Siatkówka
Z kim gra GieKSa? – Jastrzębski Węgiel
Kto chciałby sobie przypomnieć lub zapoznać się z historią klubu z Jastrzębia, może to zrobić tutaj.
Jastrzębski Węgiel powoli wychodzi z kryzysu organizacyjno-finansowego z jakim zmagali się w sezonie 2015/16 w związku z ograniczeniem nakładów finansowych na klub ze strony strategicznego partnera – Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Siódme miejsce zdobyte wtedy odchodzi w zapomnienie i obecny sezon pozwoli zapewne jastrzębianom stać się ponownie czwartą siłą ligi polskiej. Forma prezentowana przez siatkarzy z Jastrzębia od początku jest równa i bez większych wpadek, choć zapewne porażki u siebie 1:3 z MKS-em Będzin oraz ostatnia 2:3 w Warszawie, troszeczkę zachwiały ten bardzo dobry wizerunek. Jastrzębianie mieli aż cztery passy po cztery wygrane z rzędu i są bliscy znów gry o medale.
Po zeszłym mniej udanym sezonie umiejętnie dokonano roszad, które okazały się znaczącymi wzmocnieniami ekipy z Jastrzębia. Przyjście doświadczonych, rozgrywającego Lukasa Kampy oraz środkowego Grzegorza Kosoka znacznie podniosło wartość drużyny, ale wszystko przebiło przyjście przyjmującego, Kubańczyka z niemieckim paszportem Salvadora Hidalgo Olivy, który stał się prawdziwą rewelacją całej PlusLigi. Wystarczy rzut oka na jego całe statystyki, aby zrozumieć co ten siatkarz wyczynia na polskich parkietach. Oliva zdobył dotychczas 556 punktów (oczywiście najwięcej w całej lidze) w tym 467 atakiem (przy 55% skuteczności), 25 blokami punktowymi oraz 64 asami serwisowymi (również najwięcej w całej lidze), to niewiarygodne liczby! Przeciwnicy jastrzębian próbując zatrzymać tego siatkarza (co nie jest takie proste) męczą go na przyjęciu (to przecież jego podstawowe zadanie) i ostrzeliwują zagrywką. Oliva przyjmował piłkę aż 660 razy! i stąd też jego najwięcej błędów w tym elemencie w drużynie, a przyjęcia perfekcyjnego naliczono tylko 20%, został również sporo razy zablokowany na siatce, bo 102 razy, ale przy jego aż 846 atakach to zaledwie 12%! Ten transfer okazał się prawdziwym strzałem w dziesiątkę, bo taki przyjmujący to prawdziwy skarb w drużynie. A przecież swoje zrobił też atakujący Maciej Muzaj, zdobywca 381 punktów, a miałby ich więcej gdyby nie przerwa w grze spowodowana kontuzją. I nie można zapomnieć o bardzo dużym wkładzie w dobrą dyspozycję Jastrzębskiego obu środkowych, tj. Grzegorza Kosoka (aż 66 bloków, to drugi wynik w całej lidze) oraz Damiana Borucha (55 bloków). Już z tej krótkiej wyliczanki, widać jak potężną siłą w ataku dysponują jastrzębianie i przeciwstawienie się im jest nie lada wyzwaniem. I tylko do kontuzji Jastrzębski nie miał szczęścia, bo prócz wyleczonego już Muzaja, od dłuższego czasu nie gra inny środkowy Wojciech Sobala, a amerykański przyjmujący Scott Touzinsky z powodu ciężkiego urazu musiał zakończyć karierę. W jego miejsce pozyskano kolejnego Niemca, Sebastiana Schwarza, dobrze znanego z gry w polskiej lidze w barwach LOTOS-u.
BILANS MECZÓW „U SIEBIE”; 14 spotkań – 31 punktów – w setach 38:19 – małe punkty 1314:1166 – 11 zwycięstw (cztery po tie-breaku) i 3 porażki (dwie po tie-breaku)
BILANS MECZÓW „NA WYJEŹDZIE”; 14 spotkań – 31 punktów – w setach 37:22 – małe punkty 1342:1264 – 10 zwycięstw (dwa po tie-breaku) i 4 porażki (trzy po tie-breaku)
ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE Jastrzębskiego Węgla
Czas trwania spotkań – Jastrzębski 2859;;
Ilość rozegranych setów – Jastrzębski 116; Popiwczak 116, Kosok 116, Kampa 116, Oliva 116, Boruch 97, Muzaj 88, De Rocco 77, Touzinsky 60, Strzeżek 53, Ernastowicz 44, Sobala 31, Bachmatiuk 31, Gil 14, Schwarz 10, Gdowski 4, Czyrniański 0, Turski 0.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – Jastrzębski 753;
Ilość zdobytych punktów – Jastrzębski 1903; Oliva 556, Muzaj 381, Kosok 233, Boruch 202, De Rocco 186, Strzeżek 110, Touzinsky 89, Kampa 78, Sobala 47, Ernastowicz 10, Bachmatiuk 7, Schwarz 3, Gil 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – Jastrzębski 731; Oliva 227, Muzaj 133, Kosok 91, Boruch 74, De Rocco 68, Kampa 48, Strzeżek 37, Touzinsky 29, Sobala 16, Bachmatiuk 4, Ernastowicz 3, Gil 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – Jastrzębski 1172; Oliva 329, Muzaj 248, Kosok 142, Boruch 128, De Rocco 118, Strzeżek 73, Touzinsky 60, Sobala 31, Kampa 30, Ernastowicz 7, Schwarz 3, Bachmatiuk 3.
Bilans punktów zdobytych do straconych – Jastrzębski 869; Oliva 251, Kosok 186, Muzaj 184, Boruch 138, De Rocco 60, Sobala 38, Touzinsky 34, Strzeżek 16, Kampa 5, Bachmatiuk 2, Schwarz 1, Gdowski 0, Ernastowicz -11, Popiwczak -35.
Ilość zagrywek – Jastrzębski 2643; Oliva 462, Kosok 445, Kampa 428, Muzaj 325, Boruch 242, De Rocco 228, Touzinsky 214, Strzeżek 121, Sobala 81, Ernastowicz 50, Bachmatiuk 32, Gil 12, Schwarz 3.
Ilość błędów na zagrywce – Jastrzębski 441; Oliva 92, Muzaj 84, Kampa 64, Strzeżek 53, De Rocco 41, Boruch 37, Kosok 26, Touzinsky 15, Ernastowicz 15, Sobala 7, Bachmatiuk 5, Gil 1, Schwarz 1.
Ilość asów serwisowych – Jastrzębski 177; Oliva 64, Muzaj 29, Kampa 26, Kosok 15, De Rocco 14, Strzeżek 10, Boruch 6, Touzinsky 4, Bachmatiuk 4, Sobala 3, Ernastowicz 2.
Ilość przyjęć – Jastrzębski 1966; Oliva 660, Popiwczak 505, De Rocco 428, Touzinsky 285, Boruch 28, Schwarz 19, Ernastowicz 18, Kosok 10, Kampa 5, Muzaj 2, Sobala 2, Gdowski 2, Strzeżek 1, Gil 1.
Ilość błędów w przyjęciu – Jastrzębski 128; Oliva 43, Popiwczak 35, De Rocco 24, Touzinsky 16, Boruch 3, Kampa 2, Strzeżek 1, Muzaj 1, Kosok 1, Ernastowicz 1, Schwarz 1.
Przyjęcie negatywne – Jastrzębski 514; Oliva 166, De Rocco 132, Popiwczak 124, Touzinsky 64, Schwarz 9, Ernastowicz 8, Boruch 6, Kosok 2, Kampa 2, Gil 1.
Przyjęcie perfekcyjne – Jastrzębski 436; Popiwczak 134, Oliva 132, De Rocco 82, Touzinsky 75, Boruch 7, Schwarz 3, Ernastowicz 2, Sobala 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – Jastrzębski 22%; Sobala 50%, Popiwczak 27%, Touzinsky 26%, Boruch 25%, Oliva 20%, De Rocco 19%, Schwarz 16%, Ernastowicz 11%, Strzeżek 0%, Muzaj 0%, Kosok 0%, Gil 0%, Kampa 0%, Gdowski 0%.
Ilość ataków – Jastrzębski 2860; Oliva 846, Muzaj 674, De Rocco 329, Kosok 246, Boruch 221, Strzeżek 202, Touzinsky 198, Kampa 62, Sobala 53, Ernastowicz 14, Bachmatiuk 9, Schwarz 6.
Ilość błędów w ataku – Jastrzębski 207; Oliva 68, Muzaj 60, De Rocco 23, Strzeżek 22, Kosok 10, Boruch 10, Touzinsky 6, Kampa 5, Ernastowicz 3.
Ilość ataków zablokowanych – Jastrzębski 258; Oliva 102, Muzaj 52, De Rocco 38, Strzeżek 18, Touzinsky 18, Boruch 14, Kosok 10, Ernastowicz 2, Kampa 2, Sobala 2.
Ilość zdobytych punktów w ataku – Jastrzębski 1490; Oliva 467, Muzaj 326, De Rocco 158, Kosok 152, Boruch 141, Strzeżek 87, Touzinsky 80, Sobala 33, Kampa 32, Ernastowicz 8, Schwarz 3, Bachmatiuk 3.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – Jastrzębski 52%; Boruch 64%, Kosok 62%, Sobala 62%, Ernastowicz 57%, Oliva 55%, Kampa 52%, Schwarz 50%, Muzaj 48%, De Rocco 48%, Strzeżek 43%, Touzinsky 40%, Bachmatiuk 33%.
Ilość bloków punktowych – Jastrzębski 236; Kosok 66, Boruch 55, Muzaj 26, Oliva 25, Kampa 20, De Rocco 14, Strzeżek 13, Sobala 11, Touzinsky 5, Gil 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – Jastrzębski 46; Oliva 13, De Rocco 7, Kosok 6, Muzaj 5, Touzinsky 5, Boruch 4, Kampa 3, Sobala 2, Strzeżek 1.
Ilość tie-breaków (wygrany do przegranego) – Jastrzębski (6-5);
MVP meczów – Jastrzębski 21; Oliva 6, Kampa 5, Muzaj 3, Boruch 2, Strzeżek 2, Touzinsky 1, Popiwczak 1, Kosok 1.
Klub Sportowy Jastrzębski Węgiel SA
barwy: biało-pomarańczowo-czarne
data założenia: 1949 (kontynuator tradycji LZS-u Jastrzębie i Górnika Jastrzębie)
adres: ul. Mikołaja Reja 10
44-335 Jastrzębie Zdrój
hala: HWS w Jastrzębiu-Zdroju
Aleja Jana Pawła II 6
44-335 Jastrzębie-Zdrój
Prezes zarządu: Adam Gorol
Rada nadzorcza: Stanisław Uchroński, Elfryda Liberda, Witold Szymura
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Najnowsze komentarze