Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Wielosekcyjny przegląd doniesień mediów: Plan sparingów GKS-u Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

W minionym tygodniu piłkarze GieKSy rozegrali dwa spotkania: pierwsze z nich wygrali 2:0 z Pogonią Siedlce, Drugie spotkanie przegrali z Stalą Stalowa Wola 0:2. Pomeczowe prasówki z tych spotkania przeczytacie odpowiednio tutaj i tutaj. Siatkarze oraz hokeiści mają przerwę pomiędzy sezonami, w sekcji siatkarskiej i hokejowej zakończono kontraktowanie zawodników. Sekcja siatkarska ogłosiła plan sparingów przed sezonem 2020/21. Piłkarki przygotowują się do startu nowego sezonu.

 

PIŁKA NOŻNA

sportdziennik.com – Stadion? Z mozołem, ale do przodu

Rozmowa z Bogumiłem Sobulą, wiceprezydentem Katowic.

Jak ocenia pan postępy prac mających doprowadzić do powstania nowego stadionu w Katowicach?

Bogumił SOBULA: – Jestem zadowolony. Krok po kroku zmierzamy do przodu. Mieliśmy kryzys w relacjach z wykonawcą projektu. Od momentu przesilenia, tak dokładnie relacjonowanego zresztą przez media – i zresztą chyba potrzebnego – wszystko idzie tak, jak zakładaliśmy. Został przygotowany projekt dla dwóch etapów budowy. Kosztorysy o wartościach, których decyzją miasta nie można było przekroczyć, zostały już przygotowane i zweryfikowane (kosztorys dla 1. etapu nie mógł być wyższy niż 186 mln zł netto – dop. red.).

Oczywiście, w postępowaniu przetargowym rynek odpowie, czy finalnie będzie poniżej, czy powyżej tych kwot. Mam nadzieję, że poniżej. W tej chwili czekamy na złożenie wniosku o pozwolenie na budowę. Zakładam, że po tych formalnościach, z końcem tego roku, powinniśmy ogłaszać przetarg na głównego wykonawcę.

Do uzyskania pozwolenia na budowę konieczne jest nabycie przez miasto działki o powierzchni 1660 m2, należącej do Spółki Restrukturyzacji Kopalń, której cenę wywoławczą wyznaczono na 300 tysięcy złotych. Aukcja zaplanowana jest na wtorkowe przedpołudnie. Czy kibice mają się czego obawiać?

Bogumił SOBULA: – Jestem spokojny. Z dwóch powodów. Zakładam, że nabędziemy tę nieruchomość. Jeśli jednak zdarzyłoby się – nie wiem co prawda, z jakiego powodu, ale życie jest życiem – że do takiej sytuacji nie dojdzie, będziemy gotowi na wariant awaryjny. Byłoby trochę trudniej, ale inwestycja stadionowa nie jest w żaden sposób – na zasadzie „zero-jedynkowej” – uzależniona od tego, czy miasto nabędzie działkę od SRK.

To nie być albo nie być, choć łatwiej oczywiście byłoby, gdybyśmy ją mieli. To teren towarzyszący, a nie powierzchnia na stadion czy halę. Żeby jednak to wszystko prezentowało się bardzo dobrze i tak, jak zakłada wstępna koncepcja, lepiej, jeśli działkę nabędziemy. Mam nadzieję, że 21 lipca odhaczymy na „check-liście” kolejny istotny krok dla tego procesu inwestycyjnego.

Czy jeśli wskutek pandemii budżet Katowic miał nie udźwignąć tej inwestycji, to dowiedzielibyśmy się o tym już na majowej sesji rady miasta, gdy były przegłosowywane poprawki do budżetu?

Bogumił SOBULA: – Miasto Katowice od lat prowadziło aktywną, ale rozsądną i bezpieczną politykę finansową. Dbamy o to, by inwestować, bo inwestycje przyciągają nowych mieszkańców, nowych podatników – zarówno z obszaru życia gospodarczego, jak i osoby fizyczne. Dzięki temu koło się kręci.

Prezydent Marcin Krupa jednoznaczne – nawet w apogeum pandemii – potwierdzał, że będziemy budowali stadion. W tej chwili nie ma jakichkolwiek przesłanek, by weryfikować to stanowisko. Nic się nie zmienia. Idziemy krok po kroku. Mozolnie, bo mozolnie – ale do przodu.

 

Dwa meczbole poszły w aut

Mieli być jak nieomylni saperzy, a w przedostatniej kolejce zdobyli łącznie tylko… punkt. W II lidze trwa wyścig żółwi o awans. Górnikowi Łęczna brakuje już tylko remisu, Widzewowi – zwycięstwa, a GKS-owi Katowice – małego cudu.

W miniony weekend nie poznaliśmy jeszcze ani jednego beniaminka I ligi. Wiemy za to, że na pewno nie będzie już „małej tabeli” między Łęczną, GKS-em a Widzewem, bo niemożliwe jest, by zakończyły sezon zasadniczy z równą liczbą punktów. To zła wiadomość dla katowiczan, bo w ewentualnej małej tabeli wyprzedziliby Łęczną, ale dziś mają już świadomość, że aby prześcignąć któregoś z rywali, muszą zgromadzić od niego więcej „oczek”. Z Łęczną mają gorszy bilans bezpośrednich starć (0:1 i 2:1), z Widzewem – równy (1:1 i 1:1), za to ustępują mu w bramkach (+17, przy +29 łodzian). W skrócie: chcąc awansować bezpośrednio, GKS musi w sobotę pokonać Resovię i liczyć albo na porażkę Łęcznej w Legionowie, albo na brak zwycięstwa Widzewa w domowej konfrontacji ze Zniczem Pruszków.

[…] Dwie ostatnie niedziele oznaczały dla GieKSy dwie piłki na wagę sezonu. Nie ścięła ani jednej. Mogła zameldować się w strefie premiowanej bezpośrednim awansem po meczu z Widzewem, ale zamiast wygrać zremisowała. Mogła to uczynić przedwczoraj, wiedząc już o porażce łodzian w Rzeszowie i zwyciężając w Stalowej Woli, ale przegrała. Losy promocji do I ligi nadal są w nogach katowiczan – tyle że nie jest to już kwestia tylko jednej ligowej kolejki, a również barażu.

Wiadomo już, że jeśli do niego przystąpią, to z pozycji nr 3, czyli oba barażowe mecze rozegrają przy Bukowej, gdzie bilans w tym sezonie mają świetny (10-3-3). Nie wiadomo oczywiście, z kim. Obecnie 6. miejsce zajmuje Olimpia Elbląg, która jak wiadomo postawiła już raczej nie na walkę o awans, a o premię z Pro Junior System, rezygnując z trenera Adama Noconia i kilku czołowych zawodników. Pierwotnie elblążanie nie występowali nawet o licencję na I ligę (jej posiadanie to warunek uczestnictwa w barażu), ale przed tygodniem zmienili zdanie i wystąpili do PZPN z prośbą o zgodę na złożenie wniosku. Posiedzenie Komisji ds. Licencji Klubowych – już w tę środę. Dla GKS-u byłby to dobry scenariusz, bo z ewentualnej barażowej czwórki elblążanie z pewnością będą najsłabsi, ale muszą jeszcze w tym gronie się utrzymać, co łatwe nie będzie.

[…] Wczoraj w moment rozeszło się około 100 przeznaczonych do wolnej sprzedaży biletów na sobotni mecz z Resovią. Czyli wiara w katowickim narodzie mimo wszystko jest. Bo co innego pozostało? Trzeba małego cudu, ale takowy Katowice już znają. 5 lat temu Rozwój awansował na zaplecze ekstraklasy, mimo że kolejkę przed końcem zajmował dalekie 6. miejsce. W tej lidze niemożliwe nie istnieje.

 

2×45.info – II liga: Widzew znów się skompromitował, ale GKS zrobił to w jeszcze lepszym stylu. Elana trzecim spadkowiczem

Druga liga powoli finiszuje. W miniony weekend zawodnicy rozegrali przedostatnią, 33. kolejką rozgrywek, w której emocji nie brakowało. Kolejną wpadkę (którą już w tym sezonie?) zanotował Widzew Łódź, który przegrał z Resovią 0:1. Mimo tego nadal jest na miejscu dającym bezpośredni awans, bo skompromitował się też katowicki GKS, który nie wykorzystał szansy i poległ w Stalowej Woli. Powrót na pierwszoligowe boiska mógł sobie zapewnić Górnik Łęczna, ale… oczywiście solidarnie z Widzewem i GKS-em, nie wygrał swojego meczu.

[…] Taki rezultat spowodował, że szampany mrozili powoli w Katowicach. W przypadku zwycięstwa ze Stalą, GKS wyprzedziłby łodzian w tabeli i miałby wszystko wyłącznie w swoich nogach. Katowiczanie mają jednak ogromne problemy w spotkaniach, którym towarzyszy presja. To potwierdziło się ze „Stalówką”. Gospodarze, którzy też grali o życie (w zasadzie o utrzymanie) już w 8. minucie objęli prowadzenie po bramce Szymona Jarosza. Tuż przed końcem pierwszej części, fatalny błąd w defensywie wykorzystał Kacper Śpiewak i tym samym podwyższył wynik, który ostatecznie nie uległ już zmianie. Tym samym GKS może śmiało pluć sobie w brodę, bo zepsuć taką szansę na wyprzedzenie rywala na ostatniej prostej, to duża sztuka.

Wyścig o awans, to prawdziwa rywalizacja żółwi.

 

tylkokobiecyfutbol.pl – Ekstraligowy rynek transferowy: notowanie drugie

Czas na drugie notowanie naszego transferowego rynku. W tym tygodniu nie brakowało transferowych hitów, a wiele z tych transferów będzie można uznać za transfery tego okienka.

[…] GKS GieKSa Katowice

PRZYCHODZĄ : Klaudia Maciążka (Rysy Bukowina Tatrzańska), Aleksandra Lizoń (TS ROW Rybnik), Klaudia Łasicka (Mitech Żywiec)

MOGĄ PRZYJŚĆ : Anita Turkiewicz (AZS PWSZ Wałbrzych), Weronika Kłoda, Aleksandra Drąg (Górnik Łęczna)

ODCHODZĄ :  Dominika Sýkorová, Angelina Łąckiewicz-Oślizło (zakończenie kariery), Joanna Węcławek, Joanna Wróblewska (Śląsk Wrocław), Agata Sobkowicz, Magdalena Wojcik (Rolnik Głogówek),

MOGĄ ODEJŚĆ : –

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Plan sparingów GKS-u Katowice

GKS Katowice ogłosił plan sparingów na tegoroczny okres przygotowawczy. Pierwsze towarzyskie starcie podopiecznych Grzegorza Słabego przed rozpoczęciem nowego sezonu PlusLigi to mecz ze Stalą Nysa rozgrywany na terenie rywala. W wypadku kolidowania tego terminu z finałami Ligi Letniej PLS mecz odbędzie się dwa dni wcześniej tj. w czwartek 6 sierpnia.

Siatkarze GieKSy w ramach budowania formy meczowej odwiedzą także Zawiercie, dzień później zagrają rewanż w Katowicach. Czeka ich także wyjazdowy turniej w Częstochowie z udziałem pierwszoligowego Exact Systems Norwida Częstochowa, MKS-u Będzin i Stali Nysa.

Ponadto sztab szkoleniowy klubu w razie potrzeby może zaplanować wspólne treningi z klubami z województwa śląskiego i jego okolic. W dniach 21-22 sierpnia GKS Katowice rozegra w hali OS Szopienice serię spotkań z PlusLigowymi rywalami z Będzina, Lubina i Rzeszowa. Turniej będzie miał charakter zamknięty, na tę chwilę nie przewiduje się obecności widzów na trybunach.

Ramowy plan sparingów GKSu Katowice przed startem sezonu 2020/2021:

8 sierpnia: sparing ze Stalą Nysa (Nysa)

14-15 sierpnia: sparingi z Aluron CMC Zawiercie (Zawiercie, Katowice)

19 sierpnia: trening z Jastrzębskim Węglem (Jastrzębie-Zdrój)

21-22 sierpnia: turniej z udziałem GKS-u, MKS-u Będzin, Cuprum Lubin i Asseco Resovii Rzeszów (Katowice)

4-5 września: turniej z udziałem GKS-u, Exact System Norwid Częstochowa, MKS-u Będzin i Stali Nysa (Częstochowa)

 

HOKEJ NA LODZIE

hokej.net – KTH Krynica jednak nie zagra w Polskiej Hokej Lidze!

Projekt KTH Krynica jeszcze dobrze nie został rozpoczęty a już wiemy, że w tym sezonie nie zobaczymy ekipy z Małopolski w Polskiej Hokej Lidze! Pomimo, otrzymania licencji powrót krynickiego hokeja do najwyższej klasy rozgrywkowej musiał zostać odłożony!

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki: 
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Kielc i Łęcznej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.

1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.

2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.

3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.

4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.

5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.

6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.

7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.

8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.

9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.

10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.

11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.

12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.

13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.

14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.

15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.

16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.

17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.

18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.

19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna  i schludna.

20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.

21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.

22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.

23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.

24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.

25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.

26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.

27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.

28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.

29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.

30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.

31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.

32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.

33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!

34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.

35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Od razu humor lepszy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Wygrać z Widzewem to zawsze coś pięknego. W mojej próżności kibicowskiej co jakiś czas pojawia się jakaś drużyna, z której niepowodzeń cieszę się szczególnie. Nie chce mi się udawać tutaj jakiejś wielkiej klasy i kreować się na nie wiadomo kogo. Jako ludzkość tak mamy w swojej specyfice, że tzw. schadenfraude istnieje i jedyne, co z tym ktoś może zrobić – i wiele ludzi robi – to po prostu mydli oczy całemu światu kreując się właśnie na kogoś innego. Oczywiście zawsze lepszego, niż jest w rzeczywistości. Kibicowanie jest stosunkowo bezpiecznym miejscem, żeby realizować swoje różne ciemne uczucia. Wszelkie antagonizmy, szowinizmy to danie upustu swoim historiom i nieraz może być grubo i gorąco. Problem pojawia się, kiedy ktoś to zaczyna traktować śmiertelnie poważnie. I wiemy, że oczywiście takie osoby są. Futbol to zabawa, choć poważna. Najbardziej poważna z niepoważnych rzeczy tego świata.

Te moje radości z niepowodzeń innych nie są jednak zawsze typowe dla kibica GKS. Na przykład niespecjalnie mnie cieszą porażki czy niepowodzenia Ruchu Chorzów. Mam kompletnie do tego neutralny stosunek. No może na jakiś minimalny minusik. Ale jeśli awansowaliby do ekstraklasy i mielibyśmy się z nimi mierzyć – nie martwiłbym się z tego powodu. Może też dlatego, że nie sądzę, by awansowali.

Po pamiętnych „brudnych pazurach” takim klubem była też dla mnie Arka Gdynia. Więc fajnie było, jak po porażce z nami w barażu nie awansowali do ekstraklasy, no i szkoda, że później awans nastąpił. Ale „karencja” w moich emocjach się zakończyła i w trakcie sezonu wrócił neutralny stosunek do gdynian. Nie cieszyłem się z ich spadku jakoś szczególnie. Podobnie było z Wisłą Kraków, ale teraz widząc jak ten zespół dobrze gra i jest bardzo sensownie prowadzony – również nie mam specjalnie negatywnych odczuć. I czeka nas trudne zadanie w grudniu.

Widzew to sytuacja szczególna. Poziom zadufania łódzkich kibiców, tzw. fanbazy i przeświadczenie o swojej wielkości jest (a w zasadzie chwilowo: był) tak wielki, że po prostu miło się patrzy na to systematyczne sprowadzanie na ziemię. GieKSa w Łodzi przegrała w dwóch poprzednich sezonach i ileż to ja tam się nasłuchałem o tym, jak to Widzew zaraz zaatakuje puchary, a wręcz się będzie włączał do walki o mistrzostwo. Wydawało się, że po zwycięstwie z GKS są już dosłownie o krok od Ligi Mistrzów. Uzasadniać to miały oczywiście wielkie pieniądze i wspaniałe transfery. No bo przecież ściąganie takich piłkarzy jak Mariusz Fornalczyk, który brylował w Koronie czy Sebastian Bergier, artystów pokroju Kornviga czy Leragera, a jakiś czas temu reprezentantów – Drągowskiego, Wiśniewskiego czy Świderskiego pokazywało, że w Łodzi tworzy się prawdziwy dream team. Niestety – jak się okazało – był to tylko wet dream.

(Boże, jak ja nie lubię tego określenia, ale tu mi pasuje do gry słów).

Dlatego to zderzanie się z rzeczywistością łódzkiego klubu jest miłe dla oka. Po prostu jak ktoś cwaniakuje i uważa się za lepszego od innych i że z urzędu mu się wszystko ułoży jak w bajce, to potem przychodzi proza życia, ciężka harówa i to, że jak mawiał klasyk „nazwiska w piłce nie grają”. Pieniądze też. I w życiu również nie grają pozory. Mogą one na chwilę zaciemnić obraz, ale zawsze na końcu wybiją się po prostu prawdziwe, merytoryczne wartości.

Oczywiście obecnie te opinie są biegunowo inne, bo przecież kibice Widzewa widzą, co się dzieje. Jedno zwycięstwo w trzynastu meczach, często dość kuriozalne tracenie punktów, ich straty w końcówkach meczów (zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz) sprawiają, że Łodzianie znów kręcą się w okolicach strefy spadkowej. Ich szczęściem jest to, że raczej remisują niż przegrywają i te ciułane punkciki ostatecznie jednak dużo dają w kwestii pałętania się w ogonie tabeli.

Tak więc sumarycznie, jeśli ktoś uzna to moje podejście za małostkowe, proszę bardzo. Jest takie.

Oczywiście to mniej istotny aspekt sobotniego meczu. Ważniejszym miało być po prostu zwycięstwo GieKSy. Po ostatnich porażkach potrzebowaliśmy trzech punktów jak tlenu – nie tylko do tabeli, ale także dla morale zespołu i kibiców.

Przyjechał Widzew, który – no właśnie – to co napisałem o zderzaniu się z rzeczywistością to jeden aspekt. Drugim jest to, że jednak ta jedna wygrana w sezonie to też jest pewna anomalia jak na tę kadrę. Widzew nie jest przecież aż tak słaby, żeby wygrać zaledwie raz na dwanaście (stan przed meczem z GKS). Widziałem wszystkie mecze RTS w tym sezonie, oprócz tego z pierwszej kolejki z Motorem. Fakt, że Łodzianie większość meczów zremisowali też nie bierze się z niczego. Dodatkowo potrafili mieć sporo dobrych momentów w tych meczach. Ze Śląskiem grając praktycznie cały pojedynek w dziesiątkę strzelili na wyjeździe trzy bramki i byli bliscy zwycięstwa. Z Lechem toczyli bardzo wyrównany bój i klops Drągowskiego zadecydował o porażce. Zagrali bardzo dobry mecz na Legii. Ostatni u siebie z Górnikiem też był niezły.

Więc Widzew to też nie są żadne ogóry. Uważam, że stać ich na normalny środek tabeli, a może nawet minimalnie górną połówkę.

I to też goście pokazali w Katowicach. Dla GieKSy był to mecz piekielnie trudny. Nasz zespół miał pewien problem z wejściem w to spotkanie, gra była w pierwszej połowie jakaś niemrawa, nie stwarzaliśmy zagrożenia pod bramką rywala. Widzew był aktywny, potrafił wyjść spod pressingu, dobrze rozprowadzali piłkę po bokach czy prostopadle. Do tego byli dynamiczni. Ewidentnie brakowało im jakości w wykończeniu, więc po ananasach typu Akere czy Bukari, teraz kibice z Łodzi muszą patrzeć na wyczyny niejakiego Biuka.

Mieliśmy trochę szczęścia. Znów – jak ostatnio w każdym meczu – Pau Resta miał momenty nieogarnięcia i rywal stwarzał zagrożenie. Przeciwnik był jednak mocno nieskuteczny, na posterunku był też Gabriel Kobylak, który jednak trzeba powiedzieć, że jest naprawdę pewnym punktem drużyny.

Na szczęście w pewnym momencie zaczęliśmy atakować śmielej. Była ta centra z wolnego Nowaka na głowę Galana i słupek, a zaraz potem Ilja strzelał prosto w bramkarza. No i wisienka – nomen omen – pierwszej połowy, czyli kapitalna akcja bramkowa. Kacper Łukasiak zapatrzył się chyba na Bartka z Zabrza, bo zagrał na Ilję Szkurina bardzo podobną piłkę. Tym razem nasz napastnik jednak nogą, a nie głową – wyprzedził Drągowskiego i wystawił Nowakowi do pustej bramki, a nasz najlepszy zawodnik tylko dołożył nogę. Wykorzystaliśmy włoską wiedzę Przemysława Wiśniewskiego, bo jak mawia legenda, w Italii uczono go, by w takiej sytuacji stać jak słup soli i podziwiać kunszt Pana Bartosza Nowaka.

Prowadziliśmy do przerwy, choć wcale prowadzić nie musieliśmy. Dlatego ten wynik był tak bardzo cenny.

Na początku drugiej połowy, również wybronił nas strażnik Gabriel, bo niestety dalej nie ustrzegaliśmy się błędów w defensywie. Na szczęście ofensywa robiła show. Tak jak pisałem po Koronie, brakuje nam często tych soczystych dośrodkowań w pole karne. Tym razem Mateusz Kowalczyk – ponawiając atak – z powietrza kopnął piłkę na tyle mocno, że dał szansę przejścia futbolówce przez większość piłkarzy. Ta trafiła do Bartka, a ten już wiedział, co z nią zrobić. Przy wydatnej pomocy Papanikolaou piłka wpadła do bramki, a gdyby wzrok mógł zabijać, to Drągowski byłby istnym Bazyliszkiem dla Greka. Po chwili kolejną kapitalną akcję rozpoczął Nowak, Sebastian Milewski piętą odegrał do Szkurina, Ilja dwukrotnie strzelał i w zamieszaniu podbramkowym Bartek na spółkę z Kapuadim wepchnęli piłkę do siatki.

Dodam tylko jeszcze w kwestii tego dośrodkowania Kowala. Jak pisałem niedawno, jest trochę irytujące, jak Marcin Wasielewski nie decyduje się na centrę tylko ciągle szuka jakiegoś kolegi z tyłu, najczęściej Alana Czerwińskiego. Tymczasem jak Marcin już się na to dośrodkowanie zdecyduje, to wychodzą naprawdę niezłe kopnięcia. I tak było w końcówce, gdy zacentrował na głowę Szkurina. Więc zachęcałbym do większej ilości takich prób, bo jestem przekonany, że zaraz ten zawodnik może mieć asystę.

Wyniku 3:0 nie spodziewaliśmy się w najśmielszych snach, a już tym bardziej przy niezłej do tej pory przecież postawie Widzewa. Mecz układał się kapitalnie.

Niestety znów dopadł nas meltdown. Sytuacja po rzucie rożnym – cóż, zdarza się. Choć jak przyglądam się powtórkom to myślę, że Kapuadi zawiesił się na Klemenzie i można by było tę sytuację rozpatrywać. VAR jednak nie za bardzo drgnął w tej sytuacji. No a potem mieliśmy kolejny błąd Resty, czyli niekontrolowane dość odbicie głową piłki, która trafiła pod nogi Świderskiego. Fakt, że ulubieniec Jana Urbana zachował się w tej sytuacji jak rasowy snajper i strzelił kapitalnie.

Znaleźliśmy się w piekielnie ciężkim położeniu. Niby GKS Katowice nadal prowadził, ale z dużego spokoju zrobiła się nerwówka. A Widzew zyskał (miał zyskać) wiatr w żagle, wiadomo, że taki moment wpływa na psychikę bardzo dobrze. I obawiałem się, że Łodzianie z animuszem na nas ruszą, a w związku z naszymi błędami w obronie będziemy oglądać niesłychaną remontadę skutkującą utratą być może nie tylko zwycięstwa, ale nawet wszystkich punktów.

I za ten fragment do końca meczu należy się naszym zawodnikom duża pochwała. Nie spanikowali, utrzymali chłodną głowę i nie dopuszczali rywala do groźnych sytuacji strzałowych. Uważam, że od utraty drugiej bramki do końca meczu, czyli przez ok. 20 minut, to był najlepszy defensywnie moment tego meczu. A sama końcówka, czyli trzymanie piłki daleko od własnego pola karnego, to przytrzymywanie Ilji było klasowe. Widzewiacy mogli tylko krzyczeć i machać rękami, łapiąc jedną kartkę za drugą. Katowiczanie w końcówce doprowadzili gości do całkiem konkretnej frustracji. Bardzo dobrze rozegrane i można powiedzieć, że wyrównali te swoje błędy świetną grą na koniec.

Cieszy to, że znów byliśmy bardzo skuteczni z przodu. No i właśnie – dwa gole strzeliliśmy po grze bardziej bezpośredniej i prostej. Trzecia to już było rozklepanie obrony rywala. Dobrze by było, żeby te nasze działania było różnorodne, bo tak naprawdę przeciwnik zawsze będzie z tego tytułu miał więcej problemów.

O Bartku Nowaku nie ma co się rozpisywać, bo znów udowodnił, że jest wybitny.

Mamy ciągle nad czym pracować. Znów straciliśmy bramkę, znów gubiliśmy się w obronie, oprócz tej końcówki. Gdyby Widzew był bardziej ogarnięty i skuteczny, mógł w pierwszej połowie spokojnie prowadzić w tym spotkaniu. A na początku drugiej wyrównać. Skorzystaliśmy mocno z ich indolencji w ofensywie, ale też wykorzystaliśmy do maksimum ich słabość w obronie. W sumie, czy nie na tym polega piłka?

Nadal musimy się nad kilkoma postaciami zastanowić. Pau Resta naprawdę musi się ogarnąć, bo nawet jeśli w większości gra poprawnie, to i tak w każdym meczu zalicza jakieś klopsy.

Ostatnio trener wystawia w pierwszej jedenastce Marcela Wędrychowskiego. Nie sądzę, że zawodnik tę pozycję utrzyma. Niestety po raz kolejny Marcel wypadł słabo – gubił piłkę, źle podawał w dobrych sytuacjach, przewracał się. To niestety nadal nie jest ten poziom, którego byśmy oczekiwali. Nawet jak mu czasem wyjdzie jakiś mecz, to potem popada w dużą – delikatnie mówiąc – przeciętność. W przeciwieństwie do swojego kumpla Kacpra Łukasiaka, który gra coraz lepiej. Kacper jeszcze mógłby się wstrzelić w tę bramkę, bo choć nie jest to jego głównym zadaniem, to prawie w każdym meczu oddaje jakiś strzał. Na pewno dodałoby mu to jeszcze większej pewności siebie. Ale i tak jest naprawdę dobrze.

Ostatecznie GieKSa pokazała, że solą piłki są bramki i to one zadecydowały o zwycięstwie. Do maksimum nasz zespół wykorzystał swoje atuty i słabość przeciwnika.

Dzięki temu zwycięstwu ta cała nieszczęsna Łęczna, gdzieś tam lekko odeszła za mgłę. To jest dokładnie to, o czym pisałem przed meczem. Im będziemy lepiej grać i punktować, tym jakieś wcześniejsze nieudane mecze coraz bardziej będą odchodzić w niepamięć. Piłka przecież nie znosi próżni i naprawdę nietrudno jest pewne rzeczy nadrobić czy nadpisać.

Dlatego po sporej dawce krytyki, jaką dałem po ostatnich dwóch meczach, tym razem chcę powiedzieć, że zespół przysporzył mi naprawdę sporo radości i za sporo rzeczy można naszą ekipę pochwalić.

A że jeszcze dzięki GieKSie Widzew miał się z pyszna – to już miód na moje GieKSiarskie serce.

PS Zapomniałem napisać wcześniej, a nie chce mi się już wplatać w tekst. Decyzja o niepodyktowaniu rzutu karnego po ręce Wiśniewskiego to kuriozum. Domyślam się, że u siedzącego na VAR Szymona Marciniaka to jest żaden argument o chowaniu ręki, tylko pewnie, że piłka najpierw odbiła się od biodra/brzucha, zanim trafiła Wiśnię w rękę. Sytuacja o tyle absurdalna, że to była tak minimalna zmiana toru lotu, że i tak by w tę rękę dostał. A ruch ręką do piłki był i nie zmienia tego fakt, że w ostatnim momencie „niby” tę rękę cofał. Dla mnie to jest ewidentny rzut karny i nie rozumiem, dlaczego Wojciech Myć nie został nawet wezwany do monitora. Znaczy wiem. Szymon Marciniak wie wszystko najlepiej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga