Piłka nożna
Podsumowanie 2. kolejki
Potwierdzają się przypuszczenia, że w przedsionku ekstraklasy, jak w samej ekstraklasie, każdy z każdym może wygrać, każdy każdego może zaskoczyć. Już 2. kolejka ligowych zmagań na zapleczu, potwierdza, że sezon będzie bardzo wyrównany i w napięciu do końca będziemy czekać na kluczowe rozstrzygnięcia. W tej lidze do awansu starczy taktyczna konsekwencja i trochę szczęścia, niekoniecznie duży budżet. Mądrzejsi będziemy oczywiście za kilka kolejek, wtedy przekonamy się, czy jest jakiś pewniak do awansu, nie tylko na papierze, ale i na boisku. Póki, co, nikt nie powinien choćby naszej GieKSie spędzać snu z powiek. Zapraszam do krótkiego podsumowanie 2. kolejki, 1. ligi.
LKS Nieciecza – Sandecja Nowy Sącz 0:1
Pierwszy mecz kolejki i pierwsza niespodzianka. Czołowy zespół minionego sezonu, poległ u siebie z ogrywaną nawet przez 2. ligowców Sandecją. Goście zdążyli już ulec Zawiszy 5:0 i w Pucharze Polski Górnikowi Wałbrzych 4:1, dlatego wszyscy i tym razem skazywali na pożarcie piłkarzy Araszkiewicza. „Sączersi” sprawili jednak „ znawcom” psikusa i wywieźli komplet punktów z Niecieczy. Złotego gola zdobył w 55. minucie pięknym strzałem zza pola karnego Filip Burkhardt. Miejscowi mieli swoje szanse, jednak ogólnie rzecz biorąc nie był to porywający mecz, goście wykorzystali jedną ze swoich okazji, a gospodarze nie- i to jest najprostsze podsumowanie potyczki. Widzów: 500
Bogdanka Łęczna – Okocimski Brzesko 1:2
Cóż, drugi mecz i druga, jeszcze większa niespodzianka. Beniaminek wygrał z mającą duże aspiracje Bogdanką i to w Łęcznej. Mecz świetnie zaczęli jednak miejscowi, którzy już w 5. minucie wyszli na prowadzenie za sprawą Macieja Ropiejko. W kolejnych 10. minutach powinno być po meczu, gdyż Łęczna najpierw nie wykorzystała sytuacji sam na sam z bramkarzem, a chwilę później na drodze do szczęścia stanął słupek. Goście zdołali się jednak otrząsnąć po słabym początku i w 23. minucie poprzeczka ratuje gospodarzy, 13. minut później Wojcieszyński głową doprowadza do wyrównania. Mecz toczył się w żwawym tempie i już po 120. sekundach mogło być 2: 1 dla Bogdanki, po niefrasobliwej interwencji defensora gości. Swojak był o włos. Druga połowa poziomem nie dorównała pierwszej odsłonie, z boiska wiało nudą, a sytuacji było jak na lekarstwo. Lekką przewagę mieli jednak gospodarze. W futbolu wygrywają jednak ci, którzy walczą do końca i oto mieliśmy już 6. minutę doliczonego czasu gry, kiedy Piotr Darmochwał po dośrodkowaniu zdobył gola na wagę 3 punktów dla „Piwoszy”. Łęczna 2. mecze, 0 punktów. Widzów: 600
Kolejarz Stróże – Miedź Legnica 2:1
Miażdżąca przewaga Kolejarza od początku spotkania przyniosła im dwa gole już do przerwy. Obie bramki zdobył Maciej Kowalczyk w 41. i 45. minucie meczu. Wydawało się, że jest już po zawodach i beniaminek dostanie lekcje pokory. Druga połowa trochę nerwowa ze strony gospodarzy, którzy nie potrafili postawić kropki nad „i”. Natomiast w 68. minucie Grzegorzewski wykorzystał rzut karny i zrobiło się 2:1. Kolejarz, za co mu chwała nie dopuścił jednak, aby goście się rozkręcili, i dowieźli wygraną do końca. Za wcześnie chyba wykreowano „Miedziankę” na czarnego konia ligi. Kolejarz wygrał zasłużenie i notuje udany start nowego sezonu. Widzów: 300
Olimpia Grudziądz – Dolcan Ząbki 0:0
W całym spotkaniu przewagę mieli piłkarze miejscowych, jednak ich skuteczność pozostawiała wiele do życzenia. Znakomite okazje marnowali Ruszkul, Cieśliński czy Smoliński, a goście ograniczali się do, przeszkadzania z rzadka próbując atakować. Kiedy wszyscy na stadionie pogodzili się już z podziałem punktów i brakiem goli, arbiter za zagranie ręką w polu karnym podyktował jedenastkę, dla Olimpii w 94 minucie. Do „wapna” podszedł Adam Cieśliński i nie trafił w światło bramki! Wielki zawód w Grudziądzu, Olimpia zremisowała wygrany mecz. Widzów: 3000
ŁKS Łódź – Stomil Olsztyn 0:2
Mecz z trybun obejrzało tylko 999 osób, gdyż miejscowi nie dostali zgody na organizację imprezy masowej. Taka zgoda jest ponoć wymagana przez PZPN, ale to szczegół, konsekwencji pewnie nie będzie. Miejscowi mimo przewagi do szatni schodzili przegrywając 1:0. Gola dla Stomilu strzelił w 16 minucie Łukasz Suchocki, a gol padł po kontrataku, gdyż chwilę wcześniej „setkę” zmarnowali łodzianie. Przysłowie, że niewykorzystane okazje się mszczą tym razem bardzo szybko się potwierdziło. W drugiej połowie groźniejsi byli goście, a ŁKS grał strasznie niepewnie w defensywie. Decydującą bramkę dla Stomilu strzelił Kaźmierowski w 66. minucie, zawodnik gości wyszedł na pozycję sam na sam, położył bramkarza Wyparłę i strzelił, niestety za lekko i wydawało się, że Daniel Cyzio wybije piłkę z bramki, ten jednak zamiast w futbolówkę kopnął w słupek…było 2:0. W doliczonym czasie gry groźny strzał z rzutu wolnego mija bramkę gości.
Flota Świnoujście – Polonia Bytom 2:0
Trudne zadanie mieli przed sobą Bytomianie, którzy przygotowywali się przecież do startu w 2. lidze. W spotkaniu od początku przeważali miejscowi i po kilku niewykorzystanych okazjach, wreszcie dopięli swego w 37. minucie, kiedy to gola zdobył Piotr Kieruzel. Minutę wcześniej za uderzenie rywala, z boiska wyleciał zawodnik gości Piotr Kulpaka. Grając w „10” zawodnicy trenera Pierścionka nie byli w stanie nawiązać żadnej walki z rywalem. Flota do końca miała przewagę i można powiedzieć wygrała tylko 2:0. Tą decydującą bramkę strzelił Udarevic w 58. minucie. Flota po 2. kolejkach z kompletem punktów. Widzów: 1000
Zawisza Bydgoszcz – GKS Tychy 0:0
Sensacja w Bydgoszczy, gdzie wielki faworyt Zawisza nie potrafił ograć kończących w „9” Tyszan. W dodatku, po pierwszych trzech kwadransach, to goście zasłużyli na więcej ciepłych słów, bo mieli swoje szanse. Do 61. minuty można było zasnąć na trybunach, kolejny bardzo nudny mecz z udziałem beniaminka z miasta „sypialni”. Wtedy jednak arbiter podyktował rzut karny dla Zawiszy, a czerwoną kartką ukarał Macieja Mańkę z GKS-u. Uderzenie Mąki z jedenastu metrów obronił jednak Misztal. Od tego momentu gospodarze przejęli miażdżącą przewagę, zmarnowali jednak, co najmniej 4 doskonałe okazje. W 94. minucie spotkania za uderzenie Petasza w twarz, czerwoną kartkę ujrzał Piotr Rocki. To był mecz przyjaźni na trybunach, jednak na murawie oglądaliśmy prawdziwe polowanie na kości. Zawisza podobnie jak Olimpia Grudziądz, remisuje wygrany mecz. Widzów: 5000
GKS KATOWICE – Warta Poznań 1:1
O spotkaniu GieKSy przeczytacie w innym miejscu, na naszej stronie. Widzów: 1500
Trzeba zauważyć zawstydzającą frekwencję na trybunach. 8 spotkań obejrzało z wysokości trybun zaledwie 12 899 widzów, z czego 8000 fanów przyszło na stadiony w Bydgoszczy i Grudziądzu. Taki wynik daje średnią zaledwie 1612 kibiców na mecz. Na domiar złego padło tylko 13. bramek, aż 2. spotkania zakończyły się bezbramkowym remisem i w obu tych meczach nie wykorzystano rzutów karnych. Średnia goli na mecz wyniosła tylko 1,6. Następna kolejka już w najbliższy weekend, miejmy nadzieję z większą ilością bramek i kibiców.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Najnowsze komentarze