Dołącz do nas

Piłka nożna

[RELACJA] Bielsko-Biała, jak ja lubię to miejsce!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

W słoneczny, ale mroźny barbórkowy dzień, GieKSa udała się do Bielska, aby w ostatnim meczu bieżącego roku mierzyć się z tamtejszym Podbeskidziem. W ślad za drużyną podążyła oczywiście trójkolorowa armia w liczbie 1150 głów, która w porównaniu ze skromnym młynem gospodarzy prezentowała się nad wyraz okazale.

Trener Rafał Górak desygnował do gry bardzo podobną jedenastkę, która trzy dni wcześniej zaczynała spotkanie z Resovią. Jedynie Daniana Pavlasa zastąpił Grzegorz Rogala. Ponownie natomiast w podstawowym składzie zabrakło odzyskującego formę po kontuzji Adriana Błąda.

Jako pierwsza sygnał do ataku dała GieKSa, która w 6. minucie wykonywała rzut wolny z 30. metra po faulu na Szymczaku, jednak do wrzutki Figiela nie doszedł na 5. metrze Woźniak. W odpowiedzi gospodarze wyszli z kontrą, którą w sposób niezgodny z przepisami zatrzymał Wojciechowski, oglądając żółty kartonik. Pięć minut później to gospodarze egzekwowali rzut wolny z odległości około 30 metrów. Do wybitej piłki dopadł jeden z zawodników TSP, ale Kudła nie dał się zaskoczyć. W 15. minucie mogliśmy mówić o sporym szczęściu, kiedy po soczystym uderzeniu sprzed pola karnego, piłka zatrzymała się na lewym słupku bramki GieKSy. Minutę później wypełniony po brzegi sektor gości eksplodował po raz pierwszy: z lewej strony piłkę w pole karne ostro wstrzelił Rogala, a z najbliższej odległości skierował ją do siatki Szymczak. Niestety prowadzeniem cieszyliśmy się niespełna trzy minuty. Nasi obrońcy dali się ograć na lewej stronie, w dodatku zostawiając na 11. metrze zupełnie niepilnowanego Bilińskiego, który mocnym strzałem pod poprzeczkę nie dał szans Kudle. W 24. minucie świetnie akcję TSP zatrzymał Rogala, ruszyliśmy z kontrą, w wyniku której Szwedzik mocno zacentrował wzdłuż bramki, jednak nikt z naszych zawodników nie doszedł do piłki. W 29. minucie fatalną stratę w środku pola zanotowali gospodarze, po której na bramkę Polacka ruszyli Szymczak ze Szwedzikiem, ale niestety nieco przekombinowali i obrońcy zdążyli wybić piłkę na rzut rożny. Dwie minuty później za brzydki faul na Jaroszku w środku pola żółtą kartkę otrzymał Jakub Bieroński. W 34. minucie kapitalnie na prawej stronie uruchomiony został Gutowski, jednak jego dośrodkowanie jeszcze lepiej zablokował Rogala, a rzut rożny zakończył się uderzeniem obok bramki. W odpowiedzi obejrzeliśmy dobry przerzut na prawą stronę do Szwedzika, po którego akcji zablokowany został Szymczak. Po chwili rzut wolny z prawej strony egzekwował Figiel, bez większego zagrożenia. Z kolei w 38. minucie to Podbeskidzie miało stały fragment gry z narożnika pola karnego. Goku, zamiast centrować, kompletnie zaskoczył naszych zawodników, zagrywając piłkę przed pole karne, na szczęście uderzenie o centymetry minęło lewy słupek naszej bramki. Po kolejnych dwóch minutach po raz kolejny mieliśmy furę szczęścia, kiedy to po szybkiej akcji kompletnie niepilnowany 10 metrów przed Kudłą znalazł się Merebashvili. Na szczęście Gruzin chybił celu. Jednak w przeciągu kolejnych kilku minut ten sam zawodnik dwukrotnie bardzo groźnie dośrodkowywał z prawej strony. Za pierwszym razem mocne uderzenie zablokował Jaroszek, za drugim – skończyło się niecelną główką z pola bramkowego. I kiedy wydawało się, że drugi gol dla gospodarzy jest kwestią czasu, w 45. minucie po raz kolejny dał o sobie znać Filip Szymczak. Wypożyczony z Lecha młody napastnik świetnie poradził sobie na 17. metrze z obrońcą gospodarzy, a następnie fantastycznym strzałem w okienko dał ponowne prowadzenie GieKSie. Piłka wprawdzie odbiła się jeszcze od poprzeczki i murawy, ale miało to już miejsce daleko za linią bramkową. Chwilę później arbiter zakończył niezwykle ciekawą i obfitującą w sytuacje bramkowe pierwszą połowę.

Początek drugiej odsłony to próby ataków TSP (które wyszło z jedną zmianą: Bierońskiego zastąpił Frelek) i kilka groźnie zapowiadających się kontr GieKSy. Po jednej z nich niecelnie dośrodkowywał Rogala, po kolejnej – niedokładnie w polu karnym podał Jaroszek. Ten sam zawodnik chwilę później przerwał faulem akcję gospodarzy, za co obejrzał żółty kartonik. W 53. minucie ponownie w polu karnym niepilnowany znalazł się jeden z zawodników Podbeskidzia, na szczęście strzelił zbyt lekko i w środek bramki, dzięki czemu Kudła nie miał problemów ze złapaniem piłki. Trzy minuty później Gutowskiego i Wypycha zastąpili Janota i Scalet. Chwilę później po raz kolejny dobrze wyłapał piłkę przy lewym słupku Kudła. W kolejnych minutach gospodarze nas mocno przycisnęli. Najpierw Jędrych wybił piłkę z 5. metra, następnie strzał został desperacko zablokowany przez naszych obrońców, a na koniec oglądaliśmy niecelny strzał głową po rzucie rożnym. W 63. minucie trener Górak zdecydował się na podwójną zmianę: boisko opuścili Jaroszek i Szwedzik, a w ich miejsce weszli Urynowicz i Błąd. Trzy minuty później groźnie z 15 metrów strzelał Szymczak, a odbitą piłkę niecelnie próbował dobijać głową Sadowski. W 74. minucie mieliśmy kapitalną okazję do podwyższenia prowadzenia, kiedy po podaniu Szymczaka od połowy boiska sam na sam z Polackiem biegł Rogala, jednak golkiper gospodarzy zwycięsko wyszedł tej próby. W 78. minucie Szymczaka zastąpił Samiec-Talar. Tym samym Woźniak zajął miejsce na szpicy, jednak już po trzech minutach został on zmieniony przez Kozłowskiego. W 83. minucie dośrodkowanie TSP z lewej strony do „pustaka” kapitalną interwencją wybił na róg Sadowski. Minutę później groźnie, ale na szczęście niecelnie głową strzelał Frelek. W odpowiedzi Błąd wpadł w pole karne gospodarzy, ale nie zdołał celnie podać do partnerów. W 87. minucie żółtą kartką za dyskusje upomniany został Frelek. Dwie minuty później wydawało się, że jeden z zawodników gospodarzy został sfaulowany w naszym polu karnym, na nasze szczęście sędzia wcześniej odgwizdał spalonego. Po chwili dobrze zapowiadającą się kontrę niecelnym podaniem zakończył Samiec-Talar. W doliczonym czasie gry za faul w środku pola żółtą kartkę ujrzał Kozłowski. Jeszcze w ostatniej akcji meczu głową próbował uderzać Rodriguez, piłkę złapał Kudła i Sebastian Jarzębiak zagwizdał po raz ostatni. Tym samym czwarte z rzędu zwycięstwo w stolicy Podbeskidzia stało się faktem.

Prawie 4000 kibiców, z czego dużą część stanowili GieKsiarze, była świadkami dobrego, szybkiego i emocjonującego meczu. Podobać mogła się zwłaszcza współpraca dwóch naszych młodych napastników. W defensywie mieliśmy sporą dozę szczęścia, ale jak wiadomo, sprzyja ono lepszym. Dzięki temu zwycięstwu uzyskaliśmy nieco więcej spokoju przed przerwą zimową.

4.12.2021, Bielsko-Biała
Podbeskidzie Bielsko-Biała – GKS Katowice 1:2 (1:2)

Bramki: Biliński (19) – Szymczak (16, 45).
Podbeskidzie: Polacek – Wypych (56. Scalet), Kowalski-Haberek, Biliński, J. Bieroński (46. Frelek), Merebashvili (77. Polkowski), Gach (85. Wełniak), Goku, Rodriguez, Gutowski (56. Janota), Mikołajewski.
GKS Katowice: Kudła – Wojciechowski, Janiszewski, Jędrych, Sadowski, Rogala – Woźniak (82. Kozłowski), Figiel, Jaroszek (63. Błąd), Szwedzik (63. Urynowicz) – Szymczak (77. Samiec-Talar).
Żółte kartki: Bieroński, Kowalski-Haberek – Wojciechowski, Jaroszek, Kozłowski.
Arbiter: Sebastian Jarzębak (Bytom).
Widzów: 3720 (w tym 1150 kibiców GKS Katowice).

4 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

4 komentarze

  1. Avatar photo

    Robson

    4 grudnia 2021 at 15:12

    Brawo GieKSa Brawo nasi Kibice!
    Piękny mecz znakomita oprawa i doping!

  2. Avatar photo

    Łukasz Z.

    4 grudnia 2021 at 16:11

    Brawo panowie!!! Bardzo ważne 3punkty. Będzie spokojniejsza, ale oby nieprzespana zima! Cała Gieksa razem!!!

  3. Avatar photo

    Kato

    4 grudnia 2021 at 17:01

    To raczej sprawa umysłu, bo o umiejętności się nie boje. Przynajmniej na utrzymanie w tej pierwszej lidze.
    Profesjonalnie przepracować przerwę i nabrać pewności że 100% da się zamienić na bramkę.
    No i grać w obronie głową a nie cementować nieudolnie bramkę dla zachowania wyniku.
    Poprawić komunikacje w drużynie, przyśpieszymy dynamikę gry i przestaniemy być czytelni dla przeciwnika.
    Nie jest tak źle, ale nie jest dobrze. Wszystko zależy od podejścia do sprawy sztabu i samych zawodników. Nie zmarnować czasu, bo bez przemyślanego i świadomego szkolenia nic nie osiągniemy.
    Ino GIEKSA!

  4. Avatar photo

    Gieksiorz

    5 grudnia 2021 at 11:58

    Brawo piłkarze i brawa dla Nas kibiców, teraz dobrze przepracować zimę, wzmocnienia mądre,a My w rundzie wiosennej liczniej musimy u nas na bukowej ????

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga