Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do meczów w Łodzi i Niecieczy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zakończył się maraton meczowy. Trzy mecze w ciągu siedmiu dni, z czego dwa wyjazdy w systemie wtorek-piątek, były wyzwaniem dla naszej redakcji. Powoli zamykamy temat Niecieczy i tej kolejki (choć dzisiaj jeszcze trzy mecze), zamieszczamy więc tym razem łączone – wyjątkowo długie – post scriptum z dwóch wyjazdów. Było intensywnie i ciekawie. I przede wszystkim – zwycięsko! Od teraz liczy się już tylko Piast Gliwice. No… i jutrzejsze losowanie Pucharu Polski! Miłej lektury.

1. Z racji środka tygodnia i to meczu o wcześniejszej porze niż dwudziesta, do Łodzi pojechaliśmy w zaledwie dwuosobowym składzie – ja i Misiek.

2. Wyjechaliśmy nieco po dwunastej, więc mieliśmy spory zapas. Tradycyjnie bowiem chcieliśmy coś zjeść. Mecz bez szamki po drodze, to nie mecz.

3. Droga do Łodzi jest szybka i sprawna. Dlatego też pokonywaliśmy ją szybko i z dużym zapasem wjechaliśmy do centrum miasta. Wcześniej jednak przejeżdżaliśmy obok pól kukurydzy, a to przypominało nam, że oprócz meczu pucharowego, w piątek czeka nas kolejny – ligowy.

4. Centrum natomiast okazało się zatłoczone, więc musieliśmy przeciskać się to przez wąskie uliczki, do tego roboty drogowe nie ułatwiały tego zadania. Szukaliśmy też miejsca do zaparkowania, ostatecznie postanowiliśmy zostawić auto pod Dino, nieopodal knajpy, na którą padł nasz wybór.

5. Pizzeria Finestra zachęcała opiniami na Google, więc tam skierowaliśmy swoje kroki. Bardzo sympatyczne miejsce, z klimatem takim amerykańskim, czerwonymi, skórzanymi kanapami (bez skojarzeń hue hue).

6. Sama pizza mimo że wyglądała bardzo dobrze, była niezła, ale bez rewelacji. Misiek wziął shoarmę. Najważniejsze było jednak dość smacznie się najeść, a to się powiodło. Dodatkowo knajpa była jakieś 10 minut od stadionu, więc wszystko mieliśmy pod jak najlepszą kontrolą.

7. Szybko przedostaliśmy się pod stadion eŁKSy. Parking miał być przy Atlas Arenie. No i w pierwszej chwili gdy zbliżaliśmy się w miejsce zakrętu, mówiłem Miśkowi, że to jeszcze nie jest Atlas Arena. A była. Po prostu nie mogłem uwierzyć, że hala wybudowana w 2009 roku – a pamiętam, że mówiło się o tym – teraz wygląda raczej na relikt PRL niż cokolwiek nowoczesnego. Zmyliła mnie niesamowicie.

8. Wjechaliśmy na parking, podjechaliśmy niemal pod sam stadion. Idealnie. Byliśmy na tyle wcześnie, że akredytacji jeszcze nie było i taki bardzo zaangażowany i przejęty swoją rolą pan mówił, że zaraz będą i tłumaczył pani od wydawania pewne sprawy. Choć to zaangażowanie na pierwszy rzut oka wyglądało może nawet na nadgorliwość, to zawsze należy cenić ludzi, którzy oddają serce.

9. Za chwilę plakietki były już na miejscu. Odebraliśmy więc je i windą pojechaliśmy na górę. Jupitery jeszcze nie były zapalone, panował półmrok, ale zaraz miało być już ciemno. Pozostawała ponad godzina do meczu, więc na obiekcie były jeszcze pustki…

10. … w sumie podczas meczu niewiele się to zmieniło…

11. Ale mówiąc poważnie, lubię te nasze wczesne przyjazdy na stadiony przeciwników. Kiedyś pamiętam różnie z tym bywało, czasem było na styk, a kilka razy też się spóźniłem. Ale to naprawdę w dawnych czasach, jeszcze przed powstaniem GieKSa.pl, czyli rokiem 2012.

12. Z najbardziej spektakularnego spóźnienia pamiętam Stróże, gdzie na mecz Kolejarza z GKS przybyliśmy na drugą połowę, bo… pomyliliśmy Stróże. Na szczęście te drugie nie były aż tak daleko, więc daliśmy radę zdążyć przynajmniej na kawałek meczu.

13. Drugi raz to Dolcan Ząbki, na który przyjechaliśmy co prawda po dwudziestu kilku minutach meczu, ale już padły trzy bramki – Dolcan prowadził 2:1. Przy czym ten mecz ma dla mnie inną historię. To był drugi termin spotkania, bo w pierwotnym – pamiętnym – 10 kwietnia 2010 była katastrofa smoleńska. Ja byłem akurat we Włoszech, więc Dolcan by mi odpadł. A przez tę sytuację i możliwość pojechania na przesunięty mecz, mogłem kontynuować serię meczów GKS bez przerwy, która zakończyła się chyba na 153 meczach.

14. Wracamy do Łodzi. Zaczęliśmy ogarniać swoje sprawy, w taki skyboxie na trybunie prasowej można było zaparzyć herbatkę i zjeść ciastka. Oldschoolowe były kostki cukru, tak rzadko już spotykane. Niby taki trochę kontener, a jednak bardzo sympatyczna sprawa. W porównaniu do innych stadionów bowiem, jest to praktycznie na samej trybunie, a nie trzeba gdzieś krążyć po budynku klubowym.

15. Światła rozbłysły i powoli można było iść szukać miejsca na prasówce. Panował wiatr i nawet – mimo że pod dachem – zacinało lekkim deszczem.

16. Szukanie miejsca na prasówce to już była historia jak z horroru. O Boże… nad tym ŁKS musi solidnie popracować. Prasówka jest oddzielona od sektorów kibicowskich, więc miejsca znajdują się na samej górze, na długości całego boiska, więc jest ich multum. Do wyboru, do koloru – środek, lewa, prawa. Widoczność znakomita. Natomiast…

17. No niebywały jest problem z gniazdkami. To są takie gniazdka, że nie wepchniesz do niej wtyczki. I o ile jeszcze wtyczka z ładowarki jakoś wchodziła, to ta duża z dziurką na uziemienie za żadne skarby nie chciała wejść. Chodziłem więc jak głupi po tej trybunie i szukałem, że „a może jednak”.

18. To były takie przedłużacze luzem zamontowane do barierek. Przy innych stanowiskach już zobaczyłem kontakty  na sztywno pod blatami. I tam to samo, ale – eureka. One były inne – te brytyjskie, z dodatkową dziurką. Miałem ze sobą wykałaczkę i jak za starych dobrych czasów, odblokowałem kontakt i w końcu mogłem włożyć wtyczkę.

19. Całość tych akcji z gniazdkami zajęła mi chyba z pół godziny. Czy naprawdę nie można po Bożemu dać zwykłych gniazdek?…

20. Same stanowiska pracy poza tym są bardzo dobre. Wygodne blaty, widoczność extra, no i kibice nie zaglądają w ekran. Można było na spokojnie oczekiwać meczu.

21. Wiedzieliśmy o problemach ŁKS z frekwencją. Wyszło rzeczywiście bardzo kiepsko. Ochrona była ustawiona na środku tej trybuny z napisem „ŁKS Łódź” i taką kreską oddzielała nielicznych kibiców od pustek. Zacieśnienie oczywiście ma sens wizualny, bo gdyby kibice byli rozproszeni, to wrażenie pustości byłoby jeszcze większe.

22. Młyn ŁKS też nie był zbyt liczny, ale fanatyczny. Kibice eŁKSy dali radę i głośno dopingowali swój zespół przez cały mecz. Szacun. Choć łodzianie byli w ekstraklasie kilka razy, to po awansie spadali, teraz jest drugi sezon w pierwszej lidze i widoków brak.

23. GieKSa grała drugi raz z rzędu drugą rundę Pucharu Polski. Rok temu polegliśmy w katastrofie w Skierniewicach. Teraz liczyliśmy na to, że – zgodnie z zapowiedziami trenera – w tych rozgrywkach będziemy grać z całych sił o zwycięstwo w każdym meczu.

24. I stało się – GKS awansował do 1/8 finału. Po raz pierwszy od 10 lat i po raz trzeci w ciągu ostatnich… 20 lat. PRZE-RA-ŻA-JĄ-CE. W 2013 roku za kadencji… Rafała Góraka GKS pokonał Wigry w Suwałkach 2:0, by potem wygrać po dogrywce z Podbeskidziem 2:1. Potem bomba Petasza na Bukowej i Zawisza wygrał 1:0.

25. W 2015 roku pokonaliśmy u siebie Rozwój Katowice 2:0, a potem w pucharze – ponownie Wigry w Suwałkach 2:0. W 1/8 finału na Bukowej triumfowała Cracovia m.in. z Bartoszem Kapustką w składzie.

26. Tak więc GKS wygrywając w Łodzi wyrównał swój największy „sukces” od dwóch dekad…

27. Arkadiusz Jędrych wykorzystał rzut karny. To była pierwsza jedenastka podyktowana dla GKS od… 28 meczów. Też niebywała statystyka. Gdy dodamy, że to był niewykorzystany strzał z wapna Arka w Częstochowie, celną jedenastkę musimy szukać dalej. 39 meczów wcześniej w meczu z Puszczą Niepołomice – gdzie akurat były dwa rzuty karne, które skutecznie egzekwowali kapitan i Bartosz Nowak.

28. Czyli pomiędzy dwoma skutecznymi jedenastkami minął rok i 24 dni. Co ciekawe, wszystkie trzy miały wspólny mianownik. Za każdym razem faulowany był… Marcin Wasielewski.

29. Jak podała oficjalna strona GKS, Arkadiusz Jędrych tym trafieniem zaliczył 40. bramkę dla GKS Katowice. Statystyka absolutnie niebywała, jak na stopera. Dzięki temu wskoczył na dziewiąte miejsce w historii strzelców GKS Katowice.

30. Kibice GieKSy również świetnie dopingowali przez cały mecz, trenując też nową przyśpiewkę, która jak się okazuje, tak wpada w ucho, że potem w głowie zostaje na drugie godziny. A skoro tak – oznacza to, że jest po prostu dobra.

31. Ilja Szkurin strzelił swoją czwartą bramkę dla GKS – jak się okazuje jest to zawodnik i ligowy, i pucharowy. Liczymy na dalszą skuteczność sympatycznego napastnika.

32. Po meczu udaliśmy się na konferencję prasową, która odbyła się dość szybko, a i odległość między jednym, a drugim trenerem była niewielka. Rafał Górak oczywiście był zadowolony z meczu, Szymon Grabowski wyglądał na lekko smutnego – ogólnie trenerski żywot go nie oszczędza – wiadomo jak było w Lechii, a teraz średnio idzie w ŁKS. Pozdrawiamy trenera, bo kiedyś lajkował nam posty.

33. To co nas nieco rozbawiło to tablice – te do wywiadów – z pierwszej i drugiej ligi, bo zaledwie jedna klasa rozgrywkowa dzieli pierwszą i drugą drużynę ŁKS. Przygotowani więc są na wszystko.

34. Po meczu zostaliśmy jeszcze chwilę sali, żeby zamieścić na stronie relację z konferencji i galerię. Uwinęliśmy się bardzo sprawnie i po jakichś trzydziestu minutach ruszyliśmy do samochodu, by udać się w drogę powrotną. Akurat wyjeżdżał ze stadionu też autokar GieKSy.

35. Powrotna droga przebiegła szybko i sprawnie oraz przede wszystkim w dobrych humorach. Już snuliśmy plany, na kogo byśmy chcieli trafić w kolejnej rundzie. Oczywiście z zastrzeżeniem, że we wtorkowy wieczór rozegranych zostało zaledwie kilka spotkań.

36. W Katowicach byliśmy około 23.00, czyli jak na powrót z meczu wyjazdowego, naprawdę o przyzwoitej porze.


37. Na mecz piątkowy pojechało nas już czterech – ja, Misiek, Kazik i Flifen. Więcej par rąk i głów do pracy dało nam większe możliwości manewru.

38. Wyjazd zaplanowaliśmy na 13.30. Trochę obawialiśmy się sytuacji na drodze ze względu na 1 listopada, jak się okazało niesłusznie – bo nie spowolniło to naszej trasy.

39. GPS nas jednak poprowadził za Krakowem bocznymi drogami, a nie autostradą. Dlatego też była to dość niezwykła wyprawa i zachodziliśmy coraz to bardziej w głowę, w jakie uliczki i niemal polne drogi co rusz skręcamy.

40. Pogoda była bardzo dobra, więc i widoczność kapitalna. Dlatego mogliśmy podziwiać odległe szczyty Beskidu Wyspowego, a nawet Tatr, które gdzieś tam na horyzoncie się wyłaniały. Bardzo klimatyczna trasa i przypomniały się dawne wyjazdy w niższych ligach.

41. Ciekawe były te miejscowości. Przejeżdżaliśmy na przykład przez Karwinę. Zastanawialiśmy się, czy nie zatrzymać się na hokej, ale to nie ta Karwina, podobnie, jak nie te Stróże. Zbliżaliśmy się do gminy Żabno. Zachwycała nas złota polska jesień.

42. Z racji dużego zapasu czasowego, postanowiliśmy skonsumować szamkę w Żabnie. Wybór padł na Gospodę u Krzycha. Mała sympatyczna miejscówka. Zasiedliśmy do przedmeczowej strawy.

43. Przy zamawianiu przy barze nastąpiła zabawna sytuacja. Czekaliśmy sobie spokojnie, bo pani za ladą przyjmowała telefoniczne zamówienie. Taka pizza, to taka, z takimi sosami i tak dalej. W pewnym momencie padło pytanie, gdzie dostarczyć. Pod stadion w Niecieczy. Pani więc pyta „a gdzie dokładnie w jakie miejsce?”. Powiedziałem więc po nosem od niechcenia „pod sektor gości”. A pani przez telefon „aha, pod sektor gości”.

44. Okazało się, że jakiś kibic GieKSy zamawiał z tejże gospody – na godzinę 17:40. Jeśli to czytasz, pozdrawiamy i mamy nadzieję, że smakowało 😊

45. My pizzy nie braliśmy, ale wzięliśmy inne rzeczy. Flifen placek, ja z Miśkiem filet z kurczaka, Kazik natomiast schaboszczaka. Przypasowało nam, było bardzo smaczne i dość syte. Chociaż Flifen zarzekał się, że na stadionie jeszcze skonsumuje popularnego wuszta.

46. Pojedzeni i popici ruszyliśmy do nieodległej Niecieczy, gdzie byliśmy po kilkunastu minutach. Stadion jest niczym Gwiazda Betlejemska, która zaraz po wyjeździe z Żabna zaczęła swoją łuną nas przywoływać, niczym Trzech Króli do stajenki.

47. Szybko w sklepiku klubowym odebraliśmy akredytacje i ruszyliśmy na stadion. Obiekt jest niewielki, więc i przemieszczanie się pomiędzy różnymi punktami jest szybkie. Zahaczyliśmy o sektor prasowy, na którym jak rok temu były pajęczyny, a potem poszliśmy się pokręcić w różne miejsca.

48. Flifen udał się na wspomnianą kiełbasę i dość szybko wrócił. Myślałem, że zrezygnował, a po prostu miał taki spust, że zjadł bardzo szybko. Zresztą podobnie było w knajpie.

49. Ja poszedłem na catering, gdzie można było się uraczyć herbatą. Jedzenie też było, ale na razie byłem najedzony, choć chodziła mi również myśl o giętej. Postanowiłem, że uczynię to w przerwie.

50. Warunki do oglądania meczu z tego miejsca i takich siedzisk ze stolikami są wyśmienite, zwłaszcza jeśli jest zimno. Zza szyby świetnie widać całe boisko. Minusem jest oczywiście dźwiękowe odgraniczenie od atmosfery stadionu. Kiedyś jak relacjonowaliśmy mecze z kabin na niektórych obiektach, miało się poczucie pewnego wyobcowania.

51. Stanowiska prasowe nie są tak sprzyjające, jak na wielu obiektach. Blaty są stosunkowo niewielkie, ale przede wszystkim jest ciasno. Małym minusikiem jest też to, że są trochę na bok od środka stadionu i to plus niska wysokość powoduje, że osoby ze słabszym wzrokiem nie zawsze widzą dobrze, co się dzieje na przeciwległym krańcu boiska. Ale to szczegóły. Najważniejsze, że był prąd i gdzie postawić laptopa.

52. Zaskoczyła nas informacja, że w składzie nie ma Matuesza Kowalczyka. Zastanawialiśmy się, jak GieKSa poradzi sobie bez czołowego zawodnika. Wkrótce rozpoczął się mecz, a rozpoczął się rykami słoni, na które uczulałem członków redakcji. Nawet chyba jeśli bym ich nie uprzedził – nie dało się tego pominąć. Niewtajemniczeni mieszkańcy Niecieczy pewnie zawsze myślą, że nadciąga inwazja tych sympatycznych skądinąd zwierząt.

53. Osobiście miałem przyjemność po raz ósmy gościć na tym obiekcie. Do zeszłego roku pamiętałem tylko jeden triumf sprzed lat, kiedy po golach Kamila Cholerzyńskiego i Grzegorza Fonfary GieKSa wygrała 3:1. Trzynaście miesięcy temu w Pucharze Polski GieKSa wygrała tu 2:1 po trafieniach Bartosza Jaroszka i Jakuba Antczaka.

54. GieKSa z Termaliką generalnie miała problem i do zeszłego sezonu miała jeden wygrany mecz w ogóle – bo na Bukowej na wiele prób ani razu nie udało się odnieść zwycięstwa. Ten trend jednak najwyraźniej się odwraca, bo zespół z Małopolski już od dawną z GieKSą nie wygrał, a ostatnie dwa mecze – z piątkowym – zakończył porażką.

55. Wracając do samego meczu – najpierw trafił Klemenz. Dla zawodnika to już trzecia bramka w sezonie. Długo czekaliśmy na uznanie tego gola, bo Adam Zrelak był na centymetry na potencjalnym spalonym. Na szczęście po wyrysowaniu linii okazało się, że wszystko przebiegło prawidłowo.

56. W przerwie sam udałem się na kiełbaskę, ale kolejka po lewej stronie (w której stałem) oczywiście poruszała się w ślimaczym tempie, gdy ta po prawej szła bardzo żwawo. Nosz, cholera. W końcu, gdy wielkimi krokami zaczęła się zbliżać druga połowa – zarzuciłem pomysł.

57. Poszedłem na catering i niestety zupy już nie było, więc musiałem zadowolić się tym, czego nie znoszę, czyli tzw… sztuką mięsa. Blee.

58. GieKSa umiejętnie się broniła, aż w końcu Eman Marković strzelił drugą bramkę. To było premierowe trafienie Norwega, co później przy drugim golu musiało spowodować dumę u swojego kumpla Erlinga Haalanda.

59. Co ciekawe, bramka na 2:0 dla GKS zupełnie odmieniła nastroje w młynie gospodarzy. Od początku meczu bowiem wspierali głośno swój zespół, a także kilkukrotnie skandowali nazwisko trenera Marcina Brosza. Po trafieniu Emana zaczęli śpiewać „k.. mać, Terma grać” czy coś takiego. Rzadko się zdarza tak błyskawiczna zmiana.

60. Do końca z umiarkowanym spokojem, ale też lekkim stresem obserwowaliśmy to spotkanie, ale wspomniany gol na 3:0 zamknął ten mecz na dobre. Po chwili cieszyliśmy się z kolejnych trzech punktów.

61. Telebimy w Niecieczy mają jakiś defekt. Wydawało się, że te piksele są błędem przekazu, ale na dwóch telebimach były w różnych miejscach. Dlatego takie brzydy były na miniaturkach w trakcie meczu.

62. GieKSa odbiła się od dna wyjazdowego. Po początkowych czterech porażkach w delegacjach, potem przyszedł remis w Płocku, a teraz wygrane w Lublinie i Niecieczy, przedzielone triumfem w Łodzi. W końcu GieKSa sławi naszą piłkę w całej Polsce.

63. Z dobrymi humorami mogliśmy udać się do dalszej pracy. Flifen poszedł szukać piłkarzy do wywiadu, ja po nagrywce chciałem kierować się do sali konferencyjnej. Na moje nieszczęście, gdy nagrywałem, zobaczyłem jak pani z klubu zamyka przejście (tam gdzie był catering) na cztery spusty. Na dodatek wyjścia z sektorów też były już po prostu zamknięte. Musiałem przechodzić przez płytę boiska.

64. W ogóle to się pogubiłem i prawie wlazłem do szatni GieKSy 😉 Tam piłkarze cieszyli się po zwycięstwie.

65. Dotarłem do sali konferencyjnej, takiej ładnej, bardzo schludnej. Z wygodnymi choć… trochę zbyt niskimi siedzeniami, że jak trenerowi zadaję pytania, to widzi tylko moją głowę.

66. Trener Górak musiał przestawić słonia, żeby dobrze wszystko było widać na kamerze. Rzeczniczka powiedziała, że słonie muszą być, więc zostały – tylko przesunięte. Szkoleniowiec GieKSy wziął to na siebie. Oczywiście humor jemu, jak i nam wszystkim dopisywał.

67. Za to Marcin Brosz był nieco przybity, bo ostatnie wyniki Termaliki są bardzo słabe. Beniaminek jest głównym kandydatem do spadku i szkoleniowiec zapowiada zmiany po tym nieszczęsnym dla gospodarzy spotkaniu.

68. Tak jak zazwyczaj, jak i w Łodzi, tak i po tym meczu popracowaliśmy na sali. Przy herbatce zawsze miło się opracowuje wygrany mecz. Flifen poszedł po wywiad i wrócił z wypowiedzią Marcela Wędrychowskiego. Misiek i Kazik robili galerie.

69. Śmiesznie wyszło zestawienie tytułów z konferencji i wypowiedzi Marcela. „Ocena celująca” od trenera Góraka i „Musimy mieć chłodną głowę” byłego gracza Pogoni. Zazwyczaj to trenerzy studzą głowy piłkarzom, a ta zbitka zasugerowała, jakby to trener był zadowolony, a zawodnik schładzał nastroje. Ale to tylko humorystyczne zestawienie – w zespole pewnie wszyscy wiedzą, co jest na swoim miejscu.

70. Jeszcze Misiek został upomniany przez panią rzecznik, żeby zostawił słonia, bo zaczął się bawić tym sympatycznym pluszakiem. Śmiechom nie było końca. A ten słoń pozostał taki zasmucony, nie wiem czy wynikiem, czy tarmoszeniem Miśka.

71. Ruszyliśmy w drogę powrotną. Zahaczyliśmy o KFC w Brzesku – to samo, co gdy wracaliśmy w Lublinie. Posililiśmy się tymi fast-foodowymi kurczakami, już robiąc sobie smaka na pojedynek z Piastem Gliwice w nadchodzącą sobotę. Powrót był oczywiście bardzo wesoły, bo GKS pnie się w tabeli.

72. Jeszcze oglądaliśmy w trasie końcówkę meczu Piast – Korona i gliwiczanie poprzez remis stracili kolejne dwa punkty do GieKSy. A w doliczonym czasie gry stracili Michała Chrapka, który dostał czerwoną kartkę. Przez to ważny zawodnik piłkarzy z Okrzei nie będzie mógł wystąpić na Nowej Bukowej.

73. W Katowicach byliśmy w okolicy pierwszej. Po trzecim wyjazdowym zwycięstwie. Już wkrótce – Białystok! To będzie nie lada wyzwanie, bo mecz o godzinie 12.15. Ale najpierw – Piast Gliwice!

4 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

4 komentarze

  1. Avatar photo

    Szymoner

    3 listopada 2025 at 17:12

    Ad 28. – na Rakowie faulowany na karnego był Galan, nie Wasyl 🙂

  2. Avatar photo

    tomek

    3 listopada 2025 at 21:44

    Po co te głupoty piszecie. Kogo to obchodzi co jedliście i jak przebiegała droga. Wyjątkowy kretynizm

    • Avatar photo

      wijas

      5 listopada 2025 at 13:23

      Do Tomka: Jeżeli Postscriptum uważasz za kretynizm, to po prostu nie czytaj. Ja uważam otoczkę szpilów wyjazdowych za ciekawą, a i Shellu, skoro chce się podzielić relacją z wyprawy, to niech pisze. Robi fajną robotę dla nas wszystkich, więc chyba ma prawo to opisywać.

  3. Avatar photo

    Łuki

    4 listopada 2025 at 10:30

    AD.33 Tablice na eŁKSie są także przygotowane na 2 ligę bo ŁKS II Łódź w niej gra

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga