Dołącz do nas

Klub Piłka nożna

Górak 2028 i nowy sponsor

Avatar photo

Opublikowany

dnia

We wtorek odbyła się konferencja, podczas której zondacrypto została nowym sponsorem głównym wielosekcyjnego GKS Katowice. Kolejną dobrą nowiną jest fakt, że Rafał Górak przedłużył umowę do 2028 roku.

Michał Kajzerek: Z nami są prezes Sławomir Witek, Krzysztof Sikora (zondacrypto) i trener Rafał Górak.

Sławomir Witek: Jest mi niezmiernie miło, że mogę się z Wami spotkać. To moje pierwsze spotkanie z mediami. Jestem prezesem zarządu GKS GieKSa Katowice SA od pierwszego maja. To olbrzymi zaszczyt i honor, za co serdecznie panu prezydentowi dziękuję. To wyraz docenienia mojej wiedzy, doświadczenia i osiągnięć zawodowych. Moja misja polega na uporządkowaniu sfery organizacyjnej i finansowej GKS-u Katowice. Na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć o stabilizacji finansowej i organizacyjnej, a nawet podniesieniu tego poziomu. Szukając oszczędności nie obniżyliśmy poziomu sportowego wszystkich sekcji, również tych, których wspieramy i występują pod naszą nazwą. Stabilizacja polega również na szukaniu nowych dochodów, o czym za chwilę będziemy mówić szczegółowo.

To, że spotykamy się dzisiaj, to dlatego, że praktycznie kończymy przeprowadzkę całej administracji do nowej siedziby na Nowej Bukowej. To dzięki współpracy i udostępnieniu pomieszczeń mogliśmy się tutaj zaaklimatyzować od wczoraj. Zarząd i wszystkie cztery działy są tutaj na miejscu. Mówiąc o tym, że to niezwykła przyjemność spotkać się z państwem – zacznie się nowy etap i jestem do państwa dyspozycji. Ta dobra wiadomość jest taka, że jesteśmy w nowym miejscu i godnych warunkach, z ogromnym sentymentem odnosimy się do poprzedniej siedziby, bo to jednak kawał czasu i historii, ale miasto stworzyło takie warunki, by podnieść ten poziom i jesteśmy teraz tutaj. Chciałbym powiedzieć również o tym, że to porządkowanie strefy finansowej powoduje budowanie środowiska całego klubu, które jest zainteresowane jego funkcjonowaniem. Chciałbym podziękować wszystkim, którzy w liczbie ponad 7000 zakupili karnety. Od wczoraj sprzedajemy bilety i to pokazuje optymizm, że to środowisko stale się poszerza. O frekwencję i atmosferę na meczach piłkarskich nie będziemy się martwić.

Mamy praktycznie dopięte kadry poszczególnych sekcji, ale nadal rozważamy wszelkie możliwości na podniesienie poziomu sportowego poprzez nowe kontrakty. Sekcje piłki nożnej, siatkówki i hokeja w najbliższym czasie się państwo dowiedzą, że są zamknięte, ale to jest rola trenera i dyrektora sportowego. Wszystkie problemy analizujemy wspólnie i mamy wspólne wnioski. Ja raczej pilnuję strony finansowej, która pozwoliła wykupić na przykład Mateusza Kowalczyka. Do końca okienka będziemy próbowali wzmocnić drużynę.

Do tego potrzebne są dochody, sponsorzy. Dzisiaj mamy przyjemność zaprezentować nowego sponsora, firmę zondacrypto.

(Klub wraz ze sponsorem przygotował film promujący współpracę z udziałem maskotek i ukazujący atmosferę wokół Klubu – przyp. red.).

Na hali sportowej przy sali konferencyjnej odbędą się pierwsze treningi siatkarzy i to będzie ich docelowe miejsce. Teraz przedstawiciel sponsora o tajemniczo brzmiącym stanowisku.

Krzysztof Sikora, przedstawiciel zondacrypto: Dzień dobry. Tak się zdarzyło, że za kilka dni startuje Ekstraklasa. Większa część z nas patrzy na sobotni mecz z Rakowem Częstochowa. Dla nas to będzie wydarzenie symboliczne, bo po raz pierwszy będziemy mieli okazję pojawić się jako sponsor główny klubu z Katowic. Umowa zaiwera wiele kwestii korzystnych dla klubu i sponsora, ja chciałbym powiedzieć o rzeczach ważnych dla kibiców. Chcemy aktywizować i wychodzić do kibiców, co będzie można zobaczyć na pierwszym meczu, na którym będzie można spotkać przedstawicieli w koszulkach zondacrypto. Mowa także o edukacji – jesteśmy młodą branżą, która dopiero się kształtuje, ale jesteśmy jedną z najstarszych firm w Europie. Ze swojej strony zapraszam do korzystania z naszych narzędzi, ale my też jesteśmy fanami sportu – zapraszam na nasze media społecznościowe, gdzie jest nie tylko o kryptowalutach, a także o sporcie. Dzisiaj rusza jeden z konkursów stricte dla kibiców GieKSy. Ja chciałbym powiedzieć – dziękuję. Wszystkim osobom, oczywiście także prezesowi. Widzimy, co się dzieje na boisku, ale to, co się dzieje w Katowicach, jest czymś zdumiewającym. Jako osoba z Górnego Śląska jestem dumny – duży krok został wykonany, także biznesowy. Osoby biznesowe też są bardzo ważne. Witamy w rodzinie zondacrypto. Nasza maskotka – jednorożec jest symboliką start-upu.

Sławomir Witek: Firma jest zaangażowana w różne przedsięwzięcia sportowe i umowa obejmuje wiele bonusów w zależności od osiągnięć sportowych. Chciałem podkreślić, że negocjacje trwały naprawdę krótko, jak na tego typu rozmowy. Były konstruktywne i łatwe do sformalizowania, bez udziwnień i wymogów. Sympatycznie się dogadaliśmy, angażując w to prezesa i nasze służby z działu marketingu i promocji bardzo szybko.

Krzysztof Sikora: Nasze portfolio jest duże. Nie chodzi o to, by się chwalić, ale o przestrzeń do dyskusji. Zapewne kojarzycie nas z Rakowa. Klub z Polski ma okazję do rozmów z klubami z Włoch, ale tych szczegółów zapewnie nie możemy zdradzać.

Sławomir Witek: Mamy cztere podstawowe sekcje, a udzielamy nazwy szachom z potężnymi osiągnięciami. Jest to efektem skutecznej realizacji strategii rozwoju miasta Katowice. Od niedawna powitaliśmy bilardzistów, którzy występują w Ekstraklasie i mają czterech reprezentantów Polski, Mistrzynię Europy i Mistrzów Świata. Przyjmujemy tylko tych partnerów, którzy reprezentują najwyższy poziom.

(W tym miejscu miał miejsce kolejny film, w którym Rafał Górak sentymentalnie podsumował okres od swojego powrotu – informując o przedłużeniu kontraktu do roku 2028).

Rafał Górak: Dziękuję prezydentowi Marcinowi Krupie, za nim idą ci ludzie wyznaczający standardy. Czeka nas kolejny okres wyzwań i mam nadzieję świetnej pracy. Kiedy ten kontrakt będzie dopływał końca, to moim marzeniem jest, by GieKSa dalej była w Ekstraklasie.

O co jesteście gotowi powalczyć w tym sezonie?
Rafał Górak:
Dla nas najważniejsza jest sobota. Koncentrujemy się na grze i walce. Będziemy starali się godnie reprezentować wszystkich mieszkańców Katowic. Rozgrywki nazywają się o Mistrzostwo Polski 2025/26, więc wszystkie kierunki są możliwe. Sportowiec to osoba ambitna i będzie walczyć o to, by 34 razy schodzić z boiska zwycięskim.

Sponsoring będzie obejmował wszystkie sekcje?
Sławomir Witek:
Tak. Zondacrypto będzie na koszulkach wszystkich sekcji pod numerem na plecach.

Zostaniecie sponsorem stadionu?
Krzysztof Sikora:
Na niespodzianki jeszcze przyjdzie czas. Staraliśmy się dopiąć sponsoring na nadchodzący sezon, o innych kwestiach jeszcze nie rozmawialiśmy.

Ile pomieszczeń dostał klub?
Sławomir Witek:
Szybko ustaliliśmy nasze potrzeby, do których przychylił się prezes spółki stadion. Dla wszystkich czterech naszych działów i dyrektorów sportowych. Nie dało się tego zrobić w jednym miejscu. Jest to podzielone na dwie części, ale nie mogliśmy zabierać szatni sędziom ani trenerom. Wszystkie wymagania zostały spełnione.

Klub dostanie jakieś skyboxy?
Tak – jesteśmy już po ustaleniach i mamy dwie łoże dla GKS-u Katowice, numer 4 i 5. Będziemy tam gościć przede wszystkim naszych sponsorów.

Jak pan ocenia okres transferowy?
Rafał Górak:
Jestem zadowolony. Szykowaliśmy zawodników urodzonych w latach 2000+, to jest cenne, że tych ludzi mamy. Dobrze pracują i wyglądają. Przygotowujemy jeszcze dwóch zawodników, by mogli zasilić naszą kadrę. Sprawa jest w toku, a transfery lubią ciszę.

Siatkarze po spadku będą „tańsi”. To oznacza więcej pieniędzy na piłkę?
Sławomir Witek:
Budżety są nieporównywalne. Tegoroczne są o wiele wyższe w związku z grą w Ekstraklasie na nowym obiekcie. Siatkarze nie będą już grać w Szopienicach, koszty hali staną się nieco większe. Skompletowany skład ma awansować z powrotem do najwyższej ligi. Są tańsi, ale… Zależy, co panowie przez to rozumieją. Dalej mówimy o milionach, a nie o tysiącach złotych.

Jakie cele zostały postawione przed sekcjami?
Siatkarze grają o PlusLigę i chcemy zbudować środowisko siatkarskie. Jeśli to uda się zrobić, mam nadzieję na awans, to jest ich cel – bycie na takim miejscu, byśmy mogli zgłosić akces do najwyższej ligi. Jeśli chodzi o hokeistów, to mając świadomość tego, jak powzmacniały się inne drużyny, rozgrywki będą dużo ciekawsze. Cel to tradycyjnie medale, ze złotym na czele. Kobiety rozbudziły w nas ogromne nadzieje na grę na tym samym poziomie, mówimy o medalu Mistrzostw Polski. Bliższym celem jest dobry występ w Europie, przy wygraniu jednego meczu będziemy nadal na arenie międzynarodowej i będziemy mogli zaprezentować wtedy naszą drużynę w Katowicach. Jeśli chodzi o piłkarzy, to poprzeczka jest bardzo wysoko. Naszym celem jest przede wszystkim długofalowy plan, pozostania na wiele lat w Ekstraklasie. Trener odpowiedział, że szukamy roczników 2000+, a to świadczy o tym, że buduje drużynę na przyszłość. Gdybym nie wiedział, jak on pracuje, to powiedziałbym, że walczymy o utrzymanie. Znając jego talent i charyzmę, to… walczymy o jak najwyższą lokatę. Każde miejsce to dodatkowe środki dla klubu. Piłkarze także swoją grą przyczynili się do tego, że ta sytuacja została ustabilizowana na przyzwoitym poziomie.

Większa pula miejsc pucharowych działa na wyobraźnię?
Rafał Górak:
Zobaczymy. To, co mówi prezes, ja o tym przed pierwszym meczem nie myślę. Magiczna liczba 40 punktów – zróbmy ją jak najszybciej. Wszystko jest związane z rozwojem wewnątrz klubu, wzrost standardów sztabu. Nie możemy się zatrzymać, poczuć się ani na chwilę zadowoleni. Nie możemy też marzyć o celach, które rozbudzą poczucie pychy. Moim zdaniem wszystko, co najważniejsze, to rozwój w każdym następnym sezonie.

O ile wzrosną koszty administracyjne?
Sławomir Witek:
Bukowej nie porzucamy, bo tam zostaną jeszcze kobiety i Młoda GieKSa. Ten koszt zawarty w zeszłorocznym porozumieniu to koszt 200 tysięcy złotych miesięcznie.

Pozyskiwaliscie polskich piłkarzy. To jest wasza filozofia?
Rafał Górak:
Tak, ale nie jest to jakaś niesamowita strategia. Chodzi o prowadzenie rozmów, kontaktu z zawodnikiem i przekonania go do tej współpracy. Nie mam nic przeciwko zawodnikom zagranicznym, ale staramy się działać na rynku wewnętrznym. Chodziło o prawdziwe konkrety z Pogonii czy Śląska. Chodzi o to, by jak najszybciej trafiali zawodnicy rozumiejący, co ma się tutaj dziać. Rozmawiać każdy potrafi po angielsku. Nie robimy z tego czegoś większego, stawiamy na tych ludzi i tak to już jest, że Ekstraklasa nam się odwróciła pod względem gry polskich zawodników.

Ma pan jakieś ambicje, by promować zawodnika z akademii?

Oczywiście, chciałoby się, by ci zawodnicy do nas trafiali. Sześć lat temu zdawałem sobie sprawę, jak wszystko jest związane z klubem w Ekstraklasie. Ci zawodnicy niestety odchodzili, rodzice ich zabierali. Mam nadzieję, że stara Bukowa będzie służyła Akademii i za jakiś czas przyniesie skutek w postaci wpłynięcia wychowanka do drużyny. Wszystko wymaga czasu i cierpliwości. Będąc w rozmowach z miastem, wiem że jest dalszy plan na ten obiekt. Jeśli wszystko przygotujemy, będziemy mogli mówić o zasilaniu drużyny wychowankami.

Jaki jest pomysł na wykorzystanie starych biur na Bukowej?
Sławomir Witek:
Piłka nożna damska i fundacja tam zostaną. Pozostałe pomieszczenia są w rękach MOSiR.

Dostrzega pan potrzeby zmian w klubie?
To proces dynamiczny, jeśli będą konieczne zmiany, to będą dokonywane na podstawie audytów i współczynników.

Jakie ma pan cele – własne i od właściciela?
Te cele muszą być tożsame, bo prezes nie może mieć innych pomysłów na klub. Celem jest pełna stabilizacja i stworzenie produktu atrakcyjnego dla sponsorów. Wszelkie zmiany nie mogą powodować obniżenia poziomu sportowego, takie jest założenie.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga