Hokej Klub Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Bartosz Nowak kolekcjonuje trofea
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.
W ostatnią środę, na gali „Złote Buki” w Pałacu Młodzieży, wyróżniono sportowców GieKSy za 2025 rok.
Drużyna żeńska wygrała 2:0 ze Ślęzą Wrocław w 1/8 Pucharu Polski. W sobotę 28 lutego rozpoczniemy rundę wiosenną Ekstraligi – zagramy na Bukowej ze Stomilankami Olsztyn. Julia Langosz otrzymała powołanie do reprezentacji Polski WU-19. Piłkarze zremisowali z Legią Warszawa 1:1 (1:1). Nie milkną echa faulu na Bartoszu Nowaku i czerwonej kartki. jaką powinien otrzymać zawodnik Legii. Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Następny mecz zagramy w niedzielę (22 lutego) o 12:15 z Arką w Gdyni. W sobotę piłkarze przegrali 1:4 sparing z Podbeskidziem. Do drużyny dołączył Damian Rasak.
W ostatnim meczu ligowym siatkarze przegrali na wyjeździe ze Spartą Grodzisk Mazowiecki 2:3. Kolejne spotkanie rozegramy na wyjeździe 21 lutego o 17:00 z BBTS-em Bielsko-Biała. Drużyna w dalszym ciągu prowadzi w tabeli PLS 1. Lidze.
Hokeiści w ubiegłym tygodniu rozegrali dwa zwycięskie spotkania: z JKH GKS-em Jastrzębie (2:1) oraz z KH Energą Toruń (4:0). W tym tygodniu zagramy dwa razy – w piątek (20 lutego, w Satelicie) o 18:00 z Polonią Bytom oraz w niedzielę (22 lutego, w Krakowie) o 17:00 z Cracovią. Do zespołu dołączył Lauri Huhdanpää.
KLUB
dziennikzachodni.pl – Złote Buki 2025. Kibice GKS Katowice wybrali zwycięzców. Bartosz Nowak kolekcjonuje trofea
W katowickim Pałacu Młodzieży wręczono tradycyjne coroczne wyróżnienia GKS-u Katowice. To już 18. edycja plebiscytu, w którym decydujący głos należy do kibiców.
już 18. edycja plebiscytu GKS Katowice. W środę w Pałacu Młodzieży wręczono laury dla najlepszych sportowców i najważniejszego wydarzenia za rok 2025.
W kategorii Piłkarz Roku kibice wybierali z trójki Arkadiusz Jędrych, Mateusz Kowalczyk, Bartosz Nowak. Triumfował ten ostatni, który minione miesiące ma znakomite. 32-letni pomocnik, który zdobył w tym sezonie sześć goli i dorzucił siedem asyst (najlepszy wynik w Ekstraklasie) został wcześniej także Ligowcem Roku Tygodnika „Piłka Nożna”.
– Jak się strzela gole to się o piłkarzu mówi, ale na bramki pracuje cały zespół, od linii obrony. Jestem zaszczycony, że znalazłem się w takim gronie, Arek to przecież już legenda GieKSy, a Mateusz też odgrywa bardzo ważną rolę – mówił ze sceny zawodnik.
Wśród piłkarek kibice przyznali trofeum Kindze Seweryn, która pokonała Klaudię Maciążkę i Aleksandrę Nieciąg.
– Czy jestem zaskoczona? Nie… – ze śmiechem stwierdziła bramkarka GieKSy, która zadebiutowała też w reprezentacji Polski.
Siatkarzem Roku został Bartłomiej Krulicki (nominowani byli także Grzegorz Pająk i Michał Superlak), a Hokeistą Jean Dupuy (na liście znaleźli się także Stephen Anderson i Mateusz Michalski). Kanadyjczyk popisał się znajomością kilku zwrotów po polsku i ujawnił jako fan amerykańskiego Super Bowl.
Za Wydarzenie Roku kibice GieKSy uznali otwarcie Areny Katowice, które pozostawiło w pokonanym polu mistrzostwo Polski piłkarek oraz wicemistrzostwo hokeistów. W czasie akcji charytatywnej poinformowano, że mecze piłkarzy w 2025 roku – początek miał miejsce na „starej” Bukowej – zobaczyło 117.484 kibiców.
PIŁKA NOŻNA
tylkokobiecyfutbol.pl – Mur pękł dopiero przed końcem! GieKSa przełamuje lody i gra dalej!
To był mecz na wyniszczenie w mroźnej scenerii. Przez 85 minut piłkarki Ślęzy Wrocław, a w szczególności ich bramkarka, skutecznie odpierały ataki faworyzowanego GKS-u Katowice w 1/8 finału Orlen Pucharu Polski. Ostatecznie jednak defensywa gospodyń skapitulowała w samej końcówce, a katowiczanki uniknęły dogrywki na mrozie.
Sobotni wieczór, 14 lutego, przywitał zawodniczki we Wrocławiu trudnymi warunkami atmosferycznymi. Przy temperaturze około -2 °C, piłkarki GKS-u Katowice od pierwszych minut starały się narzucić swój styl gry niżej notowanej Ślęzie. Pierwsza połowa toczyła się pod dyktando przyjezdnych, jednak optyczna przewaga długo nie przekładała się na wynik.
Główną przeszkodą dla katowiczanek okazała się Anna Kowalik – bramkarka gospodyń – która znakomicie spisywała się między słupkami. Już w 17. minucie obroniła groźne uderzenie Julii Włodarczyk, a 31. minuta to kolejna bardzo dobra interwencja. Mimo ogromnej przewagi GieKSy do przerwy wynik pozostawał bezbramkowy.
W drugiej połowie ataki GKS-u wyglądały podobnie, a Ślęza nadal desperacko się broniła. Katowiczankom brakowało precyzji lub szczęścia – przykładem była sytuacja, w której Patricia Hmirova uderzyła z wolnego, lecz piłka trafiła w poprzeczkę.
Napór GKS-u nie słabł. W 72. minucie bliska szczęścia była Katerina Vojtkova, ale ponownie świetną interwencją popisała się Kowalik, utrzymując Ślęzę w grze o awans.
Gdy wydawało się, że kibice zobaczą dogrywkę, nastąpiło przełamanie. W 85. minucie defensywa Ślęzy w końcu «pękła» – po dynamicznej akcji piłkę z bliskiej odległości do bramki skierowała Nicola Brzęczek.
Zaledwie cztery minuty później – w 89. minucie – wynik spotkania na 0:2 ustaliła Klaudia Maciążka, precyzyjnie uderzając z ostrego kąta, co definitywnie przypieczętowało awans GKS-u Katowice do kolejnej rundy.
pzpn.pl – [WU-19] Powołania na towarzyski dwumecz z Włoszkami
Selekcjoner Marcin Kasprowicz ogłosił listę zawodniczek powołanych do reprezentacji Polski U-19 kobiet (górny rocznik 2007) na towarzyski dwumecz z Włoszkami. Przygotowujące się do kwietniowych kwalifikacji do mistrzostw Europy biało-czerwone zmierzą się z Italią we Florencji 4 marca (g. 14:30) i 7 marca (g. 11:00).
Lista powołanych zawodniczek: Nina Abe (Pogoń Dekpol Tczew), Martyna Bartczak (UKS SMS Łódź), Krystyna Flis (FC Basel), Kinga Klimczak (AP Orlen Gdańsk), Julia Langosz (GKS Katowice), Oliwia Łapińska (KKS Czarni Antrans Sosnowiec), Julia Ostrowska (GKS Górnik Łęczna), Zofia Pągowska (UKS SMS Łódź), Magda Piekarska (AS Roma), Anna Potrykus (UKS SMS Łódź), Julia Przybył (Lech UAM Poznań), Emilia Sobierajska (KKS Czarni Antrans Sosnowiec), Lena Świrska (Pogoń Szczecin), Hanna Wieczerzak (WKS Śląsk Wrocław), Julia Woźniak (Sporting CP), Kinga Wyrwas (WKS Śląsk Wrocław), Oliwia Zgoda (BTS Rekord Bielsko-Biała), Maja Zielińska (VfL Wolfsburg), Oliwia Związek (Lech UAM Poznań).
bielsko.biala.pl – Wysokie zwycięstwo Podbeskidzia w próbie generalnej. GKS Katowice rozbity przy Bukowej
Podbeskidzie wygrywa w ostatnim sparingu przed startem rundy wiosennej z GKS-em Katowice, aplikując drużynie ekstraklasy aż cztery bramki. Wbrew pozorom Rafał Górak przeciwko drugoligowcowi nie wystawił całkowicie rezerwowego składu.
W drużynie GKS-u wystąpili piłkarze, którzy zagrała w mniejszym wymiarze z Legią Warszawa. Na murawie pojawili się Ilia Shkuryn, Damian Rasak, Erik Jirka, Konrad Gruszkowski, Eman Marković czy Adrian Błąd.
Podbeskidzie od pierwszego gwizdka „usiadło” na rywalu pressingiem, nie pozwalając faworytom na złapanie oddechu. Strzelanie zaczęło się już po kwadransie. Krzysztof Kolanko najwyraźniej polubił rajdy do środka boiska i niemal skopiował swój wyczyn z meczu ze Stalą Stalowa Wola strzelając gola po ziemi. Kwadrans później podwyższył Wojciech Słomka, który strzałem przy słupku trafił do siatki.
Po przerwie piłkarze Marcina Włodarskiego potrzebowali zaledwie 120 sekund, by zamknąć mecz. Najpierw Oskar Tomczyk wzorowo zamknął centrę Kolanki, a chwilę później kibice Dalibor Takac podszedł do rzutu wolnego i uderzył tak, że bramkarzowi GKS-u pozostało jedynie odprowadzić piłkę wzrokiem.
Gospodarze odpowiedzieli dopiero w końcówce, i to po prezencie od debiutanta. Kamil Sochań niefortunnie zagrał ręką w polu karnym, a do piłki podszedł Adrian Błąd i pewnie zamienił „jedenastkę” na gola.
weszlo.com – Ekspert nie ma wątpliwości. Piłkarz Legii powinien wylecieć z boiska!
Po meczu GKS-u Katowice z Legią Warszawa sporo emocji wzbudziły kontrowersyjne decyzje sędziego Damiana Sylwestrzaka. Zdecydowanie najbardziej niezrozumiałym zachowaniem arbitra był brak pokazania Radovanowi Pankovowi czerwonej kartki za brutalne wejście w nogi Bartosza Nowaka. Ekspert nie ma wątpliwości, że brak wykluczenia Serba trzeba uznać za wielki błąd.
Na łamach TVP Sport do kontrowersji z meczu na stadionie przy Nowej Bukowej odniósł się ekspert od pracy sędziów, Rafał Rostkowski. Jego zdaniem czerwona kartka dla Pankova była ewidentna. Zachowanie Damiana Sylwestrzaka było o tyle dziwne, że został on przez Tomasza Musiała wezwany do monitora, jednak i tak swojej pierwotnej decyzji nie zmienił, co zdarza się niezwykle rzadko.
[…] Rafał Rostkowski jest przekonany, że to był wielki błąd sędziego, że Pankov nie został wyrzucony z boiska.
– Musiał uznał, że faul Pankova trzeba rozpatrywać jako poważny rażący na czerwoną kartkę. Wezwał Sylwestrzaka do monitora, pokazał mu powtórki, czyli umożliwił zmianę decyzji, ale… arbiter utrzymał swoją decyzję w mocy. To jeden z najgorszych błędów sędziowskich w tym sezonie.
Ekspert od sędziowania dodał: – Co skłoniło Sylwestrzaka do utrzymania żółtej kartki w mocy? Trudno stwierdzić. Pankov nie zgiął nogi w kolanie dla złagodzenia skutków zderzenia, lecz jego noga zgięła się pod wpływem oporu materii – pod wpływem zderzenia korków z kością piszczelową Nowaka. Na powtórkach wideo nie widać żadnych istotnych okoliczności łagodzących dla Pankova. W 100 sytuacjach na 100 za takie faule piłkarze powinni być wykluczani z gry – bez względu na minutę meczu, bez względu na wynik, bez względu na klasę rozgrywek. Pal licho, że arbiter pomylił się oceniając sytuację „gołym okiem”. Gorzej, że swojego błędu nie naprawił, choć mógł, miał możliwość i powinien.
tranfsery.info – Damian Rasak wrócił do Ekstraklasy. Wzięło z zaskoczenia
Damian Rasak ponownie zagra w Ekstraklasie. Niespodziewany transfer z udziałem defensywnego pomocnika ogłosił GKS Katowice. 30-latek do zespołu Rafała Góraka przeniósł się z węgierskiego Újpestu na zasadzie wypożyczenia do końca 2026 roku.
Od ponad roku Damian Rasak reprezentował barwy węgierskiego Újpestu, do którego trafił w połowie poprzedniego sezonu z Górnika Zabrze. Wedle doniesień kwota transferu z jego udziałem opiewała na 300 tysięcy euro.
Przez ten czas defensywny pomocnik w zagranicznym zespole cieszył się regularnym miejscem w wyjściowym składzie i zdołał rozegrać łącznie 37 spotkań, w których zdobył bramkę oraz zaliczył asystę.
Nic tak naprawdę nie zwiastowało odejścia 30-latka z Újpestu w zimowym oknie transferowym, ale jednak. Jak się okazało w środowy wieczór, Rasak lada moment ponownie będzie mógł zagrać na boiskach Ekstraklasy.
Zaskakujący transfer z udziałem byłego piłkarza Górnika zaprezentował GKS Katowice. Były młodzieżowy reprezentant Polski wzmocnił drużynę dowodzoną przez Rafała Góraka na zasadzie wypożyczenia, które potrwa do końca 2026 roku.
Tym oto sposobem Rasak wraca do krajowej elity, gdzie łącznie zanotował 215 występów, strzelił czternaście goli i zaliczył tyle samo asyst. Powyższy dorobek uzbierał w barwach wspomnianego już Górnika oraz Wisły Płock.
Wydaje się, że będzie to naprawdę solidne wzmocnienie środka pola walczącej o utrzymanie drużyny z Katowic. W tym momencie znajdziemy ją na jedenastym miejscu w tabeli Ekstraklasy, a najbliższy piątek przyniesie jej domowe starcie z Legią Warszawa.
SIATKÓWKA
siatka.org – Lodowaty prysznic w Grodzisku Mazowieckim! Lider daleki od ideału…
Takiego scenariusza nikt się nie spodziewał. Na początek 23. rundy I ligi siatkarzy GKS Katowice poległ na terenie beniaminka. Mimo prowadzenia 2:0 liderom nie udało się dociągnąć meczu do końca, przegrywając 2:3 z KS-em Spartą Grodzisk Mazowiecki. Najlepszym graczem spotkania wybrano Mateusza Piotrowskiego.
23. kolejka na zapleczu miała sprzyjać frontmenom. Łatwe granie miało czekać na siatkarzy GKS-u Katowice, którzy są głównymi kandydatami do szybkiego powrotu do PlusLigi. Sport jednak bywa przewrotny, nie wybaczając bagatelizowania przeciwnika. Znajdujący się w strefie beniaminek z Grodziska Mazowieckiego postawił się gościom, triumfując u siebie 3:2. Po raz kolejny sprawdziło się też powiedzenie – nie wygrasz 3:0, to przegrasz 2:3.
Początek spotkania należał do pewnych siebie gości. Maksa dawał z siebie Damian Hudzik, a po dwóch asach Damiana Domagały było już 11:6 dla GieKSy. Sytuację próbował ratować Bartosz Stępień. Nic to jednak nie dało, a asem popisał się jeszcze Gonzalo Quiroga – 16:11. Blokiem powalczył jeszcze Maciej Stępień, ale za moment było już po secie, a z prowadzenia 1:0 cieszyła się ekipa z Katowic – 25:21.
Druga partia miała całkiem podobny przebieg, choć po bloku Bartosza Michalaka na prowadzeniu znalazła się Sparta – 3:1. Za sprawą Krzysztofa Gibka za moment był już remis po 4. Blokiem postraszył Bartosz Stępień, parę oczek dołożył Mateusz Piotrowski, lecz po asie Domagały zespół gości zaczął odskakiwać. Dryżyna gospodarzy parokrotnie doprowadzała do remisu. Blokiem zapunktował m.in. Gregorowicz. W samej końcówce nic to jednak nie dało. Nie do zatrzymania był Damian Domagała i za moment zrobiło się już 2:0 dla gości – 25:21.
Jak się później okazało… był to moment zwrotny. Pewni siebie przyjezdni nieco spuścili z tonu, przesypiając kluczowe akcje. Rozpędzać zaczął się z kolei beniaminek. Po bloku Michała Gregorowicza zrobiło się 7:5 dla gospodarzy. Blokiem postraszył też Bartosz Stępień, a cenne oczka dokładał Jakub Buczek – 13:9. Bezkonkurencyjny był natomiast Mateusz Piotrowski, który w pojedynkę zdobył 7 punktów. Wszystko to sprawiło, że gospodarze zaczęli odrabiać zaległości, przełamując faworytów – 25:21.
Siatkarskim widowiskiem okazała się czwarta partia grana na przewagi. Lepiej w seta udało się wejść graczom z Katowic – 5:3. Później rywale postraszyli jeszcze blokiem, a po wymianie dla Bartosza Schmidta zaczęło się robić niebezpiecznie – 9:6. Choć przez większość czasu ekipa gości wiodła prym – 14:11, 19:16, to w końcówce nie było już tak kolorowo. Dwoił się i troił duet Mateusz Piotrowski i Bartosz Stępień, co ponownie przyniosło gospodarzom przełamanie i remis w meczu 2:2 – 28:26. Tie-break to już siatkarska loteria. Tym razem szczęście dopisało KS Sparcie Grodzisk Mazowiecki, a beniaminek dopisał na konto 2 bezcenne oczka. Całość atakiem domknął natomiast Bartosz Stępień – 15:10.
KS Sparta Grodzisk Mazowiecki – GKS Katowice 3:2 (21:25, 21:25, 25:21, 28:26, 15:10)
HOKEJ
hokej.net – „GieKSa” odwraca losy meczu! Wronka z decydującą bramką
W 42. kolejce TAURON Hokej Ligi GKS Katowice podjął na własnym lodowisku ekipę JKH GKS Jastrzębie. Wynik spotkania szybko otworzyli goście, którzy za sprawą skutecznej gry obronnej długo utrzymywali jednobramkowe prowadzenie. Ogromne emocje w trzeciej tercji zapewnił Zack Hoffman, który zdobył bramkę wyrównującą. Po wyrównanym spotkaniu triumfowała drużyna gospodarzy, a zwycięską bramkę zdobył Patryk Wronka.
Spotkanie pomiędzy GKS-em Katowice a JKH GKS Jastrzębie dostarczyło kibicom wielu emocji, walki i sytuacji bramkowych aż do ostatnich minut. Choć to goście jako pierwsi trafili do siatki, ostatecznie górą byli katowiczanie, którzy cierpliwie budowali przewagę i rozstrzygnęli mecz w trzeciej tercji.
Pierwsza tercja była wyrównana, z dużą liczbą strzałów po obu stronach i świetną postawą bramkarzy. W 3. minucie Jastrzębie objęło prowadzenie po skutecznej kontrze zakończonej przez Bērzinša. Gospodarze starali się szybko odpowiedzieć, jednak fiński bramkarz gości Karolus Kaarlehto skutecznie powstrzymywał ataki GKS-u.
W drugiej odsłonie katowiczanie podkręcili tempo gry i częściej przebywali w tercji ofensywnej. Ich wysiłki przyniosły efekt w 39. minucie, gdy Zack Hoffman zdecydował się na strzał spod niebieskiej linii, doprowadzając do wyrównania. Wcześniej obie drużyny miały swoje okazje, ale znów kluczową rolę odgrywali bramkarze, którzy byli dzisiaj w wybitnej dyspozycji.
Dyspozycja obu bramkarzy wskazywała, że mogliśmy niecierpliwie wyczekiwać kolejnej dogrywki z udziałem GieKSy, jednak sprawy w swoje ręce wzięła druga formacja gospodarzy. W 54. minucie Stephen Anderson idealnie w tempo dograł do Patryka Wronki, który precyzyjnym strzałem dał gospodarzom prowadzenie, którego nie oddali do końca spotkania. W końcówce goście próbowali jeszcze doprowadzić do remisu, jednak świetnie spisywał się Jesper Eliasson.
Gospodarze bez energii. Kanadyjczyk bohaterem GieKSy
W 43. kolejce TAURON Hokej Ligi hokeiści KH Energi znów zawiedli. Na własnej tafli przegrali z GKS-em Katowice 0:4, nie znajdując sposobu na dobrze dysponowanego Jespera Eliassona. Katowiczanie byli skuteczni, a bohaterem GieKSy został Stephen Anderson, autor trzech bramek.
W Toruniu od pierwszych sekund tempo spotkania narzucali goście, szybko przejmując inicjatywę. Gospodarze próbowali odpowiedzieć kombinacyjną grą, ale katowiczanie zyskiwali przewagę w starciach i kreowali groźne sytuacje w tercji ofensywnej. Pierwsza tercja była chaotyczna, mało klarownych sytuacji po obu stronach, gra szarpana, a bramkarze mieli stosunkowo niewiele pracy. Po kilku uderzeniach z dystansu i chaotycznych próbach przejęcia krążka obie drużyny szukały swojego rytmu. Aktywny był Andriej Denyskin, ale jego strzał trafił w boczną siatkę, a tuż przed syreną na przerwę Aleksi Varttinen trafił w poprzeczkę.
Pierwszy gol padł w 31. minucie. Stephen Anderson wykorzystał świetne podanie Patryka Wronki i umieścił krążek pod poprzeczką, dając GKS‑owi prowadzenie. Chwilę później Anderson znów popisał się precyzyjnym strzałem z bliska, podwyższając wynik. Katowiczanie kontrolowali środek tafli i wymieniali szybkie podania, w tym świetne dogrania Dupuy’a i Wronki, a defensywa Torunia nie potrafiła znaleźć sposobu na Kanadyjczyka.
Na trzecią odsłonę Energa wyszła z nadziejami, aby odwrócić losy meczu, lecz już po rozpoczęciu gry zgasił je świetnie dysponowany Anderson, który po raz trzeci pokonał Antona Svenssona. Defensywa GKS-u odpowiadała agresywnym pressingiem, a bramkarz Jesper Eliasson był pewnym punktem drużyny zatrzymując wszelkie próby ataku gospodarzy. Najbliżej zdobycia honorowego gola był Andriej Denyskin, lecz z bliska przestrzelił. W 56. minucie GKS podwyższył na 4:0 po kuriozalnej sytuacji: Coatta przeprowadził indywidualną akcję, a jego strzał odbił się od obrońcy Torunia i wpadł do siatki. W ostatnich minutach Anderson jeszcze raz groźnie uderzał, jednak Svensson pozostał na posterunku, a katowiczanie kontrolowali wynik do końca.
Spotkanie zakończyło się pewnym zwycięstwem GKS Katowice 4:0 (0:0, 3:0, 1:0). Katowiczanie dominowali przede wszystkim w drugiej tercji, a Anderson, zdobywając hat-tricka, był zdecydowanym bohaterem spotkania. Pewnie w bramce zachowywał się przez pełne 60. minut Jesper Eliasson, który obronił wszystkie 38 strzały rywali i po raz drugi w tym sezonie zachował czyste konto.
Potwierdzone! Fiński napastnik dołączył do wicemistrzów Polski
GKS Katowice uzupełnił kadrę przed fazą play-off. Dziś umowę z ekipą z alei Korfantego podpisał Lauri Huhdanpää.
30-letni Fin zaoferował swoje usługi katowickiemu zespołowi i przekonał do siebie sztab szkoleniowy.
Zawodnik pochodzący z Tampere obecny sezon rozpoczął w STS-ie Sanok, który wycofał się z rozgrywek z przyczyn finansowo-organizacyjnych. W ekipie z Podkarpacia rozegrał 31 meczów, zdobywając w nich 3 bramki i notując 9 asyst. Sędziowie nałożyli na niego 12 minut karnych.
Huhdanpää jest w Polsce postacią dobrze znaną. Bronił też barw KH Energi Toruń, Podhala Nowy Targ, JKH GKS-u Jastrzębie i Unii Oświęcim. W sumie w naszej ekstralidze wystąpił w 160 meczach i zgromadził w nich 93 punkty. Na ten dorobek złożyło się 37 goli oraz 56 kluczowych zagrań.
Felietony Piłka nożna
Niezłomność i perełki
Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.
Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.
Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.
Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.
Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.
Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.
Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.
Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.
Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.
Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.
Trenerze Urban. Ty wiesz co.
Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.
Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.
Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.
Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.
Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.
W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.
W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.
No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.
W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.
Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.
Galeria Piłka nożna
Szkurin show w Zabrzu!
Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza
Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców.

Najnowsze komentarze