Dołącz do nas

Klub Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Czas na półfinał(y)

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej i siatkówki GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Media donoszą, że Klub wysłał pismo ws rozwiązania umowy z Zondacrypto.

Piłkarki dzisiaj o godzinie 18:30 na płycie głównej ENEA Stadionu w Poznaniu zagrają mecz półfinałowy Pucharu Polski z drużyną Lecha/UAM Poznań. Następny mecz ligowy rozegramy na Bukowej 25 kwietnia o 11:00 z Pogonią Szczecin. Piłkarze w minionym tygodniu rozegrali mecz ligowy z Motorem, który wygrali 3:2 (3:1). W najbliższą sobotę 25 kwietnia o 14:45 zagramy w Kielcach z Koroną.

W półfinale play-off siatkarze pokonali w pierwszym meczu Mickiewicza Kluczbork 3:0. Drugi mecz zostanie rozegrany jutro (22 kwietnia) o 18:00 w Kluczborku. Ewentualne trzecie spotkanie zaplanowano na niedzielę (26 kwietnia) o 17:30 w Katowicach. Do finału awansuje drużyna, która wygra dwa mecze.

Hokeiści zakończyli sezon zdobyciem srebrnych medali Mistrzostw Polski.

KLUB

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice też żegna się z Zondacrypto. Współpraca nie trwała długo… „Podjęte działania mają zabezpieczyć interes klubu”

GKS Katowice jest kolejnym klubem, który wypowiada umowę giełdzie kryptowalut Zondacrypto.
– GKS Katowice wystosował pismo, które inicjuje proces rozwiązania umowy sponsorskiej z firmą Zondacrypto – poinformował Polską Agencję Prasową rzecznik klubu Michał Kajzerek. – Podjęte przez nas działania mają w pełni zabezpieczyć interes klubu, stąd proces zakończenia współpracy będzie następował stopniowo – dodaje.
Umowa z Zondacrypto została podpisana w lipcu 2025 roku. Podkreślano wówczas, że prezes firmy Przemysław Kral wychował się w Katowicach i chodził na mecze na Bukową.
Wcześniej podobną jak GKS decyzję podjęli Raków Częstochowa i koszykarskie Dziki Warszawa.
W sprawie problemów Zondacrypto trwa postępowanie prokuratorskie. W poniedziałek rzecznik Prokuratury Regionalnej w Katowicach prok. Michał Binkiewicz poinformował, że na liście poszkodowanych jest już kilkaset osób, a kwota szkody osiągnęła 350 mln zł.

PIŁKA NOŻNA

lechpoznan.pl – Czas na półfinał

Już we wtorek o godzinie 18:30 rozpocznie się najważniejsze spotkanie tego sezonu dla Lecha Poznań UAM. Niebiesko-Białe na Enea Stadionie zmierzą się z GKS-em Katowice w półfinale Orlen Pucharu Polski.
Piłkarki Kolejorza mają za sobą świetną kampanię w Pucharze Polski. Lechitki do półfinału dotarły bez straty gola, a po drodze odprawiły z kwitkiem Iskrę Tarnów (4:0), Polonię Środa Wielkopolska (5:0), KKP Warszawa (5:0) oraz Górnika Łęczna (1:0). To najlepsza edycja w historii naszej kobiecej sekcji, a przed Niebiesko-Białymi najważniejszy dotychczasowy mecz w tym sezonie. Stawką wtorkowej rywalizacji z GKS-em Katowice będzie bowiem finał Pucharu Polski.
– Traktujemy to spotkanie normalnie, nie nakładamy na siebie żadnej dodatkowej presji. Ostatni tydzień przepracowałyśmy jak każdy poprzedni, myślę że to zdrowe podejście. Czuć w drużynie radość, ekscytację i pozytywną atmosferę, bo dzieje się po prostu coś fajnego – mówi trenerka Alicja Zając.
Lech Poznań UAM w tym sezonie zmierzył się już z GKS-em Katowice w Orlen Ekstralidze. Niebiesko-Białe na wyjeździe postawiły się mistrzyniom Polski i zremisowały 1:1. Gola na wagę punktu strzeliła Oliwia Związek, a więc bohaterka ćwierćfinałowej potyczki z Górnikiem Łęczna. We wtorek faworytem również będzie ekipa ze Śląska, ale Lechitki w tym sezonie już niejednokrotnie pokazały, że potrafią postawić się silniejszym przeciwniczkom.
– Ten ostatni mecz z GieKSą zbudował nasze morale i pokazał, że możemy powalczyć z bardziej doświadczonymi zespołami z górnej części tabeli. Widać to było w spotkaniu z Górnikiem Łęczna. Wiadomo, że to była tylko jedna potyczka, ale chcemy z niej wyciągnąć jak najwięcej wniosków i odpowiednio przygotować się do półfinału. Wiemy, że wiele czynników wpływa na to, która drużyna wygra. Zrobimy jednak wszystko, żeby powalczyć i napsuć krwi zespołowi z Katowic, bo nie ma co ukrywać, że one są faworytem i jako mistrzynie Polski bardziej muszą awansować do finału, my możemy to zrobić – opowiada trenerka Lecha Poznań UAM.
[…] Z tego spotkania przeprowadzona zostanie transmisja na naszym kanale LechTV na platformie Youtube.

weszlo.com – Bartosz Nowak: Nie pamiętam tak szalonego tygodnia

Sezon 2025/26 na polskich boiskach to prawdziwy popis umiejętności w wykonaniu jednego z piłkarzy GKS-u Katowice. Bartosz Nowak na Śląsku obudził w sobie pokłady dodatkowej energii i piłkarskiej jakości. Strzelec ośmiu goli, odpowiadający także za 11 ostatnich podań w Ekstraklasie, cieszy się obecnie ogromnym szacunkiem pośród kibiców, a także ligowych rywali. Nowak był gościem ostatniej Ligi+ Extra, w której odpowiedział na wiele pytań.
Drużyna Rafała Góraka bardzo jest doceniana w skali ligi za to, jaki tworzy kolektyw. To duża nobilitacja, aczkolwiek Nowak podkreśla, że to zasługa tego, że każdy czuje się doceniony.
– Nasz system pokazuje, że nie jesteśmy oparci na jednym zawodniku. Każdy czuje się pod prądem, każdy jest doceniony. Wie, że przyjdzie czas, że będzie potrzebny (…) Cały czas sprawia mi radość, by grać na takim poziomie jakiego wymaga liga (…) Wszystko zależy od tego, w jakich drużynach grasz i na jakim poziomie jesteś. Były trudniejsze momenty, teraz jest wszystko pięknie, ja się czuję dobrze. Wszystko też dobrze funkcjonuje, każdy emanuje pozytywną energią. Drugi sezon w Rakowie był trudny, widywałem się tylko przez chwilę z rodziną, miałem półtorarocznego synka, a żona była w drugiej ciąży.
Nie mogło zabraknąć pytania o trenera Rafała Góraka. W studiu panowało zaciekawienie dotyczące tego, czy szkoleniowiec daje na boisku wolność. Nowak bardzo ceni swojego trenera za to, kim jest i że nikogo nie udaje.
– W niektórych aspektach jak najbardziej [co do wolności na boisku – MZ]. Eman teraz wszedł w buty dobrego kolegi (śmiech), jeszcze nie wiemy gdzie on ma sufit. Ostatnio on akurat błyszczy, ale odciążamy się nawzajem. Większość akcji zaczyna się od pressingu i rozumienia gry naszych pomocników. Każdy może pokazywać, co najlepsze w ataku, wiemy, kto jakie ma obowiązki. Jak ktoś o czymś zapomni, to drugi go wspomoże (…). Trener zawsze jest taki sam. Taki jest w serialu [Canal+ o trenerach – MZ]. On ma taką czutkę, że wie, kiedy co ma powiedzieć. Czuje ten klimat GieKSy, przeżył tu wszystko. Nie musi niczego udowadniać i cieszy się tym, co ma.
W ostatnim czasie, GieKSa po rzutach karnych odpadła w półfinale Pucharu Polski, zremisowała 3:3 z Lechem Poznań, a także pokonała po bardzo dobrym meczu Motor Lublin 3:2. Nowak przyznał, że nie pamięta tak obfitego w emocje tygodnia w swoim piłkarskim życiu.
– Takiego tygodnia to nie pamiętam, aby tyle się działo. W końcu z jakiegoś szalonego meczu mamy trzy punkty. Tworzymy mnóstwo sytuacji, ciągle są emocje, nasza drużyna wzbudza ich dużo. Jest sporo pozytywnych, a my idziemy tą drogą dalej.
– Od początku sezonu mówimy sobie, że nie boimy się nikogo, bo potem można walczyć z każdym. Nawet po porażce można być zadowolonym, ale nie można mieć po takich meczach do siebie pretensji. Trener powiedział, że musiał pochodzić więcej w tych meczach (śmiech). Myślę, że jest dumny.
9 kwietnia Jesus Imaz dobił do 110 goli w Ekstraklasie. Nowak uważa go za najlepszą dychę w lidze.
– Tak. Myślę, że w każdym wywiadzie, jak mnie pytają o dobrą dziesiątkę – ja zawsze daję Imaza. Odkąd śledzę tę ligę i odkąd w niej jestem to zawsze jest gwarantem bramek i gwarantem jakości, duża klasa.
Bardzo wielu szkoleniowców uznało Nowaka w materiale Canal+ za MVP sezonu. W tym gronie był oczywiście Rafał Górak, ale także Leszek Ojrzyński i John Carver. Nie wiedzieli oni, że piłkarz GKS-u Katowice będzie gościem programu. Co na to sam Nowak?
– Na pewno poproszę po programie o filmik dla potomstwa. Bardzo jestem dumny, cieszę się, że wiele osób ma taki pozytywny odbiór, na pewno drużyna też jest dumna. A czy to mój sezon życia? Indywidualnie na pewno tak (…) Zawsze chciałem strzelić gola z połowy, takiego mi raz nie uznano, więc wszystko przede mną.
Bartosz Nowak jest zdania, że szkielet drużyny złożony z Polaków bardzo pomaga. Także poza klubem, bowiem przez to żony zawodników chętnie się ze sobą spotykają i atmosfera tylko zyskuje na takich relacjach w drużynie. Nowi zawodnicy, a także obcokrajowcy, są bardzo otwarci i uczą się bardzo szybko.
Drużyna z Katowic punktowała jesienią ze średnią 1,17 punktu na mecz. Na wiosnę jest to już 1,91. Nowak podkreślił, że dysproporcja wyniknęła ze zmian i urazów na początku sezonu. Osiągnięcie obecnej dyspozycji wyniknęło z pracy w spokoju, a także z uwagi na mocny zimowy obóz przygotowawczy. Trener Górak polecił podopiecznym, aby zaufać w tę pracę, a w ostatnich miesiącach widać, że zespół dobrze się czuje. Nowak przyznał też, że były kluby zainteresowane jego usługami, ale on był stanowczy w tej kwestii. Nie zamierzał odbierać telefonów, bo czuł się dobrze w drużynie, a Katowice to jego miejsce.
W części programu zwanej „Pomidorem” Nowak powiedział, że Śląsk stał się jego miejscem na ziemi, choć jest z Radomia. Dodał też, że nie czuje się idolem kibiców na Nowej Bukowej i stwierdził, że fani zobaczą europejskie puchary w przyszłym sezonie. Mówi też „nie” w kwestii zaproszenia do Tańca z Gwiazdami.
Z innych ciekawych odpowiedzi: Bright Ede mógłby nosić sprzęt za obrońcami GKS-u Katowice. Pomidor został wykorzystany w kwestii pytania o preferencję bycia liderem w Katowicach kosztem ławki rezerwowych w reprezentacji Polski. Chciałby też dokończyć w przyszłości studia.

przegladsportowy.onet.pl – Żartowniś w szatni GKS Katowice włączył stary przebój. I zadziałało

Dziewięć dni z życia kibica GKS-u Katowice, to trzy mecze jego drużyny, dziesięć strzelonych goli i dziewięć straconych, duma wymieszana z niedosytem, refleksja połączona z ambicjami i poczucie, że sen wciąż trwa. Ekipa Rafała Góraka nie wygląda na taką, która miałaby ochotę wyhamować. Bohaterów jest dwóch, właśnie dosiadł się trzeci, ale są jeszcze ci, o których w mediach się nie mówi.
Katowicka drużyna najmocniej z tych trzech swoich wyjątkowych meczów zaskoczyła podczas wyprawy do Poznania. Najpierw z Rakowem zagrała najbardziej zwariowane spotkanie w tym sezonie. GKS w pierwszej połowie półfinału Pucharu Polski rozsmarował gospodarzy — prowadził 2:0 i wydawało się, że w takiej formie już tego nie wypuści. Scenarzysta przygotowujący futbolowe szkice miał tego dnia jednak inny pomysł. GKS doprowadził do stanu, że i przegrywał. Dwukrotnie wyrównał, żeby przy wyniku 4:4 o wszystkim rozstrzygały karne, a w nich efektywniejszy był Raków.
Takie porażki mogą goić się długo. Zresztą następnego dnia potwierdzał to klimat w katowickiej szatni. Przypominał ten żałobny. W miejscu, gdzie jest gwarno, mało kto z kim rozmawiał. Piłkarze nie mogli odżałować, w jaki sposób wypuścili zwycięstwo. Ale jak to w GKS-ie, znalazł się też dowcipniś, który na pomeczowych zajęciach w siłowni włączył stary przebój zespołu Magma, zaczynający się od słów: „Znów dziś przeszła obok mnie”.
Gieksiarze mieli słuszne poczucie, że okazja zagrania na Narodowym przeszła obok nich naprawdę blisko. Ale podnieśli się błyskawicznie, bo w Poznaniu fragmentami grali śpiewająco. Na boisku mistrza Polski trzykrotnie prowadzili, ale znów wrócił niedosyt, bo tamten mecz ostatecznie zremisowali. W ostatni weekend z Motorem już nie pozwolili, żeby prowadzenie im uciekło i przypilnowali wyniku.
GieKSa szalona potrafiła być i dawniej. W 1970 r. pojechała do Hiszpanii zagrać rewanż ze słynną Barceloną. To miała być dla gospodarzy formalność, pierwszy mecz na wyjeździe zgodnie z przewidywaniami wygrali. Mało, bo mało (1:0), ale wygrali. U siebie mogli poczuć dezorientację, gdy do przerwy przegrywali na Camp Nou z anonimowym klubem z Polski 0:2 i byli poza pucharami. Na pewno w szoku byli kibice Barcelony, którzy w swoich piłkarzy ciskali poduszkami.
— Skąd oni wzięli tyle poduszek? — zastanawiali się później piłkarze GieKSy.
Okazało się, że kibice puchową amunicję kibice mieli pod sobą, bo brali ją z siedzisk na stadionie. W drugiej połowie Gieksiarze nie wytrzymali naporu Barcy, stracili trzy gole, ale dla wielu to być może najlepszy mecz GKS-u w jego historii. Zobaczyć miny przerażonych zawodników Barcy? Bezcenne.
Dziś GKS do europejskich pucharów — można to już powiedzieć oficjalnie, niech właściwie wybrzmi — aspiruje. Ma 43 punkty, przyczaił się w siedmiozespołowym grupie uciekinierów, która zerwała się peletonowi. Ewentualnie może dobić do nich jeszcze Lechia. Miejsc w pucharach jest pięć. Gdyby GKS tam się dostał, pokazałby się w Europie po 23 latach.
Ostatnim europejskim rywalem, którego widziano na starej Bukowej, była Cementarnica Skopje, z którą GKS sensacyjnie odpadł. Macedończycy oddali w tym meczu jeden celny strzał, ale był na tyle cenny, że wystarczył do awansu. Nikt wtedy nie przypuszczał, że taka „Wielka porcja wstydu”, jak ten mecz nazwała nasza prasa, będzie zapowiedzią chudych lat GKS-u. Naprawdę chudych. Dwa lata po porażce z Cementarnicą klub obudził się w czwartej lidze. Na wiele sezonów sam stał się cmentarzyskiem dla nadziei i ambicji.
Dziś GKS w pucharach to myśl absolutnie świeża, może i nadal niewyobrażalna, ale poparta faktami w tabeli. Myśl zaskakująca nawet wewnątrz klubu. Jeszcze przed meczem z Motorem dyrektor sportowy Dawid Dubas wzbraniał się przed mówieniem o europejskich horyzontach, bo dla niego najważniejsze było zapewnienie utrzymania. Zwycięstwo z lubelskim zespołem potwierdziło, że Dubasowi jedno zmartwienie odpadło: w przyszłym sezonie jego klub będzie w gronie ekstraklasowiczów.
Dziś GKS ma twarz krążącego przy ławce podczas meczów trenera Rafała Góraka i czarującego na boisku Bartosza Nowaka, ale bohaterów jest więcej. Wśród tych z cienia jest też Dubas. W klubie pracuje od ponad dziesięciu lat — zaczynał jako skaut i asystent trenera rezerw oraz drużyny juniorów starszych GKS-u, później został menadżerem piłkarskiej sekcji. Jeszcze pięć lat temu pewnie i sami kibice GKS-u mieliby problem ze wskazaniem, że taki człowiek w ogóle pracuje w ich klubie. Na rozpoznawalności mógł zyskać prawie trzy lata temu, kiedy został dyrektorem sportowym, ale nie zależało mu na tym. Do dziś unika mediów, jest najbardziej tajemniczym ze wszystkich ekstraklasowych dyrektorów.
O transferowej strategii GKS-u mówi: — Szukamy okazji i staramy się wyprzedzić konkurencję. Mamy czym przekonywać: stylem gry drużyny, infrastrukturą czy przykładami z poprzedniego sezonu, gdzie dwóch naszych zawodników [Kowalczyk i Repka] dostało powołanie do pierwszej reprezentacji Polski.
W galerii katowickich bohaterów z cienia jest też Miłosz Drozd. Jeżeli ktoś nie może się nadziwić, że GKS w przeciągu czterech dni był w stanie rozegrać dwa tak intensywne spotkania, jak z Rakowem i Lechem, to właśnie doktor z katowickiego AWF-u odpowiadający za przygotowanie fizyczne zawodników Góraka najlepiej wie, jak to zrobili. Na zimowym obozie w Turcji w sztabie GKS-u docisnęli jeszcze mocniej — z zapisanym ryzykiem, że przesuwają u zawodników kolejne granice.
To zawsze podróż w nieznane. Plagi kontuzji żadnej jednak nie było, a piłkarze GKS-u biegają dziś jak nakręceni. Zresztą na tym zbudowana jest GieKSa. Szuka takich zawodników, żeby wpasować ich do wymagań Góraka. Piłkarz GKS ma być silny, wydolny, dominować w powietrzu. Oczywiście są wyjątki. Nawet w szatni się śmieją, że oni noszą fortepian, a gra na nim Nowak. Teraz dosiadł się do niego Eman Marković. Reszta w zespole akceptuje dla siebie rolę zabezpieczających sekcję kreatywnych. Sami też są istotni, bo GKS ma zespół, gdzie trzeba uważać na każdego. Wśród jego najlepszych strzelców są dwaj środkowi obrońcy: Lukas Klemenz i Arkadiusz Jędrych, obaj zdobyli po siedem bramek.
GKS to ludzie. Tacy, jak Jakub Kobyłka, kierownik drużyny.
Lukas Klemenz: Dla mnie ten gość powinien dostawać premie, bo zajmuje się wszystkim. Dzwonisz do niego o północy:
— Kiero, potrzebuję na szóstą samochód. Mój się zepsuł, a muszę jechać z dzieckiem do lekarza.
— Okej, będzie.
I choćby miał tam ciebie zawieźć, to będzie zrobione. Jest sam, a robi wszystko: pierze, sprząta. Meczowy sprzęt czeka ułożony w kosteczkę. Przed wyjazdem na mecz interesuje cię tylko to, żeby zabrać kosmetyczkę. Resztę „kiero” chowa do skrzyni. Raz nie mogłem znaleźć skarpetek. Byłem przekonany, że stało się niemożliwe i się pomylił: Mam go!
— „Kieruś”, brakuje mi skarpetek — uśmiechnąłem się.
— Nie, masz pod ręcznikiem.
— Ja pierdzielę. Chciałem cię złapać, że czegoś nie zrobiłeś.
Przy tej zagmatwanej tabeli wciąż trudno przewidzieć, gdzie skończy GKS. Jest tak nieprzewidywalną drużyną, która sama siebie nie ogranicza, że może być podium, jak i miejsce, powiedzmy, siódme. Ale już wiemy, ile katowicka drużyna do Ekstraklasy wniosła. Śląski charakter, choć paradoksalnie Ślązaków w drużynie nie ma wielu. Jest za to sztab z Górakiem jako szefem, który dba o to, żeby ta rzetelność i nieustępliwość była w każdym piłkarzu GKS-u. W szatni pilnują tego gorole, którzy są w tej drużynie od lat, jak Jędrych czy Adrian Błąd.
— U nas jest trochę jak w Premier League: kibice doceniają wślizgi, wybicie z linii, pójście w kontakt czy nawet jakiś faul taktyczny. Każdy klaszcze, docenia, że tak biegamy. To jest ten śląski charakter, który wpaja nam trener Górak i jego sztab — opisuje swój zespół Klemenz. — Kupę lat w klubie jest Adi Błąd, Dawid Kudła, Aro Jędrych, Grzegorz Rogala, Marcin Wasielewski i Bartosz Jaroszek. Oni stanowią trzon drużyny. Mówisz: „Kurczę, nie mogę zawieść, bo oni na mnie patrzą”. Jest ten trzon, jest trener Górak ze sztabem od siedmiu czy ośmiu lat w klubie. Wchodzisz i musisz od razu udowadniać, że chcesz na to miejsce zasłużyć.

SIATKÓWKA

siatka.org – GKS Katowice celuje w powrót do PlusLigi. Pierwszy krok w półfinale wykonany!

Na zapleczu PlusLigi rozpoczęła się rywalizacja półfinałowa. Pierwszy mecz mają już za sobą GKS Katowice i KKS Mickiewicz Kluczbork. Mecz w Ośrodku Sportowym Szopienice okazał się szczęśliwy dla katowiczan, którzy teraz potrzebują już tylko jednej wygranej, by zapewnić sobie awans do wielkiego finału.
Otwarcie spotkania należało do gości. Po kontrataku Mateusza Lindy odskoczyli na 6:3. Serię przy zagrywkach Tomasza Kalembki przerwał dopiero Michał Superlak. Nie brakowało przedłużonych wymian. Gdy uaktywnił się katowicki blok, dystans wyraźnie stopniał (9:10). Obie ekipy nie ustrzegły się pomyłek. Po dwóch asach Superlaka wynik się odwrócił i o czas poprosił trener Łysiak (13:12). W dalszej fazie seta trwała gra na styku. Obie ekipy czytały grę rywali, ustawiając bloki. W końcówce ponownie do głosu doszedł GKS. Dobrą zmianę dał Damian Domagała i po jego asie było już 21:18. Kiwka Grzegorza Pająka dała serię piłek setowych. Kropkę nad i szybko asem postawił Superlak.
Początek seta numer dwa toczył się punkt za punkt. Stopniowo inicjatywę przejmowali gospodarze. Gdy zablokowany został Linda GKS odskoczył na 11:8. Katowiczanie wciąż posyłali celne zagrywki, skutecznie punktowali również ich środkowi. Trener Łysiak zaczął sięgać po zmiany. Gdy asa posłał Linda, interweniował trener Siewiorek (14:13). Jego podopieczni szybko odzyskali rezon i po punktowej zagrywce Pająka ponownie zbudowali czteropunktową przewagę (18:14). Poderwać Kluczborczan starał się Yasser Amrat. Ze zmiennym szczęściem punktował Kamil Maruszczyk. Choć goście walczyli do końca, kluczowy punkt GKS zdobył, blokując Lindę.
As Lindy wyprowadził Mickiewicza na prowadzenie 6:4. Blok Damiana Hudzika na Janusie szybko doprowadził do wyrównania (7:7). Więcej błędów popełniali goście, przez co po chwili musieli już gonić wynik. Gra gospodarzy nie była również pozbawiona pomyłek. As Tomasza Kalembki ponownie wyrównał rezultat (13:13). Ręki w ataku nie wstrzymywał Superlak. Gdy błąd popełnił Maruszczyk, GKS wyszedł na prowadzenie 19:17. W kolejnych akcjach Mickiewicz skuteczne ataki przeplatał z błędami. Po trzech z rzędu celnych uderzeniach Maruszczyka goście odskoczyli na jeden punkt. Przy stanie 23:22 o czas poprosił trener Siewiorek. Atak Wojciecha Włodarczyka i blok na Maruszczyku dały piłkę meczową GKS-owi. Mickiewicz doprowadził jednak do walki na przewagi. Decydujący punkt padł po ataku Wojciecha Ferensa.
MVP: Michał Superlak
GKS Katowice – KKS Mickiewicz Kluczbork 3:0 (25:19, 25:20, 27:25)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna Piłka nożna kobiet

Runda pełna absurdów #2

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie będziemy ukrywać, że wraz z redaktorem Flifenem po naszym jesiennym artykule liczyliśmy na nieco spokojniejszą wiosnę i w efekcie krótszy wpis, pozwalający na wakacyjny odpoczynek. Nasze przewidywania okazały się jednak równie skuteczne jak Mileta Rajović… Zapraszamy zatem do obszernej lektury naszej selekcji najzabawniejszych absurdów z wiosny sezonu 2025/26!

Boże miej tę ligę w opiece

Lechia wcale nie spadła (PZPN ich nienawidzi, zobacz jak) – Niektóre kluby do ostatniej kolejki biją się o utrzymanie, co bardziej temperamentne jeszcze kilka dni po zakończeniu sezonu próbują odwoływać się od jakiejś niezrozumiałej decyzji sędziowskiej. Lechia Gdańsk poszła o krok dalej, w oświadczeniu jasno dając do zrozumienia, że utrzymała się w lidze i odebranie jej punktów było wręcz nielegalne. Kto wie – być może jeszcze o tym wątku usłyszymy na starcie sezonu, gdy Lechia będzie domagała się przywrócenia do Ekstraklasy?

Lechia jest bezczelna – Szanowny spadkowicz uraczył swoich fanów prozaicznym wytłumaczeniem kolejnych odejść z klubu – to przez ten krwiożerczy PZPN! Cały sezon Lechia była o włos od utrzymania i sami pracownicy klubu mówili, że nie przejmują się tą karą. Po spadku nagle wszystko się odmieniło, powrócił zakaz transferowy, a zza kulis znów zaczęły wychodzić informacje o pustce w kasie. Trudno wyobrazić sobie rozprawę, gdzie dorośli ludzie będą próbowali pozwać ligę za to, że spłaciła za nich ich własne długi i przymykała oko na dantejskie sceny za kulisami. Z drugiej strony, Paolo Urfer jest prawnikiem i nawet sam Pan Bóg pewnie nie wie, czy Lechia jednak nie zagra w tegorocznej Lidze Mistrzów.

Oświadczenia nad oświadczeniami – Był kiedyś pewien europoseł o imieniu Janusz, który każde wystąpienie kończył słowami “a poza tym sądzę, że…”. Lechia Gdańsk publikuje komunikaty niemal żywcem wyjęte z jego wypowiedzi: “Odszedł ten i ten, z powodu tego i tego, dziękujemy. A poza tym PZPN poniesie odpowiedzialność za bestialskie zrujnowanie naszego klubu i powinien zostać zniszczony, nie dziękujemy”.

Źródło: Strona Główna Klubu i Akademii – Lechia Gdańsk

Przerwanie meczu po odpaleniu 10 rac przez Legię na Arenie Katowice – Pan Damian Sylwestrzak na chwilę wstrzymał grę za sprawą dymu ogarniającego murawę na stadionie, w trosce o zdrowie zawodników i poziom widowiska. Nie udało się niestety ustalić, jaki stadion został zadymiony, bowiem piłkarze nie potrafili doszukać się rzekomej chmury uniemożliwiającej działanie naszego niezawodnego systemu wideoweryfikacji. Jak się okazało, obawy arbitra były jednak słuszne – VAR nie mógł zauważyć Kacpra Tobiasza rzucającego się z uściskami na Szkurina podczas akcji ofensywnej.

Rzut za trzy punkty Kowalczyka z Termalicą – Są różne style piłkarskie: misterne Catenaccio, morderczy Gegenpressing czy też sławetna Tiki-taka. Mateusz Kowalczyk postanowił wprowadzić jednak element innej dyscypliny, po wrzucie z autu zapisując sobie niemalże bezpośrednią bramkę, jedynie z przyczyn legislacyjnych uznanych za samobójczą. Miny dziennikarzy i kibiców zasiadających na trybunach, którzy zobaczyli ten ewenement na skalę światową – bezcenne. Europa nie jest gotowa na nasze sztuki piłkarskie!

Kolejny trener Widzewa, ale tym razem to już naprawdę ostatni! – Każdy z nas w swoim życiu kupił nieco zbyt dużą paczkę chrupek “bo będzie na dwa dni”. Włączamy mecz, a kilka chrupnięć później okazuje się, że paczka już jest pusta. Nieco podobnie miał pan Dobrzycki z kupnem trenerów, bowiem od 2025 roku w Widzewie pracowało już 5 wyszukanych szkoleniowców na lata, każdy z coraz to lepszą argumentacją i CV. Ostatecznie skończyło się na panicznym zatrudnieniu żelaznego Ako Vukovicia, który przyszedł, wywalił ego “gwiazd” tej ligi na bruk i kazał wypierniczać wszystkie piłki w kosmos. Od jednego chrupnięcia na weselu Widzew niemal spadł z ligi, a to byłoby całkiem spore osiągnięcie jak na miliardera.

Bergier kopiący rożne jako najlepszy strzelec Widzewa – Inni trenerzy go nienawidzą, zobacz jak! Poprzednik Vukovicia miał dość niecodzienny plan na Widzew Łódź, wszak wysyłanie walczaka i najlepszego strzelca do kopania rzutów rożnych przy okienku transferowym za miliony monet brzmi jak żart primaaprilisowy. Sęk w tym, że szanowny Pan Czapeczka nawet nie zdołał do tegoż kwietniowego dnia dotrwać, a taki absurdalny pomysł mógł mu tylko w tym pomóc. 

Gesty Sebastiana “zwykłego chłopaka” Bergiera do kibiców Korony – W zaledwie kilka sekund skutecznie odświeżył niechęć kibiców do swojej osoby. Gdyby ten gest był jeszcze spontaniczny i szybko się opanował, mógłby to wytłumaczyć jakąś prowokacją, co i tak było już głupie i obelżywe. Wszystko odbyło się już jednak w dość spokojnych jak na wyjazd warunkach po meczu. Zawodnik uskutecznił *machanie ręką na wysokości bioder jednoznacznym gestem* kilka razy, dla pewności szyderczo się uśmiechnął i splunął na murawę. Ech… WIDEO

Najdroższy rozdawacz kwiatów w historii – Cała liga przeżyła szok po pierwszych transferach Widzewa Łódź, a szczególnie po wydaniu ponad 5 milionów euro na Osmana Bukariego, skrzydłowego prosto z MLS. Okazało się, że Osman w warunkach polskiej ligi odnajduje się co najwyżej przeciętnie, a kiedy w Łodzi pojawił się Vuko, to Ghańczyk został wysłany na trybuny. Klub znalazł mu nowe zajęcie zgodnie z kwalifikacjami – na dzień kobiet został zatrudniony do rozdawania paniom kwiatów przed stadionem. 

Kapaudi zatrzymany przez prezydenta, a Bukari przez wizę – Obrońca Widzewa regularnie jest zawodnikiem szerokiego składu Demokratycznej Republiki Konga, nie powinno więc nikogo dziwić, że w marcu pojechał on do swojej ojczyzny pomóc jej w awansie na Mistrzostwa Świata. Misja została zakończona sukcesem, a DRK awansowała na mundial po raz pierwszy od ponad 50 lat! Sukces okazał się tak wielki, że aż prezydent zwołał spotkanie z piłkarzami na tydzień po historycznym meczu. Problem w tym, że według reguł FIFA reprezentacje muszą “oddać” zawodników klubom w przeciągu dwóch dni, a tutaj minął ponad tydzień. W tym samym czasie Bukari walczył w polskim konsulacie w Nigerii o uzyskanie pozwolenia na pracę.

Dawid Szwarga kapituluje – Trener Dawid Szwarga znany jest z nowinek technologicznych i ma łatkę analityka, choć czasem mówi się o jego brakach w budowaniu szatni. W jego ostatnim starciu jako trener Arki Gdynia z Koroną Kielce kamery wychwyciły, jak rzucił soczyste “Pie***lę to” i ostentacyjnie usiadł na ławce. Oficjalnym powodem rozstania był rozjazd wizji budowy klubu, co wcale nie wyklucza prawdziwości dwóch mocnych słów trenera.

Arka Gdynia (i nie tylko) bojkotuje groundkeeperów – Raczej nikt nie wyobraża sobie meczów NBA rozgrywanych na betonie, jazdy na łyżwach po bruku, czy gry w piłkę na kartoflisku. Ten aspekt został zakwestionowany przez parę ekip, które wpadły na to samo pytanie: “Jak kiepska może być murawa?”. I w ten sposób Arka Gdynia rozegrała parę kolejek na kretowisku, murawa Poznania w Pucharze Polski wyglądała, jakby nikt jej przez miesiąc nie podlewał, a w Radomiu z tego powodu nawet odszedł trener. Niby tylko zwykła trawa, a tyle z nią kłopotów.

Krzykliwa reklama Legii z OyakatąW ciągu istnienia każdego klubu zdarzają się takie momenty, że wszystkim sympatykom aż chce się krzyczeć ze złości. Takie emocje mogły towarzyszyć kibicom Legii, gdy na horyzoncie realnie pojawiło się widmo spadku, chociaż jeszcze przed chwilą zespół brał udział w europejskich pucharach. Ewidentnie tym kierowali się marketingowcy klubu ze stolicy, kiedy w ramach reklamy pewnej zupki instant kazali aktorowi z całej siły krzyknąć pośrodku niczego i… zacząć przygotowywać tę właśnie zupkę. Tych, których ta reklama ominęła, zapraszamy do seansu, bo tego nie można przegapić. WIDEO

Bezlitosny Excel sprzedał Kapaudiego – Dwóch wytrwale zarabiających klubowych dyrektorów sportowych zadało sobie pytanie – po co mieć jakiegokolwiek obrońcę? Marek Papszun zdołał jeszcze złapać zawodnika za rękę przy podpisywaniu kontraktu z Cremonese i przywrócić go do drużyny, by usłyszeć że…i tak muszą go sprzedać, bo nie ma pieniędzy. Zawodnik przeszedł do Widzewa, Legia i tak miała czerwony Excel, a obronę zapełniał pomocnik Rafał Augustyniak z mędrcem Arturem Jędrzejczykiem. Rotacje, zmiany, rezerwy? Wychodzi na to, że to chyba jakieś pojęcia motoryzacyjne.

Wyprzedaż w Legii – Jakby tego było mało, na koniec sezonu budżet stołecznego klubu zaczął pękać w szwach. Nie było to jednak z powodu przepełnienia, a z powodu nerwowego szukania ostatnich monet przez kolejnych dyrektorów. Błyszczący na początku sezonu Nsame ponoć bardzo chciał zostać i zejść z pensji, aprobował to nawet sam Marek Papszun – nic z tego nie wyszło, zawodnik odszedł za darmo do Pogoni Szczecin. Z klubu odeszło (stan na 4 lipca) aż 14 zawodników, a sensowne pieniądze otrzymano jedynie za Barcię i Leszczyńskiego. Z Urbańskim nawet (proszę usiąść) rozwiązano umowę, choć jego przyjście było owiane sporym sukcesem. Żeby było zabawniej, po tej fali i wcześniejszych zmianach w szkółce młodzi zawodnicy podobno zaczęli wypytywać o możliwość zmiany klubu. Gratulujemy Legii konsekwencji – od mistrza do klasy średniej, w końcu cel osiągnięty!

Odwołana kartka Rafała Augustyniaka – Wszystko rozeszłoby się po kościach, gdyby sędzia pokazał po taktycznym faulu żółty kartonik i zaznaczył, że następny taki faul poskutkuje wylotem z boiska. Piotr Lasyk zapewne taki miał zresztą zamiar, jednak po konsultacjach z VAR-em zmieniono to na czerwoną kartkę. Marek Papszun wyszedł na konferencję, niejako wymanifestował jej anulowanie i… PZPN anulował kartonik, nie przyznając w zamian nawet prawidłowej żółtej kartki. Skoro tak sztywno trzymamy się przepisów, jest jedna drużyna, która z powodu zaległości finansowych powinna już dawno znajdować się na niższych szczeblach rozgrywkowych – ich też czeka anulowanie sezonu?

Rajović strzela w swoją drugą nogę przed pustą bramką – Tu nawet nie ma o czym pisać, to trzeba zobaczyć. Jak to mawia młodzież: przednia zabawa, że hoho! WIDEO

PZPN przenoszący Superpuchar przed ostatnią kolejką – Polski Związek Piłki Nożnej (lub czegoś w tym rodzaju) bardzo chciał oddać Wrocławiowi to, co udało się koncertowo zepsuć w poprzednim sezonie zakończonym spektakularnym spadkiem. Dodatkowo miała to być chyba też kara za niewpuszczenie kibiców Wisły Kraków. Oprócz reprezentacji miał się tam pojawić… Wróć, w żadnym momencie nie miał się tam pojawić Superpuchar Polski. Niektórym “baronom” taki pomysł przyszedł do głowy, ale społeczności Górnika i Lecha Poznań bardzo szybko dały znać, że nie będą brać udziału w takiej degrengoladzie i albo jadą do Poznania, albo na wakacje. Nie ma to jak bohaterskie tworzenie problemów, by potem po cichu się z nich wycofywać.

Bitwa pod Gołębnikiem – Derby w polskiej piłce rzadko kiedy odbywają się w neutralnej atmosferze, ale wszystko ma swoje granice. Te zostały przekroczone, kiedy po meczu Radomiaka Radom z Koroną Kielce kibic gospodarzy wtargnął na stadion i ruszył na Tamara Svetlina, którego chronić musiał Konrad Cebula. W międzyczasie butelka rzucona przez innego kibica Radomiaka znalazła dyrektora marketingu Korony, który z całą zakrwawioną głową musiał opuścić boisko. Skończyło się na symbolicznej karze i braku konsekwencji, bo już kilka kolejek później radomscy kibice chwalili się na Twitterze wnoszonymi małpkami.

Kiko Ramires i herb Radomiaka – Ja wiem, co wielu z Was sobie pomyśli: przecież jeszcze niedawno Radomiak nie miał swojego herbu! Tamta sprawa została jednak rozwiązana, o czym prawdopodobnie nie usłyszał pewien były trener Radomiaka. Kiko Ramires, bo o nim mowa, wrzucił na swojego Twittera (nowomowa: X) piękną grafikę z pożegnalną wiadomością skierowaną do kibiców z Radomia. Większość osób skupiła się jednak nie na samej treści, której nic zarzucić nie można, a na stworku w lewym górnym rogu oraz w tle posta. Po chwili Kiko zrozumiał swój błąd i wrzucił poprawioną wersję – a przynajmniej tak to sam ochrzcił, bo nie wyglądało to dużo lepiej. Losowe artefakty, wrzucona cyrylica… Sami rzućcie okiem na te dzieła wprost z profili społecznościowych szkoleniowca.

Źródło: Twitter Kiko Ramiresa

Gonçalo Feio, przygód część kolejna – Mecz 24. kolejki Ekstraklasy pomiędzy Radomiakiem Radom a GieKSą nie jest czymś, co postronny kibic będzie wspominał z wypiekami na twarzy. Zresztą, prawdopodobnie już poza sprzymierzeńcami obu ekip nikt już o jego przebiegu nie pamięta. Kolorytu temu dniu nadał za to znany z tego, że nadaje kolorytu wielu dniom, Goncalo Feio. Znany z rzucania biurowymi przedmiotami ówczesny trener Radomiaka tym razem wdał się w polemikę na temat stanu murawy z miejscowym radnym. W pewnym momencie politykowi siadły nerwy i przyłożył Portugalczykowi, na co ten zareagował rzuceniem papierów. Tak zakończyła się kolejna przygoda Feio w Polsce, ponownie rzuceniem – kuwetą w Motorze, ofertą Legii i teraz papierami.

Minimalistyczny Motor Lublin – Przez ostatnie pocovidowe lata w Ekstraklasie tendencja w rozwoju ligi oraz w ilości wydawanych w niej pieniędzy była raczej wzrostowa. Czasem jednak zdarzają się jednostki, które muszą się przeciwstawić wszystkim trendom, tym razem tę rolę przejął Zbigniew Jakubas. Po sezonie przez Lublin przeszło tornado, zabierające ze sobą aż 12 piłkarzy pierwszego składu. Całe szczęście, że Bright Ede nie uległ pokusie milionowej oferty z Chelsea, inaczej Motor musiałby radzić sobie także bez niego. Po drodze z klubu wywiało też Mateusza Stolarskiego, a powstały w ten sposób wakat został od razu zajęty przez Mariusza Misiurę. Były trener Wisły Płock jest bardzo ceniony przez pana Jakubasa, co objawiało się już wcześniej, gdy prezes dyskutował z nim o grze Motoru… kiedy trenerem był jeszcze Stolarski.

Kibole Lecha, kible Widzewa – To nie jest przypadek, że prawie za każdym razem to są toalety. Tym razem obsługa sanitariów przerosła kibiców Lecha Poznań, którzy pozostawili po sobie widok jak na załączonym obrazku. Szkody pozostawione przez fanatyków łódzki klub wycenił na kilkaset tysięcy złotych, a fani z Poznania zadeklarowali się, że uregulują wszystkie koszta. Dobre chociaż to, lecz może warto zainwestować w edukację od podstaw i rozdawanie przed wyjazdami skróconych instrukcji obsługi toalet. Panowie kibole – porcelana da się lubić!

Thomasberg mówiący, że jego piłkarze bali się wygrać z Termalicą – Nie regulujcie odbiorników, to najprawdziwsze słowa trenera Pogoni Szczecin! Po lutowym remisie z Bruk-Betem Termalicą Nieciecza szkoleniowiec rzucił nowe światło na kwestię formy Pogoni – jego piłkarze po prostu żyli w strachu przed zdobyciem trzech punktów. “Pojawiła się obawa przed zwycięstwem, to nie powinno się wydarzyć” – to brzmi bardziej jak cytat z twórczości Walaszka, niż słowa poważnego trenera na konferencji prasowej po remisie z ostatnią drużyną ligi.

Juwara na wagarach w Berlinie Miasto, w którym na każdej ulicy leży 60 Euro, może wydawać się wszystkim atrakcyjnym miejscem. Czasem jednak przed pojechaniem tam powinno się sprawdzić, czy na następny dzień nie gra się spotkania w Ekstraklasie. O tej części zapomniał Musa Juwara, który służbowym autem oznaczonym jego nazwiskiem (!) przejechał się do stolicy kraju Autobahn. W efekcie skrzydłowy został odsunięty od składu pierwszej drużyny Pogoni. To znaczy, oficjalnie został przesunięty z powodu drobnego urazu, lecz od tego czasu (czyli połowy lutego) reprezentant Gambii ani razu nie wszedł na boiska Ekstraklasy. Plotki głoszą, że klub już w tym okienku spróbuje pozwolić zawodnikowi iść swoją ścieżką.

O takim Alexie H., co chciał wpłacić na zbiórkę   Pomysły Pana Prezesa są zasadniczo po prostu skrajne: tu zwyzywa kogoś od sodomity służącego siłom ciemności, tu osobiście przyjdzie pogratulować kibicom rywali zwycięstwa. Pod koniec kwietnia postanowił, powiedzmy… Dołączyć? W każdym razie coś w tym stylu, do zbiórki Patryka Łatwoganga na Fundację Cancer Fighters. Skąd nasze zawahanie w doborze słowa? Prezes podrzucił do internetu cennik, za każdy kolejny wygrany mecz Pogoni dorzucając coraz więcej do puli. To jest, obiecując dorzucenie, bowiem już w ostatnich minutach pierwszego starcia zakończyła się szalona passa zwycięstw w liczbie 0, powodując lawinę szydery na social mediach.

PROSZĘ ODDAĆ NASZA DZIAŁKA! – Zarząd pod właścicielstwem Roberta Platka, składający się z Murata Colaka i Davida Amdurera sprezentował dość specyficzną konferencję prasową. Mocno podkreślono totalny brak profesjonalizmu byłej prezes Filipiak przy nagłym rozstaniu z Cracovią, bardzo ładnie prosząc (i to w języku polskim!) o zwrot srebra rodowego, jakim jest działka Cracovii. Została ona sprzedana za ułamek ceny firmie Pani Filipiak, a zarządzający podkreślali gotowość nie tylko do walki prawnej, ale też do odkupienia gruntów dla klubu. Z plusów, przynajmniej za działkę nie zapłaciła Ekstraklasa – doceniamy!

6 zespołów mających w 29. kolejce po 37 punktów (ta liga nie jest poważna) – W innych ligach jedni kibice emocjonują się walką o puchary i mistrza, drudzy każdego dnia wstają z przerażeniem spoglądając w tabelę niższej ligi. W Polsce postanowiono opatentować coś zupełnie nowego, nielimitowane emocje dla każdego. Czy Twój klub spadnie, awansuje, a może zbankrutuje? Wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie, a sytuację w tabeli śledzili ze śmiechem nawet zagraniczni użytkownicy Twittera. Walka o spadek – legendarne motto wszystkich klubów Ekstraklasy.

Nosił Podolski razy kilka – Słyszysz: boiskowy bandytyzm, myślisz: Podolski. W tej rundzie ponownie nowy właściciel Górnika Zabrze stracił kontakt z bazą – tym razem uderzył z pięści Ameyawa w brzuch. Kiedy z kolei to Braut Brunes bez ceregieli zameldował się na jego kostce, był pierwszym, który uspokajał swoją drużynę i w wywiadzie po meczu rzucił: „Czasami są emocje, tak to jest. Ja to rozumiem. Trzymanie się własnych zasad Lukasa jest godne uznania, lecz chyba nie na tym powinien polegać futbol, by trofea zdobywać kosztem zdrowia innych.

Sebastian Madejski nie zostanie skoczkiem wzwyż – Początek kwietniowego spotkania, niby nic groźnego. Katastrofalnie nieudane dośrodkowanie (a może i nawet strzał?) już ma przekuć się w kontrę, gdy wtem… Kamil Kosowski wykrzykuje: “Dał się zrobić jak junior!”. Piłka z 17. metra na wprost bramkarza powędrowała w jego rękawice, Madejski jednak był nieco zaskoczony i wypiąstkował pionowo do góry. Samo to nie skończyłoby się feralnym golem, gdyby później nie zatoczył się przy ocenie toru lotu piłki i nie wskoczył wprost w plecy napastnika, który bezproblemowo skierował piłkę głową do siatki. WIDEO

Nieuznana bramka po samosfaulowaniu się – Zremisowany mecz 31. kolejki z Piastem przez Koronę Kielce nie pozwolił drużynie oddalić się od miejsc premiowanych spadkiem, choć w końcówce aż huczało od kontrowersji. Arbitrzy odgwizdali faul jednej nogi obrońcy na drugiej, nie czekając na finał akcji i ewentualny udział VAR-u, a szkoleniowiec Korony otrzymał za prostesty czerwony kartonik: WIDEO

Trenerowi Zielińskiemu biją piłkarza, ale klub mówi, że nieSzkoleniowiec Korony stwierdził po tym spotkaniu na konferencji prasowej, że jeden z jego piłkarzy został pobity przez kibiców. Nie zgodził się z tym stwierdzeniem… sam klub, wydając oświadczenie, aby nie wierzyć takim informacjom latającym po mediach. Zapomnieli jednak dopisać, że źródłem tego newsa jest ich własny trener. Koniec końców okazało się, że racja była po stronie klubu – nietykalność cielesna żadnego z piłkarzy nie została naruszona, a interpretacja sytuacji przez Jacka Zielińskiego była efektem kilku niefortunnych zdarzeń. 

#SzacunekDlaArbitra – Proponujemy #litościdlakibiców. Wymyślanie takiej akcji po absurdalnie tragicznym roku sędziowania i tuż przed feralną 21. kolejką… Brzmiało to po prostu jak szukanie tanich wymówek i niedostrzeganie prawdziwego problemu obecnego sędziowania Ekstraklasy. Można by było w końcu wytłumaczyć przepis o zagraniu ręką (chyba że naprawdę losuje go żółw na wozie VAR), upublicznić komunikację sędziowską, poprawić szkolenie nowych sędziów – albo poprosić, żeby fani siedzieli cicho na czterech literach, bo co ich to obchodzi, a może i nawet przeprosili.

Sędziowskie koło fortuny w 21. kolejce Cały świat został opanowany przez nowoczesne technologie usprawniające sędziowanie… Cały? Nie, jest jedna osada dzielnie stawiająca opór! Pan Adam Lyczmański doszukał się po tej kolejce aż 6 znaczących błędów sędziowskich, całkiem niezły wynik. Sędziowie na cały weekend zupełnie zapomnieli, jak i za co dyktuje się rzuty karne, co poskutkowało wypaczeniem wyników kilku spotkań. To wszystko chwilę po akcji opisanej powyżej…

Spalony z rzutu rożnego w 22. kolejce – Przepisy Gry jasno stanowią, jak profesjonalni sędziowie powinni prowadzić profesjonalne mecze profesjonalnej ligi profesjonalnej piłki nożnej. Ciągle okazuje się jednak, że równie dobrze sędziować mógłby legendarny Franciszek Smuda „na czuja”, bowiem przepisy są dość luźno – o ile w ogóle – rozumiane i stosowane. Jeden z takich śmiesznych podpunktów w tej księdze tłumaczy pozycję spalonego i jest tam napisane czarno na białym – nie można podyktować spalonego po zagraniu stojącej piłki spod chorągiewki. Chwila… Nie można? To patrz teraz! W meczu Piasta Gliwice arbitrowi udało się spłatać takiego psikusa, normalnie wszyscy śmiali się i dokazywali.

Honorable mentions

Zagłębie “XD” Sosnowiec – Pewnie wielu z czytelników pamięta czasy, gdy to Zagłębie występowało w Ekstraklasie, a jeszcze nie tak dawno zapowiedziało wielki projekt i budowę klubu na miarę Europy. Po 13. kolejce zespół był o włos od czołówki i wygrał cztery mecze z rzędu. Jak się okazało, były to niemal ostatnie zwycięstwa w tym sezonie, przez następnych 18 odbytych spotkań udało się Sosnowiczanom zwyciężyć aż zawrotny raz i z hukiem się spie… Spiesznie spaść z ligi. Szykawka, Sobczak (z kontraktem na czołówkę 1. Ligi, został odsunięty od składu po czterech miesiącach), Janiszewski, Rakels; nazwiska przecież okazałe jak na szczebel rozgrywkowy, a nie dały rady mocarnemu Sokołowi Kleczew i skompromitowały się 1:7 z Olimpią Grudziądz. Serdecznie gratulujemy wyniku sportowego, a ciekawskich kibiców zapraszamy na derby ze Spartą Katowice!

Trenerzy legendarnego spadkowicza – A propos „iścia” na dno, sportowa próba reakcji na katastrofalną formę nadeszła aż trzykrotnie. Marek Gołębiewski nie zanotował wyśnionych rezultatów, Wojciech Łobodziński (na chwilę) poprawił sytuację punktową, w marcu przyszedł na 2,5 roku (tak naprawdę to ledwie trzy tygodnie, szybko poszło) Grzegorz Bąk, a spadek przypieczętował Tomasz Łuczywek. Tomasz Łuczywek jest już 25. szkoleniowcem (nie licząc duetów) w ostatniej dekadzie, co daje nowego szkoleniowca co 4 miesiące. Czas wprowadzić jakiś limit szkoleniowców w jednym sezonie, inaczej Zagłębiu niedługo zabraknie nowych nazwisk.

TEN spalony Dżesiki Jaszek z Czarnymi Sosnowiec – Gdyby ktoś kiedyś próbował Wam wmówić, że VAR nie jest potrzebny, prosimy o pokazanie mu tej stopklatki. Sędzia oczywiście ma prawo do pomyłki, jednak przy tak świetnej widoczności i ustawieniu odgwizdanie pozycji spalonej jest równoznaczne, co typowanie Cracovii do wygrania ligi po dwóch tygodniach rozgrywek. Czy obie te rzeczy się zdarzyły w tym sezonie? Zgadza się, i za to kochamy naszą polską piłkę!

Źródło: TVP Sport

Dwie twarze Sandecji Nowy Sącz według Rafała Wolsztyńskiego: Rafał Wolsztyński był bezkonkurencyjnie najlepszym strzelcem Sandecji, mimo to klub zdecydował się podobnież wymusić na nim odejście przed końcem umowy i nie wypłacał mu pensji, co upublicznił sam zainteresowany. Finalnie okazało się, że zawodnik otrzymał część pieniędzy i… postępowanie dyscyplinarne do kompletu. Zakończyło się na niesmaku wśród kibiców, przeprosinach Wolsztyńskiego “za możliwe wprowadzenie w błąd” i odejściu zawodnika. A po czyjej stronie ostatecznie leżała wina? Dobre pytanie.

Sprzedaż kobiecego WKS-u, ale tak w sumie to nie – W marcu punkt kulminacyjny osiągnęły pogłoski o przeniesieniu struktur WKS-u do innego zespołu żeńskiego futbolu. Sfrustrowane piłkarki wystosowały oświadczenie już po spotkaniu, na którym i tak zabrakło osób decyzyjnych: “Usłyszałyśmy, że decyzja o sprzedaży została już podjęta. (…) W tym przypadku zostałyśmy potraktowane skrajnie przedmiotowo.” A na czym się zakończyło? Rzecz jasna na oświadczeniu, tym razem Jacka Sutryka: “Nigdy nie było niczyim zamiarem ani intencją instytucjonalne osłabianie lub likwidacja sekcji żeńskiej Śląska (…) Moi współpracownicy nie zrealizowali postawionych przed nimi zadań.” No i fajnie, tylko szkoda, że szczerze poinformować można było dopiero po upublicznieniu całej sprawy – inaczej jeszcze ktoś mógłby posądzać kogoś o uczciwość, czy nawet przyzwoitość.

Liga Legia plus ekstra po meczu Lech – Legia – 4:0, totalna anihilacja i praktycznie już przyklepany tytuł mistrzowski. Kibice z Poznania z niecierpliwością pewnie czekali na analizę i pochwały w studio po spotkaniu, jednak skończyło się na kolejnym odcinku pt. Studio Łazienkowska. Cóż, może kiedyś Legia była na ustach większości Polski, ale pora na pogodzenie się z faktem, że w naszej lidze są też inne zespoły. Serio!

Termalica Bruk-Bet “pogromca Pomorzan” Nieciecza – Parostatkiem w piękny rejs, statkiem na słoniu – w piękny rejs… Drużyny z Trójmiasta bardzo zasmuciły się na wieść o spadku Termalici, nie dopuszczając do gry słoników o nic w ostatnich kolejkach. Dogadały się na wynik 2:3 w dwóch ostatnich potyczkach i jako gest dobrej woli przekazały im po trzy punkty, jednak bezczelna Termalica odwdzięczyła się jedynie ograbieniem ich z szans na utrzymanie, kto to widział! W efekcie cała trójka spadła z ligi, a to właśnie ta Termalica grająca już o przysłowiową pietruszkę schodziła ze sceny z najszerszym uśmiechem.

Nagroda dla wytrwałych 

Jeśli udało Wam się dotrzeć aż tutaj, doceniamy wytrwałość i zapraszamy do kącika ornitologicznego – Pan Alex Haditaghi znalazł nowego dyrektora VAR! TWITTER 

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice

VII Turniej „Tasi CUP”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do galerii z VII Turnieju „Tasi Cup”. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek.  

Kontynuuj czytanie

Hokej Podcasty

Wywiad z Bartoszem Fraszko

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Hokeiści GieKSy już za kilkanaście dni powrócą na lód, by rozpocząć przygotowania do sezonu 2026/27. Korzystając z przerwy – Wierzba spotkał się z Bartoszem Fraszko na godzinną rozmowę.

Dajcie znać, jak Wam się podobał odcinek. Prosimy także o pomoc w wypromowaniu podcastu poprzez lajki, udostępnienia, oceny w aplikacjach itd. Nie obrazimy się także na dyskusję w komentarzach. Z góry dzięki!

Możesz nas wesprzeć finansowo (odsłuchanie kosztuje 5 zeta, a komentowanie 19,64 ;)):

Konto:
Santander
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533
SK 1964
ul. Bukowa 1a, 40-108 Katowice
Tytułem: Podcast hokej

PAY PAL:
E-mail: [email protected]
Tytułem: Podcast hokej

Posłuchaj archiwalne podcasty:

Z klepy

Jesteśmy dostępni także na Spotify:.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga