Dołącz do nas

Siatkówka

Spodkowa wpadka GKS-u

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Obie drużyny przystąpiły bez zmian w wyjściowych szóstkach w porównaniu do poprzednich spotkań ligowych. To był szósty mecz GieKSy w Spodku i najsłabsza frekwencja z dotychczasowych. Niestety, ale późna godzina meczu (znów telewizja w akcji), środek tygodnia oraz mało atrakcyjny przeciwnik, to wszystko zrobiło swoje.

 

Mecze świetnie zaczął się dla GieKSy, od mocnego ataku Butryna po rękach rywali z prawego skrzydła, potrójnego bloku GKS-u na Batagimie (skutecznie Pietraszko) i udanej kontry Butryna po dłuższej wymianie (3:0). Co prawda potem był błąd Kapelusa, który przy siatce nie przebił piłki, a atakujący bydgoszczan Gryc uderzył na kontrze pod końcową linię (3:2), ale katowiczanie kontynuowali skuteczną grę. Pietraszko skutecznie ze środka, Butryn mocno po prostej i dwa bloki Pietraszki na Batagimie i Grycu, kończą bardzo dobry okres gry GKS-u (7:3). Po przerwie na żądanie Bednaruka, dwie akcje skutecznie zakończył Gryc mocnym zbiciem po prostej oraz po rękach naszych zawodników (7:5). Wreszcie Pietraszko przełamuje dłonie rywali i zdobywa punkt ze środka. Po bloku Jurkiewicza na Butrynie oraz autowym ataku po prostej Quirogi na tablicy pojawił się remis po 8. Po autowym ataku Gryca, Kohut zatrzymuje atak Batagima i znów mamy dwa oczka więcej (10:8). Następny okres gry to akcje punkt za punkt, gdzie udane dwa ataki Butryna oraz jeden Kapelusa przeplatane są zepsutymi zagrywkami (13:12). Na blok Komendy, odpowiada dwoma atakami Gryc, następnie Butryn uderzył mocno ze skrzydła, a Szalacha skończył piłkę na środku (15:15) i raczej niespodziewanie Piotr Gruszka wziął czas, aby bardziej pobudzić katowiczan do lepszej gry. Po time oucie GKS zdobywa punkty tylko po zepsutych zagrywkach gości, a po bloku Jurkiewicza na Kohucie, Łuczniczka pierwszy raz wychodzi na prowadzenie 17:18. Kolejny blok bydgoszczan, tym razem Szalachy na Butrynie (18:20) i gra GieKSy wyglądała coraz gorzej. Niemoc w ataku katowiczan przełamuje atakiem ze środka Pietraszko, a Gryc skutecznie po rękach naszych siatkarzy i mamy wynik 19:21. Goas serwuje w siatkę, a Szalacha zablokował atak Quirogi na kontrze (20:22). Efektowny atak Kapelusa z drugiej linii, po nim kluczowy moment tego seta, gdy nie wykorzystujemy aż trzech kontr, bo w końcu Szalacha zatrzymał na siatce atak Kohuta (21:23), bierzemy challenge, ale nic to nie zmieniło. Kapitan naszej drużyny Witczak zaatakował mocno, ale piłka trafiła w antenkę (21:24) i pierwszą piłkę setową wybronił nam… Szalacha serwując w siatkę. Drugą skończył Gryc przepchnięciem piłki na siatce (22:25) i przegrywamy pierwszego seta w Spodku.

Drugą partię lepiej zaczęli bydgoszczanie, gdy Batagim przedziera się przez nasz blok, a Gryc uderza mocno na kontrze (0:2). Szybko wyrównujemy za sprawą ataku Quirogi po rękach i Kohuta ze środka. Obie drużyny w tym fragmencie świetnie radziły sobie w ataku – po naszej stronie Quiroga, dwa razy Kapelus, Pietraszko i Butryn, a po stronie gości Gryc, Szalacha i Batagim (7:7). Po bloku Komendy na Batagimie i udanej kontrze Quirogi po bloku, wreszcie wychodzimy na prowadzenie w tej partii (9:7). Batagim mocno po dłoniach katowiczan, Quiroga kończy z przechodzącej piłki, następnie nie do zatrzymania ataki Gryca oraz Butryna (11:10) i wynik wciąż na styku. Słabszy okres gry GKS-u i mieliśmy kolejny atak Gryca, dwa mocne zbicia Ananiewa na kontrze i po prostej oraz as serwisowy Szalachy, co dało wynik 12:14 i czas dla GieKSy. Po nim trafia Pietraszko ze środka, a Kapelus obija blok rywali po dłuższej wymianie i mamy remis po 14. Po ataku ze środka Jurkiewicza, znów ratuje sprawę Ukrainiec atakiem na potrójnym bloku oraz kończy kontrę akcją z drugiej linii (16:15) i tym razem to Bednaruk bierze przerwę na żądanie. Po niej była długa wymiana i w końcu Gryc kończy zabawę, następnie Kapelus udanie kiwnął tuż za siatkę, potem znów Gryc mocno po rękach i piłka ląduje na antence (17:17). Wreszcie Butryn uderzył mocno po prostej, a Quiroga skutecznie na kontrze, ale goście wywołują challenge, który wykazał dotknięcie siatki po naszej stronie, co oznaczało zmianę decyzji sędziów (18:18). W następnej akcji kontrę gości kończy, a jakże Paweł Gryc, potem Butryn posyła piłkę w aut (18:20) i znów trzeba gonić wynik. Quiroga po bloku rywali, znów Gryc po skosie w linię, potem był błąd podwójnego odbicia u bydgoszczan i kolejny raz Gryc w akcji, gdy Witczak jeszcze próbował ratować piłkę (20:22). Specjalista od kończenia trudnych piłek, czyli Kapelus punktuje, niestety w następnej akcji dotykamy siatki (21:23) i wynik ani drgnie. Gryc w końcu się myli, ale tylko na zagrywce posyłając piłkę w aut, potem Ananiew uderzył po skosie (22:24) co dało piłkę setową dla Łuczniczki. Pierwszą broni Quiroga, po dłuższej wymianie plasuje piłkę w puste pole gry, a w drugiej Jurkiewicz zablokował atak Witczaka na kontrze, jakżeż szkoda… jeszcze bierzemy challenge, ale bez zmiany decyzji arbitrów (23:25) i goście już mają punkt meczowy w kieszeni.

 

Po dziesięciominutowej przerwie trener Gruszka zdecydował się na zmiany w wyjściowej szóstce i na rozegraniu zaczął Fijałek, a na środku zagrał Krulicki. Początek tego seta bardzo wyrównany z udanymi atakami z obu stron – Butryn i Quiroga po dwa razy oraz Krulicki, u rywali Gryc dwa razy oraz Rohnka, Szalacha i Ananiew (5:6). Przy akcji Bułgara sędziowie pokazali piłkę w aucie, czego nie potwierdził challenge, następnie znów „pomyłka” arbitrów po akcji Butryna w aut, bo challenge pokazał piłkę w boisku. Kolejna dłuższa wymiana kończy się atakiem Kapelusa, a Pietraszko zablokował atak Ananiewa (8:6) i wychodzimy na prowadzenie. Na ataki Pietraszki ze środka, Butryna ze skrzydła oraz Kapelusa po następnej dłuższej wymianie (12:9) bydgoszczanie nie mają odpowiedzi i Bednaruk bierze time out. Po skutecznych akcjach w ataku przeplatanych zepsutymi zagrywkami z obu stron, utrzymuje się nasze prowadzenie 16:15. Z przechodzącej piłki skończył Rohnka i to goście obejmują prowadzenie 16:17, potem Butryn i znów Rohnka ze skrzydeł i mamy 17:18. Następnie Quiroga bezbłędnie ze skrzydła, potem posłał asa i znów GKS na prowadzeniu (19:18). Wyrównuje Gryc atakiem z lewego skrzydła, potem Butryn z prawego po skosie i znów Paweł Gryc pod końcowe centymetry boiska (20:20). Jeszcze raz Kapelus załatwia sprawę z trudnej piłki, potem Butryn nie wykorzystał kontry posyłając piłkę w aut, za to Karol rehabilituje się w kolejnej akcji uderzając mocno po rękach gości (22:21). Wreszcie udało się zablokować zbicie Gryca przez Quirogę i goście proszą o czas. Po przerwie Butryn na kontrze trafił w siatkę, a Gryc nie przebił piłki na naszą stronę (24:22) i mieliśmy pierwszą piłkę setową. Tę podarował Pietraszko serwując w aut i Piotr Gruszka wziął czas przed następną, jakże ważną akcją. Seta zakończył niezawodny Quiroga spokojnym zbiciem na stronę rywali (25:23) i wracamy do gry w tym meczu.

Czwarty set otwiera udany atak Rohnki ze skrzydła, wyrównał kiwką Fijałek, po czym zaserwował w aut (1:2). Potem były dwa ataki, Quirogi po bloku oraz przepchnięcie piłki przez Kapelusa po dłoniach rywali oraz serial zepsutych zagrywek z obu stron siatki, łącznie siedem w tym fragmencie spotkania, co dało wynik 6:7. Wreszcie wracamy do gry w siatkówkę i mieliśmy na zmianę, Kapelus skutecznie z drugiej linii, Gryc mocno ze skrzydła, to samo Butryn po skosie, Szalacha ze środka, rewanż w wykonaniu Krulickiego, kiwka Szalachy i kontra Ananiewa po bloku (9:11). Po bloku Gryca na Kapelusie był czas dla GieKSy, a po nim Quiroga skończył z drugiej linii (10:12). Po bardzo mocnym ataku Gryca, podbija piłkę w górę nasz libero Stańczak i… piłka przechodząc nad siatką wpadła w pole gry gości! Niestety potem znów nie kończymy kontry, bo Ananiew zablokował Butryna, a potem gracz rywali trafił piłką w antenkę (12:13). Następnie Quiroga ze skrzydła po bloku i kolejna zmarnowana kontra przez GKS i Goas wrzuca nam piłkę w boisko, potem ponownie Argentyńczyk uderzył po skosie, ale przypomniał o sobie Gryc uderzając mocno po dłoniach w aut (14:16). I jeszcze raz atakujący Łuczniczki po skosie z lewego skrzydła, błąd Butryna podwójnego odbicia i wściekły Karol atomowe uderzenie ze skrzydła (16:18). Po ataku Szalachy ze środka oraz udanej kontrze Ananiewa (16:20) już mało kto na widowni wierzył w wygranie tej partii. Następnie Sobański po bloku gości, Ananiew wpada w siatkę po swoim ataku i wreszcie bardzo długa wymiana, kiedy Komenda wybronił piłkę będącą po stronie bydgoszczan już przy ławce rezerwowych, którą zakończył Butryn (20:21) dała nadzieję na odwrócenie losów tego meczu. I znów była zmiana nastroju, bo po ataku Kalembki ze środka, Rohnka wrzuca nam piłkę tuż za blok, a my nie wykorzystujemy aż dwóch kontr w jednej akcji gdy Butryn dostawał zbyt krótkie piłki na skrzydło (21:24). Czas dla Piotra Gruszki, a po nim pierwszą piłkę meczową broni skutecznym atakiem z drugiej linii Sobański, drugą Butryn po długiej wymianie skończył atak po rękach rywali i tym razem przerwa na żądanie dla Bednaruka (23:24), a w Spodku kipi od emocji! Trzecią piłkę meczową wybronił Butryn blokiem na najlepszym graczu rywali, czyli Pawle Grycu i mamy remis!. Szalacha ze środka po rękach GieKSiarzy i znów na prowadzeniu Łuczniczka (24:25). Czwartą piłkę meczową obronił Quiroga mocnym zbiciem po dłoniach, a potem Sobański zablokował atak Rohnki i wychodzimy na prowadzenie 26:25, a kibice stoją i obserwują w napięciu co się dalej stanie! Przed tie-breakiem bydgoszczan ratuje… a jakże Gryc bardzo mocnym atakiem po rękach, niestety potem Rohnka posłał asa serwisowego (26:27) i znów musimy bronić piłek meczowych. Piątą piłkę meczową (nie) broni Butryn posyłając piłkę daleko w aut, a taniec radości gości przerywa… challenge, który wskazał piłkę po bloku i wciąż byliśmy w grze! Uff, co za emocje (27:27). W następnej akcji Ananiew zablokował atak Sobańskiego, a w szóstej piłce meczowej znów Rafała zatrzymał na siatce Jurkiewicz. Bydgoszczanie się cieszą, a tu znów challenge i… tym razem bez happy endu (27:29) i raczej niespodziewanie to Łuczniczka zgarnia w tym meczu trzy punkty do tabeli. Zgadnijcie kto został MVP tego spotkania? niejaki Paweł G…

 

4 października (środa) – hala Spodek – Widzów 1850

GKS Katowice – Łuczniczka Bydgoszcz 1:3 (22:25, 23:25, 25:23, 27:29)

GKS: Komenda (2), Butryn (23), Pietraszko (10), Kohut (1), Kapelus (14), Quiroga (18), Stańczak (libero) oraz Fijałek (1), Witczak, Krulicki (2), Kalembka (1), Stelmach, Sobański (3). Trener: Piotr Gruszka.
Łuczniczka: Goas (2), Gryc (29), Jurkiewicz (7), Szalacha (11), Ananiew (11), Batagim (3), A. Kowalski (libero) oraz Filipiak, Rohnka (7), W. Kowalski (libero). Trener: Jakub Bednaruk. MVP: Paweł Gryc.

 

Przebieg meczu:
I: 5:3, 10:8, 15:14, 18:20, 22:25.
II: 4:5, 10:8, 14:15, 18:20, 23;25.
III: 4:5, 10:8, 15:13, 20:19, 25:23.
IV: 4:5, 9:10, 13:15, 16:20, 24:25, 27:29.

 

 

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga