Felietony Piłka nożna
Post scriptum do meczu z Motorem
Mecz z Motorem to już historia. Zapominamy o tym wyjeździe i skupiamy się na Wiśle Płock. To z nią będziemy rywalizować na Nowej Bukowej już w niedzielę. Ostatni raz rzucamy okiem na Lublin – oto jak wyglądał wyjazd okiem redakcji.
1. Z redakcji pojechaliśmy tym razem w dwuosobowym składzie. W aucie natomiast jechały zaprzyjaźnione z nami osoby, czasem tak robimy, że wspomagamy się, żeby oczywiście ograniczyć koszty.
2. Wyjechaliśmy z Katowic o ósmej. Do Lublina czekały nas cztery godziny drogi. Pogoda była dobra, droga przebiegała sprawnie, więc w Lublinie byliśmy chwilę po dwunastej.
3. Mieliśmy namiar na jedną knajpkę, więc udaliśmy się tam, gdzie czekał jeden kumpel towarzyszącej nam osoby, kibic Motoru zresztą. Stolik zajęliśmy taki, jak należy, czyli nr 64.
4. Wzięliśmy rzeczy różne. Placki po węgiersku, schabowego oraz zupy. Generalnie wyszło tak, że placek był bardzo słaby i w ogóle pływał jako niemal zupa. Za to schabowy – wedle relacji – był godny. Ja niestety miałem placka, więc choć się trochę najadłem, to nie byłem zadowolony ze smaku.
5. Do stadionu samochodem z tego miejsca było pięć minut. Po „okrążaniu” obiektu w poprzednim sezonie, tym razem kierowaliśmy się już stricte do wjazdu dla mediów.
6. Jednak po zaparkowaniu – podobnie jak rok temu – żeby odebrać akredytację, trzeba było już pieszo okrążyć stadion. Mimo że do meczu była ponad godzina, to kibice Motoru gremialnie byli pod stadionem. Do sklepiku klubowego była kolejka, a tłumnie siedzieli przy piwku i jedzeniu sympatycy Motoru w klubowej knajpce, która jest na stadionie. A co do sklepu, był też fast shop, czyli szybki sklep.
7. Upał był nieziemski. W słońcu prażyło bardzo. Nie zazdrościliśmy piłkarzom, którzy w tej temperaturze mieli walczyć. Choć jak się później okazało – niektórzy byli uprzywilejowani, bo biegali w cieniu.
8. Znanym traktem podążyłem na prasówkę. Na Motorze jest ona oddzielona od kibiców, więc nie było tu żadnych interakcji, nikt zza ramienia nie zaglądał do monitora. Do meczu pozostawała ponad godzina.
9. Na sali konferencyjnej jak zwykle były kanapki. To już taka tradycja – zawsze to samo. No i butelki wody mineralnej, które znikały w zastraszającym tempie. Woda była także tuż przed wejściem na prasówkę. Raz czy dwa nawet doniesiono te wody. Każdy je brał, bo w tym upale pragnienie było duże.
10. Ciekawy obrazek był, jak podczas rozgrzewki Dawid Szwarga i jeden człowiek ze sztabu Motoru obserwowali rozgrzewkę rywala. Ciekawe, jakie wnioski można wysnuć na podstawie gry w dziadka czy innych elementów rozgrzewki. Ale sztaby jak widać – wyciągają.
11. Przed meczem na murawę wyszła orkiestra, która grała patriotyczne pieśni jak „My, Pierwsza Brygada”. Gdy piłkarze byli na boisku odegrano hymn państwowy z czterema zwrotkami. A potem minutą ciszy uczczono pamięć ofiar wypadku na Węgrzech, gdzie autokarem wracali z Medjugorie.
12. Potem już graliśmy. Widać było, że upał doskwiera zawodnikom, przez co tempo nie było zawrotne, choć od czasu do czasu – zwłaszcza Motor – przyspieszali. Do przerwy było bez bramek.
13. Po przerwie było podobnie, ale przynajmniej padły bramki. Obie w podobnych okolicznościach nieuznane – po minimalnych spalonych odwołane przez VAR. Długo utrzymywał się wynik bezbramkowy.
14. Przeciw byłym kolegom zagrał Bartosz Wolski. Wydaje się, że kibice Motoru patrząc stricte na ten mecz nie żałowali, że zawodnik odszedł z klubu. Mamy nadzieję, że pożałują jednak już wkrótce.
15. Karol Czubak wyrasta na kata GieKSy. W poprzednim sezonie w Lublinie strzelił nam dwa gole, kolejnego dołożył na Nowej Bukowej, no i teraz strzelił zwycięskiego gola. Kapitalny jest to napastnik bez dwóch zdań. I karcił nas przecież też jako zawodnik Bytovii – jeszcze w drugiej lidze – zarówno w Bytowie, jak i na starej Bukowej. Także jako piłkarz Arki strzelił nam w Gdyni raz jednego gola, a raz zaliczył dublet. W sumie jakby to podliczyć, to po Macieju Żurawski może to być zawodnik, który strzelił nam najwięcej goli w historii.
16. Przegraliśmy. Zirytowani więc zwinęliśmy się z prasówki, zrobiłem nagrywkę i udałem się do sali konferencyjnej. Konferencja odbyła się dość szybko – trenera Góraka ekspresowo, trener Misiura był – jak to nie raz trenerzy po zwycięstwach – rozanielony. Dodatkowo pojawiła się jakaś delegacja mediów z Płocka, więc były spotkania starych znajomych.
17. My porobiliśmy swoje materiały i udaliśmy się do samochodu. Czekała nas długa droga powrotna. W jej trakcie jeszcze tradycyjny Maczek. W Katowicach byliśmy nieco po 23.
18. Na nowym stadionie Motoru GKS grał po raz piąty. Wygraliśmy raz, ponieśliśmy trzecią porażkę (pierwsza była w drugiej lidze), raz był remis. To Lublinianie są szczęśliwi częściej w tych meczach.
19. Czekamy na mecz z Wisłą Płock. A potem trzy wyjazdy.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.





















Najnowsze komentarze