Dołącz do nas

Klub Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Czas na półfinał(y)

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej i siatkówki GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Media donoszą, że Klub wysłał pismo ws rozwiązania umowy z Zondacrypto.

Piłkarki dzisiaj o godzinie 18:30 na płycie głównej ENEA Stadionu w Poznaniu zagrają mecz półfinałowy Pucharu Polski z drużyną Lecha/UAM Poznań. Następny mecz ligowy rozegramy na Bukowej 25 kwietnia o 11:00 z Pogonią Szczecin. Piłkarze w minionym tygodniu rozegrali mecz ligowy z Motorem, który wygrali 3:2 (3:1). W najbliższą sobotę 25 kwietnia o 14:45 zagramy w Kielcach z Koroną.

W półfinale play-off siatkarze pokonali w pierwszym meczu Mickiewicza Kluczbork 3:0. Drugi mecz zostanie rozegrany jutro (22 kwietnia) o 18:00 w Kluczborku. Ewentualne trzecie spotkanie zaplanowano na niedzielę (26 kwietnia) o 17:30 w Katowicach. Do finału awansuje drużyna, która wygra dwa mecze.

Hokeiści zakończyli sezon zdobyciem srebrnych medali Mistrzostw Polski.

KLUB

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice też żegna się z Zondacrypto. Współpraca nie trwała długo… „Podjęte działania mają zabezpieczyć interes klubu”

GKS Katowice jest kolejnym klubem, który wypowiada umowę giełdzie kryptowalut Zondacrypto.
– GKS Katowice wystosował pismo, które inicjuje proces rozwiązania umowy sponsorskiej z firmą Zondacrypto – poinformował Polską Agencję Prasową rzecznik klubu Michał Kajzerek. – Podjęte przez nas działania mają w pełni zabezpieczyć interes klubu, stąd proces zakończenia współpracy będzie następował stopniowo – dodaje.
Umowa z Zondacrypto została podpisana w lipcu 2025 roku. Podkreślano wówczas, że prezes firmy Przemysław Kral wychował się w Katowicach i chodził na mecze na Bukową.
Wcześniej podobną jak GKS decyzję podjęli Raków Częstochowa i koszykarskie Dziki Warszawa.
W sprawie problemów Zondacrypto trwa postępowanie prokuratorskie. W poniedziałek rzecznik Prokuratury Regionalnej w Katowicach prok. Michał Binkiewicz poinformował, że na liście poszkodowanych jest już kilkaset osób, a kwota szkody osiągnęła 350 mln zł.

PIŁKA NOŻNA

lechpoznan.pl – Czas na półfinał

Już we wtorek o godzinie 18:30 rozpocznie się najważniejsze spotkanie tego sezonu dla Lecha Poznań UAM. Niebiesko-Białe na Enea Stadionie zmierzą się z GKS-em Katowice w półfinale Orlen Pucharu Polski.
Piłkarki Kolejorza mają za sobą świetną kampanię w Pucharze Polski. Lechitki do półfinału dotarły bez straty gola, a po drodze odprawiły z kwitkiem Iskrę Tarnów (4:0), Polonię Środa Wielkopolska (5:0), KKP Warszawa (5:0) oraz Górnika Łęczna (1:0). To najlepsza edycja w historii naszej kobiecej sekcji, a przed Niebiesko-Białymi najważniejszy dotychczasowy mecz w tym sezonie. Stawką wtorkowej rywalizacji z GKS-em Katowice będzie bowiem finał Pucharu Polski.
– Traktujemy to spotkanie normalnie, nie nakładamy na siebie żadnej dodatkowej presji. Ostatni tydzień przepracowałyśmy jak każdy poprzedni, myślę że to zdrowe podejście. Czuć w drużynie radość, ekscytację i pozytywną atmosferę, bo dzieje się po prostu coś fajnego – mówi trenerka Alicja Zając.
Lech Poznań UAM w tym sezonie zmierzył się już z GKS-em Katowice w Orlen Ekstralidze. Niebiesko-Białe na wyjeździe postawiły się mistrzyniom Polski i zremisowały 1:1. Gola na wagę punktu strzeliła Oliwia Związek, a więc bohaterka ćwierćfinałowej potyczki z Górnikiem Łęczna. We wtorek faworytem również będzie ekipa ze Śląska, ale Lechitki w tym sezonie już niejednokrotnie pokazały, że potrafią postawić się silniejszym przeciwniczkom.
– Ten ostatni mecz z GieKSą zbudował nasze morale i pokazał, że możemy powalczyć z bardziej doświadczonymi zespołami z górnej części tabeli. Widać to było w spotkaniu z Górnikiem Łęczna. Wiadomo, że to była tylko jedna potyczka, ale chcemy z niej wyciągnąć jak najwięcej wniosków i odpowiednio przygotować się do półfinału. Wiemy, że wiele czynników wpływa na to, która drużyna wygra. Zrobimy jednak wszystko, żeby powalczyć i napsuć krwi zespołowi z Katowic, bo nie ma co ukrywać, że one są faworytem i jako mistrzynie Polski bardziej muszą awansować do finału, my możemy to zrobić – opowiada trenerka Lecha Poznań UAM.
[…] Z tego spotkania przeprowadzona zostanie transmisja na naszym kanale LechTV na platformie Youtube.

weszlo.com – Bartosz Nowak: Nie pamiętam tak szalonego tygodnia

Sezon 2025/26 na polskich boiskach to prawdziwy popis umiejętności w wykonaniu jednego z piłkarzy GKS-u Katowice. Bartosz Nowak na Śląsku obudził w sobie pokłady dodatkowej energii i piłkarskiej jakości. Strzelec ośmiu goli, odpowiadający także za 11 ostatnich podań w Ekstraklasie, cieszy się obecnie ogromnym szacunkiem pośród kibiców, a także ligowych rywali. Nowak był gościem ostatniej Ligi+ Extra, w której odpowiedział na wiele pytań.
Drużyna Rafała Góraka bardzo jest doceniana w skali ligi za to, jaki tworzy kolektyw. To duża nobilitacja, aczkolwiek Nowak podkreśla, że to zasługa tego, że każdy czuje się doceniony.
– Nasz system pokazuje, że nie jesteśmy oparci na jednym zawodniku. Każdy czuje się pod prądem, każdy jest doceniony. Wie, że przyjdzie czas, że będzie potrzebny (…) Cały czas sprawia mi radość, by grać na takim poziomie jakiego wymaga liga (…) Wszystko zależy od tego, w jakich drużynach grasz i na jakim poziomie jesteś. Były trudniejsze momenty, teraz jest wszystko pięknie, ja się czuję dobrze. Wszystko też dobrze funkcjonuje, każdy emanuje pozytywną energią. Drugi sezon w Rakowie był trudny, widywałem się tylko przez chwilę z rodziną, miałem półtorarocznego synka, a żona była w drugiej ciąży.
Nie mogło zabraknąć pytania o trenera Rafała Góraka. W studiu panowało zaciekawienie dotyczące tego, czy szkoleniowiec daje na boisku wolność. Nowak bardzo ceni swojego trenera za to, kim jest i że nikogo nie udaje.
– W niektórych aspektach jak najbardziej [co do wolności na boisku – MZ]. Eman teraz wszedł w buty dobrego kolegi (śmiech), jeszcze nie wiemy gdzie on ma sufit. Ostatnio on akurat błyszczy, ale odciążamy się nawzajem. Większość akcji zaczyna się od pressingu i rozumienia gry naszych pomocników. Każdy może pokazywać, co najlepsze w ataku, wiemy, kto jakie ma obowiązki. Jak ktoś o czymś zapomni, to drugi go wspomoże (…). Trener zawsze jest taki sam. Taki jest w serialu [Canal+ o trenerach – MZ]. On ma taką czutkę, że wie, kiedy co ma powiedzieć. Czuje ten klimat GieKSy, przeżył tu wszystko. Nie musi niczego udowadniać i cieszy się tym, co ma.
W ostatnim czasie, GieKSa po rzutach karnych odpadła w półfinale Pucharu Polski, zremisowała 3:3 z Lechem Poznań, a także pokonała po bardzo dobrym meczu Motor Lublin 3:2. Nowak przyznał, że nie pamięta tak obfitego w emocje tygodnia w swoim piłkarskim życiu.
– Takiego tygodnia to nie pamiętam, aby tyle się działo. W końcu z jakiegoś szalonego meczu mamy trzy punkty. Tworzymy mnóstwo sytuacji, ciągle są emocje, nasza drużyna wzbudza ich dużo. Jest sporo pozytywnych, a my idziemy tą drogą dalej.
– Od początku sezonu mówimy sobie, że nie boimy się nikogo, bo potem można walczyć z każdym. Nawet po porażce można być zadowolonym, ale nie można mieć po takich meczach do siebie pretensji. Trener powiedział, że musiał pochodzić więcej w tych meczach (śmiech). Myślę, że jest dumny.
9 kwietnia Jesus Imaz dobił do 110 goli w Ekstraklasie. Nowak uważa go za najlepszą dychę w lidze.
– Tak. Myślę, że w każdym wywiadzie, jak mnie pytają o dobrą dziesiątkę – ja zawsze daję Imaza. Odkąd śledzę tę ligę i odkąd w niej jestem to zawsze jest gwarantem bramek i gwarantem jakości, duża klasa.
Bardzo wielu szkoleniowców uznało Nowaka w materiale Canal+ za MVP sezonu. W tym gronie był oczywiście Rafał Górak, ale także Leszek Ojrzyński i John Carver. Nie wiedzieli oni, że piłkarz GKS-u Katowice będzie gościem programu. Co na to sam Nowak?
– Na pewno poproszę po programie o filmik dla potomstwa. Bardzo jestem dumny, cieszę się, że wiele osób ma taki pozytywny odbiór, na pewno drużyna też jest dumna. A czy to mój sezon życia? Indywidualnie na pewno tak (…) Zawsze chciałem strzelić gola z połowy, takiego mi raz nie uznano, więc wszystko przede mną.
Bartosz Nowak jest zdania, że szkielet drużyny złożony z Polaków bardzo pomaga. Także poza klubem, bowiem przez to żony zawodników chętnie się ze sobą spotykają i atmosfera tylko zyskuje na takich relacjach w drużynie. Nowi zawodnicy, a także obcokrajowcy, są bardzo otwarci i uczą się bardzo szybko.
Drużyna z Katowic punktowała jesienią ze średnią 1,17 punktu na mecz. Na wiosnę jest to już 1,91. Nowak podkreślił, że dysproporcja wyniknęła ze zmian i urazów na początku sezonu. Osiągnięcie obecnej dyspozycji wyniknęło z pracy w spokoju, a także z uwagi na mocny zimowy obóz przygotowawczy. Trener Górak polecił podopiecznym, aby zaufać w tę pracę, a w ostatnich miesiącach widać, że zespół dobrze się czuje. Nowak przyznał też, że były kluby zainteresowane jego usługami, ale on był stanowczy w tej kwestii. Nie zamierzał odbierać telefonów, bo czuł się dobrze w drużynie, a Katowice to jego miejsce.
W części programu zwanej „Pomidorem” Nowak powiedział, że Śląsk stał się jego miejscem na ziemi, choć jest z Radomia. Dodał też, że nie czuje się idolem kibiców na Nowej Bukowej i stwierdził, że fani zobaczą europejskie puchary w przyszłym sezonie. Mówi też „nie” w kwestii zaproszenia do Tańca z Gwiazdami.
Z innych ciekawych odpowiedzi: Bright Ede mógłby nosić sprzęt za obrońcami GKS-u Katowice. Pomidor został wykorzystany w kwestii pytania o preferencję bycia liderem w Katowicach kosztem ławki rezerwowych w reprezentacji Polski. Chciałby też dokończyć w przyszłości studia.

przegladsportowy.onet.pl – Żartowniś w szatni GKS Katowice włączył stary przebój. I zadziałało

Dziewięć dni z życia kibica GKS-u Katowice, to trzy mecze jego drużyny, dziesięć strzelonych goli i dziewięć straconych, duma wymieszana z niedosytem, refleksja połączona z ambicjami i poczucie, że sen wciąż trwa. Ekipa Rafała Góraka nie wygląda na taką, która miałaby ochotę wyhamować. Bohaterów jest dwóch, właśnie dosiadł się trzeci, ale są jeszcze ci, o których w mediach się nie mówi.
Katowicka drużyna najmocniej z tych trzech swoich wyjątkowych meczów zaskoczyła podczas wyprawy do Poznania. Najpierw z Rakowem zagrała najbardziej zwariowane spotkanie w tym sezonie. GKS w pierwszej połowie półfinału Pucharu Polski rozsmarował gospodarzy — prowadził 2:0 i wydawało się, że w takiej formie już tego nie wypuści. Scenarzysta przygotowujący futbolowe szkice miał tego dnia jednak inny pomysł. GKS doprowadził do stanu, że i przegrywał. Dwukrotnie wyrównał, żeby przy wyniku 4:4 o wszystkim rozstrzygały karne, a w nich efektywniejszy był Raków.
Takie porażki mogą goić się długo. Zresztą następnego dnia potwierdzał to klimat w katowickiej szatni. Przypominał ten żałobny. W miejscu, gdzie jest gwarno, mało kto z kim rozmawiał. Piłkarze nie mogli odżałować, w jaki sposób wypuścili zwycięstwo. Ale jak to w GKS-ie, znalazł się też dowcipniś, który na pomeczowych zajęciach w siłowni włączył stary przebój zespołu Magma, zaczynający się od słów: „Znów dziś przeszła obok mnie”.
Gieksiarze mieli słuszne poczucie, że okazja zagrania na Narodowym przeszła obok nich naprawdę blisko. Ale podnieśli się błyskawicznie, bo w Poznaniu fragmentami grali śpiewająco. Na boisku mistrza Polski trzykrotnie prowadzili, ale znów wrócił niedosyt, bo tamten mecz ostatecznie zremisowali. W ostatni weekend z Motorem już nie pozwolili, żeby prowadzenie im uciekło i przypilnowali wyniku.
GieKSa szalona potrafiła być i dawniej. W 1970 r. pojechała do Hiszpanii zagrać rewanż ze słynną Barceloną. To miała być dla gospodarzy formalność, pierwszy mecz na wyjeździe zgodnie z przewidywaniami wygrali. Mało, bo mało (1:0), ale wygrali. U siebie mogli poczuć dezorientację, gdy do przerwy przegrywali na Camp Nou z anonimowym klubem z Polski 0:2 i byli poza pucharami. Na pewno w szoku byli kibice Barcelony, którzy w swoich piłkarzy ciskali poduszkami.
— Skąd oni wzięli tyle poduszek? — zastanawiali się później piłkarze GieKSy.
Okazało się, że kibice puchową amunicję kibice mieli pod sobą, bo brali ją z siedzisk na stadionie. W drugiej połowie Gieksiarze nie wytrzymali naporu Barcy, stracili trzy gole, ale dla wielu to być może najlepszy mecz GKS-u w jego historii. Zobaczyć miny przerażonych zawodników Barcy? Bezcenne.
Dziś GKS do europejskich pucharów — można to już powiedzieć oficjalnie, niech właściwie wybrzmi — aspiruje. Ma 43 punkty, przyczaił się w siedmiozespołowym grupie uciekinierów, która zerwała się peletonowi. Ewentualnie może dobić do nich jeszcze Lechia. Miejsc w pucharach jest pięć. Gdyby GKS tam się dostał, pokazałby się w Europie po 23 latach.
Ostatnim europejskim rywalem, którego widziano na starej Bukowej, była Cementarnica Skopje, z którą GKS sensacyjnie odpadł. Macedończycy oddali w tym meczu jeden celny strzał, ale był na tyle cenny, że wystarczył do awansu. Nikt wtedy nie przypuszczał, że taka „Wielka porcja wstydu”, jak ten mecz nazwała nasza prasa, będzie zapowiedzią chudych lat GKS-u. Naprawdę chudych. Dwa lata po porażce z Cementarnicą klub obudził się w czwartej lidze. Na wiele sezonów sam stał się cmentarzyskiem dla nadziei i ambicji.
Dziś GKS w pucharach to myśl absolutnie świeża, może i nadal niewyobrażalna, ale poparta faktami w tabeli. Myśl zaskakująca nawet wewnątrz klubu. Jeszcze przed meczem z Motorem dyrektor sportowy Dawid Dubas wzbraniał się przed mówieniem o europejskich horyzontach, bo dla niego najważniejsze było zapewnienie utrzymania. Zwycięstwo z lubelskim zespołem potwierdziło, że Dubasowi jedno zmartwienie odpadło: w przyszłym sezonie jego klub będzie w gronie ekstraklasowiczów.
Dziś GKS ma twarz krążącego przy ławce podczas meczów trenera Rafała Góraka i czarującego na boisku Bartosza Nowaka, ale bohaterów jest więcej. Wśród tych z cienia jest też Dubas. W klubie pracuje od ponad dziesięciu lat — zaczynał jako skaut i asystent trenera rezerw oraz drużyny juniorów starszych GKS-u, później został menadżerem piłkarskiej sekcji. Jeszcze pięć lat temu pewnie i sami kibice GKS-u mieliby problem ze wskazaniem, że taki człowiek w ogóle pracuje w ich klubie. Na rozpoznawalności mógł zyskać prawie trzy lata temu, kiedy został dyrektorem sportowym, ale nie zależało mu na tym. Do dziś unika mediów, jest najbardziej tajemniczym ze wszystkich ekstraklasowych dyrektorów.
O transferowej strategii GKS-u mówi: — Szukamy okazji i staramy się wyprzedzić konkurencję. Mamy czym przekonywać: stylem gry drużyny, infrastrukturą czy przykładami z poprzedniego sezonu, gdzie dwóch naszych zawodników [Kowalczyk i Repka] dostało powołanie do pierwszej reprezentacji Polski.
W galerii katowickich bohaterów z cienia jest też Miłosz Drozd. Jeżeli ktoś nie może się nadziwić, że GKS w przeciągu czterech dni był w stanie rozegrać dwa tak intensywne spotkania, jak z Rakowem i Lechem, to właśnie doktor z katowickiego AWF-u odpowiadający za przygotowanie fizyczne zawodników Góraka najlepiej wie, jak to zrobili. Na zimowym obozie w Turcji w sztabie GKS-u docisnęli jeszcze mocniej — z zapisanym ryzykiem, że przesuwają u zawodników kolejne granice.
To zawsze podróż w nieznane. Plagi kontuzji żadnej jednak nie było, a piłkarze GKS-u biegają dziś jak nakręceni. Zresztą na tym zbudowana jest GieKSa. Szuka takich zawodników, żeby wpasować ich do wymagań Góraka. Piłkarz GKS ma być silny, wydolny, dominować w powietrzu. Oczywiście są wyjątki. Nawet w szatni się śmieją, że oni noszą fortepian, a gra na nim Nowak. Teraz dosiadł się do niego Eman Marković. Reszta w zespole akceptuje dla siebie rolę zabezpieczających sekcję kreatywnych. Sami też są istotni, bo GKS ma zespół, gdzie trzeba uważać na każdego. Wśród jego najlepszych strzelców są dwaj środkowi obrońcy: Lukas Klemenz i Arkadiusz Jędrych, obaj zdobyli po siedem bramek.
GKS to ludzie. Tacy, jak Jakub Kobyłka, kierownik drużyny.
Lukas Klemenz: Dla mnie ten gość powinien dostawać premie, bo zajmuje się wszystkim. Dzwonisz do niego o północy:
— Kiero, potrzebuję na szóstą samochód. Mój się zepsuł, a muszę jechać z dzieckiem do lekarza.
— Okej, będzie.
I choćby miał tam ciebie zawieźć, to będzie zrobione. Jest sam, a robi wszystko: pierze, sprząta. Meczowy sprzęt czeka ułożony w kosteczkę. Przed wyjazdem na mecz interesuje cię tylko to, żeby zabrać kosmetyczkę. Resztę „kiero” chowa do skrzyni. Raz nie mogłem znaleźć skarpetek. Byłem przekonany, że stało się niemożliwe i się pomylił: Mam go!
— „Kieruś”, brakuje mi skarpetek — uśmiechnąłem się.
— Nie, masz pod ręcznikiem.
— Ja pierdzielę. Chciałem cię złapać, że czegoś nie zrobiłeś.
Przy tej zagmatwanej tabeli wciąż trudno przewidzieć, gdzie skończy GKS. Jest tak nieprzewidywalną drużyną, która sama siebie nie ogranicza, że może być podium, jak i miejsce, powiedzmy, siódme. Ale już wiemy, ile katowicka drużyna do Ekstraklasy wniosła. Śląski charakter, choć paradoksalnie Ślązaków w drużynie nie ma wielu. Jest za to sztab z Górakiem jako szefem, który dba o to, żeby ta rzetelność i nieustępliwość była w każdym piłkarzu GKS-u. W szatni pilnują tego gorole, którzy są w tej drużynie od lat, jak Jędrych czy Adrian Błąd.
— U nas jest trochę jak w Premier League: kibice doceniają wślizgi, wybicie z linii, pójście w kontakt czy nawet jakiś faul taktyczny. Każdy klaszcze, docenia, że tak biegamy. To jest ten śląski charakter, który wpaja nam trener Górak i jego sztab — opisuje swój zespół Klemenz. — Kupę lat w klubie jest Adi Błąd, Dawid Kudła, Aro Jędrych, Grzegorz Rogala, Marcin Wasielewski i Bartosz Jaroszek. Oni stanowią trzon drużyny. Mówisz: „Kurczę, nie mogę zawieść, bo oni na mnie patrzą”. Jest ten trzon, jest trener Górak ze sztabem od siedmiu czy ośmiu lat w klubie. Wchodzisz i musisz od razu udowadniać, że chcesz na to miejsce zasłużyć.

SIATKÓWKA

siatka.org – GKS Katowice celuje w powrót do PlusLigi. Pierwszy krok w półfinale wykonany!

Na zapleczu PlusLigi rozpoczęła się rywalizacja półfinałowa. Pierwszy mecz mają już za sobą GKS Katowice i KKS Mickiewicz Kluczbork. Mecz w Ośrodku Sportowym Szopienice okazał się szczęśliwy dla katowiczan, którzy teraz potrzebują już tylko jednej wygranej, by zapewnić sobie awans do wielkiego finału.
Otwarcie spotkania należało do gości. Po kontrataku Mateusza Lindy odskoczyli na 6:3. Serię przy zagrywkach Tomasza Kalembki przerwał dopiero Michał Superlak. Nie brakowało przedłużonych wymian. Gdy uaktywnił się katowicki blok, dystans wyraźnie stopniał (9:10). Obie ekipy nie ustrzegły się pomyłek. Po dwóch asach Superlaka wynik się odwrócił i o czas poprosił trener Łysiak (13:12). W dalszej fazie seta trwała gra na styku. Obie ekipy czytały grę rywali, ustawiając bloki. W końcówce ponownie do głosu doszedł GKS. Dobrą zmianę dał Damian Domagała i po jego asie było już 21:18. Kiwka Grzegorza Pająka dała serię piłek setowych. Kropkę nad i szybko asem postawił Superlak.
Początek seta numer dwa toczył się punkt za punkt. Stopniowo inicjatywę przejmowali gospodarze. Gdy zablokowany został Linda GKS odskoczył na 11:8. Katowiczanie wciąż posyłali celne zagrywki, skutecznie punktowali również ich środkowi. Trener Łysiak zaczął sięgać po zmiany. Gdy asa posłał Linda, interweniował trener Siewiorek (14:13). Jego podopieczni szybko odzyskali rezon i po punktowej zagrywce Pająka ponownie zbudowali czteropunktową przewagę (18:14). Poderwać Kluczborczan starał się Yasser Amrat. Ze zmiennym szczęściem punktował Kamil Maruszczyk. Choć goście walczyli do końca, kluczowy punkt GKS zdobył, blokując Lindę.
As Lindy wyprowadził Mickiewicza na prowadzenie 6:4. Blok Damiana Hudzika na Janusie szybko doprowadził do wyrównania (7:7). Więcej błędów popełniali goście, przez co po chwili musieli już gonić wynik. Gra gospodarzy nie była również pozbawiona pomyłek. As Tomasza Kalembki ponownie wyrównał rezultat (13:13). Ręki w ataku nie wstrzymywał Superlak. Gdy błąd popełnił Maruszczyk, GKS wyszedł na prowadzenie 19:17. W kolejnych akcjach Mickiewicz skuteczne ataki przeplatał z błędami. Po trzech z rzędu celnych uderzeniach Maruszczyka goście odskoczyli na jeden punkt. Przy stanie 23:22 o czas poprosił trener Siewiorek. Atak Wojciecha Włodarczyka i blok na Maruszczyku dały piłkę meczową GKS-owi. Mickiewicz doprowadził jednak do walki na przewagi. Decydujący punkt padł po ataku Wojciecha Ferensa.
MVP: Michał Superlak
GKS Katowice – KKS Mickiewicz Kluczbork 3:0 (25:19, 25:20, 27:25)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga