Piłka nożna Prasówka
Cracovia kusiła najlepszego piłkarza GKS-u Katowice. Doniesienia mass mediów.
W minionym tygodniu media w przeważającej części swoich doniesień na temat GieKSy skupiły się na:
– informacji w sprawie transferów oraz podsumowań rundy jesiennej,
– rozdaniu nagród „Złote Buki”.
Poniżej fragmenty materiałów mass mediów:
Informacje w sprawie transferów i podsumowań rundy jesiennej:
slask.sport.pl – Cracovia kusiła najlepszego piłkarza GKS-u Katowice
Prezes GKS-u Wojciech Cygan mówił niedawno, że dla Goncerza nie ma żadnej oficjalnej oferty, a jeśli taka przyjdzie, to klub ją na pewno rozważy. – Będziemy jednak bardzo wybredni, nie każda oferta nas zadowoli – podkreślał.
Sportowefakty.pl – Adrian Frańczak żegna się z Sandecją. „Trzeba wykorzystać szansę”
Adrian Frańczak podzieli los Łukasza Grzeszczyka i będzie kontynuować swoją karierę poza Nowym Sączem. Spędził tu niemal rok i był podstawowym zawodnikiem małopolskiego pierwszoligowca.
[…] Adrian Frańczak zna już swoją przyszłość, ale sam nie chciał jeszcze o niej mówić otwarcie. – Jestem umówiony z klubem, że nie będziemy tego na razie zdradzać. Powiem tylko, ze umowa jest podpisana. Mam nadzieję, że wszystko się dobrze poukłada – wyjaśnił. Z naszych informacji wynika, że wychowanek KSZO Ostrowiec Świętokrzyski przeniesie się do GKS-u Katowice.
sportslaski.pl – W Katowicach o wzmocnieniach. Piotr Petasz na celowniku.
Dwóch, może trzech doświadczonych zawodników ma wzmocnić zimą kadrę zespołu trenera Artura Skowronka. Niewykluczone, że jednym z nowych nabytków będzie były piłkarz Piasta i Ruchu.
Mowa o Piotrze Petaszu, który niedawno przesunięty został do rezerw bydgoskiego Zawiszy, a wkrótce rozwiązać ma kontrakt z tym klubem. I stanie się pewnie „łakomym kąskiem” na transferowym rynku. – To ciekawa opcja – mówi trener GKS-u Katowice, Artur Skowronek.
Ligowe podsumowanie: GKS Katowice
Odpadnięcie z Pucharu Polski już w pierwszej rundzie, spora strata do strefy dającej awans do ekstraklasy – GKS Katowice jest w tym sezonie zaledwie solidnym średniakiem.
Najlepszy mecz
Wicelider z Płocka przegrał jak na razie tylko trzy mecze. Jedną z drużyn, która sięgnęła po trzy punkty w starciu z Wisłą była właśnie GieKSa, która na terenie „Nafciarzy” zaprezentowała się z bardzo dobrej strony i zdominowała gospodarzy, którzy nie mieli zbyt dużo do powiedzenia.
[…]- Fanom GKS-u od dawna marzy się ekstraklasa. Czy w tym sezonie uda się osiągnąć ten cel? Oczywiście strata jest do odrobienia, ale obecnie GKS ma mniejszą przewagę nad miejscem zagrożonym spadkiem (6 punktów nad miejscem barażowym) niż stratę (11 „oczek” do drugiej Wisły Płock) do strefy dającej awans…
Przemysław Pitry: Jesteśmy w fajnej pozycji wyjściowej
Jaki był 2014 rok dla GKS-u? – Nie nazwałbym go rozczarowującym. Jesteśmy na szóstej pozycji, mamy trzy punkty straty do piątego miejsca. Wydaje mi się, że jesteśmy w fajnej pozycji wyjściowej. Teraz wiele od nas zależy. Może nie była to jakaś spektakularna runda, bo mieliśmy lepsze – jak choćby jesień poprzedniego sezonu. Mamy przed sobą 2,5 miesiąca, by popracować fizycznie i mentalnie i być gotowym na kolejne mecze. Na pewno nie będzie łatwo, bo przeciwnicy depczą nam po piętach. Czeka nas dużo roboty – przyznaje Pitry.
Rozdanie nagród „Złote Buki”:
katowickisport.pl – Przemysław Pitry i Grzegorz Goncerz podzielili się „Złotymi Bukami 2014”
[…] W kategorii najbardziej prestiżowej – „Piłkarz roku” – faworyt był oczywisty i oczywiście wygrał. Nagrodę z rąk Jana Furtoka odebrał Grzegorz Goncerz.
[…] Jeden z jego 17 goli w tym roku nominowany był także w kategorii „Bramka roku”. Tu jednak napastnik uznać musiał wyższość Przemysława Pitrego, którego nagrodzono za ostatnie trafienie GieKSy w tym roku, czyli fantastyczne uderzenie dające zwycięstwo 1:0 z Miedzią Legnica, 29 listopada.
[…]- Mam nadzieję, że przełamię owo fatum – tak Kamil Bętkowski komentował fakt, że większość „Odkryć roku” w kolejnych miesiącach nijak nie potrafiła nawiązać do dyspozycji z nagrodzonego sezonu. Odkryciem minionych miesięcy – choć nagrodzonym w innej kategorii – była też klubowa maskotka „GieKSik”; jej narodziny okazały się „Wydarzeniem roku”.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice: Złote Buki rozdane. Rok 2014 podsumowany.
[…] a mecz, który najbardziej spodobał się kibicom, była derbowa potyczka z GKS Tychy (2:0), czyli mecz, który w pamięć zapadła głównie ze względy na… zamieszki na trybunach.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Galeria Kibice Piłka nożna
Huczny jubileusz!
To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

marek
15 grudnia 2014 at 11:28
jak czytam przemka pitrego, ze jestemy w fajnej sytuacji wyjsciowej bo jestesmy na 6 miejscu i mamy 3 pkt straty do 5 to nie wiem czy sie smiac czy plakac. czy on widzial tabele? do czego jest fajna ta pozycja wyjsciowa? na pewno nie do awansu, bo kibicow nie interesuje miejsce 5, 4 czy 3. kibicow interesuje awans. a do awansu mamy w tym momencie 11 pkt straty i to jest fajna pozycja wyjsciowa? z calym szacunkiem, ale zbyt wielu pilkarzy uwilo sobie w katowicach cieple gniazdko na zasadzie byle nie spasc i nie awansowac.