Hokej Klub Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Bartosz Nowak kolekcjonuje trofea
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.
W ostatnią środę, na gali „Złote Buki” w Pałacu Młodzieży, wyróżniono sportowców GieKSy za 2025 rok.
Drużyna żeńska wygrała 2:0 ze Ślęzą Wrocław w 1/8 Pucharu Polski. W sobotę 28 lutego rozpoczniemy rundę wiosenną Ekstraligi – zagramy na Bukowej ze Stomilankami Olsztyn. Julia Langosz otrzymała powołanie do reprezentacji Polski WU-19. Piłkarze zremisowali z Legią Warszawa 1:1 (1:1). Nie milkną echa faulu na Bartoszu Nowaku i czerwonej kartki. jaką powinien otrzymać zawodnik Legii. Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Następny mecz zagramy w niedzielę (22 lutego) o 12:15 z Arką w Gdyni. W sobotę piłkarze przegrali 1:4 sparing z Podbeskidziem. Do drużyny dołączył Damian Rasak.
W ostatnim meczu ligowym siatkarze przegrali na wyjeździe ze Spartą Grodzisk Mazowiecki 2:3. Kolejne spotkanie rozegramy na wyjeździe 21 lutego o 17:00 z BBTS-em Bielsko-Biała. Drużyna w dalszym ciągu prowadzi w tabeli PLS 1. Lidze.
Hokeiści w ubiegłym tygodniu rozegrali dwa zwycięskie spotkania: z JKH GKS-em Jastrzębie (2:1) oraz z KH Energą Toruń (4:0). W tym tygodniu zagramy dwa razy – w piątek (20 lutego, w Satelicie) o 18:00 z Polonią Bytom oraz w niedzielę (22 lutego, w Krakowie) o 17:00 z Cracovią. Do zespołu dołączył Lauri Huhdanpää.
KLUB
dziennikzachodni.pl – Złote Buki 2025. Kibice GKS Katowice wybrali zwycięzców. Bartosz Nowak kolekcjonuje trofea
W katowickim Pałacu Młodzieży wręczono tradycyjne coroczne wyróżnienia GKS-u Katowice. To już 18. edycja plebiscytu, w którym decydujący głos należy do kibiców.
już 18. edycja plebiscytu GKS Katowice. W środę w Pałacu Młodzieży wręczono laury dla najlepszych sportowców i najważniejszego wydarzenia za rok 2025.
W kategorii Piłkarz Roku kibice wybierali z trójki Arkadiusz Jędrych, Mateusz Kowalczyk, Bartosz Nowak. Triumfował ten ostatni, który minione miesiące ma znakomite. 32-letni pomocnik, który zdobył w tym sezonie sześć goli i dorzucił siedem asyst (najlepszy wynik w Ekstraklasie) został wcześniej także Ligowcem Roku Tygodnika „Piłka Nożna”.
– Jak się strzela gole to się o piłkarzu mówi, ale na bramki pracuje cały zespół, od linii obrony. Jestem zaszczycony, że znalazłem się w takim gronie, Arek to przecież już legenda GieKSy, a Mateusz też odgrywa bardzo ważną rolę – mówił ze sceny zawodnik.
Wśród piłkarek kibice przyznali trofeum Kindze Seweryn, która pokonała Klaudię Maciążkę i Aleksandrę Nieciąg.
– Czy jestem zaskoczona? Nie… – ze śmiechem stwierdziła bramkarka GieKSy, która zadebiutowała też w reprezentacji Polski.
Siatkarzem Roku został Bartłomiej Krulicki (nominowani byli także Grzegorz Pająk i Michał Superlak), a Hokeistą Jean Dupuy (na liście znaleźli się także Stephen Anderson i Mateusz Michalski). Kanadyjczyk popisał się znajomością kilku zwrotów po polsku i ujawnił jako fan amerykańskiego Super Bowl.
Za Wydarzenie Roku kibice GieKSy uznali otwarcie Areny Katowice, które pozostawiło w pokonanym polu mistrzostwo Polski piłkarek oraz wicemistrzostwo hokeistów. W czasie akcji charytatywnej poinformowano, że mecze piłkarzy w 2025 roku – początek miał miejsce na „starej” Bukowej – zobaczyło 117.484 kibiców.
PIŁKA NOŻNA
tylkokobiecyfutbol.pl – Mur pękł dopiero przed końcem! GieKSa przełamuje lody i gra dalej!
To był mecz na wyniszczenie w mroźnej scenerii. Przez 85 minut piłkarki Ślęzy Wrocław, a w szczególności ich bramkarka, skutecznie odpierały ataki faworyzowanego GKS-u Katowice w 1/8 finału Orlen Pucharu Polski. Ostatecznie jednak defensywa gospodyń skapitulowała w samej końcówce, a katowiczanki uniknęły dogrywki na mrozie.
Sobotni wieczór, 14 lutego, przywitał zawodniczki we Wrocławiu trudnymi warunkami atmosferycznymi. Przy temperaturze około -2 °C, piłkarki GKS-u Katowice od pierwszych minut starały się narzucić swój styl gry niżej notowanej Ślęzie. Pierwsza połowa toczyła się pod dyktando przyjezdnych, jednak optyczna przewaga długo nie przekładała się na wynik.
Główną przeszkodą dla katowiczanek okazała się Anna Kowalik – bramkarka gospodyń – która znakomicie spisywała się między słupkami. Już w 17. minucie obroniła groźne uderzenie Julii Włodarczyk, a 31. minuta to kolejna bardzo dobra interwencja. Mimo ogromnej przewagi GieKSy do przerwy wynik pozostawał bezbramkowy.
W drugiej połowie ataki GKS-u wyglądały podobnie, a Ślęza nadal desperacko się broniła. Katowiczankom brakowało precyzji lub szczęścia – przykładem była sytuacja, w której Patricia Hmirova uderzyła z wolnego, lecz piłka trafiła w poprzeczkę.
Napór GKS-u nie słabł. W 72. minucie bliska szczęścia była Katerina Vojtkova, ale ponownie świetną interwencją popisała się Kowalik, utrzymując Ślęzę w grze o awans.
Gdy wydawało się, że kibice zobaczą dogrywkę, nastąpiło przełamanie. W 85. minucie defensywa Ślęzy w końcu «pękła» – po dynamicznej akcji piłkę z bliskiej odległości do bramki skierowała Nicola Brzęczek.
Zaledwie cztery minuty później – w 89. minucie – wynik spotkania na 0:2 ustaliła Klaudia Maciążka, precyzyjnie uderzając z ostrego kąta, co definitywnie przypieczętowało awans GKS-u Katowice do kolejnej rundy.
pzpn.pl – [WU-19] Powołania na towarzyski dwumecz z Włoszkami
Selekcjoner Marcin Kasprowicz ogłosił listę zawodniczek powołanych do reprezentacji Polski U-19 kobiet (górny rocznik 2007) na towarzyski dwumecz z Włoszkami. Przygotowujące się do kwietniowych kwalifikacji do mistrzostw Europy biało-czerwone zmierzą się z Italią we Florencji 4 marca (g. 14:30) i 7 marca (g. 11:00).
Lista powołanych zawodniczek: Nina Abe (Pogoń Dekpol Tczew), Martyna Bartczak (UKS SMS Łódź), Krystyna Flis (FC Basel), Kinga Klimczak (AP Orlen Gdańsk), Julia Langosz (GKS Katowice), Oliwia Łapińska (KKS Czarni Antrans Sosnowiec), Julia Ostrowska (GKS Górnik Łęczna), Zofia Pągowska (UKS SMS Łódź), Magda Piekarska (AS Roma), Anna Potrykus (UKS SMS Łódź), Julia Przybył (Lech UAM Poznań), Emilia Sobierajska (KKS Czarni Antrans Sosnowiec), Lena Świrska (Pogoń Szczecin), Hanna Wieczerzak (WKS Śląsk Wrocław), Julia Woźniak (Sporting CP), Kinga Wyrwas (WKS Śląsk Wrocław), Oliwia Zgoda (BTS Rekord Bielsko-Biała), Maja Zielińska (VfL Wolfsburg), Oliwia Związek (Lech UAM Poznań).
bielsko.biala.pl – Wysokie zwycięstwo Podbeskidzia w próbie generalnej. GKS Katowice rozbity przy Bukowej
Podbeskidzie wygrywa w ostatnim sparingu przed startem rundy wiosennej z GKS-em Katowice, aplikując drużynie ekstraklasy aż cztery bramki. Wbrew pozorom Rafał Górak przeciwko drugoligowcowi nie wystawił całkowicie rezerwowego składu.
W drużynie GKS-u wystąpili piłkarze, którzy zagrała w mniejszym wymiarze z Legią Warszawa. Na murawie pojawili się Ilia Shkuryn, Damian Rasak, Erik Jirka, Konrad Gruszkowski, Eman Marković czy Adrian Błąd.
Podbeskidzie od pierwszego gwizdka „usiadło” na rywalu pressingiem, nie pozwalając faworytom na złapanie oddechu. Strzelanie zaczęło się już po kwadransie. Krzysztof Kolanko najwyraźniej polubił rajdy do środka boiska i niemal skopiował swój wyczyn z meczu ze Stalą Stalowa Wola strzelając gola po ziemi. Kwadrans później podwyższył Wojciech Słomka, który strzałem przy słupku trafił do siatki.
Po przerwie piłkarze Marcina Włodarskiego potrzebowali zaledwie 120 sekund, by zamknąć mecz. Najpierw Oskar Tomczyk wzorowo zamknął centrę Kolanki, a chwilę później kibice Dalibor Takac podszedł do rzutu wolnego i uderzył tak, że bramkarzowi GKS-u pozostało jedynie odprowadzić piłkę wzrokiem.
Gospodarze odpowiedzieli dopiero w końcówce, i to po prezencie od debiutanta. Kamil Sochań niefortunnie zagrał ręką w polu karnym, a do piłki podszedł Adrian Błąd i pewnie zamienił „jedenastkę” na gola.
weszlo.com – Ekspert nie ma wątpliwości. Piłkarz Legii powinien wylecieć z boiska!
Po meczu GKS-u Katowice z Legią Warszawa sporo emocji wzbudziły kontrowersyjne decyzje sędziego Damiana Sylwestrzaka. Zdecydowanie najbardziej niezrozumiałym zachowaniem arbitra był brak pokazania Radovanowi Pankovowi czerwonej kartki za brutalne wejście w nogi Bartosza Nowaka. Ekspert nie ma wątpliwości, że brak wykluczenia Serba trzeba uznać za wielki błąd.
Na łamach TVP Sport do kontrowersji z meczu na stadionie przy Nowej Bukowej odniósł się ekspert od pracy sędziów, Rafał Rostkowski. Jego zdaniem czerwona kartka dla Pankova była ewidentna. Zachowanie Damiana Sylwestrzaka było o tyle dziwne, że został on przez Tomasza Musiała wezwany do monitora, jednak i tak swojej pierwotnej decyzji nie zmienił, co zdarza się niezwykle rzadko.
[…] Rafał Rostkowski jest przekonany, że to był wielki błąd sędziego, że Pankov nie został wyrzucony z boiska.
– Musiał uznał, że faul Pankova trzeba rozpatrywać jako poważny rażący na czerwoną kartkę. Wezwał Sylwestrzaka do monitora, pokazał mu powtórki, czyli umożliwił zmianę decyzji, ale… arbiter utrzymał swoją decyzję w mocy. To jeden z najgorszych błędów sędziowskich w tym sezonie.
Ekspert od sędziowania dodał: – Co skłoniło Sylwestrzaka do utrzymania żółtej kartki w mocy? Trudno stwierdzić. Pankov nie zgiął nogi w kolanie dla złagodzenia skutków zderzenia, lecz jego noga zgięła się pod wpływem oporu materii – pod wpływem zderzenia korków z kością piszczelową Nowaka. Na powtórkach wideo nie widać żadnych istotnych okoliczności łagodzących dla Pankova. W 100 sytuacjach na 100 za takie faule piłkarze powinni być wykluczani z gry – bez względu na minutę meczu, bez względu na wynik, bez względu na klasę rozgrywek. Pal licho, że arbiter pomylił się oceniając sytuację „gołym okiem”. Gorzej, że swojego błędu nie naprawił, choć mógł, miał możliwość i powinien.
tranfsery.info – Damian Rasak wrócił do Ekstraklasy. Wzięło z zaskoczenia
Damian Rasak ponownie zagra w Ekstraklasie. Niespodziewany transfer z udziałem defensywnego pomocnika ogłosił GKS Katowice. 30-latek do zespołu Rafała Góraka przeniósł się z węgierskiego Újpestu na zasadzie wypożyczenia do końca 2026 roku.
Od ponad roku Damian Rasak reprezentował barwy węgierskiego Újpestu, do którego trafił w połowie poprzedniego sezonu z Górnika Zabrze. Wedle doniesień kwota transferu z jego udziałem opiewała na 300 tysięcy euro.
Przez ten czas defensywny pomocnik w zagranicznym zespole cieszył się regularnym miejscem w wyjściowym składzie i zdołał rozegrać łącznie 37 spotkań, w których zdobył bramkę oraz zaliczył asystę.
Nic tak naprawdę nie zwiastowało odejścia 30-latka z Újpestu w zimowym oknie transferowym, ale jednak. Jak się okazało w środowy wieczór, Rasak lada moment ponownie będzie mógł zagrać na boiskach Ekstraklasy.
Zaskakujący transfer z udziałem byłego piłkarza Górnika zaprezentował GKS Katowice. Były młodzieżowy reprezentant Polski wzmocnił drużynę dowodzoną przez Rafała Góraka na zasadzie wypożyczenia, które potrwa do końca 2026 roku.
Tym oto sposobem Rasak wraca do krajowej elity, gdzie łącznie zanotował 215 występów, strzelił czternaście goli i zaliczył tyle samo asyst. Powyższy dorobek uzbierał w barwach wspomnianego już Górnika oraz Wisły Płock.
Wydaje się, że będzie to naprawdę solidne wzmocnienie środka pola walczącej o utrzymanie drużyny z Katowic. W tym momencie znajdziemy ją na jedenastym miejscu w tabeli Ekstraklasy, a najbliższy piątek przyniesie jej domowe starcie z Legią Warszawa.
SIATKÓWKA
siatka.org – Lodowaty prysznic w Grodzisku Mazowieckim! Lider daleki od ideału…
Takiego scenariusza nikt się nie spodziewał. Na początek 23. rundy I ligi siatkarzy GKS Katowice poległ na terenie beniaminka. Mimo prowadzenia 2:0 liderom nie udało się dociągnąć meczu do końca, przegrywając 2:3 z KS-em Spartą Grodzisk Mazowiecki. Najlepszym graczem spotkania wybrano Mateusza Piotrowskiego.
23. kolejka na zapleczu miała sprzyjać frontmenom. Łatwe granie miało czekać na siatkarzy GKS-u Katowice, którzy są głównymi kandydatami do szybkiego powrotu do PlusLigi. Sport jednak bywa przewrotny, nie wybaczając bagatelizowania przeciwnika. Znajdujący się w strefie beniaminek z Grodziska Mazowieckiego postawił się gościom, triumfując u siebie 3:2. Po raz kolejny sprawdziło się też powiedzenie – nie wygrasz 3:0, to przegrasz 2:3.
Początek spotkania należał do pewnych siebie gości. Maksa dawał z siebie Damian Hudzik, a po dwóch asach Damiana Domagały było już 11:6 dla GieKSy. Sytuację próbował ratować Bartosz Stępień. Nic to jednak nie dało, a asem popisał się jeszcze Gonzalo Quiroga – 16:11. Blokiem powalczył jeszcze Maciej Stępień, ale za moment było już po secie, a z prowadzenia 1:0 cieszyła się ekipa z Katowic – 25:21.
Druga partia miała całkiem podobny przebieg, choć po bloku Bartosza Michalaka na prowadzeniu znalazła się Sparta – 3:1. Za sprawą Krzysztofa Gibka za moment był już remis po 4. Blokiem postraszył Bartosz Stępień, parę oczek dołożył Mateusz Piotrowski, lecz po asie Domagały zespół gości zaczął odskakiwać. Dryżyna gospodarzy parokrotnie doprowadzała do remisu. Blokiem zapunktował m.in. Gregorowicz. W samej końcówce nic to jednak nie dało. Nie do zatrzymania był Damian Domagała i za moment zrobiło się już 2:0 dla gości – 25:21.
Jak się później okazało… był to moment zwrotny. Pewni siebie przyjezdni nieco spuścili z tonu, przesypiając kluczowe akcje. Rozpędzać zaczął się z kolei beniaminek. Po bloku Michała Gregorowicza zrobiło się 7:5 dla gospodarzy. Blokiem postraszył też Bartosz Stępień, a cenne oczka dokładał Jakub Buczek – 13:9. Bezkonkurencyjny był natomiast Mateusz Piotrowski, który w pojedynkę zdobył 7 punktów. Wszystko to sprawiło, że gospodarze zaczęli odrabiać zaległości, przełamując faworytów – 25:21.
Siatkarskim widowiskiem okazała się czwarta partia grana na przewagi. Lepiej w seta udało się wejść graczom z Katowic – 5:3. Później rywale postraszyli jeszcze blokiem, a po wymianie dla Bartosza Schmidta zaczęło się robić niebezpiecznie – 9:6. Choć przez większość czasu ekipa gości wiodła prym – 14:11, 19:16, to w końcówce nie było już tak kolorowo. Dwoił się i troił duet Mateusz Piotrowski i Bartosz Stępień, co ponownie przyniosło gospodarzom przełamanie i remis w meczu 2:2 – 28:26. Tie-break to już siatkarska loteria. Tym razem szczęście dopisało KS Sparcie Grodzisk Mazowiecki, a beniaminek dopisał na konto 2 bezcenne oczka. Całość atakiem domknął natomiast Bartosz Stępień – 15:10.
KS Sparta Grodzisk Mazowiecki – GKS Katowice 3:2 (21:25, 21:25, 25:21, 28:26, 15:10)
HOKEJ
hokej.net – „GieKSa” odwraca losy meczu! Wronka z decydującą bramką
W 42. kolejce TAURON Hokej Ligi GKS Katowice podjął na własnym lodowisku ekipę JKH GKS Jastrzębie. Wynik spotkania szybko otworzyli goście, którzy za sprawą skutecznej gry obronnej długo utrzymywali jednobramkowe prowadzenie. Ogromne emocje w trzeciej tercji zapewnił Zack Hoffman, który zdobył bramkę wyrównującą. Po wyrównanym spotkaniu triumfowała drużyna gospodarzy, a zwycięską bramkę zdobył Patryk Wronka.
Spotkanie pomiędzy GKS-em Katowice a JKH GKS Jastrzębie dostarczyło kibicom wielu emocji, walki i sytuacji bramkowych aż do ostatnich minut. Choć to goście jako pierwsi trafili do siatki, ostatecznie górą byli katowiczanie, którzy cierpliwie budowali przewagę i rozstrzygnęli mecz w trzeciej tercji.
Pierwsza tercja była wyrównana, z dużą liczbą strzałów po obu stronach i świetną postawą bramkarzy. W 3. minucie Jastrzębie objęło prowadzenie po skutecznej kontrze zakończonej przez Bērzinša. Gospodarze starali się szybko odpowiedzieć, jednak fiński bramkarz gości Karolus Kaarlehto skutecznie powstrzymywał ataki GKS-u.
W drugiej odsłonie katowiczanie podkręcili tempo gry i częściej przebywali w tercji ofensywnej. Ich wysiłki przyniosły efekt w 39. minucie, gdy Zack Hoffman zdecydował się na strzał spod niebieskiej linii, doprowadzając do wyrównania. Wcześniej obie drużyny miały swoje okazje, ale znów kluczową rolę odgrywali bramkarze, którzy byli dzisiaj w wybitnej dyspozycji.
Dyspozycja obu bramkarzy wskazywała, że mogliśmy niecierpliwie wyczekiwać kolejnej dogrywki z udziałem GieKSy, jednak sprawy w swoje ręce wzięła druga formacja gospodarzy. W 54. minucie Stephen Anderson idealnie w tempo dograł do Patryka Wronki, który precyzyjnym strzałem dał gospodarzom prowadzenie, którego nie oddali do końca spotkania. W końcówce goście próbowali jeszcze doprowadzić do remisu, jednak świetnie spisywał się Jesper Eliasson.
Gospodarze bez energii. Kanadyjczyk bohaterem GieKSy
W 43. kolejce TAURON Hokej Ligi hokeiści KH Energi znów zawiedli. Na własnej tafli przegrali z GKS-em Katowice 0:4, nie znajdując sposobu na dobrze dysponowanego Jespera Eliassona. Katowiczanie byli skuteczni, a bohaterem GieKSy został Stephen Anderson, autor trzech bramek.
W Toruniu od pierwszych sekund tempo spotkania narzucali goście, szybko przejmując inicjatywę. Gospodarze próbowali odpowiedzieć kombinacyjną grą, ale katowiczanie zyskiwali przewagę w starciach i kreowali groźne sytuacje w tercji ofensywnej. Pierwsza tercja była chaotyczna, mało klarownych sytuacji po obu stronach, gra szarpana, a bramkarze mieli stosunkowo niewiele pracy. Po kilku uderzeniach z dystansu i chaotycznych próbach przejęcia krążka obie drużyny szukały swojego rytmu. Aktywny był Andriej Denyskin, ale jego strzał trafił w boczną siatkę, a tuż przed syreną na przerwę Aleksi Varttinen trafił w poprzeczkę.
Pierwszy gol padł w 31. minucie. Stephen Anderson wykorzystał świetne podanie Patryka Wronki i umieścił krążek pod poprzeczką, dając GKS‑owi prowadzenie. Chwilę później Anderson znów popisał się precyzyjnym strzałem z bliska, podwyższając wynik. Katowiczanie kontrolowali środek tafli i wymieniali szybkie podania, w tym świetne dogrania Dupuy’a i Wronki, a defensywa Torunia nie potrafiła znaleźć sposobu na Kanadyjczyka.
Na trzecią odsłonę Energa wyszła z nadziejami, aby odwrócić losy meczu, lecz już po rozpoczęciu gry zgasił je świetnie dysponowany Anderson, który po raz trzeci pokonał Antona Svenssona. Defensywa GKS-u odpowiadała agresywnym pressingiem, a bramkarz Jesper Eliasson był pewnym punktem drużyny zatrzymując wszelkie próby ataku gospodarzy. Najbliżej zdobycia honorowego gola był Andriej Denyskin, lecz z bliska przestrzelił. W 56. minucie GKS podwyższył na 4:0 po kuriozalnej sytuacji: Coatta przeprowadził indywidualną akcję, a jego strzał odbił się od obrońcy Torunia i wpadł do siatki. W ostatnich minutach Anderson jeszcze raz groźnie uderzał, jednak Svensson pozostał na posterunku, a katowiczanie kontrolowali wynik do końca.
Spotkanie zakończyło się pewnym zwycięstwem GKS Katowice 4:0 (0:0, 3:0, 1:0). Katowiczanie dominowali przede wszystkim w drugiej tercji, a Anderson, zdobywając hat-tricka, był zdecydowanym bohaterem spotkania. Pewnie w bramce zachowywał się przez pełne 60. minut Jesper Eliasson, który obronił wszystkie 38 strzały rywali i po raz drugi w tym sezonie zachował czyste konto.
Potwierdzone! Fiński napastnik dołączył do wicemistrzów Polski
GKS Katowice uzupełnił kadrę przed fazą play-off. Dziś umowę z ekipą z alei Korfantego podpisał Lauri Huhdanpää.
30-letni Fin zaoferował swoje usługi katowickiemu zespołowi i przekonał do siebie sztab szkoleniowy.
Zawodnik pochodzący z Tampere obecny sezon rozpoczął w STS-ie Sanok, który wycofał się z rozgrywek z przyczyn finansowo-organizacyjnych. W ekipie z Podkarpacia rozegrał 31 meczów, zdobywając w nich 3 bramki i notując 9 asyst. Sędziowie nałożyli na niego 12 minut karnych.
Huhdanpää jest w Polsce postacią dobrze znaną. Bronił też barw KH Energi Toruń, Podhala Nowy Targ, JKH GKS-u Jastrzębie i Unii Oświęcim. W sumie w naszej ekstralidze wystąpił w 160 meczach i zgromadził w nich 93 punkty. Na ten dorobek złożyło się 37 goli oraz 56 kluczowych zagrań.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze