Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: fundament jest wylany

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Jednym z zespołów, które korzystają z sytuacji, że uwaga ligowej czołówki jest podzielona pomiędzy ligę a europejskie puchary, jest Korona Kielce. Zespół, który zazwyczaj spogląda raczej za siebie, dziś nieśmiało zerka w górę tabeli, licząc na stałe miejsce w jej górnej połowie. Jak w nowej rzeczywistości odnajdują się świętokrzyscy fani i na co liczą w sobotnim spotkaniu z będącą na drugim końcu ligowego zestawienia GieKSą? Zapytaliśmy jednego z redaktorów facebookowego profilu Złocisto Krwiści, na Twitterze znanego jako marxokow.

Od kilkunastu miesięcy nastroje w Kielcach systematycznie idą w górę: od rozpaczliwej walki o utrzymanie, poprzez zimę w strefie spadkowej i rewelacyjną wiosnę po obecne deptanie po piętach ligowej czołówce. Jak się odnajdujecie w tej nowej dla was rzeczywistości?
W tym kontekście możemy się cofnąć jeszcze dalej, do momentu naszego powrotu do Ekstraklasy, który swoją drogą mocno nam utrudniliście. Musieliśmy przedzierać się przez baraże, między innymi z powodu dwóch porażek z GieKSą, ale były też inne wpadki, np. w Polkowicach. Na szczęście udało się wygrać baraże po niezapomnianym meczu z Chrobrym i choć w kolejnym sezonie jako beniaminek z początku prezentowaliśmy się przyzwoicie, to po serii porażek staliśmy się głównym kandydatem do spadku. Zdecydowano się wtedy na zatrudnienie Kamila Kuzery, co okazało się strzałem w dziesiątkę. W kolejnym sezonie mieliśmy problemy z wygrywaniem, co przełożyło się na walkę o utrzymanie do ostatniego meczu – pamiętnego zwycięstwa z Lechem w Poznaniu. Później doszło do zmian w gabinetach, brakowało pieniędzy w klubowej kasie i mieliśmy sporo obaw o losy Korony. Nowy prezes postawił na Jacka Zielińskiego – jednego z najbardziej doświadczonych trenerów w Ekstraklasie. Wyniki się ustabilizowały i mimo że przerwę zimową spędziliśmy w strefie spadkowej, a transferów praktycznie nie było, to złapaliśmy serię meczów bez porażki i spokojnie utrzymaliśmy się w lidze. W międzyczasie nowym właścicielem Korony został Łukasz Maciejczyk, który wkłada w klub nie tylko pieniądze, ale i serce.

Nowy właściciel i doświadczony trener to recepta na spokojne budowanie klubu w Kielcach?
Choć być może zabrzmi to paradoksalnie, bo od osiemnastu lat z przerwami gramy w Ekstraklasie, to uważam, że musimy się na nowo uczyć tej ligi. Mam tu na myśli stabilne funkcjonowanie Korony co najmniej w środku tabeli – nie chcemy powrotu czasów, gdy z przerażeniem spoglądaliśmy na tabelę, do ostatniej kolejki drżąc o utrzymanie. Chcemy być klubem, który potrafi postawić się najlepszym i widać to w tym sezonie – jak równy z równym graliśmy na terenie Mistrza Polski i niewiele brakło do zwycięstwa. Nikt nie spodziewa się, że z miejsca zaatakujemy ligowe podium czy europejskie puchary, chociaż działa to na wyobraźnię. Fundament jest wylany i trzeba dokładać do niego kolejne cegły.

W rozmowie z Arturem Fortuną, kibicem Cracovii, zapytałem go o ocenę pracy Jacka Zielińskiego pod Wawelem. Mój rozmówca zwrócił uwagę, że drugi sezon w wykonaniu Zielińskiego zwykle kończy się kryzysem i walką o utrzymanie. Nie obawiacie się podobnego scenariusza?
Nowy sezon rozpoczęliśmy nie najlepiej, bo pierwsze mecze z Wisłą Płock i Legią wybitnie nam nie wyszły. W takiej sytuacji trudno nie mieć czarnych myśli. Meczu z Zagłębiem również nie udało się wygrać, natomiast trener Zieliński zachowywał spokój i zapewniał, że wyniki przyjdą. W czwartej kolejce przyszło przełamanie z Radomiakiem i nasza forma poszła w górę. Dlatego dzisiaj nikt w Kielcach nie obawia się, że wpadniemy w dołek, z którego nie będziemy w stanie wyjść. Trener jest doświadczony i jeśli dostanie odpowiednie narzędzia, to jest w stanie wznieść drużynę na wyższy poziom. Dziś mamy przeświadczenie, że drużyną zarządza trener przez wielkie „T”, który cieszy się naszym szacunkiem.

Narzędziami trenera są przede wszystkim piłkarze. Mówi się, że Korona wydała latem na transfery najwięcej w swojej historii. Tymczasem kielecki wózek ciągną przede wszystkim zawodnicy od dłuższego czasu obecni przy Ściegiennego. Jak dziś oceniasz kadrowy potencjał Korony?
Na szczególną uwagę zasługuje Xavier Dziekoński, który zachwycał, debiutując w Ekstraklasie w barwach Jagiellonii. Odkąd wywalczył sobie miejsce w bramce Korony, imponuje refleksem i daje poczucie bezpieczeństwa z tyłu. Dobre recenzje zbiera stoper Kóstas Sotiríou, wielokrotnie wyróżniany w jedenastkach kolejki. Trener Zieliński odbudował takich piłkarzy jak Dawid Błanik, który jeszcze w marcu był na wylocie z Korony, a dziś jest główną postacią tej drużyny. Podobnie Wiktor Długosz po odejściu Fornalczyka jest wartością dodaną dla zespołu. Niestety niedawno odniósł kontuzję i w sobotę nie zagra. Warto podkreślić postępy, jakie poczynił ostatnio Konrad Matuszewski, ponadto trudno wyobrazić sobie pierwszą jedenastkę bez Martina Remacle, którego wspiera sprowadzony latem Tamar Svetlin – numer jeden letniego okienka. Z kolei mecz z Motorem w pojedynkę wygrał Antoñín, który strzelił też bramkę w Lubinie. Ostatnio się jednak zaciął i brakuje mu liczb. Czekam też, aż do formy prezentowanej w Puszczy wróci Marcel Pięczek.

Korona była pierwszym klubem w Polsce, który mógł się cieszyć nowoczesnym stadionem w XXI wieku, tymczasem dziś jest to już najstarszy obiekt w Ekstraklasie. Być może są na nim windy albo inne pomieszczenia, w których mógłby się zaciąć Dawid Błanik – kat GieKSy z ostatnich meczów?
Wind na stadionie nie ma, więc ewentualnie mógłby utknąć gdzieś w szatni lub w toalecie. Mówiąc serio, Dawid ma ostatnio patent na GieKSę, bo w obu meczach przechylał szalę na naszą korzyść w ostatnich minutach. W tym sezonie jest naszym najlepszym strzelcem, aczkolwiek ostatnio, po podpisaniu nowego kontraktu, lekko się zaciął, a tydzień temu zmarnował jedenastkę w meczu z Górnikiem. Być może powodem tego była kontuzja, z którą się zmaga od jakiegoś czasu, dlatego jego występ w Katowicach nie jest pewny na 100%. Jeśli będzie taka konieczność, to jestem pewny, że z powodzeniem zastąpi go Nikodem Niski.

Latem za rekordową kwotę Kielce na Łódź zamienił Mariusz Fornalczyk, jednak był już wcześniej zawodnik, który poszedł tą drogą, ale dzisiaj jest już w Katowicach. Jak wspominasz Jakuba Łukowskiego i na co możemy liczyć z jego strony w GieKSie?
Łukowski odegrał kluczową rolę w sezonie 2022/2023, kiedy wywalczyliśmy utrzymanie w Ekstraklasie. Był naszym najlepszym strzelcem, a obok Kamila Grosickiego najskuteczniejszym Polakiem w całej lidze. Jego odejście do Widzewa nie zostało dobrze odebrane w Kielcach i choć początki w Łodzi miał dobre, to później przepadł. Transfer do Katowic wydaje się być ciekawym posunięciem i myślę, że jeszcze będziecie mieć z niego pociechę, jeśli dostanie odpowiednie wsparcie. Najlepiej prezentował się jako skrzydłowy lub wahadłowy, więc w tej roli widzę go w Katowicach.

Natknąłem się na ciekawostkę, że Korona przez cały wrzesień nie straciła bramki. Gra defensywna jest kluczem do dobrych wyników Korony?
W tym sezonie jesteśmy trzecią defensywą w Ekstraklasie i mamy już pięć czystych kont. To nas z pewnością różni od GKS-u, że ciężko nas napocząć. Wy wprawdzie wygraliście gładko z Motorem, jednak zastanawiający jest fakt, że prowadząc 2:0, bardzo szybko wypuściliście prowadzenie z rąk. Czerwona kartka Łabojki pomogła wrócić do gry, natomiast trudno nie zauważyć, że waszym problemem jest gra w obronie. GKS ani razu nie zachował czystego konta w tym sezonie. Spojrzałem w statystyki, z których wynika, że dziesięciokrotnie jako pierwsi traciliście gola – w takich okolicznościach trudno o punkty. Coś niedobrego dzieje się w organizacji waszej obrony i w sobotę spróbujemy to wykorzystać. Z drugiej strony wasi stoperzy – Jędrych i Klemenz, którego pamiętamy z Kielc, mają udział przy kilku bramkach, więc działa to na waszą korzyść.

W ubiegłym sezonie Michał Janus zwracał uwagę, że Korona nie ma kim strzelać. W Kielcach nie ma już ani Dalmau, ani Szykawki. Kto będzie strzelał w sobotę?
Liczę, że przełamie się Antoñín, bo ma szybkość i wiele jakości piłkarskiej. Nie musimy strzelać Bóg wie ile, ale na pewno znajdziemy sposób, by dziurawą ostatnio obronę GieKSy przechytrzyć. Po cichu liczę, że z dobrej strony pokaże się Nikodem Niski, który bez kompleksów gra z przodu. Ma już asystę, więc może dołoży do tego bramkę.

W tym sezonie Korona z reguły traci punkty z czołówką, jednak systematycznie wygrywa z dołem tabeli. GKS jest dla was następnym w kolejce zespołem do „ogolenia”?
Przed nami trzy wyjazdy z rzędu – do Katowic i Gliwic oraz w Pucharze do Pruszkowa, a Korona nigdy nie słynęła z dobrej gry w delegacji – w zeszłym sezonie wygraliśmy zaledwie trzy razy, z czego raz w Katowicach. Dlatego sobotni mecz może być pułapką dla obu drużyn. Nam może się wydawać, że słabiej broniący zespół można będzie szybko ukłuć, więc o zwycięstwo będzie łatwo. To może okazać się zgubne. Z kolei GKS wysoko wygrywając z Motorem, wyskoczył ze strefy spadkowej i może nabrać wiatru w żagle, ale nie może naiwnie wierzyć, że z Koroną będzie równie łatwo. Sam jestem ciekaw tego meczu. Nie będę zawiedziony remisem, ale po cichu liczę, że o tę jedną bramkę będziemy lepsi. Życzę nam takiego meczu, że będzie się działo i na boisku, i na trybunach, bo wiadomo, że do Katowic wybiera się rekordowa liczba ponad 1,5 tysiąca fanów Korony.

W ostatnich latach nasze pojedynki zwykle wyłaniały zwycięzców – w 1. Lidze wygrywaliśmy my, a w Ekstraklasie wy. Jaki wynik typujesz w sobotę?
Mamy za sobą mecz z Górnikiem, w którym zwycięstwo wymknęło nam się z rąk w ostatniej minucie. Będziemy chcieli zrekompensować to sobie w Katowicach. Gdybym jednak miał typować, to postawiłbym na remis 1:1, a przede wszystkim liczę na dobre widowisko.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga