Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Nieudany pościg GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Piłkarki mają przerwę, kolejny mecz drużyna kobiet rozegra na wyjeździe z Legionistkami w weekend 26-27 września. Przełożone spotkanie z SMS-em Grotem Łódź zostanie rozegrane 4 listopada o 17:00 na Bukowej. Bramkarka GieKSy Wiktoria Marzec otrzymała powołanie na zgrupowanie kadry U-17 i mecze z Austrią.

W minionym tygodniu piłkarze rozegrali jedno spotkanie ligowe, w którym pokonali na wyjeździe Górnika Zabrze 3-2. Prasówkę po tym meczu przeczytacie TUTAJ. W bieżącym tygodniu zagramy w piątek 4 września o 20:30 z Piastem w Gliwicach. Portal gol24.pl przedstawił swoją „11” 6. kolejki PKO BP Ekstraklasy, w której znaleźli się dwaj piłkarze GieKSy.

Siatkarze rozpoczęli przygotowania do nowego sezonu. Media oceniają, że drużyna będzie walczyć o utrzymanie.

W rozegranych w ubiegłym tygodniu meczach sparingowych hokeiści przegrali z Lausitzer Füchse 2-5 i z Rostock Piranhas 4-5. W najbliższy piątek (4 września) zespół rozegra sparing z HC Presov. Ruszyła sprzedaż karnetów na mecze hokeistów.

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Paulina Kawalec wysłała powołania do kadry U17

Selekcjonerka kadry U17 Paulina Kawalec wysłała powołania na towarzyski dwumecz z Austrią. Ma to być etap przygotowań do MŚ
Po zmaganiach w mistrzostwach Europy w Irlandii północnej, teraz kadrę U17 będzie czekać jeszcze większe wyzwanie. Paulina Kawalec i jej podopieczne po pięknym zwycięstwie nad Anglią poniżej, zakwalifikowały się bowiem do MŚ w Maroku. Jednym z etapów tych przygotowań do turnieju ma być towarzyski dwumecz z reprezentacją Austrii.
To właśnie na te mecze Paulina Kawalec wysłała powołania do następujących zawodniczek
Bramkarki: Alicja Kowal (KKS Lech Poznań), Zofia Malczyk (KKS Lech Poznań), Wiktoria Marzec (GKS Gieksa Katowice)
Obrończynie: Klara Bajon (KKS Lech Poznań), Matylda Gruszczyńska (UKS SMS Łódź), Mila Herok (Spvg Alrich), Vanessa Komarnicka (Sheffield Utd.), Alicja Nosal (BTS Rekord Bielsko-Biała), Ines Sobczak (UKS SMS Łódź), Evelina Tkachenko (KKS Czarni Antrans Sosnowiec)
Pomocniczki: Hanna Blicharska (FC Bayern Munchen), Maja Grzechnik (BTS Rekord Bielsko-Biała), Gabriela Grzelak (WKS Śląsk Wrocław), Aisha Kępińska-Sebnyonga (AS Roma), Amelia Polak (FSA Kraków), Michalina Polok (BTS Rekord Bielsko-Biała), Antonina Prószyńska (KS AP Diamonds Academy),
Napastniczki: Aleksandra Cichy (BTS Rekord Bielsko-Biała), Martyna Dembowska (WKS Śląsk Wrocław), Annabel Hogan (AP Orlen Gdańsk), Anna Nurkiewicz (Legia Ladies), Zuzanna Sądej (Villareal CF Femenino)
Jak można się domyślić, Paulina Kawalec chce sprawdzić inne zawodniczki, które będą aspirowały do ostatecznego składu na mistrzostwa Świata.
Mecze z Austrią Polki rozegrają w dniach 12 września o godzinie 15:00 i 15 września o godz 11:00

gol24.pl – Jedenastka 6. kolejki PKO Ekstraklasy według GOL24. Przy Szkurinie stawiamy złotą gwiazdkę. Co za występ!

Jak tu nie kochać PKO Ekstraklasy, skoro w kolejny weekend dostarczyła nam tylu wrażeń? Poznajcie najlepszą jedenastkę 6. kolejki. Znaleźli się w niej przedstawiciele dziesięciu zespołów. Dwóch posiada tylko GKS Katowice, który jako pierwszy znalazł sposób na niepokonanego dotąd Górnika Zabrze i to na jego stadionie.
[…] Doceniamy też Alana Czerwińskiego za wejście na końcówkę. Po jego asyście padła decydująca bramka dla GKS Katowice.
[…] Bohaterem kolejki naturalnie Ilja Szkurin, autor hat-tricka dla GKS Katowice. – On nabiera pewności siebie, co jest zasługą szatni i sztabu szkoleniowego. To człowiek o otwartym sercu i umyśle, potrafiący słuchać – zdradził trener Rafał Górak.
[…] Jedenastka 6. kolejki PKO Ekstraklasy: Otto Hindrich (Legia Warszawa) – Wiktor Długosz (Korona Kielce), Juande Rivas (Piast Gliwice), Alan Czerwiński (GKS Katowice), Jakub Krzyżanowski (Wisła Kraków) – Patrik Walemark (Lech Poznań), Rafał Wolski (Radomiak Radom), Piotr Samiec-Talar (Śląsk Wrocław), Mariusz Fornalczyk (Widzew Łódź) – Nik Prelec (Jagiellonia Białystok), Ilja Szkurin (GKS Katowice).

SIATKÓWKA

eska.pl – Ekstraklasa siatkarzy i powrót GKS Katowice. Kto będzie walczył o utrzymanie

Siatkarze GKS Katowice wracają do najwyższej klasy rozgrywkowej po rocznej nieobecności. Nadchodząca ekstraklasa to dla beniaminka ogromne wyzwanie, ale zespół celuje w pewne utrzymanie. Trener Emil Siewiorek zapowiada, że jego drużyna tanio skóry nie sprzeda i będzie z całych sił walczyć o każdy punkt z niezwykłą determinacją.
Prowadzeni przez Emila Siewiorka siatkarze ze Śląska po roku w pierwszej lidze ponownie zagrają na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Powrót nie był łatwy, a drużyna musiała uporać się z presją po spadku, który nastąpił w trudnych okolicznościach po zmianie na stanowisku trenera pod koniec 2024 roku. Szkoleniowiec przyznaje, że wygranie finału pierwszej ligi z BBTS Bielsko-Biała mocno zbudowało mentalność zespołu. Ostatni sezon stanowił ogromne wyzwanie szkoleniowe, będąc pierwszą w pełni samodzielną kampanią w jego trenerskiej karierze. Obecnie śląski beniaminek skupia się wyłącznie na przygotowaniach do trudnej rywalizacji w siatkarskiej elicie.
Drużyna została zauważalnie wzmocniona nowymi zawodnikami, aby zrealizować podstawowy cel, jakim jest pozostanie w elicie. Szeregi klubu zasilili między innymi reprezentant Serbii Aleksa Batak, amerykański środkowy Matthew Knigge oraz sprawdzeni ligowcy: libero Szymon Gregorowicz i przyjmujący Jakub Szymański z kędzierzyńskiej Zaksy. Argentyński przyjmujący Gonzalo Quiroga rozpocznie z kolei swój szósty sezon w barwach śląskiej drużyny. Kibice liczą na zaciętą rywalizację o miejsce w podstawowym składzie, szczególnie na kluczowej pozycji rozgrywającego, gdzie zagraniczny zawodnik będzie konkurował z doświadczonym Grzegorzem Pająkiem. Ze względu na napięty kalendarz i zgrupowania kadr narodowych zagraniczni gracze dołączą do ekipy dopiero pod koniec września.
– Trzeba będzie wyjść na parkiet, żeby „leżące” na nim punkty podnieść i zabrać do tabeli. Powalczymy z każdym – powiedział PAP trener beniaminka Emil Siewiorek.
Przygotowania do nowych rozgrywek przebiegają początkowo w nieco zmienionych warunkach infrastrukturalnych. Drużyna musiała tymczasowo opuścić swoją domową halę z powodu organizacji piłkarskich mistrzostw świata kobiet do lat dwudziestu. Zawodnicy trenują obecnie w innych obiektach, koncentrując się na wyczerpujących ćwiczeniach siłowych, które mają przygotować organizmy do wymagającego sezonu. Przenosiny wymusiły szybką adaptację do nowych warunków treningowych, jednak sztab szkoleniowy podchodzi do tego ze spokojem. Prawdziwą weryfikacją formy fizycznej i sportowej będą nadchodzące mecze sparingowe, w których drużyna ma szlifować taktykę i budować odpowiednie zgranie.
Budowa konkurencyjnego składu wiązała się z różnymi wyzwaniami, w tym finansowymi ograniczeniami oraz bardzo wczesnym i niezwykle dynamicznym okresem transferowym. Sukces organizacyjny klubu polega na regularnym powracaniu do niego sprawdzonych zawodników, co dobitnie świadczy o zaufaniu do zarządu. Mimo że rynek zawodniczy zaczął się jeszcze w grudniu, klub zdołał skompletować solidny zespół na miarę oczekiwań. Płynność finansowa i świetna organizacja stają się potężnymi atutami zespołu, pozwalającymi przyciągać sprawdzone talenty do śląskiej stolicy. Odpowiednie zaplecze oraz determinacja w działaniu mogą okazać się niezwykle cenną przewagą w walce o ligowe punkty.
– Obiekt został wynajęty przez FIFA, na razie trenujemy w innej arenie. Kiedy mistrzostwa się skończą, wrócimy do „domu”. To jest nowy, piękny obiekt, gdzie mamy wszystko, czego potrzebujemy w zasięgu ręki: siłownię, odnowę, szatnie, salki wideo – zakończył szkoleniowiec.

HOKEJ

hokej.net – Rywal z DEL2 okazał się za mocny! GKS Katowice przegrał sparing w Niemczech

GKS Katowice przegrał z Lausitzer Füchse 2:5 w sparingowym meczu rozegranym w niemieckim Weißwasser. Drużyna z DEL2 kontrolowała przebieg spotkania i po dwóch tercjach prowadziła już różnicą dwóch bramek. Katowiczanie odpowiedzieli dwoma golami w końcówce meczu, ale nie zdołali odrobić strat.
Po pierwszej tercji gospodarze prowadzili 1:0 po trafieniu Sagera. Katowiczanie starali się szybko odpowiedzieć, jednak mimo kilku dobrych okazji nie zdołali doprowadzić do wyrównania.
W drugiej odsłonie przewagę podwyższyli hokeiści Lausitzer Füchse. W 30. minucie Theodore oddał strzał na bramkę, a krążek po niefortunnym odbiciu od Connora LaCouvee znalazł drogę do siatki. Po 40 minutach GKS miał do odrobienia dwa gole.
Najwięcej działo się w trzeciej tercji. W 53. minucie Dosch wykorzystał grę w przewadze i podwyższył wynik na 3:0. Chwilę później odpowiedział Błażej Chodor, zdobywając pierwszą bramkę dla GieKSy. Gospodarze ponownie odskoczyli po trafieniu Davida Rundqvista, ale niemal natychmiast kontakt zmniejszył Patryk Krężołek.
W końcówce katowiczanie wycofali bramkarza, szukając szansy na odrobienie strat. Nie przyniosło to jednak oczekiwanego efektu, a Alexander Dosch trafił do pustej bramki, ustalając wynik spotkania na 5:2.

Nieudany pościg GieKSy. Niemiecki drugoligowiec lepszy od wicemistrza Polski

Hokeiści GKS-u Katowice ponieśli kolejną porażkę w okresie przygotowawczym. Wicemistrzowie Polski przegrali na wyjeździe z niemieckim Rostock Piranhas 4:5, choć w końcówce spotkania zdołali odrobić trzybramkową stratę.
Katowiczanie dobrze rozpoczęli spotkanie i w 12. minucie objęli prowadzenie. Fraszko wykorzystał podanie Pasiuta i Lundegarda, otwierając wynik meczu. Gospodarze odpowiedzieli jednak jeszcze przed końcem pierwszej tercji. Öhrvall obsłużył Hahna, który doprowadził do wyrównania.
W drugiej odsłonie długo utrzymywał się remis, ale tuż przed jej końcem Rostock ponownie znalazł sposób na katowicką defensywę. W 39. minucie Braun pokonał Kielera po podaniach Kunza i Steina.
Prawdziwe emocje rozpoczęły się w trzeciej tercji. W ciągu zaledwie 32 sekund gospodarze dwukrotnie wykorzystali grę w przewadze. Najpierw Öhrvall trafił przy grze 5 na 3, a chwilę później Stein podwyższył na 4:1. W 53. minucie Luknowsky zdobył piątego gola dla Piranhas.
GKS nie zamierzał jednak odpuszczać. Bremer wykorzystał przewagę liczebną i zmniejszył straty, a następnie do siatki trafili Pasiut oraz Jakub Hofman. Drugiego z tych goli Katowiczanie zdobyli zaledwie 82 sekundy przed końcem spotkania. Na doprowadzenie do remisu zabrakło jednak już czasu.

Wicemistrzowie Polski ogłosili ceny karnetów. Nowość dla kibiców i ważne zmiany

GKS Katowice rozpoczyna sprzedaż karnetów na sezon 2026/2027. Klub przygotował dla kibiców dwie wersje abonamentów: „comfort” i „active”. Ta druga jest tańsza, ale wiąże się z koniecznością potwierdzania obecności przed każdym domowym spotkaniem.
Nowy sezon TAURON Hokej Ligi rozpocznie się 15 września. Wicemistrzowie Polski zainaugurują rozgrywki w „Satelicie”, gdzie zmierzą się z STS-em Sanok. W sezonie zasadniczym wystąpi 10 zespołów, a GieKSa rozegra pięć rund.
Karnet „comfort” gwarantuje miejsce na wszystkich domowych meczach sezonu zasadniczego i nie wymaga dodatkowych formalności. Dla dotychczasowych karnetowiczów kosztuje 390 zł w wersji normalnej i 250 zł w wersji ulgowej. Nowi kibice zapłacą odpowiednio 490 i 320 zł.
Tańszy „active” również gwarantuje miejsce w „Satelicie”, ale przed każdym spotkaniem trzeba potwierdzić swoją obecność. Można to zrobić od siedmiu do jednego dnia przed meczem za pośrednictwem systemu biletowego lub aplikacji Bilety GieKSa. Brak potwierdzenia skutkuje anulowaniem wejściówki na dane spotkanie. Ceny dla dotychczasowych karnetowiczów wynoszą 340 zł (normalny) i 220 zł (ulgowy), a dla nowych 430 i 280 zł.
W ofercie znalazły się także karnety rodzinne oraz VIP. Ten ostatni kosztuje 3500 zł i zapewnia miejsce w sektorze VIP oraz dostęp do strefy cateringowej. Karnetowicze zachowają również pierwszeństwo przy zakupie biletów na mecze fazy play-off.
Sprzedaż dla osób posiadających karnety w poprzednim sezonie rozpocznie się 1 września o godz. 10:00 i potrwa do 4 września do godz. 10:00. Następnie ruszy sprzedaż otwarta.
Warto zaznaczyć, że pojedyncze bilety na mecze GieKSy będą kosztować 30 zł (normalny), 20 zł (ulgowy), 60 zł (rodzinny) oraz 5 zł dla dzieci do 13. roku życia.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Igrzyska Myśliwca z katowicką obroną

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Czasem trzeba – jak to się mówi – przespać się po danym meczu. Po to, żeby podejść do niego bardziej spokojnie, znaleźć jakieś pozytywy i ogólnie nie popaść w zły nastrój. Nie pykło. Tym razem patrząc już z lekkiego dystansu, czyli sobotniego poranka, mam obraz gorszy niż bezpośrednio po meczu. Powiedzmy sobie wprost – to było fatalne spotkanie naszego zespołu.

Nie mam tym razem irytacji, tak jak po meczu z Motorem. Może z powodu dyspozycji dnia. Ale nie zespołu, tylko mojej. Ot, GieKSa pokazała swoją specyfikę od tej złej strony, ale nie jest to nic nowego, znamy to doskonale. Tym razem wyszło na minus.

To co jest niestety specyfiką tej drużyny i co (póki co) nie pozwala jej wejść na stałe do czołówki ligi to jej kompletna losowość. Abstrahując oczywiście od tej różnicy u siebie i na wyjeździe. Ale zasadniczo wygląda to tak, że co nam danego dnia wylosuje maszyna losująca, tak będzie wyglądał mecz w naszym wykonaniu. Nie ma czegoś takiego, że przed meczem ze stosunkowo dużym prawdopodobieństwem jesteśmy w stanie stwierdzić, że GieKSa zagra dobre solidne spotkanie, będzie lepsza od rywala albo przynajmniej równa, a wynik – choć to suma wielu wypadkowych – również z pewnym prawdopodobieństwem będzie korzystny. Nie. W przypadku GKS mamy wręcz orła i reszkę – jak wypadnie jedno to mamy ekipę walczącą, kapitalnie grającą w piłkę, stwarzającą zagrożenie. Jeśli drugie – drużynę bezradną i… grającą w obronie w tak kuriozalny sposób jak wczoraj. Ale jest to sposób znany. Także z tego sezonu. Jak zawieje – tak zagramy.

Zanim przejdę do obrony (dla porządku, chodzi o obronną grę całego zespołu), słówko o innych aspektach. Zapytałem trenera na konferencji o wyciąganie wniosków z rywalizacji z Piastem, przede wszystkim z jesieni z poprzedniego sezonu. Bo miałem małe déjà vu z tego meczu, gdy chyba dopiero w swoim drugim starciu jako trener Piasta przyjechał na Nową Bukową Daniel Myśliwiec. Wtedy używałem takiej metafory, że piłkarze Piasta „pobili” naszych zawodników. Bo już wtedy zameldowali się bardzo szybko w kościach naszych zawodników, którzy nie byli na to przygotowani. I goście wtedy zdominowali ten mecz fizycznością i agresją, do tego strzelili w krótkim czasie dwie bramki i było po meczu. I wczoraj mieliśmy podobny vibe Piasta, przy czym tym razem z dyscyplin olimpijskich trener Myśliwiec nie postawił na boks, tylko na sprint. Nie wiem, jakim cudem przekonał swoich piłkarzy, zwłaszcza tych zagranicznych, jaka jest waga meczu z GieKSą, ale grali oni, jakby nałykali się szaleju. Byli dzicy, z pianą na ustach, walczyli, jakby to była wojna, a nie mecz piłkarski. Tak jak mówię – tym razem objawiało się to w szybkości, pokazywaniu się na pozycję i niesamowitym parciu do przodu. Utrzymywali przy tym naprawdę dyscyplinę taktyczną, to nie były ataki chaotyczne. W tym kontekście trafiliśmy na przeciwnika niesamowicie dobrze dysponowanego.

Trener mówił po meczu, że w drugiej połowie to GKS przejął inicjatywę. No jasne, ale przecież Piast prowadził już 2:0, więc to turbodoładowanie nie było już im do niczego potrzebne. Poza tym bądźmy konsekwentni – bo narracja jest taka, że gdy my się cofamy do niskiej obrony, to jest to przemyślana taktyka, a jeśli przeciwnik – to znaczy, że ich zdominowaliśmy i rywal miał kłopoty…

No nie. Piast intencjonalnie oddał nam piłkę, może nie do końca dla siebie w sposób idealny, na co zwracał uwagę trener rywali. Ale gospodarze bardzo umiejętnie się bronili i GKS choć stworzył sobie ostatecznie dość sporo sytuacji, to trudno powiedzieć, żeby któraś z nich naprawdę była wielką szansą na zdobycie gola. Wydaje mi się, że najlepszą miał Mateusz Wdowiak w pierwszej połowie, ale i tak jednak musiał uderzać z takiej krótkiej nogi. Owszem – powinien to trafić, ale sytuacja idealna nie była. Mateusz Kowalczyk z szesnastu metrów – to też powinno zakończyć się dużo lepszym uderzeniem (znaczy nie wprost w bramkarza). Sytuacja Marcina Wasielewskiego po kapitalnym podaniu Nowaka była trudna, bo nasz zawodnik uderzał już będąc bardzo blisko bramkarza, szanse powodzenia były minimalne. Ilja po podaniu Bartka strzelał bardzo efektownie i był blisko, ale była to trudna sytuacja.

Poza tym nasze sytuacje były słabe, podwójne uderzenie Bartka nie miało też większych szans.

Jeśli chcemy porównać – naprawdę dobre szanse to miała Wisła Płock w Katowicach. Mimo, że przegrała 0:5, na początku meczu, kiedy ratował nas Ilja, a potem w drugiej połowie, gdy sam na sam wyszedł Hamulić. To są prawdziwe groźne sytuacje, a nie te, które my stworzyliśmy w Gliwicach.

Daniel Myśliwiec jak nikt inny widać zna atuty i słabości GieKSy. Nikt w tej lidze nie potrafi nas zneutralizować w taki sposób. I najwidoczniej trener wygrał ten mecz już przed meczem. Wiedział jaką taktykę przyjąć i jak nastawić swoich zawodników. I to wystarczyło. Plus dodajmy pewien aspekt układu gwiazd. Oprócz tego, że Piast był lepszy zarówno w obronie i w ataku, to trzeba powiedzieć, że absolutnie wszystko im wychodziło, a nam absolutnie nic. Takie mecze też się zdarzają.

Przede wszystkim trenerzy rywali wiedzą (i my niestety też), że gdy się nasz zespół naciśnie, to gubimy się niemożebnie. Recepta na GieKSę – wprowadzić trochę szybkości i chaosu w naszych szeregach, to prawdopodobieństwo zdobycia bramki znacząco wzrasta. Co lepsza (a nawet i nie) drużyna z tego korzysta. Na naszym tle zadziwiająco często drużyny przeciwników wyglądają na rozpędzone i grające mecz sezonu…

No ale wracając do tej defensywy. Problem mamy wielki i to nie jest tylko kwestia tylko tego sezonu. Na ten moment mamy rozegranych 10 meczów i 15 straconych bramek. To daje średnią 1,5 traconej bramki na mecz – taka sama średnia wychodzi zarówno w lidze, jak i czterech meczach pucharowych. Mamy w dziesięciu meczach tego sezony zaledwie jedno czyste konto, a w ostatnich osiemnastu spotkaniach – tylko dwukrotnie nie straciliśmy bramki.

Ale tu nie chodzi nawet o samą liczbę, bo choć jest ona spora, to nie jest jeszcze jakaś totalnie dramatyczna. Ale dramatyczny jest sposób, w jaki te bramki tracimy. I w jakich momentach czy odstępach. Patrząc na ten sezon. I rozpoczynając od meczu w Żylinie. Mieliśmy kilka fatalnych zachowań w pierwszej połowie, bramek nie traciliśmy, ale gubiliśmy się wtedy strasznie, podając do przeciwników. Natomiast z pola karnego wybić piłki nie umieliśmy i był rzut karny. Na Wiśle dwie bramki stracone w trzy minuty, a mogły być trzy w pięć czy sześć minut, ale trzecia nie została uznana. Z Radomiakiem podajemy w polu karnym prosto na nogę przeciwnika. Hapoel – wiadomo przedziwny przerzut Borjy, a potem strata Arka. W rewanżu z drużyną z Tel Awiwu jakieś uchylanie się od główek i rywal wychodzi sam na sam. Z Górnikiem w 80 sekund tracimy dwa gole. No i jedna z wisienek na torcie – mecz z Piastem.

Choć déjà vu to miałem też z Miszkolcem…

Trudno zrozumieć, co tu się wczoraj wydarzyło. To że rywale przeprowadzili kontrę to jedno. Ale jak jeden Sanca może się zatrzymać na szesnastym metrze, przekładać sobie nogę nad piłką, a nasi zawodnicy dosłownie jak tyczki – nieruchomo powbijani w ziemię. To się absolutnie nie ma prawa wydarzyć, a nawet jeśli stoją – to niech przynajmniej zasłonią bramkę. Drugi gol to zupełnie bierne zachowanie naszych zawodników – ponownie powbijanych w ziemię – i przeciwnik zza pleców trzech GieKSiarzy wbiega i bez problemu strzela bramkę. I powiem tak – do obejrzenia skrótu myślałem, że trzeci gol to po prostu czyste stadiony świata. Ale jak zobaczyłem, jak nasz kapitan uchyla się niemal do ziemi, odsłaniając tym samym drogę piłce do bramki, to sam klęknąłem. Przecież jakby Arek został spionizowany, to piłka by trafiła dokładnie w niego.

A co do tej drugiej bramki jeszcze – to przecież dosłownie dwie akcję poprzedzające – w ciągu 2-3 minut – to były wyjścia Piasta sam na sam lub niemal sam na sam – raz był spalony, a za drugim razem rzut rożny, po którym padł gol. Podania na skrzydła, takie na dobieg, nokautowały nas w tym meczu.

I tak jak trener mówi, efektywność w obronie i ataku była po stronie Piasta. Raz, że Piast był lepszy, ale dwa – że my byliśmy po prostu bardzo słabi. Nie tylko w obronie i nie tylko w wykończeniu. My sobie nie wykreowaliśmy sytuacji tak groźnych, żeby mieć większe szanse na gola. A czasu na to mieliśmy w drugiej połowie mnóstwo, kiedy Piast oddał nam piłkę.

Cóż, zdarzyło się. Dużo gorzkich słów tu padło i w węższym, ale przede wszystkim szerszym aspekcie, trzeba coś z tą grą obronną zrobić, bo tak naprawdę mamy z nią problem od samego awansu do ekstraklasy. Bywały krótkie serie – kilku meczów – kiedy nasi piłkarze wznosili się na wyżyny, notowali czyste konta, potrafili nawet 2-3 mecze z rzędu zagrać bardzo dobrze w defensywie. Ale potem znów przychodziły, kiksy, babole i niezrozumiałe zachowania. Znaczy kiksy… Co do kiksów to ja nawet nie mam pretensji. Na przykład do takiej bramki samobójczej Arka w Łodzi w Pucharze Polski. Tam to był czysty pech, coś co po prostu się zdarza. Ale jak widzę irracjonalne zachowania zawodników, to to jest już powód – czasem do wkurzenia, czasem niepokoju.

Jeśli ta drużyna chce się rozwijać, to musi poprawić defensywę. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że Bartek Nowak da ciasteczka, a Ilja Szkurin będzie miał dzień konia. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że strzelimy więcej bramek od przeciwnika, który nam strzela. My mamy umieć przepchnąć kolanem mecz, w którym nam się ofensywa nie układa, mamy mało sytuacji lub jesteśmy nieskuteczni – ale pakujemy tę jedną bramkę i wygrywamy, bo obrona spisała się na medal i nie dopuściła do utraty gola.

Nie jesteśmy drużyną idealną. Naprawdę, gdyby nie te aspekty, o których wspomniałem, bylibyśmy w czołówce ligi i pewnie bili się o mistrzostwo. Ale mamy swoje mankamenty i jesteśmy w takim miejscu jak jesteśmy. Nadal bardzo dobrym miejscu. Ale musimy się rozwijać.

Za tydzień ostatni z trzech meczów wyjazdowych – Lubin. Jeśli tam zapunktujemy za jeden – będzie można powiedzieć, że minimum w tym trójmeczu osiągnęliśmy. Jeśli wygramy – to będzie bardzo dobry wyjazdowy wynik. Nie ma co więc płakać nad rozlanym mlekiem, a tak jak powiedziałem – docenić też bardzo należy drużynę Piasta.

Na koniec powiem, że po meczu dziennikarz Łukasz Pawlik powiedział, że jakby kiedyś zakończył pracę w GKS trener Górak, to to byłby godny następca. Zgadzam się w stu procentach. Nie wiem, co ten szkoleniowiec w sobie ma, ale widać, że ma warsztat, gdziekolwiek nie jest to ma wyniki, potrafi z niczego zrobić coś. Do tego jest skromny, trochę cichy, a jednocześnie widać, że ma ten błysk w oku. Wydaje mi się, że to całkiem spoko człowiek, który jednocześnie swoje przeszedł, zarówno w sporcie, jak i poza nim.

Ale to teoretyczne rozważanie. Teraz trwa projekt firmowany przez Rafała Góraka i niech trwa jak najdłużej, po przysparza nam on masę radości, a GieKSa jest w tym pięknym miejscu. Tak więc dalej pracujmy nad budowaniem wielkiej GieKSy, jak trzeba to poklepmy się po plecach, a jak trzeba to solidnie opie…olmy. Ale tylko po to, by iść do przodu.

Z niecierpliwością czekamy na Lubin!

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do meczu z Piastem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kolejne derby za nami – tym razem niestety przegrane. To był drugi z wyjazdowej serii trzech meczów. Za tydzień gramy kolejne spotkanie w Lubinie i tam będziemy walczyć o zwycięstwo, by jednak z delegacji wrócić z pokaźnym dorobkiem punktowym. Tymczasem wracamy po raz ostatni do piątkowego starcia w Gliwicach.

1. Dla mnie „wyjazd” rozpoczął się już w czwartek. Zadecydowała logistyka i chęć oddechu. Co do logistyki, to powód był prozaiczny. Wiedząc, że w piątek będę mógł dotrzeć na mecz dopiero na styk, chciałem sobie zapewnić miejsce parkingowe. Wziąłem więc po prostu nocleg, a nawet dwa, żeby zapewnić sobie pełen komfort. Ale ten parking to był tylko jeden z powodów.

2. No i zawsze pretekst do tego, żeby pospać w mieście rywala jest dobry. Przez to zaraz po przyjeździe na miejscówkę, którą miałem niecały kilometr od stadionu, udałem się właśnie pod stadion Piasta, żeby zrobić nagrywkę w przeddzień meczu.

3. Sam pokój taki w stylu loft był jednak bardzo schludny i czysty. Trzeba było jednak uważać na jeden stopień, co jest eufemizmem. To po prostu była zmiana kondygnacji. Kilkadziesiąt centymetrów wyżej.

4. A miejscówka była nieopodal Radiostacji Gliwice. Dzięki temu dowiedziałem się, że w piątek równolegle będą odbywać się dwie imprezy kulturalne – w odległości około dwóch kilometrów. Pierwszy to mecz Piast Gliwice – GKS Katowice, w drugim koncert z udziałem legendarnej Beaty Kozidrak.

5. Wracając do wspomnianej nagrywki. Zahaczyłem jeszcze o sklep Piasta, który był otwarty. Piast, nie sklep. Znaczy sklep, nie Piast. Niestety nie mieli proporczyków, pani powiedziała, że w tym sezonie jeszcze nie było. Ogólnie uważam to za słabość wielu klubów. Proporczyki, jak szale, powinny być jednym ze sztandarowych produktów i być dostępne przez cały czas.

6. Nagrywkę przed stadionem, nazywanym żartobliwie przez kibiców innych klubów Tesco Arena, zrobiłem. Mnie tam się ten stadion z zewnątrz podoba. Mimo, że „nowy” to ma swój vibe elewacji na przykład Stomilu Olsztyn czy… Bukowej. Taki socjalistyczny. Zakład pracy jakiś, fabryka.

7. Małe zakupy i zamówienie hambuksa w Wilku. Nie byłem teraz głodny, ale zamówiłem, żeby na wieczór przyjść i odebrać. Tak między meczami, bo przecież czwartek był napakowany kilkoma spotkaniami Pucharu Polski, no i zaległościami ligowymi.

8. No i tak też zrobiłem, najpierw Raków – Górnik przy herbatce. Górnik nie załamał się porażką  GieKSą i pewnie wygrał to spotkanie. Z małymi problemami w końcówce. I gdy Raków cisnął do wyrównania, Diaby-Fadiga zachował się idiotycznie, dostał czerwień i tyle było z marzeń o remisie.

9. Raków po sześciu meczach ligi ma sześć porażek. Niepojęte. A chcą zabrać Fejaka, czyli kolejny strzał w kolano. Niebywałe, jak wiele błędów tam ostatnio popełniają.

10. Na obrazku zupełnie to nie wygląda, ale burger był znakomity. Z chorizo i jalapeno. Polecam tego Allegrowicza. Konsumowałem to jadło przy meczu Śląska z Pogonią w Pucharze Polski. Jak widać – na obrazku – znów gola strzelił Samiec-Talar. Znakomity sezon tego zawodnika, byłego zawodnika GKS, który wówczas jednak nie był czołową postacią drużyny.

11. Śląsk wygrał to spotkanie i odprawił Pogoń z kwitkiem. Tak więc po dobrych występach w ostatnich latach w pucharze, tym razem Szczecinianie mogą pomarzyć. I jeśli chcą jakieś tituli mieć, to muszą wygrać ligę.

12. Potem jeszcze kuknąłem Lecha z Jagą, ale pierwszą połowę, bo już spać mi się chciało. Drugą obejrzałem rano. Bramka Kobayashiego to coś niebywałego. Tak huknąć. Znakomity gol. A Lech się po Aarhus otrząsnął i wygrywa kolejne mecze jak leci.

13. Zazdro jeśli chodzi o Lecha i Jagę. Obie ekipy sobie zagrają z Crystal Palace czy Sunderlandem. No i inni przeciwnicy w Lidze Europy. Musimy jako klub dążyć do tego, żeby mieć szansę na takie świetne mecze. Wygrać Puchar Polski i fazę grupową pucharów będziemy mieli zapewnioną.

14. Nazajutrz udałem się na spacer do cukiernio-śniadaniowni Cacy. Mijałem traktory. Spacer był sympatyczny, a śniadanie piękne i smakowite. Pani co prawda była jakaś smutna, ale to pewnie dlatego, że musiała wybierać pomiędzy Beatą, a meczem Piasta. Ciekawe co wybrała.

15. A żyrafy mówią „no elo”. Co ciekawe w tym miejscu, w którym miałem nocleg jest… drukarnia. Normalnie działająca, pracująca w piątek. Dość specyficzne to było.

16. Wkrótce musiałem się udać do… Katowic. Wzywały obowiązki zawodowe. Dlatego też właśnie logistyka tego wszystkiego była specyficzna. Na 14.30 chciałem być w Katowicach, by o 19.00 z powrotem jechać do Gliwic i mieć jeszcze zapas.

17. Gdy szedłem już na mecz – bo zaparkowałem na miejscówce – rzeczywiście w tych małych uliczkach między domkami było pełno samochodów. Zastanawiałem się, jak to tolerują mieszkańcy, że im przed działkami ciśnie się masa aut, gdy tylko jest mecz. No ale cieszyłem się z dokonanego wyboru i braku stresu. Nawet nie chodzi o stres związany ze znalezieniem miejsca, co o to, że w takiej ciasnocie bałbym się, że jeden czy drugi ancymon poskrobie mi auto po marchewkach.

18. Pod stadionem było już dużo ludzi. Do meczu pozostawało około pół godziny. Wspomnę, że po drodze zahaczyłem znów o Wilka, żeby zamówić na „po meczu”. Ustaliłem godzinę 23.50, czyli 10 minut przed zamknięciem. Musiałem więc liczyć, że nie przedłuży się ani mecz, ani konferencja.

19. Znów autokar, który można sobie zwiedzić. Autokar Piasta. Tak samo było w maju. Nie lada gratka dla fanów.

20. Akredytację odebrałem bez problemu, no i skierowałem się na stadion. Przez to, że dopiero co graliśmy w Gliwicach miałem wrażenie, że zarówno pani na bramie, jak i pan na schodach to ci sami ludzie.

21. Wszedłem więc po tym rusztowaniu, zrobiłem herbatkę i udałem się na prasówkę. Niestety z racji krótkiego czasu do pierwszego gwizdka, dobre miejsca prasowe były już zajęte, więc musiałem zejść do najniższego rzędu. Z niecierpliwością czekałem na mecz.

22. Ciasnota, jak to na Piaście. Jednak w tym najniższym rzędzie trochę dalej był jakiś facet, a poza tym dużo luzu. No i na początku rzędu dwóch sympatycznych jegomości. Nikt więc nie przechodził, żeby musieć wstawać. Co prawda wołał ten jeden pan dwa razy takiego grubasa, ale on chyba był świadomy, więc nie decydował się przeciskać w tym miejscu.

23. Blaty pochyłe, ale powiedzmy w miarę. Jednak trochę vibe pierwszoligowych prasówek. No może pogranicza między zapleczem, a ekstraklasą. Najważniejsze, że prąd był i przede wszystkim – znakomicie działał internet, co jak wiemy nie jest oczywistością…

24. Kibice obu drużyn od razu zaczęli mocno dopingować. Na trybunach znów więc mieliśmy świetne widowisko.

25. Z wydarzeń boiskowych mogli być zadowoleni jedynie kibice Piasta. Bo już w piątej minucie objęli prowadzenie, a cały mecz wygrali 3:0. Tym samym Piast powtórzył wynik z sezonu 2011/12, kiedy to również w tych rozmiarach pokonał GKS. Wówczas Gliwiczanie awansowali do ekstraklasy.

26. To była jakaś totalnie dziwna historia, związana chyba z budową stadionu. Na wiosnę Piast zagrał tylko dwa mecze na wyjeździe, resztę u siebie. Ale by pykło nam coś takiego. Mistrz na wiosnę gwarantowany (oczywiście po wygrzebaniu się z ostatniego miejsca z powodu gry na wyjazdach na jesieni).

27. Ciekawostką jest to, że jak teraz nam strzeliło bramki dwóch Hiszpanów – Juande Rivas i Hugo Vallejo, to w tamtym meczu z 2012 trafił również obywatel Półwyspu Iberyjskiego – Ruben Jurado. Nie leżą nam ci gliwiccy Hiszpanie.

28. Nie leży nam ten stadion, oj nie leży. Dla mnie to była szósta wizyta w Gliwicach – bo byłem jeszcze na meczach na starym stadionie – i czwarta porażka. Poza tym zaledwie dwa remisy. Piast u siebie z GieKSą nie przegrywa.

29. Po awansie do ekstraklasy Gliwiczanie nadal pozostają jedną z trzech ekip, które ciągle za naszej bytności w niej są, a z którą nie wygraliśmy. Pozostałymi są Legia i Lech. Może przynajmniej z Warszawianami czy Poznaniakami uda się przełamać tę złą passę.

30. No i po meczu nagrywka i na konferencję prasową. Bartka Nowaka brali do Super Piątku, a my czekaliśmy na trenerów. Jakoś wyjątkowo długo, a na Górniku tydzień temu było krótko.

31. W końcu przyszli szkoleniowcy – Rafał Górak, potem Daniel Myśliwiec. Uwinęliśmy się jakoś z pytaniami i powoli zacząłem montować konfę, ale zbliżała się północ. Toteż około 23.40 wyszedłem, aby odebrać swoje zamówienie.

32. Wróciłem na kwaterę, dokończyłem konferencję, zobaczyłem, co tam Bartek miał do powiedzenia, no i z rozczarowaniem zakończyliśmy swój udział w tej kolejce.

33. Wracając widziałem ludzi, którzy już wracali z koncertu. Uraczyli się może bardziej Beatką z Bajmu, niż kibice gości meczem. Ale tak to bywa.

34. Tylko trzy punkty w Lubinie!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga