Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o zwycięstwie w Jastrzębiu: Błąd zepsuł nam święto

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Jastrzębie – GKS Katowice. GieKSa wygrała 2:1. Wybraliśmy dla Was najciekawsze:

 

sportdziennik.pl – To ci Błąd!

[…] Goście ze stolicy Górnego Śląska przyjechali do Jastrzębia z przysłowiowym nożem na gardle. Tylko zwycięstwo w sobotnim meczu pozwalało im zapalić iskierkę nadziei, że misja ratowania I ligi nie zakończy się fiaskiem. Drużyna Dariusza Dudka wykonała zadanie i zdobywając trzy punkty w derbowym pojedynku nie poprawiła wprawdzie swojej lokaty w tabeli, ale poprawiła nastroje swoich kibiców i rozbudziła nadzieje na lepszą przyszłość.

Wprawdzie na początku spotkania lepsze wrażenie pozostawili po sobie gospodarze, ale Kamil Szymura (16 min) i Jakub Wróbel (26 min) w dogodnych sytuacjach nie trafili w światło bramki przeciwnika, zaś strzał Farida Alego (25 min) z rzutu wolnego obronił dobrze dysponowany tego wieczoru Mariusz Pawełek. Goscie wyszli na prowadzenie w najmniej oczekiwanym momencie – po dośrodkowaniu Mateusza Mączyńskiego z lewej flanki piłkę zagrał ręką Adam Wolniewicz, a podyktowany rzut karny na gola zamienił kapitan GieKSy, Adrian Błąd.

W 58 minucie identycznym zagraniem jak Wolniewicz „popisał się” Kacper Tabiś i arbiter ponownie wskazał na punkt oddalony 11 metrów od bramki. Szymura kompletnie zmylił Pawełka, doprowadzając do wyrównania. Jastrzębianie nie byliby jednak sobą, gdyby nie sprezentowali rywalom gola. W 64 min po dośrodkowaniu z prawej flanki niezbyt przekonująco interweniował Hubert Gostomski, Dominik Kulawiak głową odbił piłkę na „świecę”, a zahipnotyzowani jastrzębianie biernie przyglądali się, gdy do futbolówki dopadł Błąd, który soczystym wolejem w długi róg zapewnił drużynie z Bukowej komplet punktów.

sportowefakty.wp.pl – Fortuna I liga: ŁKS Łódź ucieka, GKS Katowice goni. Derby dla Stomilu Olsztyn

Poprawiła się sytuacja ŁKS-u Łódź w walce o awans i GKS-u Katowice w rywalizacji o utrzymanie. Oba kluby odniosły w sobotę istotne zwycięstwa.

[…] Pierwsze gole i punkty w rundzie wiosennej zdobył GKS Katowice, który zwyciężył 2:1 z imiennikiem z Jastrzębia-Zdroju. Najważniejszym zawodnikiem tego spotkania był Adrian Błąd, który dwukrotnie pokonał Huberta Gostomskiego. Po ograniu regionalnego przeciwnika GKS traci pięć punktów do będącego na najniższym bezpiecznym miejscu Stomilu Olsztyn. Katowiczanie cieszą się z przełamania, ale przed nimi jeszcze daleka droga do utrzymania.

 

dziennikzachodni.pl – Derby dla Katowic

[…] Początek spotkania zwiastował, że może to być typowy mecz walki. Oba zespoły toczyły dużo pojedynków w środku pola. Z każdą minutą rosła jednak przewaga GKS-u Jastrzębie. Podopieczni Jarosława Skrobacza sprawiali o wiele lepsze wrażenie wizualne, ale nie przełożyło się to na sytuacje bramkowe. Jak często bywa w piłce nożnej, gola zdobywa zespół, który teoretycznie gra gorzej.
Tak było i tym razem. Jeden z niewielu „wypadów” GKS-u Katowice w pole karne gospodarzy zakończył się podyktowaniem rzutu karnego dla przyjezdnych po zagraniu ręką Adama Wolniewicza. Jedenastkę na bramkę pewnie zamienił Adrian Błąd, który nie dał szans bramkarzowi Jastrzębian. W końcówce pierwszej połowy sytuacji podbramkowych było jak na lekarstwo. Derbowy nastrój udzielił się natomiast piłkarzom, którzy zamiast na grze skupili się na wzajemnym kopaniu po kostkach, czego efektem były dwie żółte kartki dla Jakuba Wróbla i Bartłomieja Poczobuta.
[…] Pierwsza groźna akcja w drugiej połowie należała jednak do gości. W pole karne wpadł Tymoteusz Puchacz, jednak zamiast decydować się na uderzenie, próbował wymusić rzut karny, za co arbiter ukarał go żółtą kartką. Z biegiem czasu, gra przeniosła się na połowę zespołu z Katowic. Jastrzębianie coraz śmielej atakowali i wywalczyli rzut karny. Tym razem ręką zagrał jeden z zawodników gości. Do rzutu karnego podszedł Kamil Szymura, zmylił bramkarza i dał gospodarzom remis. Radość GKS-u Jastrzębie nie trwała jednak długo. Katowiczanie niczym ranne zwierze rzucili się do ataków i w kilka minut parę razy zagrozili bramce strzeżonej przez Huberta Gostomskiego. W 64. minucie podopieczni Dariusza Dudka dopięli swego. Z ostrego kąta bramkarza gospodarzy pokonał Adrian Błąd dla którego było to drugie trafienie w tym spotkaniu. Po zdobytej bramce, GKS Katowice próbował dobić rywala, jednak z upływem czasu, piłkarzom z Katowic coraz bardziej brakowało sił. Wykorzystać taki stan rzeczy próbowali gracze GKS-u Jastrzębie, ale już do końca spotkania nie byli w stanie spowodować poważnego zagrożenia pod bramką gości, mimo iż w końcówce znów zepchnęli Katowiczan na ich połowę.

 

sportslaski.pl – Remis tylko w karnych. „GieKSa” z Katowic zdobyła Jastrzębie

[…] To właśnie ekipa trenera Dariusza Dudka od początku była zespołem prowadzącym grę w Jastrzębiu. Gospodarze cofnęli się na swoją połowę, czekając na ewentualne błędy u przeciwnika. Pierwszą okazję na otwarcie wyniku mieli właśnie jastrzębianie, ale po rzucie rożnym i uderzeniu Kamila Szymury piłka pofrunęła obok bramki Katowic. Kiedy wydawało się, że piłkarze z Jastrzębia zaczynają grać coraz odważniej, gola zdobyli katowiczanie. Po zagraniu ręką przez obrońcę beniaminka rzut karny na gola zamienił Adrian Błąd.

Wracający po ponad 4 miesiącach przerwy między słupki bramki Katowic Mariusz Pawełek przed przerwą nie miał zbyt wiele pracy, ale niespełna kwadrans po przerwie musiał sięgnąć po piłkę do siatki.

[…] 6 minut później Błąd drugi raz tego dnia dał prowadzenie swojej drużynie. Piłkę po wrzucie z autu w pole karne zagrał Arkadiusz Woźniak, nieudanie wybijali ją gospodarze, a jastrzębską defensywę oszukał były pomocnik Zagłębia Lubin, który dopadł do futbolówki i sprytnym uderzeniem z ostrego kąta nie dał szans Hubertowi Gostomskiemu. Gospodarze ruszyli do odrabiania strat, ale ambitnie grający zawodnicy Dariusza Dudka dzielnie pilnowali przewagi, a w ich bramce pewnie spisywał się doświadczony Pawełek.

GKS Katowice, który nie wygrał pięciu poprzednich spotkań, pierwszy raz w tym roku sięga po trzy punkty. O komforcie mowy być jednak nie może. Do 15., gwarantującej utrzymanie lokaty drużyna z Bukowej traci aż 5 punktów.

 

jasnet.pl – Derby: Błąd zepsuł nam święto

[…] Na pierwszą groźną sytuację czekaliśmy do 8. minuty, kiedy to po centrze Tymoteusza Puchacza żaden z katowiczan nie zdołał przeciąć piłki, której nie sięgnął Hubert Gostomski. W odpowiedzi w 16. minucie szansę na gola po rzucie rożnym miał Adam Wolniewicz, ale fatalnie przestrzelił. W końcu w 25. minucie powinno być 1:0 dla jastrzębskiej GieKSy, jednak po uderzeniu Farida Alego z rzutu wolnego Mariusza Pawełka uratowało spojenie słupka z poprzeczką. Niestety, chwilę potem byliśmy świadkami otwarcia wyniku, ale… nie w tę stronę. Po zagraniu ręką w polu karnym przez Wolniewicza sędzia wskazał na „wapno”, a Gostomskiego pewnie pokonał bohater rywali Adrian Błąd, po czym celebrując gola postanowił bezmyślnie prowokować fanów gospodarzy. Zadowolone z prowadzenia Katowice cofnęły się, zaś podopieczni Jarosława Skrobacza do przerwy bili głową w mur z Bukowej.

Na drugą połowę goście wyszli z mocnym postanowieniem… możliwie najdłuższego wylegiwania się na murawie. Dość powiedzieć, że „kradnięcie czasu” rozpoczęło się już w 55. minucie. Na niewiele się to jednak gościom przydało, ponieważ zaledwie trzy minuty później byliśmy świadkami kopii sytuacji bramkowej – tym razem jednak to podopieczny Dariusza Dudka zagrał ręką w jedenastce, a stan meczu pewnym strzałem z jedenastu metrów wyrównał niezawodny Kamil Szymura. Niestety, remis utrzymał się zaledwie sześć minut. W 64. minucie po naszym błędzie w defensywie i niezdecydowaniu Gostomskiego Adrian Błąd ukłuł po raz drugi, umieszczając piłkę w siatce z niemal zerowego kąta. Gościom pozostało zatem pół godziny „obrony Częstochowy” i cel ten katowiczanie realizowali wszelkimi możliwymi środkami, z których najskuteczniejszym było wybijanie gospodarzy z rytmu ciągłym wymuszaniem przerw w grze. Inna sprawa, że jastrzębianie w żaden sposób nie byli w stanie sforsować podwójnych zasieków gości, a seryjnie bite rzuty rożne co rusz padały łupem Pawełka.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga