Felietony Piłka nożna
Post scriptum do meczów w Łodzi i Niecieczy
Zakończył się maraton meczowy. Trzy mecze w ciągu siedmiu dni, z czego dwa wyjazdy w systemie wtorek-piątek, były wyzwaniem dla naszej redakcji. Powoli zamykamy temat Niecieczy i tej kolejki (choć dzisiaj jeszcze trzy mecze), zamieszczamy więc tym razem łączone – wyjątkowo długie – post scriptum z dwóch wyjazdów. Było intensywnie i ciekawie. I przede wszystkim – zwycięsko! Od teraz liczy się już tylko Piast Gliwice. No… i jutrzejsze losowanie Pucharu Polski! Miłej lektury.
1. Z racji środka tygodnia i to meczu o wcześniejszej porze niż dwudziesta, do Łodzi pojechaliśmy w zaledwie dwuosobowym składzie – ja i Misiek.
2. Wyjechaliśmy nieco po dwunastej, więc mieliśmy spory zapas. Tradycyjnie bowiem chcieliśmy coś zjeść. Mecz bez szamki po drodze, to nie mecz.
3. Droga do Łodzi jest szybka i sprawna. Dlatego też pokonywaliśmy ją szybko i z dużym zapasem wjechaliśmy do centrum miasta. Wcześniej jednak przejeżdżaliśmy obok pól kukurydzy, a to przypominało nam, że oprócz meczu pucharowego, w piątek czeka nas kolejny – ligowy.
4. Centrum natomiast okazało się zatłoczone, więc musieliśmy przeciskać się to przez wąskie uliczki, do tego roboty drogowe nie ułatwiały tego zadania. Szukaliśmy też miejsca do zaparkowania, ostatecznie postanowiliśmy zostawić auto pod Dino, nieopodal knajpy, na którą padł nasz wybór.
5. Pizzeria Finestra zachęcała opiniami na Google, więc tam skierowaliśmy swoje kroki. Bardzo sympatyczne miejsce, z klimatem takim amerykańskim, czerwonymi, skórzanymi kanapami (bez skojarzeń hue hue).
6. Sama pizza mimo że wyglądała bardzo dobrze, była niezła, ale bez rewelacji. Misiek wziął shoarmę. Najważniejsze było jednak dość smacznie się najeść, a to się powiodło. Dodatkowo knajpa była jakieś 10 minut od stadionu, więc wszystko mieliśmy pod jak najlepszą kontrolą.
7. Szybko przedostaliśmy się pod stadion eŁKSy. Parking miał być przy Atlas Arenie. No i w pierwszej chwili gdy zbliżaliśmy się w miejsce zakrętu, mówiłem Miśkowi, że to jeszcze nie jest Atlas Arena. A była. Po prostu nie mogłem uwierzyć, że hala wybudowana w 2009 roku – a pamiętam, że mówiło się o tym – teraz wygląda raczej na relikt PRL niż cokolwiek nowoczesnego. Zmyliła mnie niesamowicie.
8. Wjechaliśmy na parking, podjechaliśmy niemal pod sam stadion. Idealnie. Byliśmy na tyle wcześnie, że akredytacji jeszcze nie było i taki bardzo zaangażowany i przejęty swoją rolą pan mówił, że zaraz będą i tłumaczył pani od wydawania pewne sprawy. Choć to zaangażowanie na pierwszy rzut oka wyglądało może nawet na nadgorliwość, to zawsze należy cenić ludzi, którzy oddają serce.
9. Za chwilę plakietki były już na miejscu. Odebraliśmy więc je i windą pojechaliśmy na górę. Jupitery jeszcze nie były zapalone, panował półmrok, ale zaraz miało być już ciemno. Pozostawała ponad godzina do meczu, więc na obiekcie były jeszcze pustki…
10. … w sumie podczas meczu niewiele się to zmieniło…
11. Ale mówiąc poważnie, lubię te nasze wczesne przyjazdy na stadiony przeciwników. Kiedyś pamiętam różnie z tym bywało, czasem było na styk, a kilka razy też się spóźniłem. Ale to naprawdę w dawnych czasach, jeszcze przed powstaniem GieKSa.pl, czyli rokiem 2012.
12. Z najbardziej spektakularnego spóźnienia pamiętam Stróże, gdzie na mecz Kolejarza z GKS przybyliśmy na drugą połowę, bo… pomyliliśmy Stróże. Na szczęście te drugie nie były aż tak daleko, więc daliśmy radę zdążyć przynajmniej na kawałek meczu.
13. Drugi raz to Dolcan Ząbki, na który przyjechaliśmy co prawda po dwudziestu kilku minutach meczu, ale już padły trzy bramki – Dolcan prowadził 2:1. Przy czym ten mecz ma dla mnie inną historię. To był drugi termin spotkania, bo w pierwotnym – pamiętnym – 10 kwietnia 2010 była katastrofa smoleńska. Ja byłem akurat we Włoszech, więc Dolcan by mi odpadł. A przez tę sytuację i możliwość pojechania na przesunięty mecz, mogłem kontynuować serię meczów GKS bez przerwy, która zakończyła się chyba na 153 meczach.
14. Wracamy do Łodzi. Zaczęliśmy ogarniać swoje sprawy, w taki skyboxie na trybunie prasowej można było zaparzyć herbatkę i zjeść ciastka. Oldschoolowe były kostki cukru, tak rzadko już spotykane. Niby taki trochę kontener, a jednak bardzo sympatyczna sprawa. W porównaniu do innych stadionów bowiem, jest to praktycznie na samej trybunie, a nie trzeba gdzieś krążyć po budynku klubowym.
15. Światła rozbłysły i powoli można było iść szukać miejsca na prasówce. Panował wiatr i nawet – mimo że pod dachem – zacinało lekkim deszczem.
16. Szukanie miejsca na prasówce to już była historia jak z horroru. O Boże… nad tym ŁKS musi solidnie popracować. Prasówka jest oddzielona od sektorów kibicowskich, więc miejsca znajdują się na samej górze, na długości całego boiska, więc jest ich multum. Do wyboru, do koloru – środek, lewa, prawa. Widoczność znakomita. Natomiast…
17. No niebywały jest problem z gniazdkami. To są takie gniazdka, że nie wepchniesz do niej wtyczki. I o ile jeszcze wtyczka z ładowarki jakoś wchodziła, to ta duża z dziurką na uziemienie za żadne skarby nie chciała wejść. Chodziłem więc jak głupi po tej trybunie i szukałem, że „a może jednak”.
18. To były takie przedłużacze luzem zamontowane do barierek. Przy innych stanowiskach już zobaczyłem kontakty na sztywno pod blatami. I tam to samo, ale – eureka. One były inne – te brytyjskie, z dodatkową dziurką. Miałem ze sobą wykałaczkę i jak za starych dobrych czasów, odblokowałem kontakt i w końcu mogłem włożyć wtyczkę.
19. Całość tych akcji z gniazdkami zajęła mi chyba z pół godziny. Czy naprawdę nie można po Bożemu dać zwykłych gniazdek?…
20. Same stanowiska pracy poza tym są bardzo dobre. Wygodne blaty, widoczność extra, no i kibice nie zaglądają w ekran. Można było na spokojnie oczekiwać meczu.
21. Wiedzieliśmy o problemach ŁKS z frekwencją. Wyszło rzeczywiście bardzo kiepsko. Ochrona była ustawiona na środku tej trybuny z napisem „ŁKS Łódź” i taką kreską oddzielała nielicznych kibiców od pustek. Zacieśnienie oczywiście ma sens wizualny, bo gdyby kibice byli rozproszeni, to wrażenie pustości byłoby jeszcze większe.
22. Młyn ŁKS też nie był zbyt liczny, ale fanatyczny. Kibice eŁKSy dali radę i głośno dopingowali swój zespół przez cały mecz. Szacun. Choć łodzianie byli w ekstraklasie kilka razy, to po awansie spadali, teraz jest drugi sezon w pierwszej lidze i widoków brak.
23. GieKSa grała drugi raz z rzędu drugą rundę Pucharu Polski. Rok temu polegliśmy w katastrofie w Skierniewicach. Teraz liczyliśmy na to, że – zgodnie z zapowiedziami trenera – w tych rozgrywkach będziemy grać z całych sił o zwycięstwo w każdym meczu.
24. I stało się – GKS awansował do 1/8 finału. Po raz pierwszy od 10 lat i po raz trzeci w ciągu ostatnich… 20 lat. PRZE-RA-ŻA-JĄ-CE. W 2013 roku za kadencji… Rafała Góraka GKS pokonał Wigry w Suwałkach 2:0, by potem wygrać po dogrywce z Podbeskidziem 2:1. Potem bomba Petasza na Bukowej i Zawisza wygrał 1:0.
25. W 2015 roku pokonaliśmy u siebie Rozwój Katowice 2:0, a potem w pucharze – ponownie Wigry w Suwałkach 2:0. W 1/8 finału na Bukowej triumfowała Cracovia m.in. z Bartoszem Kapustką w składzie.
26. Tak więc GKS wygrywając w Łodzi wyrównał swój największy „sukces” od dwóch dekad…
27. Arkadiusz Jędrych wykorzystał rzut karny. To była pierwsza jedenastka podyktowana dla GKS od… 28 meczów. Też niebywała statystyka. Gdy dodamy, że to był niewykorzystany strzał z wapna Arka w Częstochowie, celną jedenastkę musimy szukać dalej. 39 meczów wcześniej w meczu z Puszczą Niepołomice – gdzie akurat były dwa rzuty karne, które skutecznie egzekwowali kapitan i Bartosz Nowak.
28. Czyli pomiędzy dwoma skutecznymi jedenastkami minął rok i 24 dni. Co ciekawe, wszystkie trzy miały wspólny mianownik. Za każdym razem faulowany był… Marcin Wasielewski.
29. Jak podała oficjalna strona GKS, Arkadiusz Jędrych tym trafieniem zaliczył 40. bramkę dla GKS Katowice. Statystyka absolutnie niebywała, jak na stopera. Dzięki temu wskoczył na dziewiąte miejsce w historii strzelców GKS Katowice.
30. Kibice GieKSy również świetnie dopingowali przez cały mecz, trenując też nową przyśpiewkę, która jak się okazuje, tak wpada w ucho, że potem w głowie zostaje na drugie godziny. A skoro tak – oznacza to, że jest po prostu dobra.
31. Ilja Szkurin strzelił swoją czwartą bramkę dla GKS – jak się okazuje jest to zawodnik i ligowy, i pucharowy. Liczymy na dalszą skuteczność sympatycznego napastnika.
32. Po meczu udaliśmy się na konferencję prasową, która odbyła się dość szybko, a i odległość między jednym, a drugim trenerem była niewielka. Rafał Górak oczywiście był zadowolony z meczu, Szymon Grabowski wyglądał na lekko smutnego – ogólnie trenerski żywot go nie oszczędza – wiadomo jak było w Lechii, a teraz średnio idzie w ŁKS. Pozdrawiamy trenera, bo kiedyś lajkował nam posty.
33. To co nas nieco rozbawiło to tablice – te do wywiadów – z pierwszej i drugiej ligi, bo zaledwie jedna klasa rozgrywkowa dzieli pierwszą i drugą drużynę ŁKS. Przygotowani więc są na wszystko.
34. Po meczu zostaliśmy jeszcze chwilę sali, żeby zamieścić na stronie relację z konferencji i galerię. Uwinęliśmy się bardzo sprawnie i po jakichś trzydziestu minutach ruszyliśmy do samochodu, by udać się w drogę powrotną. Akurat wyjeżdżał ze stadionu też autokar GieKSy.
35. Powrotna droga przebiegła szybko i sprawnie oraz przede wszystkim w dobrych humorach. Już snuliśmy plany, na kogo byśmy chcieli trafić w kolejnej rundzie. Oczywiście z zastrzeżeniem, że we wtorkowy wieczór rozegranych zostało zaledwie kilka spotkań.
36. W Katowicach byliśmy około 23.00, czyli jak na powrót z meczu wyjazdowego, naprawdę o przyzwoitej porze.
37. Na mecz piątkowy pojechało nas już czterech – ja, Misiek, Kazik i Flifen. Więcej par rąk i głów do pracy dało nam większe możliwości manewru.
38. Wyjazd zaplanowaliśmy na 13.30. Trochę obawialiśmy się sytuacji na drodze ze względu na 1 listopada, jak się okazało niesłusznie – bo nie spowolniło to naszej trasy.
39. GPS nas jednak poprowadził za Krakowem bocznymi drogami, a nie autostradą. Dlatego też była to dość niezwykła wyprawa i zachodziliśmy coraz to bardziej w głowę, w jakie uliczki i niemal polne drogi co rusz skręcamy.
40. Pogoda była bardzo dobra, więc i widoczność kapitalna. Dlatego mogliśmy podziwiać odległe szczyty Beskidu Wyspowego, a nawet Tatr, które gdzieś tam na horyzoncie się wyłaniały. Bardzo klimatyczna trasa i przypomniały się dawne wyjazdy w niższych ligach.
41. Ciekawe były te miejscowości. Przejeżdżaliśmy na przykład przez Karwinę. Zastanawialiśmy się, czy nie zatrzymać się na hokej, ale to nie ta Karwina, podobnie, jak nie te Stróże. Zbliżaliśmy się do gminy Żabno. Zachwycała nas złota polska jesień.
42. Z racji dużego zapasu czasowego, postanowiliśmy skonsumować szamkę w Żabnie. Wybór padł na Gospodę u Krzycha. Mała sympatyczna miejscówka. Zasiedliśmy do przedmeczowej strawy.
43. Przy zamawianiu przy barze nastąpiła zabawna sytuacja. Czekaliśmy sobie spokojnie, bo pani za ladą przyjmowała telefoniczne zamówienie. Taka pizza, to taka, z takimi sosami i tak dalej. W pewnym momencie padło pytanie, gdzie dostarczyć. Pod stadion w Niecieczy. Pani więc pyta „a gdzie dokładnie w jakie miejsce?”. Powiedziałem więc po nosem od niechcenia „pod sektor gości”. A pani przez telefon „aha, pod sektor gości”.
44. Okazało się, że jakiś kibic GieKSy zamawiał z tejże gospody – na godzinę 17:40. Jeśli to czytasz, pozdrawiamy i mamy nadzieję, że smakowało 😊
45. My pizzy nie braliśmy, ale wzięliśmy inne rzeczy. Flifen placek, ja z Miśkiem filet z kurczaka, Kazik natomiast schaboszczaka. Przypasowało nam, było bardzo smaczne i dość syte. Chociaż Flifen zarzekał się, że na stadionie jeszcze skonsumuje popularnego wuszta.
46. Pojedzeni i popici ruszyliśmy do nieodległej Niecieczy, gdzie byliśmy po kilkunastu minutach. Stadion jest niczym Gwiazda Betlejemska, która zaraz po wyjeździe z Żabna zaczęła swoją łuną nas przywoływać, niczym Trzech Króli do stajenki.
47. Szybko w sklepiku klubowym odebraliśmy akredytacje i ruszyliśmy na stadion. Obiekt jest niewielki, więc i przemieszczanie się pomiędzy różnymi punktami jest szybkie. Zahaczyliśmy o sektor prasowy, na którym jak rok temu były pajęczyny, a potem poszliśmy się pokręcić w różne miejsca.
48. Flifen udał się na wspomnianą kiełbasę i dość szybko wrócił. Myślałem, że zrezygnował, a po prostu miał taki spust, że zjadł bardzo szybko. Zresztą podobnie było w knajpie.
49. Ja poszedłem na catering, gdzie można było się uraczyć herbatą. Jedzenie też było, ale na razie byłem najedzony, choć chodziła mi również myśl o giętej. Postanowiłem, że uczynię to w przerwie.
50. Warunki do oglądania meczu z tego miejsca i takich siedzisk ze stolikami są wyśmienite, zwłaszcza jeśli jest zimno. Zza szyby świetnie widać całe boisko. Minusem jest oczywiście dźwiękowe odgraniczenie od atmosfery stadionu. Kiedyś jak relacjonowaliśmy mecze z kabin na niektórych obiektach, miało się poczucie pewnego wyobcowania.
51. Stanowiska prasowe nie są tak sprzyjające, jak na wielu obiektach. Blaty są stosunkowo niewielkie, ale przede wszystkim jest ciasno. Małym minusikiem jest też to, że są trochę na bok od środka stadionu i to plus niska wysokość powoduje, że osoby ze słabszym wzrokiem nie zawsze widzą dobrze, co się dzieje na przeciwległym krańcu boiska. Ale to szczegóły. Najważniejsze, że był prąd i gdzie postawić laptopa.
52. Zaskoczyła nas informacja, że w składzie nie ma Matuesza Kowalczyka. Zastanawialiśmy się, jak GieKSa poradzi sobie bez czołowego zawodnika. Wkrótce rozpoczął się mecz, a rozpoczął się rykami słoni, na które uczulałem członków redakcji. Nawet chyba jeśli bym ich nie uprzedził – nie dało się tego pominąć. Niewtajemniczeni mieszkańcy Niecieczy pewnie zawsze myślą, że nadciąga inwazja tych sympatycznych skądinąd zwierząt.
53. Osobiście miałem przyjemność po raz ósmy gościć na tym obiekcie. Do zeszłego roku pamiętałem tylko jeden triumf sprzed lat, kiedy po golach Kamila Cholerzyńskiego i Grzegorza Fonfary GieKSa wygrała 3:1. Trzynaście miesięcy temu w Pucharze Polski GieKSa wygrała tu 2:1 po trafieniach Bartosza Jaroszka i Jakuba Antczaka.
54. GieKSa z Termaliką generalnie miała problem i do zeszłego sezonu miała jeden wygrany mecz w ogóle – bo na Bukowej na wiele prób ani razu nie udało się odnieść zwycięstwa. Ten trend jednak najwyraźniej się odwraca, bo zespół z Małopolski już od dawną z GieKSą nie wygrał, a ostatnie dwa mecze – z piątkowym – zakończył porażką.
55. Wracając do samego meczu – najpierw trafił Klemenz. Dla zawodnika to już trzecia bramka w sezonie. Długo czekaliśmy na uznanie tego gola, bo Adam Zrelak był na centymetry na potencjalnym spalonym. Na szczęście po wyrysowaniu linii okazało się, że wszystko przebiegło prawidłowo.
56. W przerwie sam udałem się na kiełbaskę, ale kolejka po lewej stronie (w której stałem) oczywiście poruszała się w ślimaczym tempie, gdy ta po prawej szła bardzo żwawo. Nosz, cholera. W końcu, gdy wielkimi krokami zaczęła się zbliżać druga połowa – zarzuciłem pomysł.
57. Poszedłem na catering i niestety zupy już nie było, więc musiałem zadowolić się tym, czego nie znoszę, czyli tzw… sztuką mięsa. Blee.
58. GieKSa umiejętnie się broniła, aż w końcu Eman Marković strzelił drugą bramkę. To było premierowe trafienie Norwega, co później przy drugim golu musiało spowodować dumę u swojego kumpla Erlinga Haalanda.
59. Co ciekawe, bramka na 2:0 dla GKS zupełnie odmieniła nastroje w młynie gospodarzy. Od początku meczu bowiem wspierali głośno swój zespół, a także kilkukrotnie skandowali nazwisko trenera Marcina Brosza. Po trafieniu Emana zaczęli śpiewać „k.. mać, Terma grać” czy coś takiego. Rzadko się zdarza tak błyskawiczna zmiana.
60. Do końca z umiarkowanym spokojem, ale też lekkim stresem obserwowaliśmy to spotkanie, ale wspomniany gol na 3:0 zamknął ten mecz na dobre. Po chwili cieszyliśmy się z kolejnych trzech punktów.
61. Telebimy w Niecieczy mają jakiś defekt. Wydawało się, że te piksele są błędem przekazu, ale na dwóch telebimach były w różnych miejscach. Dlatego takie brzydy były na miniaturkach w trakcie meczu.
62. GieKSa odbiła się od dna wyjazdowego. Po początkowych czterech porażkach w delegacjach, potem przyszedł remis w Płocku, a teraz wygrane w Lublinie i Niecieczy, przedzielone triumfem w Łodzi. W końcu GieKSa sławi naszą piłkę w całej Polsce.
63. Z dobrymi humorami mogliśmy udać się do dalszej pracy. Flifen poszedł szukać piłkarzy do wywiadu, ja po nagrywce chciałem kierować się do sali konferencyjnej. Na moje nieszczęście, gdy nagrywałem, zobaczyłem jak pani z klubu zamyka przejście (tam gdzie był catering) na cztery spusty. Na dodatek wyjścia z sektorów też były już po prostu zamknięte. Musiałem przechodzić przez płytę boiska.
64. W ogóle to się pogubiłem i prawie wlazłem do szatni GieKSy 😉 Tam piłkarze cieszyli się po zwycięstwie.
65. Dotarłem do sali konferencyjnej, takiej ładnej, bardzo schludnej. Z wygodnymi choć… trochę zbyt niskimi siedzeniami, że jak trenerowi zadaję pytania, to widzi tylko moją głowę.
66. Trener Górak musiał przestawić słonia, żeby dobrze wszystko było widać na kamerze. Rzeczniczka powiedziała, że słonie muszą być, więc zostały – tylko przesunięte. Szkoleniowiec GieKSy wziął to na siebie. Oczywiście humor jemu, jak i nam wszystkim dopisywał.
67. Za to Marcin Brosz był nieco przybity, bo ostatnie wyniki Termaliki są bardzo słabe. Beniaminek jest głównym kandydatem do spadku i szkoleniowiec zapowiada zmiany po tym nieszczęsnym dla gospodarzy spotkaniu.
68. Tak jak zazwyczaj, jak i w Łodzi, tak i po tym meczu popracowaliśmy na sali. Przy herbatce zawsze miło się opracowuje wygrany mecz. Flifen poszedł po wywiad i wrócił z wypowiedzią Marcela Wędrychowskiego. Misiek i Kazik robili galerie.
69. Śmiesznie wyszło zestawienie tytułów z konferencji i wypowiedzi Marcela. „Ocena celująca” od trenera Góraka i „Musimy mieć chłodną głowę” byłego gracza Pogoni. Zazwyczaj to trenerzy studzą głowy piłkarzom, a ta zbitka zasugerowała, jakby to trener był zadowolony, a zawodnik schładzał nastroje. Ale to tylko humorystyczne zestawienie – w zespole pewnie wszyscy wiedzą, co jest na swoim miejscu.
70. Jeszcze Misiek został upomniany przez panią rzecznik, żeby zostawił słonia, bo zaczął się bawić tym sympatycznym pluszakiem. Śmiechom nie było końca. A ten słoń pozostał taki zasmucony, nie wiem czy wynikiem, czy tarmoszeniem Miśka.
71. Ruszyliśmy w drogę powrotną. Zahaczyliśmy o KFC w Brzesku – to samo, co gdy wracaliśmy w Lublinie. Posililiśmy się tymi fast-foodowymi kurczakami, już robiąc sobie smaka na pojedynek z Piastem Gliwice w nadchodzącą sobotę. Powrót był oczywiście bardzo wesoły, bo GKS pnie się w tabeli.
72. Jeszcze oglądaliśmy w trasie końcówkę meczu Piast – Korona i gliwiczanie poprzez remis stracili kolejne dwa punkty do GieKSy. A w doliczonym czasie gry stracili Michała Chrapka, który dostał czerwoną kartkę. Przez to ważny zawodnik piłkarzy z Okrzei nie będzie mógł wystąpić na Nowej Bukowej.
73. W Katowicach byliśmy w okolicy pierwszej. Po trzecim wyjazdowym zwycięstwie. Już wkrótce – Białystok! To będzie nie lada wyzwanie, bo mecz o godzinie 12.15. Ale najpierw – Piast Gliwice!
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.












































































Szymoner
3 listopada 2025 at 17:12
Ad 28. – na Rakowie faulowany na karnego był Galan, nie Wasyl 🙂
tomek
3 listopada 2025 at 21:44
Po co te głupoty piszecie. Kogo to obchodzi co jedliście i jak przebiegała droga. Wyjątkowy kretynizm
wijas
5 listopada 2025 at 13:23
Do Tomka: Jeżeli Postscriptum uważasz za kretynizm, to po prostu nie czytaj. Ja uważam otoczkę szpilów wyjazdowych za ciekawą, a i Shellu, skoro chce się podzielić relacją z wyprawy, to niech pisze. Robi fajną robotę dla nas wszystkich, więc chyba ma prawo to opisywać.
Łuki
4 listopada 2025 at 10:30
AD.33 Tablice na eŁKSie są także przygotowane na 2 ligę bo ŁKS II Łódź w niej gra