Siatkówka
Siatkarskie Derby Śląska w Spodku!
Przed nami już ostatni mecz domowy GieKSy w fazie zasadniczej sezonu 2016/17, potem jeszcze tylko jedno spotkanie w Spodku w decydującej rozgrywce o konkretne miejsca. A już we wtorek prestiżowe spotkanie derbowe z Jastrzębskim Węglem, które zapewne dostarczy sporo emocji wszystkim sympatykom naszej drużyny, którzy zjawią się w katowickiej hali.
GieKSa w spotkaniach domowych ma bilans pięciu zwycięstw oraz dziewięciu porażek – w setach 23:31. Wygrane były z Łuczniczką 3:1, AZS-em Częstochowa 3:0, z Espadonem 3:1, z LOTOS-em 3:2 oraz z BBTS-em 3:0, a porażki poniesiono z Effectorem 0:3, z ZAKSĄ 0:3, z Czarnymi Radom 0:3, z Politechniką Warszawską 2:3, z AZS-em Olsztyn 0:3, z MKS-em Będzin 0:3, z Resovią 2:3, ze Skrą 2:3 oraz z Cuprum 2:3. Natomiast Jastrzębski w meczach wyjazdowych ma bilans dziesięciu zwycięstw oraz czterech porażek – w setach 37:22. Wygrane były z AZS-em Częstochowa 3:0, z Effectorem 3:2, z Espadonem 3:1, z Czarnymi 3:1, z Łuczniczką 3:0, z BBTS-em 3:1, z MKS-em Będzin 3:1, z Resovią 3:1, z LOTOS-em 3:1 oraz z Cuprum 3:2, a przegrane z ZAKSĄ 2:3, z AZS-em Olsztyn 1:3, ze Skrą 2:3 oraz z Politechniką 2:3.
W spotkaniu pierwszej rundy, 14 kolejki w dniu 14 grudnia Jastrzębski Węgiel pokonał GKS Katowice 3:1 (25:15, 24:26, 25:19, 25:16)
Punkty w tym meczu zdobywali, dla Jastrzębskiego: Oliva 20, Strzeżek 17, Boruch 10, Kosok 9, Touzinsky 9, Kampa 3, De Rocco 2. A dla GKS-u: Kapelus 13, Sobański 10, Butryn 9, Van Walle 8, Krulicki 7, Kalembka 4, Falaschi 1, Błoński 1, Pietraszko 1, Fijałek 1.
W ostatnim meczu w Radomiu trener Piotr Gruszka dał szansę gry dwóm mniej wykorzystywanym w tym sezonie siatkarzom, Maciejowi Fijałkowi oraz Pawłowi Pietraszce. Czy w tym trudnym spotkaniu z Jastrzębskim wróci do podstawowej szóstki graczy? Biorąc pod uwagę bardzo duże zainteresowanie tym spotkaniem ze strony kibiców, jak również tym, że goście nie odpuszczą gry ani na krok, bo wciąż walczą o udział w play-offie, to nasz trener wystawi zapewne najsilniejszy skład na jaki obecnie stać siatkarską GieKSę. Przed naszymi siatkarzami trudne zadanie przeciwstawienia się ogromnej sile rażenia w ataku Jastrzębskiego. Wyczyny Salvadora Olivy w PlusLidze są bardzo dobrze znane wszystkim kibicom siatkówki i zatrzymanie tego kubańskiego z niemieckim paszportem przyjmującego będzie niezmiernie trudne. A tu jeszcze goście dysponują bardzo dobrym atakującym Maciejem Muzajem oraz dwoma środkowymi Grzegorzem Kosokiem i Damianem Boruchem. Zapowiada się fascynująca rywalizacja na parkiecie Spodka.
Jastrzębianie w porównaniu do pierwszego meczu między tymi drużynami, przystąpią z kilkoma zmianami. Patryk Strzeżek zastępował wtedy kontuzjowanego Macieja Muzaja, ale obecnie atakujący jastrzębian jest już w pełni sił i zapewne wyjdzie w podstawowej szóstce. Nie ma już w drużynie amerykańskiego przyjmującego Scotta Touzinsky’ego, który z powodu ciężkiego urazu musiał zakończyć karierę, w jego miejsce zagra występujący ostatnio regularnie Kanadyjczyk Jason De Rocco, choć może na tej pozycji zagrać zakontraktowany ostatnio Sebastian Schwarz. Niezdolny do gry jest wciąż inny środkowy Jastrzębskiego, Wojciech Sobala.
Na koniec kilka słów komentarza do komunikatu jaki dzisiaj zamieścił klub, dotyczący oczywiście wyprzedaży wszystkich wejściówek na to spotkanie. Ktoś niezorientowany pomyślałby… WOW, w Spodku będzie 11 tys. kibiców! Nic bardziej mylnego, bo na to spotkanie przygotowano zaledwie ok. 5 tys. biletów. To po prostu zakrawa na kpinę z kibiców, że na tak dużą halę ogranicza się sztucznie jej pojemność. W klubie tłumaczono się, że przy podejmowaniu decyzji o ilości miejsc na ten mecz, brano pod uwagę prócz kosztów organizacyjnych, również dotychczasową frekwencję na meczach. Można się zapytać, na jakich meczach? bo chyba nie brano pod uwagę tych rozgrywanych w Szopienicach, bo to byłoby niepoważne. Dla przypomnienia, trzy dotychczasowe mecze w Spodku według oficjalnych danych każdorazowo oglądało ok. 3 tys. widzów, a były to spotkania z mało atrakcyjnymi rywalami. Mecz z Jastrzębskim, co by nie było czołowym klubem PlusLigi i do tego spotkanie derbowe, to zupełnie inna para kaloszy i można było z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, że frekwencja spokojnie przekroczy liczę 5 tys. osób. I co za tym idzie nie robić takiego sztucznego ograniczenia, bo przecież jak zawsze sporo ludzi decyduje się na kupno wejściówek w dniu meczowym i sądząc po zainteresowaniu to mogliśmy mieć z 6-7 tys. widzów na tym meczu! Fatalnie to wyszło, miejmy nadzieję, że osoby decyzyjne w naszym klubie wyciągną z tej lekcji odpowiednie wnioski na przyszłość, bo takie działania, to nic innego jak strzał we własne kolano. Miejmy również nadzieję, że taka sytuacja nie zniechęci na przyszłość tych sympatyków, którzy chcieli się wybrać na to spotkanie, a nie będzie im to dane. Szkoda… szkoda… szkoda…
Zapowiedź naszego meczu ze strony rywala:
jastrzebskiwegiel.pl – Ponad 360 fanów Jastrzębskiego Węgla w Katowicach!
(…) Ligowe starcie w Spodku określane jako „siatkarskie derby Śląska” zapowiada się frapująco.
– Spodek kojarzy nam się z największymi sukcesami polskiej siatkówki. Myślę, że dla każdego z naszych zawodników zaszczytem będzie móc zagrać w takim obiekcie. Jest to magiczne miejsce i dobrze byłoby pokazać się tam z jak najlepszej strony. Tym bardziej, że będzie dużo naszych kibiców i nie gramy o „pietruszkę”, a o coś. Chcemy być w czwórce na koniec sezonu zasadniczego za wszelką cenę i chcemy wygrać ten mecz – podkreśla Leszek Dejewski, drugi trener Jastrzębskiego Węgla.
Lukas Kampa, rozgrywający Jastrzębskiego Węgla przyznaje, że z katowicką halą ma jak najlepsze wspomnienia. To w niej w 2014 roku sięgnął z reprezentacją Niemiec po historyczny brązowy medal mistrzostw świata. – Jestem podekscytowany faktem, że wracam do hali, która tak dobrze mi się kojarzy. Warunki do gry będą trochę inne, ale fajnie będzie móc ponownie przekroczyć progi tego obiektu. Rzecz jasna, chcę kontynuować zwycięską passę w tej hali – uśmiecha się Niemiec.
O pomyśle władz naszego Klubu związanym z organizacją wyjazdu dla kibiców wyraża się w samych superlatywach. – Oczywiście słyszałem o planie inwazji na Spodek. Przyjemnie będzie grało się przy wsparciu własnych kibiców. Jastrzębie i Katowice to dwa ośrodki na siatkarskiej mapie PlusLigi, które dzieli jedna z najmniejszych odległości, więc takie derby zasługują na okazałą oprawę. Nam z pewnością pomoże to poczuć się bardziej jak w domu. To fajna inicjatywa ze strony naszego Klubu i cieszę się, że tak wielu kibiców pozytywnie na nią odpowiedziało – mówi z uznaniem niemiecki rozgrywający Jastrzębskiego Węgla.
Aktualna kadra Jastrzębskiego Węgla
rozgrywający: Radosław Gil (numer 5), Lukas Kampa (Niemcy – numer 10)
atakujący: Patryk Strzeżek (numer 1), Maciej Muzaj (numer 2)
środkowi: Grzegorz Kosok (4), Damian Boruch (6), Wojciech Sobala (11), Jakub Turski (15), Marcin Bachmatiuk (17)
przyjmujący: Marcin Ernastowicz (8), Jason De Rocco (Kanada – 9), Salvador Hidalgo Oliva (Kuba – 13), Patryk Czyrniański (14), Sebastian Schwarz (Niemcy – 16)
libero: Jakub Popiwczak (numer 3), Karol Gdowski (numer 12)
trener: Mark Lebedew (Australia)
asystent trenera: Leszek Dejewski
trener przygotowania fizycznego: Luke Reynolds (Australia)
fizjoterapeuta: Paweł Baryła
statystyk: Bogdan Szczebak
GKS KATOWICE – JASTRZĘBSKI WĘGIEL 28 marca (wtorek) godz. 18.00
TYP na wynik meczu GKS – Jastrzębski 3:2 (22, -23, -24, 26, 18)
Zapraszamy na mecz PlusLigi – sezon 2016/17
Hala widowiskowo-sportowa „Spodek”
Aleja Korfantego 35
40-005 Katowice
Cała pula biletów, która została wyznaczona na mecz GKS Katowice – Jastrzębski Węgiel rozeszła się w przedsprzedaży. Sprzedaż wejściówek została zakończona!
Wejście do obiektu będzie możliwe od godziny 17.00. Wewnątrz będzie możliwość skorzystania z szatni.
Kibice dysponujący voucherami na mecz z Jastrzębskim Węglem mogą je wymienić na bilet w kasie hali, które będą otwarte od godz. 15.00.
Osoby, które wygrały wejściówki w konkursach znajdują się na liście i będą wpuszczane bramą numer 7.
Wejście do Spodka dla kibiców będzie odbywało się bramami nr 2 i 5. Brama nr 3 jest przeznaczona dla grup zorganizowanych.
Na mecze rozgrywane w Spodku nie obowiązują Karty Kibica GKS-u Katowice.
Podczas meczu najmłodsi kibice będą mogli zdobyć kolejne pieczątki do Paszportu Młodego GieKSiarza.
W Spodku będzie znajdowało się stanowisko Strefy GieKSy, gdzie będzie można zakupić klubowe gadżety.
Szczęściarzy, którzy zakupili wejściówki na to spotkanie namawiamy do głośnego dopingowania naszej GieKSy, niech Spodek znów odleci… tym razem za sprawą GKS-u!
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Najnowsze komentarze