Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Miasto rozdało 13 mln zł. Większość dostał GKS Katowice czyli przegląd doniesień mass mediów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

Piłkarki i piłkarze od dwóch tygodni przygotowują się do rundy rewanżowej sezonu 2019/20. Piłkarki rozegrały wczoraj pierwszy sparing w którym pokonały pierwszoligowa Tarnovię Tarnów 7:1 (4:0). Piłkarze rozegrali dwa sparingi: w pierwszym na zakończenie zgrupowania w Bielsku-Białej pokonali Rekord 4:1 (3:1) i w drugi pokonali drużynę Górnika II Zabrze 3:1 (0:1).

Siatkarze wrócili na parkiet ligowy meczem z Skrą Bełchatów, przegrywając, u siebie, 0:3. W tym tygodniu drużyna kolejny mecz rozegra jeszcze dwa spotkania: najpierw, w środę z Treflem Gdańsk (na wyjeździe) oraz w sobotę, w hali w Szopienicach, z Indykpolem AZS-em Olsztyn.

Hokeiści w ubiegłym tygodniu rozegrali trzy spotkania: z KH Energą Toruń (na wyjeździe) i dwukrotnie z Lotosem PKH Gdańsk (u siebie). Pierwsze z nich GieKSa wygrała 10:1, następne przegrała 0:3 i wczoraj odniosła zwycięstwo 2:1.

 

PIŁKA NOŻNA

sportdziennik.com – „Kola” coraz bliżej

GieKSa wysoko pokonała III-ligowy Rekord na zakończenie krótkiego zgrupowania w Bielsku-Białej. Ruszają rozmowy w sprawie pozyskania Kamila Bętkowskiego i Łukasza Konefała.

[…] Kamil Bętkowski od początku zimowego okresu przygotowawczego trenuje z GKS-em.

25-letni środkowy pomocnik wziął udział w zgrupowaniu w Bielsku-Białej, wczoraj zagrał w wieńczącym je sparingu z III-ligowym Rekordem, zaliczył asystę przy bramce ustalającej wynik, a po powrocie do Katowic usłyszał pomyślne wieści o swojej przyszłości.

– Znamy historię i potencjał Kamila. Wiemy, że wiele zrobił przez ostatnie pół roku W sparingu zaliczył przeciętny występ. Nie jest to zawodnik, który dziś „rozwala” naszych środkowych pomocników. Nie można mu jednak odebrać pracy, jaką wykonał przez ten tydzień. Dyrektor Góralczyk podejmuje teraz kontakt z Gwarkiem Tarnowskie Góry. Tak naprawdę to będzie dla nas wytyczna do podjęcia decyzji. Musimy posłuchać stanowiska Gwarka – mówi Rafał Górak, trener GieKSy. Kontrakt Bętkowskiego z klubem z Tarnowskich Gór obowiązuje do końca sezonu, dlatego mało prawdopodobne, by mający swoje ambicje III-ligowiec lekką ręką pozbył się zawodnika, który jesienią grał w podstawowym składzie i zdobył 5 bramek.

Prócz Bętkowskiego, werdykt o swojej przyszłości usłyszeli też dwaj inni testowani przez katowiczan zawodnicy. Pozytywnie zaopiniowano Łukasza Konefała, niespełna 19-letniego bramkarza Stali Stalowa Wola. Był jednym z… pięciu golkiperów pracujących z GieKSą na zgrupowaniu – obok Bartosza Mrozka, Konrada Piskorza, Tomasza Spałka i Szymona Frankowskiego. Piskorz i Spałek nawet nie zagrali we wczorajszym sparingu, zatem rodzi się pytanie, czy GKS potrzebuje uzupełnień akurat tej pozycji.

[…] Przy Bukowej nie zostanie z kolei na razie Oktawian Obuchowski, 22-letni lewy obrońca Skry Częstochowa. Jest to pośrednio związane z kontuzją Radka Dejmka, przez którą czeski stoper nie pojechał na zgrupowanie.

[…] Skoro o kwestiach zdrowotnych, to trenera zmartwić musiał uraz Szymona Kiebzaka. Skrzydłowy nie dograł sparingu z Rekordem.

– Trochę „podkręcił” staw skokowy. Gdy wróciliśmy na Bukową, ściągnął pierwszy opatrunek i nie wyglądało to źle. Mam nadzieję, że to tylko mikrouraz – zaznacza Rafał Górak.

Choć katowiczanie jako pierwsi musieli wczoraj odrabiać straty (Szymon Szymański wykorzystał rzut karny podyktowany za przewinienie Macieja Stefanowicza), to ostatecznie wysoko wygrali.

– Gra kontrolna była podsumowaniem obozu. Zagrała duża liczba zawodników z pola, bo aż 23. Wszystko zdało egzamin, a sam wynik jest na tym etapie najmniej istotny – mówi szkoleniowiec, który trochę żonglował zawodnikami. Kacper Michalski zagrał na środku obrony, Kacper Tabiś – w środku pola, a Mateusz Kompanicki – na prawej obronie. – Szukamy możliwości wewnątrz zespołu, by na siłę nie szukać ich na zewnątrz. W sparingach wielu zawodników będzie wystawianych nie tylko na swoich nominalnych pozycjach – zapowiada Górak.

 

Potencjał na miarę ekstraklasy

Krzysztof Górecko, trener III-ligowego Gwarka Tarnowskie Góry, jest pogodzony z odejściem Kamila Bętkowskiego do GKS-u Katowice. Po tygodniowym okresie treningów GieKSa pozytywnie zaopiniowała Kamila Bętkowskiego. Kwestia tego, czy 25-letni środkowy pomocnik po kilku sezonach znów będzie grać przy Bukowej, zależy już tylko od porozumienia się z Gwarkiem Tarnowskie Góry. Bętkowski występował w III-ligowcu minionej jesieni, strzelił 5 goli.

– Choć ma umowę do czerwca, dostał od nas zgodę na testy w Katowicach. Powiedziałem mu: „Obyś się załapał. Będzie mi szkoda, ale chciałbym cię oglądać w wyższej lidze”. Dla nas odejście Kamila to ogromny problem sportowy, ale ode mnie ma zielone światło. Jestem jak najbardziej za tym, by zawodnicy szli do góry, zwłaszcza jeśli dostali akceptację w klubie z wyższej ligi – mówi Krzysztof Górecko, trener Gwarka, który jest już pogodzony z odejściem Bętkowskiego. Przypomina, że ma w kontrakcie wpisaną sumę odstępnego.

– W jego umowie zawarto zapis, że jeśli zimą znajdzie się chętny, to wystarczy, by wyłożył kwotę, która zrekompensuje Gwarkowi koszt utrzymywania Kamila. Nie są to do końca moje kompetencje, ale nie jest ona „wielozerowa”, dlatego nie sądzę, by był to dla GKS-u duży wydatek. Skoro menedżer zawodnika latem zgodził się na taką sumę, to nie wierzę, by teraz był z nią problem.

My latem przystaliśmy na taki zapis, wiedząc, że Kamil to świetny piłkarz, o umiejętnościach przewyższających wielu zawodników z ekstraklasy. Oglądam ekstraklasę, trzecią ligę, trochę pierwszej ligi i nawet na tej podstawie widzę, że rzadko spotyka się chłopaka, który decyduje się na takie zagrania, ma tak dobry timing podania, jak Kamil – przekonuje szkoleniowiec zespołu z Tarnowskich Gór.

 

Konefał wypożyczony

Działacze katowickiego II-ligowca doszli do porozumienia ze Stalą Stalowa Wola w kwestii półrocznego wypożyczenia Łukasza Konefała. 18-letni bramkarz podpisał w piątek kontrakt z opcją przedłużenia. Od jesieni 2017 roku Konefał był zawodnikiem I drużyny Stali i w jej barwach rozegrał 20 meczów w II lidze. Efektem udanych występów było powołanie do reprezentacji Polski U-18.

– GKS to wielka marka, której się nie odmawia. Powoli aklimatyzuję się w Katowicach. Moja nowa drużyna jest bardzo solidna i wiem, że czeka mnie wiele pracy, by znaleźć się w podstawowym składzie – powiedział dla klubowych mediów Konefał.

 

roosevelta81.pl – GKS Katowice – Górnik II Zabrze 3:1. Porażka w pierwszym sparingu

Trzecioligowe rezerwy zabrzańskiego Górnika w sobotnie przedpołudnie zmierzyły się z katowickim GKS-em. Lepsi okazali się II-ligowcy zwyciężając 3:1.

Prowadzenie w meczu uzyskali piłkarze Górnika w 22 min. wykorzystując stratę katowiczan. Potem bramki zdobywali już tylko rywale i ostatecznie to GKS cieszył się z wygranej, biorąc zresztą rewanż za lipcową porażkę z naszą “dwójką”.

Po spotkaniu o krótki komentarz poprosiliśmy trenera Górnika, Marcina Prasoła: – Był to nasz pierwszy sparing, ważna była intensywność grania. Widać było poprawę organizacji gry, chłopcy się rozwijają. Staramy się ubyć jak najdłużej przy piłce i utrzymywać grę. Cieszy na pewno bramka, ale w pierwszej połowie mieliśmy problemy. GKS był dla nas wymagającym rywalem. W drugiej części z kolei, mieliśmy więcej miejsca na akcje ofensywne. Wynikało to z pewnością ze stylu gry przeciwnika. Nie zakładaliśmy, że na początku cofniemy się głęboko, wymusił to nas rywal. Kilku zawodników leczy również drobne urazy. Graliśmy tutaj młodymi chłopakami, zresztą taki jest nasz cel.

 

infokatowice.pl – Miasto rozdało 13 mln zł. Większość dostał GKS Katowice

Miasto rozdało 13 mln zł. Większość dostał GKS Katowice. Prezydent Katowic Marcin Krupa podpisał zarządzenie w sprawie podziału pieniędzy na tzw. „organizację uprawiania sportu” w 2020 roku.

Do konkursu przystąpiło 17 katowickich klubów z czego GKS Katowice otrzymał najwięcej pieniędzy. Z ogólnej puli 13 mln zł GieKSa otrzyma 11,2 mln zł. Te pieniądze zostaną przeznaczone na działające w spółce sekcje – piłkarską, hokejową, siatkarską i szachową. Co ciekawe, GKS wnioskował o ponad 21 mln zł.

 

SIATKÓWKA

plusliga.pl – Niedziela z PlusLigą: GKS Katowice – PGE Skra Bełchatów 0:3

Zaledwie 52 małe punkty zdobyli w meczu z PGE Skrą Bełchatów siatkarze GKS Katowice. Zespół trenera Michała Mieszka Gogola w trzech bardzo krótkich setach pokonał na wyjeździe katowiczan. GKS przegrał 0:3 (18:25, 17:25, 17:25), a nagroda MVP trafiła w ręce rozgrywającego bełchatowskiej drużyny Grzegorza Łomacza.

[…] Nie było żadnych wątpliwości – i to już od pierwszych piłek meczu w szopienickiej hali – po co do Katowic przyjechała PGE Skra i co zamierza osiągnąć. Gracze z Bełchatowa zdecydowanie górowali we wszystkich elementach. Kapitalnie prezentował się, zarówno w przyjęciu, jak i obronie, libero bełchatowskiego zespołu Kacper Piechocki. Do tego w ataku błyszczał bardzo skuteczny Dusan Petković, a w prowadzeniu gry przez rozgrywającego Grzegorza Łomacza były elementy naprawdę na najwyższym poziomie. Nieszczęście katowickiej drużyny zaczynało się na dużych problemach z przyjęciem zagrywki PGE Skry, a kończyło na ścianie bloku. I może punktowych bloków PGE Skra nie miała wiele, to jednak wybloki, dzięki którym trzeci zespół PlusLigi mógł wyprowadzać efektowne kontry, były już na porządku dziennym.

W pierwszych dwóch setach zespół trenera Dariusza Daszkiewicza zdobyli zaledwie 35 punktów. Szkoleniowiec śląskiego zespołu próbował zmian, wpuszczał na boisko Adriana Buchowskiego i Wiktora Musiała, ale niewiele to zmieniało. Rozpędzona PGE Skra nie musiała się oglądać na to, kto stoi po drugiej stronie siatki.

[…] W trzecim secie wyrównana walka trwała zaledwie przez kilkanaście pierwszych piłek, w starych czasach napisalibyśmy, że „do pierwszej przerwy technicznej”. Od stanu 6:6 zespół gości zdobył bowiem cztery punkty z rzędu i zbudował sobie całkowicie bezpieczne prowadzenie. A później bełchatowianie mogli już bawić się siatkówką – efektowne zagrywki, wystawy z drugiej piłki, czy pojedyncze bloki. Prowadząc wysoko mogli grać bez presji i smucić coraz bardziej z każdą akcją gospodarzy i ich kibiców, którzy w komplecie zjawili się w hali w Szopienicach. I jedyne o czym mogą marzyć po tym meczu, to o tym, by jak najszybciej wyrzucić go z pamięci.

GKS Katowice – PGE Skra Bełchatów 0:3 (18:25, 17:25, 17:25)

 

HOKEJ

hokej.net – Blamaż Energi. Dziesięć bramek GieKSy

KH Energa Toruń przegrała na własnym lodowisku aż 1:10 z GKS-em Katowice. Gospodarze nie byli w stanie nawiązać równorzędnej walki z katowiczanami. Hat trickiem popisał się Tukka Rajamäki, a dwie bramki dołożył Patryk Krężołek.

[…] Wynik błyskawicznie otworzyli przyjezdni i już po 6. minutach było 0:2. Najpierw krążek pod poprzeczkę wpakował Patryk Krężołek, a drugi gol padł łupem Patryk Wajdy, który idealnie przymierzył i nie dał szans Spěšnemu na interwencję. Gospodarze mieli kilka okazji do strzelenia kontaktowej bramki, ale Robin Rahm spisywał się bez zarzutu, broniąc także akcję sam na sam Fieofanowa.

Tuż przed zakończeniem pierwszej partii katowiczanie trzeci raz trafili do siatki, a podwójną przewagę wykorzystał strzałem bez przyjęcia Tuuka Rajamäki. Po przerwie nie było lepiej dla „Stalowych Pierników”. Zaczął się za to koncert GieKSy. Już po 29 sekundach bramkę strzelił ponownie Krężołek, a pół minuty później Čimžar. Po tej bramce Patrik Spěšný nie wytrzymał i zjechał do boksu.

Wejście Krzysztofa Bojanowskiego nie powstrzymało jednak nawałnicy. Koronkową akcję wykończył Rajamäki, siódmą bramkę zdobył Starzyński, a ósmą ponownie Rajamäki kompletując hat tricka.

Czystego konta Robina Rahma pozbawił Dienis Sierguszkin. Torunianie mieli kilka dobrych okazji do strzelenia kolejnych bramek, ale to przyjezdni na 11 sekund przed zakończeniem tej tercji ponownie umieścili krążek w siatce. Dobrze przymierzył Szymon Mularczyk i było 1:9.

Na początku trzeciej tercji do bramki Energi wrócił Patrik Spěšný. W tej odsłonie mimo wielu wykluczeń padła zaledwie jedna bramka i dwucyfrówkę przypieczętował Jaakko Turtiainen.

Była to najwyższa porażka „Stalowych Pierników” w tym sezonie.

[…] Dla katowiczan wygrana w Toruniu oznacza, że czwartą rundę zakończą, co najmniej na piątej pozycji, dzięki czemu rozegrają w V rundzie 5 meczów u siebie i 4 na wyjeździe.

KH Energa Toruń – GKS Katowice 1:10 (0:3, 1:6, 0:1)

 

infokatowice.pl – Słaby mecz GieKSy z Lotosem

Po czterech z rzędu zwycięstwach GieKSa przegrała z Lotosem PKH Gdańsk 0:3.

W pierwszej tercji katowiczanie zagrali słabo i rzadko udawało im się stworzyć zagrożenie pod bramką rywala. Przewaga na lodzie przez całe 20 minut należała do gdańszczan, którzy oddali w tym okresie kilkanaście strzałów na bramkę Rahma, z których jeden w 15 min. znalazł drogę do siatki.

W drugiej odsłonie gospodarze zagrali znacznie lepiej, ale choć kilka razy byli blisko szczęścia, ani razu nie udało im się zaskoczyć Fucika. Goście w tej części gry atakowali rzadziej, ale w 28 min. do krążka odbitego przez Rahma doskoczył Yelakov i podwyższył prowadzenie Lotosu.

Trzecia część zaczęła się od błędu Rahma, który przepuścił krążek po stosunkowo niegroźnym strzale Marca. Choć później to katowiczanie dominowali, nie udało im się jednak zmniejszyć rozmiarów porażki i spotkanie ostatecznie zakończyło się zasłużonym zwycięstwem gdańszczan 3:0.

GKS Katowice – Lotos PKH Gdańsk 0:3 (0:1, 0:1, 0:1)

 

GieKSa rewanżuje się Lotosowi

Po piątkowej porażce z Lotosem GieKSa ponownie zagrała z tą drużyną wygrywając 2:1, po bramkach Grzegorza Pasiuta.

Podrażniona porażką sprzed dwóch dni GieKSa od początku spotkania ruszyła do ataku. Blisko zdobycia bramki byli m.in. Pasiut, Starzyński, Rajamaki czy Kolusz, ale długo Fucik i obrona Lotosu wychodzili z opresji zwycięską ręką. W końcówce jednak determinacja katowiczan została nagrodzona. Kapitan drużyny Grzegorz Pasiut w 20 min. znalazł się sam przed bramkarzem gości, spokojnie go wyczekał i umieścił krążek w pustej bramce. Gdańszczanie w tej części ograniczyli się do nielicznych kontrataków, nie stwarzając większego zagrożenia w tercji Trójkolorowych.

Na początku drugiej części przewaga nadal należała do GKS-u. W 23 min. wynik spotkania mógł podwyższyć Lahde, ale nie trafił w odbity przez bramkarza krążek. Dwie minuty później było już jednak 2:0, a zdobywcą gola został ponownie Pasiut. Od tego momentu do gry ruszyli także przyjezdni, którzy w 30 min. wykorzystali grę w przewadze i zdobyli kontaktową bramkę. Do końca tercji wynik nie uległ już zmianie i po 40 minutach było 2:1 dla GieKSy.

W trzeciej odsłonie emocje sięgały zenitu, głównie za sprawą kilku kontrowersyjnych decyzji arbitrów. Jeśli chodzi o samą grę, to ponownie lepsi byli katowiczanie, którzy najlepszą szansę mieli w 56 min., kiedy krążek wylądował na słupku gdańskiej bramki. Goście rzadko zagrażali Rahmowi, choć w 53 min. musiał się on wykazać nie lada kunsztem, wygrywając pojedynek sam na sam z przeciwnikiem. Ostatecznie w ostatniej tercji nie padł żaden gol i mecz skończył się zasłużonym zwycięstwem gospodarzy 2:1.

GKS Katowice – Lotos PKH Gdańsk 2:1 (1:0, 1:1, 0:0)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.

Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.

Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Taką GieKSę chcę oglądać zawsze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.

Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.

Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.

GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.

Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.

Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak  już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.

Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.

Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.

Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.

Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.

Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.

I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.

Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.

Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.

Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.

To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.

Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.

Walczymy dalej!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga