wszystko sprowadza się do tego, że gospodarze mieli wszystko pod swoją kontrolą. Byli zwyczajnie zespołem lepszym, bardziej jakościowym i nie popełniającym prostych błędów. W pewnym momencie nabraliśmy przekonania, że jedyną kwestią do rozstrzygnięcia jest wynik, bo zwycięzcę poznaliśmy dużo przed końcowym gwizdkiem sędziego.
GKS mógł wygrać nawet bardziej okazale lecz finalnie skończyło się na 5:0. Show w końcówce dał Bartosz Nowak. Najpierw dośrodkował na głowę Pau Resty, następnie wyłożył piłkę Ilyi Szkurinowi, a wszystko zwieńczył dograniem do Jakuba Kokosińskiego.
gol24.pl – GKS Katowice rozniósł Wisłę Płock. Trzy asysty Nowaka. Strzelano do jednej bramki
Blisko 11 tys. śledziło w niedzielę domowy mecz GKS Katowice. Zespół prowadzony przez Rafała Góraka po koncertowej grze gładko pokonał Wisłę Płock, zwyciężając aż 5:0 (2:0). Do siatki trafili kolejno Eman Markovic, Arkadiusz Jędrych, debiutancko Pau Resta, Ilja Szkurin i także pierwszy raz nastoletni Jakub Kokosiński. Trzy asysty zanotował Bartosz Nowak.
GieKSę śledziło się dzisiaj z przyjemnością. Zagrała tak jak potrafiła w zeszłym sezonie. Czyli bardzo ofensywnie i konkretnie. Efekt zobaczyliśmy na telebimie, który wyświetlił jej najwyższą wygraną (w meczu o stawkę) od maja, gdy tyle samo bramek wbiła u siebie Bruk-Bet Termalice Nieciecza.
Strzelanie zaczął Eman Markovic. Norweg zrobił to w swoim stylu, a więc dla oka. Uderzył prawie że w okienko. Rafał Leszczyński nawet się nie rzucił. Potem był karny skutecznie wyegzekwowany przez Arkadiusza Jędrycha, główka Pau Resty po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i wreszcie gol Ilji Szkurina po drugiej asyście Bartosza Nowaka.
Wisła tuż przed doliczonym czasem honorowo trafiła do siatki. Sędzia Tomasz Kwiatkowski tej bramki Deniego Juricia jednak nie uznał. Powodem okazał się spalony. Do meczu została doliczona tylko minuta, ale GieKSa i tak zdążyła jeszcze dorzucić piątą bramkę – trafił Jakub Kokosiński po zagraniu – a jakże! – Nowaka. – Piłkę do domu zabieram, syn będzie miał czym grać – stwierdził pomocnik w Canal+ Sport.
Dzięki zwycięstwu GieKSa awansowała przynajmniej na chwilę ze strefy spadkowej na szóste miejsce. Ma sześć punktów po czterech meczach. Wisła z czterema punktami spadła na czternastą pozycję. – Rywale co mieli do strzelili. Nie może to tak wyglądać. Pod bramką przeciwnika też musimy więcej wyciągnąć – stwierdził niepocieszony Adam Radwański.
Jedenastka 5. kolejki PKO Ekstraklasy według GOL24. GieKSa w trybie jaki uwielbiamy
W 5. kolejce PKO Ekstraklasy padło aż pięć remisów w siedmiu meczach. Tym bardziej doceniamy więc efektowne zwycięstwo GKS Katowice nad Wisłą Płock. Dzięki tzw. „manicie” zespół Rafała Góraka ma najwięcej przedstawicieli w najlepszej jedenastce weekendu.
[…] Oddzielne słowa należą się piłkarzom GKS Katowice za rozbicie Wisły Płock. Kapitalnie wyglądał – zresztą jak zawsze – Bartosz Nowak, czyli autor trzech (!) asyst). Spodobał nam się również Ilja Szkurin w ataku, Eman Markovic na boku pomocy czy w końcu Gabriel Kobylak w bramce. Bogiem a prawdą wszyscy zasłużyli na komplementy, ale w jedenastce wyróżniamy tę właśnie czwórkę.
Jedenastka 5. kolejki PKO Ekstraklasy: Gabriel Kobylak (GKS Katowice) – Wiktor Długosz (Korona Kielce), Filip Koperski (Radomiak Radom), Juande Rivas (Piast Gliwice), Mario Garcia (Widzew Łódź) – Eman Markovic (GKS Katowice), Ajdin Hasić (Cracovia), Piotr Samiec-Talar (Śląsk Wrocław), Bartosz Nowak (GKS Katowice), Marko Bozić (Wisła Kraków) – Ilja Szkurin (GKS Katowice).
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice znokautował Wisłę Płock 5:0. Pięć gorących wniosków po tym meczu
GKS Katowice efektownie wygrał z Wisłą Płock i „wyskoczył” ze strefy spadkowej na pozycję tuż za czołówką tabeli. Zespół Rafała Góraka zaimponował zabójczą skutecznością.
[…] A już w następnym meczu GKS zagra w Zabrzu w Śląskim Klasyku z Górnikiem!
Pięć wniosków po meczu GKS Katowice – Wisła Płock
1. Defensywa miewa problemy. Początek meczu przyniósł kilka poważnych alarmów pod bramką gospodarzy. W obronie panował chaos, nawet najniższy na boisku Patryk Kun oddał strzał głową. Na szczęście gospodarze wyciągnęli z tego wnioski i im dalej w las, tym było lepiej.
2. Twierdza Nowa Bukowa. GKS po raz ostatni przegrał w domu w listopadzie 2025 z Piastem Gliwice. Od tego czasu zespół Rafała Góraka wygrywa lub remisuje niezależnie od tego czy są to spotkania ekstraklasowe, Pucharu Polski czy w eliminacjach Ligi Konferencji.
3. Bartosz Nowak znów jest sobą Podanie do Ilii Szkurina, które przyniosło rzut karny, było przebłyskiem magii najlepszego piłkarza poprzedniego sezonu. Po przerwie pomocnik doczekał się trzech asyst pierwszego stopnia idealnie dośrodkowując z rzutu rożnego, znów podając do Szkurina i na koniec dając prezent Jakubowi Kokosińskiemu.
4. Gabriel Kobylak daje radę. Bramkarz sprowadzony właściwie awaryjnie po kontuzji Rafała Strączka to ostoja spokoju. W meczu z Wisłą Płock nie miał sytuacji nadzwyczajnych, ale w tych „normalnych” spisał się bez zarzutu i zdecydowanie dobrze oddziaływał na pozostałych kolegów.
5. Wreszcie czyste konto. Dziewięć meczów z rzędu ze straconym golem nie przynosiło GieKSie chluby i mocno wiązało się z punktem pierwszym. Tym razem jednak obyło się bez otrzymania trafienia (patrz punkt 4), w czym zasługę ma też Mateusz Kowalczyk, wybijający piłkę wtedy, gdy Gabriel Kobylak jej już nie sięgnął. Gdy piłka jedyny raz wpadła do siatki to Deni Jurić był na spalonym.
Udana niedziela kibiców GKS Katowice. Ich zespół wygrał z Wisłą Płock, a doping 10.000 fanów niósł się daleko poza Nową Bukową
Domowe mecze GKS Katowice to dla kibiców gwarancja dobrej zabawy i… punktów. Na spotkaniu z Wisłą Płock tradycji stało się zadość. „Żółta armia” znów zobaczyła zwycięstwo swojej drużyny.
Ponad 10.000 kibiców – wśród nich symboliczna grupa z Wisły Płock – zobaczyło zwycięstwo GKS Katowice i całkiem niezły mecz. Po golach gospodarzy Nowa Bukowa jak zwykle niemal odlatywała, a „Blaszok” nie milkł ani na chwilę.
W nagrodę zespół Rafała Góraka zadawał rywalom kolejne ciosy. Nie obyło się też bez skandowania nazwiska Marcina Wasielewskiego, który w dniu meczu obchodził 32 urodziny. W protokole meczowym tym razem zapisał się żółtą kartką.
sportowefakty.wp.pl – 5:0. Demolka w meczu Ekstraklasy
[…] Mecz lepiej rozpoczęli Nafciarze. Katowiczanie mieli sporo szczęścia, że po kwadransie nie przegrywali. Wprawdzie Gabriel Kobylak nie musiał interweniować, ale strzały graczy Wisły, po rykoszetach, w niewielkiej odległości mijały bramkę. Dwie próby były blokowane.
GKS wyczekał rywala i w 17. minucie niespodziewanie zadał cios. Po kombinacyjnej akcji gospodarzy piłka trafiła pod nogi Emana Markovicia, który technicznym uderzeniem trafił idealnie. Rafał Leszczyński nawet nie interweniował.
Zdobyty gol zmienił obraz gry. Gospodarze uzyskali przewagę, z Płocczan uszło powietrze. Goście dopiero po kwadransie zagrozili miejscowym. Chwilę później… było 2:0. Ilja Szkurin znalazł się w sytuacji sam na sam z Rafałem Leszczyńskim, który podciął napastnika. Sędzia bez wahania wskazał na rzut karny, którego w 33. minucie na gola zamienił Arkadiusz Jędrych.
Osiem minut przed przerwą GKS powinien trafić po raz trzeci. Marković w sytuacji sam na sam minął bramkarza, uderzał niemal do pustej bramki. Piłkę przed linią zatrzymał wracający Marcus Haglind-Sangre.
Po zmianie stron Płocczanie zaczęli mylić się w tyłach. W 48. minucie Szkurin kolejny raz znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem, ale Leszczyński cało wyszedł z opresji. Po chwili kolejna strata gości, jednak próba Bartosza Nowaka została zablokowana.
Nafciarze do gry mogli wrócić w 53. minucie. Sead Hamulić w sytuacji jeden na jeden z bramkarzem uderzył obok Kobylaka, ale wracający Mateusz Kowalczyk wybił piłkę sprzed linii.
Po godzinie goście w końcu uzyskali przewagę. W 65. minucie Żan Rogelj mocno uderzył z dystansu, bramkarz zdołał odbić piłkę na rzut rożny. Wydawało się, że ewentualny kontaktowy gol doda meczowi rumieńców. Tymczasem w 73. minucie po raz trzeci trafili podopieczni Rafała Góraka. Bartosz Nowak dograł z rzutu rożnego, a Pau Resta uderzeniem głową pokonał bramkarza gości.
To nie był koniec strzelania w Katowicach. W 81. minucie pomylił się pod własną bramką Łukasz Sekulski. Piłkę przejął Nowak, zagrał do Szkurina, a ten spokojnie uderzył do bramki.
Nafciarze w końcówce mogli uratować honor. W 85. minucie Deni Jurić nawet umieścił piłkę w siatce. Po analizie VAR arbiter gola anulował dopatrując się niewielkiego spalonego. W ostatniej akcji meczu po raz piąty trafili miejscowi. Po kolejnym błędzie defensywy przyjezdnych Nowak zagrał do Jakuba Kokosińskiego, a ten z bliska trafił na 5:0.
newsmaxpolska.pl – GKS Katowice urządził strzelecki koncert. Wisła Płock bez szans
GKS Katowice efektownie pokonał Wisłę Płock 5:0 w przedostatnim spotkaniu 4. kolejki Ekstraklasy. Gospodarze po pierwszej połowie prowadzili 2:0, a po przerwie całkowicie przejęli kontrolę nad meczem. Bohaterem spotkania został Bartosz Nowak, który zaliczył aż trzy asysty.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic
Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.
Felietony Piłka nożna
Igrzyska Myśliwca z katowicką obroną
Czasem trzeba – jak to się mówi – przespać się po danym meczu. Po to, żeby podejść do niego bardziej spokojnie, znaleźć jakieś pozytywy i ogólnie nie popaść w zły nastrój. Nie pykło. Tym razem patrząc już z lekkiego dystansu, czyli sobotniego poranka, mam obraz gorszy niż bezpośrednio po meczu. Powiedzmy sobie wprost – to było fatalne spotkanie naszego zespołu.
Nie mam tym razem irytacji, tak jak po meczu z Motorem. Może z powodu dyspozycji dnia. Ale nie zespołu, tylko mojej. Ot, GieKSa pokazała swoją specyfikę od tej złej strony, ale nie jest to nic nowego, znamy to doskonale. Tym razem wyszło na minus.
To co jest niestety specyfiką tej drużyny i co (póki co) nie pozwala jej wejść na stałe do czołówki ligi to jej kompletna losowość. Abstrahując oczywiście od tej różnicy u siebie i na wyjeździe. Ale zasadniczo wygląda to tak, że co nam danego dnia wylosuje maszyna losująca, tak będzie wyglądał mecz w naszym wykonaniu. Nie ma czegoś takiego, że przed meczem ze stosunkowo dużym prawdopodobieństwem jesteśmy w stanie stwierdzić, że GieKSa zagra dobre solidne spotkanie, będzie lepsza od rywala albo przynajmniej równa, a wynik – choć to suma wielu wypadkowych – również z pewnym prawdopodobieństwem będzie korzystny. Nie. W przypadku GKS mamy wręcz orła i reszkę – jak wypadnie jedno to mamy ekipę walczącą, kapitalnie grającą w piłkę, stwarzającą zagrożenie. Jeśli drugie – drużynę bezradną i… grającą w obronie w tak kuriozalny sposób jak wczoraj. Ale jest to sposób znany. Także z tego sezonu. Jak zawieje – tak zagramy.
Zanim przejdę do obrony (dla porządku, chodzi o obronną grę całego zespołu), słówko o innych aspektach. Zapytałem trenera na konferencji o wyciąganie wniosków z rywalizacji z Piastem, przede wszystkim z jesieni z poprzedniego sezonu. Bo miałem małe déjà vu z tego meczu, gdy chyba dopiero w swoim drugim starciu jako trener Piasta przyjechał na Nową Bukową Daniel Myśliwiec. Wtedy używałem takiej metafory, że piłkarze Piasta „pobili” naszych zawodników. Bo już wtedy zameldowali się bardzo szybko w kościach naszych zawodników, którzy nie byli na to przygotowani. I goście wtedy zdominowali ten mecz fizycznością i agresją, do tego strzelili w krótkim czasie dwie bramki i było po meczu. I wczoraj mieliśmy podobny vibe Piasta, przy czym tym razem z dyscyplin olimpijskich trener Myśliwiec nie postawił na boks, tylko na sprint. Nie wiem, jakim cudem przekonał swoich piłkarzy, zwłaszcza tych zagranicznych, jaka jest waga meczu z GieKSą, ale grali oni, jakby nałykali się szaleju. Byli dzicy, z pianą na ustach, walczyli, jakby to była wojna, a nie mecz piłkarski. Tak jak mówię – tym razem objawiało się to w szybkości, pokazywaniu się na pozycję i niesamowitym parciu do przodu. Utrzymywali przy tym naprawdę dyscyplinę taktyczną, to nie były ataki chaotyczne. W tym kontekście trafiliśmy na przeciwnika niesamowicie dobrze dysponowanego.
Trener mówił po meczu, że w drugiej połowie to GKS przejął inicjatywę. No jasne, ale przecież Piast prowadził już 2:0, więc to turbodoładowanie nie było już im do niczego potrzebne. Poza tym bądźmy konsekwentni – bo narracja jest taka, że gdy my się cofamy do niskiej obrony, to jest to przemyślana taktyka, a jeśli przeciwnik – to znaczy, że ich zdominowaliśmy i rywal miał kłopoty…
No nie. Piast intencjonalnie oddał nam piłkę, może nie do końca dla siebie w sposób idealny, na co zwracał uwagę trener rywali. Ale gospodarze bardzo umiejętnie się bronili i GKS choć stworzył sobie ostatecznie dość sporo sytuacji, to trudno powiedzieć, żeby któraś z nich naprawdę była wielką szansą na zdobycie gola. Wydaje mi się, że najlepszą miał Mateusz Wdowiak w pierwszej połowie, ale i tak jednak musiał uderzać z takiej krótkiej nogi. Owszem – powinien to trafić, ale sytuacja idealna nie była. Mateusz Kowalczyk z szesnastu metrów – to też powinno zakończyć się dużo lepszym uderzeniem (znaczy nie wprost w bramkarza). Sytuacja Marcina Wasielewskiego po kapitalnym podaniu Nowaka była trudna, bo nasz zawodnik uderzał już będąc bardzo blisko bramkarza, szanse powodzenia były minimalne. Ilja po podaniu Bartka strzelał bardzo efektownie i był blisko, ale była to trudna sytuacja.
Poza tym nasze sytuacje były słabe, podwójne uderzenie Bartka nie miało też większych szans.
Jeśli chcemy porównać – naprawdę dobre szanse to miała Wisła Płock w Katowicach. Mimo, że przegrała 0:5, na początku meczu, kiedy ratował nas Ilja, a potem w drugiej połowie, gdy sam na sam wyszedł Hamulić. To są prawdziwe groźne sytuacje, a nie te, które my stworzyliśmy w Gliwicach.
Daniel Myśliwiec jak nikt inny widać zna atuty i słabości GieKSy. Nikt w tej lidze nie potrafi nas zneutralizować w taki sposób. I najwidoczniej trener wygrał ten mecz już przed meczem. Wiedział jaką taktykę przyjąć i jak nastawić swoich zawodników. I to wystarczyło. Plus dodajmy pewien aspekt układu gwiazd. Oprócz tego, że Piast był lepszy zarówno w obronie i w ataku, to trzeba powiedzieć, że absolutnie wszystko im wychodziło, a nam absolutnie nic. Takie mecze też się zdarzają.
Przede wszystkim trenerzy rywali wiedzą (i my niestety też), że gdy się nasz zespół naciśnie, to gubimy się niemożebnie. Recepta na GieKSę – wprowadzić trochę szybkości i chaosu w naszych szeregach, to prawdopodobieństwo zdobycia bramki znacząco wzrasta. Co lepsza (a nawet i nie) drużyna z tego korzysta. Na naszym tle zadziwiająco często drużyny przeciwników wyglądają na rozpędzone i grające mecz sezonu…
No ale wracając do tej defensywy. Problem mamy wielki i to nie jest tylko kwestia tylko tego sezonu. Na ten moment mamy rozegranych 10 meczów i 15 straconych bramek. To daje średnią 1,5 traconej bramki na mecz – taka sama średnia wychodzi zarówno w lidze, jak i czterech meczach pucharowych. Mamy w dziesięciu meczach tego sezony zaledwie jedno czyste konto, a w ostatnich osiemnastu spotkaniach – tylko dwukrotnie nie straciliśmy bramki.
Ale tu nie chodzi nawet o samą liczbę, bo choć jest ona spora, to nie jest jeszcze jakaś totalnie dramatyczna. Ale dramatyczny jest sposób, w jaki te bramki tracimy. I w jakich momentach czy odstępach. Patrząc na ten sezon. I rozpoczynając od meczu w Żylinie. Mieliśmy kilka fatalnych zachowań w pierwszej połowie, bramek nie traciliśmy, ale gubiliśmy się wtedy strasznie, podając do przeciwników. Natomiast z pola karnego wybić piłki nie umieliśmy i był rzut karny. Na Wiśle dwie bramki stracone w trzy minuty, a mogły być trzy w pięć czy sześć minut, ale trzecia nie została uznana. Z Radomiakiem podajemy w polu karnym prosto na nogę przeciwnika. Hapoel – wiadomo przedziwny przerzut Borjy, a potem strata Arka. W rewanżu z drużyną z Tel Awiwu jakieś uchylanie się od główek i rywal wychodzi sam na sam. Z Górnikiem w 80 sekund tracimy dwa gole. No i jedna z wisienek na torcie – mecz z Piastem.
Choć déjà vu to miałem też z Miszkolcem…
Trudno zrozumieć, co tu się wczoraj wydarzyło. To że rywale przeprowadzili kontrę to jedno. Ale jak jeden Sanca może się zatrzymać na szesnastym metrze, przekładać sobie nogę nad piłką, a nasi zawodnicy dosłownie jak tyczki – nieruchomo powbijani w ziemię. To się absolutnie nie ma prawa wydarzyć, a nawet jeśli stoją – to niech przynajmniej zasłonią bramkę. Drugi gol to zupełnie bierne zachowanie naszych zawodników – ponownie powbijanych w ziemię – i przeciwnik zza pleców trzech GieKSiarzy wbiega i bez problemu strzela bramkę. I powiem tak – do obejrzenia skrótu myślałem, że trzeci gol to po prostu czyste stadiony świata. Ale jak zobaczyłem, jak nasz kapitan uchyla się niemal do ziemi, odsłaniając tym samym drogę piłce do bramki, to sam klęknąłem. Przecież jakby Arek został spionizowany, to piłka by trafiła dokładnie w niego.
A co do tej drugiej bramki jeszcze – to przecież dosłownie dwie akcję poprzedzające – w ciągu 2-3 minut – to były wyjścia Piasta sam na sam lub niemal sam na sam – raz był spalony, a za drugim razem rzut rożny, po którym padł gol. Podania na skrzydła, takie na dobieg, nokautowały nas w tym meczu.
I tak jak trener mówi, efektywność w obronie i ataku była po stronie Piasta. Raz, że Piast był lepszy, ale dwa – że my byliśmy po prostu bardzo słabi. Nie tylko w obronie i nie tylko w wykończeniu. My sobie nie wykreowaliśmy sytuacji tak groźnych, żeby mieć większe szanse na gola. A czasu na to mieliśmy w drugiej połowie mnóstwo, kiedy Piast oddał nam piłkę.
Cóż, zdarzyło się. Dużo gorzkich słów tu padło i w węższym, ale przede wszystkim szerszym aspekcie, trzeba coś z tą grą obronną zrobić, bo tak naprawdę mamy z nią problem od samego awansu do ekstraklasy. Bywały krótkie serie – kilku meczów – kiedy nasi piłkarze wznosili się na wyżyny, notowali czyste konta, potrafili nawet 2-3 mecze z rzędu zagrać bardzo dobrze w defensywie. Ale potem znów przychodziły, kiksy, babole i niezrozumiałe zachowania. Znaczy kiksy… Co do kiksów to ja nawet nie mam pretensji. Na przykład do takiej bramki samobójczej Arka w Łodzi w Pucharze Polski. Tam to był czysty pech, coś co po prostu się zdarza. Ale jak widzę irracjonalne zachowania zawodników, to to jest już powód – czasem do wkurzenia, czasem niepokoju.
Jeśli ta drużyna chce się rozwijać, to musi poprawić defensywę. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że Bartek Nowak da ciasteczka, a Ilja Szkurin będzie miał dzień konia. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że strzelimy więcej bramek od przeciwnika, który nam strzela. My mamy umieć przepchnąć kolanem mecz, w którym nam się ofensywa nie układa, mamy mało sytuacji lub jesteśmy nieskuteczni – ale pakujemy tę jedną bramkę i wygrywamy, bo obrona spisała się na medal i nie dopuściła do utraty gola.
Nie jesteśmy drużyną idealną. Naprawdę, gdyby nie te aspekty, o których wspomniałem, bylibyśmy w czołówce ligi i pewnie bili się o mistrzostwo. Ale mamy swoje mankamenty i jesteśmy w takim miejscu jak jesteśmy. Nadal bardzo dobrym miejscu. Ale musimy się rozwijać.
Za tydzień ostatni z trzech meczów wyjazdowych – Lubin. Jeśli tam zapunktujemy za jeden – będzie można powiedzieć, że minimum w tym trójmeczu osiągnęliśmy. Jeśli wygramy – to będzie bardzo dobry wyjazdowy wynik. Nie ma co więc płakać nad rozlanym mlekiem, a tak jak powiedziałem – docenić też bardzo należy drużynę Piasta.
Na koniec powiem, że po meczu dziennikarz Łukasz Pawlik powiedział, że jakby kiedyś zakończył pracę w GKS trener Górak, to to byłby godny następca. Zgadzam się w stu procentach. Nie wiem, co ten szkoleniowiec w sobie ma, ale widać, że ma warsztat, gdziekolwiek nie jest to ma wyniki, potrafi z niczego zrobić coś. Do tego jest skromny, trochę cichy, a jednocześnie widać, że ma ten błysk w oku. Wydaje mi się, że to całkiem spoko człowiek, który jednocześnie swoje przeszedł, zarówno w sporcie, jak i poza nim.
Ale to teoretyczne rozważanie. Teraz trwa projekt firmowany przez Rafała Góraka i niech trwa jak najdłużej, po przysparza nam on masę radości, a GieKSa jest w tym pięknym miejscu. Tak więc dalej pracujmy nad budowaniem wielkiej GieKSy, jak trzeba to poklepmy się po plecach, a jak trzeba to solidnie opie…olmy. Ale tylko po to, by iść do przodu.
Z niecierpliwością czekamy na Lubin!
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do meczu z Piastem
Kolejne derby za nami – tym razem niestety przegrane. To był drugi z wyjazdowej serii trzech meczów. Za tydzień gramy kolejne spotkanie w Lubinie i tam będziemy walczyć o zwycięstwo, by jednak z delegacji wrócić z pokaźnym dorobkiem punktowym. Tymczasem wracamy po raz ostatni do piątkowego starcia w Gliwicach.
1. Dla mnie „wyjazd” rozpoczął się już w czwartek. Zadecydowała logistyka i chęć oddechu. Co do logistyki, to powód był prozaiczny. Wiedząc, że w piątek będę mógł dotrzeć na mecz dopiero na styk, chciałem sobie zapewnić miejsce parkingowe. Wziąłem więc po prostu nocleg, a nawet dwa, żeby zapewnić sobie pełen komfort. Ale ten parking to był tylko jeden z powodów.
2. No i zawsze pretekst do tego, żeby pospać w mieście rywala jest dobry. Przez to zaraz po przyjeździe na miejscówkę, którą miałem niecały kilometr od stadionu, udałem się właśnie pod stadion Piasta, żeby zrobić nagrywkę w przeddzień meczu.
3. Sam pokój taki w stylu loft był jednak bardzo schludny i czysty. Trzeba było jednak uważać na jeden stopień, co jest eufemizmem. To po prostu była zmiana kondygnacji. Kilkadziesiąt centymetrów wyżej.
4. A miejscówka była nieopodal Radiostacji Gliwice. Dzięki temu dowiedziałem się, że w piątek równolegle będą odbywać się dwie imprezy kulturalne – w odległości około dwóch kilometrów. Pierwszy to mecz Piast Gliwice – GKS Katowice, w drugim koncert z udziałem legendarnej Beaty Kozidrak.
5. Wracając do wspomnianej nagrywki. Zahaczyłem jeszcze o sklep Piasta, który był otwarty. Piast, nie sklep. Znaczy sklep, nie Piast. Niestety nie mieli proporczyków, pani powiedziała, że w tym sezonie jeszcze nie było. Ogólnie uważam to za słabość wielu klubów. Proporczyki, jak szale, powinny być jednym ze sztandarowych produktów i być dostępne przez cały czas.
6. Nagrywkę przed stadionem, nazywanym żartobliwie przez kibiców innych klubów Tesco Arena, zrobiłem. Mnie tam się ten stadion z zewnątrz podoba. Mimo, że „nowy” to ma swój vibe elewacji na przykład Stomilu Olsztyn czy… Bukowej. Taki socjalistyczny. Zakład pracy jakiś, fabryka.
7. Małe zakupy i zamówienie hambuksa w Wilku. Nie byłem teraz głodny, ale zamówiłem, żeby na wieczór przyjść i odebrać. Tak między meczami, bo przecież czwartek był napakowany kilkoma spotkaniami Pucharu Polski, no i zaległościami ligowymi.
8. No i tak też zrobiłem, najpierw Raków – Górnik przy herbatce. Górnik nie załamał się porażką GieKSą i pewnie wygrał to spotkanie. Z małymi problemami w końcówce. I gdy Raków cisnął do wyrównania, Diaby-Fadiga zachował się idiotycznie, dostał czerwień i tyle było z marzeń o remisie.
9. Raków po sześciu meczach ligi ma sześć porażek. Niepojęte. A chcą zabrać Fejaka, czyli kolejny strzał w kolano. Niebywałe, jak wiele błędów tam ostatnio popełniają.
10. Na obrazku zupełnie to nie wygląda, ale burger był znakomity. Z chorizo i jalapeno. Polecam tego Allegrowicza. Konsumowałem to jadło przy meczu Śląska z Pogonią w Pucharze Polski. Jak widać – na obrazku – znów gola strzelił Samiec-Talar. Znakomity sezon tego zawodnika, byłego zawodnika GKS, który wówczas jednak nie był czołową postacią drużyny.
11. Śląsk wygrał to spotkanie i odprawił Pogoń z kwitkiem. Tak więc po dobrych występach w ostatnich latach w pucharze, tym razem Szczecinianie mogą pomarzyć. I jeśli chcą jakieś tituli mieć, to muszą wygrać ligę.
12. Potem jeszcze kuknąłem Lecha z Jagą, ale pierwszą połowę, bo już spać mi się chciało. Drugą obejrzałem rano. Bramka Kobayashiego to coś niebywałego. Tak huknąć. Znakomity gol. A Lech się po Aarhus otrząsnął i wygrywa kolejne mecze jak leci.
13. Zazdro jeśli chodzi o Lecha i Jagę. Obie ekipy sobie zagrają z Crystal Palace czy Sunderlandem. No i inni przeciwnicy w Lidze Europy. Musimy jako klub dążyć do tego, żeby mieć szansę na takie świetne mecze. Wygrać Puchar Polski i fazę grupową pucharów będziemy mieli zapewnioną.
14. Nazajutrz udałem się na spacer do cukiernio-śniadaniowni Cacy. Mijałem traktory. Spacer był sympatyczny, a śniadanie piękne i smakowite. Pani co prawda była jakaś smutna, ale to pewnie dlatego, że musiała wybierać pomiędzy Beatą, a meczem Piasta. Ciekawe co wybrała.
15. A żyrafy mówią „no elo”. Co ciekawe w tym miejscu, w którym miałem nocleg jest… drukarnia. Normalnie działająca, pracująca w piątek. Dość specyficzne to było.
16. Wkrótce musiałem się udać do… Katowic. Wzywały obowiązki zawodowe. Dlatego też właśnie logistyka tego wszystkiego była specyficzna. Na 14.30 chciałem być w Katowicach, by o 19.00 z powrotem jechać do Gliwic i mieć jeszcze zapas.
17. Gdy szedłem już na mecz – bo zaparkowałem na miejscówce – rzeczywiście w tych małych uliczkach między domkami było pełno samochodów. Zastanawiałem się, jak to tolerują mieszkańcy, że im przed działkami ciśnie się masa aut, gdy tylko jest mecz. No ale cieszyłem się z dokonanego wyboru i braku stresu. Nawet nie chodzi o stres związany ze znalezieniem miejsca, co o to, że w takiej ciasnocie bałbym się, że jeden czy drugi ancymon poskrobie mi auto po marchewkach.
18. Pod stadionem było już dużo ludzi. Do meczu pozostawało około pół godziny. Wspomnę, że po drodze zahaczyłem znów o Wilka, żeby zamówić na „po meczu”. Ustaliłem godzinę 23.50, czyli 10 minut przed zamknięciem. Musiałem więc liczyć, że nie przedłuży się ani mecz, ani konferencja.
19. Znów autokar, który można sobie zwiedzić. Autokar Piasta. Tak samo było w maju. Nie lada gratka dla fanów.
20. Akredytację odebrałem bez problemu, no i skierowałem się na stadion. Przez to, że dopiero co graliśmy w Gliwicach miałem wrażenie, że zarówno pani na bramie, jak i pan na schodach to ci sami ludzie.
21. Wszedłem więc po tym rusztowaniu, zrobiłem herbatkę i udałem się na prasówkę. Niestety z racji krótkiego czasu do pierwszego gwizdka, dobre miejsca prasowe były już zajęte, więc musiałem zejść do najniższego rzędu. Z niecierpliwością czekałem na mecz.
22. Ciasnota, jak to na Piaście. Jednak w tym najniższym rzędzie trochę dalej był jakiś facet, a poza tym dużo luzu. No i na początku rzędu dwóch sympatycznych jegomości. Nikt więc nie przechodził, żeby musieć wstawać. Co prawda wołał ten jeden pan dwa razy takiego grubasa, ale on chyba był świadomy, więc nie decydował się przeciskać w tym miejscu.
23. Blaty pochyłe, ale powiedzmy w miarę. Jednak trochę vibe pierwszoligowych prasówek. No może pogranicza między zapleczem, a ekstraklasą. Najważniejsze, że prąd był i przede wszystkim – znakomicie działał internet, co jak wiemy nie jest oczywistością…
24. Kibice obu drużyn od razu zaczęli mocno dopingować. Na trybunach znów więc mieliśmy świetne widowisko.
25. Z wydarzeń boiskowych mogli być zadowoleni jedynie kibice Piasta. Bo już w piątej minucie objęli prowadzenie, a cały mecz wygrali 3:0. Tym samym Piast powtórzył wynik z sezonu 2011/12, kiedy to również w tych rozmiarach pokonał GKS. Wówczas Gliwiczanie awansowali do ekstraklasy.
26. To była jakaś totalnie dziwna historia, związana chyba z budową stadionu. Na wiosnę Piast zagrał tylko dwa mecze na wyjeździe, resztę u siebie. Ale by pykło nam coś takiego. Mistrz na wiosnę gwarantowany (oczywiście po wygrzebaniu się z ostatniego miejsca z powodu gry na wyjazdach na jesieni).
27. Ciekawostką jest to, że jak teraz nam strzeliło bramki dwóch Hiszpanów – Juande Rivas i Hugo Vallejo, to w tamtym meczu z 2012 trafił również obywatel Półwyspu Iberyjskiego – Ruben Jurado. Nie leżą nam ci gliwiccy Hiszpanie.
28. Nie leży nam ten stadion, oj nie leży. Dla mnie to była szósta wizyta w Gliwicach – bo byłem jeszcze na meczach na starym stadionie – i czwarta porażka. Poza tym zaledwie dwa remisy. Piast u siebie z GieKSą nie przegrywa.
29. Po awansie do ekstraklasy Gliwiczanie nadal pozostają jedną z trzech ekip, które ciągle za naszej bytności w niej są, a z którą nie wygraliśmy. Pozostałymi są Legia i Lech. Może przynajmniej z Warszawianami czy Poznaniakami uda się przełamać tę złą passę.
30. No i po meczu nagrywka i na konferencję prasową. Bartka Nowaka brali do Super Piątku, a my czekaliśmy na trenerów. Jakoś wyjątkowo długo, a na Górniku tydzień temu było krótko.
31. W końcu przyszli szkoleniowcy – Rafał Górak, potem Daniel Myśliwiec. Uwinęliśmy się jakoś z pytaniami i powoli zacząłem montować konfę, ale zbliżała się północ. Toteż około 23.40 wyszedłem, aby odebrać swoje zamówienie.
32. Wróciłem na kwaterę, dokończyłem konferencję, zobaczyłem, co tam Bartek miał do powiedzenia, no i z rozczarowaniem zakończyliśmy swój udział w tej kolejce.
33. Wracając widziałem ludzi, którzy już wracali z koncertu. Uraczyli się może bardziej Beatką z Bajmu, niż kibice gości meczem. Ale tak to bywa.
34. Tylko trzy punkty w Lubinie!






























Najnowsze komentarze