Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Wielosekcyjny przegląd mediów: GKS Katowice nie zwalnia tempa

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Z drużyną kobiet umowy podpisały bramkarka Adéla Fraňková i pomocniczka Weronika Kłoda. Natomiast tenerka Karolina Koch przedłużyła swój kontrakt z GieKSą. Z sekcją pożegnała się Kinga Seweryn, która przenosi się do Francji.

Do męskiej drużyny dołączyli Gabriel Kobylak, Mateusz Kikolski, Pau Resta, a do sztabu trenerskiego wrócił Dawid Szwarga. Z kolei zespół opuszczają Konrad Gruszkowski, Mateusz Marzec, Maciej Rosołek i Grzegorz Rogala. Drużyna, po powrocie z krótkiego zgrupowania w Bielsku-Białej, wyjechała na obóz do Opalenicy, gdzie rozegrała dwa zwycięskie sparingi – ze Świtem Szczecin 7:0 i Arką 2:0. Zespół rozegra na tym obozie jeszcze dwa test-mecze (oba 1 lipca): z Piastem i Miedzią. Powrót z Opalenicy zaplanowany jest dzień później.

W drużynie siatkarzy na dłużej zostają: Wojciech Ferens, Damian Domagała, Partyk Walocha i Bartosz Schmidt. Środkowy Matthew Knigge został nowy zawodnikiem, a do GKS Katowice powrócili Jakub Szymański oraz Szymon Gregorowicz.

Z hokejową GieKSą ponownie umowę podpisał obrońca Pontus Englund. Kontrakty podpisali także obrońca Ethan Cap oraz Miro Ruokonen. GieKSa otrzymała licencję na grę w Tauron Hokej Lidze. Klub ogłosił plan przygotowań do sezonu 2026/27.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Adéla Fraňková nową zawodniczką GKS-u Katowice

Adéla Fraňková nową zawodniczką GKS-u Katowice. Golkiperka parafowała umowę obowiązującą do czerwca 2028 roku.
20-letnia golkiperka przenosi się do Polski po trzech sezonach spędzonych w czeskiej ekstralidze. W przeszłości występowała w Lokomotivie Brno, a od 2023 roku była zawodniczką 1. FC Slovácko. W jego barwach zaliczyła 25 ligowych występów i dwukrotnie sięgnęła po brązowy medal mistrzostw Czech. W minionym sezonie Slovácko uplasowało się na czwartej pozycji w tabeli. Nowa zawodniczka GKS-u regularnie występowała także w młodzieżowych reprezentacjach Czech i pozostaje w orbicie kadry do lat 23.

Weronika Kłoda ponownie zagra w GieKSie!

Po dwóch sezonach spędzonych w Górniku Łęczna Weronika Kłoda wraca do GKS-u Katowice. 23-letnia pomocniczka związała się z klubem umową obowiązującą do końca czerwca 2028 roku.
23-letnia pomocniczka występowała już w barwach GieKSy w latach 2020-2023. W tym czasie rozegrała 68 spotkań i zdobyła osiem bramek. Była również częścią drużyny, która wywalczyła pierwszy w historii klubu tytuł mistrzyń Polski. Przed sezonem 2023/2024 wróciła do Łęcznej, gdzie ponownie stała się ważną postacią zespołu. W minionej kampanii wystąpiła w 21 spotkaniach i zdobyła jedną bramkę. Kłoda najczęściej występuje jako środkowa pomocniczka. W przeszłości była regularnie powoływana do młodzieżowych reprezentacji Polski, a teraz ponownie będzie reprezentować barwy GKS-u Katowice. Ma na swoim koncie 140 występów w najwyższej klasie rozgrywkowej.

wkatowicach.eu – Karolina Koch zostaje w GieKSie. Trenerka piłkarek GKS-u Katowice zawarła nowy kontrakt z klubem

Trener Karolina Koch osiągnęła z kobiecym GKS-em Katowice już bardzo wiele sukcesów, a może ich być jeszcze więcej! GieKSa właśnie ogłosiła, że trener podpisała nowy kontrakt z klubem, który będzie obowiązywać przez najbliższe trzy sezony.
To bardzo ważna informacja dla kobiecej sekcji GKS-u Katowice. Trener żeńskiej drużyny piłkarskiej Karolina Koch związała się z GKS-em Katowice nowym kontraktem. Umowa będzie obowiązywała do końca sezonu 2028/2029.
Karolina Koch związana jest z GieKSą nieprzerwanie od sezonu 2017/2018. Najpierw jako piłkarka pomogła zespołowi w awansie do Ekstraligi. W tym czasie zbierała też doświadczenia jako członek sztabu szkoleniowego. W marcu 2022 r. objęła funkcję pierwszej trener kobiecego zespołu GKS-u. W pierwszym pełnym sezonie swojej pracy poprowadziła GieKSę do historycznego mistrzostwa Polski.
W sezonie 2023/2024 zespół pod wodzą trener Koch dołożył do kolekcji swoich sukcesów srebrny medal mistrzostw Polski i odniósł historyczne zwycięstwo w krajowym pucharze. Kolejne lata również przyniosły wielkie sukcesy. W sezonie 2024/2025 katowicka drużyna, będąc bezkonkurencyjna dla reszty stawki, wygrała rozgrywki Orlen Ekstraligi kobiet. Kibice z pewnością na długi czas zapamiętają także europejskie wojaże zespołu prowadzonego przez trener Koch. Przypomnijmy, że GieKSa z powodzeniem rywalizowała w kwalifikacjach Ligi Mistrzyń UEFA, a następnie zdobyła cenne doświadczenie w Pucharze Europy kobiet.
Kampania 2025/2026 również zakończyła się zdobyciem trofeum. Piłkarki GKS-u Katowice w maju wygrały, po raz drugi w historii, Puchar Polski pokonując w emocjonującym finale Czarnych Antrans Sosnowiec (5:2). W rozgrywkach Orlen Ekstraligi uKOCHane stanęły na najniższym stopniu podium, zdobywając brązowe medale.
Z ogromną przyjemnością przyjmuję fakt, że przedłużamy współpracę z trener Karoliną Koch na kolejne lata. Od dłuższego czasu wspólnie pracujemy nad projektem kobiecej piłki nożnej w GKS-ie Katowice, a efekty tej pracy są bardzo dobre. Mam nadzieję, że dalszy rozwój tego projektu przyniesie wiele korzyści zarówno klubowi, jak i całej polskiej piłce nożnej. Karolinę znam od wielu lat i mam pełne przekonanie, że jest najlepszą kandydatką do prowadzenia kobiecej sekcji piłki nożnej. Jej ambicja, charakter i osobowość, w połączeniu z dobrą organizacją pracy, przekładają się na bardzo dobre wyniki sportowe. Dotychczas zespół pod jej wodzą dwukrotnie sięgał po mistrzostwo Polski oraz dwa razy zdobył Puchar Polski. To wymierne efekty dotychczasowej współpracy, dlatego bardzo zależało mi na jej kontynuacji – podkreślił prezes GKS-u Katowice, Sławomir Witek.

weszlo.com – GKS Katowice sfinalizował kolejny transfer przed nowym sezonem

GKS Katowice wypełnił lukę w bramce po poważnej kontuzji Rafała Strączka. Szeregi naszego pucharowicza zasilił Gabriel Kobylak.
Został on pozyskany z Legii Warszawa na zasadzie transferu definitywnego. Podpisał kontrakt do czerwca 2028 roku z opcją przedłużenia.
Kobylak przez większość rundy jesiennej będzie walczył o skład z Dawidem Kudłą. Później do rywalizacji dołączy Strączek, który na początku czerwca przeszedł zabieg stawu barkowego. Zakomunikowano wtedy, że jego przerwa w grze potrwa około cztery miesiące.
Co do Kobylaka, za nim praktycznie stracony sezon w Legii. W Ekstraklasie nie wystąpił w żadnym meczu, po razie udało mu się zagrać w Pucharze Polski (1:2 z Pogonią Szczecin po dogrywce) i Lidze Konferencji (4:1 z Lincoln).
Na ekstraklasowym poziomie 24-latek grał regularnie podczas dwóch wypożyczeń do Radomiaka Radom. W sezonie 2023/24 strzelił nawet pamiętnego gola z Puszczą Niepołomice, gdy niepozornym wybiciem piłki zaskoczył Oliwiera Zycha.
GKS Katowice będzie rywalizował w eliminacjach Ligi Konferencji. Na początek zmierzy się z przegranym z pary Hajduk Split – MSK Żylina.
Przed Kobylakiem tego lata do śląskiego klubu zawitali już Bartosz Wolski (Motor Lublin) i Szymon Bartlewicz (Chrobry Głogów).

GKS Katowice nie zwalnia tempa. Budują skład na Europę

GKS Katowice kontynuuje intensywne działania na rynku transferowym przed startem nowego sezonu. Klub ogłosił pozyskanie kolejnego piłkarza, który ma wzmocnić drużynę w nadchodzących rozgrywkach.
Dotychczas do zespołu prowadzonego przez Rafała Góraka trafiali głównie Polacy. Kontrakty z GKS-em podpisali już Szymon Bartlewicz, Bartosz Wolski, Gabriel Kobylak oraz Maciej Kikolski. Teraz do tego grona dołączył również zagraniczny piłkarz.
Nowym zawodnikiem katowickiego klubu został Pau Resta. Hiszpański obrońca przeniósł się z Korony Kielce na zasadzie transferu definitywnego i związał się z GKS-em długoterminową umową obowiązującą do czerwca 2030 roku.
Władze klubu wiążą z tym transferem spore nadzieje. Resta ma za sobą solidny sezon na boiskach Ekstraklasy, podczas którego wystąpił w 24 spotkaniach ligowych. Defensor nie ograniczał się wyłącznie do gry w obronie, dokładając do swojego dorobku również dwie bramki i dwie asysty.
Po przeprowadzce do Katowic Hiszpan nie będzie jedynym przedstawicielem swojego kraju w drużynie. Od dwóch lat barwy GKS-u reprezentuje także Borja Galan, który zdążył już dobrze zaaklimatyzować się w zespole.
Katowiczanie wkrótce rozpoczną rywalizację o stawkę. Pierwsze oficjalne spotkanie nowego sezonu rozegrają 23 lipca w eliminacjach Ligi Konferencji. Rywalem GKS-u będzie przegrany z pary w eliminacjach Ligi Europy – słowacka Żilina lub chorwacki Hajduk Split.

Pomocnik GKS-u Katowice przeszedł zabieg. Straci przygotowania do sezonu

GKS Katowice szykuje się do nowego sezonu Ekstraklasy, który zacznie się już za miesiąc. Wraz z drużyną nie będzie przygotowywał się Damian Rasak. Jak poinformował klub, pomocnik przeszedł zabieg, po którym czeka go kilka tygodni przerwy.
GieKSa w pierwszej kolejce zmierzy się na wyjeździe z Wisłą Kraków. Spotkanie zaplanowano na 26 lipca na godzinę 20:00.
Wszystko wskazuje na to, że w meczu tym nie wystąpi Damian Rasak. Jak czytamy w komunikacie GKS-u, 30-letni pomocnik przeszedł artroskopię kolana. Jego przetrwa od gry ma potrwać od czterech do sześciu tygodni. Możliwe więc, że zawodnik opuści nie tylko pierwszy mecz, ale i dwa kolejne – z Radomiakiem Radom i Wieczystą Kraków.

kanalsportowy.pl – OFICJALNIE: Szwarga w nowym klubie. Zaskakujący wybór

Dawid Szwarga po pięciu latach przerwy wraca na Bukową, aby ponownie objąć funkcję asystenta trenera Rafała Góraka. Były szkoleniowiec Rakowa Częstochowa i Arki Gdynia podpisał z GieKSą umowę, na mocy której wesprze sztab szkoleniowy Katowiczan w dalszym rozwoju sportowym.
35-letni szkoleniowiec oficjalnie dołączył do sztabu szkoleniowego GKS-u Katowice. Dawid Szwarga podpisał z klubem umowę, na mocy której będzie pełnił funkcję asystenta pierwszego trenera. Dla trenera Szwargi jest to powrót na Bukową po pięciu latach przerwy.
Szwarga, który karierę piłkarską zakończył w wieku 26 lat, po raz pierwszy trafił do sztabu GieKSy w czerwcu 2018 roku. Przez trzy lata współpracował wówczas z trenerem Rafałem Górakiem, pomagając drużynie w wywalczeniu awansu do 1 ligi. Po odejściu z Katowic przeniósł się do Rakowa Częstochowa, gdzie jako asystent Marka Papszuna sięgnął po mistrzostwo Polski oraz Puchar Polski. W sezonie 2023/2024, prowadząc zespół już jako pierwszy szkoleniowiec rywalizował w fazie grupowej Ligi Europy.
W grudniu 2024 roku Dawid Szwarga objął stery w Arce Gdynia. Pod jego wodzą klub z Trójmiasta wywalczył awans do PKO BP Ekstraklasy. Szkoleniowiec pozostawał opiekunem Arki do marca bieżącego roku. Teraz ponownie połączy siły z Rafałem Górakiem, by wesprzeć GKS Katowice w dalszym rozwoju sportowym.
Jest to o tyle zaskoczenie, że zakładano, iż następnym wyzwaniem 35-latka będzie ponownie praca w roli pierwszego szkoleniowca. Jego przygoda z Arką Gdynia, choć zakończona przedwcześnie, wcale nie jest traktowana w kategoriach porażki. Tym bardziej, że jego następca, czyli Dariusz Banasik, nie zdołał odmienić oblicza drużyny.

gs24.pl – Świt Szczecin ma za sobą pierwszy letni sprawdzian. Różnica klas

O swoim pierwszym sparingu w czasie letnich przygotowań piłkarze Świtu Szczecin (II liga piłkarska) będą chcieli szybko zapomnieć. Przegrali z ekstraklasowym GKS Katowic 0:7 (0:2).
Świt dopiero w poniedziałek rozpoczął treningi. GKS szybciej i różnicę klas było widać na boisku. Katowiczanie, którzy w Opalenicy są na obozie szykują się do występów w europejskich pucharach. Świtowców ograli bardzo pewnie po golach Erika Jirki (4. minuta), Adama Zrelaka (34.), Ilji Szkurina (56., 83. i 89.), Bartosza Wolskiego (77.) i Borji Galana (79.)

dziennikzachodni.pl – Drugie zwycięstwo piłkarzy GKS Katowice na zgrupowaniu w Opalenicy. Tym razem ograli spadkowicza z Ekstraklasy

\Piłkarze GKS Katowice przebywają na zgrupowaniu w Opalenicy. Na obozie w Wielkopolsce podopieczni trenera Rafała Góraka nie tylko trenują przed nowym sezonem, ale także rozgrywają mecze kontrolne. Właśnie odnieśli drugie zwycięstwo.
Piłkarze GKS Katowice od 22 czerwca przebywają na zgrupowaniu w Opalenicy. W Wielkopolsce Katowiczanie nie tylko trenują, ale także rozgrywają sparingi. W pierwszym meczu w czwartek 25 czerwca rozgromili II-ligowy Świt Szczecin 7:0, a w niedzielę 28 czerwca zmierzyli się z Arką Gdynia.
Ten rywal był znacznie trudniejszy, bo przecież to spadkowicz z PKO Ekstraklasy, który w tym roku w lutym ograł u siebie w lidze drużynę Rafała Góraka 2:1. W niedzielnym spotkaniu GieKSa była jednak zespołem lepszym i odniosła drugie zwycięstwo na tym obozie.
Pojedynek rozpoczął się o nietypowej porze, bo już o godz. 9.30. Wszystko z powodu fali upałów. W trakcie gry temperatura dochodziła do 40 stopni Celsjusza. Ozdobą spotkania były efektowne gole, jakie w pierwszych 30 minutach gry zdobyli Bartosz Nowak i Jesse Boch. Pierwszy popisał się w precyzyjnym lobem, a drugi pięknym strzałem z dystansu.
Po przerwie trener Rafał Górak posłał do gry dziesięciu nowych zawodników z pola i więcej bramek już nie padło, choć dobre okazje do podwyższenia wyniku mieli Eman Markovic i Erik Jirka. W Opalenicy Katowiczanie zagrają jeszcze jeden mecz kontrolny 1 lipca z Piastem Gliwice, a dzień później wrócą ze zgrupowania do domów.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – GKS Katowice stawia na doświadczenie? Kolejny siatkarz zostaje

GKS Katowice sukcesywnie buduje kadrę na nadchodzące rozgrywki. Śląski klub oficjalnie poinformował, że współpracę z zespołem przedłużył Bartosz Schmidt. Dla 35-letniego środkowego będzie to już drugi sezon spędzony w trójkolorowych barwach.
GKS Katowice nie kazał długo czekać na swój powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej. Po owocnych zmaganiach w PLS 1. Lidze w sezonie 2025/2026, Katowiczanie wywalczyli ponowny awans do PlusLigi, w której występować będą już w nowym obiekcie. Trwa kompletowanie kadry na nadchodzące wyzwania. Klub potwierdził, że w zespole zostaną kluczowi gracze: rozgrywający Grzegorz Pająk oraz atakujący Michał Superlak. Formowanie linii przyjęcia rozpoczęto od zakontraktowania Wojciecha Włodarczyka, kolejnym siatkarzem, który zdecydował się przedłużyć umowę z GKS-em, jest Argentyńczyk Gonzalo Quiroga. Teraz przyszła pora na środkowego – Bartosza Schmidta.
W niedawno zakończonym sezonie 2025/2026 Bartosz Schmidt reprezentował GKS Katowice łącznie w 18 spotkaniach. Doświadczony zawodnik w trakcie rozgrywek udowodnił, że jest ważnym ogniwem drużyny, na którym sztab szkoleniowy mógł bezgranicznie polegać w kluczowych momentach.
Dla Bartosza Schmidta gra na Śląsku to dobrze znane rejony. W swojej dotychczasowej karierze siatkarz bronił barw takich klubów jak MCKiS Jaworzno, MKS Będzin oraz Steam Hemarpol Norwid Częstochowa. Zanim Schmidt trafił do PlusLigi, walnie przyczynił się do wywalczenia przez katowicki klub upragnionego awansu do najwyższej klasy rozgrywkowej, niejednokrotnie udowadniając swoją boiskową wartość.
Przedłużenie kontraktu z 35-latkiem to gwarancja stabilizacji oraz cennego doświadczenia w formacji środkowych GKS-u Katowice na kolejny sezon.

Libero wraca do ekstraklasy. GKS Katowice przedłużył kontrakt

GKS Katowice zatrzymuje kolejnego gracza, który był współautorem sukcesu w minionym sezonie ligowym. Na poziomie PlusLigi ponownie zagra 31-letni libero, Patryk Waloch. Dla niego będzie to trzeci rok w barwach klubu ze Śląska.
GKS Katowice był jednym z tych trzech zespołów, które wyszły najgorzej na decyzji o zmniejszeniu liczby drużyn w PlusLidze. Drużyna z Górnego Śląska zaliczyła spadek z ekstraklasy po dziewięciu latach. Wystarczył im jednak tylko sezon, by odbudować swoją pozycję i szybko wrócić na najwyższy szczebel rozgrywkowy.
Klub doskonale zna realia ekstraklasy, więc z pewnością wie, w jaki sposób zbudować zespół, który da radę walczyć z najlepszymi. Na pokładzie zostanie na pewno szkoleniowiec, który wywalczył z drużyną awans – Emil Siewiorek. Wiadomo już również, że władze klubu zatrzymają przynajmniej połowę obecnego składu. Na poziom PlusLigi wrócą m.in. Wojciech Włodarczyk czy Grzegorz Pająk, a oprócz nich jeszcze sześciu innych zawodników.
We wtorek poinformowano, że kontrakt z klubem przedłużył libero, Patryk Waloch. W klubie z Katowic występuje od dwóch lat, a ma na swoim koncie już 23 występy w jego barwach. 31-latek miał swój wkład w meczach fazy play-off, w których niejednokrotnie interweniował w obronie i dbał o element defensywny.
Siatkarz wróci na najwyższy poziom rozgrywkowy, bowiem wraz z GKS-em Katowice występował na nim w sezonie 2024/2025. W przeszłości bronił barw takich klubów, jak KS Rudziniec, KPS Siedlce czy Kęczanin Kęty. Jako młodzieżowiec, był też związany ze Skrą Bełchatów.

 

HOKEJ

hokej.net.pl – Kibice czekali na ten ruch! Szwedzki obrońca wrócił do polskiej ligi

Pontus Englund, zgodnie z naszymi wcześniejszymi informacjami, znów będzie występował w zespole GKS-u Katowice. Szwedzki obrońca, który był jednym z filarów drużyny w sezonie 2024/2025, zdecydował się wrócić do GieKSy po rocznym pobycie we francuskim Grenoble.
25-letni obrońca doskonale znany jest katowickim kibicom. Do GieKSy trafił przed sezonem 2024/2025 i bardzo szybko wyrósł na jednego z liderów defensywy. Był ważnym ogniwem zarówno podczas gry w równych składach, jak i w formacjach specjalnych, a swoją postawą walnie przyczynił się do zdobycia przez Katowiczan srebrnych medali mistrzostw Polski.
Mierzący 191 centymetrów defensor rozegrał w barwach GKS-u 56 ligowych spotkań. Zdobył w nich 11 bramek i zanotował 23 asysty. Imponująco prezentował się również w klasyfikacji plus/minus, którą zakończył z bilansem +30. Na ławce kar spędził 73 minuty.
Po opuszczeniu Katowic Englund przeniósł się do francuskiego Grenoble. W ekipie Les Brûleurs de Loups również należał do ważnych zawodników. W 58 meczach zdobył 29 punktów za 8 bramek i 21 asyst, a wraz ze swoim zespołem sięgnął po wicemistrzostwo Francji.
Powrót Englunda to bardzo dobra wiadomość dla sztabu szkoleniowego GKS-u Katowice. Szwed należy do grona nowoczesnych obrońców, którzy potrafią łączyć solidną grę defensywną z aktywnym wspieraniem akcji ofensywnych. Dobrze porusza się na łyżwach, skutecznie wyprowadza krążek z własnej tercji i potrafi być groźny pod bramką rywali.
To czwarty transfer dokonany przez szefostwo GieKSy. Wcześniej do ekipy z alei Korfantego dołączyli kanadyjski bramkarz Connor LaCouvee, amerykański obrońca Matthew Sredl oraz etatowy reprezentant Polski Patryk Krężołek.

Wicemistrzowie Polski odkryli karty. Chodzi o przygotowania do sezonu

GKS Katowice ogłosił plan przygotowań do sezonu 2026/2027. Wicemistrzowie Polski będą pracować według dobrze znanego modelu, który sztab szkoleniowy stosował już wcześniej. Rozegrają też dziewięć meczów sparingowych.
Na razie zawodnicy realizują rozpiski indywidualne, ale początek sierpnia będzie oznaczał wejście w kolejny etap przygotowań. Część hokeistów pojawi się na lodzie już 27 lipca, natomiast od 1 sierpnia zaplanowano testy. Pierwszy wspólny trening całego zespołu odbędzie się w poniedziałek, 3 sierpnia.
Katowiczanie przed startem nowego sezonu TAURON Hokej Ligi rozegrają aż dziewięć meczów kontrolnych. Plan sparingów wygląda interesująco, bo zespół Jacka Płachty czekają nie tylko konfrontacje z ligową konkurencją, ale też sprawdziany z zagranicznymi rywalami.
Na otwarcie serii gier kontrolnych GieKSa zmierzy się dwukrotnie z Unią Oświęcim – najpierw 13 sierpnia na wyjeździe, a dwa dni później na Jantorze. Kolejnym przeciwnikiem będzie słowacki HK Poprad. Spotkanie wyjazdowe zaplanowano na 18 sierpnia, a rewanż w Katowicach dwa dni później.
Pod koniec sierpnia Katowiczanie udadzą się do Weisswasser, gdzie czekają ich dwa kolejne testy. 28 sierpnia zagrają z Lausitzer Füchse, a dzień później z Rostock Piranhas. Wrzesień GKS rozpocznie na Słowacji. 4 września zmierzy się z HC Preszów w Liptowskim Mikułaszu, a dzień później zagra z HK 32 Liptowski Mikułasz lub zespołem z Budapesztu.
Ostatnim sprawdzianem przed ligową inauguracją będzie wyjazdowy mecz z czeskim HC RT Torax Poruba, zaplanowany na 10 września.
Plan sparingów GKS-u Katowice:
13.08.2026 Unia Oświęcim – GKS Katowice
15.08.2026 GKS Katowice -Unia Oświęcim
18.08.2026 HK Poprad – GKS Katowice
20.08.2026 GKS Katowice – HK Poprad
28.08.2026 Lausitzer Füchse -GKS Katowice
29.08.2026 Rostock Piranhas -GKS Katowice
04.09.2026 HC Preszów -GKS Katowice
05.09.2026 HK 32 Liptowski Mikułasz lub Budapeszt – GKS Katowice
10.09.2026 HC RT Torax Poruba -GKS Katowice

Wicemistrzowie Polski sięgnęli po rutyniarza! Blisko 500 meczów w Liidze i tytuł mistrzowski

GKS Katowice sięgnął po zawodnika z bardzo solidnym CV. Nowym napastnikiem wicemistrzów Polski został Miro Ruokonen, który podpisał z GieKSą roczny kontrakt.
Ruokonen (182 cm, 86 kg) ma 30 lat i jest nominalnym skrzydłowym. Może pochwalić się występami w młodzieżowych reprezentacjach Finlandii oraz 11 sezonami spędzonymi w Liidze.
Na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w swojej ojczyźnie wystąpił w 484 spotkaniach, zdobywając w nich 39 bramek i notując 41 asyst. W sezonie 2018/2019 wywalczył tytuł mistrzowski z HPK Hämeenlinna.
Nowy nabytek GieKSy nie jest typem hokeisty, którego należy oceniać wyłącznie przez pryzmat suchych liczb, bo jego wartość w dużej mierze opiera się na pracy wykonywanej dla zespołu. To napastnik bardzo odpowiedzialny taktycznie, mocny w pressingu i potrafiący odnaleźć się w grze bez krążka. Dobrze czuje się w hokeju opartym na intensywności, potrafi wygrać wyścig do krążka, przycisnąć rywala pod bandą i zrobić miejsce kolegom z ataku.
Ostatni sezon spędził w zespole TPS Turku. W 38 spotkaniach zgromadził 3 punkty za 1 gola i 2 kluczowe zagrania. Trzeba jednak pamiętać, że Ruokonen nie był tam ustawiany w roli ofensywnego lidera tylko gracza od wykonywania konkretnych zadań, zwłaszcza defensywnych. Odpowiedzialnego za pressing, zabezpieczanie tercji środkowej i wspieranie zespołu w grze bez krążka.

Pierwsze licencje przyznane! Dwa silne kluby muszą uzupełnić dokumentacje

W TAURON Hokej Lidze trwa proces licencyjny. Znamy zespoły, które otrzymały prawo do gry w ekstralidze w sezonie 2026/2027.
Przypomnijmy, że każdy klub, który chce występować w THL, musi złożyć do władz spółki szereg dokumentów. Chodzi między innymi o oświadczenia w sprawie braku zobowiązań finansowych względem Polskiego Związku Hokeja na Lodzie oraz IIHF, a także zawodników oraz sędziów. Istotne jest także porozumienie z właścicielem obiektu, na którym dany zespół rozgrywa mecze.
Szefostwa drużyn muszą zaprezentować też stosowne potwierdzenia, że nie zalegają z opłatami do Urzędu Skarbowego i ZUS-u. Do tego dochodzi przesłanie aktualnego loga i listy osób pracujących w klubie. Do tego dochodzi porozumienie z klubem młodzieżowym oraz udowodnienie, że posiada się budżet na poziomie minimum minimum dwóch milionów złotych.
Te wymagania spełniły już GKS Tychy, GKS Katowice, JKH GKS Jastrzębie, KH Energa Toruń i Comarch Cracovia. Dziś każdy z nich otrzymał licencję.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Opór przed rozwojem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed trójmeczem wyjazdowym postanowiłem sobie określić liczbę punktów i swój stosunek do potencjalnej zdobyczy. Z góry przepraszam za przekleństwa. Ale jakoś musiałem stopniować. Mając w głowie naszą indolencję we wcześniejszych wyjazdach miałem więc w głowie coś takiego:

2 punkty – ch…owe k…a minimum
3 punkty – ch…owe minimum
4 punkty – minimum
5 punktów – dobrze
6 punktów – bardzo dobrze
7 punktów – kapitalnie
9 punktów – idealnie.

Już po pierwszym z tych trzech meczów cieszyłem się, że „ch…owe minimum” osiągnęliśmy, a do minimum brakuje jednego punktu. A do „dobrze” zaledwie dwóch remisów. Co było potem wszyscy wiemy. „Ch…owe minimum” ostatecznie zostało osiągnięte, ale patrząc z perspektywy, że już na początku, a potem nie pociągnęliśmy – frustracja jest tym większa.

Naprawdę niewiele zabrakło i niewiele trzeba było zrobić, żebyśmy po meczu z Górnikiem nie musieli już wracać do tych nieszczęsnych wyjazdów i odmieniania tego słowa – w negatywnym kontekście – przez wszystkie przypadki. Gdybyśmy wczoraj choćby zremisowali po średniej grze – można by było na ten moment uznać, że jako tako wszystko wróciło do normy – tu wygrana na wyjeździe, tu porażka, tu czasem remis wpadnie. Niestety to, co działo się zarówno tydzień temu w Gliwicach, jak i wczoraj w Lubinie każe myśleć, że kapitalne skądinąd zwycięstwo w Zabrzu było jakąś niesamowitą anomalią. Tym bardziej, jeśli spojrzymy na postawę Górnika w tym sezonie. I że to był wypadek przy pracy, tylko w pozytywną stronę.

Nie chce nawet myśleć, co by było, gdybyśmy przy Roosevelta przegrali, a przecież było tego bardzo blisko. Bilans sześciu porażek w siedmiu meczach wyjazdowych to katastrofa, ale siedem na siedem to już by była karykatura. Nawet outsiderzy nie mają takich bilansów. Na szczęście w Zabrzu wygraliśmy i ten wyłom w tragicznej wyjazdowej postawie jednak się pojawił.

Liczyliśmy jednak na to, że wygrana – i to w takich okolicznościach – da drużynie przełącznik na te wyjazdy, że w końcu siłą rozpędu zespół zacznie grać na innych stadionach niż Katowice. Tym bardziej, że przeciwników mieliśmy słabszych. Choć Piast się podnosi, to całkiem niedawno przegrywał 0:4 u siebie z Wieczystą w pewnym momencie meczu. Za to Zagłębie – toporne, beznamiętne i bezjajeczne, było tą ekipą, z którą drużyna mająca aspiracje powinna sobie w tym momencie sezonu poradzić. Albo przynajmniej nie przegrać. A już na pewno nie dać się tak kompletnie zdominować.

Naprawdę trudno mi uwierzyć, że na tle naszej drużyny, toporni na co dzień przeciwnicy, wyglądają jakby byli wirtuozami piłki. Wiadomo, że z tą wirtuozerią to lekka przesada, ale z tym, że wyglądali jak drużyna dobra i szybka już nie. Jak Miedziowi męczyli bułę czy kompromitowali się w Pucharze Polski, tak zorientowawszy się, że przyjechał „wyjazdowo najlepszy” GKS Katowice, nagle zaczęli być szybcy, dynamiczni, wygrywający pojedynki, mający pomysł na grę, atakujący i stwarzający sytuacje.

Choć to tak naprawdę tylko wrażenie. Zagłębie wcale nie zagrało wybitnego meczu. Solidny i dobry tak. Ale nic szczególnego.

Powtórzę taktykę naszych przeciwników i co tam trener mówi im w szatni. Brzmi to mniej więcej tak: „Wicie kurwa, chłopacy, kurwa rozumicie, naciście, biegajcie kurwa, uderzajcie ze łba i z bara, kurwa i oni się wtedy pogubią. A potem jak kurwa kurwa strzelicie, to oddajcie im balik, bo oni kurwa nie wiedzą, co z nim zrobić i przewracają się na chałce”.

Tak widzę odprawy przedmeczowe u naszych przeciwników.

Absolutnie niepojęte jest to, jak my  na wyjeździe zapominamy każdy aspekt gry w piłkę. Bo jak wspomniałem – wyniki to jedno. Można przegrać, można nawet przegrać 2-3 mecze z rzędu. Nieszczęśliwy splot okoliczności, jakiś kryzys, błąd sędziego, po prostu słabszy moment. Ale u nas to nie jest kryzys. To jest jakieś totalne odcięcie od umiejętności i mentalu. To jest tak systemowy problem, że właśnie jedno zwycięstwo w Zabrzu kompletnie nie zmienia tego obrazu.

I ostatecznie w defensywie jesteśmy ultrasłabi, a w ofensywie to my gramy toporny futbol. Pod przykrywką rozgrywania ataku pozycyjnego i specyficznej tiki taki, pierdyliarda podań wszerz boiska i kompletnego braku brania na siebie odpowiedzialności za podjęcie decyzji – o ostatnim podaniu, o pójściu jeden na jeden a wysokości pola karnego, o strzale. A jak już ktoś taką decyzję raz na jakiś czas podejmie, to jakość wykonania jest bardzo słaba.

Dobra, odwlekałem. Robię teraz krótką przerwę od pisania i oglądam skrót. Miejcie mnie w swojej opiece.

<ogląda skrót>

<idzie ochłonąć po obejrzeniu skrótu>

<z niechęcią wraca po godzinie do pisania>

Nie, po prostu nie dało się na to patrzeć. Jak już stworzyliśmy sobie najlepszą okazję, to Marcel zachował się absolutnie kuriozalnie – będąc w dobrej pozycji w polu karnym, taki rzut karny pod lekką presją, po prostu podał piłkę do bramkarza. Koszmar. Podobnie jak tracone bramki. W pierwszej sytuacji mieliśmy déjà vu z Gliwic. Czyli znów wysoko ustawiona obrona i prostopadłe podanie za plecy na skrzydło. Gdzie oczywiście nie było Wasyla, więc już byliśmy ugotowani, bo nasi obrońcy bardziej w centrum boiska nie byli w stanie nic zaradzić. Arek nie przeciął, Alan dał się wyprzedzić i mieliśmy bramkę.

Drugi gol to po pierwsze rozklepanie nas jak dzieci. Ale to jeszcze pół biedy – czasem przeciwnik zrobi na tyle dobrą akcję, że przechytrzy rywala, zdarza się. Natomiast tyle luzu, ile miał Kosidis w polu karnym w momencie, gdy dostawał podanie, to jest kolejny defensywny kryminał tego sezonu. Plus wisienka na torcie, czyli nasz kapitan, który chyba sam nie wie, co chciał w tej sytuacji zrobić. On się normalnie, najnormalniej w świecie położył się w tej akcji. Tak jakby chciał zniknąć, nie uczestniczyć w tym evencie. Nie doskok, nie blok, nawet nie markowanie czegokolwiek. On się po prostu położył na boisku. To już druga taka sytuacja, po uchyleniu się przy trzecim golu dla Piasta.

Fatalna też była sytuacja, w której jednym podaniem rywale dosłownie przeszyli całą naszą trójkę środkowych obrońców i Sypek wyszedł sam na sam.

I tutaj muszę trochę napisać o zawodnikach, bo ode mnie ze względu na jednak summa summarum fajny poprzedni sezon, puchary i całokształt ekstraklasy w wydaniu zespołu, mieli trochę parasola ochronnego. No i jak to mówią, bez osobistych wycieczek, bo ja lubię tych piłkarzy, ale wkurzają mnie niemiłosiernie czasem, no i ostatnio zawodzą. Więc panowie nie obrażajcie się, tylko po prostu… się ogarnijcie.

Zacznę od wspomnianego Arka. Nie chcę być złym prorokiem, ale to trochę wygląda tak, jakby ząb czasu trochę nadgryzł naszego kapitana. Chciałbym wierzyć, że w jego przypadku to jest tylko kryzys formy. Natomiast patrząc na postawę jednak naszej ikony tej nowej GieKSy, to w ostatnim czasie po prostu Arek Jędrych nie daje rady. Jest wolny, daje się wyprzedzać zawodnikom rywala, popełnia proste błędy, gdy piłka jest w jego pobliżu, gdy się broni, serce podchodzi do gardła. W niektórych meczach w dość prostych sytuacjach kilka razy grał na alibi (wybicie na aut), tak jakby sam dobrze wiedział, że piłka się go nie słucha. Źle się ustawia. Niestety – Arek jest w tym sezonie tak słaby jak znakomicie wykonuje rzuty karne. Ogólnie wszyscy wiemy, jak dużo dał GieKSie i jako szef na boisku – dokąd nas doprowadził. Jednak czas mija. I nie chodzi mi o to, żeby zawodnika teraz gdzieś totalnie odstawić. Jednak nie może być nietykalny, jeśli chodzi o pierwszy skład, tylko dlatego, że jest kapitanem i tak ważną postacią dla tego zespołu. Z tym tematem – piłkarsko i psychologicznie, jeśli chodzi o całą drużynę – sztab trenerski musi sobie poradzić.

Oczywiście to nie jest jedyny zawodnik, który zawodzi i absolutnie nie można z niego robić kozła ofiarnego. Bo zawala cała drużyna. Przede wszystkim boli to, że nie widać żadnego progresu, choćby w porównaniu z poprzednim sezonie. GieKSa utknęła w nie wiadomo czym, a niektórzy piłkarze wręcz zaliczyli regres.

Straszliwie zleciał z formą Marcin Wasielewski. Ten walczak, ten dzik, którego znamy z poprzednich sezonów, teraz gra tak beznamiętnie i nieefektywnie. Dodatkowo brakuje mu decyzyjności, woli – mimo że ma dobrą sytuację – gdzieś tam się obrócić i szukać Alana Czerwińskiego. O wygranych pojedynkach na boku możemy zapomnieć.

Mateusz Kowalczyk ogólnie dobrze, że wrócił do składu, lepiej go mieć niż nie mieć. Tragedii nie ma, ale to jednak nie jest to. W tej jego destrukcji i kreacji początku akcji nie ma błysku, o ile można mówić o błysku w destrukcji. Nie no – można jak najbardziej.

Borja Galan teraz jest kontuzjowany, ale przecież też totalnie zjechał z formą.

Eman Marković to mam wrażenie, że sobie krótkim fragmentem na wiosnę bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i sam nie wiem, jaki to jest zawodnik. Bo wtedy do czasu swojej eksplozji był ultraprzeciętny, a w tym sezonie jest bardzo słaby, nie licząc pojedynczych momentów.

Mateusz Wdowiak próbowany na wahadle też ostatecznie – jak to ktoś napisał – „przychodził jako rezerwowy Zagłębia i dalej wygląda jak rezerwowy Zagłębia”. Ja osobiście zawsze sobie dużo obiecuję, jak Mateusz wchodzi na boisko, ale na oczekiwaniach się kończy. Ciągle w niego wierzę i chciałbym go mimo wszystko zobaczyć więcej na boisku.

Marcela póki co ekstraklasa w GieKSie chyba jednak weryfikuje. Problem polega na tym, że gdy w GieKSie zaczynał, widzieliśmy zawodnika szybkiego, z potencjałem, z błyskiem, który jednak nie ma chłodnej głowy. Mieliśmy nadzieję, że jak tę głowę ustabilizuje, to będzie lepiej. Niestety teraz nawet tego potencjału nie widać. Również stał się toporny i bardzo słaby w swojej grze. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jego poziom.

Erik Jirka od czasu, kiedy przyszedł do GKS również kompletnie nic nie wnosi. Wiele sobie obiecywałem po tym transferze, pamiętając go z Piasta. Ostatecznie próbuje jakiś szum robić na skrzydle, ale efektu z tego nie ma żadnego.

Bartek Nowak niedawno w wywiadzie w Canal Plus mówił, że chce częściej uderzać na bramkę. I tutaj wychodzi paradoks, bo ja mam wrażenie, że jakby strzelał częściej, to byłby mniej samolubny. A tak wychodzi na to, że on po prostu uwielbia szukać tych swoich podań i choć pozornie jest to gra dla zespołu, to jest to jednak bardziej… egoistyczne. Bartek naprawdę, weź uderz czasem z tego dystansu czy z pola karnego i nie szukaj na siłę podania. Technikę masz to po prostu strzelaj, a nie kombinuj. Czekamy na Twoje gole, nie tylko asysty.

Choć i tak nawet w takim żenującym meczu całego zespołu Bartek potrafił ze dwa razy świetnie obsłużyć kolegów…

Dla mnie wielkim zawodem jest Bartosz Wolski. Zdania są podzielone, jedni mówią, że gra dobrze, inni że nie. Może nawet w statystykach i analizach liczbowych wychodziłoby, jakie to Bartek ma świetne parametry, że byłoby sto odbiorów, podań progresywnych i innych badziewi. Tyle, że jakoś tego nie widać na boisku. Zawodnik jest przezroczysty, nasz środek pola nie istnieje, poza beznamiętnym przekazywaniem sobie piłki w poprzek boiska.

I tak dalej, i tak dalej, można by jeszcze mówić o np. Pau Reście, Lukasie Klemenzu itd…

Do tego wiecznie kontuzjowany Adam Zrelak, Olek Paluszek dochodzący do siebie w nieskończoność, Damian Rasak, który wraca, wraca, ale wrócić nie może.

Aha, jeszcze bramkarz Gabriel Kobylak. Meczów nie zawala, ale też nie wybrania. Sam fakt, że o nim zapomniałem trochę też mówi, że mamy bramkarza póki co przezroczystego, choć w tym przypadku akurat nie powiedziałbym, że to wada. Ale nie jest też to zaleta.

Tak naprawdę jedynym piłkarzem, który zrobił widoczny progres jest Ilja Szkurin. I tu jest kolejny niesamowity paradoks. W poprzednim sezonie, gdy widzieliśmy tę waleczną GieKSę, biorącą odpowiedzialność za różne wydarzenia boiskowe, Ilja jawił się jako ten, który nie za bardzo chce wracać, walczyć, angażować się w tę intensywną grę.

A tu nagle nastąpiło odwrócenie. Ilja się tej GieKSiarskiej gry nauczył, a reszta wygląda, jakby zapomniała. I to teraz nasz napastnik wygląda na tego, który najbardziej odpowiedzialnie pracuje. Cofa się po piłkę, próbuje rozgrywać, notuje nawet skuteczne interwencje we własnym polu karnym. Walczy z przeciwnikami w pojedynkach. Tak, Ilja zaliczył duży progres. Nie jego winą jest to, że partnerzy nie potrafią mu dostarczyć dobrej piłki do wykończenia. Ale swoich bramek już w tym sezonie i tak trochę strzelił. Naprawdę to zawodnik, do którego mam najmniej pretensji, w zasadzie to nie mam żadnych. I to cieszy. Ilja, tak trzymaj.

Tym razem trener nie mówił naokoło o efektywności czy jej braku. Powiedział wprost, co zadecydowało i że nie jest dla niego akceptowalne tak dać się zdominować. Wiadomo, że jest to konferencja prasowa i i tak jest dość dyplomatyczny, ale przynajmniej nie słyszeliśmy, że było dobrze, skoro nie było. A było fatalnie.

Jedynie nie zgodziłbym się z trenerem z tym „niefortunnym” terminarzem na początku. To znaczy wiem, że odniósł się jedynie do proporcji meczów u siebie i na wyjeździe. Ale patrząc na samych przeciwników, to schody akurat dopiero się zaczną.

No bo sorry, ale póki co graliśmy w większości z drużynami słabymi lub przeciętnymi. Motor to za chwilę będzie się dramatycznie bronił przed spadkiem, Wisła Płock czy Radomiak mają swoje problemy i w wielkiej formie nie są, Piast gra w kratkę, Zagłębie – swój głównie remisowy antyfutbol (oprócz meczu z GKS). Jeszcze takimi badziewiakami jest Cracovia, z którą nie wyobrażam sobie nie wygrać. Cracovia bowiem jest chyba jeszcze słabsza niż Zagłębie, a trener Bartosz Grzelak… nie wiem co tam robi, bo Pasy wyglądają fatalnie od jego przyjścia.

No ale przecież przed nami starcia z Rakowem, który przecież chce się odbudować i w końcu wygrał pierwszy mecz, a już na Lechu wyglądał dobrze. Zagramy niedługo z Koroną, która świetnie się spisuje w tym sezonie. Będzie Widzew, który z nową miotłą w końcu będzie chciał zacząć coś grać w tej lidze. A przecież dopiero przed nami Jagiellonia, Lech, Legia. I na koniec roku Wisła, która kto wie, czy się nie rozpędzi, bo z Jagiellonią zagrała wybitnie. Jeśli my się nie ogarniemy, to mogą nastać ciężkie czasy.

I nie możemy liczyć na te mecze u siebie. Bo statystyka i zdrowy rozsądek mówi, że prędzej pogubimy jakieś punkty na własnym stadionie niż zaczniemy regularnie je zdobywać na wyjazdach. Z prostej przyczyny – łatwiej utracić coś, co trzyma się wielkim wysiłkiem niż nagle wskoczyć na swoje wyżyny.

Czasem robimy dobrą minę do złej gry, chcemy wierzyć, że porażki czegoś będą uczyć, że wpłyną na rozwój. Rzadziej tak się wydarza, częściej jednak wnioski nie są wyciągane. Nie tylko w piłce, ale i w życiu. Taki jest świat. Dlatego też zawsze wierzę, że na przykład taka wygrana z Górnikiem będzie przełamaniem. A potem przychodzą takie „spektakle” jak z Piastem i Zagłębiem.

Jedyną moją nadzieją, której akurat się trzymam, to fakt, że w szerszym kontekście trener Górak i piłkarze z podobnych tarapatów kilkukrotnie już wyszli i potem było świetnie. Więc tu nawet nie chodzi o to, że nie mam optymizmu, bo ten u mnie nie słabnie. Ale pojawia się – myślę uzasadniona – niecierpliwość i frustracja, że po raz kolejny musimy się z czegoś wygrzebywać.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Igrzyska Myśliwca z katowicką obroną

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Czasem trzeba – jak to się mówi – przespać się po danym meczu. Po to, żeby podejść do niego bardziej spokojnie, znaleźć jakieś pozytywy i ogólnie nie popaść w zły nastrój. Nie pykło. Tym razem patrząc już z lekkiego dystansu, czyli sobotniego poranka, mam obraz gorszy niż bezpośrednio po meczu. Powiedzmy sobie wprost – to było fatalne spotkanie naszego zespołu.

Nie mam tym razem irytacji, tak jak po meczu z Motorem. Może z powodu dyspozycji dnia. Ale nie zespołu, tylko mojej. Ot, GieKSa pokazała swoją specyfikę od tej złej strony, ale nie jest to nic nowego, znamy to doskonale. Tym razem wyszło na minus.

To co jest niestety specyfiką tej drużyny i co (póki co) nie pozwala jej wejść na stałe do czołówki ligi to jej kompletna losowość. Abstrahując oczywiście od tej różnicy u siebie i na wyjeździe. Ale zasadniczo wygląda to tak, że co nam danego dnia wylosuje maszyna losująca, tak będzie wyglądał mecz w naszym wykonaniu. Nie ma czegoś takiego, że przed meczem ze stosunkowo dużym prawdopodobieństwem jesteśmy w stanie stwierdzić, że GieKSa zagra dobre solidne spotkanie, będzie lepsza od rywala albo przynajmniej równa, a wynik – choć to suma wielu wypadkowych – również z pewnym prawdopodobieństwem będzie korzystny. Nie. W przypadku GKS mamy wręcz orła i reszkę – jak wypadnie jedno to mamy ekipę walczącą, kapitalnie grającą w piłkę, stwarzającą zagrożenie. Jeśli drugie – drużynę bezradną i… grającą w obronie w tak kuriozalny sposób jak wczoraj. Ale jest to sposób znany. Także z tego sezonu. Jak zawieje – tak zagramy.

Zanim przejdę do obrony (dla porządku, chodzi o obronną grę całego zespołu), słówko o innych aspektach. Zapytałem trenera na konferencji o wyciąganie wniosków z rywalizacji z Piastem, przede wszystkim z jesieni z poprzedniego sezonu. Bo miałem małe déjà vu z tego meczu, gdy chyba dopiero w swoim drugim starciu jako trener Piasta przyjechał na Nową Bukową Daniel Myśliwiec. Wtedy używałem takiej metafory, że piłkarze Piasta „pobili” naszych zawodników. Bo już wtedy zameldowali się bardzo szybko w kościach naszych zawodników, którzy nie byli na to przygotowani. I goście wtedy zdominowali ten mecz fizycznością i agresją, do tego strzelili w krótkim czasie dwie bramki i było po meczu. I wczoraj mieliśmy podobny vibe Piasta, przy czym tym razem z dyscyplin olimpijskich trener Myśliwiec nie postawił na boks, tylko na sprint. Nie wiem, jakim cudem przekonał swoich piłkarzy, zwłaszcza tych zagranicznych, jaka jest waga meczu z GieKSą, ale grali oni, jakby nałykali się szaleju. Byli dzicy, z pianą na ustach, walczyli, jakby to była wojna, a nie mecz piłkarski. Tak jak mówię – tym razem objawiało się to w szybkości, pokazywaniu się na pozycję i niesamowitym parciu do przodu. Utrzymywali przy tym naprawdę dyscyplinę taktyczną, to nie były ataki chaotyczne. W tym kontekście trafiliśmy na przeciwnika niesamowicie dobrze dysponowanego.

Trener mówił po meczu, że w drugiej połowie to GKS przejął inicjatywę. No jasne, ale przecież Piast prowadził już 2:0, więc to turbodoładowanie nie było już im do niczego potrzebne. Poza tym bądźmy konsekwentni – bo narracja jest taka, że gdy my się cofamy do niskiej obrony, to jest to przemyślana taktyka, a jeśli przeciwnik – to znaczy, że ich zdominowaliśmy i rywal miał kłopoty…

No nie. Piast intencjonalnie oddał nam piłkę, może nie do końca dla siebie w sposób idealny, na co zwracał uwagę trener rywali. Ale gospodarze bardzo umiejętnie się bronili i GKS choć stworzył sobie ostatecznie dość sporo sytuacji, to trudno powiedzieć, żeby któraś z nich naprawdę była wielką szansą na zdobycie gola. Wydaje mi się, że najlepszą miał Mateusz Wdowiak w pierwszej połowie, ale i tak jednak musiał uderzać z takiej krótkiej nogi. Owszem – powinien to trafić, ale sytuacja idealna nie była. Mateusz Kowalczyk z szesnastu metrów – to też powinno zakończyć się dużo lepszym uderzeniem (znaczy nie wprost w bramkarza). Sytuacja Marcina Wasielewskiego po kapitalnym podaniu Nowaka była trudna, bo nasz zawodnik uderzał już będąc bardzo blisko bramkarza, szanse powodzenia były minimalne. Ilja po podaniu Bartka strzelał bardzo efektownie i był blisko, ale była to trudna sytuacja.

Poza tym nasze sytuacje były słabe, podwójne uderzenie Bartka nie miało też większych szans.

Jeśli chcemy porównać – naprawdę dobre szanse to miała Wisła Płock w Katowicach. Mimo, że przegrała 0:5, na początku meczu, kiedy ratował nas Ilja, a potem w drugiej połowie, gdy sam na sam wyszedł Hamulić. To są prawdziwe groźne sytuacje, a nie te, które my stworzyliśmy w Gliwicach.

Daniel Myśliwiec jak nikt inny widać zna atuty i słabości GieKSy. Nikt w tej lidze nie potrafi nas zneutralizować w taki sposób. I najwidoczniej trener wygrał ten mecz już przed meczem. Wiedział jaką taktykę przyjąć i jak nastawić swoich zawodników. I to wystarczyło. Plus dodajmy pewien aspekt układu gwiazd. Oprócz tego, że Piast był lepszy zarówno w obronie i w ataku, to trzeba powiedzieć, że absolutnie wszystko im wychodziło, a nam absolutnie nic. Takie mecze też się zdarzają.

Przede wszystkim trenerzy rywali wiedzą (i my niestety też), że gdy się nasz zespół naciśnie, to gubimy się niemożebnie. Recepta na GieKSę – wprowadzić trochę szybkości i chaosu w naszych szeregach, to prawdopodobieństwo zdobycia bramki znacząco wzrasta. Co lepsza (a nawet i nie) drużyna z tego korzysta. Na naszym tle zadziwiająco często drużyny przeciwników wyglądają na rozpędzone i grające mecz sezonu…

No ale wracając do tej defensywy. Problem mamy wielki i to nie jest tylko kwestia tylko tego sezonu. Na ten moment mamy rozegranych 10 meczów i 15 straconych bramek. To daje średnią 1,5 traconej bramki na mecz – taka sama średnia wychodzi zarówno w lidze, jak i czterech meczach pucharowych. Mamy w dziesięciu meczach tego sezony zaledwie jedno czyste konto, a w ostatnich osiemnastu spotkaniach – tylko dwukrotnie nie straciliśmy bramki.

Ale tu nie chodzi nawet o samą liczbę, bo choć jest ona spora, to nie jest jeszcze jakaś totalnie dramatyczna. Ale dramatyczny jest sposób, w jaki te bramki tracimy. I w jakich momentach czy odstępach. Patrząc na ten sezon. I rozpoczynając od meczu w Żylinie. Mieliśmy kilka fatalnych zachowań w pierwszej połowie, bramek nie traciliśmy, ale gubiliśmy się wtedy strasznie, podając do przeciwników. Natomiast z pola karnego wybić piłki nie umieliśmy i był rzut karny. Na Wiśle dwie bramki stracone w trzy minuty, a mogły być trzy w pięć czy sześć minut, ale trzecia nie została uznana. Z Radomiakiem podajemy w polu karnym prosto na nogę przeciwnika. Hapoel – wiadomo przedziwny przerzut Borjy, a potem strata Arka. W rewanżu z drużyną z Tel Awiwu jakieś uchylanie się od główek i rywal wychodzi sam na sam. Z Górnikiem w 80 sekund tracimy dwa gole. No i jedna z wisienek na torcie – mecz z Piastem.

Choć déjà vu to miałem też z Miszkolcem…

Trudno zrozumieć, co tu się wczoraj wydarzyło. To że rywale przeprowadzili kontrę to jedno. Ale jak jeden Sanca może się zatrzymać na szesnastym metrze, przekładać sobie nogę nad piłką, a nasi zawodnicy dosłownie jak tyczki – nieruchomo powbijani w ziemię. To się absolutnie nie ma prawa wydarzyć, a nawet jeśli stoją – to niech przynajmniej zasłonią bramkę. Drugi gol to zupełnie bierne zachowanie naszych zawodników – ponownie powbijanych w ziemię – i przeciwnik zza pleców trzech GieKSiarzy wbiega i bez problemu strzela bramkę. I powiem tak – do obejrzenia skrótu myślałem, że trzeci gol to po prostu czyste stadiony świata. Ale jak zobaczyłem, jak nasz kapitan uchyla się niemal do ziemi, odsłaniając tym samym drogę piłce do bramki, to sam klęknąłem. Przecież jakby Arek został spionizowany, to piłka by trafiła dokładnie w niego.

A co do tej drugiej bramki jeszcze – to przecież dosłownie dwie akcję poprzedzające – w ciągu 2-3 minut – to były wyjścia Piasta sam na sam lub niemal sam na sam – raz był spalony, a za drugim razem rzut rożny, po którym padł gol. Podania na skrzydła, takie na dobieg, nokautowały nas w tym meczu.

I tak jak trener mówi, efektywność w obronie i ataku była po stronie Piasta. Raz, że Piast był lepszy, ale dwa – że my byliśmy po prostu bardzo słabi. Nie tylko w obronie i nie tylko w wykończeniu. My sobie nie wykreowaliśmy sytuacji tak groźnych, żeby mieć większe szanse na gola. A czasu na to mieliśmy w drugiej połowie mnóstwo, kiedy Piast oddał nam piłkę.

Cóż, zdarzyło się. Dużo gorzkich słów tu padło i w węższym, ale przede wszystkim szerszym aspekcie, trzeba coś z tą grą obronną zrobić, bo tak naprawdę mamy z nią problem od samego awansu do ekstraklasy. Bywały krótkie serie – kilku meczów – kiedy nasi piłkarze wznosili się na wyżyny, notowali czyste konta, potrafili nawet 2-3 mecze z rzędu zagrać bardzo dobrze w defensywie. Ale potem znów przychodziły, kiksy, babole i niezrozumiałe zachowania. Znaczy kiksy… Co do kiksów to ja nawet nie mam pretensji. Na przykład do takiej bramki samobójczej Arka w Łodzi w Pucharze Polski. Tam to był czysty pech, coś co po prostu się zdarza. Ale jak widzę irracjonalne zachowania zawodników, to to jest już powód – czasem do wkurzenia, czasem niepokoju.

Jeśli ta drużyna chce się rozwijać, to musi poprawić defensywę. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że Bartek Nowak da ciasteczka, a Ilja Szkurin będzie miał dzień konia. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że strzelimy więcej bramek od przeciwnika, który nam strzela. My mamy umieć przepchnąć kolanem mecz, w którym nam się ofensywa nie układa, mamy mało sytuacji lub jesteśmy nieskuteczni – ale pakujemy tę jedną bramkę i wygrywamy, bo obrona spisała się na medal i nie dopuściła do utraty gola.

Nie jesteśmy drużyną idealną. Naprawdę, gdyby nie te aspekty, o których wspomniałem, bylibyśmy w czołówce ligi i pewnie bili się o mistrzostwo. Ale mamy swoje mankamenty i jesteśmy w takim miejscu jak jesteśmy. Nadal bardzo dobrym miejscu. Ale musimy się rozwijać.

Za tydzień ostatni z trzech meczów wyjazdowych – Lubin. Jeśli tam zapunktujemy za jeden – będzie można powiedzieć, że minimum w tym trójmeczu osiągnęliśmy. Jeśli wygramy – to będzie bardzo dobry wyjazdowy wynik. Nie ma co więc płakać nad rozlanym mlekiem, a tak jak powiedziałem – docenić też bardzo należy drużynę Piasta.

Na koniec powiem, że po meczu dziennikarz Łukasz Pawlik powiedział, że jakby kiedyś zakończył pracę w GKS trener Górak, to to byłby godny następca. Zgadzam się w stu procentach. Nie wiem, co ten szkoleniowiec w sobie ma, ale widać, że ma warsztat, gdziekolwiek nie jest to ma wyniki, potrafi z niczego zrobić coś. Do tego jest skromny, trochę cichy, a jednocześnie widać, że ma ten błysk w oku. Wydaje mi się, że to całkiem spoko człowiek, który jednocześnie swoje przeszedł, zarówno w sporcie, jak i poza nim.

Ale to teoretyczne rozważanie. Teraz trwa projekt firmowany przez Rafała Góraka i niech trwa jak najdłużej, po przysparza nam on masę radości, a GieKSa jest w tym pięknym miejscu. Tak więc dalej pracujmy nad budowaniem wielkiej GieKSy, jak trzeba to poklepmy się po plecach, a jak trzeba to solidnie opie…olmy. Ale tylko po to, by iść do przodu.

Z niecierpliwością czekamy na Lubin!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga