Dołącz do nas

Siatkówka

Po zaciętym i wyrównanym meczu w Katowicach Resovia lepsza po tie-breaku

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Katowiczanie przystąpili do tego spotkania bez zmian w wyjściowej szóstce, zabrakło natomiast w kadrze na ten mecz kontuzjowanego atakującego Gerta Van Walle. Resovia z kolei w porównaniu do ostatniego meczu przystąpiła z dwiema zmianami. Na pozycji środkowego Marcina Możdżonka zastąpił Bartłomiej Lemański. Z racji niedyspozycji atakującego gości Gavina Schmitta, tym razem na tej pozycji zamiast przyjmującego Thomasa Jaeschke zagrał nominalny siatkarz na ataku, czyli Niemiec Jochen Schoeps.

 

Mecz zaczął się nam nietypowo, bo od… challengu, ponieważ w pierwszej akcji wydawało się, że Butryn zaatakował daleko w aut. Wideoweryfikacja pokazała, że jednak piłka przeszła po palcach siatkarzy gości i pierwszy punkt padł jednak łupem GKS-u. Pierwsze oczko dla Resovii za sprawą mocnego ataku Schoepsa, gdy piłka po bloku trafiła w antenkę. W kolejnej akcji skutecznie Kalembka bez problemu ze środka, na co odpowiedział znów Schoeps atakiem po prostej. Ciąg dalszy mocnych ataków, Sobański po skosie i 3:2 dla GieKSy. Pierwsza większa przewaga w meczu była dzięki znakomitej zagrywce Butryna, najpierw piłka przeszła po taśmie i spadła na stronę rywali, a potem był już klasyczny as serwisowy (6:3). Goście nie zrażeni takim obrotem sprawy szybko opanowują sytuację. Dwa ataki Kanadyjczyka Perrina, mocno ze skrzydła oraz na kontrze, a potem błąd Butryna, który zaatakował po prostej w aut i już był remis (6:6). W końcu Sobański atakuje po bloku gości w aut i znów prowadzimy (7:6). Następny fragment meczu to gra punkt za punkt z dobrym atakiem z obu stron i błędami na zagrywce po stronie gospodarzy. Po bloku Nowakowskiego na Kapelusie mieliśmy pierwsze prowadzenie gości w tym spotkaniu (11:12). Wyrównał Sobański blokując dla odmiany Schoepsa (12:12). Lepszy okres w wykonaniu Resovii za sprawą Lemańskiego, dwa jego skuteczne ataki oraz blok na Kapelusie, zmusiły trenera Piotra Gruszkę do wzięcia pierwszego czasu (14:17). Ambitni katowiczanie szybko niwelują straty, Butryn mocno po prostej i Sobański na kontrze (18:19). Następnie Kalembka oraz Ivović psują zagrywkę (19:20). Falaschi zablokował atak Perrina, piłka spadła tuż za siatkę na stronę gości i przyjmujący Resovii próbując się sam wyasekurować nieczysto odbił piłkę i sędziowie przerwali grę (20:20). Przypomniał o sobie Schoeps mocnym atakiem ze skrzydła, na co odpowiedział Sobański zbijając piłkę po skosie (21:21). Niestety potem Rafał zepsuł zagrywkę, a Butryn też atakując po skosie trafił piłką w aut, tym razem challenge dla nas był chybiony (21:23) i wydawało się, że set nam ucieka. Po przerwie na żądanie trenera Gruszki, na szczęście Drzyzga zepsuł zagrywkę, a Kalembka zablokował Schoepsa (23:23) i tym razem czas musiał wykorzystać trener Andrzej Kowal. Po mocnym serwisie Pietraszki sędziowie odgwizdują podwójne odbicie Ivoviciowi i troszkę niespodziewanie pierwszą piłkę setową mają katowiczanie (24:23). Ogromną szansę na wygranie tej partii zaprzepaścił Sobański atakując z drugiej linii w aut (24:24). Bardzo długa akcja zakończyła się korzystnie dla Resovii (takie było pierwsze wrażenie), ale wywołany challenge dla GKS-u, wykazał dotknięcie siatki przez rozgrywającego Drzyzgę i mieliśmy drugą piłkę setową (25:24). Wybronił ją Lemański atakiem ze środka na czystej siatce, po czym Butryn nie przedarł się przez potrójny blok rzeszowian i został zablokowany przez Nowakowskiego (25:26). Pierwszą piłkę setową dla gości obronił Butryn, atakiem ze skrzydła po bloku, a potem Kapelus zepsuł zagrywkę (26:27). Drugą piłkę setową wykorzystali już przyjezdni za sprawą Nowakowskiego, który zablokował Sobańskiego (26:28). Wielka szkoda, że nie wygraliśmy tę partię.

 

Drugi set rozpoczął się od długiej akcji, a na końcu niej Ivović oparł piłkę o nasz blok, wyrównał Kapelus mocnym atakiem również po bloku w aut. Schoeps trafił po prostej w sam narożnik boiska, a kolejną długą wymianę, niemiecki atakujący skończył atakiem w aut. Ładna kiwka Nowakowskiego ze środka, a potem Ivović serwuje daleko w aut. W kolejnej akcji Perrin zablokował atak Butryna na kontrze, ale szybko się zrehabilitował Karol skutecznym atakiem ze skrzydła (4:4). Tak wyglądał początek tej partii, po czym Resovia odskoczyła na dwa oczka przewagi, ale nasi siatkarze szybko odrobili straty. Po bloku punktowym Kalembki był znów remis, a świetny serwis Kapelusa, którego nie przyjął Ivović, dał ponowne prowadzenie GieKSy (10:9). Ukrainiec kontynuował dobry okres swojej gry, gdy efektowną akcją z drugiej linii na czystej siatce wzbudził aplauz na widowni (11:10). Po błędzie zagrywki Kalembki, Lemański skuteczny na kontrze ze środka i znów goście wychodzą na prowadzenie (11:12). Nie na długo jednak, bo po mocnym ataku ze skrzydła Sobańskiego, Butryn zaliczył asa serwisowego, po czym Karol nie skończył ataku na kontrze (13:13). Ponownie Sobański przedarł się przez potrójny blok rzeszowian, a Schoeps popełnił błąd podwójnego odbicia (15:13), czym zmusił trenera Resovii do wzięcia czasu. Po błędzie Ivovicia, który zaatakował po skosie w aut, GKS miał już trzy oczka przewagi (17:14). Niemoc Resovii przełamał Schoeps atakiem ze skrzydła (17:15), ale tylko na chwilę. Kalembka skończył efektowną krótką na środku, potem Kapelus mocno po bloku gości, aż wreszcie Rossard źle przyjął zagrywkę Falaschiego i mieliśmy największą przewagę punktową (20:15). Rzeszowianie nie chcieli się łatwo poddać i stąd Nowakowski skutecznie ze środka, a Schoeps zaatakował lekko w środek boiska i część strat odrobiona (20:17). Po przerwie na żądanie trenera Gruszki, Schoeps na kontrze posłał piłkę daleko w aut, po czym to GKS, za sprawą Sobańskiego nie wykorzystał kontry, którego zablokował Nowakowski (21:18). W następnej akcji tym razem blok katowiczan i Butryn zatrzymał Perrina, po czym Pietraszko wchodzi na parkiet, oczywiście aby serwować (22:18). I Paweł ustrzelił asa, a potem trafił zagrywką w siatkę (23:19). Nowakowski się nam zrewanżował tym samym błędem, dając GKS-owi pierwszą piłkę setową (24:19). Butryn przekroczył linię boiska przy swoim serwisie (24:20), a drugą piłkę setową zakończył dla nas… Perrin, który został wrzucony w siatkę przez rozgrywającego Drzyzgę i nie zmieścił już piłki między antenkami (25:20).

 

Trzecią partię zaczęliśmy od mocnego ataku Butryna ze skrzydła, ale szybko odpowiedział Schoeps atakiem po skosie. Kapelus po bloku w aut, a niemiecki atakujący powielił ten atak. Butryn po prostej, a Nowakowski ze środka, po czym znów Karol mocno po prostej (4:3). Tak wyglądała wymiana ciosów od początku tego seta. Potem sędziowie odgwizdali piłkę rzuconą Perrinowi (5:3), czym Kanadyjczyk tak się zdenerwował, że szarpnął siatką i zarobił żółtą kartkę. Błędy po naszej stronie oraz atak Schoepsa po skosie na kontrze, doprowadziły do szybkiego wyrównania po 7, na co odpowiedział Kalembka atakując z krótkiej na środku siatki (8:7). Po bloku Butryna na Ivoviciu oraz skutecznej kontrze Krulickiego ze środka (12:9) odskakujemy na trzy oczka przewagi, na co trener gości reaguje wzięciem czasu. Po niej Schoeps przełamał chwilową niemoc Resovii, a Krulicki ponownie dobrze ze środka (13:10). Krótki fragment meczu z akcjami punkt za punkt, po czym Butryn zablokował Rossarda (17:13)  i ponownie czas dla gości. Tym razem niemoc w ataku dopadła GieKSę i po skutecznym ataku Rossarda, bloku Schoepsa na Butrynie, asie serwisowym Lemańskiego oraz kiwce Rossarda szybko straciliśmy całą przewagę (17:17). Potem Lemański zepsuł zagrywkę, wynik wyrównał kolejną kiwką francuski przyjmujący (18:18). W następnej akcji wydawało się, że Rossard zaatakował w aut, ale challenge na żądanie rzeszowian wskazał na atak po bloku i zmusił sędziów na zmianę decyzji (18:19). Na szczęście kontrę gości nie wykorzystał  ponownie Francuz zablokowany przez Sobańskiego, ale Rossard wciąż grał główną rolę i następny atak skończył bez problemu (19:20). Niemoc w ataku GKS-u przełamał po dłuższym fragmencie gry Butryn, lekkim atakiem po prostej, dając kolejny remis po 20. Następną akcję zakończył atakiem po bloku Perrin (tak się przynajmniej wydawało), ale wzięty challenge pokazał co innego i sędziowie przyznali punkt GieKSie. Potem Sobański zablokował Schoepsa i mieliśmy lekką przewagę (22:20). Mocny atak po skosie Perrina nie obronił, świetnie spisujący się w tym meczu nasz libero, Adrian Stańczak (22:21), po czym Butryn zaatakował w aut, ale od czego mamy… challenge i ponownie nastąpiła zmiana decyzji na korzyść GKS-u, ponieważ piłka przeleciała przez palce siatkarza Resovii i zamiast remisu, to GieKSa była bliżej wygrania tej partii (23:21). Po złym rozegraniu Perrin posłał piłkę daleko w aut i mieliśmy pierwszą piłkę setową (24:21), którą wybronił skutecznym atakiem po skosie Schoeps (24:22). Seta zakończył spokojnym atakiem Kapelus (25:22) i GieKSa już miała jeden punkt meczowy w kieszeni.

 

Czwarty set rozpoczął się od dobrego ataku Perrina ze skrzydła, szybko wyrównał Kalembka ze środka po świetnym rozegraniu Falaschiego. Goście nie zamierzają łatwo oddać meczu i Schoeps zaatakował po prostej, a Nowakowski zakończył kontrę na środku (1:3). Dobrze i mocno Kapelus ze skrzydła, ale potem Ukrainiec zepsuł zagrywkę (2:4). Perrin zrobił to samo, a Kalembka posłał asa wyrównując stan seta (4:4). Butryn nie wykorzystał kontry uderzając w aut (tym razem challenge chybiony), ale Karol się nie poddał i skończył akcję ze skrzydła po skosie (5:5). Atak Kapelusa po bloku gości dał pierwsze prowadzenie GKS-u w tej partii, a poprawił Sobański trafiając… Perrina za linią boiska (8:6). Szkoda było kolejnej nie wykorzystanej kontry tym razem w wykonaniu Butryna, który posłał piłkę daleko w aut (8:7). Chwilę potem Karol wykorzystał… następną kontrę (10:7) i zdenerwowany trener Resovii prosi o czas. Dłuższy fragment spotkania z akcjami punkt za punkt, w tym po długiej wymianie Kapelus lekko obija blok rzeszowian, wcześniej Stańczak efektownie obronił trudną piłkę (14:11). Jeszcze odrobina szczęścia, zdrapka Kalembki (17:14) i wydawało się, że siatkarze GKS-u są wstanie utrzymać tę przewagę do zwycięskiego końca. Sobański zaatakował w aut po prostej (18:17) i z przewagi niewiele zostało, jeszcze potem Rafał poprawił się w ataku (19:17), ale goście się nie poddają. Rossard ponownie skutecznie kiwa, następnie Butryn nie skończył prostej akcji po prostej na pojedynczym bloku i był remis po 19. Znów dał się we znaki Rossard kończąc długą wymianę atakiem po bloku, a Sobański nie kończy kolejnego ataku posyłając piłkę w aut po skosie (19:21) i set wymykał się spod kontroli GKS-u. Niemoc w ataku przełamał w końcu Butryn mocnym atakiem po rękach przyjezdnych, ale Schoeps obija ręce Sobańskiego (20:22). Następnie Sobański skuteczny ze skrzydła, a na parkiet wchodzi Pietraszko i potem zablokował atak Rossarda (22:22). Kolejną dłuższą wymianę zakończył na skrzydle Schoeps, a chwilę potem znów długą akcję wygrali goście za sprawą ataku Perrina (22:24). To była bez wątpienia najlepsza akcja tego meczu. Pierwszą piłkę setową dla Resovii wybronił Kapelus kończąc atak z bardzo trudnej piłki po bloku gości (23:24). Niestety Paweł Pietraszko serwuje w siatkę (23:25) i przegrywamy wydawało się wygranego już seta i mecz.

 

Tie-break zaczął autowym atakiem na kontrze Kalembka, a wyrównał Kapelus mocnym atakiem po bloku. Perrin równie mocno uderzył po skosie, a Butryn w aut ze skrzydła oraz zablokowany atak Kapelusa (1:4) zmusił trenera Piotra Gruszkę do wzięcia czasu. Po przerwie Schoeps wykorzystał kontrę atakując po bloku i dopiero Butryn przełamał słaby początek piątej partii mocnym atakiem po prostej (2:5). Potem Perrin przedarł się przez naz blok, po czym zaserwował w siatkę (3:6). Kalembka zrobił to samo, a Możdżonek zablokował Butryna (3:8), kolejny challenge chybiony i mieliśmy zmianę stron boiska oraz bardzo trudną sytuację z wynikiem tego krótkiego seta. Butryn mocno po bloku (4:8) i Karol poszedł na zagrywkę. Pierwszy serwis zakończył się asem (5:8) i wziętym czasem dla gości. Nie wybiło to z rytmu Butryna i po trudnej zagrywce, Krulicki zablokował Perrina (6:8), a Karol wykorzystał świetnie kontrę (7:8), co zniwelowało przewagę Resovii i zmusiło trenera Kowala do wykorzystania szybko drugiej przerwy na żądanie. Po niej niestety Butryn zaserwował daleko w aut (7:9), ale Drzyzga zrobił to samo (8:9). W końcu wygraliśmy dłuższą wymianę i Kapelus obił blok rzeszowian i był remis po 9. Po odrobieniu tak dużych strat punktowych kibice zgromadzenie w hali mieli nadzieję, że siatkarze GKS-u pójdą za ciosem i wygrają tę decydującą partię. Następna długa akcja padła łupem gości za sprawą Schoepsa atakującego po bloku (9:10). As serwisowy Rossarda, piłkę nie podbił Kapelus (9:11) i za szybko znów straciliśmy kontakt punktowy. Kapelus dobrze po prostej (10:11), potem Perrin zaatakował w środek parkietu (10:12) i ponownie Ukrainiec skutecznie po bloku gości (11:12). Schoeps nie myli się ze skrzydła (11:13), a Nowakowski zablokował Butryna na potrójnym bloku (11:14) i mieliśmy pierwszą piłkę meczową dla Resovii, ale wcześniej jeszcze Piotr Gruszka wziął czas. Kalembka bardzo mocno zaatakował ze środka (12:14) i wchodzi na parkiet i na zagrywkę Błoński. Niestety Michał zaserwował w siatkę (12:15) i tak oto przegrywamy to zacięte i wyrównane spotkanie. Uff… co to był za mecz, chyba jeden z najlepszych w wykonaniu siatkarzy GKS-u, szkoda że nie wygrany.

 

GKS Katowice – Asseco Resovia Rzeszów  2:3 (26:28, 25:20, 25:22, 23:25, 12:15)

GKS: Falaschi (3), Butryn (25), Krulicki (5), Kalembka (10), Kapelus (18), Sobański (15), Stańczak (libero) oraz Pietraszko (2), Błoński, Stelmach. Trener: Piotr Gruszka.
Resovia: Drzyzga (1), Schoeps (25), Nowakowski (12), Lemański (7), Perrin (19), Ivović (3), Masłowski (libero) oraz Dryja, Możdżonek (2), Rossard (10), Winters. Trener: Andrzej Kowal.  MVP: Jochen Schoeps.

 

Przebieg meczu:
I:  5:3, 10:9, 14:15, 18:20, 25:24, 26:28.
II:  4:5, 10:9, 15:13, 20:15, 25:20.
III:  5:3, 10:9, 15:12, 19:20, 25:22.
IV:  4:5, 10:7, 15:12, 19:20, 23:25.
V:  1:3, 2:6, 7:9, 10:12, 12:15.

 

GKS-Resovia 2

 

GKS-Resovia 3

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga