Piłka nożna
Porażka 0:2 z Podbeskidziem
W dniu dzisiejszym o godzinie 11:00 GieKSa rozpoczęła sparing z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Było to drugie spotkanie kontrolne dla naszej drużyny podczas przygotowań do nowego sezonu. Bielszczanie mieli za sobą już trzy spotkania, z których wszystkie przegrali. Mecz ze spadkowiczem z Ekstraklasy otwierał kilkudniowe zgrupowanie w Kamieniu niedaleko Rybnika.
Trener Jerzy Brzęczek zdecydował się na eksperymentalne ustawienie w obronie – na prawej stronie mecz rozpoczął… Mateusz Kamiński. Wbrew naszym obawom nie graliśmy z jednym napastnikiem, bo Paweł Szołtys cały czas partnerował Grzegorzowi Goncerzowi w ataku. Początek spotkania był dość senny – piłką grało głównie Podbeskidzie, a nasi zawodnicy starali się stosować pressing. W ósmej minucie z daleka uderzył gracz Podbeskidzia, ale piłka została zablokowana przez naszego obrońcę i wyszła na rzut rożny. Dziesięć minut później nasi zawodnicy przeprowadzili ładną kontrę, w której Goncerz świetnie znalazł szybkiego Andreja Prokicia. Ten minął bramkarza Podbeskidzia, ustawił sobie piłkę i… nie trafił na pustą bramkę z kilku metrów z idealnej pozycji. W 44 minucie bielszczanie objęli prowadzenie – po rzucie rożnym ładnie w naszym polu karnym zachował się Demjan, który stojąc tyłem do bramki uderzył piłkę głową, a ta od odbita od słupka wpadła do siatki obok zaskoczonego Sebastian Nowaka.
Do drugiej części gry przystąpiliśmy z kompletnie nową jedenastką, w której debiutował sprowadzony niedawno Eryk Sobków. W 49 minucie gracz Podbeskidzia w sytuacji sam na sam trafił w słupek, ale sytuacja została sprowokowana przez Wojciecha Kochańskiego, który nie utrzymał linii spalonego. Dwie minuty później dobrą okazję miał Tomasz Foszmańczyk, ale świetnym refleksem wykazał się bramkarz bielszczan. W 52 minucie kolejną kontrę przeprowadziło Podbeskidzie i Demjan podwyższył na 2:0. Ponownie źle zachował się nasz środek obrony. Maciej Wierzbicki nie miał nic do powiedzenia. W 62 minucie z bólu zaczął zwijać się Adrian Frańczak (najprawdopodobniej coś z barkiem) i w jego miejsce wszedł Przemysław Sawicki. W 67 minucie ładną akcję przeprowadził Paweł Mandrysz, który wystawił piłkę przed polem karnym Bartkowi Kalinkowskiemu, ale ten uderzył wysoko nad bramką rywali. Kilka minut później Mandrysz uderzył głową z kilku metrów, ale niestety niecelnie. W 72 minucie znowu Mandrysz uderzał, ale został zablokowany przez bielszczan. Siedem minut później indywidualną akcję przeprowadził Foszmańczyk, ale bramkarz Podbeskidzia sparował na rzut rożny. Po dużym zamieszaniu w polu karnym bielszczan ostatecznie uderzył piłkę Adrian Jurkowski, ale bardzo niecelnie. W samej końcówce fatalny błąd w obronie popełnił Jurkowski, ale na szczęście bez konsekwencji. Chwilę później świetną interwencją popisał się Wierzbicki, który sparował piłkę na rzut rożny. Dopiero pod koniec spotkania po Frańczaka przyjechała karetka pogotowia.
Podbeskidzie było drużyną lepszą i więcej grało piłką. Nasi zawodnicy najwięcej sytuacji bramkowych stworzyli sobie dopiero po stracie drugiej bramki. Widać było różnicę pomiędzy naszymi obiema jedenastkami – zdecydowanie lepiej i bardziej równo zaprezentował się pierwszy skład. W drugiej połowie popełniliśmy kilka poważnych błędów w obronie, a z przodu najaktywniejsi byli Mandrysz i Foszmańczyk. Pamiętajmy jednak, że jesteśmy na razie na etapie testów i do ligi jeszcze kilka tygodni.
GKS Katowice 0:2 Podbeskidzie Bielsko-Biała (0:1)
Bramki: Demjan (44′ i 52′)
I połowa: Nowak – Kamiński, Praznovsky, Garbacik, D. Abramowicz – Zejdler, Pielorz – Bębenek, Szołtys, Prokić – Goncerz
II połowa: Wierzbicki – Czerwiński, Jurkowski, Kochański, Frańczak (62 min. Sawicki) – Mandrysz (87 min. Stanik), Duda, Kalinkowski, Wołkowicz – Foszmańczyk – Sobków
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

bartek
5 lipca 2016 at 15:15
No i powoli zaczyna wychodzić na jaw co jest wart ten zaciąg. Zespól jest tak samo słaby i beznadziejny jak przed zmianami. Gdzie jest jarecki znawca futbolu. Od czasu gdy dostał propozycję postawienia kasy omija forum ze strachu.
kibic2
5 lipca 2016 at 15:44
@Bartek małe sprostowanie, forum znajduje się w innym miejscu a tu są komentarze. Natomiast co do naszego forum to zawsze warto je przeczytać, tam grupa mędrców rozkminia nasze transfery. Podobno przemyślane i najlepsze w ostatnim czasie. (z resztą jak co roku deja vu). Jakby powiedział T. Hajto fajne transfery, fajny mecz:))) Ciekaw jestem kiedy znów będą wpisy z serii… !&*^%$ z GieKSy.
Jarecki
5 lipca 2016 at 16:07
@bartek,tomek czy jak ci tam fajna pogoda jest wez zimne piwo i idz nad wode wypoczac.Caly czas tu zagladam i mam mega polewke z hejtu ktory na mnie leci. Jesli wam to pomaga rozladowac jakies napiecia to spoko na zdrowie
@Kibic2 po to jest Forum zeby tam dyskutowac wymieniac sie pogladami;).A co do nowych graczy dajcie im troche czasu. Choc nie przecze sam licze ze choc jeszcze dobrego napadziora i pomocnika zakontraktuja.
pawelas197
5 lipca 2016 at 16:35
sparing to sprawdzenie kadry w tamtym sezonie wygrywali sparingi a jak przyszla liga to juz kazdy wie co bylo ja jestem zadowolony z tych trafnsferow bo doszlo kilku mlodych chlopakow mam nadzieje ze zostawia zdrowie na boisku a nie beda czlapac po nim jak iwan i reszta podbeskidzie wejdzie do extraklasy na bank ale jest jeszcze jedno miejsce dajace awans mysle ze bedzie ciekawie ))
Boss
5 lipca 2016 at 16:42
Wg opisu to wyszły porażka kolejny stare grzechy. Nowy zaciąg a reszta póki co bez zmian. Czas pokaże do ligi mało czasu.
Daro
5 lipca 2016 at 17:06
Przyzwyczajajmy się do takich wyników
Roberto
5 lipca 2016 at 18:37
Wpierw trzebabylo zobaczyć sparing a potem dopiero komentować!! @Bartek chłopie wyluzuj bo cię tutaj obserwuje i mam wrażenie że robisz niepotrzebny syf!!!
kibic2
5 lipca 2016 at 18:52
@Jarecki ta masz rację forum powinno być miejscem do wymiany poglądów a jest miejscem wzajemnego poklepywania się po plecach. Naiwność momentami przekracza wszelkie granice. Nie ma sensownego spojrzenia na problem tylko pompowanie balona a później szok….no ale zmienimy 3-4 zawodników „hamulcowych” i jedziemy dalej :))))) jak co sezon:))
Marcin
5 lipca 2016 at 19:01
.. Panowie wyluzujcie to są sparingi, kilku kolesi gra ze sobą 1 raz nie znają swoich zachowań, zagrań chyba raczej muszą trochę potrenować razem żeby ich oceniać !!! W tamtym sezonie wygrali większość sparingów i co z tego ?!
tomek
5 lipca 2016 at 19:09
Co ja widzę jarecki się odnalazł. No i jak wchodzisz w zakład czy wymiękasz.
mariusz
5 lipca 2016 at 21:54
jestem kibicem Gieksy od kilkunastu lat.Tak sie zastanawiam czy w końcu przestana nas robic w h.poczekamy zobaczymy ,ja znowu kupuje karnet.pozdrawiam GIEKSA TO MY
kibic2
6 lipca 2016 at 00:00
@Mariusz pozwól, że rozwieje Twoje wątpliwości. Odpowiedź brzmi NIE.
tomek
6 lipca 2016 at 07:09
Tego się można było spodziewać po tobie jarecki. Już wszystko jasne.
Irishman
6 lipca 2016 at 18:53
Dajcie już spokój z tymi zakładami!
@Tomek, nie wiem czy masz tyle kasy, czy po prostu zgrywasz chojraka? Osobiście też nie wszedłbym w żaden zakład o to czy awansujemy, czy nie. Oczywiście wierze, że tak! Ale też nie postawiłbym na to pieniędzy, których nie mam – a dla mnie zakład to rzecz honorowa, nawet gdybym zakładał się z jakimś gówniarzem (o co nikogo nie posądzam!), który wielce by się rzucał, a gdyby przegrał schowałby się jak mysz pod miotłą! Wynik sportowy – nawet gdybyśmy zakontraktowali Lewandowskiego z Błaszczykowskim to ZAWSZE jest sprawa otwarta.
Tak więc dajcie już spokój z tymi pierdołami. Podyskutujmy lepiej o naszej GieKSie zamiast o tym kto tam chce obstawić, że nam się znowu nie uda! Tak w ogóle
to osobiście uważam, że to po prostu poniżające (bez względu na cel takiego zakładu) dla kibica Katowic!
tomek
6 lipca 2016 at 19:25
Dla mnie taka kasa nie jest problemem ale nie o to w tym chodzi. Jezeli ktos obraza innych z tego powodu ze maja inny poglad na te zmiany sam nie potrafiac niczego uzasadnic no to sorry innej metody nie ma. Ja postawię na swoje poglady taka kase bo wiem ze jest malo prawdopodobne ze ja przegram.Skoro jarecki jest taki kozak w swych pogladach i naprawde wierzy w to co pisze to zapraszam. Nigdzie sie nie schowam. Malo tego proponuje tzw. opcje notarialna.
JARECKI
6 lipca 2016 at 20:00
@tomek,bartek czy moze Gan … cholera wie ile was tam jeszcze chcesz sie załozyc ze „Twoja Kochana Gieksa znowu nie awansuje i bedzie chuja grała” to jest chore.
no ale zaraz napiszesz ze cie obrażam.Jedziesz po ludziach jak po burych sukach a ciebie tknac nie mozna no normalny burak cukrowy i tyle.
@kibic 2 nie jest tak zle z tym Forum jak piszesz co do ligi mamy 2 skrajnie inne opinie ale co tam obaj mamy do tego prawo mam nadzieje ze moje bedzie na gorze i bedziemy mogli to uczcic choc browarem
@Irish pieknie napisane nic dodac nic ujac
ps:zamowionko na karnet poszlo
tomek
6 lipca 2016 at 21:26
Wiesz co debilu prostaku biedaku i cykorze najlepiej bedzie jak dasz sobie spokoj bo rece opadaja.