Kibice Piłka nożna SK 1964
Skąd pomysł na GieKSika?
Osiemnasty numer programu meczowego „GieKSa.pl Plus” jest już dostępny. W najnowszym numerze dwa ciekawe wywiady – Przemysław Pitry krótko opowie o nastawieniu w szatni i spotkaniu ze Stomilem, a Olga Bieganowska (kierownik ds. marketingu klubu GKS Katowice) w obszernym wywiadzie zdradzi marketingowe plany GieKSy do końca roku. Dowiemy się także kiedy i w jakich okolicznościach powstał pomysł na maskotkę (czyli popularnego GieKSika), a co więcej – kto był jego pierwowzorem! Oprócz tego nie zabraknie wszystkiego co potrzebuje kibic na mecz, czyli pełnej informacji o naszej drużynie, jak i rywalach.
Program meczowy do kupienia jest w dwóch opcjach. Pierwsza, dostępna od wczoraj, to zakup ebooka (format pdf) na tej stronie (tutaj). Gazetka jest wtedy w kolorze. Drugą, bardziej tradycyjną, metodą jest kupno na meczu na stoiskach zlokalizowanych przed Trybuną Główną jak i Blaszokiem. Na meczu program jest czarno-biały, ale z dołączonym pamiątkowym biletem w kolorze. W obu wypadkach cena jest ta sama – 2 złote. Kupując nasz program meczowy wspierasz stronę GieKSa.pl – najlepszy i największy serwis o GKS Katowice w sieci.
Chcą zachęcić Was do zakupów ebooków wrzuciliśmy trzy wcześniejsze numery za darmo (kliknij tutaj). Tam gdzie widnieje cena 0 złotych, to wystarczy tylko kliknąć i ściągnąć na swój komputer lub urządzenie mobilne. Od kibiców dla kibiców!
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Galeria Kibice Piłka nożna
Huczny jubileusz!
To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.


ursus
23 października 2014 at 18:40
Z GieKSikiem to dość łatwo odgadnąć – nikt nie potrafił poradzić sobie z normalną maskotką, a konkretniej z tygryskiem, to spróbowali odzwierciedlić podobiznę prezesa. Tylko czekać na angaż w kampanię wyborczą, szał w trampkach.
Moim zdaniem to była bardziej porażka, ale wiadomo uśmiech, duże gały i udana kampania PR zrobiły swoje. Nie rozwiązano jednak głównego problemu dot. tego co zrobić, by ta cała ganiająca zbieranina wyglądała bardziej jak zawodowa i profesjonalna drużyna, bo przy obecnym podejściu sportowo-organizacyjnym zwyczajnie nie jest to możliwe. Bez ciężkiej pracy nikt w drugiej połowie biegać nie będzie, nie mówiąc już o nadrabianiu braku umiejętności dyscypliną taktyczną.
Podsumowując: czekają nas dalsze lata 1-ligowej wegetacji, ale przynajmniej kilka gadżetów jeszcze się sprzeda. Polityka „game over” trwa w najlepsze, a na trybunach sukcesywnie ubywa. Żal serce ściska, ale tu na to się liczy, że pęknie i stadion w końcu będzie można zaorać.
antek1964
24 października 2014 at 09:40
Popieram wpis ursusa Nasz klub jest po cichu wykańczany 🙁
Zielu88
24 października 2014 at 11:51
uwielbiam wpisy takie jak ursus-a czy antka1964 – incognito ponapierdalać na necie i upuścić jakieś swoje kompleksy. Lepiej wam ? Tak, zarząd klubu robi wszystko żeby zaorać klub a SK1964 się na to zgadza…. ja pierdole ludzie zacznijcie troszkę myśleć.
ursus
24 października 2014 at 19:11
Zielu88 – cały ten zaklęty geniusz procesu rozkładu, tego zakłamania, manipulacji opiera się na tym, że wszyscy patrzą, ale mało kto widzi, bo ogólnie chcemy zobaczyć pozytyw i wmawiamy sobie, że jest lepiej. Nie jest. To co widzimy, to jest mały kroczek w przód i dwa w tył – drobna doraźna pomoc, po to, by podtrzymać marazm i zwiększyć zniechęcenie.
SK1964 – trzeba oddać, że próbowało na ile mogło, ale zostało „zjedzone”. Kibiców na trybunach coraz mniej, więc i siła przebicia Stowarzyszenia topnieje. Pozostało już tylko koncentrowanie się na dopingu, bo ochłapy wegetacyjne z miasta uznano za całkowicie zadowalające. Można protestować, ale tak to z mojego punktu widzenia wygląda i nie jest moją intencją nikogo tu obrażać. Szanse SK1964 na wywalczenie czegokolwiek, np. nowego stadionu, oceniam na max. 5% (choć akurat, przy kompletnie nowym podejściu tj. nowym projekcie o połowę tańszego stadionu na 10-15 tys. lub budowy tylko ze 2 trybun z obecnego projektu być może coś by ruszyło).
Zarząd – w moim przekonaniu czysto marionetkowy, a do tego zasiadają w nim osoby myślące głównie o własnych karierach politycznych… (czyt. brak pomysłu, perspektyw rozwoju i lepszego zarobku w klubie). O klubie można powiedzieć, że ma niezły marketing, raczej mocno średnie szkolenie, a reszta to czysta amatorka. Wszystkim jest wygodnie i nie ma komu w stół rąbnąć… zarząd, owszem, robi „wszystko”, ale raczej, by nic się nie zmieniło. Spłacanie zaległości nie tłumaczy braku sił na bieganie. Skoro kopacze nie mają sił potrzebnych do uzyskiwania lepszych wyników, a zarząd nie robi niczego, by to zmienić, to znaczy, że zarząd ma gdzieś wyniki.
Odczuwam raczej rosnące przybicie aniżeli poprawę samopoczucia.