Siatkówka
Siatkarska krótka przesunięta – [1] – Dobry start tynfa wart!
STATYSTYKI MECZOWE GKS-u
Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z Czarnymi trwał 93 minuty, z czego I set 20 min. – II set 21 min. – III set 24 min. – IV set 28 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 36: zagrywka 23, atak 12, siatka 0, inne 1.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 24: zagrywka 16, atak 6, siatka 2, inne 0.
Ilość zdobytych punktów – GKS 58: Quiroga 12, Butryn 11, Pietraszko 11, Kapelus 10, Kohut 10, Komenda 4.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 27: Butryn 7, Kohut 6, Kapelus 4, Pietraszko 4, Komenda 3, Quiroga 3.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 31: Quiroga 9, Pietraszko 7, Kapelus 6, Butryn 4, Kohut 4, Komenda 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 25: Quiroga 9, Kohut 8, Pietraszko 6, Kapelus 4, Butryn -1, Fijałek -1.
Ilość zagrywek – GKS 93: Butryn 19, Pietraszko 17, Kohut 17, Komenda 16, Kapelus 12, Quiroga 12.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 16: Pietraszko 5, Komenda 3, Butryn 3, Kohut 2, Quiroga 2, Kapelus 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 5: Komenda 2, Butryn 1, Kapelus 1, Kohut 1.
Ilość przyjęć – GKS 57: Kapelus 23, Stańczak 20, Quiroga 11, Komenda 1, Fijałek 1, Kohut 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 3: Kapelus 2, Fijałek 1.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 53%: Kohut 100%, Stańczak 65%, Quiroga 55%, Kapelus 43%, Komenda 0%, Fijałek 0%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 18%: Quiroga 36%, Stańczak 20%, Kapelus 9%, Komenda 0%, Fijałek 0%, Kohut 0%.
Ilość ataków – GKS 92: Quiroga 27, Butryn 25, Kapelus 16, Pietraszko 11, Kohut 9, Komenda 4.
Ilość błędów w ataku – GKS 6: Butryn 4, Kapelus 2.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 8: Butryn 5, Komenda 1, Kapelus 1, Quiroga 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 45: Quiroga 12, Butryn 9, Kapelus 8, Pietraszko 8, Kohut 6, Komenda 2.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 49%: Pietraszko 73%, Kohut 67%, Komenda 50%, Kapelus 50%, Quiroga 44%, Butryn 36%.
Ilość bloków punktowych – GKS 8: Pietraszko 3, Kohut 3, Kapelus 1, Butryn 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 2: Kohut 1, Quiroga 1.
MVP – GKS 1: Komenda 1.
Pierwszy set zaczął się od prowadzenia Czarnych 3:1, ale od stanu po 4, nasza gra zaczęła wyglądać coraz lepiej i szybko uzyskaliśmy trzy oczka przewagi (4:7). W środkowej części seta GKS utrzymywał 2-3 punktową przewagę, by w samej końcówce od wyniku 13:17 panować już całkowicie nad wydarzeniami na parkiecie, pozwalając gospodarzom na zdobycie tylko dwóch punktów do samego końca! Co ciekawe skuteczność w ataku procentowo była na zbliżonym poziomie – GKS 44%, a Czarni 42% – ale w samych „liczbach” byliśmy nawet gorsi bo 7:10! GieKSa miał 2 asy serwisowe i aż 6 bloków punktowych, przy tylko 2 blokach radomian, co dało nam łącznie 3 oczka więcej od rywali. Pozostałą przewagę otrzymaliśmy „w prezencie” z błędów własnych – GieKSa miał tylko 3, a Czarni aż 10!. W przyjęciu była nasza duża przewaga – dokładne na poziomie 67% do 22%, a perfekcyjne na poziomie 33% do 9%. Zdobywanie punktów rozłożyło się równo na trzech siatkarzy, po 5 oczek zdobyli Butryn, Pietraszko i Kohut. Na szczególne podkreślenie zasługiwała nasza gra na siatce, w bloku, ponieważ aż 6 w jednym secie to bardzo dobry wynik (niestety w pozostałych trzech partiach mieliśmy łącznie tylko 3 skuteczne bloki).
W drugiej partii GieKSa prowadziła od samego początku, aż do końca. Siatkarze z Radomia próbowali dotrzymywać nam kroku, ale udało im się to tylko do stanu 10:11. Jeszcze przy wyniku 14:17 radomianie mieli nadzieję na wyrównaną walkę, ale od tego momentu oddaliśmy naszym rywalom tylko 2 oczka, wygrywając drugiego seta równie pewnie jak pierwszego. Tym razem skuteczność w ataku została poprawiona – GKS miał 57%, a Czarni 38% – w punktach wyszło 12:8. Mieliśmy tylko 2 asy serwisowe, na szczęście przy też tylko 2 blokach Czarnych. W błędach własnych GKS popełnił ich dwa razy więcej niż poprzednio czyli 6, a gospodarze „trzymali” poziom popełniając ich aż 11! W przyjęciu bez zmian czyli znów lepsze po naszej stronie – dokładne na poziomie 67% do 33%, a perfekcyjne na poziomie 33% do 6%. Tym razem zdobywanie punktów rozłożyło się równo na całą wyjściową szóstkę GKS-u.
Trzeci set był słabszy w naszym wykonaniu, a i radomianie zagrali bardziej agresywnie oraz skutecznie. Wystarczy powiedzieć, że GKS w tej partii prowadził tylko raz, po pierwszej akcji (1:0), a potem starał się, jak się później okazało bezskutecznie, gonić wynik. Udało się tylko 5 razy doprowadzić do remisu, po raz ostatni na wynik 6:6. Jeszcze do stanu 19:18 dla naszych rywali, mieliśmy nadzieję na zamknięcie tego meczu w trzech setach. Jednak sama końcówka została rozegrana fatalnie, zdobyliśmy tylko 1 punkt po własnym skutecznym ataku, to mówi w zasadzie wszystko. Straciliśmy skuteczność w ataku – GKS miał 52% do 56% Czarnych – łącznie podliczono wynik 11:14. Gospodarze mieli 3 asy i 1 blok, na co odpowiedzieliśmy tylko 1 skutecznym blokiem. Daliśmy rywalom 7 punktów po błędach własnych, a dostaliśmy w zamian taką samą liczbę. Przyjęcie spadło drastycznie i to musiało mieć wpływ na naszą skuteczność – dokładne na poziomie 32% do 38%, a perfekcyjne na poziomie 11% do 19%. Ponownie punktowanie podzieliło się na całą drużynę.
Czwartą partię zagraliśmy na podobnym poziomie co dwie pierwsze, prowadziliśmy w niej od samego początku do końca, starając się kontrolować jej przebieg. I wszystko zmierzało do zwycięskiego finiszu, ale chyba przy wyniku 17:22 nasi siatkarze poczuli się zbyt pewnie, że ten mecz jest już wygrany. A to jest siatkówka przecież i po 5 z rzędu wywalczonych punktach przez radomian, mieliśmy remis i niepotrzebne nerwy na koniec spotkania. Na szczęście 2 kolejne punkty wpadły na konto GKS-u i za drugą piłką meczową można było unieść w górę ręce w geście triumfu. Skuteczność procentowo była słabsza po naszej stronie – GKS 44% do 52% Czarnych – ale na szczęście nie przełożyło się to na wynik, bo było 15:12 dla nas. Gospodarze mieli 3 bloki, a GieKSa 2 oraz 1 as serwisowy, więc wyszło na remis. Błędy własne prawie po równo – GKS 8 przy 7 Czarnych. Przyjęcie wróciło lepsze na naszą stronę – dokładne na poziomie 59% do 40%, a perfekcyjne na poziomie 6% do 15%. Zdobywanie punktów wzięli na swe barki, Quiroga 7 oczek (54%) oraz Kapelus 6 oczek (67%).
Ogólnie pierwszy mecz nowego sezonu trzeba ocenić pozytywnie, tylko… niepotrzebnie po dwóch wyraźnie wygranych partiach, pozwoliliśmy rywalom „wrócić” do meczu, co o mało nie skończyło się tie-breakiem. Na plus też dobrze wytrzymana końcówka czwartego seta. Skuteczność w ataku obu drużyn łącznie była na podobnym poziomie – GKS miał 49%, a Czarni 47% – w punktach podliczono 45:44. W asach serwisowych 5:3 dla GKS-u, a w blokach punktowych 9:8, ale tylko za pierwszy set tego meczu można pochwalić naszych siatkarzy za grę na siatce. Łącznie punkty po własnych skutecznych akcjach na naszą korzyść, bo 59:55. Błędy własne – 24:35 czyli rywali pomogli nam i to sporo. Aż 23 zepsute zagrywki u radomian to spory wyczyn plus 12 błędów w ataku, trzeba było te prezenty wykorzystać i to miało miejsce na parkiecie. Nasza pięta achillesowa poprzedniego sezonu czy przyjęcie, w pierwszym meczu na plus, było lepiej i oby progres został utrzymany – dokładne na poziomie 53% do 32%, a perfekcyjne na poziomie 18% do 12%. Punktowanie rozłożyło się równomiernie na piątkę naszych graczy, najwięcej miał nowy nabytek Gonzalo Quiroga, bo 12, ale przy tylko 44% skuteczności, więc jest co poprawiać. Trzeba pochwalić naszych środkowych, Pietraszko i Kohut zdobyli razem 21 punktów, to dobry prognostyk na dalszą część sezonu. MVP tego meczu został uznany nasz nowy rozgrywający Marcin Komenda, co na jego pozycji nie ma co patrzeć na „suche” liczby, tylko na sposób prowadzenia gry naszego zespołu.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Najnowsze komentarze