Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Katowiczanie pokazali siłę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Piłkarki zakończyły przerwę w rozgrywkach, najbliższy mecz drużyna żeńska rozegra na Bukowej z zespołem Legia Ladies 26 września od godz. 17:00. Korzystając z przerwy w rozgrywkach nasza drużyna rozegrała sparing z UKS 3 Fakro Jelna, w którym GieKSa wygrała 10-0 (4-0). W minionym tygodniu piłkarze rozegrali jedno spotkanie ligowe w którym wygrali na Nowej Bukowej z Cracovią 3-2 (0-0). Prasówkę po tym meczu przeczytacie TUTAJ. Ze względu na mecze reprezentacyjne w rozgrywkach nastąpi przerwa do 9 października (GieKSa zmierzy się na wyjeździe z Rakowem). Wcześniej bo 3.10 w towarzyskim meczu przyjaźni nasza drużyna rozegra spotkanie z Baníkiem Ostrawa na Nowej Bukowej. Rozlosowano pary 1/16 Pucharu Polski, GKS zmierzy się na wyjeździe z Górnikiem Łęczna.
Siatkarze w ubiegłym rozegrali dwa kolejne sparingi z Norwidem Częstochowa, w których zremisowali 2-2 i wygrali 3-1. Na najbliższy piątek i sobotę zaplanowano dwa sparingi ze Skrą Bełchatów. Rozpoczęła się sprzedaż karnetów na ligowe mecze siatkarzy.
W ubiegłym tygodniu hokeiści rozegrali trzy spotkania ligowe w których pokonali STS Sanok 5-1, przegrali z GKS-em Tychy 2-6 oraz pokonali Podhale 10-1. W bieżącym tygodniu zespół rozegra kolejne trzy mecze: na wyjeździe z Polonią (jutro 22 września), w piątek (25.09) w Satelicie z Zagłębiem oraz z w niedzielę (27.09, na wyjeździe) z Unią. Spotkania rozpoczną się odpowiednio o godz. 18:00, 18:30 i 17:00.

PIŁKA NOŻNA
kobiety.gkskatowice.eu – GKS Katowice – UKS 3 Fakro Jelna 10:0
GieKSa w ostatnim sparingu przed powrotem do ligowej rywalizacji podejmowała prz Bukowej UKS 3 Fakro Jelna. Katowiczanki od początku spotkania narzuciły rywalkom swoje warunki i szybko objęły prowadzenie. Już w pierwszej akcji meczu Nicola Brzęczek na wślizgu skierowała piłkę do siatki. Napastniczka GKS-u jeszcze przed przerwą dołożyła drugiego gola. Brzęczek wykorzystała kapitalne dogranie z głębi pola i precyzyjnym lobem pokonała bramkarkę UKS-u, kompletując dublet. GieKSa kontynuowała ofensywną grę. Na 3:0 podwyższyła Molly McLaughlin, która precyzyjnym strzałem umieściła piłkę w siatce. Amerykanka chwilę później ponownie wpisała się na listę strzelczyń, wykorzystując kolejną sytuację pod bramką rywalek.
Kolejne trafienia były efektem zespołowej gry UKOCHANYCH. Victoria Kaláberová wykończyła składną akcję całego zespołu, a następnie Patrycja Kozarzewska dwukrotnie (!) skutecznie finalizowała dośrodkowania z rzutów rożnych. Swojego gola dołożyła również Martina Šurnovská, kończąc ładną akcję GKS-u.
Wynik na 9:0 podwyższyła Amelia Bińkowska. Zdobywczynie Pucharu Polskii mogły wygrać jeszcze wyżej, ale Patricia Hmírová z rzutu karnego trafiła w poprzeczkę. Ostatecznie jednak mecz zakończył się wynikiem dwucyfrowym, a swojego drugiego gola zdobyła Bińkowska. GieKSa odniosła efektowne zwycięstwo nad pierwszoligowcem, prezentując przez całe starcie wysoką skuteczność w ofensywie.

gol24.pl – Poznaliśmy pary 1/16 finału STS Pucharu Polski. Która najciekawsza?
W czwartek, 17 września w siedzibie TVP Sport odbyło się losowanie par 1/16 finału STS Pucharu Polski. Które spotkanie zapowiada się najciekawiej? Do rywalizacji wkracza pięć zespołów, które grały lub wciąż grają na arenie międzynarodowej. Mecze zostaną rozegrane pod koniec października.
Wielkie wydarzenie trzecioligową Siarkę Tarnobrzeg, która w poprzedniej rundzie sensacyjnie pokonała ekstraklasowe Zagłębie Lubin. Kopciuszek przed własną publicznością zmierzy się z aktualnym mistrzem Polski występującym także w fazie ligowej Ligi Europy, Lechem Poznań.
Ciekawie zapowiada się też starcie pierwszoligowej Lechii Gdańsk z ekstraklasową Jagiellonią Białystok. Te zespoły zagrały razem w finale w 2019 roku. Wtedy ekipa z Trójmiasta wygrała 1:0 po golu Artura Sobiecha.
Zwycięzca STS Pucharu Polski zagra od razu w 4. rundzie eliminacji Ligi Europy, czyli będzie mieć gwarantowaną grę w fazie ligowej europejskich pucharów. Ponadto nagroda za wygranie rozgrywek to 5 mln zł.
Pary 1/16 finału STS Pucharu Polski
Chrobry Głogów – Polonia Bytom
Siarka Tarnobrzeg – Lech Poznań
Sokół Kleczew – Podhale Nowy Targ
Avia Świdnik – Radomiak Radom
Arka Gdynia – Stal Rzeszów
Polonia Środa Wielkopolska – Śląsk II Wrocław
Motor Lublin – Raków Częstochowa
Lechia Gdańsk – Jagiellonia Białystok
Polonia Warszawa – Korona Kielce
Puszcza Niepołomice – Wisła Płock
Znicz Pruszków – Ruch Chorzów
Olimpia Grudziądz – Bruk-Bet Termalica Nieciecza
Piast Gliwice – Górnik Zabrze
Odra Opole – Śląsk Wrocław
Górnik Łęczna – GKS Katowice
GKS Tychy – Pogoń Siedlce
Mecze 1/16 finału STS Pucharu Polski zostaną rozegrane w dniach 27-29 października. Konkretne daty spotkań zostaną podane niebawem po konsultacji z TVP Sport i Ekstraklasą SA. Finał rozgrywek odbędzie się standardowo 2 maja na stadionie PGE Narodowy w Warszawie.

SIATKÓWKA
ksnorwidczestochowa.pl – Norwid zremisował z GKS-em Katowice. Kolejny sprawdzian za częstochowianami
Na miesiąc przed startem nowego sezonu TAURON Ligi siatkarze KS Norwid Częstochowa rozegrali drugi mecz kontrolny w okresie przygotowawczym. W czwartkowym spotkaniu we własnej hali częstochowianie zmierzyli się z GKS-em Katowice. Mecz zakończył się remisem 2:2.
Norwid Częstochowa – GKS Katowice 2:2 (24:26, 25:18, 22:25, 25:22)
Czwartkowe spotkanie było kolejnym etapem przygotowań do sezonu 2026/27. Trener Luke Reynolds nadal nie miał do dyspozycji pełnego składu. Po stronie Norwida zabrakło czterech zawodników, którzy w tym czasie przebywają na zgrupowaniach swoich reprezentacji.
W barwach swoich drużyn narodowych na Mistrzostwach Europy występują Oskar Madsen, Mads Kyed Jensen oraz Jakub Nowak. Z kolei Pablo Kukartsev ma obecnie obowiązki reprezentacyjne związane z Mistrzostwami Ameryki Południowej.
Mimo braków kadrowych częstochowianie rozegrali cztery sety, w których mieli okazję sprawdzić kolejne elementy swojej gry. Pierwsza partia była wyrównana do samego końca i padła łupem gości 26:24. Norwid odpowiedział w drugim secie, wygrywając go 25:18. W trzeciej odsłonie ponownie lepszy okazał się GKS, zwyciężając 25:22. Częstochowianie doprowadzili jednak do remisu, wygrywając czwartego seta 25:22.
Dla Norwida był to drugi mecz kontrolny w ramach przygotowań do nowego sezonu. Przed zespołem kolejne tygodnie pracy, podczas których drużyna będzie kontynuować przygotowania do inauguracji rozgrywek TAURON Ligi.

siatkówka.gkskatowice.eu – GKS Katowice – Steam Hemarpol Politechnika Częstochowa 3:1 (25:23, 20:25, 25:23, 24:26, 29:27)
Po rozegranym w Częstochowie sparingowym spotkaniu ze Steam Hemarpol Politechniką Częstochowa przyszła pora, żeby zmierzyć się ponownie, tym razem w katowickiej hali OS Szopienice. Mecz rozpoczął się od bardzo wyrównanej gry. Oba zespoły długo szły punkt za punkt. Z dobrej strony w naszej drużynie pokazywał się Jakub Szymański, jednak Politechnika odpowiadała na nasze mocne ataki, a z czasem zaczęła prezentować także dobrze funkcjonujący blok. As serwisowy Isaaca Heslinga dał rywalom prowadzenie 14:11. Po przerwie na życzenie trenera Emila Siewiorka, nasza strata zmalała, jednak to nadal goście utrzymywali się na prowadzeniu. Momentem zwrotnym okazała się seria zagrywek Damiana Domagały w końcówce seta, która znacząco przyczyniła się do wygranej GieKSy 25:23.
Drugą partię za sprawą dobrych ataków, minimalnie lepiej rozpoczęli rywale, jednak po punktowym bloku Wojciecha Włodarczyka wynik szybko wyrównał się (6:6). Dzięki długiej akcji i dobrej grze w obronie, GieKSa zdołała wyjść na dwupunktowe prowadzenie, które z czasem powiększyła, jednak po dobrym ataku Jakuba Kiedosa oraz naszych błędach przewaga szybko zniknęła. Po stronie GieKSy brakowało wykończenia akcji, a dobra gra Politechniki w obronie uniemożliwiła nam nadrobienie straty. Partię zamknął as serwisowy Daniela Popieli.
W trzecim secie trener Siewiorek zdecydował się na całkowitą wymianę składu. Partia rozpoczął się od kilku zepsutych zagrywek po stronach obu drużyn. Żaden z zespołów nie wychodził na większe prowadzenie niż dwupunktowe. Rywale częściej od nas decydowali się na grę pipe’em. Po kilku udanych atakach Kiedosa Politechnika prowadziła 14:11. Stratę pomógł nam odrabiać Gonzalo Quiroga – najpierw sprytną kiwką, a później punktowym blokiem, jednak to nadal goście utrzymywali się na prowadzeniu 17:15. Przewaga rywali stopniała w końcówce, w której ponownie lepszy okazał się nasz zespół, wygrywając 25:23.
Ostatnia partia również przebiegała pod znakiem wyrównanej rywalizacji. Przełom nastąpił po mocnych atakach Arseniiego Pushkaruka – rywale prowadzili 15:11, czym zmusili trenera Siewiorka do wzięcia czasu. Po przerwie po stronie GieKSy swoje punkty dołożyli Wojciech Ferens oraz Michał Superlak, jednak to nie wystarczyło, aby odwrócić losy seta. Rywale długo skutecznie przebijali się przez nasz blok, jednak po ich stronie wkradło się kilka błędów co wykorzystała GieKSa (20:20). W zaciętej rywalizacji do samego końca lepsza okazała się nasza drużyna, która wygrała. W następnym meczu kontrolnym GieKSa zagra 25 września na wyjeździe z PGE GiEK SKRĄ Bełchatów.

HOKEJ
hokej.net – Katowiczanie pokazali siłę. STS długo nie miał odpowiedzi
Hokeiści GKS-u Katowice udanie rozpoczęli ligowe granie przed własną publicznością. Podopieczni Jacka Płachty pokonali STS Sanok Sokół 5:1, a o ich zwycięstwie przesądziły przede wszystkim dwie pierwsze tercje. Honorowe trafienie dla Sanoczan zdobył Wiktor Zacharow.
Początek spotkania należał do gospodarzy, choć Sanoczanie również potrafili przedostać się pod bramkę Connora LaCouvée. Już w pierwszych minutach swoich szans szukali Marcel Karnas i Mykyta Sydorenko, ale kanadyjski golkiper GieKSy zachował czujność.
Z każdą kolejną minutą przewaga Katowiczan stawała się jednak coraz wyraźniejsza. Aktywni byli Stephen Anderson i Patryk Krężołek, a sporo pracy miał Ēriks Vītols.
W 11. minucie na ławkę kar trafił Denis Borodaj. Sanoczanie przetrwali niemal całe osłabienie, ale chwilę po jego zakończeniu Pontus Englund zdecydował się na uderzenie z okolic bulika i trafił przy krótkim słupku, otwierając wynik spotkania.
Podobny scenariusz powtórzył się pod koniec pierwszej odsłony. Tym razem karę odsiadywał Miłosz Noworyta. Gdy jego wykluczenie właśnie dobiegło końca, Stephen Anderson obsłużył Patryka Krężołka, a ten z bliska skierował krążek do bramki.
W drugiej odsłonie gospodarze jeszcze mocniej zaznaczyli swoją przewagę. W 28. minucie po raz pierwszy tego wieczoru wykorzystali grę w przewadze. Przed bramką STS-u dobrze odnalazł się Stephen Anderson, który przełożył krążek i precyzyjnym strzałem przy słupku podwyższył prowadzenie na 3:0.
Katowiczanie nie zwalniali tempa. Chwilę później Patryk Wronka zmienił tor lotu krążka, ale tym razem Sanoczan uratował słupek.
W 33. minucie gospodarze dopięli swego po raz kolejny. Jonasz Hofman znalazł się w dogodnej sytuacji i sprytnym uderzeniem posłał krążek między parkanami Vītolsa. GieKSa prowadziła już 4:0.
Jeszcze przed drugą przerwą STS otrzymał znakomitą okazję na zdobycie kontaktowego trafienia. Faulowany był Mykyta Sydorenko, a sędziowie podyktowali rzut karny. Ukrainiec sam podszedł do próby, ale jego intencje dobrze odczytał LaCouvée, który zatrzymał krążek kijem.
W trzeciej tercji gospodarze nie musieli już forsować tempa, a Sanoczanie starali się zdobyć przynajmniej honorową bramkę. Swoich szans szukali między innymi Radosław Sawicki i Adam Sawicki, ale długo na posterunku pozostawał bramkarz GKS-u.
Wysiłki gości przyniosły efekt w 55. minucie. Bohdan Truszczenko uruchomił Wiktora Zacharowa, a ten znalazł się w sytuacji sam na sam i efektownym uderzeniem pod poprzeczkę zdobył pierwszą bramkę STS-u w tym spotkaniu.
Ostatnie słowo należało jednak do Katowiczan. Patryk Wronka dobrze wyczekał Vītolsa i odegrał do Bartosza Fraszki, który pewnym strzałem ustalił wynik na 5:1.
GKS Katowice był w tym spotkaniu zespołem dojrzalszym, skuteczniejszym i stworzył zdecydowanie więcej sytuacji podbramkowych.

Lanie po mistrzowsku! Wielkie Derby Śląska dla GKS-u Tychy

W hicie 2. kolejki TAURON Hokej Ligi GKS Tychy wysoko pokonał na własnym lodzie GKS Katowice 6:2. Mistrzowie Polski długimi momentami grali koncertowo!

Starcia GKS-ów to zawsze spotkania, podczas których wiele może się wydarzyć. W końcu było to starcie urzędującego mistrza z wicemistrzem Polski. Zespół z piwnego miasta przez długie fragmenty zaprezentowali bardzo dojrzały i skuteczny hokej. Sześć zdobytych bramek przeciwko wicemistrzom Polski mówi samo za siebie, choć równie istotna była kontrola wydarzeń na lodzie. Katowiczanie tylko momentami byli w stanie zagrozić gospodarzom, którzy szczególnie w drugiej tercji całkowicie przejęli inicjatywę.
Gospodarze od pierwszych sekund pokazali, że nie zamierzają pozostawić rywalom zbyt wiele do powiedzenia. Już w 45. sekundzie Lukáš Kovář krążek pod bramkę GieKSy, a ten po interwencji defensorów i bramkarza znalazł drogę do siatki. Tyszanie błyskawicznie objęli prowadzenie, a ich przewaga z każdą kolejną minutą zaczynała być coraz bardziej widoczna.
Katowiczanie próbowali odpowiedzieć, ale długo nie potrafili znaleźć sposobu na dobrze funkcjonującą defensywę gospodarzy. Tyszanie grali szybko, agresywnie i nie pozwalali rywalom na swobodne rozgrywanie krążka. W 18. minucie sami wyprowadzili zabójczą kontrę. Mateusz Gościński otrzymał krążek w dogodnej pozycji i pewnym strzałem pokonał Connora LaCouvée, podwyższając na 2:0.

Po pierwszej tercji mistrzowie Polski mieli więc dwubramkową zaliczkę, ale prawdziwy festiwal rozpoczął się po przerwie. W 25. minucie Bartłomiej Jeziorski mocnym i precyzyjnym uderzeniem pod poprzeczkę podwyższył prowadzenie tyszan. GKS Katowice odpowiedział zaledwie dwie minuty później, gdy Sredl wykorzystał okres gry w przewadze i zdobył bramkę kontaktową.
Na tym emocje się jednak skończyły. GKS Tychy potrzebował zaledwie kilkudziesięciu sekund, by ponownie odskoczyć. Henri Knuutinen wykorzystał sytuację sam na sam i było już 4:1.

Zmiana między słupkami nie odmieniła jednak obrazu spotkania. W 28. minucie Alan Łyszczarczyk popisał się znakomitym uderzeniem zza bulika i podwyższył na 5:1. Chwilę później trener gości zdecydował się na zmianę w bramce, a między słupkami pojawił się Michał Kieler. Katowiczanie znaleźli się w bardzo trudnym położeniu, a podopieczni Pekki Tirkkonena kontrolowali wydarzenia na lodzie.
W trzeciej odsłonie GKS Katowice próbował jeszcze odwrócić losy spotkania, ale jego akcjom brakowało skutecznego wykończenia. Tyszanie natomiast spokojnie czekali na swoje okazje i w 51. minucie zadali kolejny cios. Mateusz Bryk przymierzył z bulika, a jego mocny i precyzyjny strzał zatrzymał się dopiero w siatce.
Katowiczanie mieli jeszcze kilka szans, ale Tomáš Fučík nie pozwolił im na więcej. Gospodarze mogli natomiast zdobyć kolejne gole, jednak ostatecznie wynik nie uległ już zmianie. GKS Tychy pokonał GKS Katowice 6:2 i w efektownym stylu odniósł drugie zwycięstwo w sezonie.

GKS Katowice wywiązał się z obowiązku faworyta wbijając dwucyfrówkę

Hokeiści GKS Katowice zrehabilitowali się w oczach kibiców za niedawną porażkę z GKS Tychy, rozbijając na własnym lodzie Podhale Nowy Targ aż 10:1. Gospodarze od pierwszych minut zdominowali taflę, a bohaterem spotkania został Joona Monto, który zapisał na swoim koncie hat-tricka. Nowotarżanie, pomimo ambitnej postawy i pojedynczych zrywów, nie byli w stanie nawiązać wyrównanej walki, notując kolejną dotkliwą porażkę w tym sezonie.
Spotkanie rozpoczęło się od mocnego uderzenia gospodarzy. Już w drugiej minucie Jonasz Hofman z bliska dobił krążek odbity po strzale z dystansu Matthew Sredla, otwierając wynik meczu. Katowiczanie od tego momentu nie zwalniali tempa. W dziewiątej minucie Joona Monto popisał się znakomitym obrotowym strzałem perfekcyjnie wykorzystując podanie z lewego skrzydła od Miro Ruokonena. Przewaga GieKSy była przygniatająca, a Podhale rzadko gościło w tercji obronnej Michała Kielera. W 16. minucie było już 3:0 po płynnej akcji w strefie neutralnej i dokładnym dograniu Jakuba Hofmana, które ze spokojem na bramkę zamienił Krzysztof Centkowski.
Druga odsłona przyniosła jeszcze więcej bramek i całkowitą kontrolę katowiczan. W 26. minucie, mimo gry w osłabieniu, GKS Katowice podwyższył na 4:0. Joona Monto wykorzystał zły moment na zmianę formacji nowotarżan, odważnie wjechał między dwóch rywali i upadając na lód pokonał Oskara Polaka. W 30. minucie Podhale zdobyło swoje jedyne trafienie w tym meczu. Łukasz Kamiński przeprowadził indywidualną akcję lewą flanką i znalazł lukę w ustawieniu bramkarza gospodarzy. Radość Szarotek była jednak tylko chwilowa, bo chwilę później katowiczanie urządzili sobie prawdziwy strzelecki festiwal.
W 35. minucie Pontus Englund uderzeniem z korytarza międzybulikowego trafił na 5:1. Zaledwie kilkadziesiąt sekund później Błażej Chodor strzałem z pierwszej gumy po doskonałym podaniu Jakuba Hofmana podwyższył na 6:1. Końcówka tercji to absolutna dominacja GieKSy. W 39. minucie niepilnowany Patryk Krężołek wykorzystał świetną pracę Jonasza Hofmana, a zaledwie 29 sekund później Joona Monto skompletował hat-tricka, ustalając wynik po dwóch tercjach na 8:1. W ostatniej minucie tej części gry Podhale mogło zdobyć drugiego gola, ale Szymon Maćkowski w niezwykle kuriozalny sposób zmarnował rzut karny podyktowany za faul na Danyle Olifierczuku, nie oddając nawet strzału na bramkę.
Na trzecią tercję w bramce nowotarżan pojawił się Kacper Zając, zmieniając mocno ostrzeliwanego i pozostawionego bez wsparcia defensywy Oskara Polaka. Młody golkiper dwoił się i troił, notując wiele znakomitych interwencji, w tym zatrzymując Bartosza Fraszkę i Pontusa Englunda. Katowiczanie wyraźnie zmniejszyli intensywność ataków, w pełni kontrolując zegar. Podhale wypracowało sobie cztery okresy gry w przewadze, lecz żaden z nich nie przyniósł rezultatu. Dopiero w 55. minucie defensywa gości skapitulowała po raz dziewiąty. Grający w przewadze gospodarze rozklepali formację obronną rywali – Brock Bremer świetnie rozciągnął grę, a Emil Forslund ze spokojem skierował gumę do siatki. Dzieła zniszczenia dopełnił w 59. minucie sam Bremer, wykorzystując dogranie Joony Huttuli i ustalając końcowy rezultat na 10:1.
GKS Katowice oddał łącznie aż 50 strzałów w światło bramki, udowadniając swoją bezapelacyjną wyższość. Dla Podhala Nowy Targ to był kolejny bardzo trudny wieczór.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Opór przed rozwojem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed trójmeczem wyjazdowym postanowiłem sobie określić liczbę punktów i swój stosunek do potencjalnej zdobyczy. Z góry przepraszam za przekleństwa. Ale jakoś musiałem stopniować. Mając w głowie naszą indolencję we wcześniejszych wyjazdach miałem więc w głowie coś takiego:

2 punkty – ch…owe k…a minimum
3 punkty – ch…owe minimum
4 punkty – minimum
5 punktów – dobrze
6 punktów – bardzo dobrze
7 punktów – kapitalnie
9 punktów – idealnie.

Już po pierwszym z tych trzech meczów cieszyłem się, że „ch…owe minimum” osiągnęliśmy, a do minimum brakuje jednego punktu. A do „dobrze” zaledwie dwóch remisów. Co było potem wszyscy wiemy. „Ch…owe minimum” ostatecznie zostało osiągnięte, ale patrząc z perspektywy, że już na początku, a potem nie pociągnęliśmy – frustracja jest tym większa.

Naprawdę niewiele zabrakło i niewiele trzeba było zrobić, żebyśmy po meczu z Górnikiem nie musieli już wracać do tych nieszczęsnych wyjazdów i odmieniania tego słowa – w negatywnym kontekście – przez wszystkie przypadki. Gdybyśmy wczoraj choćby zremisowali po średniej grze – można by było na ten moment uznać, że jako tako wszystko wróciło do normy – tu wygrana na wyjeździe, tu porażka, tu czasem remis wpadnie. Niestety to, co działo się zarówno tydzień temu w Gliwicach, jak i wczoraj w Lubinie każe myśleć, że kapitalne skądinąd zwycięstwo w Zabrzu było jakąś niesamowitą anomalią. Tym bardziej, jeśli spojrzymy na postawę Górnika w tym sezonie. I że to był wypadek przy pracy, tylko w pozytywną stronę.

Nie chce nawet myśleć, co by było, gdybyśmy przy Roosevelta przegrali, a przecież było tego bardzo blisko. Bilans sześciu porażek w siedmiu meczach wyjazdowych to katastrofa, ale siedem na siedem to już by była karykatura. Nawet outsiderzy nie mają takich bilansów. Na szczęście w Zabrzu wygraliśmy i ten wyłom w tragicznej wyjazdowej postawie jednak się pojawił.

Liczyliśmy jednak na to, że wygrana – i to w takich okolicznościach – da drużynie przełącznik na te wyjazdy, że w końcu siłą rozpędu zespół zacznie grać na innych stadionach niż Katowice. Tym bardziej, że przeciwników mieliśmy słabszych. Choć Piast się podnosi, to całkiem niedawno przegrywał 0:4 u siebie z Wieczystą w pewnym momencie meczu. Za to Zagłębie – toporne, beznamiętne i bezjajeczne, było tą ekipą, z którą drużyna mająca aspiracje powinna sobie w tym momencie sezonu poradzić. Albo przynajmniej nie przegrać. A już na pewno nie dać się tak kompletnie zdominować.

Naprawdę trudno mi uwierzyć, że na tle naszej drużyny, toporni na co dzień przeciwnicy, wyglądają jakby byli wirtuozami piłki. Wiadomo, że z tą wirtuozerią to lekka przesada, ale z tym, że wyglądali jak drużyna dobra i szybka już nie. Jak Miedziowi męczyli bułę czy kompromitowali się w Pucharze Polski, tak zorientowawszy się, że przyjechał „wyjazdowo najlepszy” GKS Katowice, nagle zaczęli być szybcy, dynamiczni, wygrywający pojedynki, mający pomysł na grę, atakujący i stwarzający sytuacje.

Choć to tak naprawdę tylko wrażenie. Zagłębie wcale nie zagrało wybitnego meczu. Solidny i dobry tak. Ale nic szczególnego.

Powtórzę taktykę naszych przeciwników i co tam trener mówi im w szatni. Brzmi to mniej więcej tak: „Wicie kurwa, chłopacy, kurwa rozumicie, naciście, biegajcie kurwa, uderzajcie ze łba i z bara, kurwa i oni się wtedy pogubią. A potem jak kurwa kurwa strzelicie, to oddajcie im balik, bo oni kurwa nie wiedzą, co z nim zrobić i przewracają się na chałce”.

Tak widzę odprawy przedmeczowe u naszych przeciwników.

Absolutnie niepojęte jest to, jak my  na wyjeździe zapominamy każdy aspekt gry w piłkę. Bo jak wspomniałem – wyniki to jedno. Można przegrać, można nawet przegrać 2-3 mecze z rzędu. Nieszczęśliwy splot okoliczności, jakiś kryzys, błąd sędziego, po prostu słabszy moment. Ale u nas to nie jest kryzys. To jest jakieś totalne odcięcie od umiejętności i mentalu. To jest tak systemowy problem, że właśnie jedno zwycięstwo w Zabrzu kompletnie nie zmienia tego obrazu.

I ostatecznie w defensywie jesteśmy ultrasłabi, a w ofensywie to my gramy toporny futbol. Pod przykrywką rozgrywania ataku pozycyjnego i specyficznej tiki taki, pierdyliarda podań wszerz boiska i kompletnego braku brania na siebie odpowiedzialności za podjęcie decyzji – o ostatnim podaniu, o pójściu jeden na jeden a wysokości pola karnego, o strzale. A jak już ktoś taką decyzję raz na jakiś czas podejmie, to jakość wykonania jest bardzo słaba.

Dobra, odwlekałem. Robię teraz krótką przerwę od pisania i oglądam skrót. Miejcie mnie w swojej opiece.

<ogląda skrót>

<idzie ochłonąć po obejrzeniu skrótu>

<z niechęcią wraca po godzinie do pisania>

Nie, po prostu nie dało się na to patrzeć. Jak już stworzyliśmy sobie najlepszą okazję, to Marcel zachował się absolutnie kuriozalnie – będąc w dobrej pozycji w polu karnym, taki rzut karny pod lekką presją, po prostu podał piłkę do bramkarza. Koszmar. Podobnie jak tracone bramki. W pierwszej sytuacji mieliśmy déjà vu z Gliwic. Czyli znów wysoko ustawiona obrona i prostopadłe podanie za plecy na skrzydło. Gdzie oczywiście nie było Wasyla, więc już byliśmy ugotowani, bo nasi obrońcy bardziej w centrum boiska nie byli w stanie nic zaradzić. Arek nie przeciął, Alan dał się wyprzedzić i mieliśmy bramkę.

Drugi gol to po pierwsze rozklepanie nas jak dzieci. Ale to jeszcze pół biedy – czasem przeciwnik zrobi na tyle dobrą akcję, że przechytrzy rywala, zdarza się. Natomiast tyle luzu, ile miał Kosidis w polu karnym w momencie, gdy dostawał podanie, to jest kolejny defensywny kryminał tego sezonu. Plus wisienka na torcie, czyli nasz kapitan, który chyba sam nie wie, co chciał w tej sytuacji zrobić. On się normalnie, najnormalniej w świecie położył się w tej akcji. Tak jakby chciał zniknąć, nie uczestniczyć w tym evencie. Nie doskok, nie blok, nawet nie markowanie czegokolwiek. On się po prostu położył na boisku. To już druga taka sytuacja, po uchyleniu się przy trzecim golu dla Piasta.

Fatalna też była sytuacja, w której jednym podaniem rywale dosłownie przeszyli całą naszą trójkę środkowych obrońców i Sypek wyszedł sam na sam.

I tutaj muszę trochę napisać o zawodnikach, bo ode mnie ze względu na jednak summa summarum fajny poprzedni sezon, puchary i całokształt ekstraklasy w wydaniu zespołu, mieli trochę parasola ochronnego. No i jak to mówią, bez osobistych wycieczek, bo ja lubię tych piłkarzy, ale wkurzają mnie niemiłosiernie czasem, no i ostatnio zawodzą. Więc panowie nie obrażajcie się, tylko po prostu… się ogarnijcie.

Zacznę od wspomnianego Arka. Nie chcę być złym prorokiem, ale to trochę wygląda tak, jakby ząb czasu trochę nadgryzł naszego kapitana. Chciałbym wierzyć, że w jego przypadku to jest tylko kryzys formy. Natomiast patrząc na postawę jednak naszej ikony tej nowej GieKSy, to w ostatnim czasie po prostu Arek Jędrych nie daje rady. Jest wolny, daje się wyprzedzać zawodnikom rywala, popełnia proste błędy, gdy piłka jest w jego pobliżu, gdy się broni, serce podchodzi do gardła. W niektórych meczach w dość prostych sytuacjach kilka razy grał na alibi (wybicie na aut), tak jakby sam dobrze wiedział, że piłka się go nie słucha. Źle się ustawia. Niestety – Arek jest w tym sezonie tak słaby jak znakomicie wykonuje rzuty karne. Ogólnie wszyscy wiemy, jak dużo dał GieKSie i jako szef na boisku – dokąd nas doprowadził. Jednak czas mija. I nie chodzi mi o to, żeby zawodnika teraz gdzieś totalnie odstawić. Jednak nie może być nietykalny, jeśli chodzi o pierwszy skład, tylko dlatego, że jest kapitanem i tak ważną postacią dla tego zespołu. Z tym tematem – piłkarsko i psychologicznie, jeśli chodzi o całą drużynę – sztab trenerski musi sobie poradzić.

Oczywiście to nie jest jedyny zawodnik, który zawodzi i absolutnie nie można z niego robić kozła ofiarnego. Bo zawala cała drużyna. Przede wszystkim boli to, że nie widać żadnego progresu, choćby w porównaniu z poprzednim sezonie. GieKSa utknęła w nie wiadomo czym, a niektórzy piłkarze wręcz zaliczyli regres.

Straszliwie zleciał z formą Marcin Wasielewski. Ten walczak, ten dzik, którego znamy z poprzednich sezonów, teraz gra tak beznamiętnie i nieefektywnie. Dodatkowo brakuje mu decyzyjności, woli – mimo że ma dobrą sytuację – gdzieś tam się obrócić i szukać Alana Czerwińskiego. O wygranych pojedynkach na boku możemy zapomnieć.

Mateusz Kowalczyk ogólnie dobrze, że wrócił do składu, lepiej go mieć niż nie mieć. Tragedii nie ma, ale to jednak nie jest to. W tej jego destrukcji i kreacji początku akcji nie ma błysku, o ile można mówić o błysku w destrukcji. Nie no – można jak najbardziej.

Borja Galan teraz jest kontuzjowany, ale przecież też totalnie zjechał z formą.

Eman Marković to mam wrażenie, że sobie krótkim fragmentem na wiosnę bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i sam nie wiem, jaki to jest zawodnik. Bo wtedy do czasu swojej eksplozji był ultraprzeciętny, a w tym sezonie jest bardzo słaby, nie licząc pojedynczych momentów.

Mateusz Wdowiak próbowany na wahadle też ostatecznie – jak to ktoś napisał – „przychodził jako rezerwowy Zagłębia i dalej wygląda jak rezerwowy Zagłębia”. Ja osobiście zawsze sobie dużo obiecuję, jak Mateusz wchodzi na boisko, ale na oczekiwaniach się kończy. Ciągle w niego wierzę i chciałbym go mimo wszystko zobaczyć więcej na boisku.

Marcela póki co ekstraklasa w GieKSie chyba jednak weryfikuje. Problem polega na tym, że gdy w GieKSie zaczynał, widzieliśmy zawodnika szybkiego, z potencjałem, z błyskiem, który jednak nie ma chłodnej głowy. Mieliśmy nadzieję, że jak tę głowę ustabilizuje, to będzie lepiej. Niestety teraz nawet tego potencjału nie widać. Również stał się toporny i bardzo słaby w swojej grze. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jego poziom.

Erik Jirka od czasu, kiedy przyszedł do GKS również kompletnie nic nie wnosi. Wiele sobie obiecywałem po tym transferze, pamiętając go z Piasta. Ostatecznie próbuje jakiś szum robić na skrzydle, ale efektu z tego nie ma żadnego.

Bartek Nowak niedawno w wywiadzie w Canal Plus mówił, że chce częściej uderzać na bramkę. I tutaj wychodzi paradoks, bo ja mam wrażenie, że jakby strzelał częściej, to byłby mniej samolubny. A tak wychodzi na to, że on po prostu uwielbia szukać tych swoich podań i choć pozornie jest to gra dla zespołu, to jest to jednak bardziej… egoistyczne. Bartek naprawdę, weź uderz czasem z tego dystansu czy z pola karnego i nie szukaj na siłę podania. Technikę masz to po prostu strzelaj, a nie kombinuj. Czekamy na Twoje gole, nie tylko asysty.

Choć i tak nawet w takim żenującym meczu całego zespołu Bartek potrafił ze dwa razy świetnie obsłużyć kolegów…

Dla mnie wielkim zawodem jest Bartosz Wolski. Zdania są podzielone, jedni mówią, że gra dobrze, inni że nie. Może nawet w statystykach i analizach liczbowych wychodziłoby, jakie to Bartek ma świetne parametry, że byłoby sto odbiorów, podań progresywnych i innych badziewi. Tyle, że jakoś tego nie widać na boisku. Zawodnik jest przezroczysty, nasz środek pola nie istnieje, poza beznamiętnym przekazywaniem sobie piłki w poprzek boiska.

I tak dalej, i tak dalej, można by jeszcze mówić o np. Pau Reście, Lukasie Klemenzu itd…

Do tego wiecznie kontuzjowany Adam Zrelak, Olek Paluszek dochodzący do siebie w nieskończoność, Damian Rasak, który wraca, wraca, ale wrócić nie może.

Aha, jeszcze bramkarz Gabriel Kobylak. Meczów nie zawala, ale też nie wybrania. Sam fakt, że o nim zapomniałem trochę też mówi, że mamy bramkarza póki co przezroczystego, choć w tym przypadku akurat nie powiedziałbym, że to wada. Ale nie jest też to zaleta.

Tak naprawdę jedynym piłkarzem, który zrobił widoczny progres jest Ilja Szkurin. I tu jest kolejny niesamowity paradoks. W poprzednim sezonie, gdy widzieliśmy tę waleczną GieKSę, biorącą odpowiedzialność za różne wydarzenia boiskowe, Ilja jawił się jako ten, który nie za bardzo chce wracać, walczyć, angażować się w tę intensywną grę.

A tu nagle nastąpiło odwrócenie. Ilja się tej GieKSiarskiej gry nauczył, a reszta wygląda, jakby zapomniała. I to teraz nasz napastnik wygląda na tego, który najbardziej odpowiedzialnie pracuje. Cofa się po piłkę, próbuje rozgrywać, notuje nawet skuteczne interwencje we własnym polu karnym. Walczy z przeciwnikami w pojedynkach. Tak, Ilja zaliczył duży progres. Nie jego winą jest to, że partnerzy nie potrafią mu dostarczyć dobrej piłki do wykończenia. Ale swoich bramek już w tym sezonie i tak trochę strzelił. Naprawdę to zawodnik, do którego mam najmniej pretensji, w zasadzie to nie mam żadnych. I to cieszy. Ilja, tak trzymaj.

Tym razem trener nie mówił naokoło o efektywności czy jej braku. Powiedział wprost, co zadecydowało i że nie jest dla niego akceptowalne tak dać się zdominować. Wiadomo, że jest to konferencja prasowa i i tak jest dość dyplomatyczny, ale przynajmniej nie słyszeliśmy, że było dobrze, skoro nie było. A było fatalnie.

Jedynie nie zgodziłbym się z trenerem z tym „niefortunnym” terminarzem na początku. To znaczy wiem, że odniósł się jedynie do proporcji meczów u siebie i na wyjeździe. Ale patrząc na samych przeciwników, to schody akurat dopiero się zaczną.

No bo sorry, ale póki co graliśmy w większości z drużynami słabymi lub przeciętnymi. Motor to za chwilę będzie się dramatycznie bronił przed spadkiem, Wisła Płock czy Radomiak mają swoje problemy i w wielkiej formie nie są, Piast gra w kratkę, Zagłębie – swój głównie remisowy antyfutbol (oprócz meczu z GKS). Jeszcze takimi badziewiakami jest Cracovia, z którą nie wyobrażam sobie nie wygrać. Cracovia bowiem jest chyba jeszcze słabsza niż Zagłębie, a trener Bartosz Grzelak… nie wiem co tam robi, bo Pasy wyglądają fatalnie od jego przyjścia.

No ale przecież przed nami starcia z Rakowem, który przecież chce się odbudować i w końcu wygrał pierwszy mecz, a już na Lechu wyglądał dobrze. Zagramy niedługo z Koroną, która świetnie się spisuje w tym sezonie. Będzie Widzew, który z nową miotłą w końcu będzie chciał zacząć coś grać w tej lidze. A przecież dopiero przed nami Jagiellonia, Lech, Legia. I na koniec roku Wisła, która kto wie, czy się nie rozpędzi, bo z Jagiellonią zagrała wybitnie. Jeśli my się nie ogarniemy, to mogą nastać ciężkie czasy.

I nie możemy liczyć na te mecze u siebie. Bo statystyka i zdrowy rozsądek mówi, że prędzej pogubimy jakieś punkty na własnym stadionie niż zaczniemy regularnie je zdobywać na wyjazdach. Z prostej przyczyny – łatwiej utracić coś, co trzyma się wielkim wysiłkiem niż nagle wskoczyć na swoje wyżyny.

Czasem robimy dobrą minę do złej gry, chcemy wierzyć, że porażki czegoś będą uczyć, że wpłyną na rozwój. Rzadziej tak się wydarza, częściej jednak wnioski nie są wyciągane. Nie tylko w piłce, ale i w życiu. Taki jest świat. Dlatego też zawsze wierzę, że na przykład taka wygrana z Górnikiem będzie przełamaniem. A potem przychodzą takie „spektakle” jak z Piastem i Zagłębiem.

Jedyną moją nadzieją, której akurat się trzymam, to fakt, że w szerszym kontekście trener Górak i piłkarze z podobnych tarapatów kilkukrotnie już wyszli i potem było świetnie. Więc tu nawet nie chodzi o to, że nie mam optymizmu, bo ten u mnie nie słabnie. Ale pojawia się – myślę uzasadniona – niecierpliwość i frustracja, że po raz kolejny musimy się z czegoś wygrzebywać.

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion

Budżet Obywatelski – głosujemy!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”. 

Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek

Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.

W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów). 

Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic. 

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Dopiero był na Nowej Bukowej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Sobotni mecz pomiędzy Zagłębiem Lubin i GKS Katowice poprowadzi pan Tomasz Kwiatkowski z Warszawy. Na liniach pomagać mu będą Marek Arys i Marcin Lisowski. Sędzią technicznym będzie Dorian Skwara, a na VAR-ze zasiądą Damian Kos i Dawid Golis.

Urodzony w 1978 roku Tomasz Kwiatkowski swoją sędziowską karierę rozpoczął w sezonie 2007/08 w ówczesnej trzeciej lidze i na tym właśnie poziomie prowadził mecze przez trzy sezony. Na zapleczu ekstraklasy zadebiutował w sezonie 2010/11, a na najwyższym poziomie rozgrywkowym pierwszy raz sędziował w sezonie 2013/14 i od tamtej pory jest etatowym ekstraklasowym arbitrem. Jego największym sukcesem jest sędziowanie w finale Pucharu Polski w 2024 roku, kiedy to Wisła Kraków pokonała na Stadionie Narodowym Pogoń Szczecin po dogrywce 2:1.

Arbiter był sędzią VAR podczas niedawnych Mistrzostw Świata w USA, Kanadzie i Meksyku. Jako główny arbiter VAR pracował przy meczach Argentyna – Algieria, Egipt – Iran, Hiszpania – Austria i Francja – Hiszpania. Jako AVAR lub VAR Support był obecny przy spotkaniach: Holandia – Japonia, Szwajcaria – Bośnia i Hercegowina, Ekwador – Curacao, Norwegia – Senegal, Szkocja – Brazylia, Chorwacja – Ghana, Francja – Szwecja i Kanada – Maroko.

W obecnym sezonie Tomasz Kwiatkowski poprowadził na razie trzy mecze, w których pokazał 7 żółtych kartek, żadnej czerwonej i podyktował jeden rzut karny – dla GKS Katowice w starciu z Wisłą Płock, bo to właśnie było jedno z tych trzech spotkań prowadzonych przez arbitra.

W przeszłości sędzia prowadził wiele spotkań GieKSy i… od pewnego czasu tendencja w wynikach meczów prowadzonych przez arbitra jest na korzyść GKS. Przede wszystkim Kwiatkowski był rozjemcą na otwarciu Nowej Bukowej, kiedy to GieKSa w spektakularnych okolicznościach pokonała Górnika Zabrze 2:1. Ostatnio w niemniej dramatycznym meczu GKS wygrał z Radomiakiem 3:2, a w pamięci zapadła nam decyzja VAR, po której arbiter anulował trzeciego gola dla gości. To nie pierwsza sytuacja, w której decyzja o „niebycie” uratowała nam skórę. W przedostatniej kolejce sezonu 2023/24 i derbach Trójmiasta w doliczonym czasie gry sędzia został wezwany przed monitor, by obejrzeć sytuację z potencjalnym rzutem karnym dla Arki. Jakkolwiek większość decyzji po VAR jest zmienianych, tak tutaj arbiter podtrzymał werdykt o nieprzyznaniu jedenastki, a to dało szansę GieKSie walki o awans w ostatniej kolejce.

Ostatnim meczem, który sędziował GieKSie było wspomniane starcie z Wisłą Płock w sierpniu, które GKS wygrał 5:0. Ostatni raz Zagłębiu Lubin sędzia ten prowadził mecz w maju, gdy gospodarze zremisowali z Cracovią 0:0.

Mecze GieKSy prowadzone przez Tomasza Kwiatkowskiego:

Sezon 2011/12
Pogoń Szczecin – GKS Katowice 1:0 (3 żółte kartki)
Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice 0:0 (1 żółta kartka)

Sezon 2012/13
GKS Katowice – Kolejarz Stróże 2:0 (3 żółte kartki, 1 czerwona kartka, 1 rzut karny wykorzystany przez Przemysława Pitrego)

Sezon 2013/14
GKS Katowice – Miedź Legnica 1:0 (6 żółtych kartek, 1 rzut karny wykorzystany przez Sławomira Dudę)
Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice 1:0 (2 żółte kartki)

Sezon 2016/17
GKS Katowice – Miedź Legnica 0:2 (1 żółta kartka)

Sezon 2022/23
GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec 3:1 (4 żółte kartki, 1 rzut karny wykorzystany przez gości)

Sezon 2023/24
GKS Katowice – Górnik Zabrze 0:4 (4 żółte kartki) – Puchar Polski

Sezon 2024/25
Piast Gliwice – GKS Katowice 2:2 (2 żółte kartki)
GKS Katowice – Piast Gliwice 0:0 (2 żółte kartki)
GKS Katowice – Górnik Zabrze 2:1 (2 żółte kartki)

Sezon 2025/26
GKS Katowice – Radomiak Radom 3:2 (9 żółtych kartek)
Motor Lublin – GKS Katowice 2:5 (5 żółtych kartek, 1 czerwona kartka dla gospodarzy)
Raków Częstochowa – GKS Katowice 1:0 (2 żółte kartki)

Sezon 2026/27
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2 żółte kartki, rzut karny dla GKS)

Bilans: 15 meczów, 7 zwycięstw, 3 remisy, 5 porażek. Bramki: 23-17.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga