Kibice
Dynamo Drezno: Jak to się zaczęło i zakończyło
W zinie wyjazdowym ukazała się historia kontaktów kibiców GieKSy z fanami niemieckiego Dynama Drezno. Dziś publikujemy cały tekst na łamach GieKSa.pl. Autorem jest Eric Cantona.
Kibice GieKSy, jeśli weźmiemy pod uwagę międzynarodowe znajomości, są w pewnych kryteriach ewenementem, którego polska scena kibicowska nie widziała. Od 1996 roku mieliśmy zgodę z Banikiem Ostrava, a dzięki tej przyjaźni nawiązaliśmy kontakty i utworzyliśmy układ chuligański ze słowackim Spartakiem Trnava. Mimo to w Polsce wciąż obowiązywała zasada: „Sami przeciw wszystkim”, która była naszym znakiem firmowym. Mało jest w kraju ekip, które przez ponad 20 lat z nikim z polskiego podwórka nie miały sztamy i potrafiły przez ten czas funkcjonować na dobrym poziomie.
Kilkanaście lat temu powstała nowa międzynarodowo relacja – tym razem polsko-niemiecka. Wiele osób (szczególnie z niemieckiej strony) myślało, że urodzi się z tego coś więcej. Od czego się zaczęło i jak to się zakończyło?
Preludium całej historii zaczyna się w 1997 roku. Miros, przedstawiciel Paderewy i fanatyk GieKSy, w wieku 13 lat przeprowadza się wraz z rodzicami do wschodnich Niemiec. Zamieszkał nieopodal Drezna – w Radebeul. Wyjeżdżając z Polski, nie zapomniał o swoim przywiązaniu do GieKSy, biorąc ze sobą płótno „Forever GKS”, które będzie wisiało w kolejnych latach na Rudolf-Harbig-Stadion.
Miros kochający piłkę nożną, zaczął uczęszczać na stadion miejscowego Dynama, a atmosfera na trybunach zaczęła go mocno fascynować. Udzielał się w młynie, dojrzewał wśród fanatyków Dynama i zaczął poznawać wszystkie ważniejsze osoby. Po czasie rozpoczął treningi, wyjazdy, wspólne imprezy, stadionowe awantury i ustawki – stał się jednym z nich, nie będąc już anonimową personą wśród chłopaków z Drezna.
Wspomnianą flagę „Forever GKS” zabrał po raz pierwszy na wyjazd do Plauen w 1999 roku. W Niemczech panował zupełnie inny klimat niż w Polsce, jeśli chodzi o wywieszanie swojego płótna na trybunach. Mając akceptację wśród swoich kolegów, nikt specjalnie nie zwracał uwagi na fanę sławiącą GKS, tym bardziej że barwy miała mocno zbliżone do Dynama.
Dynamo w tamtym okresie było „podjarane” polską sceną kibicowską, która wtedy miała swoje złote lata. Mieliśmy awantury, a flagi na naszych stadionach typu: Banditen, Fighters czy South Boys bardzo im się podobały. Międzynarodowy skrót „ACAB” jest znany w całej Europie, ale Dynamo czy FC Nurnberg woleli powiesić u siebie flagę „CHWDP” – wszystko po prostu z fascynacji polską sceną.
Zawioł, przyjaciel Mirosa, zaczął pisać z nim zin „Bad Boys”, który ujrzał przynajmniej 5 numerów, z redakcją korespondencyjną w Niemczech. Wspominam o tym tytule zina, ponieważ w późniejszych latach za prośbą Mirosa, ultrasi Dynama namalowali ręcznie znaną flagę „Bad Boys – Dumni po zwycięstwie – Wierni po porażce – Drezno”, która na żywo robiła ogromne wrażenie. Tych flag ręcznie robionych ultrasi z Drezna namalowali wiele i trzeba przyznać, że mieli spore umiejętności, bo wiele z nich do dziś powiewa na meczach Dynama.
Z inicjatywy Mirosa, w 2000 roku doszło do pierwszego nawiązania relacji GKS – SGD. Zaprosił on kilku fanów Dynama do Katowic, gdzie na Paderwie w swoim starym mieszkaniu, zaczęli wspólnie (wraz z fanami GKS) oglądać na VHS-e awantury oraz ustawki z udziałem chuliganów Dynama. Po czasie relacje zaczęły się polepszać, ale głównie na linii ultrasów obu grup. Wówczas oprawami na trybunach GieKSy zajmowała się ekipa Net F@ns GieKSa, która była naszą pierwszą oficjalną grupą ultras na Bukowej. Tematu z oficjalnym układem nigdy nie było, bo zgodę na to musiałaby wydać chuliganka GKS-u.
W Dreźnie było inaczej. Tam podział na grupy chuligańskie i ultras był tak wielki, że każda z frakcji mogła zawierać swoje zgody i one nie dotyczyły reszty młyna. Po prostu taki mieli klimat. Jednak nasza znajomość trwała, mimo iż nie była jakoś specjalnie pielęgnowana. Problem tkwił raczej w polskiej mentalności, gdzie nie zapomniano jeszcze krzywd wyrządzonych podczas wojen przez Niemców i Rosjan. W wielu głowach było nie do pomyślenia, żeby polski kibic nawiązywał pozytywne relacje z ekipą z tych państw. W ten sposób na Bukowej nie brakowało sceptyków Dynamo. Poza tym kolejnym bardzo ważnym czynnikiem, który nie pozwolił rozwinąć się przyjaźni z Saksończykami, był język. W tamtym czasie niewielu znało angielski, a niemieckiego prawie nikt. Zresztą u nich było podobnie (z angielskim) i to była fundamentalna przeszkoda w kontaktach obu grup.
Z czasem, po pozytywnym nastawieniu wobec siebie ultrasów, chuligani obu grup postanowili poznać się oficjalnie i tak oto jesienią 2002 roku do Drezna pojechała 17-osobowa delegacja bandy. W jej skład weszło także 2 fanów Banika, który od samego początku był sceptycznie nastawiony do Dynama. Wynikało to z tego, że kilka lat wcześniej Fan Club Cheb został obity przez Dynamo przy granicy. GieKSiarze chcieli swoim czeskim braciom pokazać, że Dynamo jest w porządku i że nie ma już żadnego ciśnienia na siebie.
Na miejscu okazało się, że spotkanie przez ulewę zostało odwołane, więc Dynamo nie pozwoliło, aby droga naszej delegacji poszła na marne i zaprosiło wszystkich do knajpy nieopodal stadionu. Znajdowała się tam już 200-osobowa ekipa fanów z Drezna. Od momentu wejścia GieKSiarzy do pubu dbali oni o to, aby nikomu z Katowic nie zabrakło najlepszego napoju kibica. Doszło nawet do sytuacji, że Dynamo chciała zorganizować walkę z jedną niemiecką chuligańską ekipą, żeby także udział w niej wzięła GieKSa. Katowiczanie jednak stanowczo odmówili ze względu na brak oficjalnego układu, nie wspominając już o zgodzie. Dynamo nie dawało za wygraną i chciało bardzo zgodę przybić tego wieczoru, polewając złocisty trunek. Jednak chuligani GieKSy po 2 godzinach goszczenia, stwierdzili, że wracają do Katowic.
Po odłożeniu decyzji Dynamo zostało oficjalnie zaproszone 18 maja 2003 roku na mecz z Wisłą Kraków, który GieKSa wygrała 1:0. Każdy GieKSiarz obecny na spotkaniu, zapewne pamięta, jaka wtedy panowała atmosfera. Niemcy przywieźli flagę „Hooligans Elbflorenz”, która wisiała na Blaszoku. Co ciekawe, flaga do dnia dzisiejszego ma zakaz bycia wieszaną na stadionie Dynama, a wiążę się to z kryminalną przeszłość grupy. Niemcy byli tak „podjarani” dopingiem i całą otoczką na Bukowej, że zaczęli nas sami od siebie traktować jako zgodę, nawet fanów Banika…
Chwilę później 08 czerwca 2003 roku doszło do kuriozalnej sytuacji na meczu Dynamo – Preußen Münster. W trakcie meczu został wywieszony transparent: „European Football Army”, któremu towarzyszyły herby Banika, Dynama i GieKSy…
Płótno nie zdobyło uznania w Ostrawie, a mówiąc krótko – strasznie wkurwiło Banik. Jeszcze bardziej zniechęciło ich do Niemców. Jak mało poważnie zachowali się tego dnia ultrasi Dynama, świadczy fakt, że pojechali sobie wtedy bez uzgodnienia do Liberca na wyjazd… Banika. Chuligani z Bazalu na ich widok raczej się nie ucieszyli i Dynamo nie zostało przywitane tak, jakby sobie tego życzyło.
Od tego momentu Banik nie chciał mieć nic wspólnego z Dynamem i gdy obydwie ekipy przyjeżdżały do Katowic, kibice GieKSy musieli ich gościć w osobnych lokalach, żeby nie trafili na siebie.
27 września 2003 roku kibice GieKSy wyruszyli do Drezna, gdzie pierwszy raz oficjalnie powiesili swoje płótna na meczu Dynamo – FC Chemnitzer. Były to flagi „GKS Katowice” oraz „VIP”.
Kolejnym meczem, na którym GieKSiarze zameldowali się w Dreźnie, był sparing z FC Nurnberg jesienią 2004 roku. Persona Non Grata pojawiła się z płótnem „Łowcy śmierdzieli”.
Następna wizyta GieKSiarzy z płótnem odbyła się jesienią 2006 roku na kibicowski hit z FC Magdeburgiem, które jest od kilkunastu lat w przyjacielskich stosunkach z Hutnikiem Kraków. GieKSa tym razem zabrała ze sobą flagę „Pierońskie Hanysy”, a delegacja liczyła 10 osób.
W tamtych latach fani GKS-u wielokrotnie pojawiali się w Niemczech, odwiedzając się z kibicami Dynama, jednak nie za każdym razem byli tam z flagami. Z kolei flaga „most”, czyli „Bad Boys”, po kilku wzajemnych wizytach Dynama z Mirosem na czele, została na stałe w Katowicach jako znak dobrych relacji.
Dynamo oprócz wspomnianego meczu z Wisłą wspierało GKS w Poznaniu na Pucharze Polski wiosną 2004 roku, na który pojechało 68 kibiców GieKSy (w tym 4 fanów SGD).
Kolejna ich oficjalna wizyta z płótnem „Brutal Fans Dynamo Dresden” miała miejsce na hitowym spotkaniu na poziomie czwartej ligi z GKS-em Tychy. Spotkanie odbyło się 1 października 2005 roku przy komplecie publiczności, niezliczonej liczby pirotechniki, kapitalnych opraw, 1500 fanów gości i awanturze z policją na murawie. Lepszej reklamy polskich trybun 6 fanów Dynama nie mogło sobie wymarzyć.
Następną datą, kiedy niemiecka delegacja zawitała do Katowic, był 18 czerwca 2006 roku, czyli baraż z BKS-em Stal Bielsko-Biała. Fani z Dynama wspólnie z 12000 kibiców GieKSy świętowali awans. Zabrali ze sobą znaną już nam flagę „Hooligans Elbflorenz”. Na płocie wisiała również podarowana wcześniej flaga „Bad Boys” oraz płótno chłopaków z Brigade Germany.
Jesienią 2006 roku, grając w starej trzeciej lidze, GieKSa miała do zaliczenia wyjazd do Słubic, nieopodal niemieckiej granicy. Wybrało się tam 110 GieKSiarzy. Dynamo, które chwilę wcześniej wsparł GKS na prestiżowym spotkaniu z Magdeburgiem, postanowiło się zrewanżować i przyjechało w 20 osób z flagą „1953”. Już wcześniej ze strony przyjaciół z Ostrawy, zaczynały do fanów GieKSy dochodzić niepokojące głosy, że Dynamo niejednokrotnie zabawiało się w czeskiej Pradze, nawiązując tam relacje z chuliganami Sparty – największej kosy Banika. Kibice z Drezna stanowczo się od tego odcięli, jednak widząc apogeum ciśnienia Chacharów w kierunku Niemców, GieKSa musiała zdecydować. Nie mogło być inaczej, ufając Banikowi i z szacunku dla swoich braci, z którymi w tamtym roku świętowano 10-lecie zgody, GieKSa postanowiła zakończyć relacje na linii Dynamo Drezno – GKS Katowice.
Miesiąc później, dokładnie 14 października 2006 roku, GieKSa grała ważny pojedynek z GKS-em Jastrzębie. Fani Dynama mocno się zmobilizowali i przyjechali w 60 osób pokazać, że zależy im bardzo na naszej relacji. Przywieźli ze sobą ogromne płótno „Sportgemeinschaft Dynamo Dresden”, które zajęło prawie pół ogrodzenia Blaszoka. Na meczu przez konflikt zarządów obu klubów odnośnie puli biletów oficjalnie nie pojawili się goście. Jednak chuligani z Jastrzębia zadbali o atrakcje na meczu. Najpierw ujawniając się na sektorze numer 6, gdzie zostali szybko obici przez GieKSę. Potem w trakcie meczu próbowali od strony parku wjechać pod kasy, ale ich akcję udaremniła policja. GieKSa oczywiście wyszła przywitać Jastrzębian, ale ostatecznie to mundurowi stali się celem. Wywiązała się duża awantura, a radiowozy zostały wywrócone do góry kołami. W tej awanturze udział brało także Dynamo, a jeden z niemieckich fanów doświadczył na własnym ciele, czym „częstuje” polska policja, dostając z gumowejkuli.
.
Wizyty Dynama w Katowicach do dziś są dobrze wspominane wśród GieKSiarzy, którzy pamiętają Niemców rozdających kalendarze, vlepki itd. z emblematami SGD przy Bukowej. Chętnie dzielili się tym co mieli i dochodziło do wymiany barw. Przywozili ze sobą również albumy ze zdjęciami, co mocno się podobało, bo takiej kolekcji można było tylko pozazdrościć. W drugą stronę też nie ma jakiejś urazy i GieKSiarze mile widziani są w Dreźnie, mimo braku oficjalnych kontaktów.
Ostatnim akcentem, było wsparcie GieKSiarzy z Brigade Germany z flagą „Brigada Silesia”, na wyjeździe Dynama w Dusseldorfie wiosną 2007 roku. Podczas wejścia naszych 7 fanów na sektor gości, cały stadion gospodarzy usłyszał „GKS! GKS! GKS!”, które z radości wykrzyczało Dynamo.
To był definitywny koniec relacji polsko-niemieckiej. Warto jednak wspomnieć, że ultrasi Dynama wciąż mają pozytywne relacje z polskimi kibicami. Aktualnie dobrze żyją z fanami Miedzi Legnica, z którymi utrzymują prywatne relacje.
W tej chwili Dynamo Drezno jest uważane przez wielu za najlepszą bandę w Niemczech i niech nikt nie bierze tego przez pryzmat starych czasów. Niemiecki ruch kibicowski mocno się odrodził i choć do Polaków wciąż im wiele brakuje, to na pewno nie jedni by się na nich przejechali. Fani Dynamo mają aktualnie zgody z FSV Zwickau i FK Sarajevo. Obie zgody zawarte są rzez ultrasów.
Na zakończenie chciałbym pozdrowić i podziękować Mirosowi za przedstawienie całej historii, którą niewątpliwie chciało poznać wielu kibiców GieKSy i nie tylko. Pozdrawiam Dynamo Drezno, które podobnie jak GKS Katowice, pomimo dobrej renomy kibiców w swoim kraju, musi tułać się po niższych ligach. Jednak w tym roku los się do nas uśmiechnął i mogliśmy świętować awans swoich drużyn.
Eric Cantona
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.















Roh
29 czerwca 2021 at 17:17
Ciekawy artykół.
Fabian Dynamo Dresden
3 lipca 2021 at 23:15
Viele schöne Erinnerungen beim Lesen dieses Textes an die Besuche in der Bukowa Straße. Eine wilde, schöne und verrückte Zeit mit vielen unvergesslichen Erlebnissen
Bob
24 czerwca 2022 at 22:10
Servus nach Dresden.
Glaubst es wäre kein Problem mit GKS Utensilien mal ein Spiel von Dynamo, egal ob heim oder auswärts zu besuchen? Gruß
1964 GKS
1 lipca 2021 at 06:59
Jak to mawiają nasi bracia z Ostravy : To se ne vrati