Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Etapy wtajemniczenia

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Była przygoda, było barwnie, żyliśmy życiem zastępczym… No ale wraca teraz chleb powszedni, czyli liga. Chleb powszedni, ale jednak jeszcze nie taki, żeby się przejadł. I przed tym uczulam. Bo przyzwyczaić się do dobrych rzeczy i w związku z tym je w jakiś sposób umniejszać czy negować jest bardzo łatwo. A przecież to dopiero trzeci sezon w ekstraklasie. Czym to jest w kontekście poprzednich dziewiętnastu lat. Pamiętajmy, że nadal moglibyśmy rywalizować ze Zniczami czy Łęcznymi oraz ekscytować się derbami z Tychami, a sezonowym świętem byłby mecz ze spadkowiczem z ekstraklasy. Chcę przez to powiedzieć, że po prostu – piękne jest to, że gramy w ekstraklasie.

Co prawda dwa mecze już rozegraliśmy, ale one były w cieniu tych rozgrywek pucharowych. Teraz żadnego cienia nie będzie, tylko cotygodniowa harówka i budowanie swojej pozycji i swojej marki na przestrzeni ligowego sezonu. A sezon się rozkręca, wkrótce skończy się lato – nastanie jesień i będziemy mieli te długie ligowe wieczory z ekstraklasą. To zawsze mój ulubiony moment sezonu, październik i listopad to esencja.

Cieszmy się więc tą ekstraklasą, ale..

No właśnie. Jesteśmy „dopiero” trzeci sezon, ale też „aż” trzeci sezon. W pierwszych dwóch nie tyko się utrzymaliśmy, ale też zaprezentowaliśmy z bardzo dobrej jak na pierwszo- i drugoroczniaka strony. GieKSa więc już nie jest świeżakiem w ekstraklasie. I to zobowiązuje. Jesteśmy ligowcem pełną gębą – pisałem o tym, ale warto to przypominać. Więc tak – doceniajmy miejsce, w którym po tylu latach jesteśmy, ale to już nie jest czas, że „liczy się udział”. Rozwój GieKSy to powinny być coraz to lepsze wyniki.

I tu nie chodzi o to, że dokładnie każdy sezon punktowo ma być lepszy od poprzedniego, bo tak się nie da. Każdy klub świata w którymś momencie notuje sezon gorszy od poprzedniego, a nie przeczy to wcale rozwojowi. Chodzi o to, żeby próbować wskakiwać na kolejne poziomy wtajemniczenia. Tak jak to uczyniła GieKSa w ostatnich latach. Kiedyś traktowalibyśmy wygraną z zespołem z ekstraklasy jako wielki sukces. Dzisiaj już tak nie jest. Oczywiście każde trzy punkty trzeba wywalczyć, ale GKS już nie przystępuje do wielu meczów w roli kopciuszka. W niektórych nawet jest lekkim faworytem. GieKSa nie jest drużyną, która musi się bronić przed spadkiem. Nawet jeśli w tę walkę się wplącze – to jesteśmy zespołem środka lub wręcz górnej połowy tabeli. I to jest właśnie ten poziom wtajemniczenia.

Tak samo jak w przypadku Jagiellonii czy Rakowa w ostatnich latach. Te drużyny i kluby wskoczył spektakularnie na pewien level i nawet jeśli powinęłaby im się noga i wylądowały w środku tabeli – to na tym poziomie pozostaną. Tak samo jak fakt, że Legia zagrała tak słabą jesień w poprzednim sezonie, nie powoduje, że warszawianie wypadli z czołówki polskich drużyn. A taki Widzew to bardzo by chciał i tak mocno chce próbować doczłapać się do wyższego etapu, ale póki co mu to nie wychodzi, a próby są karykaturalne. Być może zmieni się to w obecnym sezonie.

Tak więc sytuacja, że na przykład GKS jako pierwszy polski klub odpada z europejskich pucharów ma w sobie coś z logiki. O ile bowiem Lech, Jaga i Raków od kilku lat (Lech od dawna) są absolutną czołówką, a Górnik dość spektakularnie do niej puka, to GKS awans do Europy wywalczył niejako z drugiego szeregu. Było to w pełni zasłużone, ale zarówno mecze ligowe (mimo wszystko także niektóre w poprzednim sezonie), jak i rywalizacja ze Słowakami i Izraelczykami pokazały, że jeszcze nam nieco brakuje do ścisłej czołówki. Ale pokazały też, że potencjał, aby tam wskoczyć jest.

Musimy więc iść do przodu. Kroczek po kroczku budować dalej ten piękny dom o nazwie GKS Katowice. Pomysł na to jak widać w klubie i w drużynie jest, stabilizacja jak na polskie warunki jest wręcz niebywała. Nie widać tutaj też jakiegoś wypalenia czy wyczerpania się formuły. GieKSa jest w procesie i wygląda na to, że wszystko idzie w dobrym kierunku. To na co należy uważać to błędy, chociażby polegające na popadnięciu w samozachwyt czy obarczaniu całego wrednego świata o niepowodzenia. Przeszkody ze świata zawsze będą. Ale grunt, żeby wtedy trochę się powkurzać i trochę ponarzekać, a potem otrzepać się i dalej robić swoje.

Wiadomo, że jednym z pierwszych i niecierpiących zwłoki zadań jest przełamanie tej niemocy na wyjeździe. I wcale nie chodzi tylko o wyniki, czyli te dziesięć meczów bez wygranej. Chodzi o samą grę, która diametralnie różni się od tej u siebie. Gdzieś czytałem, że GKS na wyjeździe traci 50 procent swojej wartości. Rany, gdyby to było tylko 50 procent, to by było naprawdę dobrze. 90 procent jest bliższe prawdy…

Jeśli to zostanie opanowane, to zespół naprawdę ma dużą szansę na krok do przodu w tym rozwoju. Pamiętamy mecz z Motorem z poprzedniego sezonu. Tam też były problemy, bo Motor szybko wyrównał na 2:2, ale gdy Łabojko otrzymał czerwoną kartkę i GieKSa ruszyła, to nie było co zbierać. Kwestia jest taka, żeby grać swoje na wyjeździe, nawet jeśli sprzyjających okoliczności przyrody nie ma.

To, co cieszy, to że po dwóch kolejkach mamy to jedno zwycięstwo na koncie. W kontekście gry w pucharach, wygrana z Radomiakiem – i to przegrywając do przerwy – jest bardzo ważna. Daje to komfort. Ale wyzwania dalsze są.

Jeszcze w kontekście tych wyjazdów, to jest to tym ważniejsze, że za tydzień co prawda gramy z Wisłą Płock u siebie, ale potem będziemy mieli serię trzech meczów w delegacji, w tym z Górnikiem, z którym przy Roosevelta dostaliśmy dwa razy mocno w czapkę, a potem z Piastem, z których od awansu nie umiemy w ekstraklasie wygrać. Dobrze jest więc już w Lublinie się „odkręcić”.

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    Maks

    15 sierpnia 2026 at 19:21

    Żeby coś ugrać to potrzebni są solidni napastnicy, a takowych nie ma, wygraną z Radomiakiem nie wolno się tak podniecać bo ich leje kto chce i kiedy chce….

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga