Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: mamy problemy ze skutecznością

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po odpadnięciu z pucharów zwykło się mówić, że można się wreszcie skupić na lidze. I choć w przypadku GieKSy o żadnym rozkojarzeniu grą w Europie mowy być nie mogło, to emocje pucharowe były w ostatnich tygodniach nieco większe niż ligowe. Jednak dziś koncentrujemy się już na rywalu ekstraklasowym, który w niedzielę podejmie nas na Motor Lublin Arenie. Jak dobrze przygotowani do nowego sezonu są żółto-biało-niebiescy? Jakie są ich największe atuty, a gdzie tkwią braki? I czy w Lublinie tęsknią za Bartoszem Wolskim? Opowiedział nam red. Józef Kufel, dziennikarz sportowy Radia Lublin.

Po zakończeniu poprzedniego sezonu w Motorze zaszły spore zmiany, a niektórzy powiedzieliby wręcz, że rewolucja. Ile w takim razie zostało z dobrze nam znanych „Niezniszczalnych”?
Prawdę mówiąc niewiele, bo analizując skład personalny w ostatnim meczu ligowym z Pogonią, to na lewej obronie grał Filip Luberecki, reprezentant młodzieżówki, który trafił do Lublina jeszcze za czasów Gonçalo Feio i jest dziś wyróżniającą się postacią na swojej pozycji. Jego przyszłość w Lublinie nie jest jeszcze pewna, bo obserwujemy spore zainteresowanie tym zawodnikiem ze strony innych klubów. Do grona „Niezniszczalnych” zaliczyłbym jeszcze Jacquesa Ndiaye, autora pamiętnego, decydującego o awansie do Ekstraklasy gola w Gdyni i w zasadzie na nim lista się kończy, co najlepiej pokazuje skalę kadrowej rewolucji, do jakiej latem doszło w Lublinie – ubyło czternastu graczy drużyny, która do tej pory zmieniała się bardziej harmonijnie. Odeszli piłkarze, którzy byli związani z tym klubem od wielu sezonów – warto tu wspomnieć choćby Filipa Wójcika, który trafił do Motoru jeszcze w sezonie pandemicznym, a latem zdecydował się na transfer do Ruchu Chorzów, podobnie jak wcześniej Piotr Ceglarz. Kolejni „Niezniszczalni”, którzy opuścili Lublin to Arkadiusz Najemski, Mathieu Scalet, Paweł Stolarski i Bartosz Wolski. Siłą Motoru było zgranie i wspólna historia, którą napisali – droga od ostatniego miejsca w 2. lidze do górnej części tabeli Ekstraklasy, od łomotu z Wisłą Puławy 2:6 do zwycięstwa 2:1 z Lechem w Poznaniu. Duża w tym zasługa trenerów, najpierw Gonçalo Feio, a potem Mateusza Stolarskiego.

Sam szkoleniowiec również padł ofiarą omawianej rewolucji.
To było dla nas duże zaskoczenie, a większość kibiców przyjęła jego zwolnienie z niezadowoleniem, tym bardziej, że wiele do życzenia pozostawiał styl, w jakim tę zmianę przeprowadzono. Trener Stolarski nie dostawał żadnych sygnałów o planowanych ruchach i wyjeżdżając na urlop raczej nie spodziewał się, że wróci tu tylko po to, aby się spakować. Uważam, że Zbigniew Jakubas już wcześniej „flirtował” z Mariuszem Misiurą, który przyjeżdżał do Lublina jeszcze jako trener Znicza Pruszków i pamiętam, że jego pracę mocno komplementował wtedy sam Gonçalo Feio. To mogło spowodować, że Jakubas zwrócił uwagę na tego trenera. Właściciel Motoru lubi zresztą rozmawiać z różnymi ludźmi i mam wrażenie, że jest dosyć podatny na sugestie swoich doradców, pod wpływem których zmienia zdanie. Przykładem może być głośna swego czasu afera pomiędzy Gonçalo Feio a Pawłem Tomczykiem, ówczesnym dyrektorem sportowym. W kuluarach mówiło się, że po ataku na Tomczyka zwolniony zostanie trener, tymczasem w ostatniej chwili okazało się, ze klub opuści dyrektor. Z kolei pomysł zwolnienia trenera Stolarskiego mógł podsunąć Bogusław Leśnodorski, który w rozmowie z Tomaszem Ćwiąkałą przyznał, że namawia do tego Jakubasa. Wtedy nie traktowaliśmy tego poważnie, bo Stolarski bronił się swoją pracą, mimo że warunki nie były sprzyjające. Zimą Motor rozstał się z dyrektorem sportowym Pawłem Golańskim nie zatrudniając nowego, a na skutek tej decyzji w zasadzie zmarnowano okno transferowe. Wiosną brakowało wartościowych zmienników, więc trudno się dziwić, że bez konkretnych wzmocnień Motor jedynie doczłapał do końca sezonu, zajmując ostatecznie 12. miejsce.

Trener Misiura dał się poznać w Wiśle Płock jako wyjątkowo pragmatyczny, raczej skoncentrowany na szczelnej defensywie. Podobny obraz pod jego batutą ma mieć Motor?
Mariusz Misura odżegnuje się od tej „wizytówki” podkreślając, że wprowadził taki styl w Płocku dostosowując się do możliwości kadrowych, jakimi tam dysponował. Przypomina jednocześnie, że w pierwszoligowym Zniczu grał raczej ofensywnie. Po pierwszych meczach Motoru również nie powiedziałbym, że będziemy murować bramkę. Jednocześnie powszechnie oczekuje się od niego, że defensywę Motoru uszczelni, bo w ostatnich sezonach byliśmy jednym z zespołów tracących najwięcej bramek w Ekstraklasie, a byłoby ich jeszcze więcej, gdyby nie znakomicie dysponowany bramkarz Ivan Brkić, dziś zawodnik Legii. W obecnych rozgrywkach żadnego z trzech meczów nie zagraliśmy jeszcze na zero z tyłu, a straciliśmy łącznie siedem goli. Trener musi na nowo ułożyć naszą linię obrony, a jednym z jego autorskich pomysłów jest ustawienie Bartosza Bereszyńskiego jako stopera, mimo że dał się on poznać przede wszystkim jako boczny obrońca. Szkoleniowiec sam zwraca uwagę, że cztery z tych siedmiu goli straciliśmy po stałych fragmentach gry, co może być wodą na młyn GKS-u, który słynie z dopracowanych schematów w tym aspekcie.

Skoro więc trener Misiura chce zerwać z siebie łatkę defensywnego, musi postawić na kreację w ofensywie. Jak tego dokonać, skoro jeden z bardziej kreatywnych zawodników poprzedniego sezonu Ekstraklasy zamienił Lublin na Katowice?
Nie da się ukryć, że Motor ma dziś problem w środku pola. Brak Bartosza Wolskiego to jedno, a drugie to kontuzja niekwestionowanego lidera drugiej linii, czyli Ivo Rodriguesa, który z GKS-em raczej nie zagra. Latem z Motorem pożegnali się dwaj zawodnicy mogący być alternatywą na tej pozycji, czyli Samper i Łabojko. Cały środek pola tworzą więc nowi gracze, którym może jeszcze brakować odpowiedniego zgrania.

W takiej sytuacji nie jest szczególnie żal, że nie udało się zatrzymać Wolskiego?
Większość kibiców ze zrozumieniem przyjęła decyzję Bartka, który już zimą mógł opuścić Motor. Wykazał się jednak przywiązaniem i odpowiedzialnością za klub, którego utrzymanie w Ekstraklasie nie było wtedy pewne. Warunkiem tej decyzji była dość niska klauzula odejścia latem, z której skorzystał GKS. Co ciekawe, jeszcze zanim pojawiła się oficjalna informacja o jego transferze, sam Wolski opublikował długi post w mediach społecznościowych, z którego między wierszami dało się wyczytać, że jest rozczarowany podejściem klubu do kwestii rozmów kontraktowych. W Motorze wiele rzeczy było załatwianych na ostatnią chwilę, tym bardziej w sytuacji braku dyrektora sportowego trudno było prowadzić negocjacje z piłkarzami, bo Zbigniew Jakubas nie przebywa na co dzień w klubie. Część kibiców była więc rozczarowana, że przygoda Bartka z Motorem się kończy, a druga część zaakceptowała jego decyzję. To zresztą niejedyny taki przypadek, bo dość kuriozalna jest sytuacja mocno związanego z naszym regionem Michała Króla, który zimą zdecydował się na transfer do Wisły Płock, tymczasem trener, który go do tego namawiał, wybrał odwrotny kierunek, a sam Król nie mieści się dziś w składzie nafciarzy.

Wejście Motoru w nowy sezon jest delikatnie mówiąc średnie, bo mało jest i punktów, i szczęścia, co znalazło szczególny wyraz w Szczecinie. Najpierw okazało się że problemy z transportem mieli kibice, którzy dotarli na stadion mocno spóźnieni, a jeszcze większe problemy mieli sędziowie VAR – z wyrysowaniem linii spalonego przy pierwszym golu gospodarzy.
Krytyka na postawę arbitrów w tym meczu spadła bardzo duża i całkowicie uzasadniona. Rozczarowanie wynikiem meczu z Pogonią było więc wielkie, ale kto wie, czy nie mniejsze niż wcześniejszym pojedynkiem z Jagiellonią. Na jej tle Motor wyglądał bardzo dobrze, miał wiele okazji do zdobycia bramki, tymczasem Jaga niczym wytrawny bokser skutecznie nas wypunktowała, wykazując się doświadczeniem i pewnym cwaniactwem. Mamy dziś problemy ze skutecznością i trzeba to poprawić. Gdyby jednak szukać silnych stron Motoru, to we wszystkich dotychczasowych meczach z dobrej strony pokazali się skrzydłowi – Ndiaye i Fabio Ronaldo. Ponadto, ciekawym transferem wydaje się być sprowadzenie Makana Aïko, który w Szczecinie wpisał się już na listę strzelców. Potrafimy więc z bocznych stref dostarczać piłki do Karola Czubaka, który dał się już poznać w Ekstraklasie. Jeśli więc podniesiemy poziom środka pola, to nasza gra będzie wyglądać coraz lepiej.

W Katowicach dobrze wspominamy naszą poprzednią wizytę w Lublinie, bo mecz ułożył się zdecydowanie z korzyścią dla GieKSy.
Czerwona kartka Łabojki w końcówce pierwszej połowy w zasadzie przesądziła o losach tego spotkania. O ile do tego momentu gra była wyrównana, to po przerwie całkowicie się posypała. Historia ostatnich konfrontacji Motoru z GieKSą jest zdecydowanie na waszą korzyść, bo od czasów pierwszej ligi Motor wygrał zaledwie raz, ale zazwyczaj w naszych meczach pada sporo bramek.

Nie inaczej było wiosną w Katowicach. W tamtym momencie dzielił nas zaledwie punkt, tymczasem po zwycięstwie gospodarzy 3:2 nasze ścieżki się rozeszły – GieKSa spoglądała w górę tabeli, a Motor musiał patrzeć za siebie.
Motor miał trudną końcówkę sezonu z powodów, o których już wspominałem – podstawowi zawodnicy oddychali rękawami, a brakowało wartościowych zmienników. Stąd nie udawało się zdobywać punktów i nie inaczej było w Katowicach.

Co jeszcze nas różni, to postawa na własnym boisku. O ile Nowa Bukowa jest atutem GieKSy, to na Motor Lublin Arenie wy jesteście całkiem gościnni. My z kolei ostatnio nie za bardzo potrafimy z takiej gościny korzystać. Kto w niedzielę przełamie swoją niemoc?
Nie wypada mi typować inaczej niż przełamanie Motoru. Nie ulega wątpliwości, że w poprzednim sezonie tych punktów u siebie powinniśmy byli zdobyć więcej. Tymczasem Motor, często prowadząc jedną bramką w samych końcówkach wypuszczał z rąk zwycięstwo. Statystycznie byliśmy zespołem, który tracił najwięcej goli w ostatnim kwadransie gry. Przyczyn można szukać we wspomnianej krótkiej ławce – rywale przeprowadzali wartościowe zmiany, podczas gdy u nas nie było szans na takie ruchy. W nowym sezonie mamy za sobą jeden mecz domowy, w którym porażkę oceniam jako niezasłużoną z perspektywy boiskowych wydarzeń. Szwankowała jednak skuteczność.

GKS pożegnał się już z europejskimi rozgrywkami, na które apetyt ma także właściciel Motoru. Zbigniew Jakubas zapowiadał, że jego celem jest gra w Europie. Sami spotkaliśmy się z opiniami, że dla polskiej piłki byłoby lepiej, gdyby w Europie reprezentowały ją kluby doświadczone na tej arenie.
Piłka nożna byłaby nudna, gdyby takie rozstrzygnięcia zapadały z góry. Skoro dziś mamy już pięć miejsc w europejskich rozgrywkach, to dlaczego choć jedno z nich nie może przypaść komuś nieoczywistemu? To nadaje pewnego kolorytu samej lidze i ją napędza, bo rywalizacja o miejsca premiowane grą w pucharach toczy się do ostatniej kolejki. Sam pamiętam jeszcze z dzieciństwa występy GKS-u w europejskich pucharach. Macie więc swoje tradycje, dlaczego więc nie kontynuować ich dzisiaj? Motor nie zapisał jeszcze takiej karty w swojej historii, ale nikt nie zabroni nam marzyć i być może w przyszłości nam też przyjdzie tego doświadczyć. Nikt nie ma abonamentu na puchary, a droga do nich jest otwarta dla każdego.

Aby zagrać w Europie, trzeba najpierw wygrywać w Ekstraklasie. Jak musi się ułożyć nasz niedzielny pojedynek, aby to Motor wyszedł z niego zwycięsko?
Patrząc na historię ostatnich spotkań spodziewam się otwartego meczu. W niedzielę okaże się, na ile Motor poprawi swoją skuteczność i uszczelni defensywę, szczególnie przy stałych fragmentach. Sam trener podkreślał na przedmeczowej konferencji, że Motor musi zamieniać na gole więcej sytuacji w ofensywie. GKS będzie solidnym rywalem – przemawia za wami zarówno historia ostatnich spotkań, jak i przez lata budowany, zgrany zespół, który nie przechodził takich turbulencji kadrowych jak ostatnio Motor. Na boisku może się zdarzyć wszystko – jak to w Ekstraklasie.

Mimo to proszę o próbę wytypowania wyniku.
Obstawiam 3:2 dla Motoru.

Na koniec jeszcze raz rzućmy okiem na emocje pucharowe, ale już te w wydaniu krajowym. Jesteśmy tuż po losowaniu, w którym GKS nie brał jeszcze udziału, ale Motor trafił na Legię. Jak przyjęliście takie rozstrzygnięcie?
W Pucharze Polski chyba każdy chce zagrać z Legią, bo to zawsze piłkarskie święto. Z pewnością ręce zaciera właściciel, bo może zakładać komplet sprzedanych wejściówek, ale wśród kibiców również da się odczuć zadowolenie. Pamiętam jak w grudniu 2021 Motor przegrał z Legią w Pucharze 1:2. Często powtarza się frazes, że Puchar rządzi się swoimi prawami. Może tym razem znajdzie on odzwierciedlenie w rzeczywistości, bo na zwycięstwo ze stołecznymi czekamy od niepamiętnych czasów. Oby udało się już we wrześniu.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion

Budżet Obywatelski – głosujemy!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”. 

Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek. 

Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.

W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów). 

Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic. 

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie do złamania

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zastanawiam się czasem, co i dlaczego mnie wkurza w tej naszej GieKSie. Skąd ta złość na przykład po meczach z Piastem i Zagłębiem. I już dobrze wiem, skąd.

Gdyby to była drużyna słaba jakościowo, z kiepskim trenerem, pewnie jakoś godziłbym się na to, że jesteśmy gdzieś w ogonie tabeli. Ot, uznawałbym, że po prostu grają na tyle, na ile potrafią i ostatecznie w związku z tymi umiejętnościami nie ma co mieć wielkich pretensji. Tak było w niektórych sezonach lata temu. Jeszcze w „starej” ekstraklasie na przykład.

Teraz jednak jest tak, że wiem, że GKS stać na wiele. Że ta drużyna ma potencjał, że poszczególni piłkarze są przecież w stanie po prostu dobrze grać w piłkę. Udowadniają to za każdym razem, gdy mecz rozgrywany jest przy Nowej Bukowej. Istnieją na razie dwa duże mankamenty – gra obronna i gra na wyjazdach. Tak jak pisałem – gdyby nie te przywary – bylibyśmy pewnie w czwórce. Ktoś powie, że przesadzam. Ale dlaczego? Przecież mając te minusy jesteśmy drużyną środka, a naprawdę nie ma specjalnie wielkiego dystansu pomiędzy ekipami z ekstraklasy.

Wiem więc, że ten potencjał zespół ma i stąd frustracja, gdy nie jest on wykorzystywany. Oczywiście świat nie jest idealny i potencjał nie równa się efekt. Natomiast złość dotyczy tego, że na wyjazdach nie wykorzystujemy go choćby w 20 procentach. W zasadzie nie wykorzystujemy go w ogóle.

Ale to tylko taki wstęp. Bo wczoraj graliśmy u siebie. Pisałem przed meczem o statystyce, która mówi, że w końcu u siebie przegramy, a już na pewno stracimy punkty. I było tego wczoraj blisko, ale tak jak zamieściłem w tytule przedmeczowego felietonu – GieKSa stoczyła niesamowitą batalię z tą statystyką. I to batalię zwycięską, a było przecież piekielnie trudno.

Piekielnie trudno wynikowo, bo jeśli o samą grę, to przecież ona była bardzo dobra i GKS był w tym spotkaniu drużyną zdecydowanie lepszą. Jednak utrata bramki w pierwszej minucie drugiej połowy, potem – wydawałoby się – opanowanie sytuacji na 2:1 i utrata tego prowadzenia. Niejedna drużyna by się podłamała. GKS jednak grał swoje, dążył, ciągle dążył do tego, żeby jednak wygrać. A zadanie w końcówce było tym trudniejsze, że Cracovia wcale nie cofnęła się do dramatycznego bronienia remisu, tylko zwietrzyła szansę na zwycięstwo. I w 89. minucie mieli strzał w poprzeczkę.

Ofensywa GieKSy bardzo się podobała. To nie było to mozolne, bezradne próbowanie jak w Gliwicach, Lubinie czy wcześniej w Lublinie. Tutaj Katowiczanie dochodzili do sytuacji, mieli swoje dynamiczne akcje i groźne strzały. Naprawdę trzy razy trafić w obramowanie bramki w pierwszej połowie mówi o tym, że brakowało tak bardzo niewiele, by objąć prowadzenie. W drugiej już wpadało. GKS znów był u siebie efektowny i skuteczny. Kapitalnie się na to patrzyło.

To był kolejny  tych meczów, w których miałem przeczucie, że GKS w końcu bramkę strzeli. Najpierw w przerwie – byłem o to absolutnie spokojny, z taką grą. Wiadomo, że bramka zaraz po przerwie wkurzyła, ale to się po prostu zdarza. Wiedziałem, że z dużym prawdopodobieństwem GKS wyrówna, a nawet wyjdzie na prowadzenie. Wątpliwości nadeszły dopiero przy stanie 2:2, ale to już wynikało po prostu z małej ilości czasu do końca meczu. Zespół jednak konsekwentnie dążył do przodu i tego rywala na koniec decydującym ciosem trafił.

Trener dokonał kilku zmian w podstawowym składzie. Przede wszystkim na ławce tym razem zasiadł Arkadiusz Jędrych. I tutaj trochę się rozwinę, bo poświęciłem Arkowi trochę miejsca ostatnio. Tu absolutnie nie chodzi o robienie z zawodnika kozła ofiarnego czy żeby ktoś sugerował, że potencjalne odstawienie go to „wotum nieufności”. Wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że tzw. dobro drużyny, choć ja bym powiedział dobro klubu, musi być ponad kogokolwiek, niezależnie od statusu, nawet statusy legendy czy ikony. Arek jest w naszym panteonie, jakbyśmy spojrzeli na GieKSę w XXI wieku. Wielka postać i twarz wygrzebywania całego klubu ze zgliszczy.

I ucieszyła mnie ta decyzja. Nie dlatego, że wyszło na moje czy że pomyślałem sobie, że „zawodnik się doigrał”. Nic z tych rzeczy. Ucieszyłem się z tego, że trener reaguje, że liczy się dyspozycja sportowa i szukanie jak najlepszych rozwiązań na ten moment. I jeśli trener porozmawiał z kapitanem, zakomunikował mu to, a Arek bez pretensji i obrażania się zaakceptował tę decyzję – to mimo, że pewnie w jakiś sposób go to boli – to oznacza to, że jest prawdziwym kapitanem, już nie tylko na boisku. Dla mnie – patrząc szerzej – ma to większe znaczenie niż jakaś pojedyncza roszada z meczu na mecz. Jeśli takich akcji nie podejmuje się ze względu na strach przed jakimś kwasem, to nie świadczy to dobrze o zespole. Jeśli wszystko kończy się co najwyżej na „sportowej złości”, to znaczy, że drużyna naprawdę jest monolitem i dobrze funkcjonującą organizacją, w której podejmujemy takie próby, żeby usprawniać. Zresztą patrzyłem sobie na Arka kątem oka podczas rozgrzewki przed meczem i w trakcie meczu. Totalnie normalne, niesfochowane zachowanie. Nie żebym go o to wcześniej podejrzewał, absolutnie. Ale teraz to zobaczyłem. I szczerzę życzę mu powrotu do formy. Kapitan.

Ciężko ocenić defensywę w tym meczu. Bo z jednej strony uważam, że zagrała dobrze i pewnie, ale… straciła dwie bramki. Cracovia – trzeba przyznać – strzeliła je dobrze. To były bardzo dobre dośrodkowania i wykończenia. Popełniliśmy błędy, ale nie były to takie wielbłądy jak w meczach poprzednich. Przyspał trochę Marcin Wasielewski w obu sytuacjach. Przy drugim golu zawodnik rywala okazał się sprytniejszy niż Pau Resta i Lukas Klemenz.

Z drugiej strony Marcin miał udział przy dwóch bramkach GieKSy. Najpierw swoją dynamiką wdarł się w pole karne i pozwolił Al-Ammariemu na zagranie ręką, a przecież potem jeszcze dobrze dośrodkował. No i centra przy drugim golu była bardzo dobra – mocna, na dobrej wysokości, tak że Mateusz Kowalczyk mógł efektownie strzelić, a Mateusz Wdowiak dobić. Tak więc Wasyl był zamieszany w całkiem sporo bramek w tym meczu.

Jednak te tracone gole to jest dość potężny mankament, bo jak pytałem trenera na konferencji po Piaście, to mieliśmy średnią półtorej traconej bramki na mecz. W kolejnych dwóch spotkaniach cztery razy pokonywali nas piłkarze rywali, więc ta średnia wzrosła. Absolutnie musimy się w tym temacie ogarnąć.

Jak w kilku meczach – znów popisali się zmiennicy. Mieli oni olbrzymi udział przy trzecim golu. Kapitalny przechwyt wykonał Mariusz Olsen. Bartosz Wolski zaliczył całkiem dobre dośrodkowanie. A Borja świetnie – już w ramach pola karnego – obsłużył po ziemi Ilję.

No a potem już był show naszego napastnika. Oczywiście po raz kolejny zawodnik świetnie pracował w meczu. W tej sytuacji natomiast zrobił to, co rasowy napastnik umie – zastawił się, przyjął i przygotował do strzału, a potem uderzył precyzyjnie. Tak, że piłka śmignęła koło ucha Traoré i wpadła do siatki.

Tym samym Białorusin po raz drugi w ostatnim czasie dał zwycięstwo GieKSie w doliczonym czasie. No dobra… teraz tak minimalnie przed, bo zegar pokazywał 89:55. Ale nadal mieści się to w definicji hasła „jesteś tak piękna jak gol w 90. minucie”. Tak jak w życzeniach na telebimie w przerwie meczu. Ziściło się. GieKSa w lidze drugi raz, a jeszcze była wygrana na koniec meczu z Hapoelem. Wolimy strzelać w końcówce niż tracić.

Przede wszystkim jednak GKS Katowice po raz czwarty w tym sezonie odwraca wynik z przegrywania na końcowe zwycięstwo. Tak było z Radomiakiem, Hapoelem i Górnikiem. Cztery razy dokonać takiej sztuki na dystansie dwunastu meczów – to jest wyczyn. Wiadomo, że wynika on z tego, że… GKS bramki traci. Ale skoro już traci, to niech zdobędzie więcej. Dodam tylko, że w pierwszym sezonie po awansie na taką sytuację czekaliśmy aż do kwietnia i meczu z Puszczą Niepołomice. Potem jeszcze zrobiliśmy to w ostatniej kolejce w Gdańsku. A w poprzednim rozgrywkach sytuacja, w której GKS przegrywał, a jednak wygrał spotkanie zdarzyła się zaledwie raz – z Radomiakiem. Więc w obecnym sezonie – a ściślej na dystansie nawet nie dwunastu, a dziewięciu meczów – GKS odrobił straty z nawiązką więcej razy niż w całych dwóch poprzednich. I jak pisałem, że w pewnych aspektach jest „opór na rozwój”, czyli te nieszczęsne wyjazdy, to w tym aspekcie jest niesamowity progres mentalny. Nasza drużyna ma te słabsze mecze, ale generalnie jest nie do złamania.

Drugi raz ucierpiała na tym Cracovia. Pamiętamy przecież mecz przy Kałuży sprzed dwóch lat. Tam Källman trafił na 3:3 w 93. minucie, a GieKSa potrafiła jeszcze trafić za sprawą Sebastiana Milewskiego. W ogóle mecze z Pasami mają swoją historię, wygraliśmy przecież z nimi na Nowej Bukowej 2:1, a ostatnio przegraliśmy 0:3. Choć bardziej bolesna była porażka na wyjeździe, gdzie ultrasłaba tego dnia Cracovia jednak wygrała z GieKSą po golu Hasića wiosną tego roku.

Niezłomność to niezaprzeczalna cecha tej drużyny. Nie da się ich nie lubić, choć potrafią być niesforni i nieraz wkurzają. No, jak to w rodzinie bywa. Znów mieliśmy dreszczowiec na Bukowej i euforię na sam koniec. Wspaniały wieczór.

Trzeba tylko jeszcze odczarować tę bramkę po przeciwległej stronie niż Blaszok. Bo tam piłkarze GKS strzelili tylko dwie bramki. Chyba chcą, żeby kibice z Blaszoka mieli bardzo dobry widok na gole, bo dla odmiany do tej bramki pod najbardziej dopingującą trybuną trafili aż czternaście razy.

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna Wideo

Stadion znowu eksplodował

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W sobotę GieKSiarze wyglądali imponująco na trybunach i murawie, a stadion (kolejny już raz) eksplodował w 90. minucie. Nowa Bukowa zgromadziła prawie 12,5 tys. fanów, a do Katowic zawitała też liczna grupa sympatyków Cracovii ze swoimi zgodami. Zapraszamy do materiału wideo, na którym zarejestrowaliśmy doping kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga