Siatkówka
Siatkarska krótka przesunięta – Czwarta wygrana GKS-u z rzędu!
STATYSTYKI MECZOWE GKS-u
Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z Effectorem trwał 102 minuty, z czego I set 27 min. – II set 21 min. – III set 23 min. – IV set 31 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 35
Ilość zdobytych punktów – GKS 62: Butryn 21, Sobański 11, Krulicki 10, Kapelus 10, Kalembka 6, Pietraszko 2, Falaschi 1, Van Walle 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 27: Butryn 9, Krulicki 6, Sobański 5, Kapelus 3, Kalembka 2, Falaschi 1, Pietraszko 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 27: Butryn 11, Krulicki 7, Sobański 5, Kapelus 3, Pietraszko 2, Falaschi -1.
Ilość zagrywek – GKS 96: Butryn 20, Sobański 15, Falaschi 14, Kalembka 14, Kapelus 13, Krulicki 13, Van Walle 5, Pietraszko 1, Stelmach 1.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 16: Kalembka 4, Butryn 3, Sobański 3, Krulicki 2, Falaschi 2, Kapelus 1, Van Walle 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 7: Butryn 2, Sobański 2, Falaschi 1, Kapelus 1, Pietraszko 1.
Ilość przyjęć – GKS 64: Sobański 22, Kapelus 21, Mariański 19, Falaschi 1, Kalembka 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 0:
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 41%: Kapelus 48%, Mariański 47%, Sobański 32%, Falaschi 0%, Kalembka 0%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 30%: Mariański 47%, Sobański 32%, Kapelus 14%, Falaschi 0%, Kalembka 0%.
Ilość ataków – GKS 105: Butryn 36, Kapelus 24, Sobański 22, Kalembka 12, Krulicki 6, Van Walle 4, Pietraszko 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 14: Butryn 5, Kapelus 5, Sobański 3, Kalembka 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 5: Butryn 2, Krulicki 1, Kapelus 1, Kalembka 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 45: Butryn 18, Sobański 9, Kapelus 7, Kalembka 5, Krulicki 4, Pietraszko 1, Van Walle 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 43%: Pietraszko 100%, Krulicki 67%, Butryn 50%, Kalembka 42%, Sobański 41%, Kapelus 29%, Van Walle 25%.
Ilość bloków punktowych – GKS 10: Krulicki 6, Kapelus 2, Butryn 1, Kalembka 1.
GieKSa źle weszła w mecz i od początku musiała gonić wynik (10:5). Gdy już udało się odrobić straty (14:13), to za chwilę sytuacja wracała do poprzedniego stanu (19:15). W samej końcówce sytuacja powtórzyła się jeszcze dwukrotnie (21:20 i 23:22) i jak tu myśleć o wygraniu partii, jeśli mamy taką sinusoidę w grze. Skuteczność w ataku obie drużyny miały na tym samym poziomie, bo 46%, a punktowo byliśmy jeszcze lepsi 13:11 i to mimo przegranego seta! W asach i blokach też remis, po 3. Błędy własne – GKS miał aż 11 przy 6 Effectora i tu został właśnie przegrany set, bo punktów zdobytych po własnych akcjach mieliśmy więcej od gospodarzy 16:14. W przyjęciu jak zwykle, standard w naszym wykonaniu, znów gorsze – dokładne na poziomie 30% do 53%, a perfekcyjne na poziomie 25% do 41%. Najwięcej punktów po 5 zdobyli Butryn (50% skuteczności) oraz Sobański (57% skuteczności), zabrakło wsparcia środkowych bloku.
Drugi set jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, z zupełnie inną grą GKS-u od samego początku i wielką przewagą (4:12). Mimo tej dobrej postawy i tak przytrafił się przestój, kiedy gospodarze doszli na wynik 9:14! Na szczęście szybko przyszło otrzeźwienie i do końca już set pod pełną kontrolą, Effector w tym okresie zdobył tylko 4 punkty! Skuteczność w ataku musiała być lepsza po naszej stronie – GKS miał 44%, a gospodarze tylko 24% – wynikowo wyliczono jednak tylko 7:5. W asach i blokach kielczanie nie mieli nic do powiedzenia, czyli… zero, a GieKSa miała 3 asy i 4 bloki. Błędy własne – GKS miał 8, a Effector 11 – to i tak za dużo przy tak wysoko wygranym secie. Przyjęcie lepsze w naszym zespole – dokładne na poziomie 44% do 26%, a perfekcyjne na poziomie 22% do 16%. Najwięcej punktów po 4 zdobyli Butryn oraz Krulicki.
Trzecia partia była najbardziej spokojna i pod kontrolą GKS-u. Zaczęło się od prowadzenia gospodarzy (2:0), ale szybko sytuacja została opanowana (4:7) i systematycznie przewaga powiększana 7:12 i 9:16. Małe zachwianie miało miejsce przy wyniku 12:19 gdy siatkarze Effectora zdobyli trzy punkty z rzędu. Szybko przewaga powróciła do wcześniejszego stanu i końcówka rozegrana spokojnie punkt za punkt, co dało pewne zwycięstwo GieKSy. Skuteczność w ataku procentowo lepsza dla GKS-u – 60% do 44% – natomiast w punktach wyszedł remis 12:12. Kielczanie mieli tylko 1 blok, a GKS 3, natomiast obyło się bez asów. Błędy własne tym razem zadziałały na naszą korzyść – GKS 6, a Effector 10 i one ostatecznie miały decydujący wpływ na wynik. Przyjęcie ponownie lepsze po naszej stronie – dokładne na poziomie 50% do 38%, a perfekcyjne na poziomie 36% do 29%. Zdobywanie punktów rozłożyło się na całą drużynę, ale znów najwięcej po 4 oczka zdobyli Butryn oraz Krulicki. Obaj mieli 100% skuteczność, ale łącznie przy tylko pięciu atakach.
Czwarta partia najbardziej wyrównana i nerwowa z licznymi zwrotami akcji, właśnie jak na rollercoasterze. Początek dla gospodarzy i przewaga 10:8, szybko korekta ze strony GieKSy i to katowiczanie prowadzili 14:16. Przy wyniku 16:20, a potem 17:22 wydawało się, że już nic złego nie może się przytrafić w tym secie. Niestety trafił się jeden przestój i 3 oczka z rzędu dla Effectora (20:22). Punkt Butryna na 23 i drugi przestój z trzema oczkami dla kielczan i mieliśmy niespodziewanie, raczej na własne życzenie, remis po 23! Wtedy Piotr Gruszka zdecydował się na pokerową zagrywkę wpuszczając na parkiet za Tomasza Kalembkę, stojącego całe spotkanie w kwadracie dla rezerwowych, Pawła Pietraszko! I już w pierwszej akcji Falaschi wystawił piłkę na środku siatki właśnie do Pawła, którą ją spokojnie skończył, a potem poszedł na zagrywkę i posłał asa serwisowego! Takiego scenariusza w zakończeniu nie powstydziłby się nawet… Alfred Hitchcock! Skuteczność ataku procentowo prawie na remis – 32% do 33% – ale w punktach mieliśmy małą stratę 13:15. Kielczanie mieli tylko jeden blok punktowy, a GKS po 2 asy i bloki, co dało nam łącznie z atakiem jedno oczko więcej od gospodarzy (17:16). Drugi punkt naszej przewagi w tym secie wyszedł z błędów własnych – GKS miał 7, a Effector 8. Przyjęcie wciąż lepsze u katowiczan – dokładne na poziomie 43% do 30%, a perfekcyjne na poziomie 33% do 22%. Zdobywanie punktów sam pociągnął Butryn – 8 oczek! choć skuteczność nie miał najlepszą, bo na 17 ataków, czyli 47%.
Ogólnie dobry mecz w wykonaniu GKS-u, oprócz pierwszego seta i tylko tej gry falami, było deczko za dużo. Skuteczność ataku minimalnie lepsza po naszej stronie – 43% do 37% – a w punktach zliczono 45:43. Asy serwisowe GKS 7 przy ani jednym gospodarzy! Bloki punktowe GKS 10, a Effector 5. W tych dwóch elementach górowaliśmy zdecydowanie nad przeciwnikiem, co dało łącznie wynik punktów po własnych akcjach na 62:48. Błędy własne to była prawdziwa zmora tego meczu – GKS miał 32, a Effector aż 35 – stanowczo za dużo jak na czterosetowe spotkanie. 16 zepsutych zagrywek i 14 ataków plus dotknięcie siatki i błąd rozegrania – oto bilans tych błędów. Przy lepszym rywalu, nie da się wygrać meczu mając tyle błędów własnych. Przyjęcie, co się rzadko zdarza lepsze po stronie GKS-u, ale i tak daleko do przyzwoitego procentu – dokładne na poziomie 41% do 36%, a perfekcyjne na poziomie 30% do 26%. MVP spotkania wybrany został po raz pierwszy Marco Falaschi. Włoch zdobył 1 punkt asem serwisowym, a zagrywał łącznie 14 razy, dwukrotnie psując serwis, miał również jedno przyjęcie piłki, ale wiadomo, że jego głównym zadaniem jest rozgrywanie każdej akcji, to chyba najtrudniejsza pozycja w siatkówce. Najlepiej punktującym był Karol Butryn, który zdobył 21 punktów, 18 atakiem, 1 blokiem oraz 2 asami. Miał 50% skuteczność ataku oraz najczęściej serwował z całej drużyny, 20 razy. Tym sposobem GieKSa ma najlepszą passę czterech wygranych z rzędu i liczymy na jej podtrzymanie w domowym meczu z MKS-em Będzin.
ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 21 meczach (80 setów)
Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u z trwały 2025 minut, z czego I set 550 min. – II set 542 min. – III set 547 min. – IV set 281 min. – V set 105 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 516: zagrywka 312, atak 129, siatka + inne 75.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 543: zagrywka 338, atak 149, siatka 23, inne 33.
Ilość zdobytych punktów – GKS 1240: Butryn 272, Kapelus 249, Sobański 155, Kalembka 145, Van Walle 135, Krulicki 133, Błoński 78, Falaschi 35, Pietraszko 31, Stelmach 4, Fijałek 3.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 422: Butryn 93, Kapelus 66, Kalembka 62, Sobański 49, Krulicki 49, Van Walle 37, Błoński 35, Falaschi 15, Pietraszko 12, Stelmach 3, Fijałek 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 818: Kapelus 183, Butryn 179, Sobański 106, Van Walle 98, Krulicki 84, Kalembka 83, Błoński 43, Falaschi 20, Pietraszko 19, Fijałek 2, Stelmach 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 474: Butryn 132, Kapelus 122, Van Walle 73, Krulicki 69, Kalembka 55, Sobański 23, Falaschi 14, Błoński 14, Pietraszko 6, Stelmach 2, Fijałek -7, Stańczak -14, Mariański -15.
Ilość zagrywek – GKS 1756: Kalembka 272, Krulicki 259, Kapelus 249, Sobański 214, Butryn 210, Falaschi 204, Van Walle 143, Błoński 109, Pietraszko 61, Fijałek 26, Stelmach 9.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 338: Kalembka 63, Sobański 53, Butryn 52, Krulicki 39, Błoński 29, Kapelus 28, Van Walle 23, Pietraszko 21, Falaschi 19, Fijałek 9, Stelmach 2.
Ilość asów serwisowych – GKS 106: Kalembka 21, Butryn 20, Sobański 15, Kapelus 13, Van Walle 10, Błoński 9, Krulicki 8, Pietraszko 5, Falaschi 5.
Ilość przyjęć – GKS 1467: Sobański 449, Kapelus 429, Mariański 210, Błoński 182, Stańczak 155, Krulicki 10, Stelmach 9, Kalembka 9, Pietraszko 5, Falaschi 5, Butryn 3, Fijałek 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 100: Kapelus 29, Sobański 29, Mariański 15, Stańczak 14, Błoński 9, Krulicki 2, Falaschi 1, Kalembka 1.
Przyjęcie negatywne – GKS 367: Sobański 131, Kapelus 98, Błoński 46, Mariański 43, Stańczak 35, Stelmach 5, Falaschi 4, Krulicki 2, Kalembka 2, Butryn 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 274: Sobański 91, Kapelus 63, Mariański 59, Stańczak 36, Błoński 22, Krulicki 2, Kalembka 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 19%: Mariański 28%, Stańczak 23%, Sobański 20%, Krulicki 20%, Kapelus 15%, Błoński 12%, Kalembka 11%.
Ilość ataków – GKS 2075: Kapelus 509, Butryn 456, Sobański 314, Van Walle 265, Kalembka 156, Krulicki 152, Błoński 151, Falaschi 33, Pietraszko 31, Stelmach 5, Fijałek 3.
Ilość błędów w ataku – GKS 149: Butryn 39, Kapelus 32, Sobański 19, Van Walle 15, Kalembka 15, Błoński 14, Krulicki 12, Pietraszko 3.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 179: Butryn 49, Kapelus 38, Sobański 31, Van Walle 24, Błoński 12, Krulicki 11, Kalembka 11, Pietraszko 1, Fijałek 1, Falaschi 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 948: Butryn 224, Kapelus 217, Sobański 123, Van Walle 115, Kalembka 84, Krulicki 83, Błoński 62, Pietraszko 20, Falaschi 17, Stelmach 2, Fijałek 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 46%: Pietraszko 65%, Krulicki 55%, Kalembka 54%, Falaschi 52%, Butryn 49%, Van Walle 43%, Kapelus 43%, Błoński 41%, Stelmach 40%, Sobański 39%, Fijałek 33%.
Ilość bloków punktowych – GKS 186: Krulicki 42, Kalembka 40, Butryn 28, Kapelus 19, Sobański 17, Falaschi 13, Van Walle 10, Błoński 7, Pietraszko 6, Fijałek 2, Stelmach 2.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 23: Sobański 5, Kalembka 5, Błoński 4, Butryn 3, Krulicki 2, Pietraszko 2, Falaschi 1, Van Walle 1.
MVP – GKS 11: Kapelus 3, Butryn 3, Sobański 2, Błoński 1, Kalembka 1, Falaschi 1.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Lokaty
5 lutego 2017 at 20:44
Brawo Gieksiarze ! Ambicja jest !