Piłka nożna
Kto był najlepszy w zeszłym sezonie?
Tuż przed startem kampanii 2026/27 zapraszamy do podsumowania ocen z zeszłego sezonu.
W tym sezonie postanowiliśmy nieco zróżnicować nasze podejście do wyboru najlepszych Waszym zdaniem zawodników sezonu. Wprowadziliśmy trzy kategorie: 💪 Tytan Sezonu (najwyższa suma ocen z najlepszych 90% spotkań), 👑 Kolekcjoner MVP (najwięcej tytułów MVP) i ⭐ Maestro sezonu (najwyższa średnia ocen, występując w co najmniej ¼ meczów). Jak się jednak okazało, nasz plan na zwiększenie miejsc na podium częściowo nie wypalił, ponieważ jeden z graczy zaklepał sobie dwa tytuły.
Przypomnijmy, że oceny przyznawaliście Wy po każdym spotkaniu w skali szkolnej (1-6) zawodnikom występującym przynajmniej pół godziny oraz głosując na swojego MVP spotkania.
Format ocen: Imię i nazwisko (mecze, minuty) – 👑 Nagrody MVP, ⭐ Średnia ocen, 💪 Suma ocen za top 90% spotkań
A w tym roku nagrody Bukowych Sztoli uzyskali…
Tytan Sezonu 💪 i Kolekcjoner MVP 👑 Bartosz Nowak – 👑 11 MVP, 💪 160,7
oraz
Maestro ⭐ Rafał Strączek – ⭐ śr. 4.51!
Bramkarze:
Maestro ⭐ Rafał Strączek (26 spotkań, 2400 minut – dane Transfermarkt) – 👑 6 MVP, ⭐ śr. 4.51, 💪 117,3 – Nie jest rzecz jasna bramkarskim odkryciem, ale w tym sezonie na nowo Ekstraklasa zobaczyła jego umiejętności. Szybko wyzbył się swojej “tremy” jaką zauważali kibice przy niektórych interwencjach i stał się liderem zespołu, co poskutkowało zainteresowaniem Mistrza Polski jego osobą. Każdy jego występ był na bardzo wysokim poziomie, co doceniliście w swoich ocenach pomeczowych. Wybronił jedenastki z Widzewem i zażegnał dyskusję o pozycji w bramce, niestety urazy wykluczyły go z gry na kilka miesięcy. Szybkiego powrotu!
Dawid Kudła (13 spotkań, 1200 minut) – 👑 3 MVP, ⭐śr. 3.25, 💪 42,2 – Start sezonu miał mocno w kratkę, choć i cały zespół sprawiał mu naprawdę dużo pracy. Ostatecznie po dołku całej drużyny doznał urazu i na jego miejsce wskoczył Rafał Strączek, co zbiegło się z przemianą gry GieKSy na lepsze. Po powrocie w drugiej części sezonu bronił sporadycznie, jednak na swoim bardzo dobrym poziomie z poprzednich sezonów, za jaki go zapamiętamy. Warto też przypomnieć o obronionym karnym z Rakowem. Dziękujemy za awans i utrzymanie, powodzenia!
Środkowi obrońcy:
Alan Czerwiński (33 mecze, 2665 minut) – 👑 0 MVP, ⭐ śr. 3.48, 💪 115 – Nadal będziemy utrzymywać, że traci trochę potencjału na rzecz bardzo ofensywnych wahadłowych, zawsze najwięcej potrafił wszak dać z przodu i przy szybkiej konstrukcji akcji. Na tyłach po prostu spełniał swoją rolę, choć nie obyło się bez kłopotów. Wszechstronny zawodnik był ważnym ogniwem zespołu, a młodsi i starsi koledzy wskazywali go jako ważną postać w szatni, potrafiącą wygłosić kilka krzepiących słów.
Arkadiusz Jędrych (38 meczów, 3510 minut) – 👑 1 MVP, ⭐ śr. 4.01, 💪 148,6 – Nieoceniony lider całej drużyny, także poza boiskiem, jedynie raz był zmuszony pauzować przez kartki. Niektórzy nawet podsuwają go co jakiś czas jako potencjalnego reprezentanta Polski, co dużo mówi o jego solidności i stabilności formy. Niesamowite jest to, jak potrafi połączyć tężyznę fizyczną, wytrzymałość i jeszcze umiejętności techniczne, bowiem stanowił nasz główny punkt nie tylko jako bezpiecznik, ale i jako kreator wykorzystujący swoje długie piłki.
Lukas Klemenz (33 mecze, 2639 minut) – 👑 3 MVP, ⭐ śr. 3.97, 💪 119 – Chyba największa przemiana piłkarza w trakcie jednego sezonu, jaką pamiętamy. Część kibiców już zaczęła go skreślać po słabych występach jesienią, nawet zgłosił się po niego Śląsk Wrocław i tylko kilka ruchów ręką dzieliło go od przenosin. Koledzy z szatni wstawili się za nim u sztabu i okazało się to strzałem w dziesiątkę. Lukas Klemenz wiosną stał się wręcz czołowym defensorem całej ligi, zdobywając arcyważne bramki na poczet awansu do pucharów i półfinału PP. Z przyjemnością ogląda się, jak swoją siłą i koordynacją sprawia, że szarżujący przeciwnicy praktycznie się od niego odbijają.
Marten Kuusk (19 meczów, 1137 minut) – 👑 0 MVP, ⭐ śr. 3.59, 💪 50,3 – Miał trochę pecha w tej kampanii i ostatecznie wiosną grywał ogony, choć zaangażowania mu nie odmówimy. Jesienią prezentował się całkiem dobrze i przed nim zapewne jeszcze kilka lat gry przynajmniej o awans do Ekstraklasy. W pamięci mamy jego rundę zakończoną awansem do Ekstraklasy, Dzięki i powodzenia!
Aleksander Paluszek (1 mecz, 90 minut) – 👑 0 MVP, ⭐ śr. 4.17, 💪 4,17 – Niesamowicie szkoda jego nieprzyjemnej kontuzji, wszak tak szybko po debiucie zaskarbił sobie przychylność fanów. Wyróżnimy go za zaciętość w pojedynkach główkowych i przepychankach z Radomiakiem, oby w tym sezonie zdrowie pozwoliło mu rozwinąć skrzydła.
Marius Olsen (4 mecze, 347 minut) – 👑 0 MVP, ⭐ śr. 4.07, 💪 16,3 – Może i nie było to wzmocnienie typu petarda, raczej rozsądne uzupełnienie ekipy defensywnej. Na skali jest nieco bardziej w stronę szybkości niż Lukas Klemenz, rzadziej wplątywał się w przepychanki. Drobne niedociągnięcia oddalamy spod oceny biorąc pod uwagę inny rytm przygotowań i wymagający system Rafała Góraka, po prostu nie dał cienia argumentu na nieprzedłużenie jego umowy. Majstersztyk transferowy Pana Dubasa, tak solidnego obrońcę ściągnąć na półroczne testy z opcją kontynuacji współpracy.
Wahadłowi:
Marcin Wasielewski (38 meczów, 3347 minut) – 👑 1 MVP, ⭐ śr. 4.09, 💪 149,2 – Pewnie nawet śpi na bieżni, ciężko wyobrazić sobie Wasyla stojącego w miejscu. Pomykał od jednej do drugiej linii końcowej, za co w kilku “eksperckich” programach wskazywano go jako najlepszego wahadłowego w lidze. Jest to nasz naczelny zakapior i żołnierz Rafała Góraka, niesamowicie irytował przeciwników swoim wybieganiem i temperamentem. Trzeba go też pochwalić za zrozumienie naszego systemu, kilkukrotnie pojawiał się w ostatniej chwili z asekuracją dla kolegi i ratował nas z opresji, choć przeciwnik już szykował się do celebracji zdobytego gola.
Borja Galan (35 meczów, 2625 minut) – 👑 2 MVP, ⭐ śr. 3,69, 💪 120,1 – Obrazki, gdy w meczu z Motorem Lublin wszedł na murawę i kuśtykając próbował pomóc swoim kolegom zostaną w pamięci na długo. Miał w tym sezonie kilka swoich magicznych momentów, do tego znacznie poprawił się przez te dwa lata w grze defensywnej. Może i czasem nie wszystko mu wychodziło, ale niezależnie od dnia walczył do końca i w końcu udawało mu się coś na swojej flance wykrzesać. Czapki z głów za bramkę z Jagiellonią, majstersztyk.
Konrad Gruszkowski (8 meczów, 151 minut) – 👑 0 MVP, ⭐ śr. 2.38, 💪 2,38 – Nie dostał okazji na zaprezentowanie się w naszej drużynie. Zdawał się być graczem zbyt ofensywnym na linię obrony i zbyt defensywnym na pozycję wahadłowego w naszym systemie gry.
Grzegorz Rogala (8 meczów, 398 minut) – 👑 0 MVP, ⭐ śr. 2.70, 💪 13,5 – Po siedmiu latach nadszedł czas rozstania, zasłużył sobie całokształtem kariery w Katowicach na kontynuację gry w podstawowym składzie innego zespołu.W Ekstraklasie nie otrzymał zbyt wielu szans, trener Górak miał plan przekwalifikowania go na środkowego obrońcę, co chyba jednak ograniczało jego atuty. Dzięki za awanse, powodzenia!
Erik Jirka (16 meczów, 994 minuty) – 👑 0 MVP, ⭐ śr. 3.73, 💪 52,2 – Większość czasu grał po prostu solidnie i pół roku w zespole to zbyt mało czasu dla wahadłowego, ale z czasem coraz częściej miał przebłyski i odpalał swój najlepszy tryb. Najwięcej pokazał w meczu z Rakowem, zapewne do takiego naładowanego i podejmującego większe ryzyko stanu będzie chciał go doprowadzić Rafał Górak.
Jakub Łukowski (6 meczów, 138 minut) – 👑 0 MVP, ⭐ śr. 3.21, 💪 3,21 – Za dużo sobie nie pograł, ledwo jeden niezły mecz w pucharze i szybkie pożegnanie z Katowicami.
Alan Bród (1 mecz, 2 minuty) – brak ocen – Poza sezonem 2022/23 nie zebrał łącznie 100 minut w pierwszej drużynie GieKSy. Życzymy udowodnienia swojej wartości w niższej lidze, gdzie powinien łapać dużo czasu boiskowego.
Środkowi pomocnicy:
Mateusz Kowalczyk (31 meczów, 2466 minut) – 👑 2 MVP, ⭐ śr. 4.15, 💪 124.6 – Ciężko wyobrazić sobie bardziej dopasowanego pomocnika do naszego systemu. Zawsze ceniliśmy takich przecinaków w środku pola, a on połączył to z profilem technicznej szóstki. Pojawiał się wszędzie, nie stronił nawet od najbardziej akrobatycznych wślizgów, potrafił odpowiednie przyspieszyć lub spowolnić grę i odpowiedzialnie uzupełniał luki po kolegach. Swoimi występami oczywiście wzbudził zainteresowanie zagranicznych klubów, ale jak na razie nigdzie się nie rusza, także z powodu urazu.
Sebastian Milewski (27 meczów, 2030 minut) – 👑 0 MVP, ⭐ śr. 3.76, 💪 97,7 – O ile wobec innych pozycji mogłaby to być obelga, tak niezjawiskowość występów defensywnego pomocnika świadczy o nim bardzo dobrze. Niezwykle rzadko sprawiał kłopoty swojej drużynie, pomniejsze błędy równoważąc bardzo udanymi przechwytami i podaniami. Regulował tempo naszych akcji i był kotwicą wypadów ofensywnych. Po cichu wyrósł na jednego z najsolidniejszych piłkarzy ligi, którzy nie pozwalają na fajerwerki – jednak chodzi o blokowanie rywali, a nie swojej drużyny.
Kacper Łukasiak (15 meczów, 855 minut) – 👑 0 MVP, ⭐ śr. 3.26, 💪 39,1 – Zdecydowanie nie pokazał nam tego, co ma najlepsze w swoim arsenale. Nadal były to rzecz jasna występy na poziomie i nikt nie wytykał go palcami, ale z całą pewnością miał inne oczekiwania związane ze swoimi przenosinami. Brakowało w jego grze opanowania i był nieco elektryczny, choć zazwyczaj miał dobre pomysły i zamiary.
Jesse Bosch (14 meczów, 832 minuty) – 👑 0 MVP, ⭐ śr. 3.32, 💪 43,2 – Stał się zakładnikiem swojego transferu, który był owiany nutą zjawiskowości. Po prostu odwalał brudną robotę na skraju naszego pola karnego, wybijając w sytuacjach beznadziejnych. Faktycznie zabrakło nieco w akcjach ofensywnych, być może bez kontuzji udałoby mu się to wiosną.
Damian Rasak (16 meczów, 824 minuty) – 👑 0 MVP, ⭐ śr. 3.90, 💪 46,8 – Bardzo dużo kreował szumu i spełnił oczekiwania wobec swojej osoby, choć na pewno stać go na jeszcze więcej. Nieco częściej widzieliśmy go jako swobodnego rozgrywającego niż kojarzącej się z nim roli przecinaka. Po powtórzeniu takiej rundy zapewne klub zdecyduje się go wykupić.
Filip Rejczyk (4 mecze, 14 minut) – brak ocen – Dostał swoją szansę i widać było, że zależy mu na grze w Ekstraklasie. Do rozwoju potrzebne jest mu jednak znacznie więcej czasu gry.
Ofensywni pomocnicy:
Tytan Sezonu 💪 i Kolekcjoner MVP 👑 Bartosz Nowak (39 meczów, 3540 minut) – 👑 11 MVP, ⭐ śr. 4.32, 💪 160,7 – Zawodnik kolekcjonował błyskotki jak szalony, w każdym programie i na każdej gali odbierając gratulacje. Nie inaczej stało się podliczając Wasze oceny, nasz wirtuoz zgarnął nagrody w aż dwóch kategoriach. W pełni zasłużenie został wyróżniony nie tylko za swoje umiejętności techniczne, ale za determinację i wysoką formę przez niemal cały sezon. Może nie docenili tego wszyscy (J.U.), ale w Katowicach już zapisał się złotymi zgłoskami – w samej lidze zdobył 9 bramek i 12 asyst, a w Pucharze doliczył 5 trafień. Gratulujemy i trzymamy kciuki za kolejne udane występy!
Marcel Wędrychowski (32 mecze, 1018 minut) – 👑 1 MVP, ⭐ śr. 3.94, 💪 71,0 – Pogoń, i wszystko jasne. Moglibyśmy się rozpisywać, że znów biegał i brakuje mu nieco dyscypliny taktycznej ale… Dzięki temu jego szaleństwu jesteśmy w Europie, więc może biegać choćby i na rękach! Wyprowadził nas też na prowadzenie w meczu z Górnikiem, cenny zmiennik pełen energii.
Eman Marković (29 meczów, 1317 minut) – 👑 5 MVP, ⭐ śr. 3.83, 💪 76,7 – Specjalność szefa kuchni: dublet w pełnym biegu. Szalony piłkarz, ale przyprawił nam pozytywnych emocji. Długo czekaliśmy na jego wskoczenie do składu i trener tłumaczył to koniecznością poprawy gry w pressingu, ale zdecydowanie warto było uzbroić się w cierpliwość. Kilka metrów na rozpędzenie i już rywale musieli zbierać piłkę z siatki, łącznie aż dziewięciokrotnie. Strach pomyśleć, co będzie po jego pełnym wdrożeniu w pomysł trenera.
Mateusz Wdowiak (18 meczów, 907 minut) – 👑 0 MVP, ⭐ śr. 3.87, 💪 50,3 – Zawodnik niezwykle inteligentny, kilka razy minimalnie zabrakło mu w pojedynkach biegowych do szczęścia. Przeczesywał wolne przestrzenie w poszukiwaniu zagrożenia, dzięki czemu mieliśmy więcej opcji ataku. Z marszu wpasował się do systemu, poszerzając pole manewru.
Adrian Błąd (22 mecze, 625 minut) – 👑 0 MVP, ⭐ śr. 2.48, 💪 22,3 – Trener stawiał na niego w momencie, gdy potrzeba było mocnego kopnięcia po rzucie rożnym lub aucie. Niezmiennie w tym aspekcie dowoził, mało kto tak potrafi huknąć.
Napastnicy:
Adam Zrel’ak (23 mecze, 1370 minut) – 👑 2 MVP, ⭐ śr. 3.74, 💪 78,6 – Gdyby nie kontuzje… Pewnie nie grałby w Ekstraklasie, znowu to powtórzymy. Sezon miał całkiem udany, zdobywając 7 bramek i dokładając swoje w defensywie. Mimo wszystko ma potencjał na poprawę, choć kontuzje nie pozwalają mu na szlifowanie formy.
Ilja Szkurin (32 mecze, 1657 minut) – 👑 0 MVP, ⭐ śr. 3.32, 💪 83,0 – Do 20. metra spisywał się naprawdę dobrze, może czasem zbyt łatwo odpuszczał pojedynki główkowe. W sytuacjach strzeleckich… Przytoczmy tylko sytuację, gdy Wasyl podał mu jak na tacy, a on zdecydował się mu odegrać i wahadłowy słusznie użył wobec niego mocnych słów. Mimo tych mankamentów i negatywnego odbioru zdobył 8 bramek, co przecież jest całkiem niezłym wynikiem jak na zespół z dwójką równorzędnych snajperów.
Maciej Rosołek (9 meczów, 375 minut) – 👑 0 MVP, ⭐ śr. 2.13, 💪 12,8 – Sam powiedział, że nieco zawiódł Rafała Góraka. Dostał kredyt zaufania i mimo niezłych sparingów, w meczach o stawkę prezentował się dobrze tylko od strony pressingu, brakowało całej reszty napastnika.
Aleksander Buksa (4 mecze, 109 minut) – 👑 0 MVP, ⭐ śr. 1.58, 💪 4,8 – Przyszedł i odszedł.
Jakub Kokosiński (6 meczów, 54 minuty) – brak ocen – Pokazał się jako zakapior i dużo się nawalczył, wcale też dużo nie brakowało do zdobycia przynajmniej bramki. Ewidentnie jest to zawodnik z potencjałem, będziemy przyglądać się jego rozwojowi.
Piłka nożna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333
Felietony Piłka nożna
Taką GieKSę chcę oglądać zawsze
Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.
Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.
Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.
GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.
Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.
Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.
Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.
Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.
Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.
Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.
Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.
I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.
Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.
Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.
Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.
To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.
Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.
Walczymy dalej!
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Kielc i Łęcznej
Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.
1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.
2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.
3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.
4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.
5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.
6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.
7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.
8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.
9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.
10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.
11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.
12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.
13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.
14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.
15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.
16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.
17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.
18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.
19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna i schludna.
20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.
21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.
22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.
23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.
24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.
25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.
26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.
27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.
28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.
29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.
30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.
31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.
32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.
33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!
34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.
35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.







































Najnowsze komentarze