Dołącz do nas

Piłka nożna

Analiza formacji cz. 2 – obrońcy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po rundzie wiosennej można powiedzieć, że formacja defensywy w GKS Katowice ustabilizowała się. Gdy przypomnimy sobie problemy obrony, a zwłaszcza jej flanek, w rundzie jesiennej, to można powiedzieć, że sztab szkoleniowy znalazł niezłe rozwiązania. Na plus dla obrońców, ale także i całego zespołu, jest liczba straconych bramek – zaledwie 11. I chociaż nasz zespół nie ustrzegł się błędów, a w końcówce sezonu nieraz dawał się zdominować, to poczynania obrońców trzeba uznać za pozytywne. Jak dawno nie było, tak teraz możemy w końcu wymienić czterech stałych podstawowych obrońców: Dominik Sadzawicki, Mateusz Kamiński, Adrian Napierała i Bartłomiej Chwalibogowski. Ta czwórka najczęściej rozpoczynała mecze i była „żelazną”. Oto jak wyglądała linia obrony w poszczególnych meczach na wiosnę (od prawej strony, w nawiasach zawodnik, który wszedł na daną pozycję w trakice meczu):

ŁKS: Sadzawicki, Kamiński, Napierała, Chwalibogowski
Warta: Sadzawicki, Kamiński, Napierała, Ratajczak (Chwalibogowski)
Cracovia: Sadzawicki, Kamiński, Napierała, Chwalibogowski
Łęczna: Sadzawicki (Czerwiński), Kamiński, Napierała, Chwalibogowski
Zawisza: Sadzawicki, Kamiński, Napierała, Chwalibogowski
Nieciecza: Sadzawicki, Kamiński, Napierała, Chwalibogowski
Flota: Sadzawicki, Kamiński, Napierała, Chwalibogowski
Polonia: Sadzawicki, Kamiński, Napierała, Chwalibogowski
Kolejarz: Sadzawicki (Czerwiński), Kowalczyk, Napierała, Chwalibogowski
Sandecja: Czerwiński, Kamiński, Napierała, Chwalibogowski
Tychy: Czerwiński, Kamiński, Cholerzyński, Chwalibogowski
Miedź: Sadzawicki, Kamiński, Cholerzyński (Kowalczyk), Chwalibogowski
Okocimski: Sadzawicki, Kamiński, Napierała, Chwalibogowski
Arka: Sadzawicki, Kamiński, Napierała, Chwalibogowski
Olimpia: Sadzawicki (Czerwiński), Kamiński (Cholerzyński), Napierała, Sobotka
Stomil: Czerwiński (Sadzawicki), Cholerzyński, Napierała, Sobotka (Chwalibogowski)
Dolcan: Sadzawicki, Kamiński, Napierała, Chwalibogowski

Stoperzy:
Tutaj żelazną dwójkę od początku rundy tworzyli Mateusz Kamiński i Adrian Napierała. Ci zawodnicy już grali ze sobą w rundzie jesiennej, co wówczas wynikało w pewnej mierze z braku piłkarzy na tę pozycję (kontuzja Beliancina, dyskwalifikacja Kowalczyka). Spisali się wówczas jednak w oczach trenera na tyle, że miejsca nie oddali, gdy wspomniani w nawiasie zawodnicy wrócili do treningów i gry. Zarówno Kowalczyk, jak i Beliancin grali więcej w rezerwach, choć temu drugiemu incydentalnie zdarzyły się występy w pierwszej drużynie.

Kamiński i Napierała stanowili trudny do przejścia monolit na początku rundy. Co prawda zwłaszcza w przypadku Kamyka – jeden poważniejszy błąd na mecz wówczas się pojawiał, ale pozostawał on bez większych konsekwencji. W pierwszych siedmiu meczach GKS stracił dwa gole, w których stoperzy nie zawinili – rykoszet na Cracovii i strzał z dystansu w Niecieczy. De facto jeśli mówić o jakiejś większej winie tej dwójki przy straconych bramkach, musimy przejść aż do końcówki rundy wiosennej. Problem w tym, że te błędy się nasiliły. W spotkaniu z Arką złe ustawienie Adriana Napierały (choć nie miał asekuracji), a przy drugim golu Mateusza Kamińskiego doprowadziły do utraty bramek. W Grudziądzu natomiast niewiarygodnie wysoko ustawiona linia obrony (ostatni zawodnik – Kamiński niemal na linii środkowej boiska) doprowadziły do tego, że jedno długie podanie rozmontowało całą naszą defensywę. W drugiej fazie wiosny trochę błędów się Napierale i Kamińskiemu zdarzały, ale jak się okazuje, były one bez większych konsekwencji. Obaj zawodnicy też mieli mecze przerwy – Napierała z powodu choroby nie wystąpił z Tychami i Miedzią, Kamiński z powodu kartek z Kolejarzem oraz już decyzją trenera ze Stomilem, a we wcześniejszym meczu z Olimpią zszedł w przerwie. O ile Napierała był pewniakiem na 100% to wspomniane dwie (a w zasadzie półtorej) niekartkowe absencje Kamyka dały sygnał, że jednak na wszelki wypadek trener szuka jakiejś alternatywy, ale oczywiście nie zmienia to mocnej pozycji zawodnika w wyjściowej jedenastce. I dodajmy, że ci zawodnicy zawsze coś ustrzelą – Napierała zdobył dwie bramki (Polonia i Okocimski), a Kamiński jedną, ale bardzo ważną, bo zwycięską z Zawiszą.

Na środku obrony występowali też Kamil Cholerzyński i Jacek Kowalczyk. Cholerzyński zastąpił chorego Napierałę z Tychami i spisał się więcej niż dobrze. W meczu z Miedzą również grał solidnie, ale w drugiej połowie przeszedł do pomocy i tam dopiero zobaczyliśmy jego możliwości. Co prawda w meczu ze Stomilem Kamil nie do końca pewnie interweniował w swoim polu karnym, ale bramka nie padła. Trzeba docenić, że z marszu wszedł na obronę w spotkaniu z Tychami i nie okazał się gorszy od Napierały czy Kamińskiego. Co do Kowalczyka to zagrał dwa mecze – cały w Stróżach i drugą połowę z Miedzią. W Stróżach zawalił gola, bo kryjąc Macieja Kowalczyka dał się jak junior odepchnąć i napastnik rywala miał praktycznie pustą bramkę. W Legnicy wszedł w ramach roszady taktycznej – czyli przesunięcia Cholerzyńskiego do pomocy i zastąpienia go w obronie właśnie Kowalczykiem. Zawodnik był nieco elektryczny, ale i tu gospodarze gola nie zdobyli, w czym duża zasługa… szczęścia.

Boczni obrońcy:
To była dość newralgiczna pozycja w rundzie jesiennej – zarówno prawa strona, jak i lewa. Na jesieni po prawej grywali Michal Farkas i Alan Czerwiński, po lewej Damian Kaciczak, Bartosz Sobotka i Bartłomiej Chwalibogowski. O ile na prawej wydawało się, że w końcówce rundy świetnie swoją szansę wykorzystał Farkas i będzie pewniakiem na wiosnę, to na lewej stronie wszyscy grali źle i to ta flanka wymagała wzmocnienia na pierwszym miejscu.

W przerwie zimowej do klubu zostali ściągnięci Dominik Sadzawicki (prawa) i Jarosław Ratajczak (lewa). Obaj dobrze spisywali się w sparingach, a Ratajczak potrafił nawet pokazać kilka bardzo dobrych wrzutek. Wydawało się, że będzie podstawowym zawodnikiem. Tymczasem w pierwszym meczu z ŁKS niespodziewanie na boisko wybiegł Chwalibogowski i miał udział przy akcji bramkowej. Tak naprawdę było widać, że trener ma spory zgryz, co zrobić, bo z jednej strony nie po to ściągał Rataja, żeby ten nie grał, z drugiej gdzieś trzeba było „upchnąć” Chwalibogowskiego. „Upchnąć”, bo inaczej nie da się nazwać wystawienia Chwaliboga na… prawej pomocy w meczu z Wartą. Ratajczak zagrał jednak pół meczu i to było na tyle, jeśli chodzi o rundę wiosenną tego piłkarza w pierwszym zespole. Na lewą obronę szybko wrócił Chwalibogowski i można śmiało powiedzieć, że była to dobra runda zawodnika i problem lewej obrony na tę chwilę zniknął. Raz zawodnik bardziej udzielał się ofensywnie, raz mniej, ale trzymał poziom. Jedynie w końcówce rundy nieco jego forma opadła, oprócz meczu z Olimpią Grudziądz, kiedy wszedł po przerwie na boisko i grał bardzo dobrze, choć to akurat było wyjątkowo w pomocy. Na lewej stronie w końcówce rundy był próbowany Bartosz Sobotka, ale grał niemrawo, przeciętnie i raczej swojej szansy nie wykorzystał.

Na prawą stronę przyszedł młody Sadza i z marszu wywalczył miejsce w podstawowym składzie. Co prawda początki były trudne i zawodnik popełniał nieco błędów, ale z każdym meczem jego gra zyskiwała na solidności, choć i błędy dalej się zdarzały, jak z Kolejarzem, kiedy gola zdobył Giesa. W meczu z Flotą pokazał też swoje drugie oblicze – zawodnika ofensywnego, gdy w końcówce szalał na prawym skrzydle, czego efektem była asysta i kilka strzałów. Piłkarz dopiero zaczyna przygodę w seniorskiej piłce, więc trudno o ideał, ale naprawdę jak na pierwszą rundę na tym szczeblu rozgrywek, to wyglądało to bardzo dobrze. Końcówka rundy to już trochę więcej błędów, także w ustawieniu, ale trudno się dziwić, skoro cała wiosna piłkarska trwała niecałe trzy miesiące. Gdy nie mógł grać Sadzawicki, jego miejsce na obronie zajmował Alan Czerwiński. Wiele napisaliśmy już na jego temat po meczach, więc tutaj nie będziemy się powtarzać i pastwić. Trener Górak straszy, że dalej będzie Alana wystawiał na prawej obronie, ale żeby tak zrobić, to przede wszystkim pewnych rzeczy musi go nauczyć. Bo gdyby w jego grze chodziło nam o jakieś błędy techniczne czy przegrane pojedynki 1 na 1, to jest moglibyśmy to przełknąć, bo to są rzeczy, które raz wyjdą, raz nie. To co jednak najbardziej raziło w jego grze to notoryczne błędy w ustawianiu, a wręcz brak tego ustawiania się. Jaskrawo to było widać w meczu w Olsztynie, gdzie gdy piłka poleciała na nasze lewe skrzydło, Alan sobie hasał w środku boiska, a na swojej pozycji był po 10 sekundach. W ten sposób trudno się dziwić, że Stomilowcy dośrodkowywali celnie aż miło, bo mieli tak wiele czasu, żeby sobie piłkę ułożyć na nodze, spojrzeć i celnie wstrzelić. Dlatego Alan na prawej obronie OK, ale niech się najpierw nauczyć trzymać swojej pozycji i bierze za nią odpowiedzialność. Ale nie w taki sposób jak w Jaworznie, kiedy rzeczywiście uciekł na swoją pozycję, ale tym samym po prostu uciekł z akcji, po której Tychy strzeliły gola. Żeby było jasne, jako zawodnika Alana się nie czepiamy, bo na pozycji prawego pomocnika mógł się podobać. I jeśli już ma grać to lepiej tam. Ale trener ściągnął go jako obrońce i zapewne tego się będzie niestety trzymał, choć na razie to Sadzawicki jest nr 1.

Podsumowanie:
Linia obrony ustabilizowała się. Sadzawicki, Kamiński, Napierała i Chwalibogowski to prawdopodobnie ci piłkarze, którzy wyjdą na pierwszą kolejkę w przyszłym sezonie. Wszyscy mieli lepsze i gorsze momenty w rundzie wiosennej, ale ogólnie trzeba powiedzieć, że cała defensywa spisała się dobrze. Przydałyby się jednak wzmocnienia – zmiennicy dla Sadzy i Chwaliboga, bo na tę chwilę takowych wartościowych nie ma, oraz dla stoperów, bo posyłanie Cholerzyńskiego do obrony, to łatanie dziury pomocnikiem. Do poprawy są indywidualne błędy, które się przydarzają obrońcom. To poprawił Chwalibogowski, który takie kiksy miał na jesieni, a wiosną już nie. Tak więc można optymistycznie patrzeć w przyszłość, ale nie można się zadowolić tym co jest, tylko cały czas poprawiać jakość poczynań defensywnych.

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga