Wywiady
Normalność, stabilizacja i solidna praca
Prezentujemy wywiad z prezesem klubu Wojciechem Cyganem, który ukazał się w ostatnim numerze „GieKSa.pl Plus” (numer na Bytowię Bytów). „GieKSa.pl Plus” to program meczowy wydawany przez naszą redakcję. Ostatni numer można zakupić tutaj lub w sklepie kibiców „Strefa GieKSy”, który mieści się na stadionie przy ulicy Bukowej. Cena gazety to trzy złote. Z tej stronie możecie ściągnąć za darmo archiwalne numery magazynu.
GKS Katowice po raz kolejny zawiódł kibiców. Po fatalnej rundzie wiosennej poprzedniego sezonu, przyszła lepsza, ale daleka od oczekiwań jesień. Niestety początek rundy rewanżowej ostatecznie przekreślił iluzoryczne szanse na awans do Ekstraklasy. Postanowiliśmy porozmawiać z prezesem GKS Katowice Wojciechem Cyganem. Oprócz pytań poświęconych wynikom pierwszej drużyny, próbowaliśmy także uzyskać odpowiedzi o sytuację finansową, organizacyjną, nowy stadion, a także problemy klubu związane z decyzjami wojewody śląskiego. Gorąco zachęcamy do lektury tego obszernego wywiadu.
GieKSa.pl Plus: Ten sezon można spisać już na straty. Celem postawionym przez zarząd był awans?
Wojciech Cygan: Faktycznie celem była walka o awans. Konsekwencje? Wnioski muszą być indywidualne i te osoby zapewne będą musiały pożegnać się z Bukową. Jak bardzo radykalne będą te decyzje dowiemy się w nadchodzących tygodniach oceniając pracę osób związanych z działem sportu.
Zmieniamy piłkarzy, pracowników, trenerów. Nie daje to żadnych efektów. Czy jest jakiś pomysł na GKS czy poruszamy się trochę po macoszemu?
Rozumiem frustrację kibiców, bo sam jej wielokrotnie doświadczam, ale nie zgodzę się z opinią, że działamy po macoszemu. Przypominam, że niespełna dwa lata temu przejmując pełną władzę nad klubem odziedziczyliśmy stan zobowiązań przekraczający w krytycznym momencie 10 milionów złotych. Dla zobrazowania tej sytuacji warto podkreślić, że w 2010 roku kiedy powstawała spółka i przejmowała władzę od stowarzyszenia ten stan zobowiązań wynosił około czterech milionów. Dzięki zaangażowaniu miasta, a także staraniom samej spółki udało się tą sytuację opanować i zredukować większość zadłużenia. To nie jest tak, że ostatnie dwa lata to pasmo niepowodzeń. Poprzedniej zimy GieKSa walczyła o awans. Zgodzę się, że rok 2014 był pod względem wyników sportowych bardzo słaby, wręcz dramatyczny. Być może zbyt dużą uwagę przyłożyliśmy do sytuacji finansowej i ograniczania kosztów funkcjonowania klubu. Przyniosło to efekt ekonomiczny w postaci rekordowych przychodów spółki, drastycznego ograniczenia wydatków i redukcji stanu zobowiązań. Nie połączyło się to jednak z wynikiem sportowym. W chwili obecnej spółka jest stabilna, a w Polsce coraz głośniej mówi się, że w Katowicach jest wreszcie normalnie. To musi zaprocentować. Bo proszę mi uwierzyć, że ciężko jest przekonać jakiegokolwiek piłkarza do przyjścia do klubu, w którym są cztery- czy pięciomiesięczne zaległości w wypłatach. Normalność, stabilizacja i solidna praca. To musi cechować GieKSę w najbliższym czasie by myśleć realnie o sukcesie.
Co by się musiało stać by trener Skowronek pożegnał się z GieKSą po zakończeniu sezonu?
Kontrakt trenera wygasa co do zasady na koniec bieżącego sezonu. Oczywiście, może zostać przedłużony. Obserwujemy z uwagą pracę całego sztabu, nie tylko trenera Skowronka, ale i jego asystentów oraz braci Bortnik. Swoje spostrzeżenia mam ja, swoje dyrektor Proksa. Przed nami jeszcze przeszło dwa miesiące rozgrywek, a to duży czas do analizy i wyciągania wniosków. Na dziś jakiekolwiek deklaracje w tym temacie byłyby przedwczesne.
Jak prezes ocenia zimowe transfery?
Krystian Rudnicki to ciekawy materiał na bramkarza i mam nadzieję, że solidną pracą z Januszem Jojko szybko poprawi swoje mankamenty. Jego postawa w Kluczborku i powołania do kadry na pewno stanowią solidną rekomendację. Adrian Frańczak to typ „walczaka”, który nie odpuszcza i na pewno ktoś taki nam się przyda. Povilas Leimonas początkowo popełniał błędy, ale wierzę, że szybko okrzepnie w Katowicach i udowodni swoje ekstraklasowe aspiracje. Piotrek Petasz to doświadczony zawodnik, który miał wzmocnić rywalizację na lewej stronie. Na pewno wymagamy od niego gry na odpowiednim poziomie i większego opanowania w sytuacjach stykowych. Jestem przekonany, że po meczu z Płockiem zrozumiał to i szybko udowodni, że jego angaż był dobrą decyzją.
Jaki będzie cel na nowy sezon? Awans?
Ciężko deklarować cel na cztery miesiące przed rozpoczęciem rozgrywek, ale na pewno wzmocnienie zespołu będzie prowadzone pod kątem zbudowania drużyny na awans. W zestawieniu do deklaracji sprzed poprzednich sezonów ta będzie miała tą niewątpliwą przewagę, że GieKSa jest w końcu klubem stabilnym pod względem finansowym, a to bardzo ważny argument.
Kilkunastu piłkarzom kończą się kontrakty w czerwcu. Większość z nich fatalnie spisuje się w obecnych rozgrywkach. Czy wobec tego możemy spodziewać się, że z większością z nich nie zostaną przedłużone umowy?
Nie chcę wchodzić w wyliczenia czy to będzie większość, mniejszość czy połowa. Przed meczem z Wigrami powiedziałem piłkarzom, że teraz każdy z nich nie gra o to czy w lipcu w klubie dalej będą Cygan, Skowronek czy Proksa, oni muszą walczyć ze wszystkich sił czy to dla nich samych znajdzie się miejsce w szatni na nowy sezon. Mamy przeszło dwa miesiące na sprawdzenie czy i jak zrozumieli te słowa.
Uda się zatrzymać Grzegorza Goncerza na nowy sezon?
Na dziś nie widzę żadnych zagrożeń w tym zakresie. Osobiście chciałbym by Grzesiek został. Czy pojawią się oferty zakupu? Za wcześnie spekulować.
Czy oglądamy już piłkarzy pod kątem przyszłego sezonu skoro możemy spodziewać się dużego odpływu obecnych graczy?
Pierwsze rozmowy już trwają. Są to bardzo wstępne sprawdzenia poprzedzone analizą kto może być dostępny na rynku w czerwcu i lipcu. Prowadzimy także rozmowy dotyczące rozpoznania innych lig niż polska.
Mamy duży problem młodzieżowca. Co jest nie tak w Katowicach, że często musimy wystawiać słabszych graczy, ale spełniających warunek wieku, a w Gdyni gra regularnie czterech młodych piłkarzy?
Tak naprawdę ten problem wynika także z faktu kontuzji Krzyśka Wołkowicza. Teraz jest już w pełni sił i na pewno będzie wzmocnieniem rywalizacji młodzieżowców. Naszym większym problemem tak naprawdę jest obsadzenie pozycji młodzieżowca w przyszłym sezonie, ale pracujemy już nad tym. Spore nadzieje na przyszłość w tym zakresie wiążę także z coraz lepszą pracą z naszą młodzieżą w Fundacji.
Co jest powodem, że zespół rezerw, wzmocniony ośmioma piłkarzami z pierwszej drużyny, odnosi porażkę?
Byłem na tym meczu i nie wierzyłem w to, co widziałem. Bez generalizowania myślę, że w ten sposób poszczególni zawodnicy sami oddalają się od gry w klubie w nadchodzącym sezonie.
Czy Janusz Bodzioch, posiadający wyrok za korupcję wydany przez PZPN, pełni obecnie jakąś funkcję w klubie?
Janusz Bodzioch nie pracuje już w klubie.
Zatrudnienie Grzegorza Proksy to marketingowy strzał w dziesiątkę. Czy pójdą za tym jednak wymierne efekty w dziale sportu?
Tu nie chodzi tylko o wymiar medialny. Dyrektor Proksa to człowiek ambitny, chcący coś udowodnić, a przy tym to profesjonalista i wzór sportowca. Dodatkowo ma doświadczenie w biznesie i dużą rozpoznawalność w środowisku sportowym. Zrobię wszystko by mu pomóc i by ten projekt przyniósł efekty. Jedną z takich inicjatyw mających stanowić stałe wsparcie dla dyrektora sportowego jest powołanie Zespołu Transferowego. Liczę też na świeże spojrzenie samego Grzegorza.
A jak oceniana jest praca Aidy Belli?
Obserwuję to z zaciekawieniem. Aida to osoba chętna do pracy. Nabiera niezbędnego doświadczenia. W mojej ocenie z materiału na materiał i z konferencji na konferencję wygląda to coraz lepiej.
Czy nie powinniśmy się obawiać awansu Rozwoju Katowice do I ligi i związanych z tym roszczeń o podzielenie się po równo pieniędzmi na sport zawodowy?
Sytuacja nasza i Rozwoju różni się i to znacznie. My jesteśmy spółką miejską, zaś Rozwój stowarzyszeniem. W konsekwencji my nie startujemy w konkursach dotacyjnych na sport zawodowy. Z uwagą przyglądam się wynikom II ligi, ale to nie jest tak, że trzymam kciuki za niepowodzenia Rozwoju. Każdy klub ma swoje plany i ambicje. Nasze – z uwagi chociażby na dokonania, potencjał kibicowski i rozpoznawalność – muszą być wyższe niż Rozwoju. W końcu to GieKSa została określona w „Strategii rozwoju sportu” jako sportowa marka Katowic.
Po zmianie prezesa w Rozwoju pojawiły się opinię, że w końcu jest szansa na unormowanie stosunków między naszymi klubami.
Jestem przekonany, że szansa na współpracę zwiększyła się i to znacznie. Znam się z prezesem Waśkiewiczem już kilka lat, często rozmawiamy i wydaje mi się, że nie uzna tego za afront, jeśli nazwę go moim kolegą. Wierzę, że w najbliższym czasie siądziemy i spokojnie porozmawiamy jak taka współpraca mogłaby wyglądać.
Polsat kupił prawa do transmisji meczów I ligi na trzy sezony. Czy wiążę się to z wymiernymi korzyściami dla naszego klubu?
Niewątpliwie to pozytywna informacja dla klubu. Jedna rzecz to większe wpływy z tytułu sprzedaży tych praw. Druga to fajniejsze „opakowanie” produktu, jakim jest I liga. Polsat ma w tym spore doświadczenie, a to może pomóc zarówno w pozyskiwaniu sponsorów przez same kluby, jak i w szukaniu partnera tytularnego dla całych rozgrywek.
Czy wynikły jakieś konstruktywne wnioski po spotkaniu z wojewodą?
Spotkanie na posiedzeniu Zespołu Doradczego ds. Bezpieczeństwa Imprez Masowych było niewątpliwie potrzebne. Przedstawiliśmy tam nasze stanowisko i zamierzenia co do zmian w samej organizacji meczów. Przedstawiciele wojewody oraz policji pozytywnie odnieśli się do tych propozycji i naprawdę mieliśmy nadzieję na zmianę decyzji przed meczem z Płockiem. Niestety stało się inaczej.
Policja zablokowała możliwość oglądania meczu z Wisłą Płock na telebimie. Jak to zostało odebrane w klubie?
Ze sporym zdumieniem. Policja szukała możliwości by ten pokaz się nie odbył twierdząc, że byłaby to impreza masowa z wszelkimi jej konsekwencjami. Osobiście trochę mnie to dziwi, bo sam kiedyś często brałem udział w różnego rodzaju projekcjach na otwartym terenie i nie widziałem tam ochrony, płotków czy też przedstawicieli policji.
Jaką pojemność powinien mieć stadion GKS Katowice?
Dla klubu dużo większe znaczenie niż sama pojemność ma kwestia odpowiedniego zaprojektowania stadionu, z uwzględnieniem potrzeb klubu i z odpowiednim podejściem do powierzchni biznesowych. W klubie z zaciekawieniem obserwujemy dyskusję na temat pojemności i wymianę argumentów czy lepsze rozwiązanie to 12000 czy 21000. Będąc człowiekiem kompromisu pewnie szukałbym rozwiązania pośredniego.
Ile razy od objęcia funkcji prezesa myślałeś o dymisji?
Po ciężkich nokautach pewnie każdy ma chwile zwątpienia. U mnie także się pojawiały. Zapewniam jednak, że wierzę w to co robimy, jakie plany mamy i jak chcemy je realizować. Gdy dojdę zaś do przekonania, że moje starania nie mają sensu i potrzebna jest zmiana, to na pewno nie będę kurczowo trzymał się stanowiska, zwłaszcza, że praca w klubie to nie jest moja jedyna zawodowa aktywność i mam gdzie wracać.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

KOSZUTKA.EU
16 kwietnia 2015 at 10:43
Może gdyby prezes nie miał gdzie wracać i był aktywny tylko w Gieksie, podczas słabej gry drużyny nie uśmiechałby się ironicznie oglądając z trybuny zachód słońca nad Tauzenem.