Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Wielosekcyjny przegląd doniesień mass mediów: Dramatyczny mecz w Katowicach. GieKSa w półfinale!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

Piłkarze w sobotę rozegrali kolejne spotkanie w ramach rozgrywek II ligi, kolejnym rywalem był Widzew Łódź. Po dobrym spotkaniu w wykonaniu GieKSy padł remis 1:1 (1:1). Prasówkę o tym meczu znajdziecie tutaj.

W ekstralidze kobiet, rozegrano dziewiątą kolejkę spotkań. Piłkarki GKS-u grały na wyjeździe z AZS UJ Kraków, niestety mecz zakończył się przegraną GieKSy 0:2 (0:1). Po tej kolejce panie spadły o jedno miejsce niżej i zajmują czwartą lokatę w tabeli.

Siatkarze rozegrali ostatnie sparingi przed startem PlusLigi podczas turnieju w Krośnie. Drużyna rozegrała dwa spotkania, najpierw wygrała z Cerrad Enea Czarni Radom 3:1, a w meczu o pierwsze miejsce w turnieju uległa Asseco Resovia Rzeszów 2:3. W najbliższy czwartek 24 października o 18:30, odbędzie się w Galerii Katowickiej prezentacja drużyny. Pierwsze spotkanie ligowe siatkarze rozegrają w hali w Szopienicach, za tydzień w niedzielę (27.10.2019 o godzinie 14:45) z Asseco Resovią Rzeszów.

Hokeiści rozegrali dwa spotkania, pierwsze z nich w ramach Pucharu Wyszechradzkiego z HC07 Detva, w którym padł remis 3:3. Dzięki temu wynikowi GieKSa awansowała do półfinału rozgrywek. Drugie spotkanie, to mecz ligowy z Naprzodem Janów, wygrany 6:0.

 

PIŁKA NOŻNA

sportowefakty.wp.pl – Ekstraliga kobiet: pokaźne zwycięstwo Medyka Konin. AZS UJ Kraków na podium

[…] W bardzo ważnym meczu AZS UJ Kraków wygrał 2:0 z GKS-em Katowice po bramkach Natalii Sitarz i zajmuje miejsce na ligowym podium.

[…] AZS UJ Kraków mierzył się z sąsiadem w tabeli, GKS-em Katowice i wiadomym było, że ewentualne zwycięstwo pozwoli przeskoczyć jedno miejsce wyżej w hierarchii. Krakowianki pokazały, że nie bez powodu coraz głośniej pukają do bram ścisłej czołówki.

Zaprezentowały ciekawy, ułożony pod względem taktycznym futbol, a w roli egzekutora wystąpiła jedna z najlepszych w ich szeregach, Natalia Sitarz. To ona strzeliła oba gole. Równocześnie warto podkreślić, że gospodynie zachowały czyste konto w defensywie.

 

tylkokobiecyfutbol.pl – Dublet Sitarz. Kolejna wygrana Jagiellonek

Starcie dwóch sąsiednich ekip w tabeli dość niespodziewanie zakończyło się kolejnym zwycięstwem Jagiellonek. Po raz kolejny ekipa z Krakowa pokazała, że trzeba się z nią w tym sezonie liczyć szczególnie.

[…] Kasandra Parczewska nie strzeliła rzutu karnego (56 minuta, strzeliła obok bramki).

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Turniej w Krośnie: GKS Katowice i Asseco Resovia w finale

W Krośnie rozpoczął się Turniej o Puchar Prezydenta Miasta Krosna. W pierwszym spotkaniu półfinałowym po dwóch stronach siatki stanęli gracze GKS-u Katowice i Cerrad Enei Czarnych Radom.

[…] W premierowej odsłonie dość szybko na prowadzenie wyszli siatkarze Katowic, którzy do połowy seta nie mieli większych problemów z utrzymaniem kilkupunktowej zaliczki (19:15). Potem jednak gracze z Radomia zaczęli niwelować swoje straty przy serwisach Damiana Borucha i po kontrze w wykonaniu Michała Filipa tracili już tylko oczko (18:19). Radomianie dołożyli blok, ale potem cztery akcje z rzędu wygrali podopieczni Dariusza Daszkiewicza (23:19). W końcówce znów odezwała się zagrywka radomian, ale nie byli oni już w stanie odrobić swoich strat (23:25).

[…] Początek drugiej części meczu należał do GKS-u, który po dobrej kiwce Jana Firleja miał już trzy oczka więcej (6:3). Na prawym skrzydle swoje akcje kończył Jakub Jarosz (8:6), po drugiej stronie siatki tym samym odpowiadał Karol Butryn (9:9). Gra się wyrównała, prowadzenie katowiczanom przywróciły dobre serwisy Firleja (17:14). Radomianie cały czas walczyli (20:21), końcówka znów jednak należała do ekipy Dariusza Daszkiewicza (23:20), Jarosz dał GKS-owi piłkę setową (24:21), natomiast blok prowadzenie 2:0 w całym meczu.

Obraz gry nie zmienił się w trzecim secie, w którym ponownie to gracze ze Śląska mieli dwa oczka więcej (8:6), potem jednak do głosu doszli radomianie i przy serwisach Alena Pajenka to oni byli o dwa punkty lepsi (13:11). Zespół z Katowic doprowadził do remisu po 16 po mocnym ataku Kamila Kwasowskiego (16:16), natomiast kontra Wiktora Musiała, a następnie błąd radomian sprawiły, że przewagę odzyskali gracze GKS-u (19:17). Na boisku znów pojawiła się seria punktowa, tym razem Czarnych (21:19), ale na niewiele zdało się to graczom Roberta Prygla, bowiem po asie serwisowym Musiała prowadzenie odzyskali rywale (23:22). Atakujący chwilę później został zatrzymany dość potężnym blokiem (23:24) i po dobrym serwisie Atanasiosa Protopsaltisa Czarni przedłużyli losy meczu.

Czwarta partia długo stała pod znakiem wyrównanej gry po obu stronach siatki. Dopiero w połowie odsłony na dwupunktowe prowadzenie odskoczyli gracze z Katowic (16:14). Powiększyli je, kiedy dobrą kiwką popisał się Maciej Fijałek. W końcówce ponownie radomianie zmniejszyli dystans (18:19), ale długą wymianę skończył Musiał, odzyskując tym samym zaliczkę (21:18). Tym razem siatkarze Dariusza Daszkiewicza już nie wypuścili z rąk swojej przewagi, kończąc całe spotkanie atakiem z piłki przechodzącej.

GKS Katowice – Cerrad Enea Czarni Radom 3:1 (23:25, 25:22, 24:26, 25:21)

 

Turniej w Krośnie: Resovia najlepsza, 3. miejsce MKS-u Będzin

Cztery plusligowe zespoły walczyły w Turnieju o Puchar Prezydenta Miasta Krosna. W meczu o trzecie miejsce MKS Będzin okazał się lepszy od Cerrad Enei Czarnych Radom, pokonując rywali 3:1. W finale rywalizacji po dwóch stronach siatki stanęli siatkarze z Rzeszowa i Katowic. O wyniku tego spotkania decydował tie-break, w którym triumfowali siatkarze z Podkarpacia.

[…] Finał:

Już na początku meczu ekipa z Podkarpacia odskoczyła (10:5) i chociaż nie udało jej się utrzymać bezpiecznej przewagi, to jednak cały czas rzeszowianie byli na prowadzeniu. W kluczowym momencie podopieczni Piotra Gruszki ponownie mogli cieszyć się z kilku oczek więcej na swoim koncie (24:21), ale przy serwisach Jakuba Jarosza GKS znów się zbliżył (23:24). Ostatnia akcja tego seta była zdecydowanie najciekawsza, a zakończył ją blok Bartłomieja Lemańskiego (25:23).

Drugą część meczu lepiej rozpoczęli rzeszowianie, pojedynczym blokiem zapunktował Damian Schulz, tym samym odwdzięczył się Emanuel Kohut (3:3). Potem inicjatywa należała do katowiczan, którzy nie wytrzymywali ręki w polu zagrywki (15:11), na tablicy wyników cały czas lepsi byli podopieczni Dariusza Daszkiewicza, po obu stronach siatki nie brakowało walki (22:19). Blok dał GKS-owi piłkę setową, atak ze środka doprowadził do remisu w całym meczu.

GKS Katowice nie zwalniał tempa w kolejnej partii, odskakując rywalom na cztery punkty (12:8). Zespół Dariusza Daszkiewicza był bardziej skuteczny, pewnie kończył swoje akcje (19:14), do tego nie miał też problemu z blokowaniem rywali. Jeden z nich, na Schulzu, dał GKS-owi piłkę setową (24:18), w końcówce zza linii 9. metra punktował jeszcze Rafał Buszek (21:24), ale mocny atak po skosie Wiktora Musiała zakończył tę odsłonę.

Tym razem to Asseco Resovia lepiej rozpoczęła zmagania w secie, punktując na siatce (7:3). GKS odzyskał swoją pewność w ataku (10:11), jednak po stronie rzeszowian nie zawodził Nicholas Hoag (16:12), a Buszek mocno zagrywał (18:12). Kanadyjczyk również dołożył sprytny serwis, dając jednocześnie swojej ekipie piłkę setową (24:15) i po akcji Marcina Możdżonka był remis 2:2.

Podopieczni Piotra Gruszki od mocnego uderzenia rozpoczęli decydującą odsłonę (5:1) i nie oddawali inicjatywy rywalom (8:2). Rzeszowianie raz po raz punktowali, nie pozwalając swoim rywalom na zmniejszenie strat (14:7) i po zepsutej zagrywce po stronie GKS-u triumfowali w całym turnieju.

Asseco Resovia Rzeszów – GKS Katowice 3:2 (25:23, 20:25, 21:25, 25:16, 15:8)

 

HOKEJ NA LODZIE

hokej.net – Puchar Wyszehradzki: Dramatyczny mecz w Katowicach. GieKSa w półfinale!

[…] Hokejowa GieKSa, która w pierwszy meczu ćwierćfinału Pucharu Wyszegradzkiego pokonała klub z Detvy 2:1, wyjechała na lód „Satelity” w nieco innych piątkach niż te, jakie do tej pory widzieliśmy w lidze. Trener Risto Dufva szukał nowych rozwiązań taktycznych i potraktował starcie prestiżowych rozgrywek krajów Grupy Wyszehradzkiej także jako okazję do przetestowania innych wariantów gry. Mecz w pierwszej tercji toczył się dość spokojnym rytmem, słowacki klub utrzymywał się częściej przy krążku, za to hokeiści Risto Dufvy starali się wygrywać jak najwięcej walk o krążek za swoją bramką i konstruowali kontrataki. GieKSiarze mieli swoje okazje, na bramkę Simki strzelali dobrze Wajda i Franssila, a najlepsza sytuację do zmiany wyniku miał pod koniec tercji Teddy Da Costa. Jednak to goście prowadzili dzięki bramce Petera Zuzina z 13 minuty, który wykorzystał zgubienie krążka przez GKS we własnej tercji i przeprowadził skuteczny rajd.

Gospodarze zaczęli kolejną część z meczu z animuszem, co udowadniały próby Čimžara i Lähdego. Drużyna doznała poważnej straty w 25. minucie, kiedy Martin Čakajík musiał opuścić lód po starciu z rywalem. Od tamtego momentu słowacki przeciwnik przeważał na lodzie i sprawnie wykorzystał dwie dogodne sytuacje sam na sam. W 33. minucie Michała Kielera pokonał Rastislav Gašpar, a dwie minuty później uczynił to Viliam Čacho. GKS walczył o dobre okazje pod bramką Marka Simki, ale nie był w stanie sforsować obrony klubu z Detvy.
Sytuacja GieKSy przed ostatnią częścią meczu była trudna, dlatego zespół trenera Dufvy starał się o wywalczenie jak największej liczby szans. Wciąż jednak brakowało dokładnych podań i zdecydowania w tercji przeciwnika. W 47. minucie przyszło przełamanie impasu dzięki instynktowi strzeleckiemu Grzegorza Pasiuta. Ta akcja wyraźnie rozruszała katowiczan, którzy od trafienia kapitana GKS-u mieli jeszcze dwie doskonałe sytuacje na zmianę wyniku. Gdy wydawało się, że nic już się nie zmieni do końca gry, wolną przestrzeń pod bramką doskonale wykorzystał w 58. minucie Teddy Da Costa.
Tym samym okazało się, że konieczna będzie pięciominutowa dogrywka grana trzech na trzech. W niej Grzegorz Pasiut zdobył upragnionego gola na dwie sekundy przed końcem tej części meczu i wprowadził GKS do półfinału Pucharu Wyszehradzkiego!

GKS Katowice – HC O7 Detva 3:3 (0:1, 0:2, 2:0 – 1:0)

 

Naprzód powalczył z GieKSą

Hokeiści Naprzodu Janów długo obronną ręką wychodzili z opresji pod własną bramką po ciągłych atakach GKS Katowice. Dopiero w 25 minucie worek z bramkami rozwiązał Jaakko Turtiainen, ostatecznie GieKSa wygrała 6:0.

W ramach 12. kolejki po raz pierwszy w tym sezonie GKS Katowice zagrał na Jantorze. Naprzód Janów dotąd jest bez zwycięstwa w sezonie, więc to GieKSa rozpoczynała spotkanie jako zdecydowany faworyt. Pierwsza tercja nie przyniosła jednak bramek. Podopieczni Risto Dufvy mocno w pierwszej części naciskali, ale nie udało im się wykrzystać dwóch przewag. Problemy zaczęły się w końcówce. Nestori Lähde otrzymał karę meczu za atak na Macieja Rybaka. Natomiast przez ostatnią minutę goście bronili się w trzech po karze dla Devečki.
Niewiele układało się po myśli GKS-u, ale sytuacja powoli wracała do normy. Wynik w 25. minucie otworzył Jaakko Turtiainen. Pięć minut później podwyższył Teddy Da Costa sprytnym strzałem obok parkanu Michała Krofty, który ofiarnie zatrzymywał kolejne próby GieKSy. Przed końcem tercji do bramki trafiali jeszcze Jussi Makkonen i po raz drugi Turtiainen. Na przerwę goście zjeżdżali z czterobramkowym prowadzeniem.
Finałowa tercja była formalnością. Miażdżąca przewaga GKS-u pozwoliła Da Coście strzelić piątego gola. Gracze Naprzodu nie stwarzali zagrożenia, które pozwoliłoby im strzelić choćby jednego gola. W 50. minucie swojego debiutanckiego gola dla GieKSy strzelił Szymon Mularczyk.

Naprzód Janów – GKS Katowice 0:6 (0:0, 0:4, 0:2)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Piynciok na Arenie Katowice!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.

Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.

W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!

GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.

23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga