Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: fundament jest wylany

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Jednym z zespołów, które korzystają z sytuacji, że uwaga ligowej czołówki jest podzielona pomiędzy ligę a europejskie puchary, jest Korona Kielce. Zespół, który zazwyczaj spogląda raczej za siebie, dziś nieśmiało zerka w górę tabeli, licząc na stałe miejsce w jej górnej połowie. Jak w nowej rzeczywistości odnajdują się świętokrzyscy fani i na co liczą w sobotnim spotkaniu z będącą na drugim końcu ligowego zestawienia GieKSą? Zapytaliśmy jednego z redaktorów facebookowego profilu Złocisto Krwiści, na Twitterze znanego jako marxokow.

Od kilkunastu miesięcy nastroje w Kielcach systematycznie idą w górę: od rozpaczliwej walki o utrzymanie, poprzez zimę w strefie spadkowej i rewelacyjną wiosnę po obecne deptanie po piętach ligowej czołówce. Jak się odnajdujecie w tej nowej dla was rzeczywistości?
W tym kontekście możemy się cofnąć jeszcze dalej, do momentu naszego powrotu do Ekstraklasy, który swoją drogą mocno nam utrudniliście. Musieliśmy przedzierać się przez baraże, między innymi z powodu dwóch porażek z GieKSą, ale były też inne wpadki, np. w Polkowicach. Na szczęście udało się wygrać baraże po niezapomnianym meczu z Chrobrym i choć w kolejnym sezonie jako beniaminek z początku prezentowaliśmy się przyzwoicie, to po serii porażek staliśmy się głównym kandydatem do spadku. Zdecydowano się wtedy na zatrudnienie Kamila Kuzery, co okazało się strzałem w dziesiątkę. W kolejnym sezonie mieliśmy problemy z wygrywaniem, co przełożyło się na walkę o utrzymanie do ostatniego meczu – pamiętnego zwycięstwa z Lechem w Poznaniu. Później doszło do zmian w gabinetach, brakowało pieniędzy w klubowej kasie i mieliśmy sporo obaw o losy Korony. Nowy prezes postawił na Jacka Zielińskiego – jednego z najbardziej doświadczonych trenerów w Ekstraklasie. Wyniki się ustabilizowały i mimo że przerwę zimową spędziliśmy w strefie spadkowej, a transferów praktycznie nie było, to złapaliśmy serię meczów bez porażki i spokojnie utrzymaliśmy się w lidze. W międzyczasie nowym właścicielem Korony został Łukasz Maciejczyk, który wkłada w klub nie tylko pieniądze, ale i serce.

Nowy właściciel i doświadczony trener to recepta na spokojne budowanie klubu w Kielcach?
Choć być może zabrzmi to paradoksalnie, bo od osiemnastu lat z przerwami gramy w Ekstraklasie, to uważam, że musimy się na nowo uczyć tej ligi. Mam tu na myśli stabilne funkcjonowanie Korony co najmniej w środku tabeli – nie chcemy powrotu czasów, gdy z przerażeniem spoglądaliśmy na tabelę, do ostatniej kolejki drżąc o utrzymanie. Chcemy być klubem, który potrafi postawić się najlepszym i widać to w tym sezonie – jak równy z równym graliśmy na terenie Mistrza Polski i niewiele brakło do zwycięstwa. Nikt nie spodziewa się, że z miejsca zaatakujemy ligowe podium czy europejskie puchary, chociaż działa to na wyobraźnię. Fundament jest wylany i trzeba dokładać do niego kolejne cegły.

W rozmowie z Arturem Fortuną, kibicem Cracovii, zapytałem go o ocenę pracy Jacka Zielińskiego pod Wawelem. Mój rozmówca zwrócił uwagę, że drugi sezon w wykonaniu Zielińskiego zwykle kończy się kryzysem i walką o utrzymanie. Nie obawiacie się podobnego scenariusza?
Nowy sezon rozpoczęliśmy nie najlepiej, bo pierwsze mecze z Wisłą Płock i Legią wybitnie nam nie wyszły. W takiej sytuacji trudno nie mieć czarnych myśli. Meczu z Zagłębiem również nie udało się wygrać, natomiast trener Zieliński zachowywał spokój i zapewniał, że wyniki przyjdą. W czwartej kolejce przyszło przełamanie z Radomiakiem i nasza forma poszła w górę. Dlatego dzisiaj nikt w Kielcach nie obawia się, że wpadniemy w dołek, z którego nie będziemy w stanie wyjść. Trener jest doświadczony i jeśli dostanie odpowiednie narzędzia, to jest w stanie wznieść drużynę na wyższy poziom. Dziś mamy przeświadczenie, że drużyną zarządza trener przez wielkie „T”, który cieszy się naszym szacunkiem.

Narzędziami trenera są przede wszystkim piłkarze. Mówi się, że Korona wydała latem na transfery najwięcej w swojej historii. Tymczasem kielecki wózek ciągną przede wszystkim zawodnicy od dłuższego czasu obecni przy Ściegiennego. Jak dziś oceniasz kadrowy potencjał Korony?
Na szczególną uwagę zasługuje Xavier Dziekoński, który zachwycał, debiutując w Ekstraklasie w barwach Jagiellonii. Odkąd wywalczył sobie miejsce w bramce Korony, imponuje refleksem i daje poczucie bezpieczeństwa z tyłu. Dobre recenzje zbiera stoper Kóstas Sotiríou, wielokrotnie wyróżniany w jedenastkach kolejki. Trener Zieliński odbudował takich piłkarzy jak Dawid Błanik, który jeszcze w marcu był na wylocie z Korony, a dziś jest główną postacią tej drużyny. Podobnie Wiktor Długosz po odejściu Fornalczyka jest wartością dodaną dla zespołu. Niestety niedawno odniósł kontuzję i w sobotę nie zagra. Warto podkreślić postępy, jakie poczynił ostatnio Konrad Matuszewski, ponadto trudno wyobrazić sobie pierwszą jedenastkę bez Martina Remacle, którego wspiera sprowadzony latem Tamar Svetlin – numer jeden letniego okienka. Z kolei mecz z Motorem w pojedynkę wygrał Antoñín, który strzelił też bramkę w Lubinie. Ostatnio się jednak zaciął i brakuje mu liczb. Czekam też, aż do formy prezentowanej w Puszczy wróci Marcel Pięczek.

Korona była pierwszym klubem w Polsce, który mógł się cieszyć nowoczesnym stadionem w XXI wieku, tymczasem dziś jest to już najstarszy obiekt w Ekstraklasie. Być może są na nim windy albo inne pomieszczenia, w których mógłby się zaciąć Dawid Błanik – kat GieKSy z ostatnich meczów?
Wind na stadionie nie ma, więc ewentualnie mógłby utknąć gdzieś w szatni lub w toalecie. Mówiąc serio, Dawid ma ostatnio patent na GieKSę, bo w obu meczach przechylał szalę na naszą korzyść w ostatnich minutach. W tym sezonie jest naszym najlepszym strzelcem, aczkolwiek ostatnio, po podpisaniu nowego kontraktu, lekko się zaciął, a tydzień temu zmarnował jedenastkę w meczu z Górnikiem. Być może powodem tego była kontuzja, z którą się zmaga od jakiegoś czasu, dlatego jego występ w Katowicach nie jest pewny na 100%. Jeśli będzie taka konieczność, to jestem pewny, że z powodzeniem zastąpi go Nikodem Niski.

Latem za rekordową kwotę Kielce na Łódź zamienił Mariusz Fornalczyk, jednak był już wcześniej zawodnik, który poszedł tą drogą, ale dzisiaj jest już w Katowicach. Jak wspominasz Jakuba Łukowskiego i na co możemy liczyć z jego strony w GieKSie?
Łukowski odegrał kluczową rolę w sezonie 2022/2023, kiedy wywalczyliśmy utrzymanie w Ekstraklasie. Był naszym najlepszym strzelcem, a obok Kamila Grosickiego najskuteczniejszym Polakiem w całej lidze. Jego odejście do Widzewa nie zostało dobrze odebrane w Kielcach i choć początki w Łodzi miał dobre, to później przepadł. Transfer do Katowic wydaje się być ciekawym posunięciem i myślę, że jeszcze będziecie mieć z niego pociechę, jeśli dostanie odpowiednie wsparcie. Najlepiej prezentował się jako skrzydłowy lub wahadłowy, więc w tej roli widzę go w Katowicach.

Natknąłem się na ciekawostkę, że Korona przez cały wrzesień nie straciła bramki. Gra defensywna jest kluczem do dobrych wyników Korony?
W tym sezonie jesteśmy trzecią defensywą w Ekstraklasie i mamy już pięć czystych kont. To nas z pewnością różni od GKS-u, że ciężko nas napocząć. Wy wprawdzie wygraliście gładko z Motorem, jednak zastanawiający jest fakt, że prowadząc 2:0, bardzo szybko wypuściliście prowadzenie z rąk. Czerwona kartka Łabojki pomogła wrócić do gry, natomiast trudno nie zauważyć, że waszym problemem jest gra w obronie. GKS ani razu nie zachował czystego konta w tym sezonie. Spojrzałem w statystyki, z których wynika, że dziesięciokrotnie jako pierwsi traciliście gola – w takich okolicznościach trudno o punkty. Coś niedobrego dzieje się w organizacji waszej obrony i w sobotę spróbujemy to wykorzystać. Z drugiej strony wasi stoperzy – Jędrych i Klemenz, którego pamiętamy z Kielc, mają udział przy kilku bramkach, więc działa to na waszą korzyść.

W ubiegłym sezonie Michał Janus zwracał uwagę, że Korona nie ma kim strzelać. W Kielcach nie ma już ani Dalmau, ani Szykawki. Kto będzie strzelał w sobotę?
Liczę, że przełamie się Antoñín, bo ma szybkość i wiele jakości piłkarskiej. Nie musimy strzelać Bóg wie ile, ale na pewno znajdziemy sposób, by dziurawą ostatnio obronę GieKSy przechytrzyć. Po cichu liczę, że z dobrej strony pokaże się Nikodem Niski, który bez kompleksów gra z przodu. Ma już asystę, więc może dołoży do tego bramkę.

W tym sezonie Korona z reguły traci punkty z czołówką, jednak systematycznie wygrywa z dołem tabeli. GKS jest dla was następnym w kolejce zespołem do „ogolenia”?
Przed nami trzy wyjazdy z rzędu – do Katowic i Gliwic oraz w Pucharze do Pruszkowa, a Korona nigdy nie słynęła z dobrej gry w delegacji – w zeszłym sezonie wygraliśmy zaledwie trzy razy, z czego raz w Katowicach. Dlatego sobotni mecz może być pułapką dla obu drużyn. Nam może się wydawać, że słabiej broniący zespół można będzie szybko ukłuć, więc o zwycięstwo będzie łatwo. To może okazać się zgubne. Z kolei GKS wysoko wygrywając z Motorem, wyskoczył ze strefy spadkowej i może nabrać wiatru w żagle, ale nie może naiwnie wierzyć, że z Koroną będzie równie łatwo. Sam jestem ciekaw tego meczu. Nie będę zawiedziony remisem, ale po cichu liczę, że o tę jedną bramkę będziemy lepsi. Życzę nam takiego meczu, że będzie się działo i na boisku, i na trybunach, bo wiadomo, że do Katowic wybiera się rekordowa liczba ponad 1,5 tysiąca fanów Korony.

W ostatnich latach nasze pojedynki zwykle wyłaniały zwycięzców – w 1. Lidze wygrywaliśmy my, a w Ekstraklasie wy. Jaki wynik typujesz w sobotę?
Mamy za sobą mecz z Górnikiem, w którym zwycięstwo wymknęło nam się z rąk w ostatniej minucie. Będziemy chcieli zrekompensować to sobie w Katowicach. Gdybym jednak miał typować, to postawiłbym na remis 1:1, a przede wszystkim liczę na dobre widowisko.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga