Siatkówka
Siatkarska krótka przesunięta – Znów przegrany tie-break, ale po „innym” meczu niż wcześniejsze
STATYSTYKI MECZOWE GKS-u
Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z Cuprum trwał 128 minut, z czego I set 31 min. – II set 24 min. – III set 24 min. – IV set 32 min. – V set 17 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 35
Ilość zdobytych punktów – GKS 62: Butryn 16, Kapelus 8, Van Walle 8, Błoński 7, Sobański 7, Krulicki 5, Kalembka 5, Pietraszko 4, Fijałek 2.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 16: Butryn 7, Kalembka 3, Pietraszko 2, Sobański 2, Krulicki 1, Van Walle 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 21: Butryn 8, Kapelus 4, Van Walle 4, Krulicki 3, Kalembka 2, Pietraszko 2, Błoński 1, Stańczak -1, Falaschi -2.
Ilość zagrywek – GKS 97: Butryn 13, Kalembka 13, Falaschi 12, Krulicki 11, Kapelus 10, Pietraszko 9, Fijałek 9, Błoński 8, Van Walle 6, Sobański 6.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 18: Błoński 4, Krulicki 2, Falaschi 2, Kalembka 2, Pietraszko 2, Fijałek 2, Van Walle 2, Kapelus 1, Sobański 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 5: Butryn 2, Kalembka 2, Krulicki 1.
Ilość przyjęć – GKS 95: Błoński 31, Sobański 29, Stańczak 21, Kapelus 13, Butryn 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 5: Sobański 3, Kapelus 1, Stańczak 1.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 40%: Błoński 48%, Kapelus 46%, Stańczak 43%, Sobański 28%, Butryn 0%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 26%: Błoński 32%, Kapelus 31%, Stańczak 24%, Sobański 21%, Butryn 0%.
Ilość ataków – GKS 130: Butryn 36, Sobański 20, Kapelus 19, Van Walle 16, Błoński 15, Kalembka 10, Krulicki 7, Pietraszko 4, Falaschi 2, Fijałek 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 10: Butryn 4, Van Walle 2, Sobański 2, Kapelus 1, Kalembka 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 8: Butryn 4, Błoński 2, Kapelus 1, Sobański 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 49: Butryn 12, Van Walle 8, Błoński 7, Kapelus 7, Sobański 6, Krulicki 3, Pietraszko 3, Kalembka 2, Fijałek 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 38%: Fijałek 100%, Pietraszko 75%, Van Walle 50%, Błoński 47%, Krulicki 43%, Kapelus 37%, Butryn 33%, Sobański 30%, Kalembka 20%, Falaschi 0%.
Ilość bloków punktowych – GKS 8: Butryn 2, Krulicki 1, Kapelus 1, Kalembka 1, Pietraszko 1, Fijałek 1, Sobański 1.
Pierwszy set wyrównany, z lekką przewagą GKS-u w jego środkowej części (od 10:8 poprzez 16:13 do 19:18). W końcówce goście wyszli nawet na prowadzenie 21:22, ale decydujące akcje skutecznej rozegrała GieKSa i atak Sobańskiego zakończył zwycięsko seta. Ta partia nic nie zapowiadała późniejszej katastrofy. Skuteczność w ataku była lepsza u gości – GKS miał 44%, a Cuprum 50% – w punktach wyszło 11:16, a więc już spora strata katowiczan. Wynik został odrobiony w asach, były 2 i w bloku, było ich 5, za to Cuprum miało tylko 1 blok, więc łącznie wyliczono 7:1 dla GieKSy. Błędy własne – GKS 6 i Cuprum 7 – tak wyratowaliśmy tego seta grą na siatce i zagrywką. Przyjęcie, standard w wykonaniu naszych siatkarzy czyli – dokładne na poziomie 26% do 50%, a perfekcyjne na poziomie 11% do 35%. W ataku najlepiej spisywał się Butryn zdobywca 7 punktów – 50% skuteczności plus 2 bloki punktowe.
Druga partia to kompromitacja w wykonaniu naszych siatkarzy. Zaczęło od stanu 1:6, a potem… a potem było już tylko… gorzej! 3:10, 5:14, 10:20 i w końcu 13:25. Za cały komentarz niech wystarczy fakt, że GieKSa nie prowadziła w tym secie ani razu, a remis był tylko na początku przy stanie 1:1! W naszej grze nie funkcjonowało dosłownie wszystko. Skuteczność w ataku słaba – GKS miał 26%, a Cuprum 67% – co i tak nie przysporzyło większych strat, bo w punktach wyliczono 6:10. Mieliśmy tylko 1 blok punktowy, a goście po 2 asy i bloki, czyli razem 1:4. Błędy własne w GKS-ie aż 11, a lubinianie mieli 6, czyli do tych 6 punktów za darmo nasi siatkarze sami zdobyli zaledwie 7 punktów po własnych akcjach! Zatrważający wynik. Przyjęcie było lepsze… w GKS-ie, ale nie raz się już przekonaliśmy, że ta statystyka nie ma żadnego lub nikłe przełożenie na wynik – dokładne na poziomie 47% do 44%, a perfekcyjne na poziomie 37% do 33%. Najlepiej punktującym w naszym zespole był Van Walle z… 2 punktami na koncie! który zmienił Butryna (na 7 ataków nie skończył żadnego!).
W trzecim secie wcale nie było lepiej, bo zaczęliśmy jeszcze gorzej od stanu 1:7 i remisu w tej partii nie było w ogóle! Przewaga gości przez cały set utrzymywała się na poziomie 6 lub 7 punktów i gra wyglądała niewiele lepiej niż w drugiej partii. Skuteczność w ataku wciąż słaba – GKS 33%, Cuprum 50% – w punktach zliczono 10:15. Znów mieliśmy tylko 1 blok punktowy, przy 2 asach i 1 bloku gości, czyli razem 1:3. Błędy własne tym razem na remis, po 7. Przyjęcie zdecydowanie lepsze u lubinian – dokładne na poziomie 33% do 69%, a perfekcyjne na poziomie 24% do 38%. W ataku najlepiej wypadli przyjmujący, Błoński oraz Sobański zdobyli po 3 punkty.
Na szczęście w czwartym secie nasza drużyna pozbierała się do gry, jako tako, bo od początku musiała gonić wynik. Lubinianie przez prawie cały czas utrzymywali dwu-trzypunktową przewagę (14:17) i GieKSę stać było zaledwie na doprowadzenie kilkukrotne do remisów. W samej końcówce GKS wyrównał stan seta na po 20 i wtedy goście odskoczyli na 21:24 i… nie wykorzystali takiej szansy na zamknięcie tego spotkania. Wpierw obroniliśmy trzy piłki meczowe z rzędu, a potem jeszcze trzy następne i pierwszy raz na prowadzenie w tej partii GieKSa wyszła przy wyniku… 28:27, by w kolejnej akcji wygrać tego seta asem serwisowym Butryna! Naprawdę mieliśmy mnóstwo szczęścia doprowadzając do tie-breaka. Skuteczność w ataku wciąż pozostawiała wiele do życzenia – GKS miał 48%, a Cuprum 61% – wynikowo wyszło 16:20. W asach i blokach niewielka przewaga na naszą korzyść – 3:2. Błędy własne, tym nas uratowali lubinianie w tym secie – GKS miał tylko 5 przy aż 10 gości. Przyjęcie się wyrównało – dokładne na poziomie 43% do 42%, a perfekcyjne na poziomie 17% do 23%. Punktowanie rozłożyło się na całą drużynę, wciąż mieliśmy kłopoty na pozycji atakującego, bo zaczął Butryn – 5 punktów przy 38% skuteczności, a kończył Van Walle – 4 punkty przy 57% skuteczności.
Tie-break zaczął się od wyrównanej gry i prowadzenia GKS-u 4:3. Potem znów mieliśmy kłopoty głównie z własną grą i szybko goście odskoczyli na trzy oczka przewagi (6:9) i utrzymali ją do zwycięskiego końca. Skuteczność w ataku procentowo wyszła bardzo źle – GKS miał 32%, a Cuprum 54% – natomiast w punktach wyszło tylko 6:7! GieKSa miała tylko 1 asa, przy 3 blokach lubinian. Błędy własne znów na remis, po 5. Przyjęcie lepsze po stronie GKS-u – dokładne na poziomie 54% do 38%, a perfekcyjne na poziomie 54% do 38%. Zaledwie 7 punktów po własnych akcjach, to i indywidualnie bez rewelacji punktowych – najlepiej wypadł Butryn z 3 punktami przy 38% skuteczności.
Ogólnie znów przegrane spotkanie po pięciu setach u siebie, podobnie jak z Resovią czy ze Skrą, ale nawet nie ma co porównywać tych meczów z ostatnim, jeśli chodzi o sam poziom gry zaprezentowany przez naszych siatkarzy. Trudno zrozumiała zapaść w grze w drugim i trzecim secie i ledwo wybroniony set czwarty, taki jawił się obraz tego spotkania. Skuteczność w ataku była kluczowa i zdecydowanie tym elementem przegraliśmy ten mecz. GKS miał 38%, a Cuprum 55%, a w punktach wyszło 49:68, no przepaść. W asach serwisowych remis po 5, podobnie w blokach punktowych, też remis po 8. Łącznie punktacja po skończeniu własnych akcji to 62:81 dla Cuprum. Błędy własne prawie na remis, bo GKS miał 34, a lubinianie 35, czyli obie ekipy stanowczo za dużo. Aż 18 zepsutych zagrywek po stronie GKS-u i 20 po stronie Cuprum oraz po 10 błędów w ataku! Przyjęcie było lepsze po stronie gości – dokładne na poziomie 40% do 49%, a perfekcyjne na poziomie 26% do 32%. Indywidualnie wydaje się należałoby wyróżnić Butryna zdobywcę największej ilości punktów, bo 16, ale jak spojrzymy na jego skuteczność (na 36 ataków skończył tylko 12 czyli ledwo 33%), no to nawet trudno tu o pochwałę. Środkowi również zawiedli, Krulicki i Kalembka zdobyli razem zaledwie 5 punktów atakiem. Tak troszkę na siłę można wyróżnić zmienników (Van Walle, Pietraszko i Błoński) za niezłe statystyki, ale trzeba wziąć poprawkę na zbyt małą liczbę ich ataków. Reasumując bardzo przeciętny występ GieKSy i oby szybko nastąpiła poprawa, aby nie dopuścić do zagrażającego nam spadku na 11 miejsce w tabeli, co byłoby rozczarowującym wynikiem.
ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 27 meczach (106 setów)
Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u z trwały 2736 minut, z czego I set 717 min. – II set 713 min. – III set 721 min. – IV set 404 min. – V set 181 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 694: zagrywka 422, atak 172, siatka + inne 100.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 703: zagrywka 431, atak 196, siatka 28, inne 48.
Ilość zdobytych punktów – GKS 1640: Butryn 403, Kapelus 327, Sobański 224, Kalembka 191, Krulicki 162, Van Walle 148, Błoński 89, Falaschi 42, Pietraszko 42, Stelmach 7, Fijałek 5.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 540: Butryn 138, Kapelus 83, Kalembka 80, Sobański 69, Krulicki 57, Van Walle 38, Błoński 35, Falaschi 18, Pietraszko 17, Stelmach 4, Fijałek 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 1100: Butryn 265, Kapelus 244, Sobański 155, Kalembka 111, Van Walle 110, Krulicki 105, Błoński 54, Pietraszko 25, Falaschi 24, Fijałek 4, Stelmach 3.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 659: Butryn 214, Kapelus 166, Krulicki 88, Van Walle 77, Kalembka 75, Sobański 50, Falaschi 13, Błoński 12, Pietraszko 4, Stelmach 3, Fijałek -8, Mariański -15, Stańczak -20.
Ilość zagrywek – GKS 2339: Kalembka 364, Kapelus 320, Krulicki 315, Butryn 303, Sobański 294, Falaschi 292, Van Walle 153, Błoński 130, Pietraszko 106, Fijałek 47, Stelmach 15.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 431: Kalembka 82, Butryn 64, Sobański 63, Krulicki 48, Błoński 36, Kapelus 35, Pietraszko 34, Van Walle 28, Falaschi 25, Fijałek 12, Stelmach 4.
Ilość asów serwisowych – GKS 138: Butryn 32, Kalembka 25, Sobański 21, Kapelus 18, Van Walle 10, Krulicki 10, Błoński 9, Pietraszko 7, Falaschi 6.
Ilość przyjęć – GKS 1952: Sobański 619, Kapelus 546, Stańczak 267, Mariański 216, Błoński 236, Stelmach 19, Krulicki 14, Kalembka 12, Falaschi 10, Pietraszko 7, Butryn 5, Fijałek 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 127: Sobański 42, Kapelus 32, Stańczak 20, Mariański 15, Błoński 11, Falaschi 3, Krulicki 2, Kalembka 1, Butryn 1.
Przyjęcie negatywne – GKS 497: Sobański 177, Kapelus 130, Stańczak 64, Błoński 60, Mariański 44, Stelmach 9, Falaschi 5, Krulicki 4, Kalembka 2, Butryn 1, Pietraszko 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 386: Sobański 134, Kapelus 89, Stańczak 60, Mariański 60, Błoński 37, Krulicki 3, Kalembka 2, Stelmach 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 20%: Mariański 28%, Stańczak 22%, Sobański 22%, Krulicki 21%, Kalembka 17%, Kapelus 16%, Błoński 16%, Stelmach 5%, Butryn 0%, Falaschi 0%, Pietraszko 0%, Fijałek 0%.
Ilość ataków – GKS 2757: Butryn 683, Kapelus 671, Sobański 445, Van Walle 291, Kalembka 209, Krulicki 188, Błoński 177, Falaschi 40, Pietraszko 40, Stelmach 9, Fijałek 4.
Ilość błędów w ataku – GKS 196: Butryn 58, Kapelus 41, Sobański 30, Kalembka 20, Van Walle 17, Błoński 15, Krulicki 12, Pietraszko 3.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 227: Butryn 66, Kapelus 53, Sobański 39, Van Walle 26, Błoński 15, Kalembka 13, Krulicki 12, Pietraszko 1, Fijałek 1, Falaschi 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 1252: Butryn 328, Kapelus 284, Sobański 176, Van Walle 128, Kalembka 110, Krulicki 102, Błoński 73, Pietraszko 26, Falaschi 19, Stelmach 4, Fijałek 2.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 45%: Pietraszko 65%, Krulicki 54%, Kalembka 53%, Falaschi 50%, Fijałek 50%, Butryn 48%, Van Walle 44%, Stelmach 44%, Kapelus 42%, Błoński 41%, Sobański 40%.
Ilość bloków punktowych – GKS 250: Kalembka 56, Krulicki 50, Butryn 43, Sobański 27, Kapelus 25, Falaschi 17, Van Walle 10, Pietraszko 9, Błoński 7, Stelmach 3, Fijałek 3.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 28: Sobański 6, Krulicki 6, Kalembka 5, Błoński 4, Butryn 3, Pietraszko 2, Falaschi 1, Van Walle 1.
MVP – GKS 12: Butryn 4, Kapelus 3, Sobański 2, Błoński 1, Kalembka 1, Falaschi 1.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Najnowsze komentarze