Dołącz do nas

Piłka nożna

[RELACJA] Grad goli w Katowicach

Avatar photo

Opublikowany

dnia

W sobotni wieczór GKS Katowice podejmował na Bukowej Wisłę Kraków, która ostatni raz w Katowicach była w 2004 roku, gdy GieKSa grała jeszcze w Ekstraklasie i goście wygrali wtedy 3:0. Niestety przez śmieszne kary z PZPN-u mecz odbył się bez kibiców gości. 

Pierwszą połowę rozpoczęli zawodnicy GieKSy szybkim przerzutem pod bramkę Wisły. Już w drugiej minucie zrobiło się spore zamieszanie pod bramką Kudły, gdy goście wznawiali z rzutu rożnego, ale obrońcy zdołali wybić piłkę. Po pierwszym kwadransie było widać, że Wisła gra bardziej zachowawczo i piłka im nie przeszkadza, natomiast GieKSa grała bardzo chaotycznie i wybijała piłkę bezmyślnie. W 16. minucie Daniel Dudziński pokusił się o strzał z 20 metrów, który przeszedł minimalnie obok prawego słupka. Chwilę później była kilkuminutowa przerwa, gdy Fernandez został sfaulowany w środkowej strefie boiska. W 26. minucie znów zrobiło się gorąco pod bramką GieKSy, gdy bezpańska piłka przeleciała między wszystkimi obrońcami i minimalnie minęła bramkę Kudły. W kolejnej akcji gospodarze stworzyli sobie okazję strzelecką, ale strzał Roginicia został zablokowany i piłka wylądowała na rożnym. W 30. minucie David Junca uderzył bardzo mocno ze skraju pola karnego, jednak Kudła był na posterunku i przeniósł piłkę nad poprzeczką. W kolejnych minutach GieKSa cofnęła się do defensywy i skupiała się głównie na oddalaniu zagrożenia i wybijaniu piłki ze swojej połowy. Dopiero w końcówce pierwszej połowy GieKSa znów zaczęła atakować i bardzo dobrą okazję stworzył sobie Marco Roginic, jednak jego strzał wylądował na bocznej siatce. Chwilę później po zamieszaniu w polu karnym Wisły piłkarze z Katowic domagali się karnego, ale sędzia dostał na słuchawkę, żeby wznawiać mecz. Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem. 

W drugiej połowie pogoda się popsuła i zrobiło się bardzo ślisko na murawie. GieKSa nadal grała nerwowo i już po czterech minutach Wisła wyszła na prowadzenie, po strzale Luisa Fernandeza z 25 metrów. Chwilę później Tanżyna sfaulował Fernandela w polu karnym i sędzia wskazał na wapno. Do jedenastki podszedł Luiz Fernandez i zdobył kolejną bramkę w tym spotkaniu. W 57. minucie Roginic starał się zagrozić bramce Biegańskiego strzałem głową, ale nic dobrego z tego nie wyszło. Wisła, mając dwubramkowe prowadzenie, poczuła wiatr w żaglach i po chwili mogło być 3:0, jednak strzał niepilnowanego Rodado, przeleciał nad bramką. Na bramkę tego zawodnika nie trzeba było jednak długo czekać i już w 64. minucie Angel Rodado wślizgiem zdobył trzecią bramkę dla gości. W 69. minucie Jakub Arak pokusił się o uderzenie z 15. metra, co zaskoczyło Biegańskiego i tym samym wpisał się na listę strzelców. W dalszej części spotkania GieKSa zaczęła częściej atakować, ale robiła to bez pomysłu i wiary, że można odwrócić losy tego spotkania. W 88. minucie Adrian Błąd ładnie dośrodkował w pole karne do Araka, jednak jego strzał przeleciał nad poprzeczką. Do końca meczu nic się już nie wydarzyło i GieKSa musiała uznać wyższość rywala. 

4.03.2023, Katowice
GKS Katowice – Wisła Kraków 1:3 (0:0)
Bramki: Arak (69) – Fernandez (49, 54-k), Rodado (64).
GKS Katowice: Kudła – Wasielewski, Jaroszek, Jędrych, Tanżyna (58. Bergier), Kołodziejski – Figiel, Repka (65. Urynowicz), Marzec (58. Błąd), Dudziński (58. Brzozowski) – Roginić (65. Arak).
Wisła Kraków: Biegański – Jaroch, Moltenis, Łasicki, Igbekeme (74. Basha) – Fernandez (90. Żyro), Rodriguez (82. Duda), Mula, Villar (74. Gruszkowski) – Rodado (74. Benito), Junca.
Żółte kartki: Jędrych – Basha.
Arbiter: Jarosław Przybył.
Widzów: 3649 (0 gości – zakaz wyjazdowy).

6 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

6 komentarzy

  1. Avatar photo

    Kato

    4 marca 2023 at 20:45

    Ciekawe co powie tym razem.

    • Avatar photo

      Janik

      4 marca 2023 at 21:31

      My wciąż uczymy się tej ligi

    • Avatar photo

      Piku

      4 marca 2023 at 21:34

      Szukamy rozwiązań

    • Avatar photo

      Bole

      4 marca 2023 at 21:56

      Nie spodziewałem się że zrobimy GTSowi taki prezent

  2. Avatar photo

    jan

    4 marca 2023 at 23:57

    panie Gorak niech pan pakuje manele i spie.. w sina dal…zenujace co pan z tymi chlopakami robi,potencjal na awanas bezposredni ,z tym skladem powinnismy te lige nosem wciagac ,a my z 12 punktow mamy 2…i z meczu na mecz gorzej….jak to jest ze w krakowie sie da,ze w chorzowie sie da a tu tylko mydlenie oczu..tu nie widac absolutnie zadnego rozwoju , pan tych chlopakow cofa w rozwoju..jak MARZEC 2 mecze ok nastepne 2 coraz slabiej…wymien pan 2 zawodnikow ktorzy sie przy panu rozwineli i poczymili postepy??????Figiel od paru meczy ponizej poziomu ,Jaroszek slaby Kudla bledy sie mnoza nie pomaga,Blad 1 mecz dobry 3 slabe napastnika nie bylo i nie ma..jedynie Arak tyra i sie stara ale to nie pana zasluga

  3. Avatar photo

    PAVULON

    5 marca 2023 at 14:49

    KUDŁA ZA…Ł BRAME Z GOROLAMI A I TAK GO WYSTAWIA A MŁODY Z PODBESKIDZIEM ZAGRAŁFAJNY SZPIL I GO NA ŁAWE DAŁ FAJNA MOTYWACJA OD TRENEIRO

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców. 

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Igrzyska Myśliwca z katowicką obroną

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Czasem trzeba – jak to się mówi – przespać się po danym meczu. Po to, żeby podejść do niego bardziej spokojnie, znaleźć jakieś pozytywy i ogólnie nie popaść w zły nastrój. Nie pykło. Tym razem patrząc już z lekkiego dystansu, czyli sobotniego poranka, mam obraz gorszy niż bezpośrednio po meczu. Powiedzmy sobie wprost – to było fatalne spotkanie naszego zespołu.

Nie mam tym razem irytacji, tak jak po meczu z Motorem. Może z powodu dyspozycji dnia. Ale nie zespołu, tylko mojej. Ot, GieKSa pokazała swoją specyfikę od tej złej strony, ale nie jest to nic nowego, znamy to doskonale. Tym razem wyszło na minus.

To co jest niestety specyfiką tej drużyny i co (póki co) nie pozwala jej wejść na stałe do czołówki ligi to jej kompletna losowość. Abstrahując oczywiście od tej różnicy u siebie i na wyjeździe. Ale zasadniczo wygląda to tak, że co nam danego dnia wylosuje maszyna losująca, tak będzie wyglądał mecz w naszym wykonaniu. Nie ma czegoś takiego, że przed meczem ze stosunkowo dużym prawdopodobieństwem jesteśmy w stanie stwierdzić, że GieKSa zagra dobre solidne spotkanie, będzie lepsza od rywala albo przynajmniej równa, a wynik – choć to suma wielu wypadkowych – również z pewnym prawdopodobieństwem będzie korzystny. Nie. W przypadku GKS mamy wręcz orła i reszkę – jak wypadnie jedno to mamy ekipę walczącą, kapitalnie grającą w piłkę, stwarzającą zagrożenie. Jeśli drugie – drużynę bezradną i… grającą w obronie w tak kuriozalny sposób jak wczoraj. Ale jest to sposób znany. Także z tego sezonu. Jak zawieje – tak zagramy.

Zanim przejdę do obrony (dla porządku, chodzi o obronną grę całego zespołu), słówko o innych aspektach. Zapytałem trenera na konferencji o wyciąganie wniosków z rywalizacji z Piastem, przede wszystkim z jesieni z poprzedniego sezonu. Bo miałem małe déjà vu z tego meczu, gdy chyba dopiero w swoim drugim starciu jako trener Piasta przyjechał na Nową Bukową Daniel Myśliwiec. Wtedy używałem takiej metafory, że piłkarze Piasta „pobili” naszych zawodników. Bo już wtedy zameldowali się bardzo szybko w kościach naszych zawodników, którzy nie byli na to przygotowani. I goście wtedy zdominowali ten mecz fizycznością i agresją, do tego strzelili w krótkim czasie dwie bramki i było po meczu. I wczoraj mieliśmy podobny vibe Piasta, przy czym tym razem z dyscyplin olimpijskich trener Myśliwiec nie postawił na boks, tylko na sprint. Nie wiem, jakim cudem przekonał swoich piłkarzy, zwłaszcza tych zagranicznych, jaka jest waga meczu z GieKSą, ale grali oni, jakby nałykali się szaleju. Byli dzicy, z pianą na ustach, walczyli, jakby to była wojna, a nie mecz piłkarski. Tak jak mówię – tym razem objawiało się to w szybkości, pokazywaniu się na pozycję i niesamowitym parciu do przodu. Utrzymywali przy tym naprawdę dyscyplinę taktyczną, to nie były ataki chaotyczne. W tym kontekście trafiliśmy na przeciwnika niesamowicie dobrze dysponowanego.

Trener mówił po meczu, że w drugiej połowie to GKS przejął inicjatywę. No jasne, ale przecież Piast prowadził już 2:0, więc to turbodoładowanie nie było już im do niczego potrzebne. Poza tym bądźmy konsekwentni – bo narracja jest taka, że gdy my się cofamy do niskiej obrony, to jest to przemyślana taktyka, a jeśli przeciwnik – to znaczy, że ich zdominowaliśmy i rywal miał kłopoty…

No nie. Piast intencjonalnie oddał nam piłkę, może nie do końca dla siebie w sposób idealny, na co zwracał uwagę trener rywali. Ale gospodarze bardzo umiejętnie się bronili i GKS choć stworzył sobie ostatecznie dość sporo sytuacji, to trudno powiedzieć, żeby któraś z nich naprawdę była wielką szansą na zdobycie gola. Wydaje mi się, że najlepszą miał Mateusz Wdowiak w pierwszej połowie, ale i tak jednak musiał uderzać z takiej krótkiej nogi. Owszem – powinien to trafić, ale sytuacja idealna nie była. Mateusz Kowalczyk z szesnastu metrów – to też powinno zakończyć się dużo lepszym uderzeniem (znaczy nie wprost w bramkarza). Sytuacja Marcina Wasielewskiego po kapitalnym podaniu Nowaka była trudna, bo nasz zawodnik uderzał już będąc bardzo blisko bramkarza, szanse powodzenia były minimalne. Ilja po podaniu Bartka strzelał bardzo efektownie i był blisko, ale była to trudna sytuacja.

Poza tym nasze sytuacje były słabe, podwójne uderzenie Bartka nie miało też większych szans.

Jeśli chcemy porównać – naprawdę dobre szanse to miała Wisła Płock w Katowicach. Mimo, że przegrała 0:5, na początku meczu, kiedy ratował nas Ilja, a potem w drugiej połowie, gdy sam na sam wyszedł Hamulić. To są prawdziwe groźne sytuacje, a nie te, które my stworzyliśmy w Gliwicach.

Daniel Myśliwiec jak nikt inny widać zna atuty i słabości GieKSy. Nikt w tej lidze nie potrafi nas zneutralizować w taki sposób. I najwidoczniej trener wygrał ten mecz już przed meczem. Wiedział jaką taktykę przyjąć i jak nastawić swoich zawodników. I to wystarczyło. Plus dodajmy pewien aspekt układu gwiazd. Oprócz tego, że Piast był lepszy zarówno w obronie i w ataku, to trzeba powiedzieć, że absolutnie wszystko im wychodziło, a nam absolutnie nic. Takie mecze też się zdarzają.

Przede wszystkim trenerzy rywali wiedzą (i my niestety też), że gdy się nasz zespół naciśnie, to gubimy się niemożebnie. Recepta na GieKSę – wprowadzić trochę szybkości i chaosu w naszych szeregach, to prawdopodobieństwo zdobycia bramki znacząco wzrasta. Co lepsza (a nawet i nie) drużyna z tego korzysta. Na naszym tle zadziwiająco często drużyny przeciwników wyglądają na rozpędzone i grające mecz sezonu…

No ale wracając do tej defensywy. Problem mamy wielki i to nie jest tylko kwestia tylko tego sezonu. Na ten moment mamy rozegranych 10 meczów i 15 straconych bramek. To daje średnią 1,5 traconej bramki na mecz – taka sama średnia wychodzi zarówno w lidze, jak i czterech meczach pucharowych. Mamy w dziesięciu meczach tego sezony zaledwie jedno czyste konto, a w ostatnich osiemnastu spotkaniach – tylko dwukrotnie nie straciliśmy bramki.

Ale tu nie chodzi nawet o samą liczbę, bo choć jest ona spora, to nie jest jeszcze jakaś totalnie dramatyczna. Ale dramatyczny jest sposób, w jaki te bramki tracimy. I w jakich momentach czy odstępach. Patrząc na ten sezon. I rozpoczynając od meczu w Żylinie. Mieliśmy kilka fatalnych zachowań w pierwszej połowie, bramek nie traciliśmy, ale gubiliśmy się wtedy strasznie, podając do przeciwników. Natomiast z pola karnego wybić piłki nie umieliśmy i był rzut karny. Na Wiśle dwie bramki stracone w trzy minuty, a mogły być trzy w pięć czy sześć minut, ale trzecia nie została uznana. Z Radomiakiem podajemy w polu karnym prosto na nogę przeciwnika. Hapoel – wiadomo przedziwny przerzut Borjy, a potem strata Arka. W rewanżu z drużyną z Tel Awiwu jakieś uchylanie się od główek i rywal wychodzi sam na sam. Z Górnikiem w 80 sekund tracimy dwa gole. No i jedna z wisienek na torcie – mecz z Piastem.

Choć déjà vu to miałem też z Miszkolcem…

Trudno zrozumieć, co tu się wczoraj wydarzyło. To że rywale przeprowadzili kontrę to jedno. Ale jak jeden Sanca może się zatrzymać na szesnastym metrze, przekładać sobie nogę nad piłką, a nasi zawodnicy dosłownie jak tyczki – nieruchomo powbijani w ziemię. To się absolutnie nie ma prawa wydarzyć, a nawet jeśli stoją – to niech przynajmniej zasłonią bramkę. Drugi gol to zupełnie bierne zachowanie naszych zawodników – ponownie powbijanych w ziemię – i przeciwnik zza pleców trzech GieKSiarzy wbiega i bez problemu strzela bramkę. I powiem tak – do obejrzenia skrótu myślałem, że trzeci gol to po prostu czyste stadiony świata. Ale jak zobaczyłem, jak nasz kapitan uchyla się niemal do ziemi, odsłaniając tym samym drogę piłce do bramki, to sam klęknąłem. Przecież jakby Arek został spionizowany, to piłka by trafiła dokładnie w niego.

A co do tej drugiej bramki jeszcze – to przecież dosłownie dwie akcję poprzedzające – w ciągu 2-3 minut – to były wyjścia Piasta sam na sam lub niemal sam na sam – raz był spalony, a za drugim razem rzut rożny, po którym padł gol. Podania na skrzydła, takie na dobieg, nokautowały nas w tym meczu.

I tak jak trener mówi, efektywność w obronie i ataku była po stronie Piasta. Raz, że Piast był lepszy, ale dwa – że my byliśmy po prostu bardzo słabi. Nie tylko w obronie i nie tylko w wykończeniu. My sobie nie wykreowaliśmy sytuacji tak groźnych, żeby mieć większe szanse na gola. A czasu na to mieliśmy w drugiej połowie mnóstwo, kiedy Piast oddał nam piłkę.

Cóż, zdarzyło się. Dużo gorzkich słów tu padło i w węższym, ale przede wszystkim szerszym aspekcie, trzeba coś z tą grą obronną zrobić, bo tak naprawdę mamy z nią problem od samego awansu do ekstraklasy. Bywały krótkie serie – kilku meczów – kiedy nasi piłkarze wznosili się na wyżyny, notowali czyste konta, potrafili nawet 2-3 mecze z rzędu zagrać bardzo dobrze w defensywie. Ale potem znów przychodziły, kiksy, babole i niezrozumiałe zachowania. Znaczy kiksy… Co do kiksów to ja nawet nie mam pretensji. Na przykład do takiej bramki samobójczej Arka w Łodzi w Pucharze Polski. Tam to był czysty pech, coś co po prostu się zdarza. Ale jak widzę irracjonalne zachowania zawodników, to to jest już powód – czasem do wkurzenia, czasem niepokoju.

Jeśli ta drużyna chce się rozwijać, to musi poprawić defensywę. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że Bartek Nowak da ciasteczka, a Ilja Szkurin będzie miał dzień konia. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że strzelimy więcej bramek od przeciwnika, który nam strzela. My mamy umieć przepchnąć kolanem mecz, w którym nam się ofensywa nie układa, mamy mało sytuacji lub jesteśmy nieskuteczni – ale pakujemy tę jedną bramkę i wygrywamy, bo obrona spisała się na medal i nie dopuściła do utraty gola.

Nie jesteśmy drużyną idealną. Naprawdę, gdyby nie te aspekty, o których wspomniałem, bylibyśmy w czołówce ligi i pewnie bili się o mistrzostwo. Ale mamy swoje mankamenty i jesteśmy w takim miejscu jak jesteśmy. Nadal bardzo dobrym miejscu. Ale musimy się rozwijać.

Za tydzień ostatni z trzech meczów wyjazdowych – Lubin. Jeśli tam zapunktujemy za jeden – będzie można powiedzieć, że minimum w tym trójmeczu osiągnęliśmy. Jeśli wygramy – to będzie bardzo dobry wyjazdowy wynik. Nie ma co więc płakać nad rozlanym mlekiem, a tak jak powiedziałem – docenić też bardzo należy drużynę Piasta.

Na koniec powiem, że po meczu dziennikarz Łukasz Pawlik powiedział, że jakby kiedyś zakończył pracę w GKS trener Górak, to to byłby godny następca. Zgadzam się w stu procentach. Nie wiem, co ten szkoleniowiec w sobie ma, ale widać, że ma warsztat, gdziekolwiek nie jest to ma wyniki, potrafi z niczego zrobić coś. Do tego jest skromny, trochę cichy, a jednocześnie widać, że ma ten błysk w oku. Wydaje mi się, że to całkiem spoko człowiek, który jednocześnie swoje przeszedł, zarówno w sporcie, jak i poza nim.

Ale to teoretyczne rozważanie. Teraz trwa projekt firmowany przez Rafała Góraka i niech trwa jak najdłużej, po przysparza nam on masę radości, a GieKSa jest w tym pięknym miejscu. Tak więc dalej pracujmy nad budowaniem wielkiej GieKSy, jak trzeba to poklepmy się po plecach, a jak trzeba to solidnie opie…olmy. Ale tylko po to, by iść do przodu.

Z niecierpliwością czekamy na Lubin!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga