Piłka nożna
Dwa zgodowe i jedne derby
Zaczynamy wchodzić w etap, w którym miejsce drużyn w tabeli zaczyna faktycznie odzwierciedlać ich formę. Po 10 meczach mamy jeszcze dwa zaległe spotkania, zdecydowana większość ekip już rozegrała wszystkie należne jej mecze. Co czeka nas w 11. kolejce Ekstraklasy?
Wieczystej Kraków nie udało się wygrać zaległego wyjazdu do Katowic, jednak w przeciwieństwie do Rakowa Częstochowa to właśnie klub z miasta królów nie znajduje się w strefie spadkowej. Będzie to pierwsze starcie w historii między tymi ekipami, a patrząc na formę, to Wieczysta ma większe szanse na wyjście z niego zwycięsko. Trener gospodarzy, Zeljko Kopić, za swoje cwaniakowanie i siedzenie na słuchawce przez cały mecz zawieszenia dostał zakaz na jeszcze najbliższe starcie.
Zgodowy mecz odbędzie się w Łodzi, gdzie Widzew podejmie Wisłę Kraków. Biała Gwiazda nie zaliczyła jeszcze zwycięstwa na wyjeździe, na delegacjach udało się jej zdobyć na razie dwa punkty. Widzew z kolei, jako jedyna drużyna ligi, w tym sezonie jeszcze nie ucieszył kibiców zwycięstwem na swoim stadionie. Ostatnie dwa mecze przy Piłsudskiego zakończyły się remisami. Jeżeli tym razem któraś z drużyn zdobędzie komplet punktów, to jednocześnie przerwie swoją niechlubną serię.
Kolejny mecz zgodowy będzie miał miejsce w Lublinie. Na wschód Polski przyjedzie drużyna Śląska Wrocław, która mimo powrotu Piotra Samca-Talara do wyjściowej jedenastki, nie zaczęła z powrotem punktować. Zgoda będzie widnieć tylko na trybunach, celem obu drużyn jest oddalenie się od strefy spadkowej.
GieKSie brakuje dwóch spotkań, żeby dobić do pełnego roku bez porażki na Nowej Bukowej. Wygrana sobotniego meczu z Pogonią Szczecin sprawi, że do osiągnięcia tego celu pozostanie pokonanie Widzewa. Pogoń Szczecin w tym sezonie wygląda dużo lepiej niż w poprzednim. Prawdopodobnie będzie to najcięższy rywal w tym sezonie w Katowicach.
Legia Warszawa ciągle dumnie dzierży miano jedynej niepokonanej drużyny ligi, a teraz spróbuje podtrzymać ten wyczyn w Krakowie przy Kałuży. Legionistom do lidera brakuje trzech punktów, a na ten moment mają tyle samo oczek co oczekująca na zaległy mecz Pogoń. Cracovia za to, mimo miejsca w środku tabeli, znajduje się tylko trzy punkty nad strefą spadkową.
Derby na Śląsku zawsze wywołują dodatkowe emocje, nie inaczej będzie w niedzielne południe. Zabrzański Górnik podejmnie na swoim stadionie Piasta Gliwice. Można spodziewać się solidnego dopingu, bilety na Roosvelta wyprzedały się już jakiś czas temu. Piast w tym sezonie wygląda nad wyraz solidnie i wygrywa większość meczów, w których na papierze prezentuje podobny poziom do rywala. Z jednym rywalem z topowej czwórki Piast już jednak przegrał, teraz czeka ich starcie z grającym na razie najskuteczniej liderem ligi.
Jagiellonia jest po premierowym zwycięstwie w Lidze Europy, jednak względnie niewielu kibiców z Białegostoku zdecydowało się przyjść na historyczny pierwszy domowy mecz w Lidze Europy swojej drużyny. Teraz Jagę czeka wycieczka do Lubina, gdzie podejmie ich Zagłębie Leszka Ojrzyńskiego. Ostatnie dwa mecze Lubinian nie poszły po ich myśli, a potencjalna niedzielna porażka będzie oznaczała zrównaniem się punktami ze swoim rywalem.
Lech Poznań z kolei w Lidze Europy został nauczony, co znaczy europejska piłka. Przegrać z Bayerem jednak polskim drużynom w historii już się zdarzało, a Korona Kielce zapowiada się jako troszeczkę łatwiejszy rywal. Kielczanie grają w tym sezonie w idealną kratkę, zaliczyli na ten moment 4 zwycięstwa, 3 remisy i 3 porażki.
Mecz z gatunku esencji Ekstraklasy. Każdy prawdziwy fan polskiej piłki powinien w poniedziałek wieczorem być na stadionie, bądź chociaż czekać przed telewizorem. Kolejkę zakończy pojedynek Wisły Płock z Radomiakiem Radom. Goście podejdą do tego spotkania z pozycji strefy spadkowej, natomiast gospodarze mają całe dwa punkty zapasu. Najgorsza ofensywa ligi podejmie u siebie drugą najgorszą defensywę – to starcie zapowiada się na prawdziwe kino
Piątek (16.10):
Wieczysta Kraków (15.) – Raków Częstochowa (18.) | 18:00
Widzew Łódź (13.) – Wisła Kraków (6.) | 20:30
Sobota (17.10):
Motor Lublin (14.) – Śląsk Wrocław (17.) | 14:45
GKS Katowice (5.) – Pogoń Szczecin (4.) | 17:30
Cracovia (11.) – Legia Warszawa (3.) | 20:15
Niedziela (18.10):
Górnik Zabrze (1.) – Piast Gliwice (7.) | 12:15
Zagłębie Lubin (9.) – Jagiellonia Białystok (10.) | 14:45
Lech Poznań (2.) – Korona Kielce (8.) | 17:30
Poniedziałek (19.10):
Wisła Płock (12.) – Radomiak Radom (16.) | 19:00
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Galeria Kibice Piłka nożna
Huczny jubileusz!
To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Najnowsze komentarze