Kibice SK 1964
Do Krakowa nie pojedziemy?
Dla wielu kibiców Cracovia miała być wyjazdem rundy. Ładny stadion, uznana marka piłkarska, naturalny rywal kibicowski, a jak do tego dołożymy dobrą postawę naszej drużyny, to szykowało nam się wielkie widowisko. Niestety – najprawdopodobniej nie będzie nam dane zobaczyć tego spotkania na żywo. Poniżej prezentujemy korespondencję jaką prowadził nasz klub z MKS Cracovia SSA.
Zaczęliśmy od standardowej prośby o komplet biletów. I tutaj pierwszy szok, który odebraliśmy jako nieporozumienie:
Szybko sprawdziliśmy cennik i rozmieszczenie sektorów na stadionie w Krakowie:
I odpowiedzieliśmy:
Opieraliśmy się na tej Uchwale:
Dostaliśmy odpowiedź, która wprawiła nas w osłupienie:
Dziś puściliśmy naszą odpowiedź:
Na odpowiedź czekamy z niecierpliwością wierząc, że zwycięży duch sportowej rywalizacji. Niemniej szansę na nasze wejście maleją praktycznie do zera. Nie pomogły mediacje Polskiego Związku Piłki Nożnej. My nie robimy Cracovii problemów, ale chcemy wyegzekwowania Uchwały jaką zatwierdził PZPN w lutym bieżącego roku. Jeszcze dzisiaj na naszej stronie pojawi się więcej informacji na ten temat.
Felietony Piłka nożna
Niezłomność i perełki
Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.
Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.
Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.
Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.
Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.
Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.
Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.
Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.
Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.
Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.
Trenerze Urban. Ty wiesz co.
Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.
Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.
Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.
Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.
Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.
W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.
W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.
No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.
W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.
Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.
Galeria Piłka nożna
Szkurin show w Zabrzu!
Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza
Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców.









Oberschlesien
19 marca 2013 at 16:57
co za chuje,byle sie nachapać.Dla nich wszystkich kibice to tylko niepotrzebny dodatek i chodzący portfel.Wyszly ich korzenie!!!
Z
19 marca 2013 at 17:21
Fajny ten szablon naszych dokumentów swoją drogą.
BrynowskaGieKSa
19 marca 2013 at 18:04
Każdy to powie, że są dwie kurwy w Krakowie!!!
GieKSiarz
19 marca 2013 at 19:41
będzie ciekawie jak pojedziemy 🙂
Largo
19 marca 2013 at 21:16
Jestem mocno zdziwiony bo Cracovia nigdy nie robiła problemów z wejściem gości. Nawet , gdy stadion był w rozsypce. Mam nadzieję , że sprawa się wyjaśni i kibice Gieksy zawitają na Kałuży.
kris
19 marca 2013 at 21:20
Jap.. czy te 5 zl to az taki duży dla was majątek? rozumiem gdyby chcieli tyle hajsu w Stróżach czy Grudziądzu ale jedziemy na najnowoczesniejszy stadion w Polsce w kategori 15tys. miejsca pod dachem,full catering,zajebista widocznosc z kazdego miejsca na sektorze czy te 20 zl to az taki k.. majatek :/ pod zadaszeniem moglo by byc ostre pierd.. z gardel 750 Gieksiarzy a teraz przez oszczednosci 5 zl. bedziemy sobie ogladac mecz w tv.. zal..
monk
19 marca 2013 at 21:25
Kris, tu raczej chodzi o zasady i cwaniactwo wielu klubów. Kosa kiedyś pisał, że zdarza się to często, ale prawie zawsze kluby ulegają (i słusznie). Tym razem upierają się przy swoim, choć ewidentnie racja jest po naszej stronie. A to nie 5zł, tylko 3750. Dlaczego dla nas ma to być mały wydatek, a dla „wielkiego klubu” z Krakowa są to na tyle duże pieniądze, że robią z siebie idiotów i naginają rzeczywistość?
kris
19 marca 2013 at 21:38
No to wedle zasad obejrzymy mecz w tv heh,a jak brzmi zasada? w POlsce kazdy chce wydymac kazdego jak tylko ma mozliwosc i okazje, taki pazerny narod 😉
mózG
19 marca 2013 at 21:39
5 tysiecy piechotą nie chodzi, zydy jebane …
kosa
19 marca 2013 at 21:45
Tu nie chodzi o te 5 złotych, a o to że kasę Craxa chce z góry. Na to już nie możemy przystać.
mózG
19 marca 2013 at 21:45
btw pewnie na kielbaskach, coli itp dodatkowo jeszcze zarobia wiec pisanie ze tam jest standard taki a taki do mnie nie przemawia… niech zarabiaja na swoich kibicach a nie na nas!
Daniel
19 marca 2013 at 21:50
…prawie jak Barcelona… jak chcą „dorobić” to niech stworzą muzeum z niczego i na koniec oferują fotkę za 30zł ze Stawowym!
gieksiarz
19 marca 2013 at 22:36
ludzie opanujcie się, jakie zasady? na większość sektorów cena biletów jest powyżej 15zł tam a porównywanie sektora gości do sektora gdzie siedzą kobiety i dzieci lub do młynu gdzie wiadomo że na każdym NOWOCZESNYM stadionie rządzi się on swoimi prawami, jest normalne?????? JUż widzę jak my dajemy Cracovii 750 biletów w cenie 10/15 złoty na ten nasz pożal się Boże sektor gości rodem z dożynek z pełnym zadaszeniem o pojemności 300 głów :/ No ale my będziemy się mogli obronić bo równie chu****** widoku jak tam nie będzie na żadnym sektorze a naprzeciw niego po 2 stronie bramki jest „pole z ziemniakami”. I my wielcy kibice nie pojedziemy wspierać naszych piłkarzy na najgorętszy i najładniejszy teren tylko dla 5zł ( o przepraszam przez zasady). Widać będę musiał iść z kumplem z Cracovii na tajniaka na jakiś ich spokojniejszy sektor bo na swoich nie mam co liczyć :/ smutne, no ale zasady muszą być i od kiedy wycieramy sobie głowy przepisami pzpnu ( patrz cena biletów )???? Stworzyli coś tam korzystnego dla nas ( w sensie przepis choć na przestrzeni wielu lat tylko nas gnębili i gnębią) i od razu zaczynamy się tym bronić??? WTYD MI ZA LUDZI PRZEZ KTÓRYCH MOŻEMY TAM NIE POJECHAĆ i mówię tu o ludziach od nas nie z Cracovii bo im tam będzie na rękę ( nie piszcie że zawali im się świat jak nie przyjedziemy i nie kupimy u nich tych biletów). Bez odbioru
Junior
19 marca 2013 at 22:41
gieksiarz, jak widac Cracovia bedzie chyba jednym z Twoich pierwszych wyjazdow… Masz zerowe pojecie o tym co sie dzieje.
soltysio
19 marca 2013 at 23:01
gieksiarz – za walke IBISZ vs MAŁYSZ w systemie PPV zapłacisz 800zł?
właśnie przez takich ludzi jak Ty, zaczynają nas dymać na cenach, bo wiedzą że jak z dupy ustalą sobie cene i zasady to „łosie” i tak to wykupią!!
Miejsca w narożnym sektorze = miejsca koło sektora VIP, tylko w Krakowie
entliczek1964
19 marca 2013 at 23:05
wiadomo już coś?
mati
19 marca 2013 at 23:25
Zamówcie jeden bilet i niech tam jedzie jedna osoba:)
Shellu
19 marca 2013 at 23:53
Jak się czyta takie zjebane wpisy jak „gieksiarza” to ręce opadają… Idź się dawać dymać gdzie indziej!
mózG
20 marca 2013 at 03:07
Przeciez to nie GieKSiarz tylko jakis ipek z Cracovii
Zielu88
20 marca 2013 at 09:08
ogólnie chujowa sytuacja bo rzeczywiście był to wyjazd rundy. Co do malkontentów tu nie chodzi o 5 zł TYLKO o przedpłatę. Cieszy za to wspólna szybka reakcja SK1964 wraz z klubem.
ghost
20 marca 2013 at 09:14
Taaaak pewno, odwołajcie wyjazd i tyle – tak najlepiej…
CHOCHLIK
20 marca 2013 at 09:25
jaja beda jak nie pojedziemy na craxe a na rozwoj ; ))
zbiorka i tak sie odbedzie tylko kierunek sie zmieni ; ))
„gIEKSIARZ” leszczu zamilknij bo smierdzi slaba prowokacja – jak ci za kogos wstyd to podejdz i mu to powiedz w twarz dziadu
Dmsp
20 marca 2013 at 09:27
da nich kibice sie nie licza tylko kasa.. miaa byc cala pula biletow Lipa straszna ;/
Marin
20 marca 2013 at 10:07
Witam tu kibic Cracovii to wszystko to pomysł naszego wspaniałego pana presesa Tabisza więc to że dzieją się takie cyrki w ogole nie dziwi 🙂 jako kibicie Cracovii przepraszamy za niego i mamy nadzieje że uda wam się wejść na meczyk. Do zobaczenia w sobote!!
kibic
20 marca 2013 at 13:32
Frajerski jest wymysł płacenia za bilety przed meczem, ale robienie problemów GKSu o 5zł na bilecie uważam za śmieszne!
rafal
20 marca 2013 at 13:35
juz jest wszystko dogadane jedziemy
SzczekocinyGKS
20 marca 2013 at 14:13
NIE NAPINAC SIE NA CRACOVIE !
Pasiak
22 marca 2013 at 13:26
Jako kibic Cracovii, przepraszam za naszego debilnego wiceprezesa, na pocieszenie powiem tylko że my równiez na kazdym kroku musimy uzerać sie z tym matołem. Mam nadzieje ze problem został rozwiązany i stawicie sie u nas wykorzystując cała pule biletów. I jeszcze uwaga na naszego kierownika ds bezpieczenstwa. Pan Ireneusz Smaś również potrafi robić problemy, choć w ostatnim czasie zdaje sie że kibice gości nie narzekali. PozdrAWiamy i zapraszamy, kibicowsko szykuje sie super spotkanie, oby pilkarze rowniez dostosowali sie do poziomu trybun.