Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Miasto rozdało 13 mln zł. Większość dostał GKS Katowice czyli przegląd doniesień mass mediów
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
Piłkarki i piłkarze od dwóch tygodni przygotowują się do rundy rewanżowej sezonu 2019/20. Piłkarki rozegrały wczoraj pierwszy sparing w którym pokonały pierwszoligowa Tarnovię Tarnów 7:1 (4:0). Piłkarze rozegrali dwa sparingi: w pierwszym na zakończenie zgrupowania w Bielsku-Białej pokonali Rekord 4:1 (3:1) i w drugi pokonali drużynę Górnika II Zabrze 3:1 (0:1).
Siatkarze wrócili na parkiet ligowy meczem z Skrą Bełchatów, przegrywając, u siebie, 0:3. W tym tygodniu drużyna kolejny mecz rozegra jeszcze dwa spotkania: najpierw, w środę z Treflem Gdańsk (na wyjeździe) oraz w sobotę, w hali w Szopienicach, z Indykpolem AZS-em Olsztyn.
Hokeiści w ubiegłym tygodniu rozegrali trzy spotkania: z KH Energą Toruń (na wyjeździe) i dwukrotnie z Lotosem PKH Gdańsk (u siebie). Pierwsze z nich GieKSa wygrała 10:1, następne przegrała 0:3 i wczoraj odniosła zwycięstwo 2:1.
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.com – „Kola” coraz bliżej
GieKSa wysoko pokonała III-ligowy Rekord na zakończenie krótkiego zgrupowania w Bielsku-Białej. Ruszają rozmowy w sprawie pozyskania Kamila Bętkowskiego i Łukasza Konefała.
[…] Kamil Bętkowski od początku zimowego okresu przygotowawczego trenuje z GKS-em.
25-letni środkowy pomocnik wziął udział w zgrupowaniu w Bielsku-Białej, wczoraj zagrał w wieńczącym je sparingu z III-ligowym Rekordem, zaliczył asystę przy bramce ustalającej wynik, a po powrocie do Katowic usłyszał pomyślne wieści o swojej przyszłości.
– Znamy historię i potencjał Kamila. Wiemy, że wiele zrobił przez ostatnie pół roku W sparingu zaliczył przeciętny występ. Nie jest to zawodnik, który dziś „rozwala” naszych środkowych pomocników. Nie można mu jednak odebrać pracy, jaką wykonał przez ten tydzień. Dyrektor Góralczyk podejmuje teraz kontakt z Gwarkiem Tarnowskie Góry. Tak naprawdę to będzie dla nas wytyczna do podjęcia decyzji. Musimy posłuchać stanowiska Gwarka – mówi Rafał Górak, trener GieKSy. Kontrakt Bętkowskiego z klubem z Tarnowskich Gór obowiązuje do końca sezonu, dlatego mało prawdopodobne, by mający swoje ambicje III-ligowiec lekką ręką pozbył się zawodnika, który jesienią grał w podstawowym składzie i zdobył 5 bramek.
Prócz Bętkowskiego, werdykt o swojej przyszłości usłyszeli też dwaj inni testowani przez katowiczan zawodnicy. Pozytywnie zaopiniowano Łukasza Konefała, niespełna 19-letniego bramkarza Stali Stalowa Wola. Był jednym z… pięciu golkiperów pracujących z GieKSą na zgrupowaniu – obok Bartosza Mrozka, Konrada Piskorza, Tomasza Spałka i Szymona Frankowskiego. Piskorz i Spałek nawet nie zagrali we wczorajszym sparingu, zatem rodzi się pytanie, czy GKS potrzebuje uzupełnień akurat tej pozycji.
[…] Przy Bukowej nie zostanie z kolei na razie Oktawian Obuchowski, 22-letni lewy obrońca Skry Częstochowa. Jest to pośrednio związane z kontuzją Radka Dejmka, przez którą czeski stoper nie pojechał na zgrupowanie.
[…] Skoro o kwestiach zdrowotnych, to trenera zmartwić musiał uraz Szymona Kiebzaka. Skrzydłowy nie dograł sparingu z Rekordem.
– Trochę „podkręcił” staw skokowy. Gdy wróciliśmy na Bukową, ściągnął pierwszy opatrunek i nie wyglądało to źle. Mam nadzieję, że to tylko mikrouraz – zaznacza Rafał Górak.
Choć katowiczanie jako pierwsi musieli wczoraj odrabiać straty (Szymon Szymański wykorzystał rzut karny podyktowany za przewinienie Macieja Stefanowicza), to ostatecznie wysoko wygrali.
– Gra kontrolna była podsumowaniem obozu. Zagrała duża liczba zawodników z pola, bo aż 23. Wszystko zdało egzamin, a sam wynik jest na tym etapie najmniej istotny – mówi szkoleniowiec, który trochę żonglował zawodnikami. Kacper Michalski zagrał na środku obrony, Kacper Tabiś – w środku pola, a Mateusz Kompanicki – na prawej obronie. – Szukamy możliwości wewnątrz zespołu, by na siłę nie szukać ich na zewnątrz. W sparingach wielu zawodników będzie wystawianych nie tylko na swoich nominalnych pozycjach – zapowiada Górak.
Potencjał na miarę ekstraklasy
Krzysztof Górecko, trener III-ligowego Gwarka Tarnowskie Góry, jest pogodzony z odejściem Kamila Bętkowskiego do GKS-u Katowice. Po tygodniowym okresie treningów GieKSa pozytywnie zaopiniowała Kamila Bętkowskiego. Kwestia tego, czy 25-letni środkowy pomocnik po kilku sezonach znów będzie grać przy Bukowej, zależy już tylko od porozumienia się z Gwarkiem Tarnowskie Góry. Bętkowski występował w III-ligowcu minionej jesieni, strzelił 5 goli.
– Choć ma umowę do czerwca, dostał od nas zgodę na testy w Katowicach. Powiedziałem mu: „Obyś się załapał. Będzie mi szkoda, ale chciałbym cię oglądać w wyższej lidze”. Dla nas odejście Kamila to ogromny problem sportowy, ale ode mnie ma zielone światło. Jestem jak najbardziej za tym, by zawodnicy szli do góry, zwłaszcza jeśli dostali akceptację w klubie z wyższej ligi – mówi Krzysztof Górecko, trener Gwarka, który jest już pogodzony z odejściem Bętkowskiego. Przypomina, że ma w kontrakcie wpisaną sumę odstępnego.
– W jego umowie zawarto zapis, że jeśli zimą znajdzie się chętny, to wystarczy, by wyłożył kwotę, która zrekompensuje Gwarkowi koszt utrzymywania Kamila. Nie są to do końca moje kompetencje, ale nie jest ona „wielozerowa”, dlatego nie sądzę, by był to dla GKS-u duży wydatek. Skoro menedżer zawodnika latem zgodził się na taką sumę, to nie wierzę, by teraz był z nią problem.
My latem przystaliśmy na taki zapis, wiedząc, że Kamil to świetny piłkarz, o umiejętnościach przewyższających wielu zawodników z ekstraklasy. Oglądam ekstraklasę, trzecią ligę, trochę pierwszej ligi i nawet na tej podstawie widzę, że rzadko spotyka się chłopaka, który decyduje się na takie zagrania, ma tak dobry timing podania, jak Kamil – przekonuje szkoleniowiec zespołu z Tarnowskich Gór.
Konefał wypożyczony
Działacze katowickiego II-ligowca doszli do porozumienia ze Stalą Stalowa Wola w kwestii półrocznego wypożyczenia Łukasza Konefała. 18-letni bramkarz podpisał w piątek kontrakt z opcją przedłużenia. Od jesieni 2017 roku Konefał był zawodnikiem I drużyny Stali i w jej barwach rozegrał 20 meczów w II lidze. Efektem udanych występów było powołanie do reprezentacji Polski U-18.
– GKS to wielka marka, której się nie odmawia. Powoli aklimatyzuję się w Katowicach. Moja nowa drużyna jest bardzo solidna i wiem, że czeka mnie wiele pracy, by znaleźć się w podstawowym składzie – powiedział dla klubowych mediów Konefał.
roosevelta81.pl – GKS Katowice – Górnik II Zabrze 3:1. Porażka w pierwszym sparingu
Trzecioligowe rezerwy zabrzańskiego Górnika w sobotnie przedpołudnie zmierzyły się z katowickim GKS-em. Lepsi okazali się II-ligowcy zwyciężając 3:1.
Prowadzenie w meczu uzyskali piłkarze Górnika w 22 min. wykorzystując stratę katowiczan. Potem bramki zdobywali już tylko rywale i ostatecznie to GKS cieszył się z wygranej, biorąc zresztą rewanż za lipcową porażkę z naszą “dwójką”.
Po spotkaniu o krótki komentarz poprosiliśmy trenera Górnika, Marcina Prasoła: – Był to nasz pierwszy sparing, ważna była intensywność grania. Widać było poprawę organizacji gry, chłopcy się rozwijają. Staramy się ubyć jak najdłużej przy piłce i utrzymywać grę. Cieszy na pewno bramka, ale w pierwszej połowie mieliśmy problemy. GKS był dla nas wymagającym rywalem. W drugiej części z kolei, mieliśmy więcej miejsca na akcje ofensywne. Wynikało to z pewnością ze stylu gry przeciwnika. Nie zakładaliśmy, że na początku cofniemy się głęboko, wymusił to nas rywal. Kilku zawodników leczy również drobne urazy. Graliśmy tutaj młodymi chłopakami, zresztą taki jest nasz cel.
infokatowice.pl – Miasto rozdało 13 mln zł. Większość dostał GKS Katowice
Miasto rozdało 13 mln zł. Większość dostał GKS Katowice. Prezydent Katowic Marcin Krupa podpisał zarządzenie w sprawie podziału pieniędzy na tzw. „organizację uprawiania sportu” w 2020 roku.
Do konkursu przystąpiło 17 katowickich klubów z czego GKS Katowice otrzymał najwięcej pieniędzy. Z ogólnej puli 13 mln zł GieKSa otrzyma 11,2 mln zł. Te pieniądze zostaną przeznaczone na działające w spółce sekcje – piłkarską, hokejową, siatkarską i szachową. Co ciekawe, GKS wnioskował o ponad 21 mln zł.
SIATKÓWKA
plusliga.pl – Niedziela z PlusLigą: GKS Katowice – PGE Skra Bełchatów 0:3
Zaledwie 52 małe punkty zdobyli w meczu z PGE Skrą Bełchatów siatkarze GKS Katowice. Zespół trenera Michała Mieszka Gogola w trzech bardzo krótkich setach pokonał na wyjeździe katowiczan. GKS przegrał 0:3 (18:25, 17:25, 17:25), a nagroda MVP trafiła w ręce rozgrywającego bełchatowskiej drużyny Grzegorza Łomacza.
[…] Nie było żadnych wątpliwości – i to już od pierwszych piłek meczu w szopienickiej hali – po co do Katowic przyjechała PGE Skra i co zamierza osiągnąć. Gracze z Bełchatowa zdecydowanie górowali we wszystkich elementach. Kapitalnie prezentował się, zarówno w przyjęciu, jak i obronie, libero bełchatowskiego zespołu Kacper Piechocki. Do tego w ataku błyszczał bardzo skuteczny Dusan Petković, a w prowadzeniu gry przez rozgrywającego Grzegorza Łomacza były elementy naprawdę na najwyższym poziomie. Nieszczęście katowickiej drużyny zaczynało się na dużych problemach z przyjęciem zagrywki PGE Skry, a kończyło na ścianie bloku. I może punktowych bloków PGE Skra nie miała wiele, to jednak wybloki, dzięki którym trzeci zespół PlusLigi mógł wyprowadzać efektowne kontry, były już na porządku dziennym.
W pierwszych dwóch setach zespół trenera Dariusza Daszkiewicza zdobyli zaledwie 35 punktów. Szkoleniowiec śląskiego zespołu próbował zmian, wpuszczał na boisko Adriana Buchowskiego i Wiktora Musiała, ale niewiele to zmieniało. Rozpędzona PGE Skra nie musiała się oglądać na to, kto stoi po drugiej stronie siatki.
[…] W trzecim secie wyrównana walka trwała zaledwie przez kilkanaście pierwszych piłek, w starych czasach napisalibyśmy, że „do pierwszej przerwy technicznej”. Od stanu 6:6 zespół gości zdobył bowiem cztery punkty z rzędu i zbudował sobie całkowicie bezpieczne prowadzenie. A później bełchatowianie mogli już bawić się siatkówką – efektowne zagrywki, wystawy z drugiej piłki, czy pojedyncze bloki. Prowadząc wysoko mogli grać bez presji i smucić coraz bardziej z każdą akcją gospodarzy i ich kibiców, którzy w komplecie zjawili się w hali w Szopienicach. I jedyne o czym mogą marzyć po tym meczu, to o tym, by jak najszybciej wyrzucić go z pamięci.
GKS Katowice – PGE Skra Bełchatów 0:3 (18:25, 17:25, 17:25)
HOKEJ
hokej.net – Blamaż Energi. Dziesięć bramek GieKSy
KH Energa Toruń przegrała na własnym lodowisku aż 1:10 z GKS-em Katowice. Gospodarze nie byli w stanie nawiązać równorzędnej walki z katowiczanami. Hat trickiem popisał się Tukka Rajamäki, a dwie bramki dołożył Patryk Krężołek.
[…] Wynik błyskawicznie otworzyli przyjezdni i już po 6. minutach było 0:2. Najpierw krążek pod poprzeczkę wpakował Patryk Krężołek, a drugi gol padł łupem Patryk Wajdy, który idealnie przymierzył i nie dał szans Spěšnemu na interwencję. Gospodarze mieli kilka okazji do strzelenia kontaktowej bramki, ale Robin Rahm spisywał się bez zarzutu, broniąc także akcję sam na sam Fieofanowa.
Tuż przed zakończeniem pierwszej partii katowiczanie trzeci raz trafili do siatki, a podwójną przewagę wykorzystał strzałem bez przyjęcia Tuuka Rajamäki. Po przerwie nie było lepiej dla „Stalowych Pierników”. Zaczął się za to koncert GieKSy. Już po 29 sekundach bramkę strzelił ponownie Krężołek, a pół minuty później Čimžar. Po tej bramce Patrik Spěšný nie wytrzymał i zjechał do boksu.
Wejście Krzysztofa Bojanowskiego nie powstrzymało jednak nawałnicy. Koronkową akcję wykończył Rajamäki, siódmą bramkę zdobył Starzyński, a ósmą ponownie Rajamäki kompletując hat tricka.
Czystego konta Robina Rahma pozbawił Dienis Sierguszkin. Torunianie mieli kilka dobrych okazji do strzelenia kolejnych bramek, ale to przyjezdni na 11 sekund przed zakończeniem tej tercji ponownie umieścili krążek w siatce. Dobrze przymierzył Szymon Mularczyk i było 1:9.
Na początku trzeciej tercji do bramki Energi wrócił Patrik Spěšný. W tej odsłonie mimo wielu wykluczeń padła zaledwie jedna bramka i dwucyfrówkę przypieczętował Jaakko Turtiainen.
Była to najwyższa porażka „Stalowych Pierników” w tym sezonie.
[…] Dla katowiczan wygrana w Toruniu oznacza, że czwartą rundę zakończą, co najmniej na piątej pozycji, dzięki czemu rozegrają w V rundzie 5 meczów u siebie i 4 na wyjeździe.
KH Energa Toruń – GKS Katowice 1:10 (0:3, 1:6, 0:1)
infokatowice.pl – Słaby mecz GieKSy z Lotosem
Po czterech z rzędu zwycięstwach GieKSa przegrała z Lotosem PKH Gdańsk 0:3.
W pierwszej tercji katowiczanie zagrali słabo i rzadko udawało im się stworzyć zagrożenie pod bramką rywala. Przewaga na lodzie przez całe 20 minut należała do gdańszczan, którzy oddali w tym okresie kilkanaście strzałów na bramkę Rahma, z których jeden w 15 min. znalazł drogę do siatki.
W drugiej odsłonie gospodarze zagrali znacznie lepiej, ale choć kilka razy byli blisko szczęścia, ani razu nie udało im się zaskoczyć Fucika. Goście w tej części gry atakowali rzadziej, ale w 28 min. do krążka odbitego przez Rahma doskoczył Yelakov i podwyższył prowadzenie Lotosu.
Trzecia część zaczęła się od błędu Rahma, który przepuścił krążek po stosunkowo niegroźnym strzale Marca. Choć później to katowiczanie dominowali, nie udało im się jednak zmniejszyć rozmiarów porażki i spotkanie ostatecznie zakończyło się zasłużonym zwycięstwem gdańszczan 3:0.
GKS Katowice – Lotos PKH Gdańsk 0:3 (0:1, 0:1, 0:1)
GieKSa rewanżuje się Lotosowi
Po piątkowej porażce z Lotosem GieKSa ponownie zagrała z tą drużyną wygrywając 2:1, po bramkach Grzegorza Pasiuta.
Podrażniona porażką sprzed dwóch dni GieKSa od początku spotkania ruszyła do ataku. Blisko zdobycia bramki byli m.in. Pasiut, Starzyński, Rajamaki czy Kolusz, ale długo Fucik i obrona Lotosu wychodzili z opresji zwycięską ręką. W końcówce jednak determinacja katowiczan została nagrodzona. Kapitan drużyny Grzegorz Pasiut w 20 min. znalazł się sam przed bramkarzem gości, spokojnie go wyczekał i umieścił krążek w pustej bramce. Gdańszczanie w tej części ograniczyli się do nielicznych kontrataków, nie stwarzając większego zagrożenia w tercji Trójkolorowych.
Na początku drugiej części przewaga nadal należała do GKS-u. W 23 min. wynik spotkania mógł podwyższyć Lahde, ale nie trafił w odbity przez bramkarza krążek. Dwie minuty później było już jednak 2:0, a zdobywcą gola został ponownie Pasiut. Od tego momentu do gry ruszyli także przyjezdni, którzy w 30 min. wykorzystali grę w przewadze i zdobyli kontaktową bramkę. Do końca tercji wynik nie uległ już zmianie i po 40 minutach było 2:1 dla GieKSy.
W trzeciej odsłonie emocje sięgały zenitu, głównie za sprawą kilku kontrowersyjnych decyzji arbitrów. Jeśli chodzi o samą grę, to ponownie lepsi byli katowiczanie, którzy najlepszą szansę mieli w 56 min., kiedy krążek wylądował na słupku gdańskiej bramki. Goście rzadko zagrażali Rahmowi, choć w 53 min. musiał się on wykazać nie lada kunsztem, wygrywając pojedynek sam na sam z przeciwnikiem. Ostatecznie w ostatniej tercji nie padł żaden gol i mecz skończył się zasłużonym zwycięstwem gospodarzy 2:1.
GKS Katowice – Lotos PKH Gdańsk 2:1 (1:0, 1:1, 0:0)
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Piłka nożna
Gabriel Kobylak 2028
GKS Katowice zdecydował się na transfer definitywny Gabriela Kobylaka z Legii Waszawa. 24-letni bramkarz podpisał z nami umowę do końca czerwca 2028 roku. Kontrakt zawiera opcję przedłużenia o kolejny sezon.
Kobylak występował w podkarpackich drużynach młodzieżowych (Zgoda Zarszyn, Orzeł Bażanówka, Ekoball Sanok i Karpaty Krosno). W 2018 roku trafił do Legii, gdzie najpierw grał w rezerwach a następnie został wypożyczony do Puszczy Niepołomice (2020-22) oraz Radomiaka Radom (2022/23 i wiosna 2024). Po sezonie 2023/24 wrócił do Legii Warszawa, ale nie przebił się na stałe do pierwszej jedenastki. Ze stołeczną drużyną zdobył Puchar i SuperPuchar Polski.
W ostatnim sezonie wystąpił w 8 spotkaniach (6 w rezerwach Legii w III lidze, 1 w Lidze Konferencji i 1 w Pucharze Polski). Na poziomie Ekstraklasy ma rozegrane 47 spotkań, a na jej zapleczu – 50. Ma także skromne doświadczenie pucharowe – wystąpił w 6 meczach w Lidze Konferencji (w tym 1 w eliminacjach).
Życzymy powodzenia w naszych barwach!
Foto: GKSKatowice.eu


Najnowsze komentarze