Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Multisekcyjny przegląd mediów: GieKSa nie zagra w play off
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, hokeja na lodzie i siatkówki GieKSy.
W minionym tygodniu hokeiści rozegrali trzy spotkania w półfinale PHL z drużyną Comarch Cracovia, niestety wszystkie przegrali. Siatkarze, w 25 kolejce Plus Ligi przegrali z liderem rozgrywek drużyną ZAKSY Kędzierzyn-Koźle 1:3. Piłkarki w ramach 17. kolejki Ekstra Ligi Kobiet pokonały drużynę UKS SMS Łódź 2:1 (0:1). Piłkarze rozegrali trzecie „wiosenne” spotkanie w Fortuna I lidze, które wygrali – prasówkę po meczu z Jastrzębiem możecie przeczytać tutaj.
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.pl – Jeszcze to do niego nie dociera
W najgorszych snach nie przypuszczałbym, że będziemy drżeć o uniknięcie spadku. Wierzę, że sobotni mecz okaże się momentem przełomowym – mówi Kamil Cholerzyński, wychowanek GieKSy, który dekadę temu na stadionie w Jastrzębiu świętował utrzymanie w I lidze..
Minęło prawie 10 lat… Po raz ostatni GKS Katowice gościł w Jastrzębiu 5 czerwca 2009 roku – przy okazji meczu o znacznie większą stawkę niż ten jutrzejszy. To była ostatnia kolejka sezonu, wygrana gwarantowała katowiczanom coś, co długo wydawało się niemożliwe, czyli bezpośrednie utrzymanie na zapleczu ekstraklasy. Skończyli wtedy sezon na 11. miejscu i nie musieli nawet uczestniczyć w barażu. Ostatecznie wylądowali w nim jastrzębianie (uzyskując 1:1 i 1:0 ze Startem Otwock), o czym zadecydował gol strzelony dla katowiczan w 5 minucie przez Grażvydasa Mikulenasa.
Dziś GieKSa ma prawie wszystko, a może spaść – wtedy nie spadła, nie mając praktycznie niczego. Borykała się z brakiem pieniędzy, a nawet… stadionu, bo wskutek toczonych przy Bukowej prac honory gospodarza pełniła w Jaworznie.
– Z perspektywy czasu, nie jestem nawet w stanie racjonalnie wytłumaczyć tego, że pojechaliśmy do Jastrzębia rozegrać normalny mecz – mówi Kamil Cholerzyński, wychowanek GieKSy, który wystąpił wówczas w wyjściowym składzie.
– Chyba nie do końca zdawaliśmy sobie sprawę, o jaką stawkę toczy się gra. W autokarze panowała atmosfera raczej taka, jak byśmy jechali na sparing, a nie spotkanie o życie, w dodatku na tak gorącym terenie, naznaczonym trudnymi relacjami między kibicami obu klubów.
dziennikzachodni.pl – Rafał Kubów trenuje… umysły piłkarzy GKS Katowice
Rafał Kubów jest trenerem mentalnym GKS-u Katowice. Mówi nam, jak zamierza pomóc drużynie Dariusza Dudka.
[…] W Katowicach o presji mówi się wyjątkowo często. Pojawił się pan w klubie w bardzo trudnym dla niego momencie.
Zadebiutowałem na ławce rezerwowych w meczu z Rakowem, teraz, jeśli Dariusz Dudek wyrazi taką wolę, zasiądę na niej także w Jastrzębiu. Wiem, że mamy mało czasu, a trening mentalny go wymaga, dlatego pracujemy bardzo intensywnie. Nie zdecydowałbym się na podjęcie wyzwania w Katowicach, gdyby nie fakt, że w oczach wszystkich związanych z tym klubem ludzi, widzę wiarę i mocną chęć działania. Chcę im pomóc i w ten sposób dołożyć swoją cegiełkę do końcowego wyniku, na który już teraz wszyscy ciężko pracują.
W szatni Katowic sporą grupę stanowią zawodnicy już ukształtowani. Czy da się jeszcze wywrzeć na nich wpływ?
Tak, bo oni są otwarci i już świadomi tego, że profesjonalne przygotowanie mentalne może dać im przewagę na boisku.
expressilustrowany.pl – UKS SMS. Przegrały mecz w Katowicach po dwóch rzutach wolnych
– Prowadziliśmy 1:0 po bramce Karczewskiej w 23 minucie – mówi trener łodzianek Marek Chojnacki.
– Do 70 minuty mieliśmy przewagą i trzy znakomite, niewykorzystane sytuacje. Jak wiadomo one się mszczą. I tak stało się tym razem. Po dwóch rzutach wolnych wykonywanych z 18 i 20 metrów rywalki zdobyły bramki i wygrały spotkanie.
tylkokobiecyfutbol.pl – Wolne kluczem do zwycięstwa
Po raz kolejny sprawdziła się stara piłkarska prawda – nie ma punktów za styl – wygrywa ten, kto więcej razy trafi do siatki rywala. Tak było też w sobotnie popołudnie na Bukowej w Katowicach. SMS grał dobrze, miał pomysł na ten mecz, nawet prowadził … ale GieKSa miała w składzie Joannę Wróblewską.
Już w pierwszej połowie podopieczne Marka Chojnackiego wyszły na prowadzenie. Po asyście Klaudii Jedlińskiej Nikola Karczewska trafiła na 0:1. Po zmianie stron to gospodynie cieszyły się z dwóch goli, które zdobyła Joanna Wróblewska. W 72. i 78. minucie pokonała dwa razy Danutę Paturaj bezpośrednio z rzutów wolnych.
Na moment doszło do ciekawej sytuacji. Sędzia Emila Szymula przerwała mecz, z powodu zaświecenia jupiterów już w trakcie spotkania. Jest to niezgodne z przepisami. Mówią one jasno – jeśli mecz ma zostać rozegrany przy sztucznym świetle, to jupitery muszą świecić na godzinę przed pierwszym gwizdkiem. W Katowicach tak nie było.
Trzy punkty GieKSy w tym spotkaniu są szalenie ważne w kontekście gry w grupie mistrzowskiej.
SIATKÓWKA
dziennikzachodni.pl – Lider za mocny. GieKSa nie zagra w play off
[…] Lider PlusLigi przyjechał do Katowic z bilansem 19 zwycięstw w 22 meczach. W pierwszym meczu tego sezonu ZAKSA pokonała GKS Katowice 3:1. Mecz w hali w Katowicach-Szopienicach wywołał duże zainteresowanie kibiców GieKSy. Była też świetnie zorganizowana grupa fanów ZAKSY prowadząca głośny doping.
W I secie mieliśmy remis 5:5, potem goście wypracowali trzy punkty przewagi i było 5:8, następnie 6:10 i trener GKS-u Piotr Gruszka poprosił o przerwę dla swej drużyny. Efekt był natychmiastowy, bo „zrobiło się” 9:10. ZAKSA ostro zabrała się do roboty i prowadziła 17:14. Przy stanie 20:15 dla gości trener Gruszka znów próbował przez rozmowę z siatkarzami jeszcze coś zmienić. I znów pomogło! Przewaga kędzierzynian stopniała do jednego punktu 23:22. Tym razem o czas poprosił Andrea Gardini. Set kończył się na przewagi – GKS miał setbola przy stanie 25:24, którego wykorzystał po ataku Karola Butryna!
Wygrany pierwszy set przez GieKSę zapowiadał jeszcze większe emocje. Kiedy było 8:9 ZAKSA oderwała się na 8:12. Piotr Gruszka po raz kolejny wykonał manewr z czasem. Tym razem już nie pomogło, bo goście prowadzili 18:11. Wicelider drugi raz nie dał sobie wydrzeć seta i mieliśmy remis w meczu 1:1.
[…] Goście grający na luzie wygrali III seta – było 1:2.
[…] Gospodarze w tym momencie wiedzieli, że nie wejdą do play off, ale walczyli do końca. Po asie Emanuela Kohuta prowadzili 8:6. ZAKSA wyrównała na 8:8. Goście szybko odskoczyli, jednak GieKSa za sprawą zmiennika Dawida Wocha na zagrywce mieli punkt straty 22:23. Końcówka należała do gości. Katowiczanie przegrywając sobotni mecz stracili szansę na play off, czyli wejście do czołowej szóstki sezonu zasadniczego. GKS na kolejkę przed końcem ma 5 punktów straty do Aluron Virtu Warty Zawiercie. GKS Katowice na koniec sezonu zasadniczego rozegra we wtorek derby Śląska z Jastrzębskim Węglem.
siatka.org – ZAKSA pokonała GKS. Aluron Warta z pewnym miejscem w szóstce
W sobotnim spotkaniu pomiędzy GKS-em Katowice, a ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle górą z pojedynku wyszli przyjezdni. Tym samym Aluron Virtu Warta Zawiecie jest pewna dalszej walki o medale, a co oznacza, że poznaliśmy wszystkie drużyny, które zakończą ligę w czołowej szóstce. ZAKSA jest już pewna pierwszego miejsca po rundzie zasadniczej.
sportdziennik.pl – Sen o play offach skończony
By odnieść sukces z tak utytułowanym zespołem, jak ZAKSA Kędzierzyn- Koźle trzeba zaprezentować się we wszystkich elementach perfekcyjnie. Siatkarzom GKS-u Katowice, marzącym o grze play-offach, sztuka ta się nie udała i ostatecznie przegrali z wicemistrzami kraju i bezapelacyjnymi liderami tabeli 1:3. Sen o play-offach został zakończony, ale nadal trzeba walczyć o jak najwyższe miejsce. We wtorek kolejny mecz z Jastrzębskim Węglem w katowickim „Spodku” i sezon zasadniczy zostanie zamknięty.
sportowefakty.wp.pl – Zmiana za zmianą w katowickim GKS-ie. To już nie będzie ten sam zespół
Już od dłuższego czasu mówi się o roszadach kadrowych w siatkarskim GKS-ie Katowice i wygląda na to, że będzie nich naprawdę wiele. Ze śląskiego klubu ma odejść nie tylko trener Piotr Gruszka, ale i wszyscy dotychczasowi liderzy zespołu. Nie zmienia to faktu, że katowiczanie rozegrali swój najlepszy sezon w historii występów w ekstraklasie, a najlepsi gracze GieKSy już dawno znaleźli się w orbicie zainteresowań innych klubów. Jednak najwięcej mówiło się nie o transferze któregoś z liderów zespołu, tylko o przejściu trenera Piotra Gruszki do Asseco Resovii Rzeszów.
[…] Gruszka zamierza przyciągnąć za sobą najlepszych graczy obecnego składu GKS-u. Do Resovii ma trafić m.in. Marcin Komenda, który wróci do swojego macierzystego klubu z wypożyczenia, ale także belgijski skrzydłowy Tomas Rousseaux i libero Bartosz Mariański. Katowicki klub na pewno opuści także Rafał Sobański, zaś Karol Butryn (wiązany wcześniej z Resovią) ma obrać kurs na Radom. Na razie nieznany jest status takich graczy jak Emanuel Kohut, Gonzalo Quiroga czy Wojciech Sobala. Pewne jest to, że w sezonie 2019/2020 GKS obejmie wracający na ławki trenerskie PlusLigi Dariusz Daszkiewicz, którego ostatnie wizyty w hali na Szopienicach nie były przypadkowe. Klub szykuje transfery Jakuba Jarosza (obecnie Asseco Resovia Rzeszów), który ma zająć miejsce po Butrynie, a także rozgrywającego świetny sezon w pierwszoligowej Lechii Tomaszów Mazowiecki atakującego Wiktora Musiała. Miejsce Marcina Komendy ma zająć Jan Firlej grający w belgijskim Lindemans Aalst, zaś na środku siatki w GieKSie powinniśmy zobaczyć Jana Nowakowskiego (ONICO Warszawa) i Miłosza Zniszczoła (Indykpol AZS Olsztyn).
HOKEJ NA LODZIE
infokatowice.pl – Zły początek półfinałów. GieKSa przegrywa z Cracovią
GieKSa przegrała w pierwszym półfinałowym meczu play-off z Cracovią 2:3, choć po golach Devecki i Fraszki prowadziła już 2:0.
[…] Trzecia tercja była w wykonaniu Trójkolorowych bardzo słabo. Przez całe 20. min. praktycznie nie stworzyli żadnej groźniejszej akcji pod bramką rywali, którzy grali w tej części gry znacznie lepiej i już w 42. min. wyrównali losy meczu. W 52. min. po fatalnej postawie obrońców Kapica wyprowadził gości na prowadzenie, którego nie oddali już do samego końca i tym samym wygrali pierwszy półfinałowy pojedynek.
sportslaski.pl – Finał coraz dalej. „GieKSa” drugi raz na deskach
Oddala się finał hokejowych Mistrzostw Polski od ekipy Tauronu KH GKS-u Katowice. Druga drużyna ubiegłego sezonu przegrała na wyjeździe z „Pasami”, ponosząc drugą z rzędu półfinałową porażkę. Cracovia lepiej zaczęła drugi mecz z „GieKSą”, niemal od razu rozgrzewając Kevina Lindskouga. Krakowianie osiągnęli przewagę, którą udokumentowali trafieniem Emila Sveca po świetnej akcji Marka Tvrdona. Gospodarze kontrolowali grę, nie pozwalając swojemu rywalowi na doprowadzenie do remisu.
Na domiar złego gospodarze kapitalnie rozpoczęli drugą tercję i już po 13 sekundach od wznowienia gry podwyższyli prowadzenie za sprawą Kalinowskiego. „GieKSa” potrafiła przeprowadzić składne akcje, ale przez pod bramką Koprivy zagrożenia siała zdecydowanie mniej od rywala.
[…] Na ostatnie 20 minut katowiczanie wyjechali z zamiarem gonitwy za wynikiem. Raz za razem kotłowało się pod bramką Koprivy, ale ten był bez błędny aż do 54. minuty. Wtedy z niebieskiej linii przymierzył Jesse Rothla, a zasłonięty przez Janne Laakkonena bramkarz „Pasów” wpuścił gumę do bramki. Krakowianie, choć skupieni na obronie rezultatu, już wcześniej potrafili napędzić strachu Lidskougowi, a wygraną przypieczętowali na minutę przed końcową syreną. Bramkarz „GieKSy” zjechał do boksu, goście postawili wszystko na jedną kartę, co wykorzystał Sebastian Brynkus ustalając rezultat meczu na 3:1 dla Cracovii.
dziennikzachodni.pl – Nieskuteczni katowiczanie
Hokeiści Tauronu KH GKS Katowice po raz trzeci przegrali w play off z Comarch Cracovią i mają znikome szanse na awans do finału PHL. Kolejne spotkanie półfinałowe odbędzie się w środę w Krakowie, a Pasom do awansu brakuje już tylko jednej wygranej.
[…] Decydująca dla losów niedzielnej potyczki okazała się druga tercja, w której GieKSa w odstępie 64 sekund straciła dwa gole. Pierwszego goście strzelili grając w osłabieniu, a drugiego w momencie, gdy z ławki kar wyjechał Mateusz Bepierszcz i pokonał Kevina Lindskouga.
Katowiczanie starali się odrobić straty, oddali więcej strzałów na bramkę rywali, ale znów byli bardzo nieskuteczni. W trzeciej tercji przez 20 sekund grali pięciu na trzech, lecz nie wykorzystali podwójnej przewagi. Trafienie kapitana Tomasza Malasińskiego w końcówce dało kibicom cień nadziei, lecz na więcej drużyny Toma Coolena nie było już stać.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Najnowsze komentarze