Hokej Klub Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Bartosz Nowak kolekcjonuje trofea
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.
W ostatnią środę, na gali „Złote Buki” w Pałacu Młodzieży, wyróżniono sportowców GieKSy za 2025 rok.
Drużyna żeńska wygrała 2:0 ze Ślęzą Wrocław w 1/8 Pucharu Polski. W sobotę 28 lutego rozpoczniemy rundę wiosenną Ekstraligi – zagramy na Bukowej ze Stomilankami Olsztyn. Julia Langosz otrzymała powołanie do reprezentacji Polski WU-19. Piłkarze zremisowali z Legią Warszawa 1:1 (1:1). Nie milkną echa faulu na Bartoszu Nowaku i czerwonej kartki. jaką powinien otrzymać zawodnik Legii. Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Następny mecz zagramy w niedzielę (22 lutego) o 12:15 z Arką w Gdyni. W sobotę piłkarze przegrali 1:4 sparing z Podbeskidziem. Do drużyny dołączył Damian Rasak.
W ostatnim meczu ligowym siatkarze przegrali na wyjeździe ze Spartą Grodzisk Mazowiecki 2:3. Kolejne spotkanie rozegramy na wyjeździe 21 lutego o 17:00 z BBTS-em Bielsko-Biała. Drużyna w dalszym ciągu prowadzi w tabeli PLS 1. Lidze.
Hokeiści w ubiegłym tygodniu rozegrali dwa zwycięskie spotkania: z JKH GKS-em Jastrzębie (2:1) oraz z KH Energą Toruń (4:0). W tym tygodniu zagramy dwa razy – w piątek (20 lutego, w Satelicie) o 18:00 z Polonią Bytom oraz w niedzielę (22 lutego, w Krakowie) o 17:00 z Cracovią. Do zespołu dołączył Lauri Huhdanpää.
KLUB
dziennikzachodni.pl – Złote Buki 2025. Kibice GKS Katowice wybrali zwycięzców. Bartosz Nowak kolekcjonuje trofea
W katowickim Pałacu Młodzieży wręczono tradycyjne coroczne wyróżnienia GKS-u Katowice. To już 18. edycja plebiscytu, w którym decydujący głos należy do kibiców.
już 18. edycja plebiscytu GKS Katowice. W środę w Pałacu Młodzieży wręczono laury dla najlepszych sportowców i najważniejszego wydarzenia za rok 2025.
W kategorii Piłkarz Roku kibice wybierali z trójki Arkadiusz Jędrych, Mateusz Kowalczyk, Bartosz Nowak. Triumfował ten ostatni, który minione miesiące ma znakomite. 32-letni pomocnik, który zdobył w tym sezonie sześć goli i dorzucił siedem asyst (najlepszy wynik w Ekstraklasie) został wcześniej także Ligowcem Roku Tygodnika „Piłka Nożna”.
– Jak się strzela gole to się o piłkarzu mówi, ale na bramki pracuje cały zespół, od linii obrony. Jestem zaszczycony, że znalazłem się w takim gronie, Arek to przecież już legenda GieKSy, a Mateusz też odgrywa bardzo ważną rolę – mówił ze sceny zawodnik.
Wśród piłkarek kibice przyznali trofeum Kindze Seweryn, która pokonała Klaudię Maciążkę i Aleksandrę Nieciąg.
– Czy jestem zaskoczona? Nie… – ze śmiechem stwierdziła bramkarka GieKSy, która zadebiutowała też w reprezentacji Polski.
Siatkarzem Roku został Bartłomiej Krulicki (nominowani byli także Grzegorz Pająk i Michał Superlak), a Hokeistą Jean Dupuy (na liście znaleźli się także Stephen Anderson i Mateusz Michalski). Kanadyjczyk popisał się znajomością kilku zwrotów po polsku i ujawnił jako fan amerykańskiego Super Bowl.
Za Wydarzenie Roku kibice GieKSy uznali otwarcie Areny Katowice, które pozostawiło w pokonanym polu mistrzostwo Polski piłkarek oraz wicemistrzostwo hokeistów. W czasie akcji charytatywnej poinformowano, że mecze piłkarzy w 2025 roku – początek miał miejsce na „starej” Bukowej – zobaczyło 117.484 kibiców.
PIŁKA NOŻNA
tylkokobiecyfutbol.pl – Mur pękł dopiero przed końcem! GieKSa przełamuje lody i gra dalej!
To był mecz na wyniszczenie w mroźnej scenerii. Przez 85 minut piłkarki Ślęzy Wrocław, a w szczególności ich bramkarka, skutecznie odpierały ataki faworyzowanego GKS-u Katowice w 1/8 finału Orlen Pucharu Polski. Ostatecznie jednak defensywa gospodyń skapitulowała w samej końcówce, a katowiczanki uniknęły dogrywki na mrozie.
Sobotni wieczór, 14 lutego, przywitał zawodniczki we Wrocławiu trudnymi warunkami atmosferycznymi. Przy temperaturze około -2 °C, piłkarki GKS-u Katowice od pierwszych minut starały się narzucić swój styl gry niżej notowanej Ślęzie. Pierwsza połowa toczyła się pod dyktando przyjezdnych, jednak optyczna przewaga długo nie przekładała się na wynik.
Główną przeszkodą dla katowiczanek okazała się Anna Kowalik – bramkarka gospodyń – która znakomicie spisywała się między słupkami. Już w 17. minucie obroniła groźne uderzenie Julii Włodarczyk, a 31. minuta to kolejna bardzo dobra interwencja. Mimo ogromnej przewagi GieKSy do przerwy wynik pozostawał bezbramkowy.
W drugiej połowie ataki GKS-u wyglądały podobnie, a Ślęza nadal desperacko się broniła. Katowiczankom brakowało precyzji lub szczęścia – przykładem była sytuacja, w której Patricia Hmirova uderzyła z wolnego, lecz piłka trafiła w poprzeczkę.
Napór GKS-u nie słabł. W 72. minucie bliska szczęścia była Katerina Vojtkova, ale ponownie świetną interwencją popisała się Kowalik, utrzymując Ślęzę w grze o awans.
Gdy wydawało się, że kibice zobaczą dogrywkę, nastąpiło przełamanie. W 85. minucie defensywa Ślęzy w końcu «pękła» – po dynamicznej akcji piłkę z bliskiej odległości do bramki skierowała Nicola Brzęczek.
Zaledwie cztery minuty później – w 89. minucie – wynik spotkania na 0:2 ustaliła Klaudia Maciążka, precyzyjnie uderzając z ostrego kąta, co definitywnie przypieczętowało awans GKS-u Katowice do kolejnej rundy.
pzpn.pl – [WU-19] Powołania na towarzyski dwumecz z Włoszkami
Selekcjoner Marcin Kasprowicz ogłosił listę zawodniczek powołanych do reprezentacji Polski U-19 kobiet (górny rocznik 2007) na towarzyski dwumecz z Włoszkami. Przygotowujące się do kwietniowych kwalifikacji do mistrzostw Europy biało-czerwone zmierzą się z Italią we Florencji 4 marca (g. 14:30) i 7 marca (g. 11:00).
Lista powołanych zawodniczek: Nina Abe (Pogoń Dekpol Tczew), Martyna Bartczak (UKS SMS Łódź), Krystyna Flis (FC Basel), Kinga Klimczak (AP Orlen Gdańsk), Julia Langosz (GKS Katowice), Oliwia Łapińska (KKS Czarni Antrans Sosnowiec), Julia Ostrowska (GKS Górnik Łęczna), Zofia Pągowska (UKS SMS Łódź), Magda Piekarska (AS Roma), Anna Potrykus (UKS SMS Łódź), Julia Przybył (Lech UAM Poznań), Emilia Sobierajska (KKS Czarni Antrans Sosnowiec), Lena Świrska (Pogoń Szczecin), Hanna Wieczerzak (WKS Śląsk Wrocław), Julia Woźniak (Sporting CP), Kinga Wyrwas (WKS Śląsk Wrocław), Oliwia Zgoda (BTS Rekord Bielsko-Biała), Maja Zielińska (VfL Wolfsburg), Oliwia Związek (Lech UAM Poznań).
bielsko.biala.pl – Wysokie zwycięstwo Podbeskidzia w próbie generalnej. GKS Katowice rozbity przy Bukowej
Podbeskidzie wygrywa w ostatnim sparingu przed startem rundy wiosennej z GKS-em Katowice, aplikując drużynie ekstraklasy aż cztery bramki. Wbrew pozorom Rafał Górak przeciwko drugoligowcowi nie wystawił całkowicie rezerwowego składu.
W drużynie GKS-u wystąpili piłkarze, którzy zagrała w mniejszym wymiarze z Legią Warszawa. Na murawie pojawili się Ilia Shkuryn, Damian Rasak, Erik Jirka, Konrad Gruszkowski, Eman Marković czy Adrian Błąd.
Podbeskidzie od pierwszego gwizdka „usiadło” na rywalu pressingiem, nie pozwalając faworytom na złapanie oddechu. Strzelanie zaczęło się już po kwadransie. Krzysztof Kolanko najwyraźniej polubił rajdy do środka boiska i niemal skopiował swój wyczyn z meczu ze Stalą Stalowa Wola strzelając gola po ziemi. Kwadrans później podwyższył Wojciech Słomka, który strzałem przy słupku trafił do siatki.
Po przerwie piłkarze Marcina Włodarskiego potrzebowali zaledwie 120 sekund, by zamknąć mecz. Najpierw Oskar Tomczyk wzorowo zamknął centrę Kolanki, a chwilę później kibice Dalibor Takac podszedł do rzutu wolnego i uderzył tak, że bramkarzowi GKS-u pozostało jedynie odprowadzić piłkę wzrokiem.
Gospodarze odpowiedzieli dopiero w końcówce, i to po prezencie od debiutanta. Kamil Sochań niefortunnie zagrał ręką w polu karnym, a do piłki podszedł Adrian Błąd i pewnie zamienił „jedenastkę” na gola.
weszlo.com – Ekspert nie ma wątpliwości. Piłkarz Legii powinien wylecieć z boiska!
Po meczu GKS-u Katowice z Legią Warszawa sporo emocji wzbudziły kontrowersyjne decyzje sędziego Damiana Sylwestrzaka. Zdecydowanie najbardziej niezrozumiałym zachowaniem arbitra był brak pokazania Radovanowi Pankovowi czerwonej kartki za brutalne wejście w nogi Bartosza Nowaka. Ekspert nie ma wątpliwości, że brak wykluczenia Serba trzeba uznać za wielki błąd.
Na łamach TVP Sport do kontrowersji z meczu na stadionie przy Nowej Bukowej odniósł się ekspert od pracy sędziów, Rafał Rostkowski. Jego zdaniem czerwona kartka dla Pankova była ewidentna. Zachowanie Damiana Sylwestrzaka było o tyle dziwne, że został on przez Tomasza Musiała wezwany do monitora, jednak i tak swojej pierwotnej decyzji nie zmienił, co zdarza się niezwykle rzadko.
[…] Rafał Rostkowski jest przekonany, że to był wielki błąd sędziego, że Pankov nie został wyrzucony z boiska.
– Musiał uznał, że faul Pankova trzeba rozpatrywać jako poważny rażący na czerwoną kartkę. Wezwał Sylwestrzaka do monitora, pokazał mu powtórki, czyli umożliwił zmianę decyzji, ale… arbiter utrzymał swoją decyzję w mocy. To jeden z najgorszych błędów sędziowskich w tym sezonie.
Ekspert od sędziowania dodał: – Co skłoniło Sylwestrzaka do utrzymania żółtej kartki w mocy? Trudno stwierdzić. Pankov nie zgiął nogi w kolanie dla złagodzenia skutków zderzenia, lecz jego noga zgięła się pod wpływem oporu materii – pod wpływem zderzenia korków z kością piszczelową Nowaka. Na powtórkach wideo nie widać żadnych istotnych okoliczności łagodzących dla Pankova. W 100 sytuacjach na 100 za takie faule piłkarze powinni być wykluczani z gry – bez względu na minutę meczu, bez względu na wynik, bez względu na klasę rozgrywek. Pal licho, że arbiter pomylił się oceniając sytuację „gołym okiem”. Gorzej, że swojego błędu nie naprawił, choć mógł, miał możliwość i powinien.
tranfsery.info – Damian Rasak wrócił do Ekstraklasy. Wzięło z zaskoczenia
Damian Rasak ponownie zagra w Ekstraklasie. Niespodziewany transfer z udziałem defensywnego pomocnika ogłosił GKS Katowice. 30-latek do zespołu Rafała Góraka przeniósł się z węgierskiego Újpestu na zasadzie wypożyczenia do końca 2026 roku.
Od ponad roku Damian Rasak reprezentował barwy węgierskiego Újpestu, do którego trafił w połowie poprzedniego sezonu z Górnika Zabrze. Wedle doniesień kwota transferu z jego udziałem opiewała na 300 tysięcy euro.
Przez ten czas defensywny pomocnik w zagranicznym zespole cieszył się regularnym miejscem w wyjściowym składzie i zdołał rozegrać łącznie 37 spotkań, w których zdobył bramkę oraz zaliczył asystę.
Nic tak naprawdę nie zwiastowało odejścia 30-latka z Újpestu w zimowym oknie transferowym, ale jednak. Jak się okazało w środowy wieczór, Rasak lada moment ponownie będzie mógł zagrać na boiskach Ekstraklasy.
Zaskakujący transfer z udziałem byłego piłkarza Górnika zaprezentował GKS Katowice. Były młodzieżowy reprezentant Polski wzmocnił drużynę dowodzoną przez Rafała Góraka na zasadzie wypożyczenia, które potrwa do końca 2026 roku.
Tym oto sposobem Rasak wraca do krajowej elity, gdzie łącznie zanotował 215 występów, strzelił czternaście goli i zaliczył tyle samo asyst. Powyższy dorobek uzbierał w barwach wspomnianego już Górnika oraz Wisły Płock.
Wydaje się, że będzie to naprawdę solidne wzmocnienie środka pola walczącej o utrzymanie drużyny z Katowic. W tym momencie znajdziemy ją na jedenastym miejscu w tabeli Ekstraklasy, a najbliższy piątek przyniesie jej domowe starcie z Legią Warszawa.
SIATKÓWKA
siatka.org – Lodowaty prysznic w Grodzisku Mazowieckim! Lider daleki od ideału…
Takiego scenariusza nikt się nie spodziewał. Na początek 23. rundy I ligi siatkarzy GKS Katowice poległ na terenie beniaminka. Mimo prowadzenia 2:0 liderom nie udało się dociągnąć meczu do końca, przegrywając 2:3 z KS-em Spartą Grodzisk Mazowiecki. Najlepszym graczem spotkania wybrano Mateusza Piotrowskiego.
23. kolejka na zapleczu miała sprzyjać frontmenom. Łatwe granie miało czekać na siatkarzy GKS-u Katowice, którzy są głównymi kandydatami do szybkiego powrotu do PlusLigi. Sport jednak bywa przewrotny, nie wybaczając bagatelizowania przeciwnika. Znajdujący się w strefie beniaminek z Grodziska Mazowieckiego postawił się gościom, triumfując u siebie 3:2. Po raz kolejny sprawdziło się też powiedzenie – nie wygrasz 3:0, to przegrasz 2:3.
Początek spotkania należał do pewnych siebie gości. Maksa dawał z siebie Damian Hudzik, a po dwóch asach Damiana Domagały było już 11:6 dla GieKSy. Sytuację próbował ratować Bartosz Stępień. Nic to jednak nie dało, a asem popisał się jeszcze Gonzalo Quiroga – 16:11. Blokiem powalczył jeszcze Maciej Stępień, ale za moment było już po secie, a z prowadzenia 1:0 cieszyła się ekipa z Katowic – 25:21.
Druga partia miała całkiem podobny przebieg, choć po bloku Bartosza Michalaka na prowadzeniu znalazła się Sparta – 3:1. Za sprawą Krzysztofa Gibka za moment był już remis po 4. Blokiem postraszył Bartosz Stępień, parę oczek dołożył Mateusz Piotrowski, lecz po asie Domagały zespół gości zaczął odskakiwać. Dryżyna gospodarzy parokrotnie doprowadzała do remisu. Blokiem zapunktował m.in. Gregorowicz. W samej końcówce nic to jednak nie dało. Nie do zatrzymania był Damian Domagała i za moment zrobiło się już 2:0 dla gości – 25:21.
Jak się później okazało… był to moment zwrotny. Pewni siebie przyjezdni nieco spuścili z tonu, przesypiając kluczowe akcje. Rozpędzać zaczął się z kolei beniaminek. Po bloku Michała Gregorowicza zrobiło się 7:5 dla gospodarzy. Blokiem postraszył też Bartosz Stępień, a cenne oczka dokładał Jakub Buczek – 13:9. Bezkonkurencyjny był natomiast Mateusz Piotrowski, który w pojedynkę zdobył 7 punktów. Wszystko to sprawiło, że gospodarze zaczęli odrabiać zaległości, przełamując faworytów – 25:21.
Siatkarskim widowiskiem okazała się czwarta partia grana na przewagi. Lepiej w seta udało się wejść graczom z Katowic – 5:3. Później rywale postraszyli jeszcze blokiem, a po wymianie dla Bartosza Schmidta zaczęło się robić niebezpiecznie – 9:6. Choć przez większość czasu ekipa gości wiodła prym – 14:11, 19:16, to w końcówce nie było już tak kolorowo. Dwoił się i troił duet Mateusz Piotrowski i Bartosz Stępień, co ponownie przyniosło gospodarzom przełamanie i remis w meczu 2:2 – 28:26. Tie-break to już siatkarska loteria. Tym razem szczęście dopisało KS Sparcie Grodzisk Mazowiecki, a beniaminek dopisał na konto 2 bezcenne oczka. Całość atakiem domknął natomiast Bartosz Stępień – 15:10.
KS Sparta Grodzisk Mazowiecki – GKS Katowice 3:2 (21:25, 21:25, 25:21, 28:26, 15:10)
HOKEJ
hokej.net – „GieKSa” odwraca losy meczu! Wronka z decydującą bramką
W 42. kolejce TAURON Hokej Ligi GKS Katowice podjął na własnym lodowisku ekipę JKH GKS Jastrzębie. Wynik spotkania szybko otworzyli goście, którzy za sprawą skutecznej gry obronnej długo utrzymywali jednobramkowe prowadzenie. Ogromne emocje w trzeciej tercji zapewnił Zack Hoffman, który zdobył bramkę wyrównującą. Po wyrównanym spotkaniu triumfowała drużyna gospodarzy, a zwycięską bramkę zdobył Patryk Wronka.
Spotkanie pomiędzy GKS-em Katowice a JKH GKS Jastrzębie dostarczyło kibicom wielu emocji, walki i sytuacji bramkowych aż do ostatnich minut. Choć to goście jako pierwsi trafili do siatki, ostatecznie górą byli katowiczanie, którzy cierpliwie budowali przewagę i rozstrzygnęli mecz w trzeciej tercji.
Pierwsza tercja była wyrównana, z dużą liczbą strzałów po obu stronach i świetną postawą bramkarzy. W 3. minucie Jastrzębie objęło prowadzenie po skutecznej kontrze zakończonej przez Bērzinša. Gospodarze starali się szybko odpowiedzieć, jednak fiński bramkarz gości Karolus Kaarlehto skutecznie powstrzymywał ataki GKS-u.
W drugiej odsłonie katowiczanie podkręcili tempo gry i częściej przebywali w tercji ofensywnej. Ich wysiłki przyniosły efekt w 39. minucie, gdy Zack Hoffman zdecydował się na strzał spod niebieskiej linii, doprowadzając do wyrównania. Wcześniej obie drużyny miały swoje okazje, ale znów kluczową rolę odgrywali bramkarze, którzy byli dzisiaj w wybitnej dyspozycji.
Dyspozycja obu bramkarzy wskazywała, że mogliśmy niecierpliwie wyczekiwać kolejnej dogrywki z udziałem GieKSy, jednak sprawy w swoje ręce wzięła druga formacja gospodarzy. W 54. minucie Stephen Anderson idealnie w tempo dograł do Patryka Wronki, który precyzyjnym strzałem dał gospodarzom prowadzenie, którego nie oddali do końca spotkania. W końcówce goście próbowali jeszcze doprowadzić do remisu, jednak świetnie spisywał się Jesper Eliasson.
Gospodarze bez energii. Kanadyjczyk bohaterem GieKSy
W 43. kolejce TAURON Hokej Ligi hokeiści KH Energi znów zawiedli. Na własnej tafli przegrali z GKS-em Katowice 0:4, nie znajdując sposobu na dobrze dysponowanego Jespera Eliassona. Katowiczanie byli skuteczni, a bohaterem GieKSy został Stephen Anderson, autor trzech bramek.
W Toruniu od pierwszych sekund tempo spotkania narzucali goście, szybko przejmując inicjatywę. Gospodarze próbowali odpowiedzieć kombinacyjną grą, ale katowiczanie zyskiwali przewagę w starciach i kreowali groźne sytuacje w tercji ofensywnej. Pierwsza tercja była chaotyczna, mało klarownych sytuacji po obu stronach, gra szarpana, a bramkarze mieli stosunkowo niewiele pracy. Po kilku uderzeniach z dystansu i chaotycznych próbach przejęcia krążka obie drużyny szukały swojego rytmu. Aktywny był Andriej Denyskin, ale jego strzał trafił w boczną siatkę, a tuż przed syreną na przerwę Aleksi Varttinen trafił w poprzeczkę.
Pierwszy gol padł w 31. minucie. Stephen Anderson wykorzystał świetne podanie Patryka Wronki i umieścił krążek pod poprzeczką, dając GKS‑owi prowadzenie. Chwilę później Anderson znów popisał się precyzyjnym strzałem z bliska, podwyższając wynik. Katowiczanie kontrolowali środek tafli i wymieniali szybkie podania, w tym świetne dogrania Dupuy’a i Wronki, a defensywa Torunia nie potrafiła znaleźć sposobu na Kanadyjczyka.
Na trzecią odsłonę Energa wyszła z nadziejami, aby odwrócić losy meczu, lecz już po rozpoczęciu gry zgasił je świetnie dysponowany Anderson, który po raz trzeci pokonał Antona Svenssona. Defensywa GKS-u odpowiadała agresywnym pressingiem, a bramkarz Jesper Eliasson był pewnym punktem drużyny zatrzymując wszelkie próby ataku gospodarzy. Najbliżej zdobycia honorowego gola był Andriej Denyskin, lecz z bliska przestrzelił. W 56. minucie GKS podwyższył na 4:0 po kuriozalnej sytuacji: Coatta przeprowadził indywidualną akcję, a jego strzał odbił się od obrońcy Torunia i wpadł do siatki. W ostatnich minutach Anderson jeszcze raz groźnie uderzał, jednak Svensson pozostał na posterunku, a katowiczanie kontrolowali wynik do końca.
Spotkanie zakończyło się pewnym zwycięstwem GKS Katowice 4:0 (0:0, 3:0, 1:0). Katowiczanie dominowali przede wszystkim w drugiej tercji, a Anderson, zdobywając hat-tricka, był zdecydowanym bohaterem spotkania. Pewnie w bramce zachowywał się przez pełne 60. minut Jesper Eliasson, który obronił wszystkie 38 strzały rywali i po raz drugi w tym sezonie zachował czyste konto.
Potwierdzone! Fiński napastnik dołączył do wicemistrzów Polski
GKS Katowice uzupełnił kadrę przed fazą play-off. Dziś umowę z ekipą z alei Korfantego podpisał Lauri Huhdanpää.
30-letni Fin zaoferował swoje usługi katowickiemu zespołowi i przekonał do siebie sztab szkoleniowy.
Zawodnik pochodzący z Tampere obecny sezon rozpoczął w STS-ie Sanok, który wycofał się z rozgrywek z przyczyn finansowo-organizacyjnych. W ekipie z Podkarpacia rozegrał 31 meczów, zdobywając w nich 3 bramki i notując 9 asyst. Sędziowie nałożyli na niego 12 minut karnych.
Huhdanpää jest w Polsce postacią dobrze znaną. Bronił też barw KH Energi Toruń, Podhala Nowy Targ, JKH GKS-u Jastrzębie i Unii Oświęcim. W sumie w naszej ekstralidze wystąpił w 160 meczach i zgromadził w nich 93 punkty. Na ten dorobek złożyło się 37 goli oraz 56 kluczowych zagrań.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic
Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.
Felietony Piłka nożna
Igrzyska Myśliwca z katowicką obroną
Czasem trzeba – jak to się mówi – przespać się po danym meczu. Po to, żeby podejść do niego bardziej spokojnie, znaleźć jakieś pozytywy i ogólnie nie popaść w zły nastrój. Nie pykło. Tym razem patrząc już z lekkiego dystansu, czyli sobotniego poranka, mam obraz gorszy niż bezpośrednio po meczu. Powiedzmy sobie wprost – to było fatalne spotkanie naszego zespołu.
Nie mam tym razem irytacji, tak jak po meczu z Motorem. Może z powodu dyspozycji dnia. Ale nie zespołu, tylko mojej. Ot, GieKSa pokazała swoją specyfikę od tej złej strony, ale nie jest to nic nowego, znamy to doskonale. Tym razem wyszło na minus.
To co jest niestety specyfiką tej drużyny i co (póki co) nie pozwala jej wejść na stałe do czołówki ligi to jej kompletna losowość. Abstrahując oczywiście od tej różnicy u siebie i na wyjeździe. Ale zasadniczo wygląda to tak, że co nam danego dnia wylosuje maszyna losująca, tak będzie wyglądał mecz w naszym wykonaniu. Nie ma czegoś takiego, że przed meczem ze stosunkowo dużym prawdopodobieństwem jesteśmy w stanie stwierdzić, że GieKSa zagra dobre solidne spotkanie, będzie lepsza od rywala albo przynajmniej równa, a wynik – choć to suma wielu wypadkowych – również z pewnym prawdopodobieństwem będzie korzystny. Nie. W przypadku GKS mamy wręcz orła i reszkę – jak wypadnie jedno to mamy ekipę walczącą, kapitalnie grającą w piłkę, stwarzającą zagrożenie. Jeśli drugie – drużynę bezradną i… grającą w obronie w tak kuriozalny sposób jak wczoraj. Ale jest to sposób znany. Także z tego sezonu. Jak zawieje – tak zagramy.
Zanim przejdę do obrony (dla porządku, chodzi o obronną grę całego zespołu), słówko o innych aspektach. Zapytałem trenera na konferencji o wyciąganie wniosków z rywalizacji z Piastem, przede wszystkim z jesieni z poprzedniego sezonu. Bo miałem małe déjà vu z tego meczu, gdy chyba dopiero w swoim drugim starciu jako trener Piasta przyjechał na Nową Bukową Daniel Myśliwiec. Wtedy używałem takiej metafory, że piłkarze Piasta „pobili” naszych zawodników. Bo już wtedy zameldowali się bardzo szybko w kościach naszych zawodników, którzy nie byli na to przygotowani. I goście wtedy zdominowali ten mecz fizycznością i agresją, do tego strzelili w krótkim czasie dwie bramki i było po meczu. I wczoraj mieliśmy podobny vibe Piasta, przy czym tym razem z dyscyplin olimpijskich trener Myśliwiec nie postawił na boks, tylko na sprint. Nie wiem, jakim cudem przekonał swoich piłkarzy, zwłaszcza tych zagranicznych, jaka jest waga meczu z GieKSą, ale grali oni, jakby nałykali się szaleju. Byli dzicy, z pianą na ustach, walczyli, jakby to była wojna, a nie mecz piłkarski. Tak jak mówię – tym razem objawiało się to w szybkości, pokazywaniu się na pozycję i niesamowitym parciu do przodu. Utrzymywali przy tym naprawdę dyscyplinę taktyczną, to nie były ataki chaotyczne. W tym kontekście trafiliśmy na przeciwnika niesamowicie dobrze dysponowanego.
Trener mówił po meczu, że w drugiej połowie to GKS przejął inicjatywę. No jasne, ale przecież Piast prowadził już 2:0, więc to turbodoładowanie nie było już im do niczego potrzebne. Poza tym bądźmy konsekwentni – bo narracja jest taka, że gdy my się cofamy do niskiej obrony, to jest to przemyślana taktyka, a jeśli przeciwnik – to znaczy, że ich zdominowaliśmy i rywal miał kłopoty…
No nie. Piast intencjonalnie oddał nam piłkę, może nie do końca dla siebie w sposób idealny, na co zwracał uwagę trener rywali. Ale gospodarze bardzo umiejętnie się bronili i GKS choć stworzył sobie ostatecznie dość sporo sytuacji, to trudno powiedzieć, żeby któraś z nich naprawdę była wielką szansą na zdobycie gola. Wydaje mi się, że najlepszą miał Mateusz Wdowiak w pierwszej połowie, ale i tak jednak musiał uderzać z takiej krótkiej nogi. Owszem – powinien to trafić, ale sytuacja idealna nie była. Mateusz Kowalczyk z szesnastu metrów – to też powinno zakończyć się dużo lepszym uderzeniem (znaczy nie wprost w bramkarza). Sytuacja Marcina Wasielewskiego po kapitalnym podaniu Nowaka była trudna, bo nasz zawodnik uderzał już będąc bardzo blisko bramkarza, szanse powodzenia były minimalne. Ilja po podaniu Bartka strzelał bardzo efektownie i był blisko, ale była to trudna sytuacja.
Poza tym nasze sytuacje były słabe, podwójne uderzenie Bartka nie miało też większych szans.
Jeśli chcemy porównać – naprawdę dobre szanse to miała Wisła Płock w Katowicach. Mimo, że przegrała 0:5, na początku meczu, kiedy ratował nas Ilja, a potem w drugiej połowie, gdy sam na sam wyszedł Hamulić. To są prawdziwe groźne sytuacje, a nie te, które my stworzyliśmy w Gliwicach.
Daniel Myśliwiec jak nikt inny widać zna atuty i słabości GieKSy. Nikt w tej lidze nie potrafi nas zneutralizować w taki sposób. I najwidoczniej trener wygrał ten mecz już przed meczem. Wiedział jaką taktykę przyjąć i jak nastawić swoich zawodników. I to wystarczyło. Plus dodajmy pewien aspekt układu gwiazd. Oprócz tego, że Piast był lepszy zarówno w obronie i w ataku, to trzeba powiedzieć, że absolutnie wszystko im wychodziło, a nam absolutnie nic. Takie mecze też się zdarzają.
Przede wszystkim trenerzy rywali wiedzą (i my niestety też), że gdy się nasz zespół naciśnie, to gubimy się niemożebnie. Recepta na GieKSę – wprowadzić trochę szybkości i chaosu w naszych szeregach, to prawdopodobieństwo zdobycia bramki znacząco wzrasta. Co lepsza (a nawet i nie) drużyna z tego korzysta. Na naszym tle zadziwiająco często drużyny przeciwników wyglądają na rozpędzone i grające mecz sezonu…
No ale wracając do tej defensywy. Problem mamy wielki i to nie jest tylko kwestia tylko tego sezonu. Na ten moment mamy rozegranych 10 meczów i 15 straconych bramek. To daje średnią 1,5 traconej bramki na mecz – taka sama średnia wychodzi zarówno w lidze, jak i czterech meczach pucharowych. Mamy w dziesięciu meczach tego sezony zaledwie jedno czyste konto, a w ostatnich osiemnastu spotkaniach – tylko dwukrotnie nie straciliśmy bramki.
Ale tu nie chodzi nawet o samą liczbę, bo choć jest ona spora, to nie jest jeszcze jakaś totalnie dramatyczna. Ale dramatyczny jest sposób, w jaki te bramki tracimy. I w jakich momentach czy odstępach. Patrząc na ten sezon. I rozpoczynając od meczu w Żylinie. Mieliśmy kilka fatalnych zachowań w pierwszej połowie, bramek nie traciliśmy, ale gubiliśmy się wtedy strasznie, podając do przeciwników. Natomiast z pola karnego wybić piłki nie umieliśmy i był rzut karny. Na Wiśle dwie bramki stracone w trzy minuty, a mogły być trzy w pięć czy sześć minut, ale trzecia nie została uznana. Z Radomiakiem podajemy w polu karnym prosto na nogę przeciwnika. Hapoel – wiadomo przedziwny przerzut Borjy, a potem strata Arka. W rewanżu z drużyną z Tel Awiwu jakieś uchylanie się od główek i rywal wychodzi sam na sam. Z Górnikiem w 80 sekund tracimy dwa gole. No i jedna z wisienek na torcie – mecz z Piastem.
Choć déjà vu to miałem też z Miszkolcem…
Trudno zrozumieć, co tu się wczoraj wydarzyło. To że rywale przeprowadzili kontrę to jedno. Ale jak jeden Sanca może się zatrzymać na szesnastym metrze, przekładać sobie nogę nad piłką, a nasi zawodnicy dosłownie jak tyczki – nieruchomo powbijani w ziemię. To się absolutnie nie ma prawa wydarzyć, a nawet jeśli stoją – to niech przynajmniej zasłonią bramkę. Drugi gol to zupełnie bierne zachowanie naszych zawodników – ponownie powbijanych w ziemię – i przeciwnik zza pleców trzech GieKSiarzy wbiega i bez problemu strzela bramkę. I powiem tak – do obejrzenia skrótu myślałem, że trzeci gol to po prostu czyste stadiony świata. Ale jak zobaczyłem, jak nasz kapitan uchyla się niemal do ziemi, odsłaniając tym samym drogę piłce do bramki, to sam klęknąłem. Przecież jakby Arek został spionizowany, to piłka by trafiła dokładnie w niego.
A co do tej drugiej bramki jeszcze – to przecież dosłownie dwie akcję poprzedzające – w ciągu 2-3 minut – to były wyjścia Piasta sam na sam lub niemal sam na sam – raz był spalony, a za drugim razem rzut rożny, po którym padł gol. Podania na skrzydła, takie na dobieg, nokautowały nas w tym meczu.
I tak jak trener mówi, efektywność w obronie i ataku była po stronie Piasta. Raz, że Piast był lepszy, ale dwa – że my byliśmy po prostu bardzo słabi. Nie tylko w obronie i nie tylko w wykończeniu. My sobie nie wykreowaliśmy sytuacji tak groźnych, żeby mieć większe szanse na gola. A czasu na to mieliśmy w drugiej połowie mnóstwo, kiedy Piast oddał nam piłkę.
Cóż, zdarzyło się. Dużo gorzkich słów tu padło i w węższym, ale przede wszystkim szerszym aspekcie, trzeba coś z tą grą obronną zrobić, bo tak naprawdę mamy z nią problem od samego awansu do ekstraklasy. Bywały krótkie serie – kilku meczów – kiedy nasi piłkarze wznosili się na wyżyny, notowali czyste konta, potrafili nawet 2-3 mecze z rzędu zagrać bardzo dobrze w defensywie. Ale potem znów przychodziły, kiksy, babole i niezrozumiałe zachowania. Znaczy kiksy… Co do kiksów to ja nawet nie mam pretensji. Na przykład do takiej bramki samobójczej Arka w Łodzi w Pucharze Polski. Tam to był czysty pech, coś co po prostu się zdarza. Ale jak widzę irracjonalne zachowania zawodników, to to jest już powód – czasem do wkurzenia, czasem niepokoju.
Jeśli ta drużyna chce się rozwijać, to musi poprawić defensywę. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że Bartek Nowak da ciasteczka, a Ilja Szkurin będzie miał dzień konia. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że strzelimy więcej bramek od przeciwnika, który nam strzela. My mamy umieć przepchnąć kolanem mecz, w którym nam się ofensywa nie układa, mamy mało sytuacji lub jesteśmy nieskuteczni – ale pakujemy tę jedną bramkę i wygrywamy, bo obrona spisała się na medal i nie dopuściła do utraty gola.
Nie jesteśmy drużyną idealną. Naprawdę, gdyby nie te aspekty, o których wspomniałem, bylibyśmy w czołówce ligi i pewnie bili się o mistrzostwo. Ale mamy swoje mankamenty i jesteśmy w takim miejscu jak jesteśmy. Nadal bardzo dobrym miejscu. Ale musimy się rozwijać.
Za tydzień ostatni z trzech meczów wyjazdowych – Lubin. Jeśli tam zapunktujemy za jeden – będzie można powiedzieć, że minimum w tym trójmeczu osiągnęliśmy. Jeśli wygramy – to będzie bardzo dobry wyjazdowy wynik. Nie ma co więc płakać nad rozlanym mlekiem, a tak jak powiedziałem – docenić też bardzo należy drużynę Piasta.
Na koniec powiem, że po meczu dziennikarz Łukasz Pawlik powiedział, że jakby kiedyś zakończył pracę w GKS trener Górak, to to byłby godny następca. Zgadzam się w stu procentach. Nie wiem, co ten szkoleniowiec w sobie ma, ale widać, że ma warsztat, gdziekolwiek nie jest to ma wyniki, potrafi z niczego zrobić coś. Do tego jest skromny, trochę cichy, a jednocześnie widać, że ma ten błysk w oku. Wydaje mi się, że to całkiem spoko człowiek, który jednocześnie swoje przeszedł, zarówno w sporcie, jak i poza nim.
Ale to teoretyczne rozważanie. Teraz trwa projekt firmowany przez Rafała Góraka i niech trwa jak najdłużej, po przysparza nam on masę radości, a GieKSa jest w tym pięknym miejscu. Tak więc dalej pracujmy nad budowaniem wielkiej GieKSy, jak trzeba to poklepmy się po plecach, a jak trzeba to solidnie opie…olmy. Ale tylko po to, by iść do przodu.
Z niecierpliwością czekamy na Lubin!
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do meczu z Piastem
Kolejne derby za nami – tym razem niestety przegrane. To był drugi z wyjazdowej serii trzech meczów. Za tydzień gramy kolejne spotkanie w Lubinie i tam będziemy walczyć o zwycięstwo, by jednak z delegacji wrócić z pokaźnym dorobkiem punktowym. Tymczasem wracamy po raz ostatni do piątkowego starcia w Gliwicach.
1. Dla mnie „wyjazd” rozpoczął się już w czwartek. Zadecydowała logistyka i chęć oddechu. Co do logistyki, to powód był prozaiczny. Wiedząc, że w piątek będę mógł dotrzeć na mecz dopiero na styk, chciałem sobie zapewnić miejsce parkingowe. Wziąłem więc po prostu nocleg, a nawet dwa, żeby zapewnić sobie pełen komfort. Ale ten parking to był tylko jeden z powodów.
2. No i zawsze pretekst do tego, żeby pospać w mieście rywala jest dobry. Przez to zaraz po przyjeździe na miejscówkę, którą miałem niecały kilometr od stadionu, udałem się właśnie pod stadion Piasta, żeby zrobić nagrywkę w przeddzień meczu.
3. Sam pokój taki w stylu loft był jednak bardzo schludny i czysty. Trzeba było jednak uważać na jeden stopień, co jest eufemizmem. To po prostu była zmiana kondygnacji. Kilkadziesiąt centymetrów wyżej.
4. A miejscówka była nieopodal Radiostacji Gliwice. Dzięki temu dowiedziałem się, że w piątek równolegle będą odbywać się dwie imprezy kulturalne – w odległości około dwóch kilometrów. Pierwszy to mecz Piast Gliwice – GKS Katowice, w drugim koncert z udziałem legendarnej Beaty Kozidrak.
5. Wracając do wspomnianej nagrywki. Zahaczyłem jeszcze o sklep Piasta, który był otwarty. Piast, nie sklep. Znaczy sklep, nie Piast. Niestety nie mieli proporczyków, pani powiedziała, że w tym sezonie jeszcze nie było. Ogólnie uważam to za słabość wielu klubów. Proporczyki, jak szale, powinny być jednym ze sztandarowych produktów i być dostępne przez cały czas.
6. Nagrywkę przed stadionem, nazywanym żartobliwie przez kibiców innych klubów Tesco Arena, zrobiłem. Mnie tam się ten stadion z zewnątrz podoba. Mimo, że „nowy” to ma swój vibe elewacji na przykład Stomilu Olsztyn czy… Bukowej. Taki socjalistyczny. Zakład pracy jakiś, fabryka.
7. Małe zakupy i zamówienie hambuksa w Wilku. Nie byłem teraz głodny, ale zamówiłem, żeby na wieczór przyjść i odebrać. Tak między meczami, bo przecież czwartek był napakowany kilkoma spotkaniami Pucharu Polski, no i zaległościami ligowymi.
8. No i tak też zrobiłem, najpierw Raków – Górnik przy herbatce. Górnik nie załamał się porażką GieKSą i pewnie wygrał to spotkanie. Z małymi problemami w końcówce. I gdy Raków cisnął do wyrównania, Diaby-Fadiga zachował się idiotycznie, dostał czerwień i tyle było z marzeń o remisie.
9. Raków po sześciu meczach ligi ma sześć porażek. Niepojęte. A chcą zabrać Fejaka, czyli kolejny strzał w kolano. Niebywałe, jak wiele błędów tam ostatnio popełniają.
10. Na obrazku zupełnie to nie wygląda, ale burger był znakomity. Z chorizo i jalapeno. Polecam tego Allegrowicza. Konsumowałem to jadło przy meczu Śląska z Pogonią w Pucharze Polski. Jak widać – na obrazku – znów gola strzelił Samiec-Talar. Znakomity sezon tego zawodnika, byłego zawodnika GKS, który wówczas jednak nie był czołową postacią drużyny.
11. Śląsk wygrał to spotkanie i odprawił Pogoń z kwitkiem. Tak więc po dobrych występach w ostatnich latach w pucharze, tym razem Szczecinianie mogą pomarzyć. I jeśli chcą jakieś tituli mieć, to muszą wygrać ligę.
12. Potem jeszcze kuknąłem Lecha z Jagą, ale pierwszą połowę, bo już spać mi się chciało. Drugą obejrzałem rano. Bramka Kobayashiego to coś niebywałego. Tak huknąć. Znakomity gol. A Lech się po Aarhus otrząsnął i wygrywa kolejne mecze jak leci.
13. Zazdro jeśli chodzi o Lecha i Jagę. Obie ekipy sobie zagrają z Crystal Palace czy Sunderlandem. No i inni przeciwnicy w Lidze Europy. Musimy jako klub dążyć do tego, żeby mieć szansę na takie świetne mecze. Wygrać Puchar Polski i fazę grupową pucharów będziemy mieli zapewnioną.
14. Nazajutrz udałem się na spacer do cukiernio-śniadaniowni Cacy. Mijałem traktory. Spacer był sympatyczny, a śniadanie piękne i smakowite. Pani co prawda była jakaś smutna, ale to pewnie dlatego, że musiała wybierać pomiędzy Beatą, a meczem Piasta. Ciekawe co wybrała.
15. A żyrafy mówią „no elo”. Co ciekawe w tym miejscu, w którym miałem nocleg jest… drukarnia. Normalnie działająca, pracująca w piątek. Dość specyficzne to było.
16. Wkrótce musiałem się udać do… Katowic. Wzywały obowiązki zawodowe. Dlatego też właśnie logistyka tego wszystkiego była specyficzna. Na 14.30 chciałem być w Katowicach, by o 19.00 z powrotem jechać do Gliwic i mieć jeszcze zapas.
17. Gdy szedłem już na mecz – bo zaparkowałem na miejscówce – rzeczywiście w tych małych uliczkach między domkami było pełno samochodów. Zastanawiałem się, jak to tolerują mieszkańcy, że im przed działkami ciśnie się masa aut, gdy tylko jest mecz. No ale cieszyłem się z dokonanego wyboru i braku stresu. Nawet nie chodzi o stres związany ze znalezieniem miejsca, co o to, że w takiej ciasnocie bałbym się, że jeden czy drugi ancymon poskrobie mi auto po marchewkach.
18. Pod stadionem było już dużo ludzi. Do meczu pozostawało około pół godziny. Wspomnę, że po drodze zahaczyłem znów o Wilka, żeby zamówić na „po meczu”. Ustaliłem godzinę 23.50, czyli 10 minut przed zamknięciem. Musiałem więc liczyć, że nie przedłuży się ani mecz, ani konferencja.
19. Znów autokar, który można sobie zwiedzić. Autokar Piasta. Tak samo było w maju. Nie lada gratka dla fanów.
20. Akredytację odebrałem bez problemu, no i skierowałem się na stadion. Przez to, że dopiero co graliśmy w Gliwicach miałem wrażenie, że zarówno pani na bramie, jak i pan na schodach to ci sami ludzie.
21. Wszedłem więc po tym rusztowaniu, zrobiłem herbatkę i udałem się na prasówkę. Niestety z racji krótkiego czasu do pierwszego gwizdka, dobre miejsca prasowe były już zajęte, więc musiałem zejść do najniższego rzędu. Z niecierpliwością czekałem na mecz.
22. Ciasnota, jak to na Piaście. Jednak w tym najniższym rzędzie trochę dalej był jakiś facet, a poza tym dużo luzu. No i na początku rzędu dwóch sympatycznych jegomości. Nikt więc nie przechodził, żeby musieć wstawać. Co prawda wołał ten jeden pan dwa razy takiego grubasa, ale on chyba był świadomy, więc nie decydował się przeciskać w tym miejscu.
23. Blaty pochyłe, ale powiedzmy w miarę. Jednak trochę vibe pierwszoligowych prasówek. No może pogranicza między zapleczem, a ekstraklasą. Najważniejsze, że prąd był i przede wszystkim – znakomicie działał internet, co jak wiemy nie jest oczywistością…
24. Kibice obu drużyn od razu zaczęli mocno dopingować. Na trybunach znów więc mieliśmy świetne widowisko.
25. Z wydarzeń boiskowych mogli być zadowoleni jedynie kibice Piasta. Bo już w piątej minucie objęli prowadzenie, a cały mecz wygrali 3:0. Tym samym Piast powtórzył wynik z sezonu 2011/12, kiedy to również w tych rozmiarach pokonał GKS. Wówczas Gliwiczanie awansowali do ekstraklasy.
26. To była jakaś totalnie dziwna historia, związana chyba z budową stadionu. Na wiosnę Piast zagrał tylko dwa mecze na wyjeździe, resztę u siebie. Ale by pykło nam coś takiego. Mistrz na wiosnę gwarantowany (oczywiście po wygrzebaniu się z ostatniego miejsca z powodu gry na wyjazdach na jesieni).
27. Ciekawostką jest to, że jak teraz nam strzeliło bramki dwóch Hiszpanów – Juande Rivas i Hugo Vallejo, to w tamtym meczu z 2012 trafił również obywatel Półwyspu Iberyjskiego – Ruben Jurado. Nie leżą nam ci gliwiccy Hiszpanie.
28. Nie leży nam ten stadion, oj nie leży. Dla mnie to była szósta wizyta w Gliwicach – bo byłem jeszcze na meczach na starym stadionie – i czwarta porażka. Poza tym zaledwie dwa remisy. Piast u siebie z GieKSą nie przegrywa.
29. Po awansie do ekstraklasy Gliwiczanie nadal pozostają jedną z trzech ekip, które ciągle za naszej bytności w niej są, a z którą nie wygraliśmy. Pozostałymi są Legia i Lech. Może przynajmniej z Warszawianami czy Poznaniakami uda się przełamać tę złą passę.
30. No i po meczu nagrywka i na konferencję prasową. Bartka Nowaka brali do Super Piątku, a my czekaliśmy na trenerów. Jakoś wyjątkowo długo, a na Górniku tydzień temu było krótko.
31. W końcu przyszli szkoleniowcy – Rafał Górak, potem Daniel Myśliwiec. Uwinęliśmy się jakoś z pytaniami i powoli zacząłem montować konfę, ale zbliżała się północ. Toteż około 23.40 wyszedłem, aby odebrać swoje zamówienie.
32. Wróciłem na kwaterę, dokończyłem konferencję, zobaczyłem, co tam Bartek miał do powiedzenia, no i z rozczarowaniem zakończyliśmy swój udział w tej kolejce.
33. Wracając widziałem ludzi, którzy już wracali z koncertu. Uraczyli się może bardziej Beatką z Bajmu, niż kibice gości meczem. Ale tak to bywa.
34. Tylko trzy punkty w Lubinie!






























Najnowsze komentarze