Piłka nożna Prasówka
Media po meczu z Motorem: Dwa gole skasowane
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu Motor Lublin – GKS Katowice 1-0 (0-0).
weszlo.com – Spalone sprawdzane przez 9 minut. Motor wreszcie wygrał mecz!
Ponad dziewięć minut. Tyle potrwało w meczu Motoru Lublin z GKS-em Katowice sprawdzanie, czy bramki zostały zdobyte po spalonych. W efekcie sędzia Gryckiewicz uznał tylko jedną z nich. Tę strzeloną przez Czubaka chwilę przed 90 minutą.
Nie był to mecz z gatunku złych, ale nastawiliśmy się na trochę więcej. Trudno, by było inaczej, skoro trzy ostatnie starcia obu zespołów to prawdziwe szaleństwo. Padło w nich łącznie siedemnaście bramek, co daje nam absurdalną średnią 5,66 gola na mecz. Nasze apetyty nie zostały zaspokojone – spotkanie, jak na oba zespoły, było wyjątkowo spokojne.
Zapamiętamy je właśnie ze względu na sprawdzanie spalonych. Wszystkie trzy akcje to typowe stykówki, przy których ludzkie oko zawodzi nawet przy zrobieniu stopklatki. Jako pierwszy do siatki trafił Czubak, który po indywidualnej akcji Ndiaye i sparowanym strzale do boku miał tylko jedno zadanie: nie spalić. No i, jak wyszło po długiej weryfikacji, znalazł się na minimalnym ofsajdzie.
Potem strzelił Szkurin. Akcja typowa dla GieKSy – trochę podań na małej przestrzeni, które napędza Nowak i ostatecznie wykłada napastnikowi piłkę jak na tacy. I tutaj arbiter zasądził spalonego po usłyszeniu komunikatu z Warszawy. Tym razem akcję spalił nie strzelec, a podający.
No i w końcówce, również po długiej weryfikacji, zasądzono legalność gola Czubaka. Ta akcja była najbardziej efektowna ze wszystkich – zwłaszcza za sprawą Ndiaye i jego ładnego podania zewniakiem.
Koniec końców Motor wygrywa zasłużenie. To on miał więcej okazji, bo do odwołanej bramki doliczyć należy jeszcze strzał Simona głową sparowany na słupek czy dwie inne dwójkowe akcje duetu Ndiaye-Czubak.
Tym samym trener Misiura może odetchnąć z ulgą i powiedzieć: wreszcie. To bowiem jego pierwsze ligowe zwycięstwo w barwach Motoru, który przeszedł zimą spore roszady kadrowe. Jeszcze za wcześnie by oceniać te odważne decyzje Jakubasa i spółki. Póki co Motor jest trochę bardziej stonowany i dalej pierwsze skrzypce grają w nim starzy liderzy. Dziś mecz wyglądał tak, że jeśliby Ndiaye lub Czubak nie przeprowadzą skutecznej akcji, to skończy się 0:0. No, ale przeprowadzili. A sędzia nie dopatrzył się spalonego, choć stopa napastnika była niemalże na styku z wyrysowaną linią.
GieKSa z kolei wyglądała na wypompowaną pucharowym starciem. Jej jedynym pomysłem na ten mecz było posyłanie długich podań na Szurina, który jednak miał problemy i z zabraniem się z piłką (raz mogąc wyjść na czystą pozycję przyjął sobie futbolówkę ręką), i z wykończeniem (jedna z jego szarż zakończyła się na słupku). Zdecydowanie za mało było w katowickim zespole energii i kreatywności, a więc, jak już napisaliśmy – wynik wygląda sprawiedliwie.
dziennikwschodni.pl – Z(VAR)iowany mecz Motoru z GKS Katowice zakończony premierową wygraną Lublinian
Do czterech razy sztuka. W meczu czwartej kolejki PKO BP Ekstraklasy Motor Lublin sięgnął po pierwszą wygraną w tym sezonie. W niedzielę żółto-biało-niebiescy pokonali na swoim stadionie GKS Katowice 1:0. Bohaterem spotkania został Karol Czubak, który w końcówce zdobył gola na wagę trzech punktów i pierwszego w historii Motoru zwycięstwa pod wodzą trenera Mariusza Misiury.
Przed niedzielnym meczem szkoleniowiec Motoru zastrzegał, że jego zespół musi być skuteczniejszy zarówno w swoim polu karnym, jak i rywala, aby sięgnąć po upragnione trzy punkty. Lublinianie od pierwszego gwizdka sędziego szukali swoich okazji pod bramką rywala i w 13 minucie powinni prowadzić. Wówczas dośrodkowanie z lewej strony dobrze „zebrał” Karol Czubak i zagrał piłkę do Jaquesa Ndiaye. Senegalczyk powinien był trafić do siatki, ale oddał lekki strzał w boczną siatkę.
Doskonała okazja dla gospodarzy mogła się zemścić w 23 minucie kiedy Bartosz Nowak podał do Ilji Szkurina. Napastnik GKS ograł w polu karnym Yacine Bourhane’a i oddał strzał, który trafił w słupek. Dwie minuty później Nowak będąc przed polem karnym Motoru oddał strzał, piłka odbiła się od Marka Bartosa i spadła pod nogi Mateusza Wdowiaka, który z ostrego kąta uderzył w boczną siatkę. W odpowiedzi w 36 minucie z ostrego kąta strzelał Czubak, ale piłka przeleciała wzdłuż linii bramkowej.
Druga połowa mogła zacząć się dla Motoru znakomicie. W 49 minucie Ndiaye po indywidualnej akcji wpadł w pole karne Katowiczan i oddał strzał. Gabriel Kobylak odbił piłkę, a z dobitką z najbliższej odległości pospieszył Czubak. Radość gospodarzy nie trwała jednak długo, bo po analizie VAR okazało się, że kapitan Motoru był na minimalnym spalonym i gola anulowano.
Po godzinie gry piłka znalazła się w siatce żółto-biało-niebieskich. GKS przeprowadził składną zespołową akcję, zakończoną mocnym strzałem Szkurina po podaniu od Nowaka. Znów mieliśmy jednak chwilę niepewności i po kolejnej analizie VAR bramka dla gości nie została uznana. Cztery minuty później Motor miał kolejną świetną szansę na objęcie prowadzenie, ale strzał Christophera Simona w sobie tylko wiadomy sposób na słupek zbił Kobylak.
Motor nie rezygnował i w końcówce spotkania zdobył upragnione prowadzenie. Po kontrataku prawym skrzydłem przedarł się Ndiaye i świetnym podaniem zewnętrzną częścią stopy „obsłużył” Czubaka, który z bliska wpakował piłkę do siatki. Po tej akcji kibice znowu musieli wstrzymać oddech, ale tym razem kapitan Motoru nie był na spalonym i zapewnił Lublinianom pierwszą wygraną w tym sezonie.
dziennikzachodni.pl – Koniec pięknej serii. GKS Katowice przegrał w Lublinie z Motorem. Pięć wniosków po tym spotkaniu
GKS Katowice przegrał na wyjeździe z Motorem Lublin. Oba zespoły zaliczyły po jednym nieuznanym golu, a kibice nie narzekali na brak emocji.
[…] Zwycięstwo w Lublinie dałoby jego drużynie tymczasowy awans na trzecie miejsce. Gospodarze, którzy słabo rozpoczęli sezon, też jednak mierzyli w pełną pulę. W efekcie mecz był otwarty i mógł się kibicom podobać. Motor atakował, zakładał pressing, ale to Katowiczanie mieli w pierwszej połowie lepsze sytuacje. W 23 minucie Ilia Szkurin trafił slupek, wkrótce potem świetną okazję zmarnował Mateusz Wdowiak. Do przerwy gole jednak nie padły.
W 49 minucie GKS popełnił błąd podobny do tych, jakie przydarzały mu się w europucharze, ale tym razem dopisało mu szczęście. Dobijający piłkę po strzale Mbaye N’Diaye’a Karol Czubak był spalony. Jak pokazała analiza VAR decydowały centymetry. W 60 minucie taki sam los spotkał Szkurina, ale w tym przypadku linię obrony za szybko przekroczył podający mu Bartosz Nowak. Po chwili wyrównał się też bilans słupków – piłka uderzyła w tę część bramki po główce Christophera Simona, ale wkład miał w to także genialnie interweniujący Gabriel Kobylak.
VAR wszedł do akcji też w 86 minucie, gdy Czubak znów pokonał Kobylaka, ponownie przy asyście N’Diaye’a. Tym razem jednak analiza zakończyła się pomyślnie dla Motoru, a Katowiczanie mogą sobie pluć w brodę, bo w takich okolicznościach ich seria meczów bez porażki dobiegła końca.
Pięć wniosków po meczu Motor Lublin – GKS Katowice
Posiadanie piłki to nie wszystko. GKS lubi mieć piłkę przy nodze i starannie ją rozgrywać, uniemożliwiając rywalom przejęcie inicjatywy. W Lublinie było podobnie. Tyle, że zdecydowanie zbyt rzadko zamieniało się to w zdecydowane akcje ofensywne. Motor częściej strzelał i dzięki temu wyszarpał zwycięstwo.
Rozszyfrowane rzuty wolne Bartosza Nowaka. Od początku sezonu widać, że rywale dokładnie przeanalizowali najgroźniejszą broń GKS-u z poprzedniego sezonu. W efekcie Bartosz Nowak wciąż czeka na pierwszą asystę, a jego dośrodkowania na dalszy słupek, gdzie czekają Ilia Szkurin lub Lukas Klemenz, najczęściej padają łupem obrońców.
Koniec imponującej serii. Jedna porażka w ostatnich dziesięciu meczach. Ta seria Katowiczan została zatrzymana w Lublinie. Niewiele zabrakło do jej przedłużenia, ale Motor wyglądał na bardziej zdeterminowanego, by nie tylko zremisować, ale przede wszystkim wygrać.
VAR jest bezlitosny. Centymetry decydowały o tym, że po jednym golu Motoru i GKS-u trzeba było skreślić po analizie VAR. Niewiele więcej z kolei dało Lublinianom upragnione potwierdzenie trafienia. Trudno się dziwić irytacjom szkoleniowców, ale przepis jest przepisem i trudno z nim dyskutować.
Wyjazdowa niemoc. GKS od początku sezonu rozegrał cztery mecze na wyjazdach – dwa w eliminacjach Ligi Konferencji i dwa w Ekstraklasie. Wszystkie przegrał. To z pewnością daje do myślenia Rafałowi Górakowi, bo o ile na Nowej Bukowej powstała prawdziwa twierdza, to delegacje sprawiają, że można już mówić o falstarcie.
gol24.pl – Pierwsze zwycięstwo Motoru pod wodzą Misiury. Były trzy gole, uznano tylko tego Czubaka
Niesamowite emocje w pierwszym niedzielnym meczu 4. kolejki PKO Ekstraklasy. Motor Lublin jednak odniósł premierowe zwycięstwo w sezonie pod wodzą trenera Mariusza Misiury. GKS Katowice pokonał po bramce Karola Czubaka zdobytej krótko przed doliczonym czasem. Wcześniej sędzia Patryk Gryckiewicz z Torunia odwołał dwie bramki – po jednej dla obu zespołów.
Trener Mariusz Misiura przed tym meczem przekonywał, że jest zadowolony z gry swojego zespołu poza zachowaniem w obu szesnastkach. Dał do zrozumienia – przełamanie jest kwestią czasu. Dziś stracił bez wątpienia sporo nerwów. Wszystko przez długie analizy VAR.
W pierwszej połowie nikt nie umiał skierować piłki do siatki, choć szanse były z obu stron. Motor stwarzał zagrożenie za sprawą Karola Czubaka. W GieKSie różnicę chciał zrobić Ilja Szkurin.
Za to w drugiej połowie ze skutecznością nie było już problemu. Motor objął prowadzenie szybciej niż wskazuje to końcowy protokół. Strzał Mbaye’a Ndiaye’a dobił z bliska Czubak. Analiza trwająca 3,5 minuty dowiodła jednak… centymetrowego spalonego, dlatego rezultat ani drgnął. Tak samo stało się po próbie Szkurina – ten gol też odwołano z tego samego powodu.
Ostatecznie Motor wygrał dzięki trafieniu Czubaka z 86 minuty też sprawdzanemu długo przez VAR pod kątem ofsajdu. Do widowiska arbiter dorzucił ekstra aż 10 minut. Gra trwała jeszcze dłużej, bo w zderzeniu ucierpieli Mihai Popa i Marcin Wasielewski.
Motor ma cztery punkty, GieKSa trzy plus zaległy mecz do rozegrania.
sportowefakty.wp.pl – Czubak strzela, Misiura łapie oddech. Pierwsza wygrana Motoru po rewolucji
Motor Lublin zwyciężył po raz pierwszy w sezonie PKO Ekstraklasy i po zmianie trenera. Lider zespołu Karol Czubak strzelił GKS-owi Katowice zwycięskiego gola dopiero w 86. minucie.
[…] Katowiczanie powracają więc na pełny etat do polskich rozgrywek. Motor stanął przed czwartą szansą odniesienia pierwszego zwycięstwa w sezonie, a także po zmianie trenera z Mateusza Stolarskiego na Mariusza Misiurę.
Po stronie Motoru doszło do zmiany w obronie. Thomas Santos wzmocnił formację, a na ławce rezerwowych pozostał Tin Plavotić. Ponownie poza jedenastką startował Makan Aiko, typowany na jedno z objawień sezonu w ekstraklasie. Będący jeszcze w intensywnym okresie GKS postawił na nowych skrzydłowych, ponieważ od początku zagrali Erik Jirka oraz Mateusz Wdowiak.
Drużyna z Lublina zaatakowała na początku meczu niesiona dopingiem z trybun. Dwukrotnie poderwał się Karol Czubak, a w 12. minucie Mbaye N’Diaye spudłował po dograniu Filipa Lubereckiego. GKS przebudził się po kwadransie i w 17. minucie odpowiedział uderzeniem Ilji Szkurina.
Konfrontacja nabierała rumieńców, ale bramka nie padała. W 23. minucie Bartosz Nowak mógł asystować, ale Ilja Szkurin oddał uderzenie w słupek po jego podaniu. Niebawem Mbaye N’Diaye nie pokonał Gabriela Kobylaka.
Także ostatni kwadrans w pierwszej połowie był całkiem żwawy i ofensywny. Yacine Bourhane spudłował kopnięciem zza pola karnego, a i dokładności zabrakło Karolowi Czubakowi w 35. minucie. Tym samym do przerwy zawodnikom obu zespołów nie zabrakło rozmachu w ofensywie, ale zabrakło skuteczności, przez to pozostawało 0:0.
To, co nie udało się do przerwy, prawie wyszło Motorowi krótko po niej. Karol Czubak cieszył się golem, ale sędziowie anulowali to trafienie z powodu spalonego w momencie podania M’Baye N’Diaye. Zresztą już w 60. minucie była podobna sytuacja po przeciwnej stronie boiska, ponieważ nie było gola tylko z powodu spalonego w momencie podania Bartosza Nowaka do Ilji Szkurina.
Trenerzy szukali sposobu na rozstrzygnięcie meczu na ławkach rezerwowych.
Wyczekiwana na stadionie bramka padła w 86. minucie. Tym razem nie było już powodu do zasmucenia Karola Czubaka i anulowania jego trafienia. Wykorzystał on zgranie M’Baye Ndiaye zewnętrzną częścią buta i pokonał swoim strzałem na 1:0 Gabriela Kobylaka. Już kilka minut później było jasne, że właśnie najskuteczniejszy spośród lublinian rozstrzygnął mecz.
sport.interia.pl – Dwa gole skasowane. Zabójcze trafienie w 86. minucie. Koniec fatalnej serii
Motor Lublin w końcu znów triumfuje. Po ciągnącej się od trzech miesięcy – wliczając w to wakacyjną przerwę – serii 5 meczów bez zwycięstwa w Ekstraklasie, podopieczni trenera Mariusza Misiury ponownie zgarniają trzy punkty po zwycięstwie 1:0 na własnym terenie z GKS-em Katowice. Zwycięstwo gospodarzom zapewnił w 86. minucie Karol Czubak. Wcześniej sędzia Patryk Gryckiewicz anulował dwie bramki – po jednej w przypadku każdej z ekip. Co ciekawe, mecz po doliczonym czasie gry zakończył się dopiero w 102. minucie.
[…] GKS natomiast łączył dotąd rozgrywki ligowe z europejską przygodą. Przygodą piękną, choć zakończoną przez Hapoel Tel Awiw. Ale w Ekstraklasie ekipa Rafała Góraka nie zawodzi i choć przez toczące się eliminacje rozegrała jeden mecz mniej, wyprzedzała Motor dzięki trzem punktom zainkasowanych w starciu z Radomiakiem.
Co ciekawe, w trzech ostatnich meczach obu ekip padło 17 bramek. Kibice mieli więc prawo oczekiwać na kolejne spektakularne starcie, choć upał nie wpływał pozytywnie na intensywność niedzielnego starcia.
Na pierwszy celny strzał przyszło nam czekać do 18. minuty, gdy strzał głową na bramkę Motoru oddał Illa Szkuryn. Uderzył wprawdzie zbyt lekko, by pokonać bramkarza, ale i tak trudno było nie ulec wrażeniu, że wycisnął ile się da z niekomfortowej sytuacji.
26-latek był już znacznie groźniejszy, gdy mógł wpaść rozpędzony w pole karne po pięknym dograniu Bartosza Nowaka w jednym z kolejnych ataków. Wówczas do szczęścia zabrakło już niewiele – piłka obiła słupek. Niecelnie uderzał potem także Mateusz Wdowiak, szczęśliwie otrzymując w polu karnym piłkę odbitą przez jednego z obrońców. Trafił jednak tylko w boczną siatkę.
Na falę ataków przyjezdnych w końcu odpowiedział Motor, a dokładniej duet Karol Czubak – Mbaye Ndiaye. Kapitan Motoru rozegrał piłkę ze swoim senegalskim partnerem, po czym z ostrego kąta uderzył w stronę dalszego słupka. Zrobiło się groźnie, ale Gabriel Kobylak nie musiał nawet interweniować.
Po zmianie stron kibice goście błyskawicznie mieli okazję, by fetować trafienie Karola Czubaka, który skutecznie dobił obroniony przez bramkarza strzał, jaki oddał Mbaye Ndiaye. Cały stadion wykrzyczał już nawet nazwisko 26-latka, ale w tle trwała analiza VAR, która znacząco się przedłużała. W końcu odgwizdany został ofsajd. Bramka nie została więc uznana, a tablica wyników ponownie wskazywała bezbramkowy remis.
Pod lupę wzięta została także sytuacja z 60. minuty, po której piłkę umieścił w siatce Illa Szkuryn. Na spalonym mógł zostać złapany jednak nie sam strzelec, a asystujący mu Bartosz Nowak. I tak też było. Sędzia Patryk Gryckiewicz ponownie musiał więc „skasować” gola.
Czas mijał i gdy wydawało się, że obie drużyny ostatecznie podzielą się punktami, w 86. minucie w końcu nadeszło przełamanie. Bramkę dla Motoru wypracowali – a jakże – Mbaye Ndiaye oraz Karol Czubak. Senegalczyk kapitalnie obsłużył podaniem zewnętrzną częścią stopy snajpera Lublinian, który dopełnił formalności. Po bramce znów długo trwała analiza VAR, która jednak tym razem nie wykazała niezgodności z przepisami.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze