Felietony Piłka nożna
Mecze jesiennej prawdy
Przez niespełna dwa tygodnie mogliśmy lekko odetchnąć i wyciszyć się, jeśli chodzi o ligowe zmagania. Przede wszystkim to wyciszenie było potrzebne, jeśli chodzi o naszą sytuację w tabeli. Po poprzedniej przerwie reprezentacyjnej w czterech meczach GieKSa zdobyła zaledwie jeden punkt i znalazła się w strefie spadkowej. I choć cały czas kontakt z bezpieczną strefą mamy, to trzeba tego jak ognia pilnować, bo w połowie listopada może się okazać, że będziemy już w czerwonym rejonie pogrążeni.
Na szczęście walka o utrzymanie różni się mocno od tego, do czego byliśmy przyzwyczajeni przez wiele lat, czyli czasem realnej, częściej iluzorycznej, walki o awans. W przypadku gry o najwyższe miejsca, raczej musisz większość meczów wygrywać i nie notować zbyt wielkich strat. W przypadku rywalizacji o pozostanie w lidze wygląda to inaczej – tutaj wygrywać często nie musisz, wystarczy raz na jakiś czas zdobyć komplet punktów i częściej remisować niż przegrywać. Dlatego bilans 2-2-7 po 11 kolejkach, mimo że wygląda fatalnie, nie powoduje, że już możemy żegnać się z ekstraklasą. Jednak licho nie śpi i gdyby ten bilans potroić do 6-6-21 po 33 kolejkach, to możemy pakować walizki i witać się ponownie z pierwszą ligą.
38 punktów. To jest niezmiennie liczba oczek, która powinna zagwarantować utrzymanie. Żeby ją osiągnąć, trzeba na koniec sezonu mieć średnią nieco jeden punkt na mecz. A mówiąc inaczej – jeden punkt na mecz plus cztery bonusowe. Naprawdę nie trzeba od początku sezonu wygrywać, bo można by taki dorobek osiągnąć z bilansem. 2-32-0. Warunkiem jest regularność i nieprzegrywanie meczów. Każde zwycięstwo wówczas naprawdę jest niebywale istotne w kontekście utrzymania.
To okienko międzyreprezentacyjne będzie ultraważne, tak ważne – jak dawno nie był żaden okres. Z czterech drużyn, z którymi będziemy się mierzyć, trzy najprawdopodobniej będą uwikłane w bezpośrednią walkę o utrzymanie. Dlatego spotkania z Motorem, Piastem i Niecieczą jawią się jak prawdziwe mecze o sześć punktów. Slogan to często powtarzany, ale żeby unaocznić sytuację, powiem tyle, że do Motoru mamy trzy punkty straty. Jeśli wygramy – zrównamy się. W przypadku porażki tych oczek straty będzie już sześć. Naprawdę widać olbrzymią różnicę. Choć z gliwiczanami i żabnianami zagramy za trzy i cztery kolejki, i sytuacja w tabeli może być nieco inna, to kwestia jest podobna. Za żadne skarby nie możemy dopuścić do tego, żeby te ekipy odskoczyły nam na dystans kilku punktów. W najgorszym przypadku chodzi o utrzymanie statusu quo, ale powtarzam – w najgorszym. Trzeba walczyć o zwycięstwo w każdym z tych trzech meczów. Bilans mniejszy niż 5 punktów będzie katastrofą. Optymalnie byłoby zdobyć 6-7 punktów. A najlepiej – oczywiście wygrać wszystko, ale patrząc na wyniki katowiczan w tym sezonie – będzie o to bardzo ciężko.
Pomijam tu na razie Koronę, z którą zagramy w kolejnym tygodniu, choć ze względu na grę przy Nowej Bukowej, trzeba będzie ze wszystkich sił i w tym meczu walczyć o zwycięstwo. W tym artykule skupiam się na meczach z bezpośrednimi rywalami.
Na pierwszy ogień pójdzie Motor. Zespół w podobnie niełatwej, ale nieco lepszej sytuacji niż GKS Katowice. Do lamusa możemy odłożyć już poprzedni sezon, w którym obie ekipy, jako beniaminkowie, zadziwiły piłkarską Polskę swoją bezkompromisową postawą i odważaną grą. Zarówno Motor, jak i GieKSa bez problemu utrzymały się w ekstraklasie, nie będąc ani chwili zagrożonymi spadkiem. Ostatecznie obie ekipy zgromadziły po 49 punktów, zajmując siódme i ósme miejsce na koniec. Dla Lublina i Katowic był to sen – po wielu latach powrót na piłkarskie salony i tak dobra postawa przez całe rozgrywki. Za plecami obu ekip skończyły sezon choćby Górnik Zabrze czy Widzew Łódź. Można było sobie toczyć korespondencyjny bój, który beniaminek na koniec będzie najlepszy.
To już przeszłość i przyszła bardziej szara i trudna rzeczywistość. Zaczęła się walka o ligowy byt i o to, by znów nie pogrążyć się na peryferiach polskiej piłki. Nawet jeśli dziennikarze – z wielką podnietą – zaglądają do Krakowa w kontekście medialnej Wisły, nawet jeśli od jakiegoś czasu pierwsza liga jest transmitowana szeroko w TVP Sport, to jednak zaplecze ekstraklasy to taki bardzo ubogi krewny najwyższej klasy rozgrywkowej. Nadal mimo wszystko prawie pies z kulawą nogą tam nie zagląda. Trzeba więc ze wszystkich sił starać się o to, by ekstraklasa na lata w Katowicach została. W Lublinie myślą zresztą podobnie.
Z Motorem mamy coś do udowodnienia. W poprzednim sezonie po słabym meczu był remis 0:0 u siebie, na wyjeździe natomiast GieKSa grała bardzo dobrze, ale popełniła błędy w obronie i nie wykorzystała świetnych sytuacji – co skończyło się przegraną 2:3. Dwa sezony temu było odwrotnie – to katowiczanie zgarnęli cztery punkty.
Wróbelki ćwierkają, że posada Mateusza Stolarskiego jest niepewna. W Lublinie czują, że Motor nie gra na swoim poziomie. Choćby w meczu z Radomiakiem – kiedy w świetnej atmosferze wydawało się, że już zgarną trzy punkty, ale goście w końcówce wyrównali.
Nie mamy już czasu. Punkty musimy zacząć zdobywać od zaraz. Jedną kwestią jest matematyka, ale chodzi też o morale drużyny i atmosferę, bo jeśli zacznie się dziać gorzej, to to może napędzać… jeszcze gorzej. Niedawno mówiliśmy, że pojedynek z Lechią miał wielkie znaczenie, jeśli chodzi o tabelę. Tak, Lechia wygrała i teraz efektem jest, że jest blisko nas w tabeli. Waga spotkania w Lublinie jest jednak dużo większa, bo mamy kilka kolejek dalej, a im dalej będziemy brnąć w ten sezon, tym szans na zdobycze punktowe będzie coraz mniej. Dlatego powtórzę – strata do bezpiecznego miejsca absolutnie nie może rosnąć.
Oglądam tę ekstraklasę w bardzo dużym wymiarze (to nawet jest wręcz niezdrowe). Widzę jednak, że GieKSa nie jest najsłabsza w tej lidze, nie jesteśmy też ewidentnie drużyną na strefę spadkową. Z samej gry wyglądamy naprawdę całkiem nieźle i gdybyśmy o połowę zredukowali fatalne błędy w obronie w poprzednich meczach, błędy – po których traciliśmy bramki, bylibyśmy w środku tabeli. Właśnie to – defensywa jest naszym największym problemem. I masa straconych bramek.
W dwóch ostatnich meczach było z tym lepiej. Nadal zespół stracił bramki, ale przynajmniej… po jednej w meczu. Sama gra w obronie dawała jednak nadzieję na to, że może być lepiej. A gdy spojrzymy na grę ofensywną z Lechem i kilka bardzo dobrych okazji bramkowych – możemy tylko modlić się i mieć nadzieję, że ta poprawa to stały trend.
Czeka nas bardzo intensywny – i mega ważny w kontekście układu tabeli po rundzie jesiennej – okres. Trzy mecze z bezpośrednimi rywalami, pojedynek z zawsze groźną Koroną, no i na dokładkę mecz w Łodzi z ŁKS w Pucharze Polski.
Oj, nudzić się nie będziemy.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Tomek
16 października 2025 at 16:18
Wesoło to będzie zimą. W mojej ocenie z tym trenerem i tą kadrą (głównie ze względu na kiepskie transfery i starzejących się zawodników) zimę na 100 % spędzimy na miejscu spadkowym. Niestety ale nasi zawodnicy i to każdej formacji odstają od reszty ligi. Bramkarza brak bo ani Kudła ani Strączek nie mają poziomu ekstraklasy i puszczają wszystko co leci w światło bramki. Obrona złożona z wiekowych i mało zwrotnych zawodników nie daje rady i sama siebie nie przeskoczy. Kowalczyk to cień zawodnika z poprzedniego sezonu. Bosch nic póki co nie wnosi. Galan wieczny jeździec bez głowy robi wiatr ale bez efektów żadnych. Z tego Markovica coś może być no ale nie natychmiast. Bartek Nowak jak ma dzień jest genialny no ale nie zawsze go ma i sam wyników nie zrobi. Słabiutko wygląda też atak. Żrelak jest ok ale jak jest zdrowy i w gazie. Niestety głównie jest chory. Rosołek dramat a Buksa to już śmiech na sali. Super snajper z Legi też niewiele pokazał. Legia raczej wiedziała z jakich powodów go oddała. Wszystkim tym zarządza człowiek bez pomysłu i który jest architektem totalnej porażki transferowej. Modlić się tylko aby różnica pkt do bezpiecznego miejsc nie wynosiła 9 pkt bo wtedy to i zimowe transfery mogą nie wystarczyć.
ZIBI
17 października 2025 at 14:16
Myślę że dziś przegrają albo co najwyżej zremisują. Jak Górak znowu przegra to powinien się pakować