Wywiady
[WYWIAD] Marcin Janicki o stadionie i sponsorach (część I)
Wiceprezes GKS Katowice Marcin Janicki jest obecny w naszym klubie już dłuższy czas. To od jego przyjścia ruszył się marketing, polepszyła organizacja i przede wszystkim do GieKSy zawitało wielu sponsorów. Kilka dni temu porozmawialiśmy z nim praktycznie o wszystkim – planach osobistych, stadionie, marketingu, sponsorach, wielosekcyjnym klubie i organizacji. Część z Was za pośrednictwem forum kibiców mogła także zadać pytanie Marcinowi Janickiemu. Dziś zapraszamy do pierwszej części, w której poruszamy tematy związane ze sponsorami, stadionem, a także planami na przyszłość. Za kilka dni możecie spodziewać się drugiej części – w niej tematem przewodnim będzie marketing i organizacja wielosekcyjnego klubu.
Jakbyś podsumował okres swojej obecności GieKSie?
Porównanie GieKSy teraz oraz tej cztery lata temu to niebo i ziemia. Świadczy o tym praktycznie wszystko. Ja byłem odpowiedzialny za działkę marketingową i sponsoringową. Najlepszym wykładnikiem drogi jaką przebyliśmy jest Europejski Kongres Gospodarczy. Jak przychodziłem do klubu to był tam Ruch Chorzów i wszyscy się pytali: „dlaczego Ruch jest na kongresie, a nie ma GieKSy skoro odbywa się on w Katowicach?”. W następnym roku byliśmy już tam na równorzędnej pozycji, a obecnie to my jesteśmy zdecydowanie bardziej widoczni. Myślę, że na wszystkich tych płaszczyznach organizacyjnych widać tę różnicę. Niestety nie na sportowej, ale mam nadzieję, że to się w najbliższym czasie zmieni, bo na pewno jesteśmy na to przygotowani.
Nie żałujesz odejścia z Poznania?
Nie żałuję tego kroku, poznałem tutaj fantastycznych ludzi, z którymi współpracuję. Muszę tutaj wymienić prezesa Cygana, dla mnie to bardzo szczery, uczciwy człowiek, z którym dobrze się współpracuje. Na pewno się dobrze uzupełniamy w kwestii pracy i charakterów. Mam nadzieję, że ta przygoda w klubie potrwa jak najdłużej.
Czy jest szansa na strategicznego sponsora?
Jednym z moich celów, który sobie założyłem było znalezienie sponsora strategicznego. Niestety nie udało się tego osiągnąć, natomiast wierzę, że za mojej bytności w klubie taki sponsor się pojawi. Jest to także pytanie o to jakie środki finansowe taki podmiot mógłby zaangażować. Moim zdaniem najważniejsze jest by się szanować i nie sprzedawać tanio. Znamy kwoty, które krążą po rynku i jest ogromna przepaść między spółkami skarbu państwa a firmami prywatnymi. Środki wykładane przez tych pierwszych są kilkadziesiąt razy większe. Liczyliśmy najbardziej na Holding Węglowy – rozmowy były bardzo zaawansowane, ale finalnie skończyło się na mniejszym wsparciu. Później był kryzys w górnictwie i tego tematu nie podjęliśmy dalej. Oczywiście te rozmowy z różnymi firmami są prowadzone cały czas pod kątem współpracy, a nie konkretnego pakietu. Na początku mieliśmy tylko piłkę nożną, potem doszła akademia, a teraz jeszcze kolejne sekcje. Chciałbym aby każdy podmiot, który chciałby dać pieniądze na GieKSę miał wybór. Jest to temat dynamiczny i na tle pierwszej ligi nie jesteśmy ewenementem jeśli chodzi o brak sponsora strategicznego. To także kwestia tego jak rozumiemy takiego sponsora – można sprzedać reklamę z przodu koszulki za 100 tysięcy złotych i odtrąbić sukces, ale można także poczekać na wyższe kwoty. My skłaniamy się ku tej drugiej opcji.
Na jakie wsparcie z Urzędu Miasta Katowice możecie liczyć, jeśli chodzi o pozyskiwanie sponsorów?
Raz na pół roku organizujemy spotkania dla sponsorów w obecności najważniejszych osób w mieście. Na ostatnim pojawił się wiceprezydent miasta Waldemar Bojarun, które przedstawiły naszym sponsorom wizję wielosekcyjnej GieKSy i rozwoju poprzez akademię. Jesteśmy też w stałym kontakcie z osobami z Wydziału Obsługi Inwestorów Strategicznych. Ta współpraca wygląda dobrze, ale oczywiście mogłaby wyglądać jeszcze lepiej. Myślę jednak, że postawienie na wielosekcyjność, to ważny krok i sygnał, że Urząd Miasta Katowice nam pomaga. Należy też pamiętać, że dużo wielkich firm nie może inwestować w sport lub wspierać lokalnych klubów. Poszczególne oddziały odpowiadają przed centralą i bardzo często skupiają się jedynie na działaniach społecznych związanych ze szkołami i przedszkolami.
Jesteś zadowolony z tego jak działa Klub Biznesu i jakie generuje kwoty?
Nie chciałbym tutaj tłumaczyć się wynikiem sportowym, ale patrząc na to gdzie obecnie się znajdujemy, to wydaje mi się, że powinniśmy być zadowoleni z działalności Klubu Biznesu. Założyliśmy sobie kwotę miliona złotych i brakuje nam do niej około 350 tysięcy. Patrząc jednak na to, że mamy jeszcze pół roku, to sądzę, że uda się tę kwotę pozyskać. Obecnie mamy zajętą dużą ilość powierzchni reklamowej i to też nas w jakiś sposób ogranicza.
Jak wyglądają i jaki jest cel śniadań Klubu Biznesu?
Każde spotkanie zaczynamy oczywiście od śniadania i dobrej kawy. Następnie mamy dwie prezentacje około pięciominutowe i czas na przedstawienie się dla każdej firmy w około 30 sekund – kim jestem, kogo szukam itd. Potem rozpoczyna się część nieoficjalna, czyli rozmowy kuluarowe. Ta druga część trwa zdecydowanie dłużej niż pierwsza, co świetnie pokazuje, jak mocno integruje się środowisko biznesowe skupione wokół GieKSy. Na spotkania są zapraszani obecni sponsorzy GieKSy, ale także ich kontrahenci, więc wpuszczamy świeżą krew. Najważniejszym celem jest integracja środowiska biznesowego. Nie zawsze podczas meczu piłkarskiego udaje się porozmawiać, a takie spotkania są do tego świetną okazją.
Jakie działania, których kibice nie widzą, toczą się w sprawie pozyskiwania sponsorów?
Dużo czasu poświęcamy na przygotowanie indywidualnych ofert dla potencjalnych sponsorów. Staramy się też przygotować spotkania tak, by mówić na nich o konkretach, a nie pić samą kawę. Od początku tego roku zaczęliśmy działać branżowo, czyli każdy z nas analizuje poszczególne branże, np. bukmacherską, bankowości, browarniczą, odzieży itd. Patrzymy pod kątem struktury i udziałów w rynku, jakie podmioty są tam obecne jeśli chodzi o sport i z tego tworzymy listę kilkunastu podmiotów, do których uderzamy z dedykowaną ofertą. Wykorzystujemy w codziennej pracy portal społecznościowy LinkedIn, który jest takim Facebookiem dla firm. Pomaga to w nawiązywaniu relacji na różnych szczeblach – od niższych stanowisk aż po kierownictwo. To są te przestrzenie, których kibice nie widzą. Oprócz tego to wiadomo spotkania biznesowe, mecze itd.
Nie boisz się, że siatkówka będzie tą sekcją, która będzie ściągała dużo pieniędzy i może się to negatywnie odbić na sekcji piłkarskiej?
Firmy pójdą tam, gdzie będą miały biznes. Dla przykładu podam dane z branży bukmacherskiej. Około 60-80 proc. obrotu robi się na piłce nożnej. Siatkówka może być bardziej medialna dzięki sukcesom drużyny narodowej, natomiast wokół piłki są największe pieniądze. Wiele podmiotów będzie zainteresowana zdecydowanie bardziej piłką nożną nawet na poziomie pierwszej ligi niż siatkówką w najwyższej klasie rozgrywkowej. Oczywiście znajdą się firmy gotowe wejść jedynie w siatkówkę, ale nie mam obaw jeśli chodzi o jakieś negatywne skutki dla sekcji piłkarskiej. Każdy z nas wie, że narzekamy na poziom polskiej piłki, ale jak kończy się sezon, to już tęsknimy za następnym.
Czy zakładasz taką opcję jak wejście sponsora do nazwy zespołu siatkarskiego?
Każda dyscyplina ma swoją specyfikę i z pewnością w piłce nożnej nie ma w ogóle takiej opcji. Natomiast w przypadku sekcji siatkówki z pewnością taka praktyka jest dosyć powszechna. Pytanie oczywiście jakie byłyby warunki współpracy i czy prędzej nie udałoby się nam pozyskać sponsora na wszystkie sekcje. Wtedy też rodzi się pytanie, czy taki sponsor wszystkich sekcji chciałby, aby nazwa drużyny siatkarskiej była zmieniana. To jest kwestia otwarta.
Jeśli przyjdzie sponsor i będzie chciał dać pieniądze jedynie na jedną, konkretną sekcję, to czy będzie miał taką możliwość?
Chcielibyśmy aby zdecydowana większość sponsorów wspierała wszystkie sekcje, ale z oczywistych względów finansowych nie zawsze może to być możliwe. Natomiast jeśli jakaś firma będzie chciała wspierać konkretną sekcję, to będzie miała taką możliwość i pieniądze będą zostawać w niej. Oczywiście wszystkie sekcje mają wspólne koszta, jak np. marketing i komunikację. Stąd łączymy te wszystkie procesy, by każdy kto chce dać jakiekolwiek środki na GieKSę mógł to uczynić. Nowe sekcje to nowe spectrum możliwości, bo po części może to być nowy kibic. Sympatyk siatkówki będzie zapewne bardziej rodzinny niż standardowy kibic piłkarski i może jakaś firma będzie wolała się tam reklamować. Jestem przekonany o tym, że każdy sponsor znajdzie coś dla siebie.
Czy GieKSa szuka sponsorów za granicami Polski?
Nie szukamy za granicą, ponieważ na terenie Polski mamy jeszcze wiele do zrobienia w tej kwestii. Nie ma potrzeby, żeby prowadzić działania na tak szeroką skalę. Obecnie mamy to podzielone na dwa poziomy. Pierwszy na terenie Śląska i za ten rejon odpowiada dział sprzedaży, a przy kluczowych partnerach moja osoba. Natomiast drugi jest skierowany na całą Polskę. Pozyskaliśmy już firmę z Poznania, wczoraj byłem na rozmowie w Zielonej Górze, niedawno w Warszawie. Szukamy firm, które mają siedzibę poza województwem, ale chciałyby sprzedawać na Górnym Śląsku. Bardzo często zatrudnianie przedstawiciela handlowego wyjdzie drożej niż skierowanie się do naszego Klubu Biznesu, gdzie wszystko jest przygotowane i są gotowi partnerzy do współpracy.
Czy są prowadzone rozmowy z Węglokoksem?
Rozmowy były i są prowadzone zarówno przy obecnym, jak i byłym zarządzie tej firmy. Chcielibyśmy aby ta współpraca się rozwijała, ale zobaczymy w jaką stronę to wszystko się potoczy.
Czy klub próbował nawiązać kontakt z rodziną Domogałów?
Są to jedni z bardziej majętnych Polaków i rozmowy z nimi były prowadzone. Chciałbym zaznaczyć, że klub nie miał problemu z dotarciem do tych osób i umówieniem się na spotkanie. Problemem może jest liga, stadion albo jeszcze inne kwestie i niestety finalnie nie udało się dojść do porozumienia. Część prowadzonych przez nich podmiotów zaangażowana jest w branże górniczą i poniekąd kryzys w niej mógł spowodować brak porozumienia między nami. Nie chciałbym jednak tłumaczyć się kryzysem w branży górniczej.
Jakie są najczęstsze powody jakie podają firmy odmawiając z nami współpracy?
Możemy to podzielić na czynniki wewnętrzne i zewnętrzne. W tych drugich najczęściej pojawiają się głosy, że nie ma Ekstraklasy, na stadionach są rozróby i firmy nie chcą mieć nic wspólnego z kibicami piłkarskimi. Czynniki wewnętrzne to brak pieniędzy, kryzys w danej branży, trudna sytuacja gospodarcza itd.
Sponsorzy w klubie są, bo jest w nim Marcin Janicki, czy może dlatego, bo przyciągnął ich GKS Katowice?
W klubie udało się zbudować fajne grono osób, które odpowiada za pozyskiwanie i utrzymanie sponsorów. To nie jest tylko i wyłącznie moja osoba. Jest przede wszystkim Marcin Ćwikła, który odpowiada za bieżący kontakt z firmami, a także prezes Wojciech Cygan, który uczestniczy w spotkaniach na najwyższym szczeblu. Byłoby to bardzo egoistyczne, gdybym powiedział, że sponsorzy są w GieKSie jedynie z mojego powodu. Należy jednak pamiętać, że w sprzedaży, więc i w GieKSie, jest tak, że ludzie przywiązują się do człowieka, a nie marki. Na szczęście z roku na rok wygląda to u nas coraz lepiej.
Dlaczego klub jest tak mało aktywny jeśli chodzi o działania na rzecz nowego stadionu?
Myślę, że to jest bardzo podobne do sytuacji z transferami – można bić pianę, udzielać wielu wywiadów (wewnętrznych i zewnętrznych), opowiadać o wielu rzeczach. Po różnych perturbacjach pod koniec roku stwierdziliśmy, że wolimy iść inną drogą – pracować w ciszy i spokoju nastawiając się na konkretne efekty. Jeśli chodzi o kwestię stadionu, to nie jesteśmy widoczni medialnie, ale jesteśmy w stałym kontakcie z naczelnikiem Wydziału Sportu i Turystyki Sławomirem Witkiem. Spotkań odnośnie naszego zapotrzebowania było kilka. Wspominaliśmy tam o potrzebnej powierzchni biznesowej z dokładnie rozpisanym przeznaczeniem; powierzchni administracyjnej o odpowiedniej wielkości dla wielosekcyjnego klubu; sprawach dotyczących kibiców np. kas stadionowych, bud cateringowych. Wszystkie te kwestie zostały przekazane panu naczelnikowi. Dodatkowo poszerzyliśmy to o sprawy związane z akademią, czyli odpowiednie boiska i zaplecze nie tylko dla pierwszej drużyny. Uważam, że dużo lepiej byłoby jeśli młodzi zawodnicy trenowaliby na naszym obiekcie, a nie innych katowickich boiskach. Nastawiliśmy się na takie działania po cichu, ale cały czas jesteśmy informowani o przebiegu prac.
Mówiąc o bazie treningowej dla akademii masz na myśli ośrodek?
To wszystko jest kwestia finansów i możliwości technicznych. Nie ukrywam, że chcielibyśmy aby w tym kierunku to podążało. Najważniejsze dla nas jest jednak rozpoczęcie budowy stadionu.
Czy większa ilości sekcji zmienia coś w kwestii budowy stadionu?
Jest planowana hala do siatkówki, natomiast jeśli chodzi o hokej to będziemy się dopiero tego wszystkiego uczyć. Nie mam pojęcia, czy byłaby możliwość wybudowania hali jednocześnie dla siatkówki i hokeja. Z tego co wiem, to mały Spodek odpowiada potrzebom sekcji hokejowej i może nie ma co wyważać otwartych drzwi. Na pewno potrzebna jest hala dla siatkarzy, bo treningi i granie na Szopienicach pokazują, że takich obiektów brakuje w Katowicach.
Głośno się mówi, że to sezon ostatniej szansy dla zarządu. Siedzi to gdzieś w głowie, że to może być ostatni sezon dla Ciebie? Prezes Cygan dał to do zrozumienia jeśli chodzi o jego osobę.
Słowa prezesa były wypowiedziane bodajże rok temu. Czas pokaże jak to będzie wyglądać. Ja wiem, że jestem współodpowiedzialny za to co się dzieje w klubie. Co innego gdyby moim stanowiskiem był np. kierownik marketingu, wtedy być może nie poczuwałbym się do większej odpowiedzialności, bo swoją działkę wykonywałbym dobrze. Od czasu gdy jestem w zarządzie czuje się współodpowiedzialny za cały klub, więc też dużym nietaktem byłoby gdybym teraz powiedział, że skoro nie ma awansu to niech prezes Cygan odejdzie, a my będziemy działać dalej. Może np. dojść do sytuacji, że awans będzie, a nie będzie sponsora strategicznego i teraz pytanie, czy tylko ja miałbym się podać do dymisji, czy to również rola całego zarządu. Z prezesem Cyganem mamy wspólne cele do zrealizowania i musimy się uzupełniać, chcemy dobrze wykonać pracę zarówno od strony organizacyjnej jak i sportowej jeśli chodzi o skład i zawodników. Co będzie w przyszłości to zobaczymy.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Najnowsze komentarze