Kibice
Miedź kibicowsko, jej zgody i nasze wizyty w Legnicy
Młody klub założony w 1971 roku, który w tym sezonie świętuje swoje 50-lecie. Ich największym sukcesem jest zdobycie jedynego Pucharu Polski w 1992 roku, kiedy jako ówczesny drugoligowiec pokonali po rzutach karnych faworyzowany przez wszystkich Górnik Zabrze.
Ruch kibicowski w Legnicy fani Miedzi datują oficjalnie na jesień 1988 roku, kiedy po raz pierwszy wybrali się do Kluczborka, wspierając klub w 30 osób z flagami i szalikami. Był to mecz o mistrzostwo III ligi Dolnośląskiej.
Zgody i układy Miedzi
Ich pierwszą zgodą był Górnik Wałbrzych, z którym zbratali się w tym samym roku, wspierając Górnik na wyjeździe w Lubinie. Było to podczas meczu o utrzymanie się w pierwszej lidze. Długo to jednak nie trwało, przez niechęć starszych fanów MKS-u do kibiców z Wałbrzycha. Kolejną regionalną sztamą był Dozamet Nowa Sól, z którym zgodę przybili na jedynym pucharowym meczu — z AS Monaco w 1992 roku. Przyjaźń zakończyła się w 1998 roku. W sezonie 1989/1990 na meczu Śląsk Wrocław – Wisła Kraków powstała ich sztama z WKS-em. Z wrocławianami zawsze mieli pozytywne stosunki. Kiedy jeszcze ruch kibicowski w Legnicy na dobre nie rozkwitnął, fani z Legnicy uczęszczali do Wrocławia. W późniejszych latach ta zgoda upadła, przekształciła się w układ, ale ogólnie pomimo braku kontaktów relacje pozostały pozytywne. W 2001 roku ich zgoda została ponowie przybita i w tym roku świętują 20-lecie przyjaźni.
Z dawnych zgód, które legniczanie mogą śmiało zapisać jako epizody, to z pewnością przyjaźnie z GKS-em Jastrzębie, Gryfem Słupsk i Polonią Bytom. Ich dawną daleką, ale dobrze pielęgnowaną przyjaźnią była Resovia. Podczas derbów Łodzi w 1996 roku, obie ekipy przybiły zgodę, która trwała do 2009 roku. Dobrze wspominaną zgodę mieli z ŁKS-em Łódź. Została ona zapoczątkowaną w sezonie 1989/1990. ŁKS jadący do Lubina, dostał wsparcie kilku fanów Śląska Wrocław, z którym już Rodowici Łodzianie mieli zgodę, ale na dworcu w Legnicy pojawiło się kilkudziesięciu fanów Miedzi i wspólnie wszyscy pojechali na Zagłębie. Zgoda została zakończona w 1998 roku.
W 1999 roku podczas turnieju w Legnicy związali się także układem chuligańskim z BKS-em Stal Bielsko-Biała, który trwa do dziś. Z kolei w 2019 roku z Promieniem Żary układ został przekształcony w zgodę, która ciągle trwa.
O naszej dawnej zgodzie kilka zdań
Jesienią 1989 roku nasi kibice jadący do Lubina na wyjazd, na jednym z peronów natrafili na walczącą Miedź z jednym z fan clubów Zagłębia. Dołączyli „do zabawy” i wspomogli legniczan. Od tego momentu zawiązany został układ, który po kolejnych butelkach alkoholu został w szybkim tempie przekształcony w zgodę. Ta zgoda miała typowy charakter alkoholowy, który zwłaszcza w latach 80. był czymś normalnym. W tamtych latach Miedź przybiła także zgodę z GKS-em Jastrzębie, które miało już z nami wcześniej zgodę i fani Miedzi sami stwierdzili, że ta zgoda była naciągnięta na siłę przez naszych fanów. Po roku upadła i przekształciła się z marszu w kosę. Do słynnego finału Pucharu Polski w 1992 roku, w którym nasza zgoda ostatecznie upadnie, nasze relacje były i tak dosyć słabe. GieKSa jak dawała Miedzi wsparcie, to robiła to w Jastrzębiu lub w Bytomiu, kiedy na stadionie Szombierek robili za większość w sektorze gości.
Finał Pucharu Polski – Warszawa 1992 rok
Do Warszawy wybrało się 200 kibiców Miedzi Legnica. W tej grupie obecny ŁKS Łódź i Śląsk Wrocław. Z Katowic wyruszyły 23 osoby, które jadąc w jednym pociągu z Górnikiem Zabrze, stoczyły z nimi awanturę (wtedy nasze relacje nie należały do najlepszych). Na stadionie Legia Warszawa oczywiście zajęła Żyletę, zaś oba „finałowe obozy”, zasiadły na łuku i wspierały swoje kluby. W przerwie spotkania doszło do sytuacji, w której Śląsk Wrocław z Lechią Gdańsk postanowili przy biernej postawie fanów Miedzi, „wyprowadzić” naszą delegację ze stadionu. Z kolei flagę, którą ze sobą zabraliśmy, zerwała Legia Warszawa. W ten sposób nasza zgoda dobiegła końca. Osoby, które w 1989 roku zawiązały relacje, nie były obecne na tym meczu. Co też może świadczyć, że ta zgoda miała słabą wartość i była typową pijacką znajomością.
Czasy obecne
Pomimo dawnej zgody na piłkarskiej mapie nigdy się nasze kluby nie trafiły. Dopiero jesienią 2012 roku rozegraliśmy pierwsze spotkanie ligowe, przegrywając 0:2. Mecz odbył się bez kibiców gości, przez nieczynny sektor. Fani z Legnicy po raz pierwszy do Katowic przyjechali w 2013 roku w 226 osób. Dostali wtedy 77-osobowe wsparcie od swoich układowiczów z Bielska-Białej. Była to ich najlepsza liczba w Katowicach.
Nasza pierwsza wizyta w 2013 roku nie doszła do skutku. Zakazu wyjazdowego nie otrzymaliśmy, niestety po meczu domowym Miedź Legnica – Arka Gdynia, doszło do awantury i wojewoda dolnośląski, postanowił dzień przed meczem zamknąć część trybun. Wiosną 2014 roku mogliśmy się pierwszy raz w historii pojawić w Legnicy. Zapotrzebowanie było ogromne i dzięki staraniom Stowarzyszenia Kibiców GKS-u Katowice „SK 1964” oraz wyrozumiałości zarządu Miedzi, mogliśmy pokazać się w 674 osoby (w tym: 40 Górnik, 15 JKS i 7 Banik), prezentując oprawę „Szaleńcy z Bukowej”. Do dziś jest to nasza najlepsza liczba przy Orła Białego.
Nasze liczby w Legnicy:
Wiosna 2014 – 674
Jesień 2014 – 240
Wiosna 2016 – 337
Jesień 2016 – 616
Jesień 2017 – 278
Eric Cantona
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.





Jan Jan
25 lutego 2026 at 10:04
Po pierwsze ruch kibicowski na Miedziance na dobre narodził się wiosną 1988 roku podczas meczu z Kuźnią Jawor a pierwszym zorganizowanym wyjazdem kiboli Miedzianki był wyjazd do Kluczborka na tamtejszy KKS w sile około 30 osób który nie przypominał zakładowych autokarów niczym wycieczek na grzybobranie.Co do finału z 1992 roku ludzie tacy jak ja którzy w 1989 roku zawierali zgode z Katowicami byli nie obecni na finale co do mojej osoby z powodu bycia na poligonie wojskowym czyli powołaniu do wojska.Nie były to czasy komórek i możności zlokalizowania się tak aby czmychnąć z poligonu.Sklad który zawierał zgode z Katowicami był obecny w 1992 roku na rezerwach Ruchu Chorzów podczas meczu pucharowego Miedzianki i na tym meczu została przeprowadzona rozmowa która nic nie dała z tego powodu że nie byliśmy obecni na finale z takich a nie innych przyczyn.I nie traktuje tego jako pijackiej zgody.Zastanawialem się dlaczego kibice Katowic nie niepokojeni przez gospodarzy bujali się po stadionie Ruchu a dopiero jakieś dwa lata temu dowiedziałem się z filmu dokumentalnego o kibicach Katowic wyświetlanego na YouTube że w tamtych latach 90-93 Katowice miały układ chuligański z Ruchem Chorzów.
Jan Jan
25 lutego 2026 at 20:19
Zdjęcie flagi Miedzianki i Katowic podczas wyjazdowego naszego meczu w Pszowie 1992 rok 22 sierpnia gdzie meldujemy się w śladowej liczbie a także Gieksa nas wspomaga w śladowej liczbie.Ale najbardziej mnie zastanawia jak to się stało że Katowice wspimagają nas po meczu finału Pucharu Polski z Górnikiem Zabrze w Warszawie 24 czerwca 1992 roku a stwierdzili oo tym finale że zgoda na linii Katowice-Miedzianka zakończa swoją żywotność,może ktoś z Gieksy mi odpowie na to pytanie.Pozdrawiam Anglika z Gieksy ze starych czasów i niech ziemia lekką będzie Maksowi gdzie w ostatnim czasie dowiedziałem się o jego śmierci.