Felietony
Magiczne 700
Jak mawiał klasyk – liga nabiera tempa. Mamy środek rundy jesiennej, jesteśmy po przerwie reprezentacyjnej i… dzieje się. Tydzień temu w piątek rozegraliśmy kapitalny mecz w Częstochowie, a poprawiliśmy w poniedziałek z Wieczystą. Teraz czeka nas starcie z Pogonią, drużyną, która również jest rozpędzona i ma na koncie trzy zwycięstwa z rzędu. Przed przerwą ekipa z północnego zachodu wygrała u siebie z Wieczystą i na wyjeździe z Piastem, a w ostatniej kolejce pokonała w Szczecinie Koronę.
Tak jak wspomniałem w poprzednim felietonie, dla mnie będzie to mecz szczególny, bo będzie to 700. spotkanie GKS Katowice, na którym będę. Jak przypominam sobie niektóre mecze z tych 30 lat to nie mogę uwierzyć, że to ciągle jeden i ten sam klub. Okoliczności i konteksty były tak drastycznie różne. Bo jak na przykład porównać mecz na stadionie Legii Warszawa ze spotkaniem w Mikołowie z B-klasowymi rezerwami miejscowego AKS. Jak porównać boje w czwartej lidze ze Źródłem Kromołów czy w trzeciej z Gawinem Królewska Wola i TOR-em Dobrzeń Wielki do starć z Górnikiem Zabrze czy Lechem Poznań. Albo zestawienie „wyjazdowego” meczu z Podlesianką na Rapidzie z wyjazdem na europejskie puchary do Miszkolca. Do tego był spadek do drugiej ligi w 97. minucie po golu bramkarza, ale też awans po 24 latach do Europy po bramce w 97. minucie.
Były lata spędzone na naszym starym, poczciwym stadionie przy Bukowej – trochę czasu na Blaszoku, trochę na głównej. Od dwóch lat budowanie historii na nowym, pięknym obiekcie. Zgliszcza i marazm przez kilkanaście lat nieudanych prób powrotu do ekstraklasy, a także koloryt i wielobarwne życie kibica w tejże ekstraklasie obecnie.
Nudne 0:0, gdzie szło po prostu zasnąć, a także spektakularne mecze, jak 4:3 w Szczecinie, 2:1 na otwarcie Nowej Bukowej, ostatni triumf w Zabrzu, a w dawniejszych moich czasach zwycięstwo z Wisłą Henryka Kasperczaka. Widziałem GieKSę, która potrafiła przegrać 0:5 czy 1:6, ale też taką, która wygrywała 7:0, 8:0 i 9:0.
Widziałem nie tylko bramkarzy, który nam strzelają bramki, ale także Jacka Gorczycę, który z rzutu karnego pokonywał golkipera ŁKS Łomża.
Możecie mi wierzyć lub nie, ale widziałem 35 piłkarzy, którzy strzelali bramki przeciw GKS Katowice, a potem zdobywali gole na GieKSy. Za drużyną przemierzyłem około 140 tysięcy kilometrów, a widziałem ją w potyczce niemal ze 120 rywalami. Widziałem prawie tysiąc bramek zdobywanych przez naszych zawodników. Wyjazdów mam 280, oczywiście głównie w ramach udzielania się różnorakiego przy klubie, a nie typowo kibicowskich.
Do tego „Bukowa”, GieKSa.pl, radio, video, filmowanie meczów dla trenerów. Tysiące artykułów, setki wywiadów i… masa roboty po nocach.
Tych aspektów, historii, smaczków, anegdot są po prostu setki. GieKSa to nie tylko oglądanie meczów. To pasja, śledzenie tej historii na własne oczy, uczestnictwo w niej. W takim czy innym wymiarze. Gdy te 30 lat temu szedłem na mecz z Wisłą Kraków, nie mogłem się spodziewać, że ten aspekt, jakim jest po prostu bycie kibicem jakiegoś klubu, będzie tak istotną częścią życia. Że w dużej mierze to życie zdefiniuje.
Poprzednie setki były okraszone meczami z Odrą Wodzisław, Pelikanem Łowicz, Olimpią Elbląg, Termaliką, Miedzią Legnica i Widzewem Łódź. Teraz pada na mecz z Pogonią Szczecin, z którą przecież – jak już wspomniałem – też mam piękne wspomnienia.
Wiadomo, że to 4:3 pamiętamy niesamowicie. No bo jak nie pamiętać, jeśli GKS jeszcze w 85. minucie przegrywał 1:3, ale najpierw Bartosz Karwan, potem Janusz Dziedzic z karnego (podcinka jak Bartek Nowak), a na koniec Gabriel Nowak w zamieszaniu podbramkowym wprawili w ekstazę sektor gości. Gol Marcela na koniec poprzedniego sezonu mamy wszyscy świeżo w pamięci.
Ale było też kilka innych spotkań, godnych uwagi. Eliminowaliśmy przecież Portowców w Pucharze Polski, gdzie gola strzelił dla nas prototyp Hiszpana w GKS, czyli David Añón. Natomiast absolutnie jednym z moich ulubionych meczów jest 2:2 u siebie za czasów Adama Nawałki. To był mecz kompletny. GieKSa prowadziła po bramce Bartosza Iwana, ale czerwoną kartkę dostał Mateusz Kamiński. Petasz posłał niesłychaną bombę z rzutu wolnego, co było jednym z najpiękniejszych goli, jakie Bukowa widziała. Potem Olgierd Moskalewicz strzelił na 2:1. Grająca w dziesiątkę nasza drużyna pokazała niesamowity charakter i po golu Krzysztofa Kaliciaka było 2:2. I dążyliśmy do zwycięstwa, nawet wyszliśmy w trzech sam na sam, ale Kufel wtedy trafił w bramkarza. Walczyliśmy o wygraną nawet mimo tego, że kończyliśmy w dziewiątkę po czerwonej kartce Zbyszka Wodeckiego. Wspaniałe były to mecze nie zapomnę ich nigdy.
Jak patrzę na swój bilans z Pogonią jest on niemal idealnie równy. Pięć zwycięstw, po cztery remisy i porażki. Bramki 18-18. Historia więc mocno się pokrywa z teraźniejszością, w której obie drużyny wydają się dość równe i to na wysokim poziomie. Dlatego jutrzejsze spotkanie zapowiada się tak arcyciekawie.
Przeciwnik więc będzie bardzo trudny, ale też nie demonizowałbym go. Podobnie jak my, miał w tym sezonie lepsze i gorsze momenty. Przed wspomnianą serią trzech zwycięstw, Pogoń remisowała trzy razy w lidze i odpadła z Pucharu Polski. To co zwraca największą uwagę w zespole Portowców to liczba straconych bramek – sześć w dziewięciu meczach. Bilans to doprawdy kapitalny. Natomiast walory ofensywne też w zespole Óscara Garcii nie kuleją. Pozyskali przed sezonem takich kozaków jak Dziczek czy Churlinov, a w takie przeszedł Jordi Sanchez, który już nam w tym sezonie gola strzelił. Wygląda na to, że Pogoń trafiła na trenera, który naprawdę ma szansę ten zespół poukładać.
GieKSa ma jednak swoje atuty. Katowiczanie to zespół ofensywny i efektywny. Nawet jeśli z Wieczystą nie mieliśmy wielu sytuacji, to same bramki padły po kapitalnych i przemyślanych akcjach. Nie liczy się ilość, tylko jakość. A tam była w poniedziałek na wybitnym poziomie.
Nie pozostaje nam więc nic innego, jak zacierać ręce na to widowisko, bo naprawdę może to być mecz kolejki. Mamy oczywiście nadzieję, że z korzystnym wynikiem dla nas.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Galeria Kibice Piłka nożna
Huczny jubileusz!
To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Najnowsze komentarze