Piłka nożna
Podsumowanie 5. kolejki
Bardzo miło jest podsumowywać kolejkę, w której GieKSa w końcu wygrała i to po fajnej grze. Przed GKS-em teraz ciężkie mecze, ale bez przesady, nie musimy się bać nikogo w tej lidze. Walką i dyscypliną taktyczną można wygrać z każdym. Po 5. kolejce, liderem pozostaje Flota, która odniosła kolejne zwycięstwo, znów nie tracąc przy tym gola. Jak długo potrwa ta świetna passa, zawodników trenera Nowaka? Fatalną dyspozycję w dalszym ciągu prezentują ekipy ŁKS-u, GKS Tychy i Polonii Bytom. Nie zawiódł mecz w Gdyni, gdzie dominował kolor czerwony…
Zapraszamy na tradycyjne podsumowanie ligowej kolejki.
GKS Tychy – Polonia Bytom 0:0
Tyszanie tradycyjnie już swój mecz, jako gospodarze rozgrywali w Jaworznie, na razie nie jest to dla nich szczęśliwa arena. W obecności zaledwie 800 widzów GKS, nie potrafił wygrać z bytomską młodzieżą. GKS wciąż pozostaje, więc bez wygranej, podobnie jak Polonia, która zdobyła jednak pierwszy w tym sezonie punkt. Przewagę w tym spotkaniu, mieli wprawdzie Tyszanie, jednak nic nie chciało wpaść do bramki strzeżonej przez Mikę. W 80. minucie meczu drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę, ujrzał piłkarz gości Martin Baran. Czy tego dnia spotkały się ze sobą dwie najsłabsze drużyny tej ligi? Wydaje się, że tak.
Miedź Legnica – Flota Świnoujście 0:2
Flota jak na razie jest nie do pokonania. Goście zaczęli od mocnego uderzenie, bowiem już w 18. minucie wyszli na prowadzenie za sprawą Chyły, który huknął z blisko 30 metrów i pokonał Ptaka. Do przerwy zawodnicy nie stworzyli już żadnej 100% sytuacji, choć w 21. minucie ładny strzał Piotra Madejskiego, obronił Kasprzik. W drugiej połowie na boisku pojawił się przymierzany do GieKSy – Wojciech Łobodziński, który ostatecznie wzmocnił „Miedziankę”. Miedź ruszyła do odrabiania strat, jednak bezskutecznie. W 60. minucie błąd Woźniczki wykorzystuje Flota i zrobiło się 2: 0, drugie trafienie zalicza Daniel Chyła. Ostatnie pół godziny, to nieskuteczne próby zmiany wyniku z jednej i drugiej strony. W 69. minucie mocny strzał Olszara wyłapał bramkarz Miedzi – Ptak, w 79. minucie Zakrzewski traci piłkę już w samym polu karnym Floty, w 82. Minucie, przed utratą kolejnej bramki uratował „Miedziankę” – Aleksander Ptak. Niepocieszeni fani miejscowych muszą pogodzić się z kolejną porażką, natomiast Flota wciąż pozostaje największą pozytywną niespodziankę ligi. Widzów: 3500
Okocimski KS Brzesko – LKS Nieciecza 1:2
Nieciecza w tym sezonie przegrywa u siebie, natomiast na wyjazdach „leje” wszystkich bez cienia zażenowania. Pierwszy kwadrans derbów ziemi Tarnowskiej przyniósł jednego gola, jego autorem piłkarz gospodarzy – Wojciech Wojcieszyński, który okazał się skutecznym egzekutorem „jedenastki”. 14. minuta meczu, a za karnego odpowiedzialny jest Pleva. Mimo, iż „Piwosze” po tym golu mieli optyczną przewagę, gola wyrównującego strzelili gracze z Niecieczy. W 26. minucie dośrodkowywał Pawlusiński, a „swojaka” zaliczył Konrad Wieczorek – defensor gospodarzy. Do przerwy remis ze wskazaniem na „Słoniki”, którzy grają mądrzej piłką, Okocimski zbyt chaotyczny. Druga połowa zaczęła się od szturmu gospodarzy, którzy nie mogli znaleźć „haka” na golkipera gości – Sebastiana Nowaka. Od 60. minuty w Brzesku grał już tylko LKS. Najpierw groźnie strzelał Jan Pawłowski, jednak uderzenie zatrzymało się na bocznej siatce, ten sam zawodnik strzelił piękną bramkę przewrotką w 65. minucie, arbiter uznał jednak, że noga napastnika była za wysoko uniesiona i gola nie ma. Podopieczni trenera Kazimierza Moskala, dopięli swego dopiero w 84. minucie, wtedy to z 18 metrów w kierunku bramki uderzył Piotr Ceglarz i piłka przy krótkim słupku wpadła do bramki. Strzelec decydujące gola mógł postawić „kropkę nad i”, jednak zmarnował dogodną sytuację w 90. minucie. Nieciecza wygrywa 3 mecz wyjazdowy w tym sezonie, Okocimski coraz bliżej strefy spadkowej. Widzów: 1000
Stomil Olsztyn – Bogdanka Łęczna 2:2
Mecz rozpoczął się od groźnego ataku Olsztynian, jednak wszystko zostało wyjaśnione przez defensywę Bogdanki. Pierwszą bramkę kibice obejrzeli już w 9. minucie, kiedy to Veljko Nikitovic strzałem z rzutu wolnego zaskoczył – Tomasza Ptaka, bramkarza gospodarzy. Chwilę później mogło być już 2: 0, tym razem Ptak popisał się skuteczną interwencją. Od tej chwili do frontalnego ataku ruszyli podopieczni trenera Zbigniewa Kaczmarka, a prawie każdą akcję rozkręcał znakomity Michał Świderski. Starania Stomilu zostały nagrodzone w 32. minucie, kiedy to do wyrównania doprowadził wspomniany już – Świderski, skutecznie dobijając „wyplutą” przez bramkarza piłkę po główce Kazimierowskiego. Olsztynianie niesieni dopingiem poszli za ciosem, w 41. minucie Tomasz Strzelec po pięknym podaniu Kalonasa, trafia na 2:1. Stomil do szatni schodził prowadząc. Drugą połowę z animuszem znów rozpoczęli miejscowi, a Litwin Kalonas nie zdołał wykorzystać sytuacji jeden na jeden z golkiperem gości. 7. minut po tym zdarzeniu, arbiter podyktował rzut karny dla Bogdanki. Do futbolówki podszedł Tomas Pesir, który trafił w słupek. Wciąż 2:1. Stomil starał się wybijać z rytmu mających przewagę gości, pragnąc utrzymać korzystny rezultat. Niestety dla Olsztynian, ta sztuka się nie udała i w 75. minucie wyrównał Szałachowski, który z 16 metrów wolejem umieścił piłkę pod poprzeczką. Gol z cyklu „stadiony świata”. W 84. minucie meczu za drugie „żółtko” z boiska wyleciał piłkarz gospodarzy Paweł Baranowski, 4. minuty później za protesty na trybuny wysłany został trener Stomilu – Zbigniew Kaczmarek, a minutę później, piłki meczowej nie wykorzystał Michał Świderski. Po emocjonującym widowisku, obie drużyny podzieliły się punktami i pozostały w dole tabeli. Widzów: 2000
GKS KATOWICE – Kolejarz Stróże 2:0
Informacje o tym spotkaniu znajdziecie w innych miejscach naszej strony. Widzów: 2300
Sandecja Nowy Sącz – Olimpia Grudziądz 2:0
Faworyzowana przed tym meczem Olimpia zawiodła w Nowym Sączu i wraca z Małopolski na tarczy. Do przerwy bez goli, choć obie drużyny solidarnie zmarnowały po jednej „setce”. Najpierw w 25. minucie spudłował piłkarz Sandecji – Szeliga, a w ostatniej akcji pierwszych trzech kwadransów meczu, pojedynek sam na sam z Cabajem przegrał Adrian Frańczak. Już 2. minuty po wznowieniu gry, w zamieszaniu podbramkowym najprzytomniej zachował się Adrian Świątek i na tablicy wyników widniał rezultat 1: 0 dla gospodarzy. Nieudacznikiem meczu śmiało można nazwać zawodnika Olimpii – Adriana Frańczaka, który w 64. minucie pojedynku, znów znalazł się „oko w oko” z Cabajem i tym razem huknął w słupek bramki Sandecji. Wszyscy znają stare piłkarskie porzekadło, że niewykorzystane okazję się mszczą. Przysłowie to, znalazło potwierdzenie w faktach, już w 67. minucie, kiedy Bartosz Szeliga ustalił wynik meczu na 2:0. W 73. minucie Wojciech Mróz, zmarnował okazję do podwyższenia na 3: 0, w sytuacji sam na sam z Michałem Wróblem, przeniósł piłkę nad poprzeczką. Do końcowego gwizdka nic ciekawego już się nie wydarzyło. 3 cenne punkty zostają na stadionie im. Ojca Władysława Augustynka w Nowym Sączu. Sandecja” ni z gruszki ni z pietruszki”, wylądowała na 4. miejscu w ligowym zestawieniu. Podopieczni trenera Asenskyego spadli na miejsce 7-dme. Widzów: 1900
Arka Gdynia – Zawisza Bydgoszcz 0:1
Emocjami z tego ligowego hitu, śmiało można by obdzielić z 6 meczów. Stadion Arki tego wieczoru zamienił się w istny „Plac Czerwony”. Ale po kolei.
Już w 3. minucie gry bliscy szczęścia byli „Arkowcy”, ni to strzał ni dośrodkowanie Piotra Tomasika, na linii bramkowej złapał Witan. Minutę później, młody Mateusz Szwoch nie udanie próbował przelobować Andrzeja Witana. Mogło być 2: 0 w 4. minuty! Na następne pół godziny piłkarze obu ekip nie przygotowali nic specjalnego dla kibiców. Dopiero w 34. minucie pierwszą naprawdę groźna okazję zmarnowali „niebiesko-czarni”- Paweł Abbot głową minimalnie obok słupka. 43. minuta mocny strzał Detlaffa, tuz obok okienka bramki Zawiszy. 45. minuta i znów ni strzał ni dośrodkowanie tym razem Zawistowskiego, o centymetry mija bramkę Arki. Mimo sytuacji, do przerwy 0:0. Druga połowa zaczęła się od mocnego uderzenia. W 48. minucie spotkania znakomicie w polu karnym Arki znalazł się Daniel Mąka, który dobił strzał Skrzyńskiego w wyprowadził Zawiszę na prowadzenie. 5. minut później, Hermes z linii bramkowej wybija strzał Szwocha, wręcz nie bywałe, że młody napastnik Arki nie doprowadził w tej sytuacji do wyrównania. W 69. minucie spotkania znakomitej okazji nie wykorzystał zawodnik gości – Jakub Wójcicki, który minął wprawdzie bramkarza Arki, lecz wyrzucił się zbytnio na prawą stronę i z ostrego kąta nie zdołał skutecznie uderzyć. W 74. minucie doświadczony Marcin Radzewicz zachował się idiotycznie i za brutalny faul, otrzymał zasłużenie czerwona kartkę. 3. minuty później znów siły się wyrównały, inteligencją nie błysnął młody Mateusz Mąka i za wybicie piłki w trybuny po gwizdku, ujrzał drugą żółtą, a w konsekwencji czerwona kartkę. W 86. minucie Zawisza grała już w 9, drugą żółtą kartkę otrzymał Masłowski. W 90. minucie Łukasz Skrzyński fauluje zdaniem sędziego Charlesa Nwaogu w polu karnym i arbiter wskazuje na 11 metr, przy okazji wyrzucając z boiska – Skrzyńskiego. Powtórki wykazały, że Nwaogu wywrócił się o własne nogi, a dopiero chwilę potem wpadł na niego Skrzyński, także karny, jak i kartka nieprawidłowe. Mimo wściekłych protestów z ławki trenera Nemeca, aby broń Boże do jedenastki nie podchodził Nwaogu, czarnoskóry zawodnik zagarnął futbolówkę i sam postanowił wymierzyć sprawiedliwość. Protesty trenera Arki okazały się jak najbardziej podstawne, gdyż Nwaogu nie trafił w światło bramki! Wściekli obaj trenerzy, załamany i uciekający przed Nemecem do szatni – Nwaogu i szaleńczy taniec radości wykartkowanego Zawiszy na środku boiska. Bardzo ważne zwycięstwo podopiecznych trenera Szatałowa, którzy w ligowej tabeli zajmują 2. miejsce. Arka przegrywa 2 mecz z rzędu. Widzów: 6774
Dolcan Ząbki – Cracovia Kraków 3:1
Nie wyszło na dobre zawodnikom trenera Stawowego, szybkie odrabianie ligowych zaległości. Tym razem szczęście opuściło „Pasy”, i faktem stała się niespodzianka w Ząbkach. Od początku atakowali gospodarze, ale udało się dopiero za trzecim razem. W 28. minucie zabójcza kontra Dolcanu, zakończona bramką Dariusza Zjawińskiego. Cracovia ospała, jakby bez mocy, stwarza za sprawą Szeligi wątpliwej jakości zagrożenie, którym był nieskuteczny strzał z 30 metrów. 3. minuty później – Patryk Koziara podwyższa na 2:0. Mimo słabej postawy Cracovii, udało się zdobyć bramkę kontaktową, tuż przed przerwą. Bramkarz Leszczyński, skosił w polu karnym – Bartłomieja Dudzica, do jedenastki podszedł Mateusz Żytko, który okazał się skutecznym egzekutorem. Na drugą połowę, zgodnie z oczekiwaniami piłkarze Cracovii wyszli lepiej zmotywowani. Już w 52. minucie strzał Bernharda, obronił – Leszczyński. Na chwilę ambicje obu ekip przycichły, lecz z letargu wybudził wszystkich – Mateusz Piątkowski, który w 66. minucie gry ustalił, jak się okazało rezultat spotkania na 3:1. W 71. minucie, mocny strzał Osolińskiego, broni – Pilarz, w 75. – Zejdler nie wykorzystał 200% okazji na zdobycie gola kontaktowego, a w 90. minucie strzał – Dudzica zatrzymał się na słupku bramki, strzeżonej przez – Rafała Leszczyńskiego. W ostatniej akcji meczu, 100% sytuację zmarnowali gospodarze, gdyż na posterunku był – Pilarz. Po emocjonującym spotkaniu, zasłużone 3 punkty trafiają na konto zespołu prowadzonego przez Roberta Podolińskiego. Craksa spada na miejsce 3, natomiast wciąż niepokonany Dolcan, jest już 6-ty. Widzów: 1000
ŁKS Łódź – Warta Poznań 0:2
Być może ten mecz miałby zupełnie inny przebieg, gdyby Jakub Więzik w 2. minucie spotkania, strzelił gola dla łodzian. Miał ku temu zaiste znakomitą okazję. Dopiero w 24. minucie pierwszy raz tak naprawdę, bramce Bodzia W, zagrozili „Warciarze”. Znany z krótkiego pobytu w Katowicach – Bartłomiej Pawłowski, przegrał jednak pojedynek z doświadczonym golkiperem. Do 41. minuty, nie wiele działo się na placu gry, wtedy jednak – Wojciech Trochim wyprowadza Wartę na prowadzenie. Katastrofalny błąd, łódzkiej defensywy, wykorzystał – Pawłowski, który znalazł się w sytuacji sam na sam z Wyparłą, Pawłowski dograł jednak do Trochima i było po sprawie. Gol do szatni, stracony na własne życzenie. 10. minut po wznowieniu rywalizacji, Trochim trafia w słupek. ŁKS zagroził Warcie, dopiero w 71. minucie, wówczas Radliński świetnie wybronił uderzenie – Papikjana. W 76. minucie meczu, rzut karny dla Warty, Grzegorz Bartczak bez trudu wykorzystał jedenastkę. Ostatni kwadrans potyczki, to żenujący poziom i zero emocji. Warta pewnie wygrywa w Łodzi z beznadziejnym ŁKS-em. Szkoda ,że nasza GieKSa grała z łodzianami, już w 1. kolejce, teraz wydaje się, że spokojnie odprawilibyśmy ich z bagażem, co najmniej 3 goli. Widzów: 1521
5. kolejka okazała się bardzo emocjonująca, sędziowie pokazali sporo czerwonych kartek i podyktowali kilka rzutów karnych. 3 razy wygrywali gospodarze, 4 razy goście, a 2 spotkania zakończyły się podziałem punktów. W sumie 20 795 widzów, obejrzało 20 goli, co daje nam średnią 2,2 gola na spotkanie i 2310 widzów na mecz.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

mózG
3 września 2012 at 00:41
Błąd często powielany:
-W 86. minucie Zawisza (GRAŁ) już w 9, drugą żółtą kartkę otrzymał Masłowski
-dobił strzał Skrzyńskiego (i) wyprowadził Zawiszę na prowadzenie.
Opis ostatniego meczu do totalnej przeróbki. Szczególnie to zdanie:
„Katastrofalny błąd, łódzkiej defensywy, wykorzystał – Pawłowski, który znalazł się w sytuacji sam na sam z Wyparłą, Pawłowski dograł jednak do Trochima i było po sprawie.” W pierwszej części niepotrzebne przecinki i myślnik burzą tok rozumowania.
GieKSa jako jedyny zespół z dołu tabeli ma zwycięstwo w tej kolejce. Szkoda utraty punktów z eŁKSą bo bylibyśmy w lepszych humorach po tym zwycięstwie.
Oby chłopaki nie wyszli na mecz z Zawiszą z przekonaniem, że nie dadzą rady wygrać tego spotkania.