Dołącz do nas

Piłka nożna

Opinie z social mediów po Zagłębiu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GKS przegrał na wyjeździe w Lubinie 1:2. Poniżej wybrane komentarze kibiców.

X (dawniej Twitter)

Adamek @bijok_adam

„Jeśli dalej będziemy grać taki piach jak dziś albo ostatni mecz z Piastem to niestety ale czarno widzę nas w tej Ekstraklasie.”

Kazimierz Kordecki @Kazimierz19900

„No nauczyła sie ekstraklasa Rafała Góraka. Czas odejść też od nazwisk i schematów,które już nie daja żadnych efektów. Nie da sie atakować kiedy miedzy formacjami jest 30 metrów odległości. Ta porażka o niczym nie przesądza,ale jest już powaznym syganlem do zmian.”

basl3r @basl3r_

„Arek Jędrych kolejny mecz do zapomnienia, gra tragiczny sezon, pora na odpoczynek”

Pawel @paoooolek

„Nie no, Pan kapitan Jędrych musi odpocząć. Czerwiński również się nie popisał przy stracie bramki. Wasielewski to cień zawodnika.”

Facebook

Michał Glomb

„Jędrych to chyba ma jakieś kwity na Góraka albo jest jego rodziną. Wiecznie spóźniony w obronie i wiecznie w pierwszym składzie. OK, strzela karne ale to jest obrońca, on ma nie zawalać w obronie. Daleko tak nie zajedziemy Panowie, będzie walka o utrzymanie.

Do tego wieczne granie „do tyłu” a w ataku tylko jeden schemat – podanie na bok i wrzutka w pole karne (o ile się uda!). Tak się nie da, dramat.”

Andrzej Rafał Przyludzki

„Kolejna kompromitująca przegrana naszej GKS-y. Tego już naprawdę nie da się oglądać! Bezmyślne wrzutki, ciągłe granie do tyłu, zero pomysłu, zero konkretów pod bramką. Tak się meczu nie wygrywa! Trenerze, czas się obudzić, bo kibice mają już dość patrzenia na taką bezradność. GKS musi zacząć grać odważnie i z charakterem, a nie tylko odbębniać kolejne spotkania!”

Łukasz Piórek

„Drugi mecz z rzędu jesteśmy bez podjazdu do przeciwnika….przewidywalni, wolniejsi, nie mówię tu już o tworzeniu czegoś kreatywnego z przodu,bo tego wgl nie ma. Zluzować kilka nazwisk z grania od deski do deski. Nie uwierzę,że taki Olsen jest słabszy o tej trójki, która dzisiaj grała…jak nie teraz to po jakich występach Ci zawodnicy mają odpocząć?”

Dawid Golda

„Trenerze jest jakiś pomysł na tą gre? Bo kiepsko to wygląda.”

Forum

mami7

„dawno nie widziałem tak słabego meczu GieKSy…ostatni raz 8 dni temu”

Gregg

„Myślałem ze już gorzej grać niż na Piaście sie nie da, jednak sie da. Co to ma być. Cała drużyna gra tak jakby im sie nie chciało. Z taką grą niemamy czego szukać w ekstraklasie. Nie ma obrony, bo to co gra Jędrych i Czerwiński to jest nieporozumienie. Niema pomocy, niema skrzydeł. Ta drużyna jest w kompletnej rozsypce.”

Fuhrer

„Wygląda to wszystko bardzo słabo. W dwóch meczach z ligowymi przeciętniakami tracimy 5 bramek a strzelamy 1 i to z karnego. Jakieś w miarę sensowne okazje można w tych meczach policzyć na palcach jednej ręki. Szczerze mówiąc, to bliżej było do straty kolejnych bramek niż strzelenia ich przez nas. Słabo wahadła – liczyłem po cichu przed sezonem, że tutaj pojawi się jakieś konkretne wzmocnienie. Wolski niestety nie daje rady na tym cofniętym pomocniku. To nie jest jego pozycja. Dać tam Milewskiego, może już Rasaka, bo chyba jest zdrowy. Doszło do tego, że w pewnym momencie spotkania zniecierpliwiony Szkurin wziął się za rozgrywanie w środku pola i nawiasem mówiąc wychodziło mu to nawet dobrze, ale on nie jest od tego.

Nieprawdopodobnie słaba seria wyjazdowa z jednym przebłyskiem w Zabrzu. Czy to wina Szwargi? Nie wiem ale wątpię. Przecież te wyjazdy zaczęły wyglądać beznadziejnie już w ubiegłym sezonie. Wszyscy którzy piszą, że to wina Szwargi powinni sobie jeszcze raz zobaczyć nasze pierwsze połowy meczów w Gliwicach i Szczecinie w maju. To był dramat bez żadnego oddanego strzału (a i 2 połowy nie wyglądały dużo lepiej, chociaż ostatecznie udało się tamte mecze zremisować).

Ja mam tylko nadzieję, że będziemy przynajmniej konsekwentni i wygramy u siebie z Craxą. Bo jeśli nie daj Boże przestaniemy wykręcać te świetne wyniki na Nowej Bukowej, to będzie duży problem.”

Homer

„Szkurin był dzisiaj naszym najlepszym pomocnikiem. Potrafił przyjąć/przejąć piłkę w środku pola, minąć przeciwnika, pobiec z piłką do przodu i celnie podać.

Problem w tym, że robił to jako napastnik.”

blazej

„Jesteśmy boiskowymi flejtuchami. nas nie trzeba presować, nie trzeba specjalnie atakować. Po 3-4 podaniach i tak stracimy piłkę bo a to zagramy w aut, a to przyjęcie będzie niedokładne, a to niecelne podanie a to zawodnik źle przyjmie i piłka odskoczy i tak to się kręci. Potem jak nam się coś uda to podanie do boku i wrzutka w pole karne. Nie ma dynamiki, nie ma przyśpieszenia, zaskoczenia.

Trzymamy tego Wolskiego a on nic nie daje, tam trzeba inaczej ich zestawić.”

nyeusi

„Uważam, że u Goraka poczucie wdzięczności jest bardzo krzywdzące, najpierw w stosunku do Adika Błąda, a teraz do Arka Jędrycha\.

Gdyby nie problemy zdrowotne Adika, trener prawdopodobnie do dzisiaj wpuszczałby go w podstawowym składzie albo przynajmniej w drugiej połowie\. Teraz mam wrażenie, że podobną sytuację obserwujemy z Arkiem\.

Niestety wiek kapitana również nie pomaga\. Przy grze trójką obrońców potrzebni są zawodnicy, którzy są naprawdę końmi do gry\. Arek sam w przedsezonowych wywiadach wspominał, że bardzo ciężko przepracował okres przygotowawczy\. Czy to go w jakiś sposób dobiło? Tego oczywiście nie wiemy\.

Nie rozumiem natomiast ludzi, którzy dzisiaj potrafią wyzywać człowieka, który tak wiele zrobił dla naszego klubu\. Zanim zaczniemy wylewać frustrację, warto zastanowić się, czy to naprawdę Jędrych decyduje o tym, że ma pewne miejsce w składzie\. Czy naprawdę można zakładać, że sam mówi trenerowi: „Masz mnie wystawiać”?

Upartość naszego trenera ma swoje plusy, ale ma też wiele minusów\. Jedno trzeba mu jednak oddać\. Na koniec sezonu bardzo często potrafi się obronić wynikami\.

Dlatego zanim zaczniemy obrażać kapitana, może warto spojrzeć trochę szerzej\. Arek Jędrych nie jest problemem GKS Katowice\. Jest człowiekiem, który przez lata dał temu klubowi bardzo dużo\. A jeśli dzisiaj jego forma czy możliwości fizyczne nie są już takie jak kilka lat temu, to przede wszystkim rolą trenera jest odpowiednio zarządzać jego miejscem w zespole\.

Krytykujmy decyzje, krytykujmy grę, ale zachowajmy trochę szacunku dla człowieka, który przez lata nosił kapitańską opaskę naszego klubu\.”

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Niezłomność i perełki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.

Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.

Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.

Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.

Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.

Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.

Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.

Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.

Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.

Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.

Trenerze Urban. Ty wiesz co.

Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.

Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.

Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.

Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.

Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.

W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.

W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.

No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.

W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.

Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Szkurin show w Zabrzu!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.

 

 

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga