Felietony Piłka nożna
[POMECZOWO] Nikt w Katowicach się już na to nie nabiera…
Tyle co pisaliśmy o konieczności braku spotkań bardzo słabych czy żenujących, a już w pierwszej kolejce powtarzamy schematy z poprzedniego sezonu. Czyli przeciętny przeciwnik u siebie, a my bijemy głową w mur i nie stwarzamy sobie groźnych sytuacji. Do tego zaliczamy niezrozumiałe straty w środku pola i tracimy frajerską bramkę. Mając wiedzę z poprzednich wielu sezonów, kibice mogą być zaniepokojeni.
Łuaszowi Pielorzowi, piłkarzowi z doświadczeniem na poziomie pierwszoligowym nie przystoi podawać w taki sposób. To było czyste niechlujstwo lub po prostu techniczny brak. Rozumiemy, że Łukasz nie jest wybitnym technikiem, ale podanie po ziemi na 20 metrów prosto do przeciwnika nie ma prawa się zdarzyć. Nawet jak Jerzy Brzęczek tracił piłkę w meczu ze Szwecją, kiedy gola strzelił Ljungberg, dało się to jeszcze jakoś wytłumaczyć. Straty Pielorza – ni w cholerę się nie da.
Pisaliśmy, że nie będziemy się pastwić nad drużyną, ale oceniać za konkretne mecze. Niestety – nawet mimo przyzwoitej pierwszej połowy, ostateczny rezultat i obraz gry po przerwie każe powiedzieć, że wyczerpaliśmy limit jednego bardzo słabego meczu z naszej rozpiski w jednym z poprzednich artykułów. Zaczęliśmy od tego, że podarowaliśmy Wigrom chyba sześć rzutów rożnych w pierwszym kwadransie. Tym razem nic się nie stało po nich, ale cholera – statystyka może być zabójcza, bo jeśli rywal ma korner za kornerem to ryzyko utraty bramki wzrasta w zastraszającym tempie. Potem jako tako konstruowaliśmy akcje ofensywne, ale Zoch musiał się wysilić jedynie dwa razy po strzałach z dystansu – owszem ładnych, celnych, ale tak naprawdę średnio groźnych. A po przerwie to było już bicie głową w mur, spadek wiary w korzystny rezultat, no i wspomniana mega-strata Pielorza.
Po raz kolejny przykre jest to, że na Bukową przyjeżdża średniak, a na naszym tle gra w roli profesorów. Wigry kontrolowały grę, rywale zachowywali się bardzo mądrze taktycznie i w zasadzie nie było dla nich zagrożenia, że utracą prowadzenie. Ktoś może powiedzieć, że piłkarze GKS nie są jeszcze zgrani, a w składzie wyszło pięciu nowych zawodników. Ale do jasnej cholery – w Wigrach nowopozyskanych piłkarzy było czterech: Cverna, Bucholc, Augustyniak i Radecki. Dodatkowo grali tacy piłkarze jak Kądzior czy Gąska, którzy w poprzednim sezonie rozegrali 13-14 spotkań. Więc jak to jest – nowi z Wigier wkomponowali się i grają swoje, a my jak zwykle jesteśmy zagubieni na boisku?
Oczywiście to nie oznacza, że nowi u nas byli najsłabsi. Bo i Foszmańczyk coś tam próbował, i Abramowicz. Mandrysz zderzył się z pierwszoligową ścianą, ale potencjał ma. Nowak na wysokim poziomie, Sobków dość drewniany, ale miał najlepszą sytuację. Najgorsi niestety byli ci, których dobrze znamy. O Pielorzu już mówiliśmy, ale znów niewidoczny (niewidzialny) był Gonzo, a Maciej Bębenek zagrał tak jak na początku poprzedniego sezonu, czyli beznadziejnie. Do tego dwójka stoperów – Kamyk i Oliver – było jakichś „zadżumionych”, jak to powiedział niegdyś występujący u nas Tomasz Sokołowski.
W pierwszej lidze jesteśmy już dziesiąty rok. Przed każdym sezonem było mniejsze lub większe pompowanie balonika, zaciągi transferowe, nowi trenerzy, nowe nadzieje. A wypadaliśmy w tych pierwszych sezonach tak: zwycięstwa z Łomżą, Widzewem i Wigrami rok temu. Remis z Dolcanem. I uwaga, uwaga – w dupę z Turem, Pogonią, Flotą, Niecieczą, ŁKS i teraz z Wigrami, z czego trzy ostatnie wymienione mecze u siebie. 3 wygrane, 1 remis i 6 porażek na inaugurację. Statystyka tragiczna. Statystyka „zimnych pryszniców”…
Aaaa właśnie, co do zimnego prysznica. Trener Jerzy Brzęczek na konferencji powiedział, że może dobrze, że „taki zimny prysznic przydarzył się teraz, w pierwszej kolejce”. Przez chwilę można było się zastanawiać, czy szkoleniowiec zapomniał o tym, co wydarzyło się w Radomiu. Bo przecież tam też chyba był zimny prysznic, więc teraz był lodowaty. Tym bardziej, że szkoleniowiec wtedy powiedział, że „taka porażka pomoże nam w następnych spotkaniach”. Teraz jeśli przegramy w Głogowie, to trener może powiedzieć, że „dobrze że taki wyjazdowy zimny prysznic zdarzył nam się już w drugiej kolejce”. I tak w kółko, sezon zimnych pryszniców, wiadomo, lato jest i upał…
Gdyby to był pierwszy, drugi, trzeci sezon, kibice może by jeszcze zachowali chłodną głowę. Jednak mamy już 9-letnie doświadczenie z zaplecza ekstraklasy i nikt już nie ocenia przegranych w pierwszej kolejce jako „wypadków przy pracy”, „pierwszych śliwek robaczywek” (użyliśmy w LIVE takiego stwierdzenia, ale chyba po to by samych siebie uspokoić) czy „falstartu”. Dobrze wiemy, że pierwsza kolejka bardzo często bywała wyznacznikiem i papierkiem lakmusowym tego, co możemy oglądać w rundzie jesiennej – nawet nie tyle pod kątem rezultatu, co samej gry. Pamiętamy, jak pompowany był balon za Fornalaka, mecz z Dolcanem, fantastyczna atmosfera i marzenia o ekstraklasie. Był remis, a potem lecieliśmy porażką za porażką, na czele z odpadnięciem z PP w Zdzieszowicach i 1:6 u siebie z Podbeskidziem. Pamiętamy porażkę z Niecieczą u siebie, a potem wygraną dopiero w ósmej czy dziewiątej kolejce. Czy porażkę z ŁKS i wygraną chyba w piątej. Kibice w Katowicach już się nie nabierają na teksty o zimnych prysznicach. Porażka w pierwszym meczu u siebie w takim stylu wywołuje jak najbardziej uzasadniony niepokój co do przyszłości. Mamy też doświadczenia z zaciągami, które wyjściowo wydawały się bardzo dobre, a potem okazywały się szrotem. I tu też kibice mają pełne prawo się obawiać czy pozyskani zawodnicy wniosą coś do drużyny. Za wiele lat kisimy się w pierwszoligowym marazmie, żeby uznać, że wszystko jest OK i w „następnych meczach wyciągniemy wnioski”.
Oczywiście, nie jest powiedziane, że tym razem nie będzie inaczej. Że rzeczywiście zespół się obudzi. Wierzymy w to mocno, ale raczej rozpatrywalibyśmy to w kategorii miłej niespodzianki, bo jak na razie powielamy jota w jotę schemat z poprzednich sezonów.
Jak na razie bilans tego sezonu jest taki: dwa mecze, dwie porażki, zero strzelonych bramek i dwie stracone. Odpadnięcie z Pucharu Polski i zawalona inauguracja. Teraz już tylko od trenera i piłkarzy zależy czy będzie lepiej czy gorzej. Chrobry jest podrażniony wysoką porażką w Olsztynie, a wiemy, że w Głogowie łatwo się nie gra i nie jest wcale powiedziane, że zdobędziemy tam komplet punktów. Ba, będzie o to bardzo trudno. A punktować trzeba, bo jak zostało zauważone na forum – w poprzednim sezonie, żeby awansować, trzeba było zdobyć 1,85 punktu na mecz. Jeśli podzielić sezon na bloki pięciomeczowe (pięciokolejkowe), to w kolejnych 4 meczach GKS do takiej średniej musiałby zdobyć 9 punktów. Czyli 3 wygrane w 4 kolejnych meczach – w Głogowie i Olszytnie oraz u siebie z Chojniczanką i Zagłębiem. Już na wstępie wydaje się to bardzo trudnym zadaniem dla dobrej drużyny. A co dopiero dla GieKSy w obecnej formie.
Mecz z Wigrami to już jednak historia. Dostaliśmy bramkę w 2-3. minucie sezonu, mamy się jeszcze 88 minut na odrobienie strat. Czasu doliczonego jednak nie będzie. A więc do roboty panowie, wakacje się skończyły!
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

carra23
31 lipca 2016 at 13:24
zenada!!!i te puste trybuny!!!
kibic bce
31 lipca 2016 at 14:21
Kurna ale bedzie wp…. od Podbeskidzia, Zaglebia, Gornika, Stomilu,.
Pytanie do zasradu wprowadzcie bilety na 1 lub 2 polowe meczu.
Proponuje jeszcze Brzeczkowi pozbycie sie Pielorza, Kaminskiego i Wolka a Bebenka tez.
Z Gonzem sie jeszcze wstrzymam.
Jooo
31 lipca 2016 at 14:33
Masakra puste trybuny będzie coraz gorzej obawiam się że drużyna nie odpali tak szybko i może zabraknąć czasu wina trenera ze mieszał co sparing piłkarzy nie umia się zgrać poza tym jak widza wolkowicza dude pielorza to z góry wiem że mecz będzie przejebany teraz widać że jak ich trener wpuszcza to ma brak finezji i się ratuje czym może heh
Janek
31 lipca 2016 at 14:35
Pomeczowe oceny to zawsze kwestia względna i dość subiektywna. Z tymi wystawionymi po Wigrach z grubsza się zgadzam. Na pewno z tym, że najlepsi na boisku w Gieksie byli Nowak i Czerwiński. Do nich nie ma się do czego specjalnie czepiać, może poza jednym wybiciem na róg Alana. Te oceny potwierdzają jedną moją teorię. Przyczyn tego samego od lat problemu jest wiele, ale podstawowa sportowa jedna. Zespół nie ma środka, kluczowej strefy do wygrywania meczów. Wagonami sprowadzani kolejni grajkowie na pozycje 6 i 8 są nieporozumieniem. Trochim, Burkhardt, Iwan, można wymieniać. To są jakieś jaja, że największym motorem napędowym akcji ofensywnych jest prawy obrońca. Super, ale tym awansu się nie zrobi. Błąd Pielorza może się zdarzyć każdemu choć nie powinien. Ale zauważcie, że było to chyba jego drugie podanie w meczu do przodu. To jak Gieksa ma coś wygrać? A od dłuższego czasu jest to standard, że środek gry do przodu „nie pcha”. Zaczynam wątpić czy pan Trener to widzi.
1964
31 lipca 2016 at 15:18
Porządek trzeba było zrobić przed sezonem z prezesem.Prezes nie może być kolegą dla piłkarzy.oni mają czuć respekt i się go bać.wiedząc że jak coś spierdolą to będą mieli przesrane.tak było za dziurowicza!teraz prezes wejdzie po meczu do szatni i poklepie kopaczy po plecach.CYGAN proszę odejdź!
lukasz
31 lipca 2016 at 16:46
chyba nie ma sensu pisac o awansie. To na jest na wyrost to przerasta w GieKSie wszytkich procz Kibicow. Niech skupia sie na dobrym podaniu na celnym strzale na agresywnej grze, na pressingu na wymuszeniu bledow u przeciwnikow, niech strzela bramke i wygraja mecz, potem drugi trzeci … to jest jakis srodek do celu. Ale bez zaangazowania w trening bez mentalnosci bez checi tego nie bedzie. Pielorz od kliku juz miesiecy gra – nie oszukujmy sie – na poziomie 3-4 ligi. Podania do tylu idiotyczne straty, gosc ktory powinien byc pewnym punktem ostoja a on gra jak uczniak. No i wlasnie on gra !!! Jak to jest mozliwe ze taki gosc caly czas jest w pierwszym zespole? co on ma takiego w sobie? zero kreatywnosci zero zadziornosci zero walki … a to od tego goscia ma zalezec nadawanie tempa akcji, destrukcja, odpowiednie ustawienie sie zespolu, z racji pozycji i doswiadczenia. Podobnie rzecz sie ma do Wolkowicza, Bebenka Dudy. Nie zwalam winy na jednego goscia ale staram sie pojac kim ten gosc jest ze mimo takiego gowna jakie gra prze ostatnich klikadziesiat meczy on dalej jest w podstawowej 11. Reszta ma podobnie jak w/w w dupie to jak podchodza do treningu, oni zachowuja sie jak barany, jak osly ktorym trzeba wszystko mowic. Jak sie zywic jak trenowac jak grac, tak od tego jest trener ale oni nie maja za grosz swojego wkladu w ta gre, glowy im puchna z informacji taktycznych ktore nakresla im trener a oni nie potrafia przelac tego na gre tylko wiecznie probuja tej pseudo gry. Nikt jakby nie „czuje” tego zeby jakas indywudualna akcja sprobowac cos zmienci w meczu, wszyscy trzymaja sie jednego schematu do zazygania mozna to ogladac a przecierz czasem trzeba cos zmienic… takim zawodnikiem, ktory potrafil i mysle ze dalje potrafi szarpnac, zagrac w sposob niekonwencjnalny byl i jest Goncerz ktory niestety wkomponowal sie w ta mizerie, nie widac na ta chwile nikogo kto moglby to zmienic.
lukasz
31 lipca 2016 at 16:50
Przez ten przydlugi wpis chcialem napisac ze nie ma u nas pilkarzy inteligentnych, brakuje walczakow i lidera na ktorego sygnal cala druzyna rusza do ataku. Tu kazdy sam sobie gra i realizuje swoje indywidualne zadania taktyczne. Czy Wy pilkarzyki wiecie po co wogole wybiegacie na boisko ?????
andreasw1959
31 lipca 2016 at 16:52
Bardzo dobry komentarz Shellu tylko czy to dojdzie do naszych grajkow watpie . Wolek zatrzymal sie w rozwoju o Kaminskim niebyda pisol bo zaroz byscie to usuneli Bebenek tyn chop wogole sie potracil tak jak i Pielorz wogole niema koncepci gry Mom nadzieja ze po dalszych meczach niebydzie juz po co grac Ciezkie mecze przed nami narazie widza to w czornych kolorach chciolbych sie mylic I TO BARDZO BARDZO bo nigdy nie zyczy sie zle swej druzynie mom nadzieja ze potym meczu ktos zrobi rachunek za ta gra i jedyn drugiemu powie poco jest w GIEKSIE Wezcie sie pilkarze to do sumienia bo wnet bydziecie grac przy pustych trybunach a to juz nie to przyjdzie calkowity marazm i spadek a tojuz kibice z GIEKSY by wam niewybaczyli do konca zycia POZDRAWIAM chcialbym zobaczyc pilkarzy walczacych o kazda pilke takich co maja ikre narazie tej ikry niewidac
1964
31 lipca 2016 at 16:57
LUKASZ święta prawda z napuchniętymi głowami od taktyki.Taktyką niech bawią się trenerzy w wielkich klubach gdzie są świetni piłkarze.my mamy kopaczy i taktyka powinna być dla nich jak najprostsza!długa piła do przodu i walka jak w angielskiej Championship!ale niestety nawet do tego trzeba mieć siły!a oni mają siły tylko w silesii na kawie!
Mecza
31 lipca 2016 at 17:22
Po następnym meczu już może braknąć tej zimnej wody z prysznica, skończą się argumenty Brzęczka. Zgadzam się z lukasz i 1964, my mamy „nie pasujących” mentalnie zawodników aby ogarnąć to co chce Brzęczek. Zostawcie w spokoju zawodników, tu trzeba prostoty w graniu i kogoś kto miał przynajmniej jeden awans w CV. Po Głogowie Mandrysz na ławkę bez względu na koszty utrzymywania Brzęczka przez najbliższy sezon.
mario
31 lipca 2016 at 18:06
przypomnijcie sobie ten wpis za jakis czas.w Gieksie na dzien dzisiejszy nie ma ani dzialaczy ani trenerow a przde wszystkim pilkarzy ktorzy sa w stanie walczyc o awans gdziekolwiek.To smutne ale jak Katowice zakreca kurek z pieniedzmi i chyba tak bedzie bo jest siatkowka i hokej ktore moga wypromowac Katowice to pilka nikomu nie bedzie potrzebna bo co roku to samo.jak nie ma kto zrobic porzadku to lepiej jest rozgonic to cale towarzystwo bo mam juz dosc wysmiewania sie przez goroli z naszych wynikow.Pilkarze to jest wstyd i zenada
lukasz
31 lipca 2016 at 18:48
Mario nie przesadzaj, w innych klubach tez graja pilkarze dla wiekszosci anonimowi ale po prostu tworza zespol, chca i graja prosto. Jak wczoraj graly Wigry? prosta pilka, rozbijanie akcji przed polem karnym neutralizacja naszych skrzydlowych no i z przodu moze sie uda. Udac sie moze kazdej druzynie bo niemal wszystkie graja prosta pilke a nasze pilkarskie tuzy rozdaja prezenty i padaja z tego bramki. Przyklad idzie z EURO, Islandia, poukladana obrona, zadnych nie wiadomo jakich zalozen a z przodu dluga pilka, prostopadle podanie i kontra i zaszli do cwiercfinalu. Portugalia pieknie nie grala ale to co robili cala druzyna w obronie to wzor, podobnie jak Walia. A GieKSa ? zawsze slynela z zelaznej obrony i gry z kontry. Brzeczek chce sie bawic w kreowanie akcji, kurwa jesli przeciwnik nie atakuje to na huj kusic los jak sie ma takich partaczy w skladzie? czekac na blad na kontre. Jak sie meczu nie potrafi wygrac to trzeba go chociaz zremisowac. Szczegolnie z takimi druzynami jak Wigry, a juz w szczegolnosci na Bukowej.
1964
31 lipca 2016 at 18:53
Patrząc na to wszystko co stało się przez ten tydzień,to plan budowy nowego stadionu wygląda jak nowy blef miasta!Za pół roku powiedzą że grunty na załęskiej hałdzie są do dupy jak kopacze!
Tom
31 lipca 2016 at 20:32
Faktycznie potrzeba nam stadionu na 25 tys, błuuuchchaaa
Lepiej nich miasto zacznie inwestować w hokej i siatkę bo tam jest potencjał, bo tam im się chce.
Klasyk mówi:
„Trzeba wiedzieć kiedy zejść ze sceny niepokonanym”
my już nie mamy na to szans, jesteśmy już totalnie pokonani i to wyszło od środka klubu, możemy tylko zaoszczędzić sobie wstydu i żenady….
Miejcie w sobie choć grosz honoru:
WYCOFAJCIE TĘ DRUŻYNĘ Z ROZGRYWEK !!!!!!!!!!!!!!!
pawelas197
31 lipca 2016 at 20:33
wygonic ta zaraze z naszej gieksy taczki juz zamowione
radek
31 lipca 2016 at 21:15
Kur.a co za szrot z tymi transferami,dno masakar.żal patrzeć na tą bandę nieudolnych kopaczy.kolejny rok w dupę.
Matti
1 sierpnia 2016 at 07:18
Nie wiem czego wyście sie spodziewali. Na chłodno prześledzcie nasze nowe nabytki. Odeszło co prawda chyba z 10 zawodników a kto przyszedł?
Nowak – to bez dwóch zdań wielkie wzmocnienie i doświadczenie. Świetna interwencja w sytuacji sam na sam i pewne wyjścia przy wrzutkach;
Abramowicz – zagrał poprawnie ma potencjał. I to by było na tyle biorąc pod uwagę mecz z Wigrami. Foszmańczyk to raczej powinien udać się na kurację odchudzeniową bo jego start do piłki jest przerażający. Mandrysz może i talent ale nie na walkę o ekstraklasę, Zejdler – widać brak gry tego zawodnika. No niestety ale grał tylko epizody w Cracovii, Sobków – starał się ale na mnie wywarł pozytywne wrażenie zobaczymy jak sie zaprezentuje w następnych meczach, Prokić – słabiutki kompletnie nic nie znaczył na boisku. A teraz słowo o zawodnikach którzy już grają sporo w GieKSie – Bębenek -boże to po prostu kompletne dno, zero podań, zero akcji, zero walki. Kamiński – dno każde jego wyprowadzenie piłki to dzida do przodu i oczywiście niecelna, Goncerz – tak się zastanawiam czy nie lepiej go ustawiać na skrzydle tam gdzie zawsze grał. Widać że się meczy strasznie na tym ataku. Nie ma warunków do gry na szpicy obrońcy go przewracają. Praktycznie nic nie zdziałał. Nie lepiej wykorzystać jego drybling, szybkość na skrzydle? Dajmy sobie już spokój z kopaczami typu Wołkowicz, Pielorz bo to śmiech na sali ich oglądać. Ponadto pytam się gdzie są te wielkie nasze młode talenty z naszej Akademii?????? Czy naprawdę są tak słabi że nie zagrają lepiej od Bębenka??
Reasumując jak my mamy bić się o ekstraklasę skoro w meczu z przeciętniakami z Wigier my mamy w formie 2, 3 zawodników i zero zaangażowania reszty! My gramy u siebie a Goście prowadzą grę. Umieją rozegrać piłkę i zagrać presingiem. My stujka nawet jak przegrywaliśmy to żaden z zawodników nie podszedł do presingu tylko spokojnie sobie rozgrywaliśmy piłkę na naszej połowie przez stoperów. Może warto niektórych zawodników spróbować na innych pozycjach czemu są oni przypisani tylko do jednej pozycji? Tak jak w poprzednich sezonach nie mamy środka ani defensywnych ani ofensywnych pomocników. Z tymi zawodnikami góra 6 miejsce w tabeli. Raz wygramy raz przegramy i tak do końca sezonu. Ale nie ma co się dziwić przyszli zawodnicy do nas głównie z II ligi więc oni mają walczyć o ekstraklasę???????? Śmiechu warte kto tak myślał!
Irishman
1 sierpnia 2016 at 12:24
Ja też oczywiście jestem totalnie wkurzony, rozczarowany i zniechęcony tym sobotnim meczem, a szczególnie tym co wyprawiał Brzeczek, ze składem, ze zmianami. No ale znowu tak nie dramatyzujmy, bo jednak były takie momenty (w I połowie), że gra była niezła, co daje jakieś malutkie promyki nadziei na przyszłość.
Niestety kłania się fakt, że nie dokończyliśmy roboty jeśli chodzi o transfery oraz to, że trener pomimo, że ma teraz może jeszcze nie idealne ale przecież większe możliwości ciągle trzyma się tych samych nazwisk (Pielorz, Bębenek, Wołkowicz).
No i ta taktyka „szanowania piłki” też się generalnie, póki co nie sprawdza.
Defensywa, choć bez fajerwerków to jednak nie popełnia większych błędów. Szczególnie obawiałem się o Abramowicza, a ten zagrał całkiem poprawnie – nawet jak stracił piłkę, to ambitnie naprawiał swój błąd. Wzmocnieniem okazał się Nowak.
Niestety dalej już jest gorzej.
Od lat naszym problemem jest pozycja defensywnego pomocnika – z krótka przerwą gdy grał na tej pozycji Fonfara (oczywiście tylko przez kilka miesięcy, gdy mu się jeszcze chciało). Niestety Pielorz nie gwarantuje w tej strefie boiska spokoju. Gdy graliśmy tu dwójką pomocników nie było to tak widoczne, bo odpowiedzialność rozkładała się na obydwu, a poza tym jego partnerzy (Leimonas, Duda) byli jeszcze słabsi, co odciągało uwagę od słabości Łukasza.
Tu musimy się wzmocnić, bo chyba nikt nie wyobraża sobie, że wrócimy znowu do wspomnianej gry dwójką defensywnych kosztem np. ściągnięcia Sobkowa.
Nie wiem natomiast co widzi Brzęczek w Bębenku, że ciągle na niego stawia? Ten piłkarz od kilku miesięcy jest totalnie bez formy. No i chyba można tu wstawić któregoś z nowo sprowadzonych zawodników albo chociażby Sawickiego? A może spróbować jeszcze innego rozwiązania, o czym za chwilę.
Po drugiej stronie, tak jak to fajnie napisał Shellu, Mandrysz odbił się od I-ligowej rzeczywistości ale tu czas pracuje na jego korzyść. Poza tym na tą pozycje mamy przecież Prokicia, którego tam powinien wprowadzić trener, a nie robić jakieś dziwne eksperymenty z jego grą na prawej pomocy, na której totalnie się nie sprawdził!
W środku pola też nie powinno być źle. Foszmańczyk może jeszcze trochę dochodzi do siebie po kontuzji, może jeszcze musi trochę się „dotrzeć” ale ma doskonały przegląd pola. Rzucił kilka takich piłek, że palce lizać. Uważam, że z czasem będzie królował w środku pola – byle tylko miał z kim pograć (potrzebny defensywny i ofensywny pomocnik!).
No właśnie Goncerz… gdzie się stracił nasz kapitan? Na szpicy zero, na ofensywnej pomocy też kiepsko. Może warto wrócić do korzeni i w miejsce Bębenka spróbować go na prawym skrzydle, gdzie kiedyś świetnie sobie radził?
Bo na pewno nie na szpicy, gdzie powinien grać Sobków. Takiego napastnika dawno nie mieliśmy. Dobre warunki, może bez rewelacji ale dość szybki, waleczny, a przede wszystkim ma „siłę w nodze” – potrafi silnie i celnie strzelić praktycznie z miejsca. Myślę, że jeśli na niego postawimy to kilka bramek nam to przyniesie. Tym bardziej, że to rozwiązałoby nam sprawę młodzieżowca w składzie.
Reasumując – nie ma co aż tak bardzo dramatyzować, tylko trzeba solidnie wziąć się do roboty! Jeszcze wzmocnić (może wypożyczyć kogoś…nawet tylko do grudnia?) i poukładać odpowiednio drużynę, a wszystko przed nami.
Tylko czy panowie Cygan, Motała i Brzęczek są w stanie to zrobić??????????
Kibol
2 sierpnia 2016 at 21:43
No to jeszcze raz wam napisze 2 lata zgrania i będzie awans nic nie da non stop zmieniac zawodników albo trenera bo nigdy sie nie zgrają tylko mają być PIŁKARZE a nie KOPACZE to bedzie dobrze przykład Zagłebie Lubin spadli odbudowali sie i klepią wszystkich jak chcą