Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu z Pogonią: Hitowe starcie na Arenie Katowice!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat popołudniowego meczuGKS Katowice – Pogoń Szczecin.

radioszczecin.pl – Pogoń wyruszyła do Katowic. „Jedziemy tam z optymizmem, by powalczyć o trzy punkty”

Piłkarze Pogoni zakończyli przygotowania do sobotniego meczu z GKS-em w ekstraklasie i udali się w podróż do Katowic.
Szczecinianie chcą odczarować niezdobyty w tym sezonie stadion przy Nowej Bukowej. W czterech dotychczasowych domowych meczach w rundzie jesiennej GieKSa odniosła komplet zwycięstw.
Trener Portowców Oscar Garcia docenia klasę rywala, ale liczy na sukces swoich podopiecznych.
– Mają znakomitych zawodników, którzy potrafią rozstrzygnąć losy meczu jedną akcją, ale w pojedynczym spotkaniu wszystko jest jednak możliwe. Jedziemy tam z optymizmem, by powalczyć o trzy punkty – mówi Garcia.

igol.pl – Hitowe starcie na Arenie Katowice! GKS podejmuje Pogoń Szczecin

Piłkarska sobota w PKO BP Ekstraklasie zapowiada się wyjątkowo emocjonująco. Czeka nas m.in. starcie czwartego z piątym zespołem w ligowej tabeli. GKS Katowice podejmie na Arenie Katowice Pogoń Szczecin. Oba zespoły od czasu powrotu rozgrywek klubowych po przerwie reprezentacyjnej jeszcze nie przegrały. Zarówno „GieKSa”, jak i „Portowcy” będą walczyć więc o pełną pulę i zbliżenie się do ekstraklasowego podium.
Piąte miejsce w ligowej tabeli podopiecznych trenera Rafała Góraka to w dużej mierze zasługa wybornej dyspozycji liderów katowickiego klubu. Mowa oczywiście o Ilji Szkurinie i Bartoszu Nowaku.
Białorusin w dziesięciu dotychczas rozegranych meczach Ekstraklasy zdobył osiem bramek i zanotował dwie asysty. Swoją wysoką dyspozycję potwierdził w ostatnim spotkaniu przeciwko Wieczystej Kraków, zdobywając bramkę na 1:0.
Świetna forma prezentowana na początku sezonu przez Szkurina sprawiła, że wszelkie spekulacje dotyczące przydatności do zespołu napastnika GKS-u, które jeszcze kilka miesięcy temu krążyły wśród opinii publicznej, zostały definitywnie ucięte. Warto także nadmienić, że dzięki ośmiu zdobytym bramkom Szkurin wraz z Jordim Sanchezem z… Pogoni Szczecin przewodzą klasyfikacji strzelców Ekstraklasy.
Drugą młodość przeżywa także Bartosz Nowak. 33-letni pomocnik udowadnia, że poprzedni sezon nie był wyjątkowy pod względem statystyk i jego wpływu na grę katowiczan. Dyrygent środka pola i główny motor napędowy zespołu z Katowic zdobył w tym sezonie cztery bramki i dołożył do tego osiem asyst. To wynik godny uwagi, biorąc pod uwagę fakt, że mecz z Pogonią będzie dla GKS-u dopiero jedenastym starciem w tym sezonie Ekstraklasy. W meczu z Wieczystą Kraków Nowak ponownie zaliczył asystę. Postawił także kropkę nad „i”, pieczętując kolejne zwycięstwo „GieKSy” przed własną publicznością.
Ofensywa drużyny GKS-u jest od początku sezonu świetnie dysponowana. Tego samego nie można powiedzieć jednak o formacji defensywnej. Obrona katowiczan nie stanowi monolitu i w tym sezonie Ekstraklasy zespół trenera Góraka stracił już osiemnaście bramek. Mimo że szkoleniowiec GKS-u zauważa postęp w grze obronnej zespołu, to dopiero starcie z Pogonią, mającą w swoich szeregach bezwzględnego snajpera Jordiego Sancheza oraz przebojowego Paula Mukairu, może stanowić poważny test dla formacji defensywnej zespołu z Katowic.
W obliczu słabszej dyspozycji dotychczasowego kapitana GKS-u Arkadiusza Jędrycha, na lidera defensywy wyrasta w ostatnich spotkaniach Pau Resta. Hiszpański obrońca, który przed rozpoczęciem sezonu dołączył do GieKSy z Korony Kielce, stał się pewnym punktem formacji obronnej zespołu.
Z pewnością istotnym czynnikiem przemawiającym na korzyść GKS-u Katowice będzie atut własnego boiska. Słynna już „Twierdza Nowa Bukowa”, bo tak określają kibice Arenę Katowice, pozostaje niezdobyta od 8 listopada 2025 roku. Oznacza to, że GKS-owi brakuje zaledwie dwóch domowych spotkań, by uczynić własny stadion niezdobytym od roku. Ostatnią porażkę jako gospodarz „GieKSiarze” zanotowali w meczu z Piastem Gliwice, przegrywając wówczas 1:3. Czy Pogoni uda się wygrać w delegacji i przełamać wyjątkową serię GKS-u?
[…] Pogoń Szczecin to zespół, który przed rozpoczęciem bieżącego sezonu przeszedł gruntowną przebudowę. W klubie pojawiło się wielu nowych zawodników, którzy z marszu stali się kluczowymi postaciami pierwszej jedenastki. Mowa m.in. o Patryku Dziczku, Darko Churlinovie czy Jordim Sanchezie, którego transfer do Szczecina odbił się szerokim echem w mediach.
O skali zmian, jakie zaszły w Szczecinie, świadczyć może fakt, że w ostatnim ligowym spotkaniu przeciwko Koronie Kielce w pierwszej jedenastce „Portowców” wybiegło pięciu zawodników, którzy na wiosnę nie grali w Szczecinie. Pogoń nie była budowana od zera, wielu istotnych graczy pozostało w kadrze. Docenić należy jednak fakt, że nowy szkoleniowiec Oscar Garcia potrafił w krótkim czasie zbudować Pogoń, która ma argumenty, by walczyć w lidze o najwyższe cele.
Na początku sezonu jedyną bolączką Pogoni pozostawał brak rasowego snajpera, który z marszu gwarantowałby pokaźną zdobycz bramkową. O obsadę tej pozycji miał zadbać Jean-Pierre Nsame. Kameruńczyk stracił jednak znaczną część sezonu 2025/26 ze względu na kontuzję, więc jego powrót do optymalnej dyspozycji mógł zająć nieco dłużej, niż początkowo w Szczecinie zakładano. Alex Haditaghi, zapowiadając walkę o najwyższe cele, postanowił wykupić u progu sezonu napastnika Wisły Kraków – Jordiego Sancheza. Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Pomimo zmiany barw klubowych Jordi nie przestał strzelać. Dla Pogoni zdobył już dwie bramki i wraz z Ilją Szkurinem, z którym zmierzy się w sobotę, przewodzi klasyfikacji strzelców PKO BP Ekstraklasy.
Warto wspomnieć także o skrzydłowych Pogoni, którzy w bieżącej kampanii rozgrywkowej notują bardzo przyzwoite liczby. Paul Mukairu ma na swoim koncie dwie bramki i trzy asysty. Darko Churlinov zapisał dotychczas na swoim koncie trzy trafienia. Pierwszy z wymienionych potwierdził swoją wysoką dyspozycję w ostatnim spotkaniu ligowym. Pogoń pokonała Koronę Kielce 2:0, a Mukairu przypieczętował zwycięstwo swojej drużyny w końcówce spotkania.
Skrzydłowy zakończył wspomniane spotkanie z golem i asystą. W pierwszej połowie obsłużył podaniem Macieja Wojciechowskiego, który trafił na 1:0. Dla 19-letniego pomocnika, który poprzednią rundę spędził na wypożyczeniu w ŁKS-ie Łódź, było to debiutanckie trafienie w Ekstraklasie.
Kluczem do sukcesu w postaci udanego początku sezonu w wykonaniu Pogoni, bez wątpienia jest postawa linii defensywnej wraz z Valentinem Cojocaru. Rumuński bramkarz dał się dotychczas pokonać jedynie sześć razy. Obrona szczecinian stanowi na początku sezonu prawdziwy monolit i straciła do tej pory najmniej bramek w lidze. Mimo odejścia takich zawodników jak Koutris, Borges czy Loncar defensywa spisuje się bez zarzutu i w odświeżonym zestawieniu prezentuje solidną dyspozycję.
Za taki stan rzeczy odpowiada w dużej mierze Attila Szalai. Ten doświadczony węgierski środkowy obrońca, z doświadczeniem w takich klubach jak Hoffenheim czy Fenerbahce, stanowi prawdziwą ostoję defensywy szczecinian. 49-krotny reprezentant Węgier pojawił się w zespole Pogoni na zasadzie wypożyczenia z Hoffenheim wiosną tego roku i od razu stał się pewnym punktem obrony. Jego świetna postawa sprawiła, że w Szczecinie postanowili zaproponować mu kontrakt obowiązujący do 2029 roku. Szalai bez wątpienia spłaca kredyt zaufania. W najbliższym spotkaniu będzie musiał jednak powstrzymać Ilję Szkurina, który ma chrapkę na powiększenie swojego dorobku strzeleckiego.
W Pogoni Szczecin znajdziemy obecnie wiele osób, których nazwisko nie jest w piłce anonimowe. Jednym z nich jest nazwisko trenera „Portowców” Oscara Garcii. Doświadczony hiszpański trener prowadzi Pogoń od początku sezonu i na ten moment punktuje z zespołem ze średnią dwóch punktów na mecz. Wydaje się, że osoba trenera Garcii była kluczowa w kontekście świetnego startu sezonu szczecinian.
Oscar Garcia to szkoleniowiec z rzadko spotykanym w Ekstraklasie CV. 53-latek prowadził m.in. Brighton & Hove Albion, Ajax Amsterdam, Olympiakos Pireus czy Celtę Vigo. Jego doświadczenie zdobywane w najlepszych ligach europejskich już zaczyna się przekładać na grę Pogoni Szczecin. Trener na początku pracy w Pogoni zamierzał skupić się na postawie formacji obronnej zespołu. W tym aspekcie widać znaczny postęp.
Co istotne, trener potrafił także „zbudować” zawodników, którzy stali się ważnym elementem zespołu. Warto wspomnieć choćby o Janie Biegańskim, który występuje w tym sezonie u boku Patryka Dziczka w środku pomocy i zaczyna odgrywać coraz ważniejszą rolę w zespole. Na wyrazy uznania zasługuje także Benjamin Mendy, który najwidoczniej zadomowił się w Szczecinie na tyle dobrze, że w najbliższym czasie nie nosi się z zamiarem zmiany otoczenia. Mistrz Świata z 2018 roku osiągnął odpowiednią formę fizyczną i odgrywa istotną rolę w drużynie trenera Garcii.

kanalsportowy.pl – GKS Katowice – Pogoń Szczecin

Sobotnia rywalizacja GKS-u Katowice z Pogonią Szczecin zapowiada się jako jedna z najciekawszych konfrontacji w tej serii gier Ekstraklasy. Na murawie spotkają się dwie ekipy o identycznym dorobku punktowym, co gwarantuje zaciętą walkę o poprawienie swojej sytuacji w ligowej stawce.
[…] GKS Katowice to jeden z najbardziej bramkostrzelnych zespołów w stawce — katowiczanie zdobywają średnio 2,2 gola na mecz i jednocześnie tracą bramki w tempie 1,5 na spotkanie. Co kluczowe, we wszystkich pięciu ostatnich wskazanych meczach GKS zarówno strzelał, jak i tracił gole: wyniki 2:1, 4:1, 1:1, 3:2 i 1:2 mówią same za siebie. Po drugiej stronie boiska Pogoń Szczecin strzelała gola w każdym ze swoich ostatnich pięciu meczów, notując bilans 8:3. Szczecinianie prezentują się bardzo solidnie defensywnie (tylko 6 goli straconych w 9 meczach ligowych), lecz ich ofensywa regularnie daje o sobie znać. Zestawiając otwartą defensywę GKS-u z powtarzalnością strzelecką Pogoni oraz silny atak katowiczan z konsekwencją gości w trafianiu do siatki, trudno oprzeć się wrażeniu, że obie drużyny znajdą drogę do bramki.
Każdy z pięciu ostatnich wskazanych meczów GKS Katowice zakończył się co najmniej dwoma bramkami — jest to seria stuprocentowa i trudna do zignorowania. Identyczny próg przekroczony został w czterech z pięciu ostatnich spotkań Pogoni Szczecin. W historii bezpośrednich meczów między tymi drużynami cztery z pięciu ostatnich pojedynków przyniosły minimum dwa gole, a łączna średnia bramkowa tych starć wynosi 2,6 na mecz. Dodatkowym argumentem jest aktywność ofensywna GKS-u — 16,9 strzałów na mecz, 5,2 celnych i aż 4,0 stworzonych sytuacji bramkowych to statystyki sugerujące drużynę, która presję na bramkę utrzymuje przez całe spotkanie. W tym kontekście scenariusz z co najmniej dwoma golami wpisuje się w dominujący trend obu drużyn w bieżącym sezonie.

dziennikzachodni.pl – Pierwsza setka Lukasa Klemenza. „Obecna GieKSa jest najlepsza, jaką pamiętam” – przyznaje obrońca przed meczem z Pogonią Szczecin

W sobotę GKS Katowice zmierzy się z Pogonią Szczecin. Spotkanie będzie wyjątkowe dla Lukasa Klemenza, który po raz setny włoży koszulkę zespołu z Nowej Bukowej.
GKS Katowice na swoim boisku pozostaje niepokonany od 8 listopada 2025 roku, gdy uległ 1:3 Piastowi Gliwice. Do utrzymania twierdzy przez rok pozostały dwie „bitwy” – z Pogonią i Widzewem Łódź. Pierwsza z nich już w sobotę o 17.30. Na Nową Bukową przyjedzie Pogoń Szczecin.
– Nie rozmawiamy o tym w szatni. Każdy podchodzi mecz po meczu, ale oczywiście fajnie byłoby to zrobić – przyznaje Lukas Klemenz.
Bardzo się z tego jubileuszu cieszę i chciałbym to uczcić zwycięstwem – stwierdził 31-letni piłkarz. – Nie mam żadnej kroniki swoich meczów – dodał, na co trener Rafał Górak zaproponował, by skorzystał z jego archiwów.
Poprzednie spotkanie tych drużyn, w ostatniej kolejce poprzedniego sezonu, zapisało się w historii golem Marcela Wędrychowskiego, który strzałem w doliczonym czasie gry dał Katowiczanom awans do europejskich pucharów. Tym razem stawką będzie awans na czwarte miejsce w tabeli.
– Pamiętamy tamten mecz. Zresztą oba mecze z Pogonią w poprzednim sezonie były udane. Chcielibyśmy podtrzymać tę serię także w tych rozgrywkach – deklaruje Lukas Klemenz.
Niemal wszystkie mecze Lukas Klemenz rozegrał wspólnie z Arkadiuszem Jędrychem. Od początku tej rundy kapitan zespołu prezentuje jednak słabszą formę i stracił miejsce w wyjściowym składzie.
– Arek sam zdawał sobie sprawę z sytuacji, a wynik zawsze definiuje wyjściową jedenastkę. On absolutnie się nie obraził o miejsce na ławce zamiast boiska. Jest świadomym i bardzo inteligentnym facetem. Wydaje mi się, że sam może czekał na taką przerwę, żeby trochę zresetować głowę i za chwilę wróci. Zresztą nawet jak wchodzi w ciężkich momentach, czy z Rakowem, czy ostatnio z Wieczystą, to cały czas lideruje, zarządza nami koryguje. Wie jaka jest jego rola, wie, że za chwilę ten słabszy moment minie i znowu będzie grał na tej pozycji i znowu będzie kaptanem na boisku. – zaznacza Klemenz. – Dla mnie gra bez niego to faktycznie bardzo duża zmiana. Zwłaszcza, że gramy w obronie bardzo specyficznie. W zabezpieczeniu własnej bramki mamy trójkę ustawioną bardzo wysoko i często ten centralny obrońca zostaje jeden na jeden z napastnikiem. Decydują detale, ustawienie ciała. Fajnie jest grać długo w tej samej konfiguracji. Żeby się zgrać potrzeba czasu, wiedzieć kto gdzie wychodzi, kiedy rusza, jak się zachowa. Z Arkiem gramy trzeci rok, ja już znam jego plusy i minusy, a on moje.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Huczny jubileusz!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga